Kiedyś będziesz mój - Rozdział 34

Pozostał tydzień do świąt. Patrycja nie miała pojęcia, jak powinna je spędzić i z kim, skoro rozstała się z Marcinem. Mama milczała, a Ola wciąż była obrażona za ostatnie spotkanie. Brunetka nie miała w sobie tyle odwagi, aby zadzwonić i spróbować wprosić się na Wigilię.
Uniosła się na kanapie, poprawiając poduszkę podtrzymującą plecy. Oglądała film, próbując skupić całą swoją uwagę na fabule, ale już po kilku chwilach zrozumiała, że ktoś nakręcił jej własne perypetie z ostatnich kilku tygodni. Wpatrywała się w ekran, ale ze sprzecznymi emocjami, bo czy naprawdę była tak głupia, żeby uwierzyć zwykłemu podrywaczowi?
Próby miały się rozpocząć już w całkowicie nowym roku, więc nawet nie miała czym zająć się w wolnym czasie. Praca pochłaniała ją w całości, bo nie mogła sobie pozwolić na myślenie o Arturze, a unikanie Moniki było już wystarczająco trudne samo w sobie.
Rozdzwoniona komórka, przynajmniej tym razem, nie spowodowała gwałtownego zaprzestania bicia serca. Towarzyszyły temu jedynie okropne skurcze żołądka, bo nie dzwonił drań, ale jego dziewczyna.
Westchnęła ciężko, zdając sobie sprawę, że nie może w nieskończoność uciekać przed własną przyjaciółką. Między nimi bywało różnie i fakt, złamała Arielowi serce, ale wciąż była kimś ważnym w życiu Patrycji.
Zagryzła mocno wargę i odebrała.
- Cześć – powiedziała niepewnie, siląc się na spokój.
- No hej! A ciebie, co? Wywiało z miasta czy jak?
- Miałam kilka spraw do załatwienia – skłamała, odruchowo opuszczając ramiona.
- Jakich spraw? Próby zaczynają się podobno grubo po nowym roku, na uczelni powinnaś mieć spokój, bo jest przerwa świąteczna, a… Ariel, no cóż, pewnie nie daje ci popalić, prawda?
Postanowiła się ugryźć w język i nie wypominać przyjaciółce jej błędów.
- Chyba czeka mnie powtórka roku – mruknęła, nawiązując do wzmianki o uczelni. – Nie było mi na kilku zajęciach i wciąż nie ruszyłam swojej pracy licencjackiej.  
- Żartujesz? Matka cię zabije, jak się dowie!
- Wiem, Monia.
- A pamiętasz, co jej obiecałaś i jaka była umowa?
- Pamiętam.
- I co? Nic sobie z tego nie robisz?
Wzniosła oczy ku sufitowi, zastanawiając się, jakim prawem blondynka prawi jej morały, skoro sama popełnia błąd za błędem?
- Jeszcze mam dwa miesiące, aby podnieść swoje oceny i spróbować ułaskawić wykładowców.
- Myślisz, że to ci się uda? – zadrwiła Monika. – Przecież doskonale wiedzą, czym się zajmujesz w swoim wolnym czasie. Zapytają się wprost, co jest ważniejsze, twoja kariera taneczna czy wykształcenie.
- Nie zrezygnuje teraz ze spektaklu, aby całkowicie poświęcić się studiom.
- Nie możesz ich rzucić!
- Przecież nie chcę tego robić – obruszyła się Patrycja, wzdychając ciężko. – Przechodzę ciężki okres, okej?
- Spotkałaś kogoś?
- Tak… jakby.
- Złamał ci serce?
- Czemu tak sądzisz?
- Odwlekasz nasze spotkanie już od dobrych dwóch tygodni i ciągle zastanawia mnie, dlaczego. Widziałam jak płakałaś, kiedy tańczyłaś, więc nie wmówisz mi, że wszystko gra.
Spuściła głowę, a kilka łez spłynęło po jej policzkach.
- To nikt ważny. Popełniłam błąd. – Wzruszyła ramionami. - Zdarza się.
- Zależało ci na nim?
- Nie wiem, ale chyba tak.  
- Dlaczego to się rozsypało?
- On… ma kogoś.  
- Och – szepnęła z przejęciem blondynka. – Skąd wiesz?
- Możemy o tym nie gadać?
- Musisz to z siebie wyrzucić.
- Już rozmawiałam o tym z Arielem.
Po drugiej stronie zapadła cisza.  
- No tak – mruknęła z udawaną radością. – Zapomniałabym! Zawsze mam swojego najlepszego przyjaciela, który zawsze ci pomoże i zawsze będzie obok.  
Nadużycie jednego słowa od razu wzbudziło podejrzenia Patrycji. Ariel musiał mieć rację, bo Monika rzeczywiście była o nią zazdrosna.  
- Czemu jesteś na niego taka cięta?
- Ja? Cięta? Coś ty! – wypierała się. – Pewnego dnia obudzi się i zorientuje, że jest sam i może wtedy zda sobie sprawę, że… Zresztą, nieważne! Spotkamy się?
- Zalazł ci za skórę?
- Można tak powiedzieć.
- Czym?
Blondynka westchnęła cicho.
- Nic nieznaczące stare dzieje. Nie warto o tym pamiętać.
Patrycja chciała bardziej pociągnąć przyjaciółkę za język, ale nie chciała wzbudzić w niej podejrzeń. Obiecała Arielowi, że nie będzie się wtrącać, bo miała zbyt wiele własnych zmartwień.
- Może w styczniu, co?
- Czemu tak późno?
- Chcę… - Westchnęła ciężko. – Zamierzam pojechać do mamy na święta i zostać tam do nowego roku.
- Rozmawiałaś już z nią o tym?
- Jeszcze nie.
- Zdajesz sobie sprawę, że sama sobie kopiesz grób? – zapytała niepewnie Monika.
- Tak, ale nie mam innego wyjścia – odpowiedziała, zerkając w stronę kuchni, gdzie na stole piętrzyły się rachunki, które musiała jakoś opłacić, a nie za bardzo miała czym. Albo wyjedzie do mamy na prawie dwa tygodnie, dzięki czemu zaoszczędzi albo będzie musiała się u kogoś zapożyczyć…
- Życzę powodzenia!
- Dzięki!



Siedział przy swoim biurku na totalnym kacu, nie bardzo łapiąc kontakt z rzeczywistością. Nienawidził tego poczucia beznadziejności, jakie go ogarnęło, bo niemoc była mu zupełnie obca. A w sprawie Patrycji był bezsilny, a więc nie mógł nic zrobić, skoro dziewczyna odcięła się od niego, nie wykazując żadnych chęci do rozmowy czy kontaktu. Nie odpisała na żadnego cholernego smsa i nie oddzwoniła, nawet, gdy błagał ją oto w smsach.  
Co się takiego musiało wydarzyć, że wyrzuciła go ze swojego życia i dlaczego, do cholery, jeszcze tam nie pojechał?
Przecież, gdyby chodziło o innego kolesia, potrafiłby sobie z tym poradzić. Rozkwasiłby mu mordę o asfalt i po problemie. A nawet, gdyby widziała go całującego inną, to przecież miał w sobie tyle uroku osobistego, że zrobiły wszystko, aby nie mogła mu się oprzeć i pewnie wylądowałaby w jego ramionach - prędzej czy później.  
Spotkanie się z Moniką miało złagodzić te wszystkie negatywne emocje, które w nim się kumulowały. O wiele łatwiej przychodziło mu radzenie sobie ze złością, kiedy miał w zasięgu ręki dziewczynę, w której mógł się zatracić bez reszty. Może blondynka nie była w jego typie, tak dosłownie, ale pomagała mu poprzez swoją otwartość. Wydawała się być pyskata i wredna, ale przy nim była inna – przynajmniej przez ostatnie dwa tygodnie. Już nie była taka pewna siebie jak na początku. Bardziej wyglądała mu na zagubioną, która szuka w jego ramionach pocieszenia.  
Na swoje nieszczęście, już kilka razy przyłapał ją jak gapi się na niego z dziwnym wyrazem twarzy, a w jej oczach lśniły łzy. Wiedział doskonale, jakie słowa pchają się jej na usta i, że chce o coś zapytać, ale zamiast od niej uciec, wciąż tkwił w tej dziwnej relacji.  
Skrzywił się, słysząc za plecami głos Darskiego:
- Wichrowski, obijasz się?  
- Nie – mruknął niechętnie.
- Raporty miałeś mi donieść przedwczoraj, a moje biurko wciąż jest puste.
- Zaraz to zrobię – prawie warknął, z trudem utrzymując złość w ryzach. – Daj mi czas do siedemnastej.
- Myślisz, że w trzy godziny się wyrobisz? Gdy wspominałem o raportach to nie chodziło mi o raporty z ubiegłego miesiąca, ale z całego poprzedniego roku. Masz mi je porównać do pięciu lat wstecz.
Artura zmroziło. Bardzo wolno obrócił się na krześle w stronę Darskiego.
- Pojebało cię? To jest robota na co najmniej miesiąc! Trzeba zrobić setki zestawień na różnych poziomach sprzedaży z…  
- Wiem.  
Ten spokój bijący od tego mężczyzny jeszcze bardziej rozjuszył bruneta, który już zdążył wstać i zbliżyć się do Michała.
- Ostatnio mówiłeś, że się, kurwa, do tego nie nadaje. Co się zmieniło?
- Udowodnię ci, że w rzeczywistości tak jest.
Darski posłał Arturowi kpiący uśmiech, aż dłoń zaswędziała bruneta, ale w ostatniej chwili się pohamował.  
- A co tutaj się dzieje? Wichrowski? Darski? - Obok nich niespodziewanie pojawił się Prezes, na co oboje struchleli. Przywitali się, jednogłośnie spuszczając wzrok. - Kolejne zamieszki? O co poszło tym razem?
- Nic istotnego – mruknął ugodowo Artur, doskonale zdając sobie sprawę, że nie ma żadnych szans w starciu z Darskim przy kimś tak ważnym, jak Prezes.
- A wręcz przeciwnie – odezwał się Michał. – Ostatnio zleciłem mu zebranie raportów z ubiegłego roku i zestawienie ich z poprzednimi latami. Wichrowski uznał jednak, że doba jest za krótka na coś takiego – powiedział dumnie.
Artur zerknął na Prezesa, który zrobił duże oczy, a potem chrząknął znacząco.
- Dałeś mu dobę, Darski?
- Doskonale zdawałem sobie sprawę, że to ogrom czasu, ale Wichrowski jest szczególnym pracownikiem, który…
- Dość – wycedził przez zęby mężczyzna. - Wystarczy tych bredni. Darski, nie bez powodu otrzymałeś ode mnie mój prywatny numer, prawda? W razie jakichkolwiek trudności, pytań, problemów, miałeś do mnie dzwonić, tak?
Prezes spojrzał nagląco na Michała, który zbladł.
- No tak.
- Nie przeszło ci przez głowę, że tak trudną robotę zlecam ja i osobiście ją nadzoruję?  
Bruneta zatkało. Przygryzł wargę, aby przez przypadek na jego twarzy nie pojawił się uśmiech.  
- To tylko raporty.
- …których nigdy wcześniej nikt ci nie zlecał i nie masz bladego pojęcia, ile pochłaniają czasu i ile trzeba im poświęcić uwagi. – Wypuścił powietrze z płuc, kręcąc głową z niedowierzaniem. – Nie powiem, to bardzo dobry pomysł, bo najwyższy czas, aby cofnąć się i przyjrzeć starym wynikom, ale następnym razem, zapytaj mnie o zgodę, zrozumiano?
- Tak – szepnął Michał ze wzrokiem wbitym w podłogę.
- A ty, Wichrowski, zrobisz ten raport. Daję ci miesiąc, a w razie jakichkolwiek pytań, kontaktuj się bezpośrednio ze mną. – Już miał ich minąć, kiedy odwrócił się jeszcze raz w stronę Artura. – Tamara ci pomoże i będzie miała na ciebie oko, gdybyś próbował wyciągnąć coś z tej firmy bez niczyjej zgody.
- Oczywiście.
- I skończcie z tą dziecinadą. Jesteście dorosłymi ludźmi, więc zachowujcie się tak jak na dorosłych ludzi przystało, zrozumiano?
Zgodnie pokiwali głowami, chociaż Artur doskonale wiedział, że żadna siła wyższa nie zmieni jego stosunku do tego dupka, który pozjadał wszystkie rozumy.
Prezes zniknął z pola widzenia, ale do Darskiego najwyraźniej nic nie dotarło, bo uśmiechnął się krzywo, patrząc z góry na bruneta.
- I co? Jesteś uziemiony! Na dodatek dał ci niańkę, bo sam sobie z niczym nie poradzisz.
Artur uniósł jedną brew do góry, zastanawiając się, o co chodzi temu idiocie. Raporty to była naprawdę gówniana robota, a dostał do pomocy dziewczynę, która z pewnością miała więcej cierpliwości od niego. Złożyło się idealnie, ale w sumie, niech Darski dalej myśli, że wie wszystko.
- Spierdalaj.
Darski zaśmiał się wrednie, a potem odszedł w stronę swojego biurka. Artur wziął głębszy wdech, a potem podniósł wzrok na Tamarę, która siedziała za swoim biurkiem i wpatrywała się w niego z delikatnym, krzepiącym uśmiechem.
Tak bardzo przypominała mu Patrycję…



Ariel ślęczał nad projektem, który wymagał ostatnich poprawek. Musiał jeszcze przygotować dość szczegółową prezentację, na której miał omówić ważne aspekty tego przedsięwzięcia i jego wpływ na przyszłość firmy. Wreszcie mógł pokazać, że nie bez powodu jest na takim, a nie innym stanowisku i może otrzymywać więcej tak odpowiedzialnych projektów.
Monika postawiła wszystko pod znakiem zapytania. Zawłaszczyła sobie wszystkie miejsca w jego głowie i była niczym pijawka, która nie chciała się odczepić.  
Kilkakrotnie w ciągu ostatniej godziny, złapał się na tym, że znowu o niej myśli. Złość minęła mu, przynajmniej częściowo, więc mógł zatonąć w tych dobrych wspomnieniach i tak właśnie zrobił. Oczami wyobraźni leżał z nią w łóżku i przytulał do siebie, a na usta znowu nasuwały mu się słowa, które mógł jej powiedzieć. A potem całował ją, na krótką chwilę zapominając co mu zrobiła. Doskonale pamiętał, jak całkowicie zatracił głowę, a jego ręce badały drobne ciało blondynki. Gdyby nie zareagował…
Westchnął ciężko, mrugając powiekami tak długo, aż pozbył się sylwetki Moniki.
Przetarł twarz dłonią i wziął kilka głębszych wdechów, pochylając się nad komputerem.
Nie mógł spieprzyć pracy z powodu jednej, głupiej dziewczyny. Sama sobie zawiniła, wybierając łóżko kogoś innego.  
Komórka zawibrowała, więc zerknął na wyświetlacz i odetchnął z ulgą, bo dzwoniła Iga.
- Cześć!
- Hej, Ariel! Masz chwilę?
- A co się dzieje?
- Dostaliśmy angaż w tym spektaklu, a Patka główną rolę, więc tak pomyślałam, że moglibyśmy to wspólnie uczcić. Co ty na to?
Odchylił się na fotelu i westchnął.
- Kiedy?
- Dziś wieczorem, w barze na rogu, tuż przy CK. W skrócie: tam, gdzie zawsze. Wpadnie też Wojtek. Pamiętasz go, prawda?
- Oczywiście, że tak. Pracuje w zaprzyjaźnionej firmie, więc nie jesteśmy dla siebie żadnymi wrogami.
- Bardziej miałam na myśli spór o dziewczynę.
Zaśmiał się.
- Też wierzysz tym plotkom, że lecę na Patryszję? – zapytał ze śmiechem. – Jesteśmy naprawdę tymi cholernymi przyjaciółmi.
- Wiem, ale inni mają zupełnie odmienne zdanie na temat relacji, jaka was łączy.
- Niech przyjdą i zapytają nas samych, zamiast tworzyć jakieś głupie plotki i rozpowiadać brednie.
- Nie jesteś zły, że to Wojtek będzie partnerem Patki?
- Musi się rozwijać. W moim towarzystwie czuje się swobodnie, ale mamy inne życiowe priorytety. Ja chcę być Prezesem, a ona - zawodowo tańczyć. Musimy kiedyś się rozstać na parkiecie. To coś nieuniknionego.
- Jak zawsze, jesteś bardzo wyrozumiały – pochwaliła go Iga. – Wpadniesz?
- Taki wypad dobrze mi zrobi, więc będę. O której?
- Dwudziesta, pasuje?
- Jasne.
- W takim razie, do zobaczenia.
- Do zobaczenia – powiedział wesoło.
Wziął głębszy wdech, a potem zgrał cały projekt na pendrive.  
Nie wiedział, czy to na pewno jest dobry pomysł, ale zamknął laptop i wstał, w pośpiechu ubierając marynarkę. Nie miał zbyt wiele czasu, a musiał jeszcze podjechać do domu, coś zjeść, przebrać się i być może podjechać po Patryszję.  
Wychodząc z biura, o dziwo, przed czasem, spotkał się z zaskoczonymi wyrazami twarzy innych pracowników. Zignorował te wszystkie spojrzenia i podszedł do stażysty, którego mu przydzielono raptem kilka dni wcześniej. Wręczył mu pendrive.
- Zadanie na wczoraj. Przejrzyj projekt i zanotuj wszystkie błędy, jak i zmiany, które można byłoby wprowadzić.
Chłopak patrzył na niego z przerażeniem w oczach.
- Dobrze – wyszeptał ze strachem, na co Ariel poklepał go po ramieniu.
- Poradzisz sobie, bo nie masz za bardzo innego wyjścia.
Stając przed budynkiem firmy, Ariel zdał sobie sprawę, że może odetchnąć pełną piersią.  
Nie można mieć kontroli nad wszystkim, prawda?



Patrycja czuła się lepiej. Mogła wreszcie spędzić trochę czasu w towarzystwie ludzi, na których zawsze mogła liczyć i, z którymi spędziła wiele pięknych chwil. Rozejrzała się po roześmianych twarzach i sama, uśmiechnęła się. Jednak kiedy jej wzrok padł na Wojtka, zdała sobie sprawę, że właściwie przyłapała go na gapieniu się. Odruchowo odwróciła głowę w stronę aktualnego rozmówcy, którym okazała się Iga.
- Cisza! Jako wasza trenerka, chciałabym coś powiedzieć! – Ludzie przy jednym ogromnym stole, zrobionym z pięciu osobnych, umilkli. – Mamy powód do dumy, tak? Mamy angaż! A co najważniejsze, jedna z nas, dostała główną rolę! – Kilka osób coś głośno krzyknęło, wiwatując, a brunetka zrobiła się cała czerwona. Ariel parsknął śmiechem, szturchając ją delikatnie ramieniem. – Nie możesz nam przynieść wstydu, więc pokaż tym wszystkim sztywniakom z teatru na co cię stać! – Tym razem, wszyscy zgodnie wybuchli śmiechem. – A tak serio, WSZYSCY bierzemy się do roboty. Nie ma co spoczywać na laurach! Musimy dać z siebie wszystko, całe tysiąc procent!
- Nie znam was, ale dołączam się do tego apelu – dodał Wojtek, szczerząc się od ucha do ucha. Znowu wszyscy parsknęli śmiechem. – Będzie ciężko, ale będzie warto!
Brunetka założyła włosy za ucho i jako jedna z pierwszych, stuknęła się swoją szklanką piwa z butelką coli Wojtka. Dzielnie wytrzymała jego spojrzenie, chociaż jej policzki znowu pokryły się purpurą.  
- Patryszja? – Oderwała wzrok od blondyna i zerknęła na Ariela, który przyglądał się jej badawczo. – Jak się czujesz?
- W porządku. – Przyjaciel patrzył na nią karcąco, więc wysiliła się na beztroski uśmiech. – Dzisiaj jestem z wami i jest super!  
Odwzajemnił uśmiech.
- Jest super – powtórzył.



Wiedział, gdzie jest i doskonale wiedział, po co. Stał przed kamienicą, w której mieszkała Patrycja i nieustannie naciskał przycisk na domofonie, ale bez wyraźnego skutku, bo nikt nie odpowiadał ani nie wpuszczał go do środka.  
Wlał w siebie tyle piwa, że cudem dotarł na miejsce. Milowski nie chciał mu pożyczyć samochodu, a Artur zaczął się odgrażać. Staruszek zamknął mu drzwi przed nosem, a brunet wpadł w szał i zaczął się dobijać, z niewielkim skutkiem. Tylko drzwi z czasem zaczęły się uginać pod siłą jego nacisku.  
- Kurwa – warknął przeciągle, bo puszka wyleciała mu z rąk i skulała się ze schodów, rozlewając wszędzie piwo.  
Przez głowę przelatywało mu kilka wspomnień i zastanawiał się, czemu myśli o Patrycji dopadały go w momentach zwątpienia i bezsilności. Tylko wtedy, jeszcze dotkliwiej przypominał sobie o dziewczynie, która potrafiła ująć go za serce. W głowie słyszał muzykę, leciała ta sama piosenka, w czasie której razem tańczyli, a on próbował ją pocałować.
Drzwi wejściowe otworzyły się, a Artur bez zastanowienia pchnął je mocniej i wpadł na klatkę schodową, przy okazji potrącając starszą kobietę, która zachwiała się na nogach i zgromiła go wzrokiem, puszczając dosyć długą wiązankę przekleństw.  
Idąc po schodach, jednocześnie opierając się ramieniem o ścianę, wyciągnął kolejną puszkę piwa z wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki. Zatrzymał się dopiero przed właściwym drzwiami, lekko się zataczając. Uderzył całym ciałem o framugę, a potem uderzył pięścią w drzwi, ale kiedy nikt nie odpowiedział, więc uderzył jeszcze kilka razy.
- Patka! – Cisza. – Patka!!! Otwórz!
Chyba bolało go gardło, ale opróżnił całą puszkę, więc nie mógł być tego pewien w stu procentach. W głowie zaczęło mu szumieć, a na schodach pojawiła się kobieta w pidżamie i zaczęła na niego wrzeszczeć:
- Co się drzesz?! Alkoholiku, ty jeden! Wracaj do swojego burdelu, a nie, będziesz darł się wniebogłosy, kiedy już po dwudziestej drugiej! Ty haharze, bierz swoją dupę i wynoś się stąd!
- Co, kurwa? – mruknął. – A spierdalaj, babo!
- Durska to już w ogóle się stoczyła, zadając się z takim żulerstwem!
- Spierda… – Czknął. - …laj!
- Już ja się rozprawię z tą dziewuchą! Nieznośne to, to jeszcze sprowadza sobie tutaj amantów od siedmiu boleści!
Artur osunął się na ziemię i przyłożył czoło do drzwi, próbując się nie wściec. Co jak co, ale nie chciał bić kobiety, która najwyraźniej sama wpadła w szał.
- Spadaj – jęknął jedynie, znowu pukając do drzwi.
- Wynoś się stąd, albo zadzwonię po policję!
- Powiedziałem, że masz spierdalać ode mnie! – wydarł się, posyłając wściekłe spojrzenie. – Kurwa, głucha jesteś?!
Uniosła podbródek do góry, a potem głośno zeszła ze schodów, wciąż złorzecząc na całą klatkę.
Przymknął na chwilę powieki, zdając sobie sprawę, że są coraz cięższe. Próbował walczyć z sennością, ale wlał w siebie taką ilość alkoholu, że całkowicie stracił panowanie nad własnym ciałem.  
Dość szybko, stracił również kontakt z rzeczywistością.



- Obiecałem Arielowi, że odprowadzę cię pod same drzwi – upierał się Wojtek, ale Patrycja już zdążyła wysiąść z samochodu i pomachać mu przez szybę. Szybko wyskoczył z auta i dogonił ją, łapiąc za rękę. – Nie odpuszczę!
Brunetka roześmiała się, bo alkohol trochę polepszył jej samopoczucie.
- Mówił ci już ktoś, że jesteś cholernie upartym człowiekiem?
- Tak.  
- Nie wziąłeś sobie tego do serca?
- Jestem prawdziwym dżentelmenem, więc jak coś obiecuję, a tym bardziej komuś takiemu jak Ariel, to siłą rzeczy muszę dotrzymać słowa, tak?
- Ariel nie jest straszny!
Wojtek otworzył szerzej oczy ze zdziwienia.
- To prawdziwy rekin biznesu! Gdybyś go zobaczyła w akcji to z pewnością zmieniłabyś zdanie.
- No tak, wspominałeś coś, że obracacie się w tych samych kręgach. Jak mogłabym zapomnieć!
- No dobra, dobra. Wchodzimy na górę.
Blondyn chciał ją zaprowadzić do wejścia, ale zastawiła mu sobą drogę, przez przypadek zmniejszając odległość między ich ciałami. Szybko zrobiła krok do tyłu, orientując się, co zrobiła. Wojtek spoważniał i znowu gapił się na nią w taki sam sposób, jak w barze.
- Możesz przestać to robić? – zapytała niepewnie Patrycja, odwracając wzrok.
- A co takiego robię?
- Nie patrz tak na mnie – powiedziała spanikowana. – Nie czuję się wtedy komfortowo.
- Yhym – mruknął, a potem niespodziewanie objął ją w talii i przyciągnął do siebie. Stykali się nosami, a Patka bała się oddychać. – O tym właśnie dzisiaj mówiła Iga, prawda? Mamy dać z siebie tysiąc procent. Nie możesz się bać mojego dotyku, a moje spojrzenie nie może cię płoszyć. – Jak na potwierdzenie swoich słów, odgarnął jej włosy z twarzy, a dziewczyna napięła się jak struna. – O tym właśnie mówiłem.  
- Poradzę sobie na parkiecie – powiedziała urażona, odsuwając się od niego, jednocześnie przerywając kontakt wzrokowy. – Nie jestem płochliwą myszką.
Roześmiał się.
- Jasne – zakpił.
- Mówię poważnie – obruszyła się, wycofując się w stronę drzwi. – Dobranoc!
- Idę z tobą. Obiecałem!
Pomachała mu dłonią, a potem znikła za drzwiami.
- Dzięki za podwózkę i pa!
Chciała zamknąć za sobą drzwi, ale Wojtek był szybszy, więc oboje wpadli na klatkę schodową, po chwili zanosząc się śmiechem. Brunetka wywróciła teatralnie oczami, a Wojtek posłał jej zniewalający uśmiech.
- Nie uda ci się mnie przechytrzyć.
Pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem, a potem zaczęła wspinać się po schodach, a za nią blondyn.  
- Jak widzisz, nie ma tu żywej duszy!
- Muszę ci powiedzieć, że całkiem nieźle wyglądasz.
Napięła wszystkie mięśnie swojego ciała i znowu się zarumieniła.
- Wojtek!
- Masz fajną figurę, której większość dziewczyn może ci pozazdrościć.
- Przeginasz – mruknęła, próbując obrócić wszystko w żart. – Rozejrzyj się, nikt tutaj nie czyha na moje życie – powiedziała, zmieniając temat.
- Nie jesteś mistrzynią subtelnego zmieniania tematu.
- A ty nie potrafisz w subtelny sposób prawić komplementów – odgryzła mu się, a potem zamarła.
Wojtek coś powiedział, ale nie mogła skupić się na jego słowach, bo wpatrywała się w Artura, który praktycznie leżał przed jej drzwiami, głową opierając się o ścianę. Koło niego walała się puszka, a smród rozlanego piwa jednoznacznie dawał do zrozumienia, w jakim stanie znajduje się brunet.  
- O matko – wydusiła z siebie, a potem zaczęła płakać.
- Co jest? – zainteresował się blondyn, stając przed nią. – Kurwa, co to ma być? – Podszedł ostrożnie do Artura i odruchowo, zakrył ręką usta, krzywiąc się. – Ile on wypił! Musiał wlać w siebie chyba ze zgrzewkę piwa.
- Boże, co ja mam z nim zrobić?
- Zostaw go.
- Śpi przed moimi drzwiami – wyjaśniła. – Trzeba go odstawić do domu.
- Zadzwoń na policję.
Wytrzeszczyła załzawione oczy na Wojtka.
- Nie! Broń Boże! Żadnej policji! – zastrzegła. – Zadzwonię po taksówkę.
- Patrycja, bądź poważna. Nikt go nie weźmie do samochodu w takim stanie. – Wskazał dłonią na bruneta. – Znasz jego kumpli? Może znajdzie się ktoś, kto mógłby po niego przyjechać?
- Znam tylko Kacpra, ale on nie przyjedzie, bo się pokłócili.
Blondyn zgrzytnął zębami.
- Zajebiście, co teraz?
Patrycja miała ochotę całkowicie się rozkleić, ale wiedziała, że nie może tego zrobić, bo miała zapomnieć o Arturze, a nie wzmacniać poczucie straty. Odgarnęła z twarzy włosy, a potem spojrzała na Wojtka, czując się okropnie, bo był jedyną deską ratunku.
- Wojtek, może ty… mógłbyś… odwieźć go do domu? – zapytała niewinnie, patrząc na niego z nadzieją.
- Patrycja, nie proś mnie oto.
- Proszę! Nie mogę wpuścić go do mieszkania, a tylko to będę mogła zrobić, kiedy samą mnie z tym zostawisz.
- Nigdy nie pozwoliłbym ci wpuścić takiego typa – powiedział stanowczo. – Czego on chce?
- To on…
- Tak, wiem. Kto inny spałby na twojej wycieraczce?
Gdyby nie sytuacja, pewnie by ją rozbawił.
- Mogę cię prosić? - Westchnął zrezygnowany, a potem skinął głową. – Dziękuję.



Stali przed mieszkaniem Artura. Wojtek podtrzymywał go, ale brunet cały czas sięgał dłonią w stronę Patrycji, bo krótka wizyta na świeżym powietrzu trochę go ocuciła.  
Mamrotał jej imię przez całą drogę, leżąc na tylnym siedzeniu samochodu blondyna. Serce brunetki cały czas łamało się na pół, a Wojtek zaciskał zęby do bólu, niepewnie zerkając na dziewczynę.  
Patka musiała przeszukać wszystkie kieszenie Artura, aby znaleźć klucze. Za każdym razem, gdy zbliżała się do niego, próbował wysunąć się z mocnego uścisku blondyna.  
- Patka – wychrypiał łamiącym się głosem, ale zacisnęła mocno usta, starając się ignorować jego wołania. Łzy spływały jej po policzkach strumieniami, ale nie była w stanie nad nimi zapanować. – Patka… nie… proszę…
Klucze znalazła dopiero w przedniej kieszeni spodni. Drżącymi rękami otwierała po kolei wszystkie zamki, a kiedy wreszcie otworzyły się drzwi, Wojtek wręcz zaniósł Artura na łóżko. Rzucił go na nie, a potem odetchnął ciężko.
- Ile on waży, do cholery! – Objął ręką Patrycję i pociągnął w swoją stronę, ale oparła się. – Patrycja, idziemy. Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Chociaż przydałby mu się lodowaty prysznic.
Brunetka wyrwała mu się i sięgnęła po koc. Rozłożyła go i przykryła całe ciało Artura.  
- Patka – mruknął brunet, a potem chwycił ją mocno za nadgarstek. – Zostań… nie… Patka… ja…  
Wyrwała rękę, a potem wyszła pierwsza z mieszkania, zanosząc się płaczem. Na schodach dogonił ją Wojtek, zamykając w swoich ramionach. Nic nie mówił, tylko mocno tulił do siebie.  
- Dziękuję – wyszeptała płaczliwie, a potem uczepiła się jego ramion i jeszcze mocniej wtuliła się w ciało blondyna. – Dziękuję… za wszystko.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 4881 słów i 27453 znaków.

2 komentarze

 
  • Lolissss

    Czy tylko ja błagam zeby jak najszybciej pati i Artur sie pogodzili? ;-;

  • Lil

    @Lolissss Ja też :)

  • elorence

    Pogodzili? Ale dlaczego?

  • Lolissss

    @elorence bo widzę jak do siebie pasuja, a ta cała sytuacja jwst juz dla mnie chora, kazdy juz na każdego narzeka a wszyscy sa jak dzieci, nie potrafią nic sobie wytlumaczyc i zawsze mnie to denerwuje w realnym życiu, jesli ktos nie chce wyjaśnień, porozmawiać i chociażby sie w zgodzie juz rozstać. Ale najgorsze sa wlasnie niewyjaśnione sprawy, ktore tu maja miejsce i cholernie mnie to irytuje (;

  • elorence

    W życiu realnym tak jest, więc nie chciałam na siłę pokazywać, że moi bohaterowi są mądrzy i potrafią rozwiązywać problemy :)  
    A tutaj nie ma mowy o żadnym rozstaniu w zgodzie. Gdyby Patka porozmawiała od razu z Arturem... zresztą, coś na ten temat pojawi się w przyszłych rozdziałach - nie wiem dokładnie w którym :)
    Ale cieszę się, że opowiadanie wzbudza emocje :D

  • Zuza

    Czyli jadnak Monisia i Artus sie bzykneli :(  ale rozdzial świetny. Czapki z głów! :)

  • elorence

    Ludzie tak łatwo się nie zmieniają... Niestety, Artur i Monika są dość specyficzni...