Kiedyś będziesz mój - Rozdział 15

Następnego dnia, emocje opadły. Przynajmniej takie wrażenie odniosła Patrycja tuż po przebudzeniu. Poprzedniego wieczoru trochę popłakała, bo Artur zachował się jak dupek.  
Jak mógł prosić ją, aby przyszła na ten idiotyczny turniej, ale jednocześnie upewniać ją, że to nie będzie żadna randka? Czy widział w tym jakiś cholerny sens?  
Westchnęła ciężko, a potem ubrała się w zwykłe ciuchy. Może nie była przygnębiona, ale nie czuła się najlepiej i nawet nie mogła stwierdzić, dlaczego tak było. Potrzebowała znaleźć dla siebie odskocznię, która trochę odseparuje ją od ciągłego myślenia o Arturze i zastanawianiu się, dlaczego tak bardzo jej nie chciał.
W tramwaju było więcej osób niż zazwyczaj. Pierwszy raz od dłuższego czasu, myślała o zrobieniu prawa jazdy. Zazwyczaj była przerażona, kiedy tylko ktokolwiek to zaproponował. Ariel już dawno sobie darował te ciągłe nagabywanie, a Monika nawet nie próbowała.
A właśnie, Ariel.
Wyciągnęła komórkę i przejrzała wiadomości. Nie odzywał się wystarczająco długo, aby zaczęła odczuwać lekki niepokój. Co mogło pochłaniać jego cały wolny czas? Znowu spotkał jakąś mało odpowiednią dziewczynę? Postanowił poświęcić się dla niej w pełni, aby na sam koniec dostać cios prosto w serce?
Przygryzła wargę i napisała mu krótkiego smsa: „Żyjesz?”.
Nie odpisał od razu, co ją wcale nie zaskoczyło. W porównaniu do wszystkich osób, które znała, był pracoholikiem – na dodatek, dobrze zarabiającym. Zazdrościła mu tej łatwości zarabiania pieniędzy. Sama wciąż czekała na swoją szansę, bo marzyła o pracowaniu w swoim zawodzie.
Póki co, jej myśli uciekały w stronę piątku, który był już za dwa dni. A potem miała nastać sobota i przesłuchanie do spektaklu. Obiecała sobie, że o tym też wspomni Arielowi, kiedy ten tylko odezwie się w wolnym czasie.
Sala, w której zazwyczaj tańczyła, była zajęta. Być może dlatego usiadła na podłodze pod ścianą i zaczęła bawić się komórką. Próbowała zająć się czymkolwiek, aby zabić czas. Granie w głupie gierki, które były zainstalowane w telefonie, zaczęło ją nudzić po piętnastu minutach. Ciągnęło ją do przeszukania całego Internetu w poszukiwaniu Artura. Taki ktoś, jak on, z pewnością miał swój unikalny profil i setki dziewczyn w znajomych. Była pewna, że połowa jej znajomych znała go chociażby z Internetu.  
- Cześć!
Zaskoczona, uniosła głowę do góry i uśmiechnęła się niepewnie.
- Cześć, Kika!
- Co ty tutaj robisz? – zapytała zaskoczona. – Myślałam, że całkowicie odpuściłaś sobie taniec.
- Przecież…
- Tak. Pamiętam, że byłaś wtedy w klubie. – Uśmiechnęła się głupkowato. – No cóż, bardziej pamiętam twojego kolegę. Dalej się spotykacie?
Skrzywiła się, chociaż nie chciała komukolwiek dawać do zrozumienia, że cokolwiek łączyło ją z Arturem. Nie chciał tego.  
- To kolega. Przypadkiem na siebie wpadliśmy – skłamała, uśmiechając się niezręcznie. – A jak próby? Ariel dogaduje się z Igą, jako partnerką?
- Nie rozmawialiście? – Zrobiła duże oczy. – Jesteście jak papużki nierozłączki. Pokłóciliście się?
- To zwyczajny brak czasu – odpowiedziała wymijająco. – A co ty tu robisz? Macie próbę?
- Nie. Przyszłam potwierdzić udział w przesłuchaniu.
Patrycja od razu poderwała się na równe nogi.
- Potwierdzić udział? – zapiszczała. – Jezu! – Złapała się za głowę. – Całkowicie o tym zapomniałam!
- Spoko – mruknęła Kika, machając niedbale dłonią. – Wpisałam wszystkich. Ciebie również.
Dziewczyna otworzyła usta.
- Ale… dlaczego?
- Może Iga już w ciebie nie wierzy, ale ja… Widziałam cię wtedy w klubie. Nie robiłaś nic specjalnego i w sumie, to zachowywałaś się jak zwykła amatorka, ale znowu miałaś to coś. – Wzruszyła ramionami. - Znowu będę mogła się z tobą zmierzyć na scenie. Brakowało mi tego.
- Kika…
- Nie ma za co. Trzymaj się! – Pomachała jej, a potem odeszła, poprawiając swój kucyk. – I powodzenia! – odkrzyknęła, będąc już na schodach.  
Na twarzy brunetki pojawił się uśmiech, a z serca spadł jej kolejny kamień. Nie była sama. Nigdy nie była. To złudne uczucie, które miała tuż po odejściu Marcina, odeszło w zapomnienie. Taniec był zawsze wszystkim, co kochała najbardziej na świecie. Kika to rozumiała, na swój sposób.  
Założyła włosy za ucho, a potem znowu usiadła na podłodze w podekscytowaniu, przygryzając wargę. Milion myśli kotłowało się w jej głowie, bo przecież musiała coś przygotować na przesłuchanie! Musiała pokazać wszystkim, że wróciła i znowu jest w najlepszej formie.
Komórka zawibrowała jej w dłoniach.
„Patryszja, coś się stało?” – pisał Ariel.
Kolejny raz przywołała na twarz uśmiech.
„Stało się. Znowu tańczę! Ariel, rozumiesz to?! Znowu jestem sobą!” – pisała w pośpiechu, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że Artur obudził nie tylko jej serce, ale również miłość do życia.  
I gdyby go spotkała… gdyby teraz stanął przed nią… uwiesiłaby mu się na szyi. Podniosła głowę i rozejrzała się po korytarzu, a potem westchnęła z zrezygnowaniem.  
Nie było go. I nawet nie była pewna, czy kiedykolwiek jeszcze będzie.



Pracowanie przy akompaniamencie durnowatego śmiechu Darskiego, doprowadzało Artura do szewskiej pasji. Za każdym razem, gdy tamten strugał z siebie durnia przed sekretarką Prezesa, mocniej naciskał klawisze, prawie rozwalając klawiaturę. Nie, nie był zazdrosny, bo Tamara zawsze robiła do niego słodkie oczka i tylko czekała na choćby jedne słowo z jego strony. Była na każde skinienie i chociaż nigdy nie odczuwał specjalnej potrzeby, aby to wykorzystać, tego dnia nie mógł odpuścić i dać powodu Darskiemu do radości.  
W pewnej chwili nie wytrzymał. Gwałtownie odepchnął się dłońmi od biurka i wstał, poprawiając krawat i podnosząc kołnierzyk koszuli. Przywołał na twarz swój najlepszy uśmiech i ruszył w stronę dwójki ćwierkających ptaszków. Stanął obok tego durnia, po czym spojrzał jednoznacznie na Tamarę – uroczą blondyneczkę, która od razu spłonęła rumieńcem, kiedy go tylko zobaczyła.
- Cześć, Artur – powiedziała, nieśmiało się uśmiechając. – Potrzebujesz czegoś?
Spuścił wzrok na jej rozpiętą koszulę w małe, czarne groszki. Gdyby odpięła jeszcze jeden guzik… Może nie miała imponująco dużego biustu, ale podobała mu się.  
- Ładnie dziś wyglądasz.
Była czerwona jak burak i tak prześmiesznie przeczesywała dłonią włosy, przerzucając wszystkie na jedną stronę, że uśmiechnął się szerzej.
- Dzięki.  
- Potrzebujesz czegoś konkretnego czy wolisz marnować czas pracy na daremne flirty? – zapytał rozzłoszczony Darski.
Brunet wzruszył ramionami, po czym puścił oczko do zaskoczonej Tamary.
- Mogłabyś mi podrzucić notowania z ostatniego tygodnia?
- Jasne! – rzuciła podekscytowana. – Będziesz przeprowadzał analizę? Zawsze chciałam się dowiedzieć, jakim cudem potraficie tyle stron wrzucić do jednej tabeli! To jest fascynujące!
Artur zerknął na zszokowanego Darskiego, który już otwierał usta, aby pewnie zaproponować dziewczynie, że wszystkiego ją nauczy, ale w ostatniej chwili przypomniał sobie, że nic nie potrafi.  
Debil.
- Czemu nie?
Tamara nie posiadała się z radości i sam nie mógł ocenić, czy to dlatego, że wreszcie zareagował na jej zaczepki czy może naprawdę tak fascynuje ją ta praca.  
Sielankę przerwał sztuczny kaszel Darskiego.
- Myślę, że oboje się zapomnieliście. Ty jesteś zwykłą sekretarką, a ty… wracaj do biurka i zajmij się swoją robotę, a analizowanie zostaw fachowcom – powiedział przemądrzałym tonem.
Tamara zamarła, a w jej oczach pojawiły się łzy.
Skretyniały debil.
- Masz na myśli siebie? – zadrwił brunet, nie mając zamiaru odpuścić. – Może za jakieś dwadzieścia lat nauczysz się wstawiać tabelę, ale póki co, zostaw to odpowiednim fachowcom.  
Podszedł do niego o krok za blisko.
- Za kogo ty się, kurwa, uważasz, Wichrowski? – wysyczał, mierząc go morderczym spojrzeniem. – Jesteś nikim!
Chciał mu przyłożyć. Naprawdę. Zmasakrować mu tą przebrzydłą gębę i zatopić pięść w tym ogromnym nosie. Złamałby go jednym, mocniejszym ciosem. Zacisnął dłonie w pięści, aż zbielały mu kłykcie. Ten imbecyl nawet nie wiedział z kim zadziera.
- Zamknij się – warknął.
Darski parsknął mu śmiechem prosto w twarz. Artur przymknął powieki, mocno je zaciskając. Z ledwością się hamował, aby nie zetrzeć głupiego uśmiechu z twarzy tego gnoja.  
- W każdej chwili mogę cię zwolnić, dupku. – Pstryknął palcami. – Wystarczy, że skinę palcem, a na twoim biurku wyląduje wypowiedzenie, a jeśli bardziej się przyczepię to może nawet dyscyplinarka?  
Brunet zacisnął zęby, aż zabolała go szczęka. Miał ochotę się rzucić na tego kretyna i go udusić. Złapać go za gardło i po prostu uderzać jego pustą głową o posadzkę. Strasznie był ciekaw, kiedy straciłby przytomność.  
Niespodziewanie drgnął, bo przed nim pojawiła się Tamara. Położyła dłoń na jego klatce piersiowej.
- Odpuść, Artur – poprosiła, patrząc na niego ogromnymi oczami pełnymi strachu.
- Nie pozwolę, aby ten sukinsyn mówił mi co mam robić – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Tamara, odsuń się.
- Wszyscy patrzą – szepnęła, próbując zmusić go, aby się odsunął.
Obejrzał się za siebie i zobaczył kilka twarzy wpatrzonych w niego w niemym szoku. No tak, nigdy oficjalnie nie przyznał, że nie pała sympatią do Darskiego. Wziął głębszy wdech i spojrzał na dziewczynę.
- Dobrze.  
- Dziękuję – powiedziała z bladym uśmiechem.  
- Jeśli myślisz…
- Michał, o której jutro ma być ta konferencja? – zapytała przesłodzonym głosem Tamara, skupiając na sobie wzrok tego idioty.
Pokręcił głową, a potem odwrócił się na pięcie i poszedł w stronę swojego biurka. Usiadł z rozmachem na krześle obrotowym i poluźnił krawat, prawie go rozrywając z tej frustracji.  
Tamara uratowała Darskiego, a raczej, uratowała go przed utratą pracy. Był jej wdzięczny, ale czuł niedosyt. Słowne przepychanki z takim idiotą nic mu nie dawały, ale gdyby złamał mu nos albo rękę… O tak, od razu poczułby się lepiej.
Przetarł dłońmi twarz i zabrał się z powrotem do pisania raportu z ostatniego posiedzenia Zarządu, o które prosił go Prezes. W pewnej chwili poczuł na ramieniu drobną dłoń. Obrócił głowę i spojrzał prosto w uśmiechniętą twarz Tamary. Położyła przed nim teczkę, zakładając włosy za ucho.
- Przyniosłam notowania – szepnęła mu prosto do ucha. – Michał to dupek, więc nie przejmuj się nim. – Poklepała go delikatnie po ramieniu i kiedy już chciała odejść, nachyliła się nad nim bardziej, dodając: - A przed szefem cię wybronię. Nie martw się.
Już chciał powiedzieć, że gówno go to obchodzi, co pomyśli ten egoistyczny dureń, ale powstrzymał się, bo nie był w biurze sam. Obejrzał się do tyłu, odprowadzając Tamarę wzrokiem, aż zniknęła mu z oczu.  
Była przemiłą dziewczyną i jedynym sprzymierzeńcem w tej popapranej firmie. Chociaż mu się podobała, nie miał zamiaru jej wykorzystywać. Nie zamierzał łączyć pracy z życiem łóżkowym.  
Westchnął cicho, bo przypomniał sobie o Patrycji, która była równie niewinna i delikatna, co Tamara. I tutaj istniała inna przeszkoda – jego najlepszy przyjaciel.



Siedzenie na nudnym wykładzie było nowością w życiu Moniki. Zawsze unikała tracenia czasu na słuchanie ględzenia nudnych profesorów. Tym razem, starała się udawać zainteresowaną, bo Łukasz miał swój premierowy wykład – po raz pierwszy zlecono mu coś tak poważnego. Poprosił ją, aby przyszła, chociaż miała tysiące innych, lepszych rzeczy do zrobienia.  
Na przykład mogła się pouczyć na najbliższe kolokwium z tą przebrzydłą, wredną zołzą, która zawsze oblewała ponad połowę roku bez jakiegokolwiek powodu.  
Nabrała powietrza do płuc i rozejrzała się po auli. Poczuła ucisk w żołądku, widząc kilkadziesiąt par oczu wpatrzonych z fascynacją w Łukasza. Mogłaby to przeżyć, gdyby on naprawdę mówił dość ciekawie na jakikolwiek temat, ale każda z tych dziewczyn gapiła się na niego, rozbierając wzrokiem. Zgrzytnęła zębami, bo wyobraźnia zaczęła jej podsuwać coraz gorsze obrazy. Gdyby tylko była pewna Łukasza i mogła mu zaufać…
- Niezły jest, prawda? – zapytała ją szeptem dziewczyna, siedząca tuż obok – niska brunetka. Obrzuciła ją pogardliwym spojrzeniem, bo tamta cały czas gapiła się na Łukasza. – Ciekawe, czy się z kimś spotyka.
- Pewnie tak – wysyczała rozwścieczona blondynka, zaciskając mocniej palce na zeszycie.  
- Serio? – Wygięła usta w podkówkę, a potem westchnęła ciężko. – W sumie, to nie miałabym nic przeciwko, aby zostać jego dziewczyną na jedną noc.  
Monika myślała, że rozerwie zeszyt na strzępy.  
- Głupie myślenie – mruknęła niezadowolona. – Tak się poniżać, aby spędzić jedną głupią noc z takim… dupkiem?  
- Dupkiem?
Blondynka wywróciła oczami.
- Skoro sypiałby z każdą, to kim by był?
- Może i masz rację – westchnęła brunetka. – A tak a propos, nie lubisz go?
- Słucham?
- Kompletnie nie zwracasz na niego uwagi. Twoim zdaniem nie jest przystojny?
Wzruszyła niedbale ramionami, odgarniając włosy na plecy.  
Ze wszystkich studentek wybrał właśnie ją, więc po co miała robić z siebie idiotkę na forum całej uczelni?
- Mam kogoś lepszego na oku.  
Nagle na auli zapanowała głucha cisza. Zszokowana Monika spojrzała na innych studentów i zauważyła, że wszyscy wlepiają w nią swoje oczy. W nią i w tą dziewczynę, która siedziała obok. Obróciła głowę i wtedy go zobaczyła. Stał obok, bo wpadła na genialny pomysł, aby usiąść sobie przy schodach. Spojrzała mu w oczy i zauważyła chłód.  
- Przepraszam bardzo, ale czy ja przeszkadzam paniom? – zapytał oschle. – Jeśli panie mają ciekawsze rzeczy do omówienia, bardzo proszę opuścić aulę.  
Zaniemówiła, gapiąc się w te magnetyzujące oczy. W jednej chwili przypomniała sobie, jak jeszcze kilka dni temu całowali się na jego biurku. Przełknęła ślinę i spuściła wzrok.  
- Przepraszam – szepnęła jednocześnie z brunetką.  
- Oby to było ostatni raz – dodał Łukasz, a potem odszedł.  
Odprowadziła go wzrokiem, czując lekki niepokój.  
- On jest jak chodzący seks – powiedziała cicho rozmarzona brunetka.  
Monika prychnęła pogardliwie, a potem zaczęła rysować długopisem głupie wzory na okładce zeszytu.  
Trzy godziny później, kiedy wychodziła z zajęć informatycznych, dostała smsa: „Spotkałaś już kogoś nowego? Lepszego?”. Nerwy skręciły jej żołądek, bo musiał słyszeć końcówkę tamtej rozmowy. Co za głupek!
„Miałam jej powiedzieć, że się z tobą spotykam? Jesteś poważny?” – odpisała szybko, a potem z furią wrzuciła komórkę do torebki.  



Ariel od pół godziny stał przy drzwiach do sali, gdzie zazwyczaj trenowali. Patrzył przez szparę drzwiach, jak Patryszja tańczy. Trochę jej jeszcze brakowało do dawnej formy, ale sam fakt, że poruszała się z taką gracją i miała poczucie rytmu…  
Odetchnął z ulgą.  
Brakowało mu starej Patryszji, z którą świetnie się dogadywał, żartował, śmiał. Znów mogli robić wszystko razem. Iga przestałaby być jego partnerką, wiecznie niezadowoloną, bo zawsze trzymał dość duży dystans między nimi. Z brunetką nie miał takich problemów, bo znali się kilka dobrych lat. Nie mieli przed sobą żadnych tajemnic.  
Założył ręce na klatce piersiowej i uśmiechnął się do siebie.  
Kika dała mu rano znać, że zapisała wszystkich na przesłuchanie. Nawet wspomniała o Patryszji, co go bardzo zaskoczyło. Był bardzo ciekaw, czy brunetka postanowi wziąć udział w przesłuchaniu.  
Zmarszczył czoło, czując na sobie okropnie nachalne spojrzenie. Obejrzał się za siebie i dostrzegł wysokiego bruneta, który gapił się na niego z trudnym do rozszyfrowania wyrazem twarzy.  
Coś go ominęło?



A ten to kto?
Artur udawał, że na kogoś czeka, chociaż tak naprawdę chciał się tylko upewnić, czy brunetka wciąż ćwiczy i szkoli się w tańcu. Może nawet zagadałby do niej o jakąś zwykłą pierdołę? Ale kiedy tak patrzył na tego gościa, który ewidentnie gapił się na Patrycję i jeszcze wydawał się zaskoczony jego obecnością…
Poznała kogoś? Spotyka się z kimś?
„Świrujesz!” – pomyślał, odwracając wzrok.  
Nie minęło piętnaście minut, kiedy muzyka ucichła, a drzwi otworzyły się szerzej i stanęła w nich Patrycja. Śliczna Patrycja z dużymi rumieńcami na policzkach, kropelkami potu na czole i z przyklejonymi włosami do twarzy. Krótka bluzka opinała jej biust i talię. Miała takie błyszczące oczy…
- Przyjechałeś!!!
Otworzył szerzej oczy ze zdziwienia patrząc, jak brunetka uwiesza się na szyi tamtego, cicho piszcząc. Tuliła się do niego, jakby znała go lata.  
Już nic nie rozumiał.
Spuścił głowę i zaczął obracać w dłoniach piłkę do koszykówki.  
Miał dla Kacpra poderwać zajętą dziewczynę? Patrycja była zajęta?! Ale jednocześnie chciała…  
- Cześć – usłyszał, więc podniósł głowę i spojrzał prosto w duże, brązowe oczy brunetki.  
- Cześć – mruknął, nie spuszczając z niej wzroku.  
Speszona, odwróciła się do niego plecami, zagadując swojego kolegę, którego złapała za rękę.  
Kurwa.
Odprowadził ich wzrokiem do samych schodów, cały czas główkując, o co w tym wszystkim chodzi. Chciał wyjaśnień, ale im dłużej o tym myślał, tym bardziej popadał we frustrację.  
I co miał powiedzieć Kacprowi?



Przygryzła wargę, wsiadając do samochodu Ariela. Nie podobało się jej spojrzenie Artura, jakie rzucił w jej stronę, kiedy się z nim przywitała.  
Jakby był zły, ale dlaczego miałby być?
- Patryszja?
Ocknęła się, odwracając twarz w stronę przyjaciela.
- Tak? – spytała niepewnie, szybko zdając sobie sprawę, że Ariel przygląda się jej badawczo. Chyba wyczuł, że coś jest nie tak. – Nic mi nie jest.
- I z pewnością tak jest – zakpił. – Kto to był?
- Kto?
- Ten gość, który cały czas się na ciebie gapił?  
Wywróciła oczami, wzdychając ciężko.
- Nikt ważny.
- Oho – zawołał. – To jakaś grubsza sprawa?
- Nie – mruknęła zmęczona. – Wpadliśmy na siebie przypadkiem w klubie i jakoś ciągle na siebie wpadamy. Niechcący. Nie wiem już sama, co mam o tym myśleć.
- Podoba ci się.
- I co z tego?  
- Ty mu pewnie też. Zabijał mnie dzisiaj wzrokiem!
Zaśmiała się.
- Na pewno nie – zaprzeczyła energicznie, a potem opadła na oparcie fotela. – Artur sam nie wie, czego chce.
- Czyli już wiemy, że nazywa się Artur i jest niezdecydowany, tak?
Skrzywiła się.
- Przenocowałam go, kiedy zepsuł mu się samochód i naprawdę… Boże, chciałam się z nim przespać, rozumiesz?! – Ukryła twarz w dłoniach. – Ale on nie chciał! Spał na podłodze i nawet mnie nie dotknął! Już sama nie wiem, co jest bardziej upokarzające!
Zerknęła przez palce na przyjaciela, który wydawał się być zszokowany jej słowami.
- Kurwa… co? – wydusił z siebie.  
- Chyba muszę ci opowiedzieć wszystko od początku – powiedziała zrezygnowana, opuszczając dłonie.
Ariel podrapał się po głowie, nabierając gwałtownie powietrza do płuc.
- Przydałoby się kilka wyjaśnień, bo już sam nie wiem, co mam o tym myśleć… Patryszja… chciałaś się z nim przespać? Tak… po prostu?
Wypuściła powietrze z płuc, a potem uśmiechnęła się nikle i zaczęła mówić, a im dłużej mówiła, tym bardziej oczy przyjaciela robiły się coraz większe. Za każdym razem, gdy na nią spojrzał, wyczuła, że ma jej za złe, że nic wcześniej mu nie powiedziała.  
Wolała trzymać wszystko w tajemnicy, jakby licząc, że sprawa rozwiąże się sama.
- Już go lubię – skomentował Ariel na sam koniec.
- Co?!
- Nie przespał się z tobą, więc nie ma zamiaru cię wykorzystać.  
- Nie podobam mu się! Tylko dlatego…
- Mało wiesz o facetach – uciął, a potem uśmiechnął się głupkowato.  
Patrycja oniemiała, nawet nie próbując z nim dyskutować, bo to nie miało sensu. Ariel, jako facet, z pewnością wiedział więcej na temat swojej płci niż ona czy Monika. Musiała pogodzić się z faktem, że przyjaciel może mieć rację, ale to znaczyło, że Artur czegoś od niej chce.
Ale czego dokładnie?

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3661 słów i 20851 znaków.

3 komentarze

 
  • agnes1709

    I kto by pomyślal, ze ja, zwolenniczka wszystkiego co niedobre i be będę czytac milosne:lol2: Zaczelam z nudow, a teraz jak tylko mam chwile, czytam. Widzisz, co mi robisz???:D: Pozdrawiam i czekam na Wiki. Ruchy tam!!!:P

  • Margo1990

    Dla mnie bomba, kiedy kolejna część???....Oczywiście czekam również na kontynuację drugiego opowiadania...:)

  • zabka815

    Super :) czekam na kolejną część