Kiedyś będziesz mój - Rozdział 21

Komórka dzwoniła od dobrych dwudziestu minut, a Marcin nie odczuwał żadnej potrzeby, aby odebrać i wdać się w bezsensowną rozmowę.
Siedział przy stole i pił samotnie wódkę, starając się zapomnieć. Zdawał sobie sprawę, że upijanie smutków nic nie da, a już na pewno nie cofnie czasu. Patrycja nie pojawi się niespodziewanie w mieszkaniu i nie przytuli go, zapewniając, że kocha go najmocniej na świecie. Nie zobaczy w jej oczach wesołych iskierek, a na twarzy - ślicznego uśmiechu.
Rozejrzał się po pomieszczeniu, a potem dłonią potargał sobie włosy, próbując je wyrwać. Oczy miał przekrwione od dwóch dni, bo źle sypiał. Czuł się zmęczony tą ciągłą gonitwą myśli i winieniem samego siebie za zaprzepaszczone szanse. Nie nadawał się do niczego, co kilkakrotnie powtórzył mu szef, dorzucając od siebie kilka mało przyzwoitych słów.  
Wyciągnął pogniecioną paczkę papierosów z kieszeni spodni i rzucił na stół. Chociaż cholernie chciało mu się palić, doskonale pamiętał, jak Patka zawsze go ganiła, krzywiąc tą swoją piękną twarzyczkę i wyganiając go na balkon.  
Piekące łzy kazały mu spuścić głowę i zamknąć oczy.
Patryk już dawno kazałby mu się otrząsnąć i wrócić, ale nie potrafił. Nie mógł tak po prostu spakować swoich walizek i wrócić. Jeśli ona znalazłaby sobie kogoś… Jeśli właśnie stworzyła związek z kimś innym… Jeśli przestała go kochać…
Przytknął dłonie do uszu, nie mogąc już dłużej słuchać tej cholernej melodyjki, która – zapętlona – nie pomagała mu myśleć jasno. I kiedy już myślał, że nie da rady dłużej tego znieść, telefon zamilkł.  
Odetchnął głęboko, a potem dolał sobie wódki i opróżnił kieliszek.  
Komórka ponownie rozdzwoniła się, więc sfrustrowany zabrał ją ze stołu i odebrał.
- Czego?
- Cześć Marcin! – powiedziała wesoło Ola. – Ciężko się do ciebie dzwonić, wiesz?
Przetarł dłonią twarz, bo takiego telefonu się nie spodziewał.  
- Ola, co się dzieje?
- Nic. Stęskniłam się.
Zacisnął zęby, wolną dłonią przytrzymując się krawędzi stołu.  
- Nie jestem już z twoją siostrą.
- Możesz mi powiedzieć, dlaczego?
Westchnął ciężko, szukając go w głowie wymówki.
- Nie powiedziała ci?
- Powiedziała, ale chcę to usłyszeć od ciebie – odpowiedziała uparcie. – Dlaczego z tobą zerwała?
- Co?
- Przecież ty byś jej nie zostawił!
Zacisnął mocniej palce na blacie stołu, przymykając oczy.
- Ola, dwoje ludzi czasami musi się rozstać.
- Nie chcę słuchać tych durnych formułek! Znalazła kogoś innego?
- Nie. Tak. Nie wiem… Okej? To jej prywatna sprawa.
- Marcin, tak nie może być!
- Czemu? – mruknął zrezygnowany.
- Pasowaliście do siebie. – Brzmiało to jak czysta oczywistość. Prychnął pod nosem. – Nie wiem, co ona widzi w tym idiocie, ale powinnam do ciebie wrócić.
- Ola…
- Kochasz ją, prawda?
- To nie jest takie proste, jak ci się zdaje.
- Niby czemu, co? Kochasz ją, więc dlaczego pozwoliłeś jej odejść do kogoś innego?
Kompletnie nie pojmował, jakim cudem Ola myślała, że Patrycja z nim zerwała. Przecież jako siostry, powinny mówić sobie o wszystkim! Wiedział, że między nimi bywało różnie, bo ta małolata była uparta i uwielbiała zadzierać nosa.  
- Ola, posłuchaj, obecnie jestem w Warszawie i…
- Co ty tam robisz?
- Mieszkam.
- Ale… jak to?
Przełknął ślinę z trudem, próbując ubrać swoją odpowiedź w odpowiednie słowa.
- Wiem, że zabrzmi to pewnie bardzo samolubnie, ale to ja odszedłem od Patrycji. – po drugiej stronie zapadła cisza, a Marcin poczuł się winny wszystkiemu jeszcze bardziej, więc zaczął się tłumaczyć. – Ola, musisz zrozumieć, że czasami po prostu trzeba się rozstać i pójść swoją drogą. Ja to zrobiłem i wierzę, że ona również ruszyła do przodu, bo tak trzeba. – Westchnął ciężko, bo dziewczyna wciąż się nie odzywała. – Słuchasz mnie?
- W takim razie, skoro odszedłeś to musiała zrobić coś złego, prawda? – zapytała rozgorączkowana. – Przecież nie mogłeś sobie pójść! Coś musiało się wydarzyć! Marcin?
- Chciałem zacząć na nowo.
- Bez niej? Przecież…  
- To była moja decyzja – odpowiedział twardo. – O Patkę ma się kto troszczyć.
- I nie obchodzi cię?
- Kto?
- Moja siostra. Czy ona w ogóle cię obchodzi?  
- Ola…
- Zadałam pytanie!
Zgrzytnął zębami, bo ta mała smarkula zaczęła mu działać na nerwy.
- Nie będę z tobą rozmawiał o Patrycji.
- Bo?  
- Nie, Ola. To koniec.  
- Mówiłeś, że nigdy jej nie zostawisz! Obiecałeś! – Usłyszał cichy szloch. – Wszyscy traktowaliśmy cię jak członka rodziny, rozumiesz? Moja mama… Boże, Marcin, co ty wyprawiasz? – szlochała. – Moja siostra nigdy nie znajdzie sobie nikogo takiego jak ty. Wiesz o tym. Wróć do niej. Błagaj ją, aby cię przyjęła do siebie. Zrobi to! Uwierz mi!
Pokręcił głową ze zrezygnowaniem.
- Nie.
- Musisz to zrobić!
Zacisnął dłoń w pięść, a telefon mocniej docisnął do ucha.
- Słucham? – naskoczył na nią. – Muszę? Co ja, kurwa, muszę?  
- Marcin – jęknęła.
- Sprawa zamknięta.
- Ale ja mam urodziny!  
Zaśmiał się drwiąco, nawet nie próbując się hamować. Alkohol robił z jego ciałem i umysłem, co chciał.  
- Tak mało wiesz o życiu – zakpił. – Cześć.
- Poczekaj!  
- Po co?
- Chciałabym, żebyś przyjechał.
- Patka z pewnością nie chce mnie widzieć.
- Do mnie. Na urodziny. Przyjedziesz?



Patrycja nie była przekonana do pomysłu Ligockiego i reszty. Dodatkowo, nie była zadowolona, że Ewelina znalazła trochę czasu dopiero w czwartek. Straciły dwa długie dni, a przecież mogłyby już dawno ułożyć cały układ, a potem mieć ogrom czasu na drobne poprawki i ewentualnie, na panikowanie.  
Na sali była pierwsza. Chciała przygotować się psychicznie do tego szalonego spotkania. Nie przepadała za tym sztywnym tańcem baletnic, a jednak oczekiwano od niej, że nauczy się niektórych kroków. Przecież Ewelina prędzej ją tego nauczy, niż ona nauczy ją wyrażania emocji w tańcu!
Westchnęła cicho, włączając muzykę, a następnie usiadła na podłodze i zaczęła się rozciągać. Nie chciała złapać kontuzji, bo wtedy szanse na otrzymanie roli zniknęłyby bezpowrotnie. Obiecała sobie, że stanie na nogi. Sama. Odda wszystkie pieniądze Arielowi i będzie w pełni niezależna.  
- Cześć!
Zamarła, a potem odwróciła się w stronę Eweliny, krzyżując nogi.
- Cześć – odpowiedziała smętnie, wracając do ćwiczeń.
- Bez humoru?
- Tak jakoś – mruknęła Patka, rozszerzając maksymalnie nogi i pochylając się do przodu, aby na koniec dotknąć podbródkiem podłogi. Wytrzymała dłuższą chwilę w takiej pozycji, a potem ostrożnie pogłębiła skłon, czując palący ból w okolicach ud.
- Jesteś dobrze rozciągnięta, jak na tancerkę – powiedziała rozbawiona blondynka, pozbywając się kurtki i bluzy. Poprawiła top na cienkich ramiączkach i dołączyła do Patrycji. – Rzadko widuję takie rzeczy.
Brunetka uniosła jedną brew do góry, szczerze żałując, że musi tańczyć akurat z nią.
- Czy my się skądś znamy?
Ewelina uśmiechnęła się szeroko, przyjmując tą samą pozycję do Patka.
- Kojarzę cię z tych wszystkich spektakli, które obsadzałaś z grupą Igi. Braliście najlepsze role, więc nigdy nie mogłam zabłysnąć – mówiła rozbawiona. – Nawet kilka razy mignęłaś mi w różnych klubach, ale chyba nie powinnam ci tego mówić, bo brzmi to tak, jakbym miała obsesję na twoim punkcie.
Patrycja poczuła się nieswojo. Sam fakt, że dla blondynki nie była obcą osobą… Przygryzła wargę i wróciła do pozycji siedzącej, rozmasowując mięśnie ud i łydek.  
- Nie powiedziałabym, że były najlepsze, ale można było się wykazać.
- Dokładnie! Czasami żałowałam, że nie zapisałam się do waszej grupy.
- Co cię przed tym powstrzymywało?
- Jestem indywidualistką, całkowicie niezależną. Praca w towarzystwie tylu osób… - Skrzywiła się delikatnie, wyprostowując ręce. – Zresztą, Kacper poczuł to na własnej skórze, kiedy dałam mu kosza na parkiecie.  
Brunetka zastygła w bezruchu.
- Co?
- No, Kacper. Ten, z którym się spotykasz.
- Znacie się? – zapytała zaskoczona.
- Oczywiście, że tak. Nie mogłabym zapomnieć takiego subtelnego podrywu. – Roześmiała się dźwięcznie. – Ile razy się już spotkaliście?
- Cztery.
Ewelina uniosła brwi do góry, pogwizdując cicho.
- No cóż, chyba jesteś lepszą partią ode mnie, skoro tak długo się o ciebie stara.  
- O czym ty gadasz? – zdenerwowała się, niespodziewanie wstając. – Jeśli masz zamiar…
- Hej! Nie mam żadnych zamiarów. Po prostu, chciałam, żebyś wiedziała, że to nie jest taki facet, na jakiego wygląda.  
- Co mam przez to rozumieć?
- Bądź ostrożna.
- Dlaczego?
- Niektórych ludzi ciężko pozbyć się z naszego życia – odpowiedziała, krzywiąc się. – Przyjrzyj mu się uważnie i poobserwuj, a potem wyciągnij wnioski. Sama zobaczysz, czy jest ciebie wart.
Patrycja wzięła głębszy wdech i na chwilę, odwróciła się plecami do koleżanki. Próbowała zebrać myśli, które obijały się boleśnie o jej czaszkę.
Kacper…
Starała się uspokoić, bo przecież nie miała powodów do niepokoju. Owszem, miał problem ze swoim przyjacielem natury typowo samczej, ale czy to mógłby być powód, aby zerwała z nim znajomość?  
Dlaczego Ewelina tak uparcie sądzi, że to nie jest chłopak dla niej?
- Możemy skupić się na tańcu?
Twarz blondynki rozświetlił szczery uśmiech.
- Jasne – zawołała ochoczo, podnosząc się z podłogi.



Siedzenie na uczelni do późna, nie było dla Moniki spełnieniem najskrytszych marzeń. Nie chciała wracać do domu, aby mama nie zdawała jej setki pytań odnośnie kiepskiego samopoczucia. Już wystarczyło jej, że przy przyjaciółce czuła się potwornie. Wyrzuty sumienia podwoiły się, kiedy pomyślała o Arielu. Dzielnie trzymał się swoich zasad i całkowicie zerwał kontakt.
Pochylił się bardziej nad zeszytem, próbując skupić swoje zapłakane oczy na tekście, który próbowała opracować. Pisanie pracy było okropnie czasochłonne, a kiedy jeszcze w zanadrzu miała takie rozterki życiowe, wydawało się wręcz niemożliwe.
Przygryzła mocno wargę i przeczytała ostatni akapit jeszcze raz, ale wciąż nic nie rozumiała. Totalny bełkot. Kolejna próba, również nic nie dała, więc sięgnęła po telefon, który leżał w torebce i przeszukała kontakty, zatrzymując się na jednym imieniu, którego właściciel mógłby pomóc jej oderwać myśli od tego bałaganu, jaki miała w życiu.
Artur chciał się z nią spotkać wieczorem, a blondynka miała zamiar przyspieszyć spotkanie. Przecież nic złego się nie stanie, jeśli poleżą w łóżku dwie godziny dłużej.  
Zanim jednak wybrała numer, rozejrzała się po uczelni. Nie miała zamiaru być obiektem drwin.
Już wybierała połączenie, kiedy wyczuła czyjąś obecność. Podniosła głowę i wlepiła oczy w Łukasza. Stał przed nią z rękami w kieszeniach jasnych spodni. Błękitna koszula tylko przypomniała jej, jak w pośpiechu ją rozpinała ostatnim razem, kiedy byli razem. Na uczelni.  
- Dzień dobry – wyszeptała drżącym głosem, rozłączając się.  
- Monika, czego się uczysz?
Nie potrafiła odgadnąć tego wyrazu twarzy, więc tylko zacisnęła usta i zaczęła zbierać notatki. Niespodziewanie, Łukasz przykrył jej dłonie swoimi, delikatnie je ściskając. Poczuła się niezręcznie, ale nawet nie śmiała mu się wyrwać.
- Spieszę się.
- Wreszcie nadarzyła się okazja do rozmowy – powiedział, całkowicie ignorując jej wcześniejsze słowa. Przyjrzał się jej uważnie, aż poczuła nieprzyjemne dreszcze przebiegające wzdłuż kręgosłupa. – Musimy porozmawiać, wiesz o tym?
- Naprawdę się spieszę, proszę pana.
- Nikogo tu nie ma.
- W każdej chwili, może się pojawić.
- I co z tego? – rzucił sfrustrowany. – Tak bardzo przejmujesz się opinią innych?
- Tak, bo jestem studentką, a ty…
- Wiem – syknął. – Wybiegłaś ostatnim razem tak nagle, że…
- Skończ zanim zaczniesz – ostrzegła go. – Zamknęłam tamten rozdział i nie zamierzam do niego wracać.
- Nic nie czułaś?
- Nie.
- Masz kogoś – mruknął z niechęcią.
W pierwszej kolejności pomyślała o Arielu, ale dość szybko przypomniała sobie, że przecież straciła go. Dopiero później, w jej głowie pojawił się Artur.
- Nie zamierzam wyprowadzać cię z błędu.
- To ten facet, który cię wtedy przywiózł?
Westchnęła ciężko, próbując cofnąć dłonie.
- Nie twoja sprawa.
- Nie cierpię, kiedy ktoś mi doprawia rogi.
- Słucham? – zapytała, bo myślała, że się przesłyszała. – Przecież my nie jesteśmy razem.
- Spotykałaś się ze mną.
- To niczego nie zmienia. Nie powinno cię obchodzić z kim teraz jestem, bo to tylko moja sprawa.  
- Okej – mruknął, prostując się. Monika od razu zabrała się do zbierania notatek, po czym niedbale wrzuciła je do torebki. Włożyła włosy za ucho i wstała, dając mu jasno do zrozumienia, że to koniec rozmowy. – Wiesz, że zbliża się zaliczenie?
Uśmiechnęła się kpiąco, na krótką chwilę przenosząc wzrok na jego twarz.
- Szantaż? Serio?
- Nie. Oczywiście, że nie.
Pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Jesteś śmieszny.
Zacisnął mocno szczękę, a blondynka wiedziała, że go wkurzyła, ale nawet nie była z tego powodu niezadowolona. Należało mu się.
- Igrasz z…
- Mam to gdzieś. Zdam ten rok i obronię się, i nikt nie stanie mi na drodze.  
- Tak myślisz?
- Zapomniałeś już o tych wszystkich smsach, telefonach i spotkaniach? Mam na myśli ślady, jakie pozostawiłeś.  
Zabijał ją wzrokiem. Czuła to.
- Chcesz się bawić w ten sposób? – syknął.
- Nie. Tylko cię uświadamiam, że oboje będziemy ponosili konsekwencje. – Posłała mu słodki uśmiech, a potem wzięła torebkę i minęła go, udając się w kierunku schodów, prowadzących na parter.  
Niedaleko szatni, zatrzymała się i oparła o ścianę. Przeczesała dłońmi włosy, a potem zsunęła się na podłogę, ciężej oddychając.  
Nie spodziewała się takiego spotkania i zaczęła żałować, bo mogła wrócić do domu i pozwolić mamie zadać te beznadziejne pytania. Wszystko byłoby lepsze od użerania się z tym idiotą.  



Patrycja oddychała z trudem, bo po trzech godzinach intensywnego treningu z Eweliną, miała już dosyć. I gdyby jeszcze miała cały układ, ale nie! Raptem trzydzieści sekund!
Zmęczona, zgięła się w pół, ignorując blondynkę, która dalej powtarzała te kilka kroków, które udało im się wymyśleć.  
- Nie daję już rady – wysapała, wycierając dłonią pot z czoła. Powoli wyprostowała się, poprawiając wilgotne kosmyki włosów, które się pozawijały. – Jutro dokończymy, dobrze?
- No weź! Patka, zróbmy sobie krótką przerwę, zjedzmy coś, a potem wrócimy do…
- Nie, nie, nie – jęczała brunetka. – Nie dziś. Proszę!
- Ale…
- Chcesz mnie nauczyć jakiś skomplikowanych figur.
- Tylko dwóch – sprostowała Ewelina, posyłając jej szeroki uśmiech. – Poradzisz sobie.
- Nie w tym rzecz. – Pokręciła głową. – Po prostu, moje ciało jest zmęczone i z pewnością nie dam rady już dłużej dawać sobie wycisku, bo skończę z kontuzją.  
Blondynka pokiwała głową, wyłączając muzykę i siadając na podłodze.  
- Dobrze. W takim razie, widzimy się jutro. O tej samej porze?
- Godzinę później, bo jutro jestem dłużej w pracy.
- Dobrze.
Patrycja przyjrzała się uważnie Ewelinie, zastanawiając się, czy na pewno między nimi jest wszystko w porządku.
- Jesteś zła?
- Nie.
- Rozczarowana?
Roześmiała się.
- Nie, raczej zmęczona. – Odchyliła mocno głowę do tyłu, rozmasowując sobie szyję. – Myślałam, że uda się nam to dzisiaj, ale przeliczyłam się. – Uśmiechnęła się pod nosem. – Mamy jeszcze trzy dni,
- Dwa – szepnęła brunetka, uśmiechając się przepraszająco. – W niedzielę moja siostra wyprawia urodziny, więc muszę do niej pojechać.  
Mina blondynki pozostawiała wiele do życzenia.  
- Serio? Przecież musimy się zobaczyć i przećwiczyć! Nie wyjdę na scenę nieprzygotowana.  
Westchnęła ciężko, rozplątując warkocz i przeczesując włosy palcami.
- Mi również taki plan nie odpowiada, ale nic nie poradzę. Muszę pojechać.
- Nie wiem. Może rano, co?
- Niech będzie.
- Super! – ucieszyła się blondynka, a potem podskoczyła, klaszcząc w dłonie. – Widzimy się jutro i damy z siebie wszystko, aby ułożyć cały układ, okej?
- Tak.
Ewelina podeszła do swojej torby i napiła się wody, raz po raz odgarniając włosy z czoła. Niektóre kosmyki wyrwały się z jej idealnego koku, trochę niszcząc jej idealny wizerunek baletnicy. Patrycja przyglądała się tej dziewczynie z podziwem. W razie potrzeby, trenowałaby dwa razy dłużej - bez problemu.  
- Patka?
- Tak.
- Czy Ariel ma kogoś? – zapytała, lekko zawstydzona z zaróżowionymi policzkami. Brunetkę zaskoczyło to pytanie. – Nie, żebym coś od niego chciała, ale fajny z niego facet.
Patrycja uśmiechnęła się mimowolnie.  
- Masz rację.  
- Czyli?
Wzruszyła ramionami.
- Raczej jest sam.
- Dzięki! – odpowiedziała ze śmiechem blondynka. – A Monika, tak przypadkiem, nie ma go na oku?
Zdumienie Patki doprowadziło do tego, że prawie potknęła się o własne nogi, gdy szła po swoją torbę.
- Oszalałaś?
- Właśnie, nie wiem. Nie lubi mnie, ale wydaje mi się, że patrzyła na niego w taki… szczególny sposób. Wyglądała tak, jakby jej zależało.
- Nienawidzą się. Dosłownie.  
- Serio?
- Tak! Ich kłótnie są długie, męczące i ubarwione w naprawdę piękne słownictwo.  
- Aż tak się nie dogadują?
- Niestety.
Ewelina zmarszczyła czoło, a potem niespodziewanie rozpogodziła się, znowu się uśmiechając.  
- No cóż, lepiej dla mnie.  



Stał na przystanku tramwajowym w samej bluzie z kapturem naciągniętym na głowę. Spodnie dresowe i zwykłe adidasy, również niczego nie ułatwiały, a już na pewno, nie dawały potrzebnego ciepła. Żałował, że się nie przebrał, ale zależało mu na czasie. Miał się spotkać z Moniką, a musiał się przecież przygotować.  
Czekała na niego kolejna gorąca noc.  
Na samą myśl, uśmiechnął się pod nosem, wtykając słuchawki do uszu. Wybrał przypadkową piosenkę w telefonie i przymknął powieki, delektując się muzyką. Poczuł wibracje komórki, więc otworzył oczy i zerknął na wyświetlacz, gdzie czekała na niego wiadomość od Kacpra.  
„Masz kiedyś czas? Chciałbym pogadać o Patce.”  
Zacisnął szczękę i zablokował ekran, nie zamierzając odpisywać. Od ich pierwszej randki, nie zwierzał mu się z żadnego spotkania, ale teraz co? Nagle przypomniał sobie o nim i chciałby zasypać go szczegółami? Pewnie łóżkowymi, bo jakżeby inaczej…
Artur był niesamowicie zadowolony, że postanowił poświęcić trochę wolnego czasu koszykówce, dzięki czemu, nie odczuwał aż tak dużej złości. Wyładował się na piłce i był już spokojniejszy, chociaż, gdyby spotkał Kacpra na swojej drodze… Z pewnością, powiedziałby mu kilka miłych słów.  
Rozejrzał się wkoło i wtedy jego wzrok padł na szczupłą brunetkę. Coś ścisnęło go w żołądku i w pierwszej chwili, chciał udać, że jej nie widzi, ale nieznana siła, popchnęła go w jej kierunku.  
- Cześć – powiedział, stając obok niego.  
Dziewczyna podniosła głowę do góry, poprawiając włosy i zszokowana, otworzyła szerzej oczy.
- Artur?
- Czemu jesteś taka zaskoczona? – zapytał rozbawiony.  
Otaksowała go spojrzeniem od góry do dołu, krzywiąc się delikatnie.
- Nie jest ci zimno?
Wzruszył niedbale ramionami.
- Zaraz i tak będę w domu.  
- A jak się przeziębisz?
- Będę miał pretekst, aby pójść na L4 i odpocząć od Darskiego. – Uśmiechnął się szeroko. – Fajny plan, prawda?
Patrycja pokręciła głową z niedowierzaniem, uśmiechając się niepewnie.  
Przyjrzał się uważnie jej twarzy, ale nie zobaczył nic podejrzanego. Podobno, zakochane dziewczyny wyglądały promiennie w fazie zauroczenia. W myślach nazwał się durniem, doszukując się takich idiotycznych rzeczy, ale czuł straszną chęć dowiedzenia się, czy Kacprowi układa się z Patką.  
- Nie jest zły, ale mógłbyś się bardziej wysilić.
- Co tutaj robisz?
- Wracam z treningu.
- Było ciężko?
- A co, widać? – zapytała przejęta, rozczesując palcami włosy.
- Nie jest źle.
Wywróciła oczami, więc roześmiał się szczerze, nie spuszczając wzroku z jej twarzy.  
Dlaczego ona musiała być taka ładna?
- Mam szansę wystąpić w spektaklu.
- Naprawdę?  
Czy mu się tylko zdawało, czy ta dziewczyna naprawdę miała ogromny talent? Byle komu nie proponują czegoś takiego…
- No tak. Obecnie trenuję z jedną z baletnic, która rywalizuje ze mną o główną rolę.  
- Główna rola, no proszę – powiedział z podziwem. – Więc naprawdę masz talent.
Uniosła brew do góry.
- Wątpiłeś w to?
- Nigdy cię nie widziałem, jak tańczysz - tłumaczył. - Jak naprawdę tańczysz – poprawił się.
Spuściła głowę, a on poruszył się niespokojnie. Było mu cholernie zimno, ale dla rozmowy z Patką, mógłby marznąć w nieskończoność. Zaskoczony własnym odkryciem, szybko zganił siebie w myślach i doprowadził do porządku.
Naciągnął niżej kaptur, prawie na nos i wsunął dłonie do kieszeni spodni. Za bardzo korciło go, aby dotknąć tej dziewczyny.  
- Będziesz mógł zobaczyć, ale dopiero na wiosnę. Na razie jeszcze nie została wybrana obsada, no i role również są niepewne. Jeszcze nawet nie wiem, jak to wszystko będzie wyglądało.  
- Z pewnością się pojawię.
- To fajnie.
Uniosła na chwilę głowę i spojrzała na niego, ale tak zupełnie inaczej niż dotychczas. Patrzył na nią wyczekująco dłuższą chwilę, bo spodziewał się jakiegoś pytania, ale ona milczała.  
- A jak tam w pracy? – zagadnął.
Roześmiała się.
- Jakoś leci. Paula wciąż nie za bardzo za mną przepada, ale ze wzajemnością. Nie, żebym coś do niej miała, ale jej podejścia do życia bywa irytujące.
- Coś na temat wspominałaś – powiedział rozbawiony. – Nigdy nie myślałaś, aby zmienić miejsce pracy?
Otworzyła szeroko oczy.
- Ale jak?
Pokręcił głową.
- No normalnie. Poszukać w Internecie czegoś lepszego.  
- Ta praca wcale nie jest taka najgorsza. Zawsze mogłam trafić gorzej.  
- Ale nie jest też najlepsza.
- Pracujesz z Darskim, którego firma awansowała, chociaż to tobie obiecano rychły awans. I co masz do powiedzenia na ten temat?
Zacisnął szczękę, próbując podejść do tego tematu dość spokojnie.
- Stąpasz po cienkim lodzie.
- Nie mam racji?
- Masz.
- Więc?
Odwrócił od niej wzrok, wpatrując się w asfalt.  
Nie chciał z nikim rozmawiać o powodach, dla których zatrudnił się w takiej a nie innej firmie. Lubił Patrycję, naprawdę, ale szczerze wątpił, aby mógł wyjawić jej jedną z największych tajemnic swojego życia.  
Nawet Kacper nie wiedział wszystkiego.
- O której masz tramwaj? – zapytał, z powrotem przenosząc na nią wzrok.
- Za dziesięć minut.
Jak na złość, akurat jego przyjechał. Dziewczyna mieszkała w zupełnie innej części miasta, co nieco ułatwiło mu zadanie, chociaż wolałby z nią zostać i pomilczeć.
- Mój już jest. Trzymaj się i powodzenia!
Nie usłyszał nic, bo wokół niego zrobił się niewielki tłum, napierający na drzwi. Odwrócił głowę i spróbował odnaleźć Patrycję, ale nigdzie jej nie zobaczył. Westchnął ciężko i wsiadł do środka, przeciskając się między ludźmi.  



Monika obróciła się na drugi bok, mocniej wtulając policzek do poduszki. Spała w nieswoim łóżku i czuła pewien dyskomfort. Artur nie dał jej odczuć, że jest niemile widzianym gościem w jego mieszkaniu, ale czuła, że wcale nie pasuje do tego miejsca.  
Mieszkanie Ariela było zupełnie inne: uporządkowane, schludne, nowoczesne, zadbane i co najważniejsze, sam Ariel był zupełnie inny – mniej porywczy.  
Westchnęła cicho, a potem sięgnęła po komórkę, którą trzymała pod poduszką i sprawdziła godzinę. Dochodziła pierwsza w nocy. Nie potrafiła zasnąć od dłuższego czasu, podczas, gdy Artur spał sobie w najlepsze, co jakiś czas, uśmiechając się przez sen.  
Owinęła się szczelniej kołdrą i przymknęła powieki, odganiając niechciane łzy, przez które zaczęły ją piec oczy.  
Musiała wreszcie zasnąć.



Do niedzieli czas minął szybko. Patrycja mogła wreszcie się wyspać, bo Ligocki odwołał poniedziałkowy pokaz. Przesunął go w dość odległym terminie. Jeśli dostałaby jakąkolwiek rolę, musiałaby lepiej rozplanować czas po nowym roku, bo wtedy właśnie miały zacząć się próby.
Od dobrej godziny jechała autokarem, na który wydała większość swoich oszczędności, bo zachciało się jej kupować bilety na ostatnią chwilę. Westchnęła cicho, a potem poruszyła się niespokojnie na fotelu, mocniej zaciskając palce na papierowej torbie, w której była sukienka. Nie była tania, ale rabaty pracownicze uratowały sprawę. Oszczędziła dosyć dużo pieniędzy, ale jej zapasy i tak się uszczupliły.  
Wyciągnęła komórkę z torebki i zaczęła ją obracać w dłoni, aby móc przyjrzeć się bliżej swojej twarzy, którą widziała na wygaszonym ekranie. Poprawiła makijaż, a raczej cień do powiek, który trochę osypał się na dolną linię rzęs. Przeklnęła w duchu i zaczęła ścierać kolorowe drobinki.  
Włosy skręciła w mocniejsze fale i dodała im trochę blasku, wyciskając z małej tubki resztkę jakiegoś olejku.  
Poczuła mocne skurcze żołądka, kiedy autokar zatrzymał się na dworcu. Wysiadła z niego z mocno bijącym sercem, cały czas powtarzając sobie w duchu, że sobie poradzi. Przed nią był jeszcze dwudziestominutowy spacer przez niezbyt przyjazny park. Nabrała powietrza do płuc i poprawiła kurtkę, przyspieszając kroku.  
Jej myśli krążyły wokół najróżniejszych rzeczy.  
Zastanawiała się, co powie jej matka i czy w ogóle coś powie. Nie zadzwoniła do niej ani razu i ciężko było stwierdzić, czy była zła, a może po prostu zajęta.  
I jeszcze Ola – uparta, przemądrzała, zawsze stawiająca na swoim. Jak miała jej przemówić do rozumu? Udowodnić, że jeszcze przed nią jest całe życie i tak naprawdę nie ma bladego pojęcia, ile złego czai się na zakrętach?  
Zaskoczona, zatrzymała się w miejscu, kiedy zobaczyła przed sobą niewielki, parterowy dom. Szare ściany tylko pogłębiały niepokój, który odczuwała od samego rana. Ogródek wyglądał okropnie, bo wszędzie były tylko szczątki tych pięknych krzewów, roślin i drzew, które tak uwielbiała. Spojrzała w bok na lśniący samochód, który nijak pasował do tego wszystko i się skrzywiła.  
Kto jeszcze przyjechał?
Pchnęła furtkę i ruszyła do przodu, próbując nie zwalniać kroku. Zanim nacisnęła dzwonek, wzięła kilka głębszych wdechów. Usłyszała krótki dźwięk, a później drzwi się otworzyły i stanęła w nich rozpromieniona Ola. Rzuciła się w ramiona siostry i zanim Patrycja się zorientowała, już była w środku i stała oszołomiona w przedpokoju, tuż przed swoją matką.  
- Cześć, mamo – szepnęła.
Kobieta uniosła niepewnie kącik ust do góry, a potem przytuliła ją dość sztywno i poszła do kuchni.  
Ciężar na sercu brunetki podwoił swoją wagę. Owszem, spodziewała się gorszego powitania, ale wciąż była częścią tej rodziny. Matka nie mogła dyktować jej swoich warunkach, ale kochać i wspierać – zawsze.  
Ściągnęła kurtkę i buty, zostawiła torebkę w przedpokoju i z samą papierową torbą, poszła do głównego pokoju, który ojciec zawsze chciał przerobić na duży i przestronny salon. Przerzuciła włosy na jedną stronę i otworzyła drzwi, po czym weszła do środka.  
W pierwszej chwili, poczuła dość intensywny, drogi i męski zapach. Bolesny skurcz żołądka tylko wzmocnił jej niepokój. Rozejrzała się i wtedy zobaczyła, że ktoś siedzi na fotelu. Przyjrzała się bliżej i zdała sobie sprawę, że skądś zna tą czuprynę. Nie mogła uwierzyć, że to mógłby być… Podeszła tam i odruchowo, przycisnęła dłoń mocno do szyi.  
- Marcin? – szepnęła.  
Mężczyzna podniósł się z fotela, a potem bardzo wolno obrócił się w jej stronę.  
- Cześć.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 5154 słów i 28705 znaków.

1 komentarz

 
  • Margo1990

    Proszę już o kolejną cześć proszę...