Kiedyś będziesz mój - Rozdział 50

Obracała w dłoniach starą kartę SIM, którą wyciągnęła z komórki. Nie chciała zmienić głupiego numeru telefonu, ale nie mogła w kółko oczekiwać na kontakt ze strony Artura. Całując się z Wojtkiem, dała sobie ostateczną odpowiedź. Nie kochała już Artura, a nawet nie była pewna, czy kiedykolwiek czuła do niego coś mocniejszego niż fascynację. Miał w sobie wiele cech, które robiły na niej wrażenie, ale nie spędzili ze sobą wystarczająco dużo dobrych chwil, aby mogła się w nim zakochać. Chyba, że dwumiesięczna rozłąka podziałała na nią jak lekarstwo i wreszcie uwolniła się ze wszystkich uczuć - nawet z miłości, chociaż nie była do końca pewna, co zrobi, gdy go zobaczy.  
Wyrzuciła kartę do kosza i weszła na salę, gdzie czekała na nią jej grupa.  
Czekał ją kolejny dzień pełen wrażeń.



Musiał się uspokoić. Emocje buzowały w nim z taką siłą, że gdyby więcej spraw nie poszło po jego myśli, pewnie eksplodowałby ze złości.
Chciał ją odwiedzić i porozmawiać, ale nikogo nie zastał i z tego co powiedziała, a raczej wykrzyczała, pokręcona sąsiadka, już nigdy nie zastanie, a przynajmniej nie Patrycji, bo ta się wyprowadziła. Nic nie napomknęła, po prostu znikła! Jak na złość, dodzwonić też się do niej nie potrafił, bo podany numer przestał istnieć. Odcięła się od niego całkowicie, nie pozostawiając mu żadnych złudzeń... Mówiła poważnie podczas ich ostatniej rozmowy, a on był idiotą, myśląc, że pod jego nieobecność nic się nie zmieni.
Ogarnęła go chęć mordu, kiedy tylko pomyślał, że to przez tego blondasa. Pewnie umawiała się z nim. Gorzej, jeśli wprowadziła się do niego... Nie podarowałby mu tego. Nie ma takiej opcji. Mimo wszystko, Patrycja wciąż należała do niego i nikt nie miał prawa mu jej odbierać! Nikt!
Był tak zaślepiony złością, że dopiero kilka metrów przed pomnikiem brata, zauważył rodziców. Zatrzymał się w miejscu, nie potrafiąc uwierzyć, że tego jednego pieprzonego dnia, tyle rzeczy potrafiło się rozpierdolić. Nie chciał ich widzieć, ani rozmawiać. Potrzebował jedynie poczuć przez chwilę obecność brata.  
Chciał się wycofać, ale zauważył go ojciec i od razu przygwoździł spojrzeniem, każąc mu podejść. Artur zacisnął mocno szczękę, przy okazji zgrzytając zębami i zbliżył się do nich, zachowując bezpieczną odległość.  
Przy ojcu stała zgarbiona kobieta, znowu płacząc. Brunetowi krajało się serce i chociaż zawsze kochał ją najmocniej na świecie, to dwie sprawy z przeszłości blokowały w nim wiele uczuć.
- Cześć, mamo - wydusił z siebie.
Kobieta podniosła głowę i spojrzała mu w oczy. Jej wzrok przeszył mu serce. Już od bardzo dawna nie widział w czyimś spojrzeniu tylu bólu. Mimo to, zauważył radość wymalowaną na jej twarzy, co dobiło go jeszcze bardziej.
- Synku... – wychrypiała.
Pozwolił się przytulić, chociaż w oczy rzuciła mu się blizna, którą sam jej zrobił. Zgrzytnął zębami ze złości i po chwili, spróbował się uwolnić z objęć matki, ale bezskutecznie. Płakała mu w kurtkę, mocno zaciskając palce na jego ramionach. Podniósł wzrok na ojca i zauważył współczucie. No tak, czego innego mógł się spodziewać.
- Mamo – mruknął upominającym tonem, łapiąc ją za łokieć. – Już wystarczy.  
Niechętnie odsunęła się od niego, a potem położyła dłoń na jego policzku, uśmiechając się z trudem.
- Wciąż tak samo przystojny jak kiedyś. – Kolejny uśmiech był pełen smutku. – Tak bardzo za tobą tęskniłam!
Spuścił głowę, cofając się, żeby przypadkiem znów się do niego nie przytuliła.
- Wiem, mamo.
- Ojciec mówił, że masz dużo pracy, ale mógłbyś czasem nas odwiedzić.  
Gwałtownie na nią spojrzał, koncentrując wzrok na bliźnie, której widok ranił jego serce. Pamiętał, jak się wściekł. Pamiętał jej łzy i krzyk ojca. Pamiętał to wszystko, a ta kobieta – jego matka, stała przed nim, jak gdyby nic się nie stało…  
- Tak wyszło. Przepraszam.
Zapadła cisza, a Artur odwrócił się od matki, przenosząc wzrok na pomnik brata, który już dawno nie widział całej rodziny w komplecie. Wykrzywił usta w uśmiechu, a potem kucnął i zaczął przestawiać znicze, bo ekspresja tej kobiety czasami go rozbrajała. Nawet na cmentarzu musiała tworzyć arcydzieła, jakby nie mogła się opanować.
- Może wybierzemy się wspólnie na obiad? – zapytał ojciec.
- Nie mam czasu – odpowiedział, podnosząc się. – Innym razem.
- Zawsze tak mówisz – wtrąciła matka. – Jest taka piękna pogoda! Zjedz z nami. – Złapała go pod ramię. – Brakowało nam ciebie.
Musiał wziąć kilka głębszych oddechów, bo wspomnienia zaczęły w niego uderzać z podwójną siłą, a gdzieś między nimi, tkwiła postać Patrycji w ramionach lowelasa. To było ponad jego siły.
- W porządku – mruknął niechętnie, a kobieta mocniej ścisnęła jego ramię, nie posiadając się z radości.  



Siedziała przy barze, bawiąc się szklanką z drinkiem, którego zamówił dla niej Wojtek. Nie czuła się zbyt pewnie w jego towarzystwie, ale impreza z okazji zbliżającego się terminu pierwszego występu, zobowiązywała do wspólnego świętowania, więc całą ekipą wybrali się do klubu. Pewnie odmówiłaby ze względu na blondyna, który właśnie tańczył na parkiecie, wzbudzając we wszystkich dziewczynach ekscytację. Patrzyły na niego ogromnymi, maślanymi oczami, a on świetnie się bawił.  
Przypomniała sobie o ich krótkim pocałunku i poczuła, jak policzki robią się gorące. Odwróciła się do niego plecami i zaczęła czytać nalepki butelek znajdujące się za ladą.
- Hej!
Zaskoczona, prawie podskoczyła.
- Ewelina?! - Przytuliły się do siebie, a Patrycja wciąż niedowierzała. – Co się z tobą działo przez ten cały czas?
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Zrezygnowałam.
- Ale dlaczego?
- Granie drugich skrzypiec mnie nie zachwyca – odpowiedziała wolno. – Nie wyobrażałam sobie być twoim cieniem i nie martw się, nie mam ci niczego za złe. Byłaś lepsza.
- Nic nie powiedziałaś. Oddałabym ci tą rolę!
- Daj spokój – mruknęła Ewelina, kręcąc głową. – Pasujesz do tej roli, zresztą, Wojtek chyba jest bardzo zadowolony, że padło właśnie na ciebie.
Patka zmarszczyła brwi, kręcąc się niespokojnie na stołku.
- Co masz na myśli?  
- Lecicie na siebie.
- Co? – wydukała, robiąc się cała czerwona. – My… nie… Ewelina, to nie tak…
- Jak nie? – Zaśmiała się. – On nie potrafi oderwać od ciebie wzroku, a ty wyglądasz jak spłoszona sarenka. Spędzacie ze sobą masę czasu, więc prędzej czy później, musieliście wpaść sobie w oko. – Uśmiechnęła się szeroko. – Chociaż Wojtkowi spodobałaś się od razu. Głupek, całkowicie zgłupiał na twoim punkcie.
Położyła dłoń na swoim karku i zaczęła masować sobie szyję. Rozmowa z blondynką była bardzo krępująca, a przecież nie chciała z nikim rozmawiać o swojej relacji z Wojtkiem. Wystarczyło, że przy nim czuła się dziwnie… Nie chciała, żeby wszyscy o nich rozmawiali.
- My… tylko tańczymy razem.
- Jasne – zadrwiła Ewelina. – Swoją drogą, co się stało z tamtym przystojniakiem, z którym się wcześniej umawiałaś?
Osłupiała, wpatrując się w koleżankę wielkimi oczami. Nie chciała kolejny raz rozmawiać o Arturze. Zamknęła ten rozdział i nie zamierzała do niego wracać, już nigdy więcej.
- Stare dzieje – wyszeptała, a potem uśmiechnęła się z trudem. – A co ty porabiasz?  
- Kręcę się tu i tam. Niedawno dostałam rolę w spektaklu, ale w swojej kategorii, że tak powiem. Jestem baletnicą i będę obracać się wśród samych swoich. - Obie parsknęły śmiechem. - Oho, chyba właśnie idzie do nas twój amant. Och… i właśnie ściągnął koszulkę. Mój Boże – wydusiła. – Jestem pod wrażeniem, serio!
Patrycja napięła się jak struna i zerknęła przez ramię na Wojtka, który pożyczył sobie okulary i paradował bez koszulki.  
- Ile wypiłeś? – zapytała od razu, gdzie zatrzymał się przy niej.  
- Nic. Założyłem się z twoim przyjacielem, że będziemy liczyć, ile dziewczyn zacznie do mnie wzdychać. Jeśli dojdziemy do trzydziestu, stawia mi wszystkie kolejki na następnej imprezie  
Wywróciła oczami.
- Głupi pomysł – skomentowała krótko.  
- Nie wiem o co ci chodzi – wtrąciła Ewelina, uśmiechając się szeroko. – Ma czym się pochwalić, więc raczej powinnaś być zadowolona.
Patka zagryzła wargę prawie do bólu, piorunując blondynkę spojrzeniem.  
- Zatańczmy? – zapytał Wojtek, łapiąc ją za dłoń. Obróciła głowę i spojrzała na niego. – No chodź, będzie fajnie.  
- Nie jestem pewna. Chciałabym porozmawiać z…
- Mną się nie przejmuj – mruknęła sfrustrowana Ewelina. – Idź z nim.  
Bardzo niechętnie zeskoczyła ze stołka i pozwoliła się zaprowadzić Wojtkowi na środek parkietu. Odgarnęła włosy na plecy i stała w miejscu, czekając na jego ruch. Żałowała, że nie może zobaczyć wyrazu jego oczu. Czułaby się lepiej, gdyby wiedziała, czego od niej wymaga. Nie chciała się wygłupić, a tym bardziej nie chciała, aby o nich plotkowano.  
- Patka, nie gryzę. Chodź do mnie.
Ostatni mężczyzna, który tak powiedział, złamał jej serce.
Potrząsnęła głową, a potem zbliżyła się do Wojtka i pozwoliła się objąć. Jęknęła cicho, kiedy przyciągnął ją mocno do siebie. Czuła na sobie jego wzrok, ale uparcie wpatrywała się we wszystko wokół. Usłyszała jego cichy śmiech, ale nie zareagowała.
- Rozluźnij się – szepnął, ustami muskając płatek jej ucha. Miał przyspieszony oddech i szybko zorientowała się, że sama również z trudem łapie powietrze. – Wiem, że nie chciałaś wracać do ostatniego incydentu, ale prędzej czy później musimy o tym porozmawiać.
Spanikowana, spojrzała na jego twarz.
- Nie, proszę.
- O co mnie prosisz? – zapytał tak niskim tonem głosu, że poczuła bardzo przyjemny ucisk w podbrzuszu.  



Ariel wpatrywał się w profil Moniki, która siedziała przy nim. Obiecał Patryszji, że będzie miły i chociaż nie chciał się jej przyznać, złość na blondynkę mu całkowicie minęła, więc nie miałby powodu do robienia jej wyrzutów.  
Wyglądała tak pięknie, że kilka razy złapał się na gapieniu się w jej biust. Sytuacja go nie bawiła, bo nie był tym typem chłopaka, który chce jak najprędzej zaciągnąć dziewczynę do łóżka. Mógłby czekać, naprawdę długo, jeśli miałoby to mu się opłacić.  
Zrezygnowany, westchnął cicho, bo umysł zaczął mu podsuwać różne obrazy, które nie wpływały dobrze na jego ciało, przynajmniej nie w obecności Moniki.  
- Pasują do siebie, prawda? – zapytała, nie odrywając wzroku od Patryszji i Wojtka.
- Tak, tak – wychrypiał, wciąż wpatrując się w jej usta. – Mogliby stworzyć całkiem fajną i zgraną parę.  
Blondynka przeniosła na niego wzrok i zarumieniła się.
- Myślisz, że zapomniała o… sam wiesz kim.  
Ariel na chwilę zacisnął mocno szczękę. Nie chciał sobie wyobrażać Moniki w ramionach Artura. Żadne pieprzone wspomnienie nie miało prawa niszczyć mu wieczoru.  
- Nie do końca, ale jest na dobrej drodze, aby dać sobie z nim ostatecznie spokój. – Wskazał podbródkiem parkiet. – Spójrz, jak Wojtek stara się uzależnić ją od siebie i jak widać, całkiem nieźle mu idzie. Artur wypada dość blado przy nim, nie sądzisz?
Ich spojrzenia się skrzyżowały, a Monika pierwsza odwróciła wzrok.
- Wojtek to nie mój typ, więc się nie wypowiem.
- A Artur?
Sam nie wiedział, czemu zadał to pytanie. Wolałby nie usłyszeć odpowiedzi.
- Też nie.  
Przełknął z trudem ślinę.
- To nie jest łatwe, wiesz? – Westchnął. – Wciąż mam was w głowie i będzie mi bardzo ciężko zapomnieć. Nie wyma…
Złapała go za rękę, uśmiechając się blado.
- Nie proszę cię o kolejną szansę, bo i tak mi jej nie dasz, a ja… Jesteś jedyną osobą, na którą zawsze mogę liczyć. Pozostań nią. Tylko o tyle cię proszę.
Spojrzał na jej drobną dłoń i poczuł mocniejsze uderzenia serca.  
Nie chciał być jej kumplem, ani nikim innym. W ich wspólnej relacji chodziło mu o jedną rolę – jej chłopaka i chociaż z punktu widzenia czasu, to był bardzo zły pomysł, nie zamierzał się poddać. Po ich ostatniej rozmowie, wyjaśniło się wiele spraw, w tym pociąg blondynki do facetów.  
Nie miał pewności, czy jego miłość będzie wystarczająca, aby zmienić tą dziewczynę, ale chciał spróbować.



Im dłużej z nim tańczyła, tym bardziej zdawała sobie sprawę, że przepadła. Serce biło w jej piersi w oszałamiającym tempie, a ona nie potrafiła nad nim zapanować. Nawet nad zwyczajnym oddechem! Dłonie Wojtka głaskały ją po plecach, co chwilę zahaczając o linię bioder, co dodatkowo wpływało na zawroty w jej głowie.  
Walka z uczuciami zdawała się nie mieć sensu, bo im bardziej próbowała to wszystko od siebie odsunąć, tym więcej czuła różnych bodźców. Widziała, jak dziewczyny na niego patrzą, ale on był wpatrzony w nią. To było dla niej takie nieprawdopodobne. Jak mogła nie zauważyć wcześniej, że tylko ją darzy taką uwagą, że tylko o jej względy zabiega?
Miała mętlik w głowie i chociaż cichy głosik wciąż wypowiadał imię bruneta, to nie pozwoliła wspomnieniom wrócić. Przysunęła się za to bliżej Wojtka, mocniej uczepiając się jego ramion. Czuła ciepło bijące z jego ciała i nagle zdała sobie sprawę, jak lekko jest jej na duszy.
Omiotła spojrzeniem twarz blondyna i uśmiechnęła się delikatnie.
- Jesteś piękna – powiedział Wojtek, mocniej zaciskając palce na jej biodrze. Przeszył ją przyjemny dreszcz.  
- Liczysz dziewczyny, które wzdychają na twój widok?
- Mi zależy tylko na jednej.
Nie zdążyła nic powiedzieć, bo ją pocałował.  
Ten pocałunek w niczym nie przypominał poprzedniego. Wpił się w jej usta, nie pozwalając nawet zaczerpnąć oddechu i chyba nie przejmował się publicznością, bo była pewna, że wzbudzili zainteresowanie. W pierwszej chwili, chciała go od siebie odsunąć i ochrzanić, ale im dłużej ją całował, tym miała ochotę na więcej.
Położyła niepewnie dłoń na jego karku i dodała coś od siebie, napierając na jego usta.  



Siedział na schodach i łapał oddech.  
W głowie wciąż miał obraz Patrycji całującej się z tym lowelasem. Nie miała nic przeciwko i całkowicie mu się poddała! Złość ogarnęła całe jego ciało, a w umyśle pojawiła się chęć mordu. Miał wielką ochotę podejść do tego idioty i sprać go na kwaśne jabłko, bo jak mógł całować się z jego kobietą?! Kto mu, kurwa, dał prawo do dotykania jej?!  
Przymknął na chwilę powieki, próbując się wyłączyć, ale głośna muzyka i pijani klubowicze, nie pozwalali mu się uspokoić. Musiał szybko znaleźć sposób na rozładowanie gniewu, bo inaczej znowu rozpierdoliłby wszystkich, a w szczególności tego…  
Wziął głęboki wdech, a potem przypomniał sobie, jak brunetka klękała nad ciałem blondasa, patrząc na niego z niechęcią w oczach.  
Wybrała go? Naprawdę?!
Usłyszał znajomy głos, więc jego ciało automatycznie podniosło się do pozycji stojącej. Spojrzał na blondyna, stojącego przed nim, który zamarł, najwyraźniej zaskoczony obecnością Artura w tym klubie.  
Zacisnął dłonie w pięści, czując, jak bieleją mu kłykcie.
- Jak to mówią? Do trzech razy sztuka, ale w twoim przypadku, to chyba do czterech – wycedził przez zaciśnięte zęby, mordując wzrokiem Wojtka.
- Odwal się, dobra?
Zrobił krok w jego stronę.
- Odwalić? Ja mam się odwalić?! – warknął. – Może to ty, wreszcie odwalisz się od mojej dziewczyny, co?!
- Od twojej… Pojebało cię? – Artur zgrzytnął głośno zębami. – Spadaj stąd i nawet nie waż się pokazywać Patrycji, zrozumiałeś?!
- Bo co mi, kurwa, zrobisz?!
Wojtek nie patyczkował się, popychając bruneta na ścianę i przyszpilając go ręką do niej. Jego oczy płonęły ze wściekłości, a Arturowi chciało się śmiać.  
- Odpierdol się od niej – wycedził blondyn, lekko podduszając rywala. – Patka nie jest twoją własnością i nigdy nią nie była.
- Myślisz, że przez dwa miesiące byłeś w stanie rozkochać ją w sobie? – zakpił brunet. – Wciąż jest moja i wciąż mnie kocha.
Blondyn zmrużył oczy, dociskając głowę Artura do ściany.  
- W jej życiu już nie ma miejsca dla ciebie. Dała sobie spokój, więc zrób to samo.
- Myślisz, że cię, kurwa, posłucham?! Z choinki się urwałeś czy jak?! – wydarł się, zaczynając się szamotać. – Kocham ją, kurwa, i nikt nie będzie stawał mi na drodze!
Wojtek zrobił krok do tyłu i roześmiał się kpiąco.
- Kochasz? Wiesz, co to znaczy, tak w ogóle? – drwił dalej. – Kochający facet nie rani, nie sypia z innymi laskami i nie bije każdego innego mężczyzny, tylko dlatego, że przebywa w zasięgu jej wzroku. Nie potrafisz panować nad własnymi emocjami i zachowujesz się jak niedojrzały dupek, ale mimo to, dalej chcesz zawracać jej głowę i zmuszać, aby była z tobą? – Uśmiechnął się krzywo pod nosem. – Ta dziewczyna chciała zrezygnować z pasji, jaką jest dla niej taniec, bo złamałeś jej serce, a ty wracasz i… Kurwa, to niepojęte, jakim jesteś skurwysynem!
Artura zamurowało. Wpatrywał się z rywala z mordem w oczach, a jego serce niespokojnie kołatało się w piersi. Odbił się nogą od ściany i zbliżył się do blondyna.
- To nie przeze mnie chciała zrezygnować – wycedził. – Cierpiała po swoim byłym i…
- Serio? A ja pamiętam, że było zupełnie inaczej.  
- Co ty pierdolisz?!
- Gdybym nie odnalazł jej w porę, ominęłyby ją kwalifikacje, a główną rolę dostałaby Ewelina, z którą Patka rywalizowała… - Pokręcił głową. - Siedziała na podłodze i wyglądała jak kupka nieszczęścia. Jeśli nie pojawiłaby się na scenie, zostałaby ostatecznie skreślona ze wszystkich kolejnych eliminacji na wszystkie możliwe występy w tym kraju. Odciąłbyś jej drogę do marzeń. Tego, kurwa, chciałeś?
Wspomnienia zalewały jego głowę z taką prędkością, że musiał oprzeć się o ścianę, inaczej ugięłyby się pod nim nogi.  
Nigdy nie przypuszczał, że stanie się powodem dla którego dziewczyna straci część siebie. Chciał dla niej jak najlepiej, a jednak prawie musiała zrezygnować z własnych marzeń. Przypomniał sobie, z jaką ekscytacją opowiadała o zajmowaniu się tańcem zawodowo.  
- Nie, to nie jest prawda, a ty, kurwa, kłamiesz!
- Na chuj by mi to było, co? – obruszył się. – Mi zależy na jej szczęściu. Wiem, że jestem w stanie ją uszczęśliwić, dlatego jestem przy niej. – Zacisnął mocno szczękę. – Jeśli choć trochę ci na niej zależy, bo ty jej na pewno nie kochasz, to pozwól jej być szczęśliwą.  
Trybiki w jego głowie pracowały na najwyższych obrotach. W słowach lowelasa było trochę prawdy, ale nigdy, przenigdy, nie byłby w stanie zgodzić się, aby Patrycja była w innych ramionach.  
- Nie z tobą, kurwa, rozumiesz?! – wściekł się. – Może i jestem pojebem, ale kocham ją i nie masz żadnego, kurwa, prawa, aby to podważać!
- Nie zobaczysz jej! Nie pozwolę ci! – wycedził Wojtek. – Możesz mnie znowu pobić, ale tylko potwierdzisz moje słowa, że na nią nie zasługujesz!
- Jak ty mnie wkurwiasz! – warknął, a potem uderzył pięścią w ścianę i poszedł w kierunku wyjścia z klubu, mając nagłą potrzebę zaczerpnięcia świeżego powietrza.  
Otworzył gwałtownie drzwi i zatrzasnął je za sobą z hukiem. Miał tak wielką ochotę, aby rozkwasić mu mordę, ale powstrzymał się, bo wiedział, że to wcale nie zbliży go do niej… a wręcz przeciwnie. Mógłby również szukać jej na własną rękę, ale gdyby zobaczyłby go w pobliżu, albo znowu ich razem…  
Drżącymi rękami, zaczął przeszukiwać skórzaną kurtkę w poszukiwaniu komórki. Wybrał numer i czekał, licząc w głowie do dwudziestu – tak na uspokojenie.
- Anita?  
- Artur? Co się dzieje? – zapytała zaniepokojona.
- Zajebie go, rozumiesz? – Serce tłukło mu się w piersi. – Są razem. Miałaś, kurwa, rację…
- Tak mi przykro…
- Gówno prawda! Pewnie cieszysz się, że to przewidziałaś!  
- Artur, ja…
- No co, kurwa? – zdenerwował się. – Musiałem patrzeć, jak wpycha jej język do gardła i nic nie mogłem z tym zrobić, bo jakąkolwiek wybrałbym opcję, Patrycja już nigdy więcej nie spojrzałaby na mnie!  
- On chyba nie jest taki zły, prawda? – zapytała niepewnie. – Pewnie nie chodzi mu o to, aby zrobić ci na złość, ale wręcz przeciwnie… Chcę ją uszczęśliwić. Powinieneś się z tego…
Ze złości miał mroczki przed oczami.  
- Kurwa, Anita, nie przeginaj! – Uderzył pięścią w ścianę, a potem jeszcze raz i kolejny. – Mam ochotę skręcić mu kark, rozumiesz?! Na dodatek, spotkałem rodziców i zostałem zmuszony do pójścia z nimi na obiad! Nie radzę sobie już z tym wszystkim!  
- Przyjadę, dobrze?
- Zostań sobie z tym swoim idealnym, przyszłym mężusiem i zostaw mnie, kurwa, w spokoju!
- Nie! Znowu zrobisz jakąś głupotę!
Roześmiał się szyderczo.
- Znajdę sobie jakąś pannę i wyładuje się w łóżku, nikogo nie zamierzam zabijać!
- Artur, to nie jest rozwiązanie… Przypomnij sobie, dlaczego Patrycja jest teraz z innym.
- Chuj mnie to obchodzi, bo po co, kurwa, mam się zmieniać, skoro i tak mnie nie chciała? Nie czekała. Nie dzwoniła. Nie odbierała. Miała mnie w dupie, chociaż obiecałem jej, że zmienię się i będę zupełnie innym człowiekiem!  
- Artur, błagam.
- Nie! Skończyło się, kurwa, granie potulnego pojeba. – Nabrał gwałtownie powietrza do płuc. – Jestem pojebany i najwyraźniej nie ma takiego powodu, abym musiał się zmieniać.  
- Przyjadę i porozmawiamy – powiedziała spanikowana. – Tylko wstrzymaj się ze wszystkimi idiotycznymi decyzjami, okej?
- Anita, powiedziałem już…
- Artur, daj mi szansę! Obiecuję, że po naszej rozmowie poczujesz się lepiej!
Nie był przekonany. Wciąż buzowała mu krew w żyłach i chciał oszpecić twarz tego zarozumiałego idioty, który odebrał mu dziewczynę.  
- A co z twoim… Zostawisz go i przyjedziesz specjalnie dla mnie? – zadrwił. - Usłyszał szloch po drugiej stronie słuchawki, więc zamarł. – Anita, co jest?
- Zerwał ze mną – wyszeptała płaczliwie.
Zabrakło mu słów. Chciał ją pocieszyć, ale jedynymi słowami jakie cisnęły mu się na język, były przekleństwa
- Kurwa…  
- Mogę… przyjechać?
- Jasne – odpowiedział obojętnie, czując, że na jego liście debili, których musi zlikwidować, widnieją już dwa nazwiska. – Kurwa, nie wiem, co mam ci powiedzieć…
- Porozmawiamy, jak przyjadę, tylko błagam… nie rób głupot.
- Postaram się.
- Zrób to dla mnie, dobrze?
I nagle zdał sobie sprawę, że to tylko dzięki tej dziewczynie, nie zamachnął się i nie złamał nosa temu lowelasowi. Był nawet spokojniejszy niż zazwyczaj. Nawet rozmawiał normalnie z rodzicami, chociaż blizna na twarzy matki dalej kuła go w oczy, a zarozumiałość ojca wciąż go irytowała. Zaskoczony, próbował skupić się na tym, co mówiła do niego Anita, ale w głowie wciąż odtwarzał rozmowę z blondynem.
Był spokojny. Kurwa, co za nowość.



Stała przy samochodzie Wojtka i rozmawiała z Moniką, która wydawała się taka szczęśliwa, z zupełnie nieznanego jej powodu.
- Coś mnie ominęło? – zapytała brunetka. – Promieniejesz!
- Powoli i u mnie kilka spraw się rozwiązuje. – Uśmiechnęła się blado. – Ale, jeśli chodzi o ciebie, co jest między tobą i Wojtkiem? Razem tańczycie, całujecie się i lecicie na siebie, ale nie widzę, abyście trzymali się za ręce.
Spłoszona Patrycja zerknęła w stronę wejścia do klubu, upewniając się, że blondyn jej nie usłyszy. Chociaż nawet nie próbowała wyobrazić sobie jego miny, gdyby powiedziała mu to wprost.
- Chcę z nim być.
Oczy blondynki zrobiły się duże, jak pięciozłotówki.
- Mówisz poważnie?
- Tak. Myślę o tym, odkąd pierwszy raz mnie pocałował. – Westchnęła cicho, bo właśnie wyszedł z klubu i szedł w ich stronę, dopóki nie zatrzymał go Ariel. Już ubrał koszulkę i ściągnął okulary, ale wciąż wyglądał fenomenalnie. – Chyba jeszcze nigdy nie czułam się przy kimś tak dobrze – dodała szeptem, a potem przeniosła wzrok na przyjaciółkę. – Tylko nie wiem, czy jestem w stanie go uszczęśliwić.
- Czemu?
- Wciąż nie mam pewności, czy Artur naprawdę odpuścił.  
- Nie odzywa się, a ty zmieniłaś numer. Nie masz się nad czym zastanawiać. Olej go i zacznij myśleć o przyszłości z kimś, kto szaleje na twoim punkcie i robi wszystko, abyś była szczęśliwa.  
- Zagroził, że pobije każdego mężczyznę, z którym się zwiąże – powiedziała wystraszona.  
- Wojtek nie wyglądał tak źle po ostatniej bójce i jestem pewna, że sam zostawił kilka pamiątek na twarzy tamtego dupka. Nie zamartwiaj się tym, bo to nie twoja broszka. – Monika uśmiechnęła się ciepło. – Skup się na sobie.
- Łatwo ci mówić.
- W przeciwieństwie do ciebie, muszę zacząć skupiać się na innych, bo bycie egoistką już mi się znudziło.
Zaśmiały się.
- Widziałam, że Ariel cały czas dotrzymywał ci towarzystwa.  
Blondynka zarumieniła się, obejmując się ciasno ramionami.
- Zaczynamy ze sobą normalnie rozmawiać.
- To wspaniale. – Patka uśmiechnęła się szczerze. – Wciąż go kochasz, prawda?
- Tak i widzę, że nie jestem mu obojętna, ale nie będę zmuszała go do bycia z osobą, która jest tak niestabilna emocjonalnie. – W oczach Moniki pojawiły się łzy. - Nie mam prawa chcieć z nim być.  
Patrycja chciała coś powiedzieć, ale wtedy pojawił się Ariel i Wojtek. Uśmiechnęła się do nich.
- Wracamy? – zapytała.
- My zostajemy – powiedział Ariel, przysuwając się do blondynki, która wcale nie wyglądała na zaskoczoną. – Potem odwiozę ją do domu.  
Brunetka pokiwała w milczeniu głową, a potem pożegnała się z przyjaciółmi, przytulając się do nich mocno. Wojtek też się z nimi pożegnał, następnie zaprowadził ją do samochodu.  
Siedzieli już w środku, gdy Patka zauważyła nieciekawą minę blondyna.
- Stało się coś?
- Nie – odpowiedział krótko, a potem wbił wzrok w jezdnię i uruchomił silnik samochodu.  
Nie dała się zwieść, bo doskonale pamiętała, jak wygłupiał się na parkiecie i tryskał dobrym humorem. Zaintrygowana, zmarszczyła brwi, przypominając sobie, że zrobił się markotny tuż po ich wspólnym tańcu.  
Zrobiła coś nie tak? A może w przypływie nieśmiałości bąknęła coś pod nosem, co mu się nie spodobało?
- Przecież widzę, że masz kiepski humor.
- Już późno, pewnie mój organizm domaga się snu. Nic nadzwyczajnego.
Wciąż na nią nie patrzył, co dodatkowo ją niepokoiło.
- Przegrałeś zakład z Arielem? – zapytała niepewnie, co od razu wywołało jego reakcję. Obrócił głowę i spojrzał na nią z wyrzutem. – Nie patrz tak na mnie, tylko zgaduję, skoro nie chcesz powiedzieć wprost o co chodzi.
- Nie zależy mi na innych dziewczynach, co już ci mówiłem.
- Wiem, ale… widzę, że już nie jesteś zbyt optymistycznie nastawiony do świata i chciałabym wiedzieć, dlaczego.
Milczał.
Zirytowana, pokręciła głową, obracając głowę w stronę szyby. Do domu miała niedaleko, dzięki przeprowadzce do Ariela. Chociaż wciąż zastanawiał ją kiepski humor Wojtka, to nie zamierzała na niego naciskać. Ewidentnie coś się stało, ale zaczęła liczyć, że gdyby było to coś istotnego, to z pewnością poinformowałby ją o tym.  
Zatrzymali się pod budynkiem, który od niedawna stał się jej nowym domem.  
Blondyn wciąż nic nie mówił. Zgasił silnik, a dłonie trzymał na kierownicy, patrząc na nią wzrokiem bez wyrazu.
- Chciałbym, żebyś wreszcie określiła się w naszej relacji – powiedział niespodziewanie, a potem spojrzał na nią.
Serce zaczęło tłuc się w jej piersi, a powietrze w samochodzie jakby stężało, utrudniając oddychanie.  
- Prosiłam, abyś…
- Chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego, co mi robisz – wpadł jej w słowo. – Cały czas o tobie myślę i jestem przekonany, że zaczynam się w tobie zakochiwać, o ile już tego nie zrobiłem. – Zesztywniała, odwracając wzrok. – Nie musisz deklarować mi swojej miłości, ale chcę wiedzieć, czy oboje idziemy w tą samą stronę.  
- Wojtek – zaczęła, zakładając włosy za ucho – doskonale wiesz, jak na mnie działasz. Z pewnością to czujesz, ale nie chcę z niczym się śpieszyć.  
Złapał ją za rękę i zmusił, aby na niego spojrzała.
- Wcale nie o to ci chodzi – mruknął. – Boisz się, że zrobię ci dokładnie to samo co Artur, ale przysięgam, że jestem zupełnie innym facetem.  
- Wiem o tym.
- W takim razie, dlaczego każesz mi na siebie tyle czekać?
Potrząsnęła głową, próbując zebrać wszystkie myśli do kupy.  
- Jest już bardzo późno, więc czy nie moglibyśmy przesunąć tej rozmowy na inny dzień?
Prychnął z irytacją, a potem zacisnął dłonie na kierownicy.
- Zapytam tylko raz i chcę, abyś była ze mną szczera. – Widziała, jak ciężko mu się oddycha i jak bardzo jest niezadowolony. – Czekasz, aż on wróci?
- Że jak? – zapytała zszokowana.
- Odpowiedz – nalegał.
- Już ci powiedziałam, że go nie chcę.
Pokręcił głową, a potem wbił w nią wzrok.
- Jesteś pewna?
- Tak.
Wciąż nie wyglądał na zbyt przekonanego, a ona już nie miała siły ciągle mówić, że wyrzuciła Artura ze swojego serca. Ignorowała irytujący głos w swojej głowie, bo nie miała za bardzo innego wyjścia, ale kiedy tylko pomyślała sobie, że brunet mógłby wrócić i po raz kolejny wywrócił jej świat do góry nogami…
Zerknęła niepewnie na Wojtka, a potem zaczęła wdrapywać mu się na kolana, chociaż w samochodzie było już dostatecznie ciasno. Zaskoczony, wpatrywał się w jej twarz, a ona była cała czerwona.  
Pocałowała go pierwsza, czując całe stado motyli szalejących w brzuchu.



Nie spodziewał się, że Patka będzie siedziała mu na kolanach i całowała.  
Był wyprowadzony z równowagi przez rozmowę z Arturem, więc może dlatego czuł potrzebę usłyszenia - po raz kolejny, że brunetka go nie chce. Nerwy wciąż skręcały mu żołądek, bo nie potrafił sobie wyobrazić reakcji dziewczyny na słowa tego dupka. Uwierzyłaby mu, był tego pewien.
Objął ją mocno w pasie, przyciskając do swojej klatki piersiowej. Całował ją z pasją, bo cholernie lubił to robić. Całe jej ciało drżało, co ostatecznie uzmysłowiło mu, że musi bardzo mocno na nią działać. Trochę go to uspokoiło, ale obiecał sobie, że nigdy nie wspomni Patrycji o rozmowie z Arturem.  
Nigdy nie powie jej, że ten drań coś do niej czuje i chociaż podważał jego słowa, to myślał zupełnie inaczej. Ten skurwiel naprawdę ją kochał, co samo w sobie stanowiło abstrakcję.
Ale on też ją kochał, cholernie mocno i zamierzał ją przy sobie zatrzymać.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 5663 słów i 31454 znaków.

4 komentarze

 
  • Juliet11

    Jeju :( Wojtek jest super facetem, ale wierzę że uczcie jakie łączy Patrycje i Artura jest prawdziwe. Mimo wszystko mam nadzieję że będą razem! Uwielbiam Twoje opowiadania!  Są świetne!

  • Pump

    W końcu zostawiła Artura i zajęła się Wojtkiem, szczerze nienawidzę Artura za jego sposób bycia.

  • Hugod

    Hej, to już koniec opowiadania? I Patrycja nie jest z arturem? Szkoda bo bardzo im kibicowałam :(

  • elorence

    To nie jest koniec :)

  • Hugod

    @elorence dziękuje! Jestem z Tobą od samego początku tego i tego drugiego opowiadania. Oba kocham :) a tutaj i tak będę czekała z nadzieja ze Patrycja wybaczy Arturowi. Tak się czasem dzieje ze ludzie podejmują fatalne decyzja ale przecież trzeba tez umieć wybaczać :) chyba mam mała obsesje na punkcie Twoich opowiadań. Jak czegoś nowego raz na dzień nie ma to jestem chora :D

  • elorence

    Bardzo się cieszę, że podobają Ci się moje teksty :) Nie mogę spoilerować, więc życzę dużo cierpliwości :D

  • Lil

    Szkoda mi Artura. Może napisałabyś jakieś opowiadanie typu "kilka lat później"?

  • elorence

    Szkoda Ci go? Ale dlaczego?

  • Hugod

    @Lil  to już koniec? Przecież Patrycja zanudzi się z tym lowelasem na smierć! To będzie związek nudny jak flaki z olejem :D