Kiedyś będziesz mój - Rozdział 39

Siedziała skulona na łóżku, zachodząc w głowę, czemu akurat tego ostatniego dnia starego roku musiała trafić na Artura. Rozmowa była krótka, pozbawiona owijania w bawełnę. Rzuciła mu prawdę prosto w twarz, chociaż nie było łatwo. Czuła pewien niedosyt, więc zganiła się w myślach za naiwność. Brunet nie był typem mężczyzny, który pada na kolana i błaga o wybaczenie. Dla niego wszystko było pozbawione sensu.  
Zagryzła mocno wargę, aby się nie rozpłakać, bo nie powinna liczyć na przeprosiny z jego strony. Nie wyglądał na kogoś, komu byłoby przykro.  
Gwałtownie podniosła się z łóżka i poszła do kuchni, aby jak najszybciej napić się kawy i ogarnąć cały życiowy bałagan, bo nastał nowy rok. Miał być od samego początku wspaniały, więc Patrycja nie mogła sobie pozwolić na wspomnienia momentów, które już nigdy nie wrócą. Musiała wyrzucić ze swojego serca osoby, które nie szanowały jej uczuć i czasu.  
Westchnęła ciężko, przypominając sobie o pracy licencjackiej.  
Nie napisze jej. Nie ma nawet takiej opcji. Nie miała absolutnie żadnego pomysłu, a czas gonił ją nieubłaganie. Za dwa tygodnie powinna oddać chociaż połowę, a nawet nie napisała jednego zdania.  
Odezwała się jej komórka, więc postawiła wodę na kawę i poszła szukać swojej kurtki, w której zostawiła telefon.  
„Jutro widzimy się o osiemnastej na próbie, pamiętasz?”
Odnalazła szybko swój grafik i odetchnęła z ulgą, zauważając ranną zmianę. Wojtek napędził jej stracha, ale przecież prędzej czy później będzie musiała porozmawiać z Magdą o godzinach pracy.
„Będę. Nie martw się.”
Oparła się biodrem o szafkę i szybko przejrzała listę wiadomości, bo coś jej nie grało.  
No tak, mogła się tego spodziewać. Dwa smsy od Artura…
„Chcę się spotkać i pogadać.”
Tak szybko jak przeczytała, od razu usunęła. Nie miał prawa liczyć na żadne spotkanie. Przegiął na całej linii i nawet nie zamierzał przeprosić.
„Nie możesz mnie unikać w nieskończoność.”
- A właśnie, że mogę – mruknęła pod nosem, kasując kolejną wiadomość.
Odgarnęła kosmyki włosów z twarzy i odwróciła głowę w stronę okna. O dziwo, padał śnieg. Nie potrafiła się z tego cieszyć, bo miała wiele niepozamykanych spraw, a niektórzy ludzie nie rozumieli prostych słów.
„Nie chcę cię” – odpisała szybko, pod wpływem impulsu i zanim zdążyłaby powstrzymać samą siebie, wysłała.
Żeby uniknąć kolejnych nic nieznaczących wiadomości ze strony Artura, wyłączyła komórkę. Nie była pewna, czy to dobra decyzja, bo powinna być dostępna dla swoich przyjaciół i Wojtka.  
- Miało się obyć bez komplikacji – szepnęła, odkładając komórkę na szafkę. – Jak zwykle.



- Całkowicie zgłupiałeś – wycedziła Tamara, ściągając czapkę i rozpinając płaszcz. Rzuciła wszystko niedbale na obrotowy fotel i zmroziła wzrokiem Artura, który w ekspresowym tempie rzucił kurtkę w kąt i szamotając się z szalikiem, zaczął przerzucać wszystkie zgromadzone segregatory na swoim biurku, jednocześnie włączając komputer. – Powtarzałam ci setki razy, że powinniśmy się za to zabrać wcześniej, ale nie… wszystko może poczekać!
Brunet zmarszczył brwi, a potem zerknął przez ramię na sfrustrowaną blondynkę, która stała w miejscu z założonymi rękami i łypała na niego groźnym spojrzeniem. Uśmiechnął się mimowolnie, zauważając komizm sytuacji.
- Nie potrafisz się złościć, więc sobie odpuść i pomóż mi posegregować te dokumenty chronologicznie.  
- Nawet nie zamierzasz przeprosić za zwłokę i wieczne przesuwanie terminu? – zapytała z oburzeniem.
- Zgadłaś.  
- Nie pomogę ci w tym.
- Pomożesz.
- Niby z jakiego powodu? Olałeś temat, a doskonale wiesz, że powinieneś rzetelnie wykonywać swoje obowiązki, a tym bardziej rzeczy, które zleca ci Prezes. Sam formułujesz argumenty dla Darskiego przeciwko samemu sobie!
- Przejmujesz się mną? – zakpił, zrzucając kilka segregatorów na ziemię.  
- Tak!
- Super. Ja mam siebie w dupie.  
Usłyszał ciche pomrukiwania Tamary pod nosem, ale nie odwrócił się, zbyt zajęty wertowaniem dokumentów, które nic mu nie mówiły.  
Poczuł mocne szarpnięcie za ramię, więc zacisnął szczękę i odwrócił się w stronę blondynki. Patrzyła na niego morderczym spojrzeniem i nie wyglądała na taką, którą mu popuści.
- Co jest z tobą nie tak?
- Że co? – prychnął.
- Myślałam, że traktujesz to wszystko jak możliwość odegrania się na Darskim. Jeśli poradzisz sobie z zadaniem, być może Prezes cię awansuje. Czy nie tego chciałeś?
- Chcę świętego spokoju. Wystarczy?
Zacisnęła swoje drobne palce na materiale bluzy i westchnęła ciężko.
- Jesteś cholernie trudny!
- Miło mi.
- I bezczelny!
- Nic nowego.
- Boże, dlaczego wszystko po tobie spływa?! – warknęła, odsuwając się od niego. – Od dzisiaj będziemy widzieć się tutaj codziennie, aż wreszcie skompletujemy w pełni analizę i nie chcę słuchać twoich głupich wymówek. Może i tobie nie zależy, ale ja nie stracę pracy przez takiego nieodpowiedzialnego bałwana, jakim jesteś!
Roześmiał się.
- Bałwana, mówisz? Brzydzisz się gorszymi określeniami?
Obserwował uważnie jej twarz, a uśmiech zamarł mu na ustach, widząc dwa ogromne rumieńce na jej policzkach. Odwrócił się do niej plecami, przeklinając w myślach własną naiwność.  
Powodem, dla którego Tamara zgodziła się przyjść w święto do pracy z pewnością nie było uznanie w oczach Prezesa, ale on sam. Przecież tyle razy już mu pokazała, że chce właśnie jego, jak mógł nie brać tego pod uwagę?!
- Może najpierw posegregujemy konkretne dokumenty, co? – zapytała, całkowicie tracąc swoją wcześniejszą pewność siebie. – Potem ułożymy je chronologicznie.  
- Okej – odpowiedział krótko, nawet na nią nie patrząc. Nie chciał dawać jej nadziei. Już wystarczająco namieszał sobie w życiu z powodu dziewczyn. Nie potrzebował kolejnego złamanego serca. – Zostaniemy tu pewnie do wieczora.
- Wiem.
Westchnął cicho, czując się jak dupek.  



Na dobry początek, postanowiła ogarnąć mieszkanie. Musiała przejrzeć kilka rzeczy i zdecydować, czy to nie jest najwyższa pora, aby pozbyła się rupieci, które zabierają jej miejsce. Pod kurtkami, które spadły z wieszaka, bo najwyraźniej ciężar go przytłoczył, znalazła kilka nieotwartych listów. Zaskoczona, usiadła na podłodze i otworzyła pierwszy.  
Wezwanie do zapłaty.  
Otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia i przebiegła szybko wzrokiem po tekście. Nie wynikało z niego nic konkretnego. Patrycja wiedziała jedynie, że dotyczyło czynszu. Łącznie pięćset złotych… Nie licząc odsetek, które rosły z dnia na dzień.
Rozerwała kolejną kopertę i nagle ją olśniło.  
Pobladła, zdając sobie sprawę, że opłata za czynsz uległa zmianie. O jakieś sto złoty. Przełknęła z trudem ślinę, lokalizując datę. Zawiadomienie przyszło akurat wtedy, kiedy rozstawała się z Marcinem. Głupia, zlekceważyła list albo to nie ona go odebrała.  
Trzeci list przypomniał o zakończeniu umowy najmu z dniem pierwszego lutego.  
Listy wypadły jej z rąk, a po policzkach zaczęły płynąć łzy. Wszystkie pozytywne myśli, które jeszcze kilka dni temu krążyły po jej głowie, ulotniły się, a ich miejsce zajęła panika i wizja powrotu do rodzinnego domu.  
Ukryła twarz w dłoniach i zaniosła się płaczem.  
Straciła wszystko. W portfelu miała niewielką sumę pieniędzy, a na koncie też znajdowało się niewiele. Do wypłaty pozostało kilka dni, a odsetki wciąż rosły.
Zrozumiała, że nie stać ją na samodzielny wynajem czegoś, co przekraczało jej możliwości finansowe. Nie dość, że mieszkanie przypominało jej o Marcinie, to jeszcze musiała jakoś spłacić zadłużenie, które wynikło z jego powodu. Wiedziała, że nie powinna zrzucać na niego winy, ale dlaczego nie interesowała się listami? Odkładała je na bok, czytając jedynie te, które były związane bezpośrednio z rachunkami. Płaciła za wodę, gaz, prąd i media oraz za czynsz, oczywiście starą cenę.  
Dodatkowo wydane sto złoty miesięcznie przygnębiło dziewczynę. Nie miała skąd wytrzasnąć dodatkowego dochodu, bo przecież miała przygotowywać się do spektaklu, który przyniesie zysk dopiero wiosną. Magda nie chciała się zgodzić na nadgodziny już wcześniej, a co dopiero teraz...  
Nie chciała kolejny raz prosić Ariela o pomoc. Już i tak wisiała mu pieniądze.  
Skrzywiła się, bo zdała sobie sprawę, że tylko w jednej sposób może spłacić dług: użyć pieniędzy, które zostawił jej Marcin.



Chodził wkurzony po całym biurze, zastanawiając się, dlaczego nie może się dodzwonić do Patrycji. Nie słyszał nawet sygnału połączenia, a wkurzający głos ciągle informował go, że abonent znajduje się poza zasięgiem.  
Zirytowany, wysłał wiadomość do dziewczyny, ale nie spodziewał się odpowiedzi. Po ostatnim smsie… chciał dać jej czas, aby mogła przemyśleć kilka spraw. Nie mogła go nie chcieć. Tęskniła za nim, tego był pewien.  
Dlaczego dziewczyny kłamią? Przecież nie można oszukać własnych uczuć. On też mógłby oszukiwać samego siebie, że jego ciało wcale nie lgnie do Patki, a serce wcale nie bije mocniej na jej widok. Byłby idiotą, gdyby próbował dyskutować z rozumem, bo przecież czuje coś do niej. Nie jest mu z tym dobrze, ale przecież czuje się jeszcze gorzej, kiedy nie ma jej obok.  
- Może pomógłbyś mi z tym styczniem, co? – zawołała Tamara. – Przypominam ci, że został nam tydzień!  
- Daj mi jeszcze pięć sekund!
- Dałam ci dziesięć minut… Nie wiem, do kogo dzwonisz, ale najwyraźniej nie może odebrać. Odpuść sobie i pomóż mi, bo lepiej będzie jeśli dotrzemy dzisiaj do marca.
- Myślę, że na dzisiaj skończymy – mruknął Artur, podchodząc do biurka, przy którym siedziała blondynka, cała zasypana papierami. Wyglądała na zmęczoną i brunet odczuwał niewielkie wyrzuty sumienia. Odwalała za niego całą robotę. – Prześpij się.
- Żartujesz sobie?
- Nie możemy popełnić błędu, tak? Analiza ma być prawdziwa i szczegółowa.  
- Czego ty nie powiesz – zakpiła Tamara, poprawiają kucyk. – Wiesz co, siadaj i chociaż dyktuj mi te cyferki, zamiast stać jak osioł i biadolić.
- Robisz się wredna.
- Bo utknęłam tu z tobą i przez ciebie, więc mnie nie denerwuj.
- Jeszcze niedawno cieszyłaś, że ze mną… - Zauważył jej urażone spojrzenie, więc odchrząknął znacząco. – Wybacz, czasami zachowuję się jak dupek.
- To pomożesz mi czy nie?
Artur zerknął na komórkę, sprawdzając godzinę. Korciło go, aby jak najszybciej pojechać do Patrycji. Dostawał szału na samą myśl, że dziewczyna mogłaby spędzić ten wieczór z kimś innym. Z pewnością już byłby w drodze do jej mieszkania, gdyby nie blondynka, która tak ciężko pracowała, aby nie zostali wylani z pracy.  
Wziął głęboki wdech, a potem usiadł obok niej i przejął półpusty segregator.  
- Okej. Co my tu mamy? – zapytał samego siebie, przebiegając wzrokiem po rozliczeniu z dwudziestego piątego stycznia. – Które rzeczy mam ci dyktować?
- Wszystko po kolei, łącznie z datami – odpowiedziała, nie odrywając wzroku od komputera.
- Jesteś na mnie zła?
- Nie, ale mogę być, jeśli nie skończymy dziś na marcu.
- Już dobrze, pani Kierownik.  
Parsknęła śmiechem, a Artura znowu ukuło coś w okolicach serca, bo kolejny raz przypomniał sobie, że Tamara bardzo przypomina z zachowania Patrycję.



Wmawiała sobie, że nie tknie alkoholu, a przynajmniej nie z powodu ciągle gromadzących się problemów. Wszystko zaczęło ją przytłaczać, a wciąż nie wpadła na żadne rozwiązanie, które podniosłoby ciężar z jej ramion.  
Kończyła pić już drugi kieliszek wina, a z powodu pustego żołądka, zaczynało się jej kręcić w głowie. Na swoje szczęście siedziała na kanapie i gapiła się w pusty telewizor, podświadomie żegnając się z mieszkaniem, na które nie było jej stać. Zaśmiała się histerycznie pod nosem, wyobrażając sobie minę matki, kiedy niespodziewanie wróci do domu, nie tylko pozbawiona dachu nad głową, ale i dyplomu, potwierdzającego ukończenie studiów.  
Uzupełniła pusty kieliszek i wlała sobie prawie całą jego zawartość do gardła. Nie przejmowała się niczym, a już na pewno nie kacem, który będzie ją gnębił następnego dnia.  
Najchętniej zaszyłaby się na zawsze w tych czterech ścianach z daleka od wszystkich. Odeszła jej ochota na jakieś próby, spektakle, spełnianie własnych marzeń, skoro będzie musiała użerać się z własną matką, dla której nigdy nie będzie wystarczająco dobrą córką.
Zaczęła płakać, a kilka łez wpadło jej do wina.  
Usłyszała pukanie do drzwi, więc pospiesznie odstawiła kieliszek i wytarła dłońmi policzki. Niepewnie poszła do przedpokoju i wzięła głęboki wdech, bo nie miała pojęcia kogo ma się spodziewać po drugiej stronie.  
Otworzyła drzwi i zamarła.  
Kogo jak kogo, ale nie spodziewała się zobaczyć Artura.  
- Czego chcesz? – wydusiła z trudem. – Sms nie dotarł?
Spojrzał na nią w taki sposób, że skuliła się w sobie. Chciała móc zamknąć mu drzwi przed nosem, ale nie potrafiła. Alkohol zaczął robić swoje.
- Jak to mówią: do trzech razy sztuka. Musimy pogadać.
- Nie mamy o czym i doskonale o tym wiesz. Wczoraj, powiedziałam ci wszystko co chciałam.  
Artur zdawał się jej nie słuchać, bo wszedł do mieszkania i zamknął za sobą drzwi. Patrycja prychnęła lekceważąco, obejmując się ramionami.
- Nie będziesz grała mi tu teraz niedostępnej. Próbuje się do ciebie dodzwonić od samego rana, ale nawet nie raczyłaś odebrać, a ostatecznie wyłączyłaś komórkę, prawda? Myślisz, że takie dziecinne zachowanie sprawi, że sobie odpuszczę?
Wbił w nią zimny wzrok, a ona zaczęła się śmiać.  
- Wiesz co? Zabawny jesteś. Sypiasz z moją przyjaciółką, jednocześnie mącąc mi w głowie i nie widzisz w tym nic złego! Myślisz, że pojawisz się przede mną, a ja z tęsknoty rzucę ci się w ramiona. – Gwałtownie spoważniała. - Zwariowałeś, myśląc, że tak właśnie zrobię.  
Chciał do niej podejść, ale zrobiła porządny krok w tył.
- Nie byliśmy nawet w związku, więc o co ty się wściekasz?
- Jesteś idiotą! Monika jest moją przyjaciółką, rozumiesz?! PRZYJACIÓŁKĄ?! Mam ci to przeliterować, żebyś zrozumiał?!
- Woli Ariela, więc nie rozumiem twojego oburzenia.
Wzniosła oczy ku sufitowi, zastanawiając się, z kim ten facet zamienił się na rozum. Przecież powód złości był oczywisty!
- Lepiej będzie, jeśli stąd pójdziesz i dasz mi upragniony święty spokój – powiedziała, starając się panować nad tonem głosu.
- Nie ma takiej opcji. Nie będziesz mnie karać swoim milczeniem, myśląc, że możesz. To ja tu jestem mężczyzną i będzie tak, jak zechcę.
Pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Wyjdź stąd – wycedziła przez zaciśnięte usta. – W tej chwili!
- A co? Masz już kogoś na oku, że tak próbujesz mnie wyrzucić z mieszkania? To ten idiota, który wykazał się dobrym sercem i pomógł ci odwieźć mnie do domu?  
Chciała go uderzyć, ale w porę złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie. Zanim zdążyła zaprotestować, obrócił ich i przycisnął ciało biednej dziewczyny do drzwi.  
- Puść mnie – mruknęła zezłoszczona, próbując się z nim siłować. – Słyszysz?!
- Pytałem o coś.
- Czujesz się zazdrosny? – prychnęła.
Świetnie zdawała sobie sprawę, że nie powinna go podburzać, bo łatwo można było zauważyć, że ledwo nad sobą panuje.  
- Przy nikim innym nie będziesz się tak czuła, jak przy mnie – powiedział rozemocjonowany, wpatrując się w napięciu w jej twarz, aż zabrakło jej oddechu. – A ja nie pozwolę, aby był ktokolwiek inny, rozumiesz?
Przełknęła z trudem ślinę, opierając głowę o drzwi, aby móc mu spojrzeć w oczy.  
- Nie możesz mi zakazać zakochać się w innym mężczyźnie.  
- Właśnie to robię. – Dotknął dłonią jej policzka, a potem objechał kciukiem wargę. – Dostaję furii na samą myśl, że jesteś w ramionach kogoś innego.  
Położyła dłoń na jego klatce piersiowej, próbując go odepchnąć, ale bezskutecznie.  
- Nie mam teraz czasu na myślenie o tobie. Mam o wiele bardziej ważniejsze sprawy na głowie – powiedziała drżącym głosem, bo jej serce zaczynało się niepotrzebnie budzić do życia. – Odpuść mi i zajmij się inną dziewczyną. Nie cierpisz na ich brak, prawda?
Nie odpowiedział, a w zamian, pocałował ją. Zrobił to tak niespodziewanie, że nawet nie zdążyła odwrócić głowy, a co gorsza, szybko odwzajemniła pocałunek.  
Może byłoby jej łatwiej go odepchnąć, gdyby była trzeźwa i pozbawiona problemów?
Artur znalazł się w bardzo złym momencie, bo wcale nie chciała się z nim znów widywać. Serce chciało, ale ona wiedziała, że nie może. To nie był mężczyzna dla niej.  
- Tęsknisz za mną – powiedział cicho, odrywając się od jej ust. – Wiem to.
- Tęsknię, ale nie mogę sobie na to pozwolić. – Posłał jej pytające spojrzenie, a po jej policzkach pociekły łzy. – Proszę, idź już. Nie czuję się na siłach… na to wszystko.  
Ujął jej twarz w dłonie i popatrzył z troską w oczy.
- Co jest?
Nie odpowiedziała, jedynie wzdychając cicho, a potem wtuliła się w niego.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3183 słów i 17678 znaków.

1 komentarz

 
  • Mimi

    Świetna część jak zwykle :-) zastanawiam się czym zajmuje się nasza autorka i ile ma lat że codziennie znajduje czas na napisanie wspaniałej części :-)

  • elorence

    Ta historia jest skończona :) Dlatego rozdziały pojawiają się codziennie :)

  • Mimi

    @elorence. Tak już wiem, przeczytałam całość i byłam zaskoczona trochę :-D czy jest kontynuacja losów którejś z par? Bo chętnie przeczytałabym o Arielu i Monice :-)

  • elorence

    Nie ma kontynuacji :) Zostawiłam otwarte zakończenie, aby każdy mógł sobie wyobrazić resztę na swój sposób :)

  • Mimi

    @elorence szkoda :-D