Kiedyś będziesz mój - Rozdział 33

Minął tydzień.
Nie było sensu wychodzić z domu i udawać, że jest wszystko w porządku, więc Patrycja siedziała na kanapie i oglądała powtórki seriali, nawet nie starając się zrozumieć fabuły i ogarnąć bohaterów. Myślami była daleko, a ciągle wibrująca komórka tylko pogarszała jej samopoczucie.
Nie odpisywała Arturowi, spotkanie z Moniką przenosiła ciągle na inny termin, a Arielowi wmówiła, że jakoś się trzyma i ma się nią nie przejmować. W pracy udawała, że wszystko jest w porządku, chociaż Paula posyłała jej triumfalne spojrzenia, czasami dorzucając kąśliwy komentarz na temat wyglądu, na który nie zwracała zbyt dużej uwagi.  
Czerwona bluzka do zielonej bluzy? A co to za różnica?
Oderwała wzrok od telewizora i starła łzy z policzków, nad którymi nie miała kontroli.  
Może nie straciła sensu swojego życia, bo chociaż straciła część siebie, która ufała Arturowi, to wyszła na tym lepiej niż poprzednim razem. Spełniło się jej marzenie, dostała główną rolę w spektaklu, który mógł odmienić jej przyszłość. Przecież mogła na zawsze już pozostać w ścianach teatru i wcielać się w coraz to nowsze role. Może nawet udałoby się zostać choreografką?  
Uśmiechnęła się przez łzy, ściągając gumkę z nadgarstka i wiążąc nią włosy.  
Dała sobie tydzień, w ciągu którego miała zamiar płakać do woli, użalać się nad sobą i zamknąć się przed całym światem. Praca licencjacka nie dawała jej spać, bo nawet jej nie zaczęła pisać. Musiała coś z tym zrobić, ale wciąż zwlekała. Potrzebowała naprawdę dużo czasu, aby ogarnąć samą siebie.
Zerknęła sfrustrowana na komórkę, która na chwilę przestała wibrować. Miała dwie wiadomości tekstowe oraz kilkanaście nieodebranych połączeń.
„Dlaczego się nie odzywasz?”
Zaśmiała się gorzko, a potem odczytała kolejnego smsa.
„Masz w ogóle zamiar się odezwać? Coś się stało?”
Rzuciła komórkę na kanapę, a potem pokręciła głową, czując się paskudnie.
Artur nie zdawał sobie z niczego sprawy. Nawet na chwilę przez głowę mu nie przeszło, że mógł zrobić coś nieodpowiedniego. Chociaż to słowo całkowicie nie pasowało do sytuacji, bo postąpił chamsko, grając na dwa fronty. I może mogłaby dojść do siebie, gdyby to była obca dziewczyna, ale chodziło o Monikę – jej najlepszą przyjaciółkę!
Pragnęła z nią o tym porozmawiać, ale co, jeśli się spotykają? Miała zniszczyć tą znajomość? Monika zawsze trafiała na idiotów, ale może dla niej Artur jest kimś innym? Może jej pomaga?
Odwoływała spotkania tylko dlatego, że nie mogłabym tak normalnie patrzeć jej w oczy i cieszyć się z jakichkolwiek dobrych informacji, jeśli byłyby związane z brunetem. Zaczęłaby płakać i Bóg jeden wie, czy nie wyjawiłaby jej całej prawdy.
Chwyciła szybko komórkę i wybrała jakże dobrze znany jej numer. Ariel odebrał od razu.
- Wcale nie jest w porządku – zawyła.
- Wiem, ale chciałem ci dać czas, abyś wszystko poukładała sobie w głowie.
- Nie chcę mówić Monice.
Przyjaciel westchnął ciężko.
- Dlaczego?
- A co, jeśli jest z nim szczęśliwa? Może dobrze im razem? Może dla niej jest kimś innym? – Zagryzła wargę. – Nie chcę jej stracić.
- Patryszja… obie jesteście oszukiwane. Powinna wiedzieć.
- Znasz ją. Co, jeśli mi nie uwierzy? Zrzuci całą winę na mnie?  
- Jeśli uważa cię za prawdziwą przyjaciółkę, będzie wiedziała komu ma zaufać i wierzyć. Artur wepchnął się między was i nawet nie jestem pewien, czy on w ogóle wie, że obie się znacie. – Chciała się wtrącić, ale jej nie pozwolił. – Nie bronię go. Broń Boże! Po prostu, powinniście szczerze porozmawiać. Ty i ona.  
Podniosła się z kanapy i wyłączyła telewizor, podchodząc do okna.  
- Muszę się uspokoić, bo jestem tak niestabilna w tym momencie… – Złapała się za głowę. – Artur niczego nie ułatwia, bo mi nie daje spokoju. Ciągle wydzwania, piszę smsy i boję się, że przyjdzie tutaj. Nie będę potrafiła mu spojrzeć w oczy.
- To raczej nie powinien patrzeć w twoje. Za kogo on się uważa? Naprawdę jest przekonany, że nic złego się nie stało?
- Nie rozmawiałam z nim.
- Co?!
- Nie mogę… Nie potrafię… Nie chcę… Jak tylko go zobaczę to zacznę płakać, a wtedy on z pewności przekona mnie do swoich racji. A jak mnie przytuli to już w ogóle, niczego sobie nie wyjaśnimy.  
- Tu nie ma czego wyjaśniać. Zachował się jak dupek i powinien mieć w sobie chociaż tyle godności, aby wyrazić skruchę.
- Mówił mi tyle razy, że nie pisze się na związki. Powinnam była to przewidzieć!
- Będziesz sobie teraz wyrzucać jakieś bzdury?! – warknął. – Jeśli ktoś tutaj powinien mieć wyrzuty sumienia to tylko on. Rozumiesz?! Zagrał sobie na twoich uczuciach, a ty… Nawet nie powinnaś litować się nad Moniką, bo oboje są siebie warci. Trafiła na kogoś swojego pokroju.  
- Jak możesz…?!
- A nie jest tak? Czemu trafiała zawsze na jakiegoś dupka? Sama puszczała się z kim popadnie! Ma teraz nauczkę!
- Ale mówiłeś…
- Tak, pamiętam. Lepiej byłoby, gdybyście ze sobą porozmawiały, bo martwię się o ciebie i twoje zdrowie psychiczne. Już raz byłaś w dołku, z którego nie potrafiłem cię wyciągnąć. Jeśli to się powtórzy… nie dam rady, wiesz o tym.  
Westchnęła cicho, skubiąc firankę.
- Monika jest zagubiona i bardzo ciężko znosi… wszystko. Musisz być wobec niej bardziej wyrozumiały. Miała ciężki okres w swoim życiu, z którym wciąż sobie nie poradziła. Potrzebuje dużo czasu i cierpliwości.
- Cierpliwości?! Boże, Patryszja! Ona… My…
Nie dokończył, jedynie mrucząc coś pod nosem.
- O co chodzi? – zapytała brunetka, napinając się jak struna. – Czy ja o czymś nie wiem?
- Jakby to powiedzieć… - Wypuścił głośno powietrze z płuc. – Przyjadę do ciebie za chwilę, okej?
- Co jest grane, Ariel?
- Nie będę o tym rozmawiał przez telefon.
- Bo?
- To bardzo skomplikowane i… cholernie mi wstyd, że w ogóle to się wydarzyło.
- O czym ty…
- Do zobaczenia – mruknął, a potem rozłączył się, pozostawiając Patrycję z mętlikiem w głowie.
Oderwała telefon od ucha i zaskoczona, spojrzała na niego.  
Nie miała pojęcia, o co chodziło Arielowi. Brzmiał zbyt tajemniczo, a jeśli była w to zamieszana Monika to musiało być coś poważnego. Oboje się nienawidzili, więc to z pewnością było coś złego.  
Pokręciła głową i podeszła do kanapy, opadając na nią. Ukryła twarz w dłoniach i wzięła kilka głębszych wdechów.
Dlaczego to wszystko musi być tak pokręcone, do cholery?
Wyrzucała sobie brak spostrzegawczości, bo przecież Artur nie był chodzącym ideałem i pewnie przeoczyła coś, co dałoby jej do myślenia i sprawiło, że grubo zastanowiłaby się nad ich znajomością.  
A tymczasem, wpuściła go do swojego życia i mieszkania, prawie oddając mu serce.  



Siedział na ziemi, opierając się plecami o łóżko i opróżniał, już którąś z kolei, butelkę piwa. Obrazy zacierały mu się przed oczami, ale ignorował ten fakt. Był zbyt skupiony na analizowaniu sytuacji z Patrycją, aby przejmować się swoim brakiem trzeźwości. Doskonale wiedział, jak kończy się każda jego popijawa, a jednak sięgnął po alkohol, całkowicie świadom zagrożenia.
Im więcej alkoholu krążyło w jego żyłach, tym bardziej chciał wstać i pojechać do niej, aby wyjaśniła mu swoje milczenie i ignorowanie jego telefonów.  
Nawet, jeśli dowiedziała się o tym pieprzonym pocałunku, to powinna z nim porozmawiać, do cholery! Udawała taką świętoszkę, taką wielce zranioną? Nie mogła mu wykrzyczeć w twarz, że jest chamem? Musiała chować się w domu, albo u Bóg wie kogo. Pewnie tego swojego przyjaciela, który na nią leciał. Może nawet pocieszył ją, zapraszając do swojego łóżka?
Zanim się zorientował, rozbił o ścianę jedną z pustych butelek. Wściekły, dyszał ciężko, ledwo nad sobą panując.  
Wizja Patrycji z kimkolwiek innym niż on sam… To nie było normalne, że tak świrował, ale wina leżała po stronie tej dziewczyny. Poudawała niedostępną, uzależniła od siebie, a potem postanowiła milczeć. Prowadziła z nim gierki. Napomykała coś o pozorach i nieśmiałości, a tymczasem była pewnie z kimś innym i to jemu mydliła oczy.
Podła…
Zagryzł sobie wargi prawie do krwi, bo nie mógł o niej nawet pomyśleć w zły sposób. Czuł się zraniony w jakiś sposób, ale nie mógł się przyznać do tego przed samym sobą. To nie było w jego stylu.  
Starał się przeanalizować sytuację i znaleźć racjonalne rozwiązanie, ale nic sensownego nie przychodziło mu do głowy.
Upił się tylko dlatego, że nie mógł znieść tego oczekiwania. Minęło dopiero siedem dni, równy tydzień, ale on już szalał.
Anita.
Sięgnął wolną ręką pod łóżko i wyciągnął pudełko, które znało lepsze czasy. Wyrzucił z niego wszystko, a potem znalazł między zdjęciami jedno, które utkwiło mu na długo w pamięci.
Trzymał w dłoniach zdjęcie USG, które dała mu Anita.  
Nigdy nie wracał myślami do tamtego dnia, bo doskonale pamiętał, jak prawie ją uderzył. Zamachnął się i w ostatnim momencie, zawahał się, a dziewczyna wyszła zapłakana, zatrzaskując za sobą drzwi. Mieszkał jeszcze z rodzicami i na swoje szczęście, byli wtedy na wakacjach.  
Patrycja rozumiała jego ból po stracie brata, ale pewnie nie zrozumiałaby tego, co zrobił tej biednej dziewczynie i… sobie.  
Szukała go, ale po co? Chciała mu spojrzeć w twarz i sprawić, że będzie miał wyrzuty sumienia? Przecież nie zapomniał! Te demony przeszłości wracały do niego za każdym razem, kiedy w jego życiu nie było najlepiej.  
Trzy sytuacje, które pamiętał zbyt dokładnie, nie dawały mu spać spokojnie.  
Niczego w sobie nie zmienił. Anita czułaby się rozczarowana.
Mimo wszystkiego, co jej zrobił, pragnęła, aby się zmienił. Zbyt dokładnie pamiętał jej ostatnie słowa w jego stronę oraz te oczy, pełne nadziei. Nie robiła mu wyrzutów. Cały świat użalał się nad jej losem, a ona milczała. Nikomu nie powiedziała prawdy. Nigdy nie zrobiła z niego sprawcy, a powinna, bo ją zmusił…
Zacisnął mocniej dłoń na butelce, a potem nią również rzucił w ścianę, patrząc, jak szkło rozpryskuje się na wszystkie strony.
- Kurwa – mruknął, spuszczając głowę.



Siedziała z podkulonymi nogami na kanapie, podczas, gdy Ariel siedział bokiem na stoliku, na którym stał telewizor. Nie patrzyli na siebie, chociaż dziewczyna widziała, że jej przyjaciel był załamany.
- Co mi chciałeś powiedzieć?
- To Monika powinna ci o tym powiedzieć, ale nie była w stanie i pewnie nigdy nie będzie, bo… nie grała fair wobec ciebie.
- Czyli? – zapytała, świdrując twarz Ariela. – Wiedziała, że ja i Artur…?
- Oczywiście, że nie. Gdyby wiedziała, pewnie wpadłaby w szał.
- Dlaczego?
Potarł uda dłońmi, spuszczając głowę.
- Nie wiem, jakim cudem to się stało, ale spodobałem się Monice – wydusił.
Patrycję zamurowało. Otworzyła szeroko oczy, a potem otwierała i zamykała usta, próbując coś powiedzieć, ale nic sensownego nie przychodziło jej do głowy. Nigdy nie spodziewałaby się, że Monika i Ariel…  
- Boże – mruknęła. – Jak? Rozmawiałeś z nią o tym?
- Wyszło przypadkiem. – Odetchnął ciężko, drapiąc się po głowie. – Spotkaliśmy się parę razy za twoimi plecami z różnych powodów. Pomagałem jej w kupnie sukienki, woziłem na randki i odbierałem z nich, kiedy zapłakana dzwoniła po mnie i błagała, abym się zjawił. – Czuła na sobie spojrzenie przyjaciela, więc niepewnie zerknęła na niego. Widziała w jego oczach ból. – Pomagałem jej i wiem, że świadomie skazałem siebie na to cholerne uczucie, które zżera mnie od środka.  
- Ty też… w niej…
- Tak. Głównie dlatego byłem wtedy przy niej. Pamiętam, jak spaliśmy razem u mnie. – Rzucił przyjaciółce spanikowane spojrzenie. - To był czysty przypadek, więc nie wyciągaj pochopnych wniosków, bo nigdy nie wykorzystałbym dziewczyny w jakikolwiek sposób dla własnych przyjemności! – zarzekał się. – Rozmawialiśmy i nawet, otworzyła się przede mną. Czułem, że zatarła się między nami granica, której nigdy nie potrafiłem przekroczyć. Zaczęła pytać o ciebie, czy kiedykolwiek jakaś inna dziewczyna będzie ważniejsza od ciebie. Nie zrozumieliśmy się, więc znowu schowała się w swojej skorupie i udawała wredną sukę.
- Dlaczego pytała akurat o mnie?
Westchnął.
- Wiem, jak to zabrzmi, ale ona całkowicie oślepła, więc nie widzi, jak bardzo się myli. - Patrycja opuściła nogi i rzuciła przyjacielowi naglące spojrzenie. – Zazdrości ci mnie. Zawsze zazdrościła.  
- Co? – wydukała. – Jak? Przyjaźnimy się. Wie o tym.
- Być może. – Przeczesał dłonią włosy. – Zawsze uważała, że czuję coś do siebie. Nie wiem, skąd… jak mogła o tym pomyśleć, ale Kacper też był przekonany, że ja… do ciebie… Nie wiem, durnie to brzmi, bo od zawsze przyjaźniliśmy się, więc nie widzę sensu…
- Jest moją przyjaciółką, gdybym sama cokolwiek do ciebie czuła, gdyby wydawało mi się, że ty coś do mnie czujesz, powiedziałabym jej o tym!  
- To nieistotne. – Zaśmiał się nerwowo. – Jest nam cholernie nie po drodze, bo żeby się na mnie odegrać za naszą przyjaźń, wskoczyła Arturowi do łóżka.
- Co?
- Powiedziała mi to podczas naszej ostatniej rozmowy. – Umilkł na chwilę. - Wtedy, kiedy było pierwsze przesłuchanie do spektaklu, wyszła w połowie twojego występu, bo nie mogła znieść zachwytu w moich oczach – zadrwił. – Na zewnątrz spotkała Artura i… no cóż, oboje wiedzieli co mają robić.
- Skąd wiesz, że to na pewno o niego chodzi?
- Mówiła mi o nim.  
- Może ona też coś do niego czuje?
Wzruszył niedbale ramionami.
- Chuj mnie to obchodzi, bo i tak puszczała się, kiedy prawie dałem jej serce na tacy. - Brunetka zakryła dłonią usta, cicho płacząc. - Tydzień temu powiedziałem o kilka słów za dużo, więc chciała mi zrobić na złość. Pocałowała go, co zresztą sama widziałaś.
Zacisnęła usta.
- Pamiętam.
- Jeszcze niedawno pocałowała mnie, a ja ją odepchnąłem i kazałem wyjść, bo… Ona nawet nie zdawała sobie sprawy, że źle robi, że nie powinna przychodzić do mnie i błagać, skoro to jemu grzała łóżko.
- Jak się z tym czujesz?
- Kiepsko.  
Zamilkli, a Patrycja dusiła w sobie rozpacz, z którą nie mogła sobie poradzić. Artur popsuł wszystko. Gdyby skupił się tylko na jednej z nich, najlepiej jej samej, jeden dramat nigdy nie miałby miejsca, a tak były dwa złamane serca zamiast jednego.  
- Tym bardziej nie mogę z nią porozmawiać. Nie będę potrafiła trzymać języka za zębami i wygarnę jej, że jest podła, bo mogła powiedzieć ci co czuje, zamiast sugerować się wymysłami swojej wyobraźni!  
- Właśnie dlatego nic ci na ten temat nie wspominałem i zakazałem Monice, która oczywiście wymyśliła własną wersję.
- Kochasz ją?
Zmarszczył brwi, krzywiąc się.
- Nie zadawaj mi tego typu pytań.
- Czas uleczy rany.
- I kto to mówi – spróbował zażartować.
Roześmiała się gorzko.
- Wiem, że czuję coś do Artura i wciąż boję się, że mogłam się w nim zakochać.
- Nie możesz o nim myśleć, bo pokochasz wszystkie dobre wspomnienia z nim związane i rzeczywiście się zakochasz, a wtedy nie będę mógł ci pomóc.  
Pokiwała głową.
- Zostaniesz dzisiaj u mnie?
- Nie. Muszę przespać się z tym wszystkim i muszę się ogarnąć, bo jak przez kolejny tydzień nic nie zrobię ze swoim projektem, to mi zabiorą kontrakt, a na to nie mogę sobie pozwolić.
- Przykro mi, bo… to ja was poznałam i to moja wina, że…
Ariel rzucił przyjaciółce zimne spojrzenie.
- Zakochałem się, bo jestem idiotą. Powinienem od razu wiedzieć, że to nie jest odpowiednia dziewczyna i lokowanie w niej uczuć to najgorsza rzecz, jaką mogę zrobić dla siebie i własnej kariery, ale zrobiłem to i nie ma już odwrotu.
- Będzie lepiej – powiedziała, próbując w to uwierzyć.
- Musi być, bo męczy mnie to ciągłe życie w zawieszeniu.
Doskonale wiedziała, o czym mówił.



Blondynka siedziała do późna na uczelni, bo nie mogła usiedzieć w domu. Matka zaczęła zadawać głupie pytania, na które nie miała zamiaru odpowiadać. Straciła Ariela, a Artur okazał się dupkiem, co niezbyt ją zaskoczyło. Powinna to wiedzieć od samego początku, bo był stanowczo zbyt pewny siebie. Oczywiście, dostawał wszystko, co tylko chciał i sama sobie była winna, bo mogła dać mu kosza, ale poszła z nim na to głupie piwo, a potem weszła mu do łóżka, przyjmując jego zaproszenie.
Balansując między nimi dwoma, nie dostała żadnego z nich. Ariel kazał jej usunąć numer i kiedy wreszcie się zobaczyli, nie żałował na nią słów. Artur żył sobie ze swoją Panną Idealną i dopóki między nimi będzie wszystko w porządku, pewnie się nie odezwie.  
Nieoczekiwanie, rozdzwoniła się jej komórka, więc zerknęła na nią i otworzyła szerzej oczy ze zdumienia. Dzwonił, ciekawe po co?
- Czego chcesz?
- Jesteś dziś zajęta?
- Co to za pytanie? – ofuknęła go. – Nie odzywasz się, każesz mi spadać, a teraz coś takiego?
- Nie będę, kurwa, odpowiadał na twoje durne pytania. Nie jesteś dziewczyną, którą prosi się o cokolwiek. Masz czas czy nie?
- Wal się – warknęła, a potem rozłączyła się i z furią wrzuciła komórkę do torebki, nie mogąc zapanować nad drżeniem rąk.
Nie dawał spokoju, dzwoniąc dalej, ale ona nie czuła się na siłach, aby kolejny raz z nim porozmawiać. Nie czuła się zraniona, bo poniekąd miał rację, ale czy on nie mógłby być delikatniejszy?
Po kilku minutach, postanowiła odebrać.
- Czego? – mruknęła, siląc się na obojętność, chociaż w jej oczach czaiły się łzy.
- Jestem dupkiem i jestem dziś sam.  
- Bierzesz mnie na litość? – zadrwiła. – Myślisz, że się na to nabiorę?
- Też jesteś sama.
- Jesteś w błędzie.
- Kłamiesz.
Westchnęła ciężko, podnosząc wzrok na sufit.
- Czego ty ode mnie chcesz, co?  
- Przyjedziesz dziś do mnie?
- Chyba żartujesz – zakpiła. – Nie będę twoją dziwką na telefon.
- Ostatnie wydarzenia pokazują coś innego.
- Jesteś skurwysynem i wiesz co? Cieszę się, że ta dziewczyna wreszcie otworzyła oczy i dała ci kopa w dupę, bo ci się należało!
- Już? Skończyłaś te beznadziejne wyrzuty?
Prychnęła.
- Ty nie widzisz w swoim zachowaniu nic złego, prawda?
- Mam ci przypomnieć, kto ostatnio rzucił się na mnie, aby wzbudzić zazdrość w jakimś pajacu? Nie wyglądałaś na niechętną, kiedy mnie całowałaś.
- Jesteś skurwysynem!
- Słuchaj uważnie, bo powiem ci coś. Pieprzyłaś się z tym skurwysynem i było ci dobrze, więc nie rób z siebie takiej świętoszki, którą nie jesteś.  
Pojedyncza łza spłynęła po jej policzku, ale szybko starła ją. Nie mogła płakać i to na pewno nie przez niego!
- Jesteś popieprzony!
- Tak, jak i ty.
Pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Nie przyjadę.
- Nawet nie przyjmuję tego do wiadomości.
- Gówno mnie to obchodzi. Nie mam czasu na szybki numerek.
- Przyjedź. Proszę.
Westchnęła.
Dlaczego prosił ją o coś takiego?  
- No nie wiem… - wahała się.
- Mam cię przeprosić?
- Pytasz?
- No dobra, przepraszam.
- Jesteś naprawdę skruszony – mruknęła sarkastycznie. – Co ci tak zależy?
- Przyjedziesz? – zapytał z zniecierpliwieniem.
- Niech ci będzie. Mi również przyda się odskocznia.
- Na razie.
Nawet nie zdążyła się z nim pożegnać, bo się rozłączył.
Chowając notatki, nie była pewna czy postępuję dobrze. Artur nie był ani trochę delikatny czy subtelny. Dostawał to co chciał przy minimalnych staraniach, a ona jeszcze pozwalała mu na wszystko.  
Prowadziła wewnętrzną walkę, wychodząc z uczelni.  
Podjęła decyzję tylko dlatego, że głupio było spać samemu, tak z pustym sercem.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3731 słów i 20242 znaków.

4 komentarze

 
  • Zuza

    ???  Ja tego nie ogarniam. Jak to tak? I co teraz ona znowu wejdzie mu do łóżka? Co za bałwan!!! Chłopie ogarnij sie!!

  • Lil

    Żeby tylko się nie przespali ze sobą.

  • ...

    Wkurwia mnie ta Monika. Ja rozumiem, problemy problemami i tak dalej, ale to co ona teraz robi to wykazanie się wybitnym debilizmem.
    :pissed:

  • Mimi

    Masakra...