Kiedyś będziesz mój - Rozdział 44

Poprawiła kucyk i spróbowała jeszcze raz zbliżyć się do Wojtka, który tylko czekał, aż wpadnie w jego ramiona i pozwoli mu na przekroczenie granicy. Przygryzła wargę i wykonała podwójny obrót, a blondyn w ostatniej chwili chwycił jej dłoń i przyciągnął do siebie. Chciał ją unieść do góry, ale znowu zesztywniały jej mięśnie.
- Koniec – mruknęła sfrustrowana Orłowska, kiedy stopy Patrycji ledwo oderwały się od podłogi. – Powtórka.
Brunetka wycofała się ze spuszczoną głową, bo naprawdę miała już dość tego ciągłego powtarzania jednego momentu, którego nie potrafiła załapać.  
- Rozluźnij się – powiedział Wojtek, delikatnie się uśmiechając. – Chyba nie masz lęku wysokości?
Westchnęła cicho, a potem wykonała znowu obroty, ale tym razem blondyn nie zdążył jej złapać, więc zatrzymała się w miejscu i opuściła ramiona, całkowicie bezsilna.
- Nie dam rady – szepnęła, z trudem powstrzymując się od płaczu. – Możemy spróbować tego innym razem?
Orłowska zaczęła marudzić pod nosem, a Wojtek tylko uśmiechnął się pokrzepiająco, podchodząc do niej.
- Co się dzieje?
- Nie potrafię się odblokować.
- Czy ze mną jest coś nie tak? - Patrycja spojrzała zaskoczona na blondyna, bo nie rozumiała o co mu chodzi. – Jestem obrzydliwie nieatrakcyjny, śmierdzę, a może… zwyczajnie nie chcesz mi pozwolić zburzyć tej bariery, którą odgrodziłaś się od reszty świata?
- O czym ty mówisz?
- Wiesz, rozumiem, że kochasz tego durnia, ale nie możesz pozwolić, aby ta znajomość rzutowała na twoją pasję. – Przełknęła z trudem ślinę. – Jestem twoim partnerem i wymagam, żebyś dopuściła mnie do siebie.
- Wojtek, ja…
- Nie tłumacz się, bo nie chcę tego słuchać. Orłowskiej kończy się cierpliwość i przyznam, że mi również nie jest łatwo. Brakuje mi już pomysłów…
Zerknęła przez ramię na choreografkę, która mierzyła ją dość chłodnym spojrzeniem, a potem przeniosła wzrok na blondyna, który nie odrywał od niej oczu – jak zawsze.
- Co proponujesz?
- Musimy też próbować bez zbędnego towarzystwa. Prędzej otworzysz się na mnie, gdy będziemy sami. Tak przynajmniej mi się wydaje. – Spanikowana, próbowała zaprotestować, ale nie dał jej dojść do słowa. – I nie chcę słyszeć żadnego „ale”. Albo ratujemy to, albo… sama wiesz jak to się skończy.
Zacisnęła usta, zdając sobie sprawę, że jest w bardzo kiepskim położeniu. Miała zbyt dużo problemów na głowie, a blondyn dostarczył jej kolejnych. Jakim cudem miała znaleźć dodatkowy czas na próby z nim? No i co musiałby zrobić, aby przekonała się do niego, tak w stu procentach?
- Nie dajesz mi wyjścia.
- Wiem.
Usłyszeli chrząknięcie, więc obrócili się w stronę Orłowskiej.
- Możemy wracać do próby? – Pokiwali zgodnie głowami. – W takim razie, zaczniemy od środka, skoro napotkaliśmy na swojej drodze takie błahe problemy.  



Ariel siedział przed Igą i widział, że coś nie gra, ale czekał. Nie chciał wywierać na niej niepotrzebnej presji.  
- Nie będę ukrywała, że jest kiepsko.
Zmrużył oczy.
- Co to znaczy?
- Nie będę mogła wam pomagać.
- W jakim kontekście?
- Mój lekarz, wraz z mężem, naciskają, abym zrobiła sobie przerwę od tańca ze względu na swój nieciekawy stan zdrowia.
- Jesteś chora?
- Jeżeli ciążę można nazwać chorobą, to tak.
Ariela wbiło w krzesło.
- Naprawdę? Jesteś w ciąży?
Iga uśmiechnęła się sztucznie.
- Nie ma czego gratulować, bo to wcale nie jest dobra wiadomość.
- Jak to?
Trenerka rozejrzała się po kawiarni, a Ariel uważnie przyglądał się jej wyrazowi twarzy. Dusił w sobie ekscytację, bo zauważył, że Iga nie należała do grona tych przeszczęśliwych kobiet, które najchętniej obwieściłyby całemu światu, jakie szczęście je spotkało.
- Nie patrz na mnie jak na potwora, ale naprawdę chcę mieć dzieci, tylko... nie lubię być ograniczana. – Uśmiechnęła się blado. – Mój mąż wciąż nie pojmuje, że taniec jest dla mnie bardzo ważny. To takie moje drugie życie.  
- Który to miesiąc?
- Piąty, a w sumie to początek szóstego.
- Nic nie było widać.
- Bardzo dbałam, aby nikt tego nie zauważył. Nie mogłabym was zostawić tuż przed przesłuchaniem. Spektakl zbliża się ogromnymi krokami, a ja mam wyrzuty sumienia, że mnie przy was nie będzie.
- To nie koniec świata. Przeżyłaś z nami wiele ważniejszych chwil. Zadbaj o siebie i dziecko.  
- Kolejny się znalazł… - zakpiła Iga, a Ariel parsknął śmiechem.
- Biorę stronę twojego męża i lekarza. Zdrowie jest najważniejsze.  
- Nie jestem…
- Nikt ci nie próbuje wmówić, że nie nadajesz się do niczego, bo ciąża nie jest chorobą, ale lepiej dmuchać na zimne, prawda?
Wywróciła oczami.
- Niech ci będzie.
- Kto będzie cię zastępował? – zapytał Ariel.
- No właśnie… Z tego powodu chciałam się z tobą spotkać, bo nurtuje mnie jedna sprawa. Jak sobie radzi Patka?
- Dobrze.
- Za mało.  
- Po co ci to wiedzieć?
- A jak myślisz? – odpowiedziała pytaniem na pytanie Iga, uśmiechając się w dziwny sposób. – Wiem, że miała sporo problemów w swoim życiu, z którymi nie potrafiła sobie poradzić. Z początku, kompletnie nie brałam jej nawet pod uwagę, bo moim zdaniem nie jest osobą w pełni odpowiedzialną, ale skoro udało się jej dostać główną rolę i naprawdę widać, że chce coś osiągnąć, nie zamierzam rzucać jej kłód pod nogę i zamykać drzwi, które mogłyby doprowadzić ją do czegoś więcej niż tylko tańczenia w jakiejś tam grupie.  
- Chcesz oddać jej swoje miejsce?
- Jak urodzę, pewnie pójdę na urlop macierzyński, a potem… sama nie wiem. Nie myślałam jeszcze o tym.
- Patryszja pewnie będzie zaskoczona, zresztą dokładnie tak samo jak ja w tej chwili..
- Jakie jest twoje zdanie na ten temat?
Ariel przetarł dłonią twarz, wciąż niedowierzając w tak nagły zbieg okoliczności.
- Myślę, że to naprawdę świetny pomysł. Patryszja potrafi bardzo dużo, jest lubiana, no i ta główna rola też wiele mówi, ale nie jestem pewien czy nasza grupa zaakceptowałaby taką zmianę.
- Jeśli pytasz dokładnie o Kikę, to już z nią na ten temat rozmawiałam.
- Serio?
- Oczywiście. Stwierdziła jedynie, że ty bardziej nadawałbyś się do tej roli, ale pracujesz w dość dużej korporacji i zarabiasz o wiele większe pieniądze, więc coś takiego nie jest ci do szczęścia potrzebne, prawda?
Pokiwał głową.
- A reszta?
Iga machnęła niedbale dłonią.
- Jakoś to przełkną, więc nimi się nie przejmuj.  
- Dość optymistycznie do tego podchodzisz.
- Patka ma ciebie. To wystarczy. Nawet, jeśli będzie bardzo złe, sprowadzisz ją na właściwe tory. Taką przynajmniej mam nadzieję.
- Dużo ryzykujesz.
Wzruszyła ramionami.
- Mam dobre przeczucia, mimo wszystko.
Uśmiechnął się do niej, doskonale wiedząc, co ma na myśli.
Sprawa z pracą się rozwiązała, więc już nie mógł się doczekać, aż przekaże Patryszji dobrą wiadomość. Pozostała jedynie kwestia mieszkania, ale i tutaj miał rozwiązanie, które bał się wdrożyć w życie przez jedną osobę.  
Skoro jednak postanowił ją wymazać ze swojego życia, śmiało mógł pomóc najlepszej przyjaciółce.



To już kolejna noc z rzędu, kiedy blondynka siedziała do późna przy komputerze i pisała.  
Przerwała na chwilę i rozmasowała sobie kark, a potem upiła porządny łyk kawy, wzięła głębszy wdech i zaczęła dalej szybko przebiegać palcami po klawiaturze.  
Od kilkunastu dni nie robiła nic innego, tylko w ten sposób spędzała cały swój wolny czas. Matkę zbyła jakimś byle pretekstem, bo przecież nie pochwaliłaby jej pomysłu.
Wiedziała, że spaprała wiele znajomości, w tym dwie najważniejsze, które mogły nadać jej życiu sens. Zamiast postępować właściwie, pozwoliła dopuścić do siebie jakieś wątpliwości, które wzięły się znikąd. Znała Patrycję wystarczająco długo, aby wiedzieć, że nie okłamałyby jej. Nigdy w życiu. Ale zwątpiła, co podważyło ich przyjaźń.  
O Arielu myślała najwięcej. Często wspomnienia wpychały łzy w jej oczy, a ona czuła się tak słaba, że zawsze się im poddawała.  
Czuła, że nie przekona go do siebie.
Ale jeśli chodzi o Patrycję, tliła się w jej sercu niewielka iskierka nadziei, że jednak przyjaźń okaże się silniejsza niż jej życiowa beznadziejność.
Monika otarła dłonią oczy, bo znowu zebrało się jej na płacz i zaczęła szybciej pisać.
Musiała skończyć do końca tygodnia. Taki dała sobie termin i miała nadzieję, że jej plan wypali.  



Artur rzucał piłką do kosza, próbując się uspokoić. Specjalnie przyjechać na salę gimnastyczną, bo nie był w stanie siedzieć w domu i znosić milczenia ze strony Patrycji, która olała go po całości. Nie raczyła nawet oddzwonić. Skazała go na samotność, której nienawidził. Owszem, mógł sobie znaleźć dziewczynę do towarzystwa, ale kolejny raz zaprzepaściłby szansę u Patki.
Rzucił piłką z taką furią, że odbiła się od tablicy i poleciała na drugą stronę sali. Sfrustrowany odwrócił się i wtedy zauważył Kacpra, który złapał piłkę i kozłując, podszedł do niego.
- Zapomniałem kluczy, więc musiałem się wrócić. – Przyjrzał się uważnie przyjacielowi. - Znowu jesteś wściekły?
- Milczy.
- Dziwisz się?
- Oddaj mi piłkę – mruknął.
Kacper pokręcił głową, a potem wykonał rzut do kosza. Trafił idealnie, co Artur skwitował cichym prychnięciem.
- Tak to się robi.
- Nie pajacuj – warknął brunet. – Nie mam dzisiaj nastroju do głupich żartów.
- To nie tylko chodzi o Patkę, prawda?
Artur jęknął.
- Jestem popierdolony.
- Ustaliliśmy to już jakiś czas temu.
- Mówiłem ci, że mam problemy z rodzicami?
- No tak, ale nigdy nie wyjawiłeś dlaczego.
Brunet złapał piłkę, którą rzucił mu Kacper i zaczął ją ściskać w dłoniach.
- Miałem kiedyś dziewczynę. Nazywała się Anita.  
- Twoi rodzice jej nie polubili? – Artur zmroził go wzrokiem. – No dobra, zamykam się już.
- Było nam dobrze. Jako jedyna przymykała oko na moje popierdolone pomysły. Zawsze była obok i nigdy nie zostawiła mnie w potrzebie. – Westchnął ciężko. – Pewnego dnia przyszła do mnie z problemem, a ja kazałem się go pozbyć, w innym wypadku… musielibyśmy się rozstać.
Doskonale widział, że Kacpra zamurowało.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Anita była w ciąży, a ja kazałem jej usunąć dziecko…
- O kurwa.
- Najadła się tabletek poronnych i prawie straciła własne życie.
- A co z…
- Poroniła.
- Ja pierdolę, stary, jak mogłeś?
Potępienie w głosie przyjaciele było w pełni uzasadnione, więc nawet nie czuł złości. Wyjaśnił sobie wszystko z Anitą, a przynajmniej ona tak uważała.  
- Odwiedziła mnie niedawno, bo chciała ostatecznie zamknąć tamten rozdział w swoim nieszczęśliwym życiu.
- Przeprosiłeś ją?
Roześmiał się sztucznie.
- Myślisz, kurwa, że pieprzone „przepraszam” zmieni przeszłość? Anita może się zarzekać, że mnie nie wini, ale wiem, że to nie może być prawda. – Zamachnął się, a piłka z hukiem uderzyła o tablicę. – Spierdoliłem najlepszą rzecz, jaka kiedykolwiek mi się przytrafiła, a potem było tylko gorzej.
- Chodzi ci o Młodego?
- Mniej więcej.  
- Wiedział o Anicie?
- Tak.  
Zapadła cisza.
Artur spojrzał na przyjaciela i widział w jego wyrazie twarzy, że najchętniej powiedziałby coś, za co pewnie oberwałby w twarz.
- Stary, nie chcę…
- Bartek chciał we mnie wzbudzić podwójne wyrzuty sumienia, dlatego nażarł się tyle tabletek i… - W jego oczach zalśniły łzy. – Kurwa, nigdy sobie tego nie wybaczę.
- A co z twoimi rodzicami?
Brunet podniósł głowę i utkwił wzrok w koszu.  
- Nie potrafiłem przeboleć podwójnej straty. Miałem tak ogromne poczucie winy, że piłem non stop, co zresztą pamiętasz, bo robię to cały czas. – Zamilkł na chwilę, zaciskając dłonie w pięści, bo nie był w stanie zapanować nad ciałem, które ogarnęła wściekłość. – Pamiętam, jak mama próbowała ze mną porozmawiać o moim nałogu. – Z trudem przełknął ślinę. – Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, wymierzyłem jej policzek. Oberwała tak mocno, że wpadła na szklane drzwi, które rozprysły się w drobny mak, raniąc nie tylko jej ciało, ale również twarz. – Wziął głębszy wdech. – Ma dwie pieprzone szramy pod lewym okiem.  
Kacper nic nie powiedział, a Artur wcale mu się nie dziwił.



Próby z Wojtkiem musiały się odbywać w CK, ponieważ w Teatrze brakło dla nich miejsca. Patrycja miała dość ograniczony czas, a ilość chętnych na próby była ogromna. Zresztą, może znajome miejsce przyczyni się do polepszenia jej stosunków z blondynem, który nie krył, że wiąże duże nadzieje na poprawę.
- Jesteś gotowa?
Pokiwała głową.
Muzyka zaczęła grać, więc oboje wprawili w ruch swoje ciała. Patrycja zauważyła kątem oka, że Wojtek bardzo wczuł się w rolę, więc tym bardziej zaczęła odczuwać pewien dyskomfort.
Miał tylko udawać zakochanego.

„You're rubbing on my chest
You're all up in my brain”

Złapał ją znienacka, całkowicie burząc ład układu. Jednak to niczego nie zmieniło, bo jej ciało gwałtownie zesztywniało, co wyczuł blondyn. Puścił ją i westchnął ciężko.
- Przecież nie robię nic złego – powiedział zirytowany. – Dlaczego bronisz się przede mną?
Wyrzut w jego głosie tylko jeszcze bardziej ją przygnębił.
- Nie robię tego.
- Tak? – Podszedł do niej gwałtownie i złapał ją w talii. - A jak to nazwiesz?
Jej ciało znów zareagowało tak samo, jak za każdym razem.
- Nie wiem.
- Jeśli nie powiesz mi… jak to nie będę wiedział w jaki sposób mam zburzyć ten mur. - Spróbowała się do niego odsunąć, ale jej nie pozwolił. – Choćbym miał cię trzymać tak do samej nocy, to nie odpuszczę. Zaczyna mnie irytować twoje zachowanie.
- Słucham?
Zmroził ją wzrokiem.
- Mam dziwne wrażenie, że tylko ja, w naszym partnerstwie, staram się jakoś zaradzić temu problemowi. Nie wykazujesz żadnych chęci, a zostały niecałe trzy miesiące, a może nawet mniej, do premiery.  
Odepchnęła go stanowczym ruchem.
- Nie będziesz mi stawiał warunków.  
- Nie dajesz mi wyboru.
- Mam gdzieś takie rozwiązania! – Przygryzła wargę, bo chciała powiedzieć o wiele więcej, ale niepotrzebna była im złość. – Robię co mogę, ale to nie działa! Tak po prostu!
Wojtek zaczął chodzić po sali. Może próbował zebrać myśli, a może próbował się uspokoić, bo sytuacja go przerosła… Patrycja wpatrywała się w jego sylwetkę, starając się stłumić nieprzyjemne uczucie w żołądku.  
Czuła, że zna odpowiedź na pytania Wojtka, ale prędzej dałaby się pokroić, niż wyznałaby mu prawdę.
- W porządku – odezwał się nagle. – Przypuśćmy, że oboje chcemy ruszyć naprzód i zażegnać ten dość irytujący problem. Odpowiedz mi na jedno pytanie, okej?
Nerwy zaczęły wariować w jej brzuchu, ale postanowiła robić dobrą minę do złej gry.
- Słucham.
- Myślisz o nim, nawet, gdy go nie ma, prawda?
Intuicyjnie wiedziała, że chodzi mu o Artura.
- Tak.
- Porównywałaś go do mnie?
Odwróciła wzrok, czując gorąc na policzkach.
- Miało być jed…
- Odpowiedz – nalegał.
Spuściła głowę.
- To było nieuniknione, skoro jest o ciebie zazdrosny.
Ich spojrzenia się skrzyżowały.
- W takim razie musisz odczuwać dość spore wyrzuty sumienia, że spędzasz ze mną tyle czasu i jeszcze razem tańczymy – stwierdził. – Który z nas bardziej ci się podoba?
Zrobiła duże oczy.
- Chyba żartujesz!
- Pytam poważnie.
Pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Nie zamierzam odpowiadać na to durne pytanie. Koniec próby na dziś.
Chciała zabrać swoje rzeczy, ale podbiegł do niej Wojtek i złapał za ręce.
- Hej! - Starała mu się wyrwać, ale bezskutecznie. - Nie walcz ze mną – powiedział stanowczo. – Uciekasz, bo mam rację.
- Nieprawda!
Przybliżył się do niej i spojrzał prosto w oczy.  
- Który z nas bardziej ci się podoba? – powtórzył. Nie zamierzała odpowiedzieć na to pytanie. – Może inaczej. Podobam ci się?
Wściekła, bo czuła, jak jej policzki robią się czerwone, znowu próbowała się uwolnić, ale Wojtek był nieustępliwy.
- Jesteś tak zadufany…
- Uważasz, że to coś złego? – zapytał, ignorując jej słowa.
- Co?
- Fakt, że również ci się podobam.
- Podobasz się każdej – wycedziła.  
Zauważyła błysk w jego oczach.
- Mimo to, wolisz tego idiotę, tak?
Zgrzytnęła zębami.
- Powiedzmy, że tak.
Puścił ją, a potem zrobił dwa kroki w tył, uśmiechając się w dziwny sposób.
- W porządku. W takim razie, wyobraź sobie, że jestem nim.
Musiała podtrzymać się ściany, inaczej padłaby z wrażenia, bo nie spodziewała się po blondynie równie kretyńskiego pomysłu.
- Oszalałeś!
- Średnio będę z tego zadowolony, bo to kompletny popierdoleniec, ale skoro nic innego nie pomaga, to nie mamy wyboru.
- Po moim trupie!
Roześmiał się.
- Co ty widzisz w tym złego?
- Nie jesteś nim.
- Ale mogę być. – Puścił jej oczko. - Wyobraźnia czasami lubi płatać figle, więc czemu nie moglibyśmy użyć jej całkowicie świadomie?
Założyła ręce na piersi, patrząc na niego ze złością.
- Nie zgadzam się.
- Spróbujmy tylko raz, dobrze?
- Nie!
- Raz i jeśli nie wypali, odpuszczę.
Nie była przekonana, bo ostatnią rzeczą jakiej pragnęła, było całkowite otworzenie się przed Wojtkiem i pokazanie mu, jakie uczucia żywi do tego drania.  
Blondyn puścił muzykę i wyciągnął dłoń w jej stronę.
Bardzo niepewnie podeszła do niego i chwyciła jego dłoń, na chwilę zamykając oczy.

„And I can't sleep a wink these nights
You're still here with me
And I feel you pull me
Pullin' me down”

Obrócił ją trzy razy, a potem wpadła w jego ramiona. Skupiona na wspomnieniach, bardzo wolno otworzyła oczy i spojrzała w brązowe oczy, które tak uwielbiała. Westchnęła cicho, zbliżając się jeszcze bardziej do chłopaka. Całkowicie zatraciła się w tym hipnotyzującym spojrzeniu i zanim się zorientowała, już tańczyła zupełnie inaczej niż dotychczas z Wojtkiem.  
Owijała się wokół niego i nie pozwoliła odsunąć się mu choćby na krok. Tym razem jego dotyk sprawiał, że wiotczały jej mięśnie, więc mógł robić z nią co tylko chciał.

„I can't escape from ya, oh
I can still feel your claws in me, twistin 'round
I can't explain what you did to me”

Jej serce zaczęło bić w rytmie nie tylko muzyki, ale i uczucia, które wypełniało całe jej ciało, gdy patrzyła w oczy brunetowi.  
- Patka, to ja. Wojtek.
Zamrugała powiekami, a czar prysł.

„And I can't sleep a wink these nights
I can't escape from ya”  

Jedyne co była w stanie zrobić to odwrócić wzrok, bo zaszkliły się jej oczy.



Kacper przyciskał go do ściany, jednocześnie unieruchamiając mu ręce. Widok przesłonił mu taki gniew, jakiego jeszcze nigdy nie odczuwał.
- Stary, uspokój się! – warknął przyjaciel, siłując się z nim. – Odpuść!
- Zapierdolę go!
Wciąż widział w głowie, jak Patka daje się obmacać jakiemuś blondasowi. Koleś wpatrywał się w nią jak obrazek i nie wyglądał na niezadowolonego, wręcz przeciwnie. Jakby tego było mało, pamiętał, że to on zwrócił uwagę na brunetkę w klubie i to z nią odwiózł go do domu, gdy zalany w trupa, czekał pod jej drzwiami.  
- I co ci to, kurwa, da? Ogarnij się!
- Puść mnie!
- Tylko tańczyli!
- Kacper, zaraz tobie napierdolę!
Ale mimo wszystko, wciąż go mocno trzymał i nie puszczał.  
- Trudno!
- Kurwa! – Zacisnął dłonie w pięści i spróbował natrzeć na przyjaciela, ale ten był nieustępliwy. Podniósł jedną rękę wyżej i przyszpilił jego głowę do ściany. – Nie pozwolę…
- Zajebiesz kolesia tylko dlatego, że jest przy niej? Całkowicie ci odpierdoliło?!
- Ona jest moja!
- Skrzywdziłeś ją, rozumiesz?! Zaufała ci, a ty spieprzyłeś sprawę! – Przeklnął jeszcze raz pod nosem. – Jeśli go skrzywdzisz, całkowicie ją stracisz, rozumiesz?
Z trudem przychodziło mu oddychanie, bo był wkurwiony. W głowie mu się nie mieściło, że miałby odwrócić się na pięcie i zostawić tego lowelasa sam na sam z…
„Kocha mnie, ona z pewnością mnie kocha, musi mnie kochać” – zaczął sobie powtarzać w głowie jak mantrę.  
Oddech mu się trochę uspokoił, a dłonie rozluźniły na tyle, że przestał wbijać sobie paznokcie w skórę.  
- Możesz przestać mnie dusić?
- W porządku? – zapytał Kacper, uważnie mu się przyglądając. – Jeżeli nie odpuścisz temu kolesiowi, to sam ci przywalę.  
- Jest okej.  
- Serio?
- Tak.
Kacper nie wyglądał na przekonanego i sam Artur również nie był pewien, czy powinien wierzyć samemu sobie.  
- Teraz cię puszczę i radzę, abyś nie wywinął mi żadnego numeru, bo inaczej gorzko tego pożałujesz, jasne?
Pokiwał głową.
- Wychodzimy stąd.
Nic nie powiedział, ale poprawił kurtkę i skierował się do wyjścia, próbując wyrzucić z głowy myśl, że gdzieś tam w tyle jest Patka wraz z blondasem, którego chwilę wcześniej chciał ukatrupić.  
Wyszli na zewnątrz budynku. Zimny wiatr trochę ocucił Artura, więc mógł odetchnąć i uspokoić nerwy, które wciąż skręcały mu żołądek.  
- No, kurwa, jednak nie wziąłem tych jebanych kluczy – warknął Kacper, nagle się zatrzymując. Zerknął na bruneta ostrzegawczo. – Wrócę się po nie, a ty czekaj tu na mnie, zrozumiałeś?
- Tak.
- Żadnych wyskoków, rozumiemy się?
- Tak.
- Masz tu stać jak słup soli, bo jak wrócę a ciebie nie będzie, to zrobię ci z dupy jesień średniowiecza, kapujesz?
- Tak, kurwa! Idź już – mruknął znudzony.  
Kacper zmrużył oczy, ale ostatecznie wszedł z powrotem do budynku. Brunet starał się skupić myśli na czymś normalnym, więc utkwił wzrok w oblodzonych schodach, których nikt nie posypał nawet piaskiem.  
Wyobraził sobie jak tłucze głową tego idioty o ten lód. Pomagało mu się to uspokoić, ale pewnie Anita nie byłaby zadowolona z jego sposobu radzenia sobie ze złością.
I, gdy już myślał, że wytrwa do powrotu Kacpra, usłyszał głos Patrycji. Na jego nieszczęście nie była sama.  
Drzwi otworzyły się i zobaczył sylwetkę brunetki, za którą szedł ten lowelas. Nawet poza parkietem, patrzył na nią w taki sposób… Odruchowo zacisnął dłonie w pięści.
- Artur?  
Brunetka wyglądała na wystraszoną, ale zmroził ją wzrokiem, po czym przeniósł go na tego skurwiela, który myślał, że może przywłaszczać sobie cudze dziewczyny. Nawet nie starał się oprzeć wściekłości, jaka zapanowała nad jego ciałem.  
Jego umysł nie rejestrował tego co robi, więc nie miał pojęcia jak, ale po chwili stał przed blondynem i walnął mu raz pięścią w twarz, a potem w brzuch. Lowelas mu oddał i to z taką nawiązką, że jeszcze bardziej się wkurwił i rzucił się na niego z pięściami.  
Słyszał w oddali krzyk Patrycji, ale nie reagował na niego.  
Okładali się równo, nawet na chwilę nie przestając. Szczerze? Jebało go, czy go zapierdoli czy nie. Już dawno nie ogarnął go taki morderczy szał.
Nagle poczuł silne ramiona, które objęły go od tyłu i zaczęły odciągać. Opierał się im, ale nie dał rady. Dyszał ciężko, a jego wzrok przysłoniła mu jakaś ciecz, która pewnie była krwią.  
- Kurwa, Artur!
Rozpoznał ten głos. Należał do Kacpra.
Pozwolił mu znowu się dusić, bo za bardzo był przejęty widokiem Patrycji, zakrywającej ciało tego lowelasa. Płakała i dotykała twarzy tamtego z taką… Napiął wszystkie mięśnie i próbował się wyrwać, ale bez skutku.
Oczy brunetki zwróciły się w jego stronę i zamarł.  
- Jak mogłeś… - powiedziała łamiącym głosem, od którego chyba pękło mu serce.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 4423 słów i 24152 znaków.

1 komentarz

 
  • Fanka

    Jejuuuu,ile emocji,ile w tym wszystkiego ;)  
    Ale mam nadzieję że w końcu Patrycja dowie się wszystkiego o Arturze,to może będzie skłonna mu wybaczyć i zacząć wszystko od nowa ;) Piękna część ;)  :bravo: