Kiedyś będziesz mój - Rozdział 41

- Gdzie jest Ewelina? – zapytała Patrycja, wpatrując się w twarz Wojtka, który udawał niewzruszonego. – Słyszysz? - Pokiwał głową, ale zamiast odpowiedzieć, ściągnął sweter i zaczął się rozciągać, nic sobie nie robiąc z cichych westchnięć kilku dziewczyn, które nie spuszczały z niego wzroku. Brunetka zerknęła na nie przez ramię i poczuła się dziwnie. Po głowie wciąż chodziły jej słowa Artura sprzed tygodnia i chociaż starała się ze wszystkich sił, nie potrafiła zapomnieć o tym facecie. Na dodatek, zagroził, że pobije każdego, kto spróbuje się do niej zbliżyć. Ignorant. – Próbę zaczyna się za chwilę, a jej wciąż nie ma. Stało się coś?
Blondyn wzruszył ramionami, a kiedy chciała go przycisnąć, pojawił się Ariel.
- Co tam?
- Widziałeś gdzieś Ewelinę?
- Nie, a co?  
- Jeszcze nie przyszła.  
- Spóźni się i nie tylko ona. Orłowscy zapadli się pod ziemię, a chciałem z nimi przedyskutować jedną kwestią, taką czysto organizacyjną.
Patka spojrzała na przyjaciela z wyrzutem.
- Ostatnio było spotkanie organizacyjne.
- Wiem, ale nie mogłem wtedy tu być.
- Za dużo pracujesz.
- Muszę. – Skrzywił się. – Teraz, nawet mi to pomaga.  
Pokiwała głową ze zrozumieniem.
- Tęsknisz za nią?
- Za kim? – wtrącił się Wojtek, prostując się. – Nie mówiłeś, że masz dziewczynę – powiedział zaskoczony.
- Bo nie mam. – Ariel rzucił poirytowane spojrzenie w stronę przyjaciółki, a potem zrobił porządny krok do tyłu. – Pogadamy później.
Jak na zawołanie, na sali pojawili się Orłowscy.  
Wojtek wysunął się na początek, a Patrycja skuliła się w sobie, próbując wtopić się w tłum.  
- Witajcie, kochani. Dzisiaj podzielimy się na dwie grupy, bo pierwszy epizod to dwa układy różnych płci. Osobno, oczywiście – powiedziała Izabela, uśmiechając się delikatnie. – Dziewczyny tu zostają i będą ze mną ćwiczyć, a mężczyźni udadzą się z moim mężem do sali obok.  
Blondyn z Arielem, pomachali jej na pożegnanie, znikając za drzwiami. Wywróciła oczami i spróbowała się rozluźnić, bo nie mogła cały czas stać jak kołek.
- Jak mamy ich już z głowy to warto wspomnieć, że tańczycie jako drugie, aby zrobić większe wrażenie nie tylko na publiczności, ale również na waszych kolegach, który, nie ukrywajmy, w jakiś sposób muszą stracić dla was głowy. – Kilka dziewczyn zaśmiało się, ale Patrycja pozostała niewzruszona. Średnio uśmiechało się jej uwodzenie kogokolwiek, a już na pewno nie Wojtka. – Nie bez powodu spektakl zwie się „Kiedyś będziesz mój”. To wy, gracie tutaj główne role. – Uśmiechnęła się do brunetki. – Patrycja, musisz dać z siebie o wiele więcej niż koleżanki, bo między tobą i Wojtkiem ma iskrzyć. Nie rób takich wielkich oczu, dołożę wszelkich starań, aby wyglądało, że jesteście w sobie zakochani.
Przestała jej słuchać.  
Jak to? Niby, jakim cudem, miała rozkochać w sobie kogoś takiego, jak Wojtek? Przecież miał już swoje własne grono fanek, do którego nie zamierzała należeć. Owszem, jako przystojny facet, potrafił rozgrzać ją spojrzeniem, ale do prawdziwej chemii potrzeba było czegoś więcej.  
Z Arturem miała tą więź. Chociaż byli daleko od siebie, tęskniła za nim i chciała mieć go obok. Gdy myśli robiły się natrętne i nie chciały odpuścić, przypominała sobie o Monice i od razu traciła humor oraz chęci. Nie zasługiwał na nią, na jej przyjaciółkę, ani na żadną inną dziewczynę – powinna już dawno wbić to sobie do głowy.
- Patrycja? – Ocknęła się, patrząc przepraszającą na Izabelę. – Z racji, że Ewelina zrezygnowała, swoją część zatańczysz z Katarzyną, dobrze?
Zaskoczona brunetka, spojrzała w stronę Kiki, która posłała jej triumfalny uśmiech. Może nie miała wrodzonego talentu, ale i tak załapała się na jedną z lepszych ról.
Wszystkim się jakoś udawało, tylko dlaczego nie jej?



Minęło kilka dni od ostatniego spotkania z Patrycją, a jak na złość, jednocześnie zbliżał się ostateczny termin oddania raportów prezesowi. Z Tamarą znaleźli więcej nieprawidłowości, których w żaden sposób nie potrafili rozwiązać. Wszystkie pomysły, jakie wpadły im do głowy, okazywały się beznadziejne, bo nie wskazywały bezpośrednio źródła, które byłoby odpowiedzialne za brak pieniędzy.
Przetarł dłonią twarz i jeszcze raz zerknął na gotowe tabelki. Udało im się zrobić tylko ostatni rok, a gdzie tam pięć lat wstecz…  
Już sam nie był pewien, czy powinien zwracać uwagę na takie rzeczy. Przecież księgowość powinna czuwać i monitorować wszystkie wpłaty oraz wypłaty. Takie luki w papierach nie powinny mieć miejsca!
Zerknął za zegarek, który wskazywał osiemnastą. Nie powinien dzwonić, ale zdawał sobie sprawę, że im dłużej będzie czekać, tym gorzej na tym wyjdzie. Nie chciałby być posądzony o wyprowadzenie czegokolwiek z firmy, a już na pewno nie o pieniądze.
Prezes odebrał od razu.
- Czego, Wichrowski? – rzucił nieprzyjemnie. – Nie masz żadnych interesujących zajęć w czwartkowy wieczór?
- Dzień dobry, prezesie – mruknął, prostując się na kanapie. – Nie chciałem pana wcześniej niepokoić, ale coś się nie zgadza.
- Co dokładnie i w czym?
- Chodzi o te raporty, których zrobienie pan mi zlecił.  
- Co jest z nimi nie tak?
- Odkryłem, wraz z Tamarą, pewne niezgodności w wydatkach firmy.
- Mów dalej.
Brunet westchnął ciężko.
- Kilka razy wypłacono bardzo konkretne sumy pieniędzy. Sprawdziliśmy dokładnie, czy przypadkiem papiery, związane z tymi wypłatami, nie zostały wrzucone do innych dokumentów, ale ich nie ma… Sytuacja jest dość kiepska, a nie chciałem czekać do jutra, bo nawet nie wiedzieliśmy do kogo mamy się z tym zwrócić.  
Po drugiej stronie zapadła cisza. Artur nie wiedział co ma myśleć, bo milczenie prezesa była aż nazbyt wymowne.  
- Jesteś w stanie przyjechać do firmy?  
- Dziś? Teraz?
- Tak, Artur. Jak najszybciej. Weź ze sobą laptopa, tak na wszelki wypadek. Nie dzwoń do Tamary, dobrze? Musimy to wyjaśnić we dwóch.
Chciał coś powiedzieć, ale prezes się rozłączył.
Zamknął pospiesznie laptopa, wrzucił go do torby, narzucił na siebie kurtkę i w biegu, ubrał buty, aby za chwilę wypaść z mieszkania. Sprawa nie malowała się kolorowymi barwami, a po tonie głosu prezesa, było kurewsko źle.
Zatrzymał się przed drzwiami pana Milowskiego, żałując, że po raz kolejny musi od niego pożyczyć samochód.  
Od kiedy stał się empatycznym człowiekiem?



Musiała przyjechać. Miała już dość wiecznego odkładania spotkań, jakby naprawdę coś się stało, chociaż brunetka zapierała się rękami i nogami, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Zawsze wierzyła przyjaciółce, ale miała bardzo nieprzyjemne przeczucie, że tym razem ją okłamuje.  
Monika siedziała na kanapie i przyglądała się podenerwowanej Patrycji, która krążyła blisko okna, najwyraźniej nie potrafiąc znaleźć sobie miejsca.
- Dobra, co jest grane? – zapytała blondynka, zwężając oczy. – Unikasz mnie od dobrych kilku tygodni i chciałabym wiedzieć, co się spieprzyło między nami. Przecież zawsze świetnie się dogadywałyśmy! Mówiłyśmy sobie wszystko i nigdy, przenigdy, nie okłamałyśmy się nawzajem.  
- Monia, to nie oto chodzi – zaczęła niepewnie brunetka. – Nie mogłam zdobyć się na odwagę, aby ci powiedzieć.  
- Kochasz go, tak?
- Co? Kogo? – spytała wystraszona Patka.
- No, Ariela.  
Monika była pewna swoich racji i już zaczęła buzować w niej złość, jak tylko wyobraziła sobie Ariela całującego się z Patrycją. Odruchowo zacisnęła dłonie w pięści i zmroziła przyjaciółkę wzrokiem.  
- Oszalałaś?
- Nie musisz niczego ukrywać. Spodziewałam się tego, więc nawet nie jestem zaskoczona, chociaż mam ci za złe, że musiałaś mnie tak zwodzić, zamiast od razu postawić sprawę jasno.
- Chyba nie mówisz poważnie? – Blondynka nie roześmiała się, bo wcale nie było jej do śmiechu. Kłamstwo tłumaczyło zachowanie Ariela podczas wigilii. Odepchnął ją, bo… W jej oczach pojawiły się łzy, co nie uszło uwadze Patrycji. – Monia, co jest?
Usiadła obok niej i złapała ją za rękę, a ona już nie potrafiła niczego ukrywać.
- Ja go też kocham – zawyła.
- Głupia, przecież Ariel to tylko mój przyjaciel!
- Tak? – warknęła. – To dlaczego mnie unikałaś?
Patrycja zbladła, jakby nagle przypomniała sobie o czymś.
- Nie chciałam cię stracić.
- A dlaczego, miałabyś? - Odwróciła wzrok, więc Monika złapała ją za ramię i zmusiła, aby na nią spojrzała. – Czego mi nie powiedziałaś?
Brunetka przeczesała dłońmi włosy, spuszczając głowę.
- Spotykałaś się z Arturem.



- Skąd wiesz? Jakim cudem… Ariel ci powiedział?!
Wyrzut w głosie przyjaciółki, wcale jej nie uspokoił. Czepiała się tego biedaka, chociaż to nie o niego chodziło.  
Zacisnęła mocno powieki, bo doskonale zdawała sobie sprawę, że jeśli nie zapanuje nad emocjami to zacznie wyć.  
- Nie musiał.  
- Co to znaczy?
- Ja również się z nim spotykałam.
Niepewnie zerknęła na Monikę, która wybałuszyła oczy i najwyraźniej, nie była w stanie uwierzyć.  
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Artur działał na dwa fronty. – Blondynka zaczęła klnąć pod nosem, a Patrycja nie chciała być winna, więc zaczęła mówić dalej. – Przysięgam, nie wiedziałam o tobie. Artura spotkałam w klubie, potem okazało się, że jego przyjaciel chciał ze mną chodzić, ale to nie wypaliło. On… owinął mnie sobie wokół palca i naprawdę liczyłam, że nam wyjdzie. A potem zobaczyłam, jak się całujecie.  
- Widziałaś to?!
Pokiwała głową.
- Przepraszam! Naprawdę nie wiedziałam o tobie!
- Też się z tobą pieprzył?
Łzy samoistnie zaczęły spływać po jej twarzy, bo takiej bezpośredniości się nie spodziewała. Sama myśl, że oni naprawdę to robili… tak strasznie bolała.
- Nie.
- Nie? – powtórzyła zaskoczona Monika. – Nie pozwoliłaś mu, tak?
- Chciałam, żeby wszystko ułożyło się dobrze od samego początku, bez zbędnej obecności seksu, ale się nie udało. – Uśmiechnęła się smutno. – Okłamywał nas obie.
- To ty jesteś tą dziewczyną – powiedziała niechętnie blondynka.  
- Co masz na myśli?
Monika prychnęła.  
- Mogłam się tego spodziewać. Każdy chce z tobą być, albo chociaż przepieprzyć. – Patrycja zamarła. – Artur chciał tylko ciebie i pewnie dalej chce. Mógłby sypiać ze mną codziennie, ale i tak wciąż myślałby o tobie.
Nie potrafiła rozczytać z wyrazu twarzy przyjaciółki, jak bardzo jest na nią zła. Słyszała pretensje w jej głosie, ale miała nadzieję, że jeden facet nie zniszczy ich przyjaźni.  
- Gdyby mnie chciał to…
- Przespał się ze mną tylko po to, aby tamtego cholernego dnia, nie stracić przyjaciela. – Uśmiechnęła się drwiąco. - Spotkaliśmy się pod teatrem. Biegł do ciebie. Chciał ci powiedzieć, że mu zależy, ale jak to on, zrobił wszystko na opak. – Prychnęła pogardliwie. – Za każdym razem, kiedy go odepchnęłaś, lądowaliśmy razem w łóżku. Takie błędne koło. Spijał się, a potem z chęcią pieprzyłby wszystko, co się rusza. Byłam w jego zasięgu, więc padało na mnie, chociaż przy okazji chciałam się odegrać na Arielu.
- Wiedziałaś, że ma kogoś i mimo to…?
Wzruszyła niedbale ramionami.
- Będziesz mi teraz robić wyrzuty? Koleś zbzikował na twoim punkcie, ale i tak będziesz go traktowała jak kogoś gorszego. To samo robisz z Arielem.  - Monika rzuciła jej lodowate spojrzenie. – Nikogo sobie nie odpuścisz, bo nie potrafisz.
Brunetka wstała, patrząc z góry na przyjaciółkę.
- Ty kretynko, on cię kocha, a ty jak zwykle, zamiast wziąć się w garść i spróbować żyć jak normalna dziewczyna, wchodzisz do łóżka obcym facetom!
Monika również wstała.  
- Gdybyś nie robiła z siebie ofiary, bo wybacz, ale Marcin rzucił cię dawno temu, to pewnie teraz miałabyś Artura tylko dla siebie. Wolałaś jednak brać go na wstrzymanie, ale niestety, moja droga, żaden facet nie będzie trzymał się na dystans.  
Chciała ją uderzyć, naprawdę. Pierwszy raz, miała ogromną ochotę skrzywdzić własną przyjaciółkę.
- Jak możesz?!
- Ariela też zagarnęłaś tylko dla siebie! Nigdy z ciebie nie zrezygnuje!
- Boże, jesteśmy tylko przyjaciółmi!
Blondynka parsknęła nieszczerym śmiechem.
- Jest na każde twoje skinienie. Rzuciłby się za tobą w ogień, a sposób w jaki na ciebie patrzy… - W oczach dziewczyny pojawiły się łzy. – Nie potrafię znieść, że zawsze masz wszystko, czego pragniesz… Marcin też był wspaniały i pozostałby taki, gdyby coś głupiego nie strzeliło mu do głowy.  
Patka chciała przytulić przyjaciółkę, ale ta cofnęła się, kręcąc głową.
- Nie mogłaś z nim porozmawiać? Musiałaś zawsze się z nim kłócić?!
- W inny sposób nie dało się zwrócić jego uwagi, więc niby co miałam zrobić? – zapytała z wyrzutem. – Ciągle kręcił się wokół ciebie!
- Jesteś zazdrosna?!
- Nie chce mnie, a zgadnij czemu?! – krzyczała blondynka. – Ma obok siebie kogoś tak idealnego jak ty, więc dlaczego miałby zwracać uwagę na jakąś popapraną dziewczynę, co?
- Całkowicie zgłupiałaś! Ariel nie wpakowuje się w relację z kimś, kto sypia z kim popadnie! Tak trudno ci to zrozumieć?! Myślisz, że jest mu zajebiście łatwo?  
- Nie odwracaj kota ogonem – wycedziła Monika. – Zawsze mógłby ze mną spróbować…
- A potem cierpieć podwójnie! Tego dla niego chcesz? – Patrycji zaczęły puszczać nerwy. – Jak możesz być taką egoistką?! Mówisz, że go kochasz, ale nie chcesz dać mu szczęścia! Widzisz w tym sens?
Monika pokręciła gwałtownie głową, z furią wpatrując się w przyjaciółkę.
- Nie masz prawa być z Arturem, rozumiesz? Jak dowiem się, że z nim będziesz, zaciągnę go do łóżka. Przepieprzę się z nim w każdej pozycji! I przysięgam, ani przez chwilę nie pomyśli o tobie!
Poczuła się dotknięta do żywego. Spodziewała się wszystkiego, ale nie takiego odwetu!  
- Wiesz, co właśnie powiedziałaś?
- Tak! Nie będziesz miała wszystkiego! Nie pozwolę ci na to!
Patrycja wrosła w ziemię, a Monika ubrała się szybko i wypadła z mieszkania, trzaskając drzwiami.  
Wciąż w uszach słyszała słowa przyjaciółki. Nie mogła uwierzyć, że zdobyła się na coś takiego. W ciągu kilku sekund zniszczyła ich wieloletnią przyjaźń i to z jakiego powodu? Z zazdrości!
Brunetka ukryła twarz w dłoniach, czując, jak brakuje jej tchu.  
Wszystko było nie tak.



Tak, jak się spodziewał, sprawa brakujących pieniędzy zdenerwowała prezesa. Po wnikliwym przeanalizowaniu wszystkich tabelek, przejrzeniu dokumentów oraz maila z księgowości, nigdzie nie znaleźli chociażby śladu po pieniądzach, które stracili. Widział bladość na twarzy mężczyzny i świetnie zdawał sobie sprawę, że mają kłopoty.  
Prezes szybko odprawił go do domu, obiecując, że poinformuje go o przebiegu wewnętrznego śledztwa, które zamierza przeprowadzić. Zwołał swoich wspólników na nocne obrady, które w pewnością coś wniosą do sprawy.
Zacisnął szczękę i docisnął gazu, mając nadzieję, że wszystko rozejdzie się po kościach. Nie wyobrażał sobie, aby maglowano każdego pracownika po kolei i kontrolowano inne rzeczy, w tym konta bankowe, komputery i osobiste dokumenty.
Zahamował z piskiem opon, w ostatniej chwili przypominając sobie, gdzie mieszka. Zgasił silnik i wyszedł z samochodu, bawiąc się z kluczami.
- Kopę lat – usłyszał za plecami i od razu, poczuł zimny pot na plecach. – Wciąż tak przystojny, jak kiedyś.  
Niepewnie odwrócił się i zlustrował wzrokiem dziewczynę, która przechodziła przez ulicę, kierując się w jego stronę. Jej sylwetkę oświetlał blask ulicznej lampy, a przez padający śnieg wyglądała, jakby uciekła z jakiejś baśni. Wystarczyło, że raz spojrzał na tą delikatną twarz, a coś nieprzyjemnego ścisnęło jego serce.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2874 słów i 16277 znaków.

1 komentarz

 
  • majli

    Omg, brak słów. Ogólnie nie lubiłam Moniki, ale teraz to jest szczyt bezczelności z jej strony. Błagam, oszczędź Ariela i nie skazuj go na nią.  :matko: Aż się boję kontynuacji, bo dojdzie do tego, że Patka w szpitalu wyląduje.  :O