Kiedyś będziesz mój - Rozdział 26

Nie mógł oderwać wzroku od tej zarumienionej twarzy i cudownych oczu. Całe jego ciało krzyczało, aby przestał się wreszcie męczyć i ją pocałował. Ich twarze dzieliła niewielka odległość, a przyspieszony oddech Patrycji doprowadzał go do szału. Zacisnął mocno szczękę, starając skupić myśli na czymś innym niż jej usta.
Kacper wyświadczył mu ogromną przysługę będąc dupkowatym durniem, dzięki czemu miał drogę wolną. Brunetka nie za bardzo była zadowolona z jego obecności, ale widział jak na niego reaguje.
- Odpowiesz?
- Spieszę się – mruknęła, odwracając wzrok.
Dotknął palcem jej podbródka i spróbował uchwycić jej spojrzenie.  
- Nie przyjmuję odmowy.
Przerażona, otworzyła szerzej oczy.
- Nie możesz mnie zmuszać do własnych zachcianek – syknęła.
- Naprawdę? – Uśmiechnął się szeroko, robiąc krok do przodu. Czuł jej strach, jakby mogło grozić jej coś gorszego od zacałowania na śmierć. – Dlaczego twoje ciało chce, żebym był obok? – Kolejny krok. – Chyba jestem w twoim typie, prawda?
- Dlaczego mi to robisz? – zapytała sfrustrowana, opierając się o ścianę. – Nigdzie z tobą dziś nie pójdę.
- Nie pytałem o pozwolenie.
- Pracuję jutro cały dzień i…
Dotknął dłonią jej policzka, kładąc kciuk na ustach. Po ręce przeszedł mu przyjemny dreszcz, który dotarł aż do kręgosłupa. To całe czekanie jeszcze bardziej go nakręcało. Zdawał sobie sprawę, że nie może przeginać, bo inaczej prędzej dostanie w twarz niż to czego chce.  
- Nie chcesz spędzić ze mną trochę czasu? – zapytał, nachylając się bardziej. – Nie gryzę, a przynajmniej nie mocno.
Policzki Patrycji zrobiły się purpurowe, a on czuł jedynie satysfakcję.  
- Artur, przeginasz – szepnęła z trudem, kładąc dłoń na jego klatce piersiowej. Próbowała go odepchnąć. Znowu. – Podobno nie chcesz złamać serca przyjacielowi.
- Już się z nim nie spotykasz – powiedział uśmiechnięty.
- Skąd ty to niby wiesz?  
- Rozmawiałem z nim. Nie, w sumie to on wydzierał się na mnie. W odpowiedzi przyłożyłem mu w twarz.
- Co? – wydukała. – Biliście się?!
- Oczywiście, że nie. Dostał tylko dlatego, że zaczęło mu odbijać.  
Westchnęła ciężko, a potem ponownie spróbowała go odepchnąć.
- Boże, Artur – pisnęła. – Daj mi przejść. Naprawdę muszę już iść.
- Nie. – Ujął jej twarz w dłonie. – Chcę, żebyś poświęciła mi trochę czasu. To naprawdę tak wiele?
Patrzyła mu w oczy, a rysy jej twarzy powoli łagodniały. Znowu wyglądała słodko i znowu skręcało go w żołądku.  
Dlaczego tak go przyciągała? Co było w niej takiego wyjątkowego? I po co zawracał jej głowę, skoro i tak nie chciał zostać uwięziony w związku?
- Artur…
- Och. – Głośne westchnięcie sprawiło, że Patrycja napięła się jak struna i przerażona, spojrzała w stronę korytarza. Zrobił to samo i zauważył blondynkę, którą już kiedyś widział. Brunetka oderwała jego dłonie od swojej twarzy i odchrząknęła cicho, dyskretnie próbując go odsunąć od siebie. – Nie chcę przeszkadzać, ale… - Uśmiechnęła się zmieszana do niego, a potem spojrzała na dziewczynę. – Patka, dzwonił Ligocki. Występujemy za tydzień, w piątek. To ostateczny termin.  
- Przecież mówił, że mamy czas prawie do świąt – oburzyła się Patrycja.
- Wiem, ale nic na to nie poradzimy. – Wzruszyła ramionami. – Nie przeszkadzajcie sobie. Już uciekam. Pa!
Brunetka chciała coś jeszcze powiedzieć, ale blondynka już była daleko.
- Kto to był? – zapytał Artur, przenosząc wzrok na Patrycję.  
- Koleżanka – odpowiedziała, a jej wyraz twarzy nagle uległ zmianie. Zmarszczyła brwi i westchnęła. – Kacper kiedyś próbował ją poderwać.
Brunet uniósł brwi do góry.
- Czujesz się zazdrosna?
- Nie, oczywiście, że nie – zaprzeczyła energicznie. – Lubię ją.
- To dasz się gdzieś zaprosić?
Westchnęła ze zrezygnowaniem, a potem pokiwała głową.
- Super – mruknął, a potem posłał jej szeroki uśmiech.
- Chyba nie dałeś mi innego wyboru.
Dotknął palcem nosa brunetki, a potem puścił jej oczko.
- Zawsze dostaję to, czego chcę.



Ariel, wyprowadzony poprzedniego dnia z równowagi przez Monikę, został dłużej w pracy, żeby nie tylko oderwać swoje myśli od tej przeklętej dziewczyny, ale i zrobić coś pożytecznego zamiast siedzieć na kanapie i gapić się w telewizor.  
Przerzucał papiery w nieskończoność, próbując je posegregować. Oczywiście, mógłby poprosić o to jakąś asystentkę albo stażystkę. Może któraś zgodziłaby się na spędzenie trochę czasu w jego gabinecie. Mogłoby być nawet zabawnie, ale wciąż był wściekły po tamtej rozmowie z blondynką.
W głowie mu się nie mieściło, że był tak naiwny i głupi. Naprawdę sądził, że można jeszcze cokolwiek uratować z ich znajomości? Przecież doskonale ją znał. Wiedział, co robi i jakie są tego konsekwencje. Odkrył się przed nią. Odarł ze wszystkich uczuć, a ona i tak wybrała kogoś, kogo nawet nie zna. Statystyki mu mówiły, że pewnie znowu będzie miała złamane serce i każdy kolejny facet będzie dla niej dupkiem do kwadratu. Nie minie jednak tydzień, a znowu ruszy na podboje, poderwie jakiegoś idiotę i historia zatoczy koło.
Najchętniej, porozmawiałby o tym wszystkim z Patryszją. Odwlekał to w nieskończoność, bo nie miał zamiaru być ofiarą. Nie był żadnym frajerem, aby jęczeć z powodu kosza od jakiejś panny, która nawet nie wie czego chce. Lubiła dupków, więc i on taki będzie. Przynajmniej dla niej.
Komórka zawibrowała na biurku, więc niechętnie zerknął na jej wyświetlacz. Od razu skrzywił się, bo chyba telepatycznie przywołał Monikę. Dzwoniła do niego, ale nie miał zamiaru odebrać. Już wystarczająco mocno zepsuła mu humor. Nie chciał się denerwować, a tym bardziej, kiedy miał przed sobą ważne dokumenty sprzed roku, które chciał upchnąć chronologicznie w segregatorze.  
Zawsze denerwował go nieporządek i niewielkie kompetencje osób, które zajmowały się zwykłą segregacją papierków.
Westchnął ciężko, kiedy komórka zamilkła. Po dziesięciu minutach, zawibrowała znowu. Wściekły, zacisnął usta i spróbował oddychać spokojniej.
Przez kolejne dwadzieścia minut nic nie robił, bo telefon uprzykrzał mu życie. Siedział wyprostowany na swoim fotelu i gapił się w imię blondynki. Szczerze żałował, że ustawił jej zdjęcie przy kontakcie. Uśmiechnięta twarz Moniki patrzyła na niego i tylko zachęcała do rozmowy.  
Dlaczego ta dziewczyna nie mogła być cały czas taka, jak tamtej nocy?  
Jęknął sfrustrowany, zakrywając dłonią twarzy, a drugą – chwycił telefon.
- Tak? – mruknął nieprzyjemnym tonem.
- Ariel – westchnęła. – Cześć.
- Cześć?
- Wiem, że pewnie wciąż nie chcesz ze mną rozmawiać i prawdopodobnie, nie chcesz mnie już znać, ale musiałam do ciebie zadzwonić.
- Stało się coś? Kolejny palant zostawił cię na lodzie? Siedzisz sama w kinie czy może w jakiejś restauracji? Nie dzwoń po ludziach, którzy są zajęci, tylko weź podnieś swój tyłek i wyjdź. Wracaj do domu.
Był przerażony jadem, jaki włożył w tą wypowiedź. Nie chciał nienawidzić Moniki, ale nie dawała mu wyboru. Jak miał się z niej wyleczyć, skoro ciągle nie dawała spokoju? Dostawał kosz za koszem, a ona i tak wracała. Po co? Lubiła go odpychać? Sprawiało jej to przyjemność?
- Nie. Nic z tych rzeczy – odpowiedziała z wahaniem. – Po prostu, jesteś jedyną osobą, z którą mogę być szczera.
Aż do bólu.
Wywrócił oczami, kręcąc głową.
- I co w związku z tym?
- Możemy się spotkać? Chcę pogadać.
- O czym?
- O wszystkim. Wiem, że zajmę ci czas i przepraszam cię za to.
Zmarszczył brwi, wytężając wszystkie zmysły.  
Czy ona mówiła poważnie? Gdzie podział się jej cięty język? Jest miła i na dodatek, przeprasza go, jakby dotarło do niej, że naprawdę zrobiła wiele głupstw.  
- Monika, nie dam nabrać się na twoje gierki – mruknął. – Powiesz mi wreszcie, o co ci chodzi?
- Chcę tylko porozmawiać. Z tobą – zarzekała się.
- Nie zrobisz ze mnie przyjaciela. Nie licz na to. Masz przyjaciółkę, o której zapomniałaś i uwierz mi, ona prędzej ogarnie o co ci chodzi niż ja.
- Ariel, proszę.
Westchnął ciężko, obracają się na krześle. Wstał i podszedł do drzwi, a potem je otworzył. Na zewnątrz nikogo nie było. Biuro świeciło pustkami. W żadnym innym gabinecie nie paliło się światło, więc pewnie tylko portier czuwał na parterze.
- Niech ci będzie.
- Mogłabym przyjechać do ciebie?
Zacisnął mocno szczękę.
- To nie jest dobry pomysł.
- Proszę.
Boże, czemu ta dziewczyna musiała tak na niego działać!
- Okej. Przyjedź, ale dopiero za godzinę. Właśnie wychodzę z pracy.
- Późno.  
- Tak wyszło. Do zobaczenia.
- Cześć.
Spojrzał na komórkę i zaczął się zastanawiać, co go, do diabła, podkusiło, aby zgodzić się na to spotkanie. Przecież nie wytrzymają w swojej obecności zbyt długo i prędzej czy później, zaczną sobie skakać do gardeł.  
Schował komórkę do kieszeni, a potem poluzował krawat.
- Sam sobie kopię grób – mruknął pod nosem, a potem podszedł do biurka i zaczął porządkować papiery, wciskając je z powrotem do segregatora.



Uczył ją grać w koszykówkę. Od dobrej godziny. Nie zgodziła się na nic innego, bo nie zamierzała dawać mu pretekstu do tych dziwnych zachowań, jakimi poczęstował ją przy sali, gdzie tańczyła. Nie chciała, żeby znowu dotykał jej w taki sposób. Wciąż miała dreszcze, a serce biło jej w zatrważającym tempie za każdym razem, kiedy znalazł się zbyt blisko.  
Znowu stanął za nią i dotknął dłońmi jej dłoni, unosząc je wyżej. Trzymała piłkę i chociaż starała się skupić na koszu, do którego miała rzucić, obecność Artura za bardzo ją rozpraszała. Doskonale wiedział, że tak jest, bo paradował po boisku z bezczelnym uśmiechem, co jakiś czas puszczając jej oczko.  
Był zupełnie inny niż zawsze. Tryskał humorem, nawet zdarzyło mu się powiedzieć kilka komplementów. Znowu dobrze im się rozmawiało i przebywało w swoim towarzystwie.  
- Musisz bardziej skupić się na tym kwadracie. Mówiłem ci – powiedział, kiedy znowu piłka odbiła się od boku tablicy i powędrowała daleko za boisko. Pobiegł po nią i wrócił, kozłując. Przebiegł tak całe boisko, a wokół niej zrobił trzy kółka, żeby później przyspieszyć, zrobić dwutakt i wrzucić piłkę do kosza. – Widzisz? Tak to się robi.
Objęła się mocno ramionami, bo chociaż na początku było jej ciepło to później zaczęło doskwierać jej zimno. Biegała w samej bluzce z długim rękawem, a Artur – w bluzie. Jemu oczywiście nic nie przeszkadzało, bo był tak zaabsorbowany grą i samą nią, więc niczego nie zauważał.  
- Zimno mi – pisnęła, podskakując w miejscu. Brunet wywrócił oczami, a potem podszedł do niej i bez ostrzeżenia, objął ją. Wciąż trzymał w dłoniach piłkę, więc dźgała ją w kręgosłup. - Nie oto mi chodziło – mruknęła naburmuszona, starając mu się wyrwać.
- Nie wyrywaj się tak – zaśmiał się. – Nie robię ci krzywdy.  
Uderzyła go pięścią w klatce piersiową, więc cofnął się zaskoczony.
- Mówiłam ci już, że przeginasz – jęknęła sfrustrowana, a potem podeszła do ławki i ubrała kurtkę. Objęła się mocno ramionami i odwróciła w jego stronę. – Jak będę chora to będzie twoja wina!
Rozłożył ręce, udając, że go zraniła. Miała ochotę podejść i strzelić mu w twarz za te wygłupy. Miał zbyt dobry humor.
- Chciałem cię ogrzać to mi uciekłaś. Gdzie ty widzisz sens?
Zmrużyła gniewnie oczy, a potem usiadła na oparciu ławki.
- Chciałeś grać to graj. Popatrzę sobie.
- Nie ma takiej opcji. Nie będziesz mnie pożerać wzrokiem. – Zarumieniła się i była pewna, że to zauważył, bo znowu na jego twarzy pojawił się bezczelny uśmiech. – A nie mówiłem? Podobam ci się.
- Twoja narcystyczna natura zaczyna mnie denerwować – syknęła, zakładając włosy za ucho.  
Powoli podszedł do niej, cały czas kozłując piłkę.  
- Nie mogę być taki zły – powiedział urażony, chociaż z twarzy nie schodził mu uśmiech. – Jestem najlepszym koszykarzem, więc musisz znieść moją trudną osobowość.
- Po pierwsze: co ma jedno do drugiego? A po drugie: nie wiem, czy się zorientowałeś, ale właśnie przyznałeś się, że masz bardzo ciężki charakter.
Wzruszył niedbale ramionami i usiadł na ławce, kładąc sobie piłkę na kolanach i opierając o nią ręce.  
- Jestem z tobą szczery. Doceń to.
- Co cię tak wzięło?
- Na co?
- Na szczerość – odpowiedziała zirytowana. – Wcześniej unikałeś jasnych odpowiedzi i zawsze owijałeś w bawełnę. Dlaczego tak ci zależy, aby być wobec mnie szczerym?
Spojrzał jej w oczy, ale tak zupełnie inaczej. Poczuła się dziwnie, bo przez chwilę miała wrażenie, że w ten sposób próbuje odgadnąć jej uczucia i myśli. Potrząsnęła głową i odwróciła wzrok.
- Czemu nie potrafisz patrzeć mi w oczy?
- Potrafię, ale nie chcę.
- Okej. – Zaśmiał się. – Czemu nie chcesz?
Wywróciła oczami, a potem niechętnie na niego popatrzyła.  
- Jesteś nachalny.
Zmarszczył brwi, a potem uśmiechnął się głupkowato.
- Dziewczyny to lubią. - Mimowolnie zacisnęła usta w wąską linię i przeniosła wzrok na swoje kolana. – Chyba nie myślałaś, że czekałem w swojej komnacie aż mnie wreszcie zauważysz i dopiero wtedy ruszę w długą podróż po całym świecie, aby cię odnaleźć i poderwać?
Zmroziła go wzrokiem.
- Z jakiej racji uważasz się za księcia?
- Jestem chodzącym ideałem.
Pokręciła głową, niedowierzając w sens tej rozmowy. Artur wybuchł śmiechem, ale jakoś nie mogła do niego dołączyć.  
- Nie podoba mi się, że z góry założyłeś, że jesteś w moim typie.
- Mi również wiele rzeczy się nie podoba. – Uniosła pytająco jedną brew do góry. – Odpychasz mnie i ciągle trzymasz na dystans. Naprawdę myślisz, że słowa Kacpra mają jakieś głębsze znaczenie?
- To twój przyjaciel. Nie mogę lekceważyć tego co mówi.
- Miałem tyle okazji, aby cię wykorzystać – powiedział szorstko, co chwilę zaciskając szczękę. Był zły. – Nie jestem durniem. Skorzystałbym, gdyby aż tak mi zależało tylko na tym, aby cię mieć.  
Przez jej ciało przeszedł dreszcz, więc poruszyła się niespokojnie, a potem omiotła spojrzeniem boisko.
- Dlaczego grasz?
- To moja pasja.
- Ale dlaczego?
- Dlaczego tańczysz? – odbił piłeczkę.
- Już ci mówiłam.
Westchnął ciężko.
- Grając, mogę wyładować całkiem sporo negatywnych emocji. Jeśli jestem wściekły, bywam bardzo, ale to bardzo nieprzyjemny. Zazwyczaj upijałem się w trupa, ale po alkoholu jestem jeszcze gorszy, więc ostatecznie bardziej wczułem się w swoją ulubioną grę.
- Często się wściekasz?
- Codziennie, minimum trzy razy.
- Och – westchnęła.  
Posłał jej wymuszony uśmiech.
- Nie dogaduję się z rodzicami i nie utrzymuję kontaktu z resztą rodziny. W pracy mnie nie doceniają, ale stawiają na piedestale takiego Darskiego, który mnie wkurwia samym swoim wyglądem. A jak patrzę na jego twarz to mam ochotę mu porządnie przyłożyć. Kacper też bywa trudny, bo żyje w swoim bezpiecznym świecie, gdzie jest uosobieniem samych zalet, co nijak ma się do rzeczywistości.
Patrycja była zaskoczona. Nie spodziewała się po nim aż takiej szczerości.  
- Czemu nie dogadujesz się z rodzicami?
Na jego twarzy pojawił się grymas, którego nawet nie próbował ukryć.
- Po śmierci brata, nie rozmawiamy ze sobą zbyt często – odpowiedział cicho.
- Co się stało? – zapytała miękko, wpatrując się w niego z troską.
Spuścił głowę, a potem westchnął ciężko.
- Nie chcę o tym gadać.
Ugryzła się w język, bo chciała go bardziej przycisnąć, chociaż zdawała sobie sprawę, jak bardzo to jest kiepski pomysł. Chciała go przytulić, jakoś pocieszyć, ale nie potrafiła się na to zdobyć.  
- Okej. W porządku.
Podniósł głowę i uśmiechnął się do niej blado.
- A jak jest z twoimi rodzicami?
Mogła się spodziewać takiego pytania.
- Tata nie żyje, więc mam tylko matkę i Olę, swoją młodszą siostrę.
- Jakie są? - Skrzywiła się, co nie uszło uwadze Artura. – Aż tak źle?
Pokręciła głową.
- Nie, ale strasznie uwielbiały Marcina. Chyba bardziej oczarował je niż mnie – mruknęła z goryczą.  
- To dlatego z nim wtedy przyjechałaś?
Wypuściła powietrze z płuc i uśmiechnęła się drętwo.
- Przyjechałam z nim, bo Ola miała urodziny, więc pojechałam do domu, aby spędzić z nią trochę czasu. Wpadła na genialny pomysł i zaprosiła również Marcina. W planach miała nasze pogodzenie się, bo jak sama stwierdziła, nie potrafię ułożyć sobie życia.
Ich spojrzenia się spotkały. Oczy Artura były wypełnione współczuciem i czymś jeszcze.
- Odwiózł cię – przypomniał.
- Pogoda była średnia, a on oczywiście musiał za mną wyjść, kiedy postanowiłam uciec z tego domu.
- Zatrzymywały cię?
- Owszem, ale nie mogę pozwolić, aby ktoś dyktował mi warunki. Jestem dorosła, więc mogę sama podejmować decyzje.
- Marcin miał już swoją szansę, którą zmarnował.
- Szybko tego pożałował.
Brunet uniósł delikatnie kąciki ust.
- Na horyzoncie pojawił się ktoś lepszy – powiedział z dumą.
Pokręciła głową, cicho się śmiejąc.
- Jestem niemożliwy!
- A nie jest tak? – zapytał, przekrzywiając głowę. – Lubisz mnie. Jestem w twoim typie. Też mam pasję.  
- Podobno nie jestem dziewczyną dla ciebie – przypomniała mu szeptem.
Zaskoczony, otworzył szerzej oczy, a potem zmarszczył czoło.  
- Wszystkie znaki na niebie mówią, że to przestarzałe informacje.
- Czyżby? – zironizowała. – Jeszcze kilka dni temu zarzekałeś się, że…
- To była przeszłość – wpadł jej w słowo, a potem uniósł dłoń do góry i pogłaskał ją po policzku. – Teraz myślę inaczej.  
Chciała się cofnąć, ale nie potrafiła, więc kiedy położył piłkę na ziemi i również usiadł na oparciu ławki i przysunął się do niej, nie zareagowała. Ujął jej twarz w dłonie, delikatnie głaszcząc kciukami jej zaróżowione policzki.  
- Artur – szepnęła upominająco, łapiąc go za łokcie.
Nic nie powiedział, przysuwając swoją twarz coraz bliżej. Czuła jego oddech na skórze i naprawdę próbowała przekonać samą siebie, że nie zrobi absolutnie nic złego, jeśli pozwoli mu się pocałować. Przecież chciała tego.
W ostatniej chwili, odwróciła głowę. Słyszała jego ciężki oddech i doskonale wiedziała, że sama ma trudności z oddychaniem. Serce łomotało w jej piersi, a po głowie chodziły dziwne myśli.  
- Nie będę naciskał – szepnął, delikatnie całując jej policzek. – Ale cholernie tego chcę, wiesz?  



Siedziała na jego kanapie z podkulonymi nogami i cały czas wpatrywała się w jego profil. Wyglądał świetnie, a kiedy jej wzrok uciekał w stronę poluzowanego krawatu oraz dwóch pierwszych odpiętych guzików, pragnęła pozbyć się jego koszuli i zobaczyć, czy również może poszczycić się imponującą klatką piersiową, którą posiadał Artur.
Przełknęła z trudem ślinę.
- Jak było w pracy? – zapytała.
- Wal prosto z mostu – warknął. – Nie mam nastroju na twoje gierki.  
Poczuła się urażona, ale nie skomentowała jego zachowania.
- Chciałam porozmawiać o naszej ostatniej kłótni – wyjaśniła, łamiąc sobie palce.  
- Zadzwoniłaś do mnie z jego mieszkania tuż po tym, jak się z nim pieprzyłaś. Co zamierzasz jeszcze do tego dodać?
Łzy zaczęły cisnąć się do jej oczu, ale wzięła głębszy wdech, starając się pozbierać.
- To jest trochę skomplikowane.
- Naprawdę? – zadrwił. – Co jest takiego, kurwa, skomplikowanego w sypianiu z kim popadnie i analizowaniu tego? Można to interpretować na inny sposób? – Potrząsnęła gwałtownie głową, chcąc się rozpłakać. – Nie? A może zwyczajnie próbujesz złapać kilka srok za ogon? Jednej nocy ja, drugiej on. Co za różnica!
Złapała go za rękę i ścisnęła mocno.
- Przestań!
Spojrzał na nią lodowato.
- Nie będę żadnym twoim cholernym planem B. Nie można mieć wszystkiego.
- Mówiłeś, że ci na mnie zależy!
- Zależało – wycedził przez zęby. – To kurewsko wielka różnica.  
Przysunęła się do niego.
- Nie pokazałeś mi w żaden sposób, że mnie chcesz – mruknęła z wyrzutem, dławiąc się łzami. – Wiecznie mi dogadywałeś i prowadziłeś ze mną potyczki słowne. Byłam przekonana, że mnie nienawidzisz!
- Nie weźmiesz mnie teraz na litość!
- Nawet nie próbuję – broniła się, zaciskając mocniej palce na jego ręce. – Ariel, musimy o tym porozmawiać!
Gwałtownie wyrwał się i wstał, całkowicie pozbywając się krawatu, a potem zaczynając rozpinać koszulę.
- Kurwa, idę się przebrać, bo zaraz powieszę się na tym krawacie z twojego powodu.
Nie zabrzmiało to miło, ale było lepsze niż to całe milczenie, jakie między nimi było od kilku dni. Westchnęła cicho, a potem odprowadziła go wzrokiem do samej sypialni. Wchodząc do pokoju, nie miał już koszuli, więc mogła zobaczyć jego nagie plecy. Niekontrolowany dreszcz przeszedł przez jej ciało, kiedy zobaczyła, że naprawdę ma mięśnie. Aż jęknęła z żalu, bo wcześniej nie zwracała uwagi na jego wygląd.
Wrócił do salonu, przewracając koszulkę na prawą stronę, a jej wzrok automatycznie powędrował na mięśnie brzucha.  
„O Boże” – jęknęła w duchu.  
Nie zwracał na nią uwagi, więc pochłaniała go wzrokiem do woli, aż wreszcie wciągnął koszulkę przez głowę i usiadł z powrotem obok niej, przesuwając się na sam koniec kanapy. Chciał ją trzymać na dystans.  
- Już ci mówiłam, że jestem mało domyślna. Skąd mogłam wiedzieć?
- I tak ma tłumaczyć fakt, że wskoczyłaś komuś do łóżka?
- Artur wie o Tobie.  
- No i się robi, kurwa, fantastycznie – jęknął sfrustrowany. – Nie biorę udziału w trójkącikach.
- Nie oto chodzi! - Oburzyła się. – Jesteśmy w tej dziwnej relacji, tylko i wyłącznie z twojej winy!
- Co?!
Odrzuciła włosy na plecy i wzięła głębszy oddech.
- Byliśmy razem na eliminacjach Patki. Nie chciałam na nie iść, bo wiedziałam, że nie będziesz odrywał od niej wzroku! Byłam wściekła, kiedy widziałam jaki masz wyraz twarzy, kiedy tańczyła – płakała. – Dlatego stamtąd wyszłam! - Zerknęła niepewnie na Ariela, ale ten nic nie powiedział. Wpatrywał się w nią z dziwnym wyrazem twarzy. – Nie mogłam znieść, że jest ktoś ważniejszy ode mnie!  
- Skąd ci przyszło do głowy, że traktuję Patryszję jak swoją dziewczynę?
- Pamiętam, jak ci serce biło, kiedy… leżałam na tobie i o niej rozmawialiśmy!
- Monika – warknął. – Jak na dziewczynę, która spała z tyloma facetami, masz niewielkie pojęcie na temat naszej płci. – Potrząsnął głową. – Leżałaś na mnie. Półnaga. Z jakiego innego, kurwa, powodu, miałbym czuć się pobudzony?  
Zaschło jej w gardle.
- Przeze mnie? – szepnęła.
- Oczywiście, że tak – odpowiedział niechętnie. – Trzymałem rączki przy sobie, jak grzeczny chłopiec i nawet nie próbowałem myśleć, że moglibyśmy coś… razem. Ale nie! Monika oczywiście dopisała sobie swój ciąg dalszy i stworzyła historię, która jest tak żałosna, że brak mi słów!
- Wszyscy zawsze byli przekonana, że lecisz na Patkę, ale nie masz odwagi, aby się do tego przyznać!
- Cudownie!  
- Jak poznałam Artura, od razu mu wszystko powiedziałam, nawet nie wiem dlaczego. Postawiłam mu sprawę jasno, że…
- Monika, daruj sobie – warknął.
Przysunęła się do niego, prawie siadając mu na kolanach. Posłał jej zimne spojrzenie, ale nie cofnęła się.  
- Naprawdę mnie chciałeś? – zapytała niepewnie, łapiąc go pod ramię i kładąc głowę na oparciu kanapy. – Ariel?
Wywrócił oczami, szepcząc pod nosem przekleństwa.
- Tak. Zadowolona?
Odwrócił głowę i wbił w nią wzrok. Zerknęła tylko na chwilę na jego usta, a potem już nie wiedziała, jak to się stało, że siedziała mu na kolanach i całowała go do utraty tchu. Łapała niespokojnie powietrze między pocałunkami, dotykając dłońmi jego szyi. Nie odepchnął jej, a wręcz przeciwnie - objął mocniej, przyciskając do swojej klatki piersiowej.  
Sam pogłębił pocałunek, a z każdym kolejnym jękiem blondynki, przygryzał jej dolną wargę. W głowie miała pustkę i pragnęła być tylko blisko.  
Niespodziewanie złapał ją za włosy i przyciągnął jej twarz jeszcze bliżej. Ścierali się ustami tak gwałtownie i mocno, że zaczęło brakować jej powietrza.  
Nawet nie zarejestrowała momentu, kiedy leżała na plecach. Ariel przyciskał jej ciało do kanapy, wciąż trzymając ją w swoich ramionach. Ściągnęła mu ręce z szyi i wsunęła je pod koszulkę, delikatnie wodząc palcami po jego umięśnionym brzuchu. Czuła, że jej pragnie.  
Gdy nagle przerwał pocałunki i spojrzał na nią, ciężko oddychając, coś mocno ścisnęło ją w dołku.
- Wyjdź stąd – powiedział cicho, a potem zszedł z niej i wstał.  
Podniosła się z kanapy i spojrzała w jego kierunku. Wszedł do swojej sypialni i zatrzasnął za sobą drzwi.  
Poczuła na policzkach łzy, ale nawet nie starała się ich powstrzymać. Niepewnie wstała i poprawiła swoją bluzkę, która podwinęła się przy brzegu.  
Nie chciała się zastanawiać nad tym, co wydarzyło się kilka sekund wcześniej. Gdyby się na niego nie rzuciła, pewnie dalej toczyłaby się rozmowa. Może miałaby szansę przekonać go, że nie jest taka zła, a tak, kazał jej wyjść.
Obejrzała się przez ramię na zamknięte drzwi. Chciała do niego pójść, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Bała się słów, jakie mogłaby usłyszeć, bo był zły. Na pewno był zły.
Chciała wyjść, ale zrozumiała, że pragnie tylko jego uwagi, komplementów, gorących pocałunków i wspólnego seksu.
Bo, kto inny, mógłby się z nim równać?



Patrycja leżała na łóżku, zawinięta w pościeli. Uśmiechała się sama do siebie i nie mogła przestać.  
Spędziła tyle czasu z Arturem, tyle przyjemnych godzin, że żałowała późniejszego rozstania. Oczywiście, od razu zaznaczył, że spotkają się jeszcze nie raz. Wziął jej numer i obiecał, że będzie pisał.  
Komórka zawibrowała pod poduszką, więc wyciągnęła ją i zerknęła na wyświetlacz. Przygryzła wargę prawie do krwi, bo miała ochotę piszczeć ze szczęścia.
Napisał. Naprawdę, napisał!
„Jutro zabieram cię do klubu. Odbiorę cię po pracy, więc bądź przygotowana. Dobranoc, słodka.”
Przycisnęła telefon do piersi i uśmiechnęła się szeroko. Czuła się podekscytowana, a jednocześnie była pełna obaw.  
Uśmiech zamarł na jej ustach.
Czego on od niej, tak naprawdę, chciał?

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 4909 słów i 27242 znaków.

1 komentarz

 
  • zabka815

    Nareszcie  :jupi:  mam tylko nadzieję że w końcu relacje tych par się rozkręcą. Czekam na następną część  :bravo: