Kiedyś będziesz mój - Rozdział 29

Siedziała na podłodze i patrzyła na roześmianą Ewelinę, która zamiast tańczyć, wygłupiała się, poruszając się w rytmie muzyki. Patrycja wywracała oczami, chociaż bawiło ją zachowanie koleżanki.
Zerknęła na komórkę i zmarszczyła brwi, bo kolegi blondynki wciąż nie było, a ona nie miała zbyt wiele czasu, bo czekała na nią jeszcze praca – zapewne w towarzystwie przeuroczej Pauli.  
- Nie ma go – powiedziała, a Ewelina od razu wyprostowała się i przybrała wojowniczą pozę. – No co? Przecież nie możemy na niego czekać w nieskończoność! Mamy niepełny układ i wciąż nie potrafię wykonać kilku figur!
- Mamy również wystarczająco dużo czasu, aby wszystko opanować, a si zaraz tu będzie.  
- A co, jeśli uzna, że cały układ jest beznadziejny?
- Mówiłam ci już, że jest w porządku. - Brunetka wzruszyła niedbale ramionami, po raz kolejny wywracając oczami. – Czemu jesteś do niego taka uprzedzona?
- To nie jest twój obecny partner, tylko poprzedni, więc z jakiegoś powodu musiałaś z nim zerwać kontakt na parkiecie, prawda?
- O matko! Miałam zazdrosnego faceta, okej?
- Nie mogłaś tak od razu?
- Wojtka bawi zachowanie mojego byłego, więc nie wspominaj o nim!
- Nie mam zamiaru. Chcę mieć to tylko za sobą – szepnęła, wzdychając ciężko. – Swoją drogą, miał być o co zazdrosny?
Policzki Eweliny zrobiły się czerwone.
- Może kiedyś zobaczysz, jak on potrafi tańczyć, a tym bardziej taką salsę, rumbę i tym podobne. Nogi będziesz miała jak z waty, a jeśli zaprosi cię do tańca, jest po tobie.
Patrycja roześmiała się szczerze.
- Niemożliwe!
- Twój przystojniak raczej go nie zaakceptuje.
- Nie jesteśmy razem.
- To nic nie znaczy. Faceci są jak psy ogrodnika. – Uśmiechnęła się przebiegle. - Znam to z autopsji.  
- Siemka!
Obie zamarły i spojrzały w stronę drzwi. Brunetka musiała częściowo zebrać szczękę z podłogi, bo Wojtek… Patrzyła ogromnymi oczami, jak Ewelina znika w jego ramionach i czerwieni się jak małolata. Miał na sobie zwykłą białą koszulkę i dresowe spodnie, ale wyglądał w tym stanowczo zbyt dobrze.  
- Dzięki, że wpadłeś! Naprawdę potrzebujemy dobrego i spostrzegawczego oka!
Po słowach blondynki, postanowiła wstać z tej podłogi. Nie czuła się zbyt pewnie w towarzystwie takiego faceta i chociaż próbowała to ukrywać, wiedziała, że Wojtek pewnie od razu się zorientuje.  
Jak miała przy nim zatańczyć?!
Wytarła spocone dłonie w spodnie i spojrzała na niego, uważnie przyglądając się mięśniom jego ramion. Szybko spuściła wzrok, zdając sobie sprawę, że to pewnie krępujące, kiedy ktoś tak bezczelnie się gapi.  
- A to pewnie słynna Patka, tak?
Czuła, że się zbliża, więc dyskretnie wzięła głębszy oddech i powoli podniosła na niego wzrok.
- Cześć – wychrypiała, ściskając jego dłoń. – Patrycja.
Wyglądał na zaskoczonego, więc uniosła jedną brew, a wtedy uśmiechnął się rozbrajająco.
- Wojtek. Słyszałem o tobie mnóstwo dobrych rzeczy.  
- Zdarza się – bąknęła, szybko odwracając wzrok.
Minął ją i usiadł na podłodze, wpatrując się w nie wyczekująco.
- Możecie chyba zaczynać, prawda?
Ewelina wywróciła oczami, za to Patrycja zacisnęła mocniej usta, przyglądając się z ukosa Wojtkowi, który był niezwykle czarujący. Chyba potrafił rzucić urok na każdą.
Nawet na nią.
Powoli podeszła do Eweliny, odgarniając włosy na jedną stronę. Obciągnęła w dół bluzkę i czekała na odpowiednią piosenkę, którą miał puścić blondyn.
Była bardzo zdenerwowana, co z pewnością miało negatywny wpływ na taniec, który blondyn widział kilka chwil później. Starała się wykonywać każdą figurę na tyle perfekcyjnie, aby nie mógł się przyczepić. Jednak była we wszystkim sztywna – czuła to. Wojtek nie odrywał od niej wzroku od samego początku, co ją dodatkowo rozpraszało. Nie chciała machać mu tyłkiem przed twarzą…
- Dobra! Koniec! - Znieruchomiały, wpatrując się wyczekująco w blondyna. - Co to miało być, Patka? - Uniosła brwi do góry. – Podobno potrafisz świetnie tańczyć, więc… co to, do cholery, było? Taniec połamaniec?
- Wojtek, ostrzegam cię!
- Spadaj – syknął, podchodząc do brunetki. Stanął za nią i nieoczekiwanie, położył dłonie na jej biodrach. Zamarła, czując, jak temperatura ciała niebezpiecznie podnosi się do góry. Co on wyprawiał? – Więcej uczuć, więcej… - Nie dokończył, poruszając delikatnie jej biodrami, zataczając ósemki. Skołowana, nie wiedziała co się dzieje. Zarumieniła się po same uszy, kiedy poczuła, jak jej tyłek otarł się o uda Wojtka. – Powoli, zmysłowo, odważnie… O tak! Przecież potrafisz się tak poruszać, więc co jest nie tak?
- Nie klej się do niej – ostrzegła Ewelina. – Chyba, że znowu chcesz oberwać…
- Przecież nic złego nie robię – bronił się. – Dziewczyny zawsze sobie zbyt wiele wyobrażają… A potem obrywam za nic.
- Wystarczy, że dotykasz zajętej dziewczyny… To nie jest nic.  
Obrócił Patrycję przodem do siebie i spojrzał jej prosto w oczy.
- Jesteś zajęta?
- Spotykam się z kimś – wydukała zmieszana, robiąc porządny krok do tyłu.  
- Spotykasz… czyli nie jesteście razem?
Przygryzła wargę, w panice zerkając na blondynkę, która wzruszyła ramionami.
- Nie. – Może, gdyby Artur był inny, dla swojego świętego spokoju odpowiedziałaby, że są razem. – Nie jesteśmy.
- A to ciekawe – powiedział pod nosem, a potem zaśmiał się w dziwny sposób.  
- Wojtek?
Odwrócił się w stronę blondynki
- Tak?
- Spróbujemy jeszcze raz.
- Spoko – mruknął, wracając na swoje miejsce. – Patka, tym razem rozluźnij się. Taniec to zabawa. Tutaj nie ma się czym stresować.
O ile, nie spuszcza z ciebie wzroku ktoś taki, jak ty.
Po raz kolejny, zarumieniła się. Poprawiła włosy i uśmiechnęła się do blondyna, kiedy znowu na nią spojrzał.
To, co dostała w zamian sprawiło, że na krótką chwilę zakręciło się jej w głowie.
Nawet Artur tak na nią nie działał. Chyba.



Artur stał przed budynkiem i palił już trzeciego papierosa. Starał się uspokoić, chociaż Darski wielokrotnie tego dnia wystawił jego cierpliwość na próbę. Szef udawał, że niczego nie widzi ani nie słyszy. Mijał ich biurka z irytującym spokojem, doprowadzając bruneta do szału.  
Przymknął na chwilę oczy, zaciągając się dymem.
Komórka zawibrowała mu w kieszeni, więc zacisnął mocno szczękę. Wyciągnął ją i zerknął na wyświetlacz.
- Kurwa – syknął, odrzucając połączenie od ojca. Jednak ten był uparty, bo zadzwonił jeszcze jeden raz, a potem i drugi, trzeci… Zirytowany, postanowił odebrać. – Czego?
- Witaj, synu.  
- Nie mam czasu na ckliwe pogawędki.
- Mama chciałaby cię zobaczyć.  
- Nie mogę. Nie mam czasu – wymigiwał się.  
- Zabijasz ją tymi wymówkami. Nie mamy już dwudziestu lat. Lata lecą…
Zacisnął zęby.
- Nie pojadę tam - wycedził.
- Możemy przyjechać do ciebie.
- To też odpada.
- Mieszkasz z kimś? Masz kogoś?
Wziął głębszy wdech.
- Nie. Po prostu, nie jestem na to gotowy. Powinieneś wiedzieć.
- Twoja matka straciła już jedno dziecko, a teraz traci drugie, na jego własne życzenie – powiedział chłodno ojciec. – Musisz coś z tym zrobić, zanim złamiesz jej serce.
- Nie mogę. Wiesz o tym. Pamiętasz, co zrobiłem.
Po drugiej stronie zapadła cisza, która jednoznacznie mówiła, że nikt o niczym nie zapomniał. Artur świetnie zdawał sobie sprawę, że to była jedna z trzech rzeczy, których żałował najbardziej na świecie. Były niewybaczalnymi błędami, przez które od kilku lat nie jeździł w rodzinne strony i nie utrzymywał bliższych kontaktów z rodziną.
- Jesteś jej synem, na litość boską!  
- Nie.  
- Będziesz tego żałował – wycedził zimno.  
- Muszę kończyć.
- A właśnie, byłbym zapomniał… Była u nas jakaś Anita. Pytała o ciebie. Chciała nawet twój aktualny adres.
Po plecach Artura przebiegł lodowaty dreszcz. Przełknął z trudem ślinę, a potem rozluźnił krawat.
- Co? – wykrztusił.  
- Znasz ją?
Oblał go zimny pot.
- Nie. Oczywiście, że nie – skłamał. – Dostała go?
- Nie znamy jej. Nie wiemy kim jest, więc po co mielibyśmy jej podawać jakiekolwiek namiary na ciebie? – zapytał retorycznie ojciec. – Kim ona jest?
- Nie wiem. Nie znam jej!
- Powiedziała, że… spotykaliście się przez jakiś czas.
W ustach ojca brzmiało to okropnie. Anita nie mogła trzymać języka za zębami i chlapnęła coś na temat ich wspólnej przygody. No przecież!  
Przetarł dłonią twarz i wziął głębszy wdech.
- Naprawdę, nie wiem kim ona jest – skłamał ponownie. – Muszę wracać do pracy.
- Na pewno nie…
- Nie. Cześć.
Rozłączył się pierwszy, a potem rzucił niedopałek na ziemię i rozdeptał go butem, zgrzytając zębami. Odpalił kolejnego papierosa i spojrzał w niebo.
Kurwa, dlaczego akurat teraz?
Przypomniał sobie śliczną twarz Patrycji i coś ścisnęło go za serce, bo musiałby być ostatnim skurwielem, aby wpuścić w swoje życie taką dziewczynę i pozwolić jej patrzeć, jak ukryte tajemnice zaczynają wychodzić i psuć wszystko, co było między nimi.  
I po co, Anita chciała go znów zobaczyć? Czy nie wystarczyło jej, że odwrócił się od niej, kiedy najbardziej go potrzebowała? Była, aż taką masochistką? Lubiła ranić samą siebie? Po jaką cholerę, wracała do miasta, z którego uciekła?
Rodzice nie puścili pary z ust. Tym razem. A co będzie później? Co, jeśli będzie nalegała, błagała, a na samym końcu, powie prawdę?
Jak wytłumaczy własnej matce, że kolejny raz przyczynił się do czyjejś śmierci?



Siedziała w jego samochodzie, podtrzymując krępującą ciszę. Zgodziła się na podwózkę tylko dlatego, że Ewelina przedłużyła próbę, bo próbowała wcisnąć do układu trzy elementy i nie chciała słuchać żadnego protestu. Miała jedynie nadzieję, że nie spotka po drodze Pauli.
- Masz całkiem miłego kolegę – zagadnął Wojtek, uśmiechając się krzywo.
- Słucham?
- Chodzi mi o gościa, który jest twoim partnerem.
- Znasz Ariela? – zapytała zaskoczona.
- Jasne, że znam. Obracamy się w tym samym środowisku. Nie wiem, czy jest bardziej szczęśliwy ode mnie, ale praca w korporacji to bezsensowne wyścigi szczurów, niewygodne koszule i krawaty, no i pełno szpiegów biurowych, czekających na twoje potknięcie.
- Dla Ariela nie ma rzeczy niemożliwych. Zresztą, nie wyobrażam sobie, aby miał zatarg z kimkolwiek.  
- Myślę, że dusi wszystko w sobie. Jak większość. – Zerknął na nią. – Zawsze myślałem, że mu się podobasz.
Zmrużyła oczy, czując dziwny ucisk w okolicach mostka.
- Słucham?
- Dużo o tobie mówił.  
- Jesteśmy przyjaciółmi – powiedziała z naciskiem.  
- Osobiście, nie wierzę w przyjaźń damsko-męską, ale myślę, że akurat wam mogłoby się udać. Świetnie dogadujecie się na parkiecie.
Westchnęła cicho.
- W życiu jest dokładnie tak samo – mruknęła. – Długo znasz Ewelinę?
- Tańczyliśmy wspólnie jakiś czas, a potem pojawił się jej zazdrosny facet i wszystko popsuł. – Zacisnął mocno szczękę. - Ciężko odbudować zniszczoną relację. Przez schizy tego kolesia, straciłem z nią dobry kontakt, bo wszędzie węszyła jakiś podstęp, dzięki któremu miałbym ją zaciągnąć do łóżka.  
- Przykre – skwitowała, wzdychając. – Zrezygnowałeś z tańca?
- Czemu tak sądzisz?
- Nie wiem. Nie pamiętam cię z żadnego spektaklu i nigdy nie widziałam, abyś brał udział w konkursach albo pokazach.  
- Źle patrzyłaś – powiedział z nikłym uśmiechem. – Zawsze byłem w pobliżu, ale nie jako uczestnik. Bez Eweliny to nie było to samo.
- Skąd takie negatywne podejście?
- Ludzie nie potrafią tańczyć. Przynajmniej, w większości. Biorą udział w tych cyrkach, doprowadzając prawdziwych tancerzy do rozpaczy.  
- Przecież można nauczyć się tańczyć – przypomniała mu. – Po to są szkoły tańca, różne kursy i konkursy.
- No właśnie – zgodził się. – Można się nauczyć machać nogą, rękami, nawet biodrami, ale co to za taniec, skoro nie pochodzi z wnętrza siebie? Po co tańczyć, skoro nie czuje się nic oprócz frajdy? Czy to ma, twoim zdaniem, jakiś sens?
Zamyśliła się przez chwilę, przyznając Wojtkowi rację. Kika była najlepszym przykładem na to, że można nauczyć się tańczyć. Potrafiła wykonać wiele figur, chociaż była w tym dość sztywna. Patrycja stanowiła jej przeciwieństwo – takie zdanie miała Iga. Ariel wielokrotnie jej powtarzał, że lubi w niej samej naturalność i pewnie dlatego, tak dobrze tańczyło się im wspólnie. Sam był wspaniałym tancerzem, który doskonale wiedział co ma zrobić, aby oczarować partnerkę i zrobić z nią małe show.  
- Nie możesz być taki okrutny dla ludzi, którzy chcą tańczyć.
- Jest tyle innych możliwości, pasji, hobby, więc dlaczego wybierają akurat taniec?
- Daje dużo przyjemności – odpowiedziała szczerze.
- Wiesz, dlaczego ludzie przestali chodzić do teatru? – Uniosła pytająco brwi do góry. – Ludzie w normalnym życiu są fałszywi, a na deskach parkietu są tak cholernie sztuczni… Kto chce oglądać jakiegoś kolesia, który nawet nie umie udawać, że jest zakochany? Jak dziewczyna ma wzbudzić litość w publiczności, skoro nawet nie potrafi się smucić na zawołanie?
Przygryzła mocno wargę, wpatrując się w profil Wojtka.
- A jak ty tańczysz? – zapytała z nutką drwiny w głosie.
- Ewelina nic o tym nie wspominała?
Patrycja wywróciła oczami.
- Coś tam mówiła, ale wiesz jak to jest.
- W środę wieczorem będzie małe spotkanie tancerzy w CK.
- Nic mi o tym nie wiadomo – szepnęła zaskoczona. – Skąd wiesz?
- Sam je zorganizuję.
- Po co?
- Aby ci coś pokazać – odpowiedział z tajemniczym uśmiechem. – Jeśli po tańcu ze mną nie będziesz miała nóg jak z waty, oficjalnie przyznam się, że nie potrafię tańczyć, dobra?
Pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Jesteś niepoważny!
Ich spojrzenia skrzyżowały się, a Patka zadrżała.  
- To przecież tylko taniec, co ci szkodzi?



Siedziała z grupą Igi, którzy opowiadali sobie żarty. Śmiała się do rozpuku, nagle zdając sobie sprawę, jak bardzo za nimi tęskniła. Nawet Kika mocno ją uściskała na powitanie, jakby nie widziały się wieki, a to przecież z nią najczęściej się spotykała w przypadkowych sytuacjach.  
Inni tancerzy również siedzieli w swoich grupkach, głośno rozmawiając, a Patrycja zaczęła się zastanawiać, jak to się stało, że Wojtek zorganizował to spotkanie, na które wszyscy przyszli, bez zbędnego marudzenia.  
Spojrzała na Ariela, który siedział obok niej i wydawał się być w zupełnie innym miejscu. Zgarbiony, marszczył czoło, intensywnie o czymś myśląc.
- Co jest? – zapytała szeptem, lekko go szturchając.
- Nic.
- Stało się coś?  
- Jest w porządku – mruknął, posyłając jej blady uśmiech.
- Przecież widzę…
Machnął niedbale ręką.
- Zaufałem nie tej dziewczynie co powinienem. Bywa.
Patrycja zacisnęła mocno usta, a potem ścisnęła ramię przyjaciela, siląc się na uśmiech.  
- Jeszcze znajdziesz tą właściwą, wiesz?
Pokiwał głową, chociaż nie wyglądał na przekonanego.  
- Rozmawiałaś z Moniką?
- Nie. Nie mam z nią żadnego kontaktu.  
- Tak myślałem.
Brunetka chciała o coś jeszcze zapytać, ale wtedy kątem oka zobaczyła Wojtka, który znowu był zwyczajnie ubrany, ale robił niesamowite wrażenia. Słyszała ciche westchnięcia dziewczyn i poczuła się okropnie.  
Jakim cudem ten facet potrafił tak onieśmielać?
Owszem, Artur zawsze robił na niej piorunujące wrażenie, ale to było zupełnie coś innego. No może, niekoniecznie, bo sam dotyk bruneta doprowadzał jej serce do szaleństwa, ale nigdy nie czuła się tak dziwnie w jego obecności.
Blondyn klasnął w dłonie, ogłaszając ciszę.
- Spotkaliśmy się tutaj, bo mamy kilka spraw do omówienia. Głównym tematem będzie zbliżający spektakl i różne rodzaje tańców, jakie w nim zaprezentujemy. – Odnalazł ją wzrokiem i uśmiechnął się zabójczo. – Dzisiaj pouczymy się trochę tych gorętszych rytmów, co jest moją specjalnością. – Błysnął uśmiechem, a dziewczyny znów zaczęły wzdychać. – Tak czy siak, na samym początku zechcę wam zaprezentować, jak powinien wyglądać prawdziwy taniec dwojga ludzi, którzy kompletnie się nie znają, ale za to potrafią świetnie wczuć się w role.  
Spojrzał na nią wyczekująco i to samo zrobił Ariel.  
- Co jest grane? – syknął cicho przyjaciel, ale w odpowiedzi uśmiechnęła się przepraszająco i wstała.  
Podeszła do Wojtka na drżących nogach i stanęła przed nim, doskonale wiedząc, że jest pod ostrzałem kilkudziesięciu spojrzeń.  
- Dlaczego to robisz? – szepnęła, intensywnie wpatrując się w jego niebieskie oczy.
- Żeby ci udowodnić, że powinnaś zatańczyć ze mną.
- Przecież zaraz to właśnie zrobimy.
Położył dłoń na jej plecach, wolno sunąc ją w dół. Splótł ich wolne dłonie, a jego wyraz twarzy się zmienił.
- Razem. W spektaklu.
- Ale…
Nie zdążyła nic powiedzieć, bo muzyka zaczęła grać, a Wojtek porwał ją do tańca. Poddanie się mu w kwestii wyboru kroków wcale nie było łatwe, ale to przecież on prowadził, więc siłą rzeczy, musiała się mu podporządkować.  
Obracał ją w kółko, wokół swojego ciała, praktycznie w ogóle nie wypuszczał z rąk. Ciągle musiała być blisko, na wyciągnięcie ręki. I może na początku jeszcze trochę się opierała, ale kiedy pociągnął ją mocno w swoją stronę, że zarzuciła mu nogę na biodro i zawisła nad nim, zdała sobie sprawę, że w tańcu może zawsze kogoś grać. A przecież tak to tłumaczyła Arturowi.  
Przełknęła z trudem ślinę, a potem ześlizgnęła się w dół, ocierając się o jego klatkę piersiową i nie tracąc kontaktu wzrokowego.
Chciał grać? Proszę bardzo.



Ariel przyglądał się temu ze skwaszoną miną. Nie podobał mu się sposób, w jaki Wojtek tańczył z Patryszją. Znał go na tyle dobrze, aby wiedzieć, że to nie był tylko taniec. Może i świetnie razem tańczyli, ale blondyn wielokrotnie niepotrzebnie ją dotykał. Nawet zdziwił się, że brunetka mu to na pozwoliła, ale pewnie była zbyt zaoferowana tańcem, aby zwrócić uwagę na drobne błędy tego faceta.
Zgrzytnął mocniej zębami, gdy Wojtek doprowadził do takiej bliskości, że o mało się nie pocałowali.
- Co masz taką minę? – zagadnęła go Ewelina, siadając obok.
Nawet na nią nie spojrzał.
- To twój partner. Dlaczego z nią tańczy?
- Były partner – sprostowała. – A Patka chyba wpadła mu w oko. Zresztą, pasują do siebie idealnie, prawda?
- Zależy o co dokładnie pytasz – mruknął z goryczą. – Wiesz, że ona spotyka się z kimś?
- Wojtek nie skacze z kwiatka na kwiatek, po prostu, ma taki urok w sobie, że każda będzie wzdychać na jego widok. Zazdrościsz?
- Nie.
- To o co chodzi? – dopytywała się, cały czas nie spuszczając z niego wzroku.
- Nie jestem w najlepszej formie.  
Ujęła go pod ramię, zmniejszając odległość między ich ciałami. Zaskoczony, spojrzał na blondynkę i zmarszczył brwi.
Czy Monika mogła mieć rację? Naprawdę mógł się spodobać Ewelinie?
- Można temu zaradzić.
Nadzieja w jej szarych oczach sprawiła, że poczuł się paskudnie.  
Nie była brzydka. Mogła się podobać. Posiadała kilka zalet i… w żaden sposób nie przypominała mu Moniki. Nawet w połowie nie była tak szalona, zagubiona, rozdarta i emocjonalnie rozchwiana.  
Delikatnie wyswobodził swoje ramię z jej uścisku, uśmiechając się przepraszająco.
- Skupmy się na tańcu – rzucił, a potem wstał, bo Wojtek i Patryszja właśnie przestali tańczyć. Zarumieniona brunetka podbiegła do nich, łamiąc sobie palce. – Co jest?
Spojrzała na niego smutnymi oczami.
- Chce być moim partnerem.
- Przecież ja nim jestem.
- Wiem, ale mówił coś o Ligockim… Podobno rozmawiali. Dostał zgodę.
- Co za cham – warknął Ariel, zaciskając szczękę. – Za kogo on się uważa?
Ewelina złapała go za rękę i przytrzymała.
- To tylko taniec.  
Odnalazł wzrokiem Wojtka, który przyglądał się Patryszji z pewnej odległości. Nie krył zainteresowania, a kiedy zauważył Ariela, posłał mu krzywy uśmiech.  
Wojtek nie był zły. Nawet go lubił, ale jego przyjaciółka zawiesiła oka na kimś zupełnie innym.  
Westchnął ciężko, a potem uśmiechnął się do Eweliny, która cały czas nie spuszczała z niego wzroku.
- Masz rację – przyznał.



Artur nie czuł się najlepiej i gdyby nie fakt, że był środek tygodnia, z pewnością sięgnąłby po piwo. Rozmowa z ojca wytrąciła go z równowagi i sprawiła, że zaczął wracać myślami do przeszłości, której nienawidził. Pełno w niej było Bartka, śmiechu Anity i troski matki. Trzy rzeczy, które kojarzyły mu się z czymś strasznym.
Położył się na plecach i zagapił się w sufit.  
Nawet myślenie o Patce mu nie pomagało, a wręcz przeciwnie, sprawiało, że odechciewało mu się wszystkiego. Uparcie wierzył, że przekona ją do zwykłego spotykania się i raz na zawsze, wybije jej z głowy te wszystkie pochrzanione związki i jego definicje, którymi próbowała go karmić.  
Nie był głupi, wiedział, co stałoby się, gdyby została jego dziewczyną.
Rozdzwoniła się jego komórka, więc wyciągnął ją z kieszeni i spojrzał na ekran.  
Wywołał wilka z lasu. Był tego pewien. Na dodatek, musiał odebrać.
- Cześć, słodka – wydusił z trudem, wciąż mając w głowie Anitę.
- Nie odzywałeś się przez cały dzień.
- Miałem sporo rzeczy na głowie – powiedział. – Darski znów wyprowadził mnie z równowagi. Szef udawał, że niczego nie widzi. A na sam koniec, zadzwonił do mnie ojciec.
- Stało się coś?
- Nie. To była kolejna próba nakłonienia mnie, abym odwiedził rodzinne strony i porozmawiał z matką.
- Zgodziłeś się?
- Oczywiście, że nie.  
Westchnęła.
- Dlaczego utrudniasz sobie życie? – zapytała niepewnie. – Rodzice cię kochają. Wiem to. A, jeśli chodzi o sprawę twojego brata… Nie był dzieckiem. Wiedział co robi. Nie możesz się obwiniać za jego lekkomyślność i niedojrzałość.
Usiadł na łóżku, nerwowym ruchem dłoni przeczesując włosy.
- Niczego nie rozumiesz – jęknął. – Gdybym… - Przymknął oczy, przypominając sobie ostatnią kłótnię z Bartkiem. – Mogłem temu zaradzić. Znaleźć inne rozwiązanie… Nie wiem, zostać w domu. – Przeklnął. – Co ty ze mną robisz?
- Słucham?
- Pytam: co ty ze mną robisz?  
- Nic.
- Nic? Jestem rozchwiany emocjonalnie jak jakiś… Boże, dziewczyno!
Roześmiała się.
- Przyjedziesz w piątek?
- Na ten cały wasz pokaz? Nie będziesz się dodatkowo stresować?
- Nie. Raczej nie.
- A jutro mogę do ciebie przyjechać?
- Czemy akurat do mnie?
- Nie ma problemu, mogę zaprosić cię do siebie, ale musisz pogodzić się z faktem, że będę robił wszystko na co mam ochotę.
Kolejny raz usłyszał jej śmiech.
- Zgoda.
Zszokowany, przetarł dłonią twarz.
- Mówisz serio?
- Tak – odpowiedziała szczerze. - Przecież nie gryziesz!
- Przekonasz się jutro.
Miała bardzo dobry humor, co niezwykle mu się podobało. Jednocześnie, nie był zadowolony ze swojej reakcji, bo nie powinien tak cieszyć się z tego spotkania. Zbyt duże zaangażowanie zawsze skutkowało ogromnymi komplikacjami i kłopotami, których chciał za wszelką cenę uniknąć.
Dziewczyna była synonimem wszystkiego, co złe.  
A jednak, zamierzał się z nią spotkać i pocałować. O tak.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 4260 słów i 23886 znaków.

4 komentarze

 
  • Mimi

    No niee jeszcze teraz Wojtek... Nie da się zrobić z nich trójkącika? Żartuję oczywiście :-D Wojtek wydaje się fajny i może szybciej dogadać się z Patrycją niż Artur przez swoją wewnętrzną blokadę :-) czekam z niecierpliwością na następny :-)

  • zabka815

    No no ciekawie się zapowiada dalszą część. Nadal mam nadzieję że Patka i Artur będą razem  :rotfl: . Czekam na kolejną część

  • Lil

    Artur jest najlepszy :)

  • elorence

    Nic, absolutnie nic, nie odrzuca Cię w nim?

  • Lil

    @elorence Miał trudne życie i jest jaki jest ale zawsze można go zmienić na lepsze ;)

  • elorence

    Nie mówię nie, bo każdemu należy się druga szansa :)

  • Margo1990

    Hmm...jestem ciekawa o co chodzi z tą całą Anitą. A jak na razie opowiadanie mi się podoba i czekam na ciąg dalszy :)