Kiedyś będziesz mój - Rozdział 16

Patrycja nie miała pojęcia, dlaczego przyszła na ten głupi turniej. Stała przed salą z garstką ludzi. Wystarczyło rzucić okiem na ten mały tłum, aby zorientować się, że jest więcej dziewczyn niż facetów.  
Zresztą, czy to naprawdę ją obchodziło?
Przeczesała palcami włosy, próbując zmusić je, aby wreszcie ułożyły się w taki sposób, w jaki chciała. Nie wiedziała co ją podkusiło, aby ubrać legginsy i luźniejszą tunikę. Botki na niezbyt wysokim obcasie nie wyglądały strasznie, ale mogła je zmienić w ostatniej chwili na jakieś płaskie buty. Zdawała sobie sprawę, że gdyby to zrobiła, spóźniłaby się na tramwaj i na turniej.  
Drzwi do sali otworzyły się, więc weszła z innymi do środka. Dwóch mężczyzn przed nią gwizdnęło cicho pod nosem, bo hala robiła wrażenie. Większość narodowych drużyn nie posiadała takiej dużej powierzchni do ćwiczeń, a tutaj amatorzy mogli trenować kiedy tylko mieli na to ochotę.  
Wspięła się po schodach na trybuny, aby usiąść w takim miejscu, żeby Artur nie pomyślał, że będzie jego zagorzałą fanką, piszczącą za każdym razem, gdy trafi do kosza.  
Zajęła miejsce z dala od dwóch nastolatek, które od razu zaczęły plotkować na temat najlepszego koszykarza, przekrzykując siebie nawzajem. Brunetka rzuciła im poirytowane spojrzenie, bo przecież to nie miał być ultra ważny i międzynarodowy turniej, ale zwykłe rozgrywki. Która drużyna narodowa ucieszyłaby się z plastikowych medali?
Oczekiwanie na rozpoczęcie trwało wieki – tak przynajmniej myślała. Bawiła się komórką, co chwilę sprawdzając godzinę.  
Było już piętnaście po dziewiętnastej, a oni jeszcze nie zaczęli.
Westchnęła ciężko, a potem rozejrzała się po boisku i w samym rogu zauważyła kilka znajomych twarzy, które mignęły jej na korytarzu. I kiedy już zaczęła intensywnie myśleć o tym, aby przemknąć się niepostrzeżenie do wyjścia i uciec, ktoś złapał ją za rękę. Zaskoczona, odwróciła się i zobaczyła Artura.  
- Cześć – powiedział wesoło, rozsiadając się na plastikowym krzesełku. – Co tam?
Uniosła jedną brew do góry, a potem poprawiła włosy, przenosząc wzrok na boisko. Cały czas czuła na sobie jego świdrujące spojrzenie, ale nie zamierzała na nie reagować.
- Guzdrzecie się – odpowiedziała, krzywiąc się. – Piętnaście minut spóźnienia.
- Przyszłaś.
Spojrzała na niego przelotnie.
- Raczej nie dałeś mi innego wyboru.
- Zawsze to jakaś miła odmiana. Ciężko tak cały czas słuchać muzyki i próbować się do niej poruszać.
Zaśmiała się, kręcąc głową.  
- Wbrew pozorom jest to o wiele prostsze niż przestrzeganie zasad na boisku.  
- Zasad? Tu nie ma żadnych zasad!
Odwróciła się i popatrzyła mu odważnie w oczy.
- A co, jeśli popełnisz błąd?
- Niby jak?
- Zaczniesz źle kozłować, zrobisz zbyt wiele kroków lub wykonasz niepoprawny dwutakt? – zapytała z lekkim uśmiechem.  
Wzruszył ramionami, pochylając się do przodu, jednocześnie zmniejszając odległość między ich ciałami.
- Jestem perfekcjonistą – odpowiedział stanowczo. – Nie popełniam błędów. Żadnych.
- Czyli chcesz mi powiedzieć, że w całym swoim życiu, zawsze postępowałeś poprawnie i nigdy, przenigdy, nie dokonałeś żadnego złego wyboru? - Zamyślił się na chwilę, a na jej twarzy pojawił się triumfalny uśmiech. – Twoje milczenie sugeruje, że jednak trochę brakuje ci do perfekcji.
Uniósł kącik ust do góry, prawie przewiercając ją wzrokiem na wylot.
- Perfekcja to moje drugie imię.
- Nie wierzę ci – powiedziała ze śmiechem.
- Mogę ci zagwarantować, że za kilka minut zmienisz zdanie. – Zauważyła błysk w jego oczach i poczuła, że wszystko zaczyna zmierzać w niewłaściwym kierunku. – I będziesz musiała przeprosić za swój brak wiary w moje umiejętności.
Wywróciła oczami.
- Zamierzasz zrobić coś spektakularnego? – przedrzeźniała go. - Masz w zanadrzu jakiś kaskaderski numer?  
- Nabijasz się ze mnie.
- Nie! – zaprzeczyła żywo, a potem wybuchła śmiechem. – Po prostu… nic.  
- Dokończ.
- Nie, bo cię urażę – powiedziała szczerze.
- Niby czym?
Westchnęła.
- Patrząc na ciebie, w sensie: na twój wygląd i zachowanie, mogłabym zgodzić się bez mrugnięcia okiem, że twoim życiem rządzą żelazne zasady, ale ten samochód… Wszystko burzy. – Zaśmiała się nerwowo. – To tylko pokazuje, że jest sfera w twoim życiu, której czegoś brakuje.  
Zmarszczył brwi.  
Patrycja poczuła się za to jak idiotka, bo zabrnęła w ślepy zaułek. Zdała sobie sprawę, że przez ostatnie dni zbyt intensywnie myślała o Arturze, próbując dokładnie przeanalizować jego zachowanie i wyciągnąć właściwe wnioski.
- Rozczaruję cię, ale niczego mi nie brakuje. Jest dobrze tak, jak jest.
I chciała coś dodać do jego słów, ale poczuła, że wszystko, co powiedziałaby w tej chwili, byłoby niewłaściwe i głupie.  
- Wybacz – rzuciła niby od niechcenia. - Czasami gadam kompletne bzdury.
Patrzyła jak odwraca od niej wzrok, zaciskając szczękę. Nerwy zaczęły skręcać jej żołądek, bo musiała naprawdę uderzyć w jego słaby punkt.  
Ale po co to zrobiła? Dlaczego śmiała podważyć jego słowa? Co jej to dało?
- Muszę lecieć. Cześć.
Otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia, bo spodziewała się wszystkiego, ale nie ucieczki.  
Przetarła dłońmi twarz, a potem zerknęła na boisko i przyłapała Artura na gapieniu się na nią. Nie odwrócił wzroku, wręcz przeciwnie, uparcie się w nią wpatrywał, jakby chciał coś dostrzec.  
Patrycja pierwsza przerwała kontakt wzrokowy, spuszczając wzrok na komórkę, którą trzymała w dłoniach. Próbowała doprowadzić się do porządku, bo to nie była żadna randka.  
Przecież Artur nie nadawał się do związków.



Odwróciła wzrok. Jako pierwsza.
Kurwa.
Starał skupić się na tym, co mówił trener, ale jego myśli ciągle uciekały w stronę Patrycji i jej słów.
To tylko pokazuje, że jest sfera w twoim życiu, której czegoś brakuje.
Brakuje? Niby czego mu brakowało?  
Potraktowała samochód jak symbol, podczas gdy ten stary Fiat to tylko zwykły samochód. Lubił Milowskiego, ale czy to coś znaczyło?  
Zresztą, jaką jego sferę życia miała na myśli?
Poczuł mocniejsze klepnięcie w plecy, więc odwrócił się i spojrzał prosto w zimne oczy Kacpra.
- Pojebało cię? – syknął.
- Co?
- Miałeś trzymać łapy z dala…
- Nic nie zrobiłem! – uniósł się Artur, zgrzytając zębami. – Tylko rozmawialiśmy. Przecież widziałeś.
- O tak, widziałem – zakpił Kacper. – Podrywałeś ją.
- Nieprawda!
- Cały czas gapiliście się na siebie – rzucił z wyrzutem, a potem zacisnął mocno szczękę. - Myślisz, że jestem ślepy?
Im dłużej rozmawiał z przyjacielem, tym szybciej dochodził do wniosku, że zgadzając się na ten podryw, popełnił błąd. Mógł przelecieć Patrycję, a potem odmówić pomocy kumplowi. To było takie proste!
- Wyolbrzymiasz, stary.
Brunet miał nadzieję, że uda mu się jakoś udobruchać Kacpra, bo nie miał już sił na zbędne dyskusje.  
- Pamiętasz? Obiecałeś.
Gdy Kacper odwrócił się i odszedł kilka metrów dalej, aby poćwiczyć rzuty osobiste, Artur odetchnął z ulgą. Szczerze wątpił, aby przyjaciel zaatakował go na boisku i faulował - grali w jednej drużynie.



Monika zaczęła żałować, że poprosiła Ariela o podwózkę na tę pieprzoną kolację. Równie dobrze, mogła kazać zrobić to Łukaszowi. Nie była pewna, czy to wszystko było spowodowane chłodem ze strony doktoranta. Od tamtego wykładu był dla niej oschły i często nie odpisywał na smsy, już nie mówiąc o odbieraniu jakichkolwiek telefonów.  
Czuła wewnętrzną złość, bo wszystkie znaki na niebie mówiły same za siebie – powinna była sobie odpuścić tego durnia i naprawdę poszukać kogoś lepszego.  
- Nie jesteś szczęśliwa – zauważył Ariel. – Może mam zawrócić?
- I mam ci dać satysfakcję, że znowu, jakimś cudem, miałeś rację? – syknęła ze złością. – Daruj sobie.
Usłyszała zgrzytnięcie zębami i wiedziała, że przegięła, ale było jej wszystko jedno.  
- Nie jest ciebie wart.
- Mówisz tak, jakbyś sam był – zadrwiła.
- Monika – upomniał ją.
Zacisnęła usta w wąską linię.
- No co? – burknęła. – Przecież mieliśmy się tolerować, a nie udawać, że się lubimy. - Odpowiedziała jej cisza, więc prychnęła pogardliwe pod nosem. – Rozmawiałeś ostatnią z Patką?
- No.
- Coś się zmieniło?
- Chyba.
- Spotkała kogoś?
- Może.
Blondynka bardzo ostrożnie wypuściła powietrze z płuc, a potem spojrzała na profil Ariela.
- I dlaczego się wkurzasz?
- Zachowujesz się jak zimna suka – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Nie zamierzam tego tolerować.
- I nikt ci nie każe – burknęła.
- Swoją drogą, mogłabyś okazać się bardziej empatyczna i skontaktować się z Patryszją, wiesz? Umknęło ci wiele istotnych rzeczy! Poznała faceta. Zapisała się na przesłuchanie do nowego spektaklu teatralnego. A co najważniejsze, znów tańczy.
Monika poprawiła się na fotelu, automatycznie się prostując.
- Ale… jak to? Kiedy to wszystko się stało? Dlaczego mi nic nie powiedziała?
- Doskonale wie, jak bardzo jesteś zajęta upychaniem facetów w swoim łóżku – szydził. – W jakimś stopniu zdaje sobie sprawę, że nie jest najważniejszą osobą w twoim życiu.
- Że co?! – warknęła blondynka. – Pieprzysz głupoty!
- A co, może jest inaczej?
Odwróciła wzrok w stronę szyby, kręcąc głową, jednocześnie odganiając łzy.  
Ten dupek znowu doprowadził ją do płaczu, chociaż nic strasznego nie mówił, tylko samą prawdę. Kiedy ostatni raz dzwoniła do przyjaciółki? Ich ostatnie spotkanie było wtedy, kiedy…  
Westchnęła ciężko, a potem zagryzła wargę.  
- Przepraszam – szepnęła cicho. – Jestem egoistyczną idiotką.
- Przez grzeczność, nie zaprzeczę.
Już otwierała usta, aby mu dogryźć, ale w ostatniej chwili się powstrzymała, bo zauważyła na jego twarzy znikomy uśmiech.
Był lepszy niż myślała.



Patrycja była zaczarowana tym turniejem. I tu nawet nie chodziło o sam fakt, że każda drużyna wychodziła z siebie, żeby zaprezentować się z jak najlepszej strony. Samo obserwowanie Artura było dla niej niesamowitym przeżyciem. Już dawno nie widziała kogoś, kto byłby tak pochłonięty swoją pasją, bo brunet kochał koszykówkę. Wystarczyło pięć minut na boisku, aby każdy mógł to zauważyć.  
Dość szybko zrozumiała, że nie kłamał, kiedy mówił, że jest perfekcjonistą. Oglądając go, miała wrażenie, jakby siedziała przed telewizorem i gapiła się na światowej klasy koszykarza. Chociaż nigdy nie interesował ją sport, jak i nigdy nie oglądała programów o takiej tematyce, była pewna, że Artur gra na wysokim poziomie.  
Uśmiechnęła się szeroko, kiedy wykonał świetny dwutakt i podskoczył tak wysoko, że mógłby złapać się obręczy i na niej zawisnąć. Piłka bezproblemowo wpadła do kosza, a cała drużyna bruneta zaczęła wiwatować.  
Kiedy tylko zaczęły grać inne drużyny, jej poziom zainteresowania zmalał. Próbowała kibicować, ale oglądanie obcych koszykarzy niezbyt ją fascynowało. Gdy na boisku znów wszedł Artur, zacisnęła dłonie w pięści i przygryzła wargę, mając nadzieję, że znowu poprowadzi drużynę do zwycięstwa.



Kolacja nie przebiegała tak, jak to sobie wyobrażała. Od samego początku, Łukasz pokazywał jej, że jest zły. Na dodatek, miała wyrzuty sumienia, bo w tą całą popapraną znajomość wcisnęła również Ariela.  
Poprawiła brzeg sukienki, który się podwinął, a potem rozłożyła na kolanach serwetkę. Nie miała apetytu, ale przecież musiała się czymś zająć. Nawet nie pamiętała co zamówiła. Myślami była daleko. Zastanawiała się nad słowami Ariela, bo wychodziło na to, że znowu miał rację…
Zaszkliły się jej oczy, kiedy Łukasz po raz kolejny obrzucił ją lodowatym spojrzeniem. Miała ochotę wstać i wyjść, ale nogi odmawiały jej posłuszeństwa. Musiała jakoś przetrwać ten wieczór, a potem zakończyć znajomość, która nie miała przyszłości.  
Znowu miała spędzić samotną noc. Jedną z wielu.
Chwyciła kieliszek, wypełniony czerwonym winem i opróżniła praktycznie jednym haustem. Łukasz zmroził ją wzrokiem, ale w odpowiedzi tylko spuściła głowę, udając, że przygląda się idealnej zastawie.  
- Możesz zakończyć tą farsę – powiedziała cicho, kompletnie nie panując nad tonem swojego głosu. Zabrzmiała jak mała, biedna dziewczynka.  
- Myślałem, że lubisz takie gierki.  
Przymknęła na chwilę powieki, a potem przełknęła cicho ślinę.
- Mogę wiedzieć, co się stało, że straciłeś humor? – zapytała niepewnie.
- Gdzie zgubiłaś swój cięty języczek?  
Pokręciła głową, prosząc Boga, aby Łukasz odpuścił sobie robienie wyrzutów.
- Łukasz, bądź poważny.
Patrząc jej prosto w oczy, wypił cały kieliszek wina, a potem prawie zgniótł go w dłoniach.
- Przecież jestem. Kurewsko poważny.
Mimowolnie się skrzywiła.
- Przestań – poprosiła.
- A co? Nagle udajesz pannę delikatną? – syknął. – Jakoś, gdy pieprzyłem cię na biurku, wcale nie oponowałaś! Wręcz przeciwnie, przyssałaś się do mnie jak pijawka.
Znieruchomiała.
- Słucham?
- Dobrze wiesz, co powiedziałem.  
Zbladła, a na dodatek miała wrażenie, że w pomieszczeniu jest zbyt mało powietrza. Dusiła się, a jej serce biło w oszałamiającym tempie.  
Ścisnęła w palcach materiał sukienki.
Chciała mu dowalić, ale wtedy przyszła kelnerka, niosąc ich talerze z jedzeniem. Kiedy spojrzała na wygląd potrawy, a do jej nozdrzy dotarł zapach, była pewna, że zwymiotuje. Podniosła wzrok na Łukasza, który zabrał się za jedzenie, jakby nic się nie stało, jakby chwilę temu wcale nie nazwał jej szmatą. Nawet, jeśli nie użył tego słowa, zasugerował, że nią jest.
Nie miała pojęcia, ile minęło czasu, bo cały czas gapiła się na róże w małym flakoniku, postawione na samym środku stolika. Czuła potworny ból żołądka, ale nie potrafiła ocenić czy była głodna, czy to może z nerwów.  
Wreszcie odważyła się spojrzeć na Łukasza, który odkładał sztućce na pusty talerz.  
- Czemu nie jesz?
Przeszywał ją zimnym spojrzeniem, ale nie robiło to na niej już żadnego wrażenia. Marzyła, aby znaleźć się jak najdalej od niego.
- Nie mam ochoty – odpowiedziała szeptem. – Chcę wracać do domu.
- Nie.
Załamana, miała ochotę rozpłakać się jak małe dziecko, ale zamiast tego, podniosła się z krzesła, zacisnęła palce na małej kopertówce i skierowała się do wyjścia. Ściągnęła z wieszaka swój płaszcz i wyszła na chłodne powietrze. Nie poszła daleko, bo zatrzymała się na środku chodnika, niezdolna do jakiegokolwiek ruchu.
Dotknęła palcami swojej twarzy i zorientowała się, że płacze.
Nie mogła uwierzyć, że ten dupek ją upokorzył, a potem jeszcze doprowadził do łez. Pieprzony drań! Zrobiła mu coś? Dała do zrozumienia, że nie jest dla niej ważny? Nie!
- Pogięło cię?! – krzyknął Łukasz, stając za nią. – Co to miało być?!
- Odczep się. Wracam do domu – wyjęczała, próbując powstrzymać się od kolejnej fali płaczu.
Złapał ją za łokieć i odwrócił w swoją stronę.
- Zostawisz mnie tutaj?
Popatrzyła na niego załzawionymi oczami.
- Pewnie znajdziesz sobie inną szmatę, którą przelecisz, więc gdzie ty widzisz problem?
- Nie powiedziałem tego!
Zaśmiała się histerycznie.
- Oczywiście, że nie! – krzyknęła załamującym się głosem. – Jesteś święty! Od kilku dni zachowujesz się jak dupek i dziwisz mi się, że jestem taka drętwa?! Nie dałeś mi powodów do skakania z radości ani uwieszania ci się na szyi!
- Kim on jest, co?!
- Kto? – zapytała zaskoczona.
- Ten gnojek, który cię tu przywiózł.
Wyrwała mu się.
- Nie udawaj zazdrosnego!
- Ile razy się z nim puściłaś?
Nie wytrzymała i spoliczkowała go, prawie dusząc się od płaczu. Cofnęła się, świadoma tego co zrobiła.
Złapał się za policzek i uśmiechnął szyderczo.
- Jesteś dziwką – wysyczał głosem, pełnym jadu. – Nie wiem, co ja w tobie widziałem!
- Nie potrzebuję cię – powiedziała wyraźnie. – Nigdy cię nie potrzebowałam.  
- To czego szukałaś w…
- Zamknij się!
Odwróciła się do niego plecami i zaczęła szukać swojej komórki w torebce. Łapała powietrze, próbując się uspokoić, ale świadomość, że Łukasz stał obok niej i atakował ją bez konkretnego powodu, wzmagała jej niepokój.
- Co robisz?
Nie zareagowała, w pośpiechu odblokowując ekran i wybierając numer jedynej osoby, która mogłaby jej teraz pomóc.  
Łukasz nie pozwolił jej zadzwonić, bo szarpnął ją za rękę i zmusił, aby na niego spojrzała.
- Co ty wyprawiasz? – wysyczał.
- Już ci mówiłam. Wracam do domu.
- Nie skończyliśmy rozmawiać!
- Odpieprz się – warknęła blondynka,  robiąc krok w tył. – Już ci wytłumaczyłam, co powinieneś zrobić, aby nie spędzić tej nocy samotnie.
- Jestem wkurwiony.
- I co z tego? – zapytała wzburzona. – To ty udawałeś pieprzonego milorda, obrażając się za głupią pierdołę, którą usłyszałeś przypadkiem! Przecież ci napisałam, że nie mogłam powiedzieć tej dziewczynie, że się z tobą spotykam!
- Wstydziłaś się – wytknął jej. – Nikomu by nie powiedziała. Doskonale o tym wiesz. Nie chcesz, żeby ktokolwiek o nas wiedział!
- Co ty pieprzysz? – Złapała się za głowę, zaczynając wyć. – Gdyby ktokolwiek dowiedział się o nas, zostałbyś wywalony z uczelni, rozumiesz? Nikt nie dałby… nie pozwoliliby ci robić doktoratu, już nie mówiąc o jakiejkolwiek karierze związanej z nauczaniem – mówiła w pośpiechu. – Naprawdę, nie pomyślałeś o tym? – dodała spokojniej.
- Piszesz durne czarne scenariusze – syknął. – Wiesz, na czym skończyłoby się to wszystko? Na zazdrości. One wszystkie były zazdrosne, że spośród nich wybrałem ciebie, rozumiesz?
Pokręciła gwałtownie głową.
- Nie. Wydaje ci się, że tak by to było, ale wiem, że oboje ponieślibyśmy konsekwencje swoich głupich zachcianek.
- Zachcianek?
- Chyba mi nie powiesz, że zamierzałeś mi się oświadczyć i mieć ze mną dzieci? – zadrwiła. – Chciałeś mnie tylko przelecieć. Nic więcej.
- Wiesz, kogo z siebie robisz?
- Nie obchodzi mnie to. Wracam do domu – powtórzyła po raz kolejny. – Nie zatrzymuj mnie już, bo nie mam siły na tą rozmowę. Czuję się zmęczona… - Przygryzła wargę, a kilka łez spłynęło po jej policzku. – Czasami dokonujemy cholernie złych wyborów i ty jesteś jednym z nich.
Łukasz przycisnął pięść do ust, zaciskając mocno szczękę.  
Może próbował powstrzymać potok słów, który pragnął z siebie wyrzucić? Może naprawdę liczył na coś więcej niż kilka wspólnych nocy?  
Ale dlaczego to bolało… Dlaczego tak cholernie było jej źle na samą myśl, że mogłaby go już nie spotkać. Jak…
- I to wszystko, tak? – zapytał cicho, gapiąc się w chodnik.
- Tak.
- W takim razie, żegnaj.
Nie spojrzał na nią, tylko odwrócił się na pięcie i wrócił do restauracji.  
Całe jej ciało zaczęło drżeć, więc pokuśtykała do krawężnika i usiadła na nim, wyciągając nogi przed siebie. Ponownie wybrała numer Ariela i zadzwoniła. W oczekiwaniu na połącznie, ze zdenerwowania zaczęła obgryzać paznokcie.  
- Dzwonisz, bo chcesz się poradzić w jakiejś konkretnej sprawie? Już się oświadczył i nie wiesz, co masz mu odpowiedzieć? – zapytał wesoło.
Wzięła głęboki wdech, wycierając wierzchem dłoni policzki z łez.
- Przyjedziesz po mnie? – Drżał jej głos, ale nawet nie starała się udawać, że jest wszystko w porządku. – Oczywiście, jeśli nie masz żadnych planów – dodała szybko.
- Będę za dwadzieścia minut – odpowiedział, po czym rozłączył się jako pierwszy.
Westchnęła cicho, a następnie schowała komórkę do torebki i rozejrzała się wkoło. Ludzie mijali ją, nie szczędząc złośliwych spojrzeń, ale niczym ją nie zaskoczyli. Wiedziała, że wygląda jak kupka nieszczęścia, ale nawet nie miała siły wyciągać lusterka i poprawiać makijażu.  
Pragnęła tylko, aby Ariel przyjechał jak najszybciej.



Po skończonym turnieju, Patrycja czekała przed halą, aby osobiście pogratulować Arturowi wygranej. Może złoty plastikowy medal nie był najlepszą nagrodą, jaką mógł otrzymać za tak wspaniałą grę, ale przecież mogli pójść gdzieś wspólnie i wypić za zwycięstwo, na które tak ciężko zapracował.
Uśmiechnięta, napięła wszystkie mięśnie swojego ciała ze szczęścia, kiedy zawodnicy zaczęli wychodzić. Nadzieja jednak szybko zgasła w jej oczach, bo nigdzie nie było bruneta.
Miejsce radości zajęło… rozczarowanie. O tak. Czuła się rozczarowana. Kazał jej przyjść, a potem uciekł?  
Zagryzła mocno dolną wargę, prawie do krwi. Zawód zaczął zmieniać się w złość, bo jakim prawem ją zostawił? I co z tego, że to nie była randka! Po co w ogóle wspominał o tym turnieju?
Nieświadomie zacisnęła dłonie w pięści, obiecując sobie w duchu, że nigdy mu tego nie zapomni. I kiedy już chciała odwrócić się i odejść, poczuła na sobie czyiś wzrok. Obróciła się i zamarła.
- Cześć.
Otworzyła szeroko oczy, będąc w kompletnym szoku. Spodziewała się każdego, ale nie tamtego chłopaka ze sklepu, który chciał kupić torebkę dla swojej cioci. Niebieskie oczy wwiercały się w jej twarz, a ona nie miała pojęcia, co powinna powiedzieć.
- Cześć – wyszeptała, a na jej policzkach pojawiły się rumieńce.  
- Zauważyłem cię na turnieju, więc musiałem podejść i chociaż się przywitać – odpowiedział na niezadane jeszcze pytanie. – Wybacz, ale byłem tak zakręcony, że zapomniałem jak masz na imię.
Posłał jej taki uśmiech, że musiała zaczerpnąć powietrza, aby nie zemdleć.  
- Patrycja.
- Miło cię poznać. – Wyciągnął w jej stronę rękę. - Jestem Kacper.
Po dłuższej chwili, niepewnie jego dłoń i odwzajemniła uśmiech.  
- Nie udzielam żadnych rabatów. Nawet po znajomości.
Roześmiał się.
- Kurczę, a już miałem nadzieję…
- Zawsze możesz próbować negocjować - zaproponowała.  
- W sumie, dobra myśl, więc będę kuł żelazo póki gorące. Pójdziesz ze mną na kawę? - Zamrugała kilka razy powiekami, bo nie spodziewała się tak bezpośredniego zaproszenia. - I oczywiście, popsułem wszystko. Jak zawsze – dodał z goryczą.
- Nie, nie. Po prostu mnie zaskoczyłeś – broniła się.
- Powinnaś cieszyć się, że nie udało mi się zrobić z siebie kretyna za pierwszym razem. W tej chwili, byłabyś już dawno daleko stąd.
Parsknęła śmiechem, a potem poprawiła włosy.
- Myślę, że mogę wybrać się z tobą na kawę – powiedziała rozbawiona.  
- To super. – Naprawdę się ucieszył. – Tylko mam nadzieję, że nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli pójdziemy do jakiejś knajpki z jedzeniem. Przegłodowałem cały turniej, żeby trener mi nie zarzucił, że jestem ociężały na boisku.
Brunetka uniosła brwi do góry.
- Grałeś?
- No tak. Co innego miałbym tam robić?
Poczuła się jak idiotka. Była tak skupiona na Arturze, że nie zauważała nikogo innego. Gdyby skoncentrowała się bardziej na grze wszystkich drużyn, może rozpoznałaby Kacpra.
Położyła dłoń na swojej klatce piersiowej i spojrzała na niego przepraszająco.
- Jestem trochę zestresowana jutrem, więc wybacz, jeśli cię nie zauważyłam.
Kacper skrzywił się, ale szybko zrekompensował, posyłając jej uśmiech.
- Co jest jutro?
Machnęła niedbale dłonią.
- Mam przesłuchanie.
- Śpiewasz? – zapytał zdumiony.
- Nie, nie – odpowiedziała ze śmiechem. – Tańczę, a jutro jest przesłuchanie do nowego spektaklu teatralnego, w którym mam szansę wystąpić, jeśli przejdę kwalifikacje.
- Wow! To robi wrażenie!
Uśmiechnęła się zakłopotana, bo nie spodziewała się takiej reakcji. Rozejrzała się i zaczęła przestępować z nogi na nogę.
- Idziemy? – rzuciła ponaglająco.
- Ach, tak, tak!  
Oboje zaśmiali się i ruszyli przed siebie.  
Patrycja miała zupełnie inne plany na zakończenie tego wieczoru, ale perspektywa spędzenia czasu z facetem, któremu wpadła w oko, wydawała się lepsza. Tym bardziej ucieszyła się, że ubrała się trochę ładniej niż zazwyczaj.  
Przez chwilę nawet pomyślała, że Artur mógłby zachowywać się jak Kacper, zamiast być takim niezdecydowanym egoistą.



Wychodząc z samochodu, Ariel nie miał pojęcia czego powinien się spodziewać. Monika miała niezbyt radosny głos, kiedy z nim rozmawiała przez telefon. Na dodatek była miła, co nie zdarzało się często, a tylko wtedy, kiedy była naprawdę smutna i przygnębiona.
Wsunął dłonie do kieszeni kurtki i przeszedł na drugą stronę ulicy, praktycznie od razu ją znajdując. Zaskoczony otaksował ją spojrzeniem, nie mogąc uwierzyć, że siedziała na krawężniku i płakała. Wyglądała fatalnie, a jakby tego było mało, pogoda nie sprzyjała siedzeniu na ziemi.  
- Monika – powiedział miękko, jakby z żalem.
Blondynka zacisnęła mocno usta, próbując przestać płakać, ale nie dała rady, więc szybko wstała i uwiesiła się na jego szyi. Oszołomiony, nie wiedział co ma zrobić. Nigdy nie przytulała się do niego, a teraz coś takiego? Gardziła jego obecnością, więc skąd te emocje?
- Powiesz mi, co…
Odsunęła się od niego, niespodziewanie zaczynając trząść się z zimna.  
- Proszę. Zabierz mnie stąd – zajęczała przeciągle, a potem zaczęła dalej płakać.  
Złapał ją za dłonie i aż się wzdrygnął, bo jej ręce były przemarznięte. Zanim zdążyła zaprotestować, wziął ją na ręce, obrócił się na pięcie i zaniósł ją do samochodu. Nie spojrzał na nią, bo nie był pewien, czy zobaczyłby to co chciał.  
Wiedział jedno: obecność Moniki przestawał mu ciążyć.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 4722 słów i 26287 znaków.

2 komentarze

 
  • Margo1990

    Robi się coraz bardziej ciekawie   :kiss:

  • nomatterwho333

    Fajnie jakby Ariel z Moniką byli razem :D  
    Ale nie podoba mi się ten cały Kacper, oby Patrycja wybrała tą lepszą opcję ;)