Kiedyś będziesz mój - Rozdział 27

Nie potrzebowała aprobaty Pauliny, która kręciła nosem na jej wyczyny przed lustrem, w kwestii doboru ubrań, makijażu czy fryzury. Naturalne fale wyszły przypadkiem, bo w czasie snu mokre włosy chyba ułożyły się we właściwy sposób. Kreski na oczach były proste, a obcisła bluzka z opadającym ramieniem, okazała się strzałem w dziesiątkę.  
Jeszcze tylko spodnie.  
- Boże, nie wciśniesz się w nie – mruknęła poirytowana ruda, obserwując poczynania Patrycji. – Dla kogo tak się katujesz?
Brunetka wzięła głębszy wdech, a potem spróbowała jeszcze raz przecisnąć spodnie przez uda. Kiedy wreszcie zapakowała w nie cały swój tyłek i zapięła ostatni guzik, uśmiechnęła się triumfalnie do Pauliny, która mrużyła gniewnie oczy.
- Nic ci do tego.
- Idziesz na randkę z tym przystojniakiem, prawda? – Patka wzruszyła niedbale ramionami. – Przecież wiem, że o niego chodzi!
- Być może.
- Zarzekałaś się, że to nic takiego.
- Zazdrościsz?
- Niekoniecznie. To nie jest twój typ.  
Brunetka odwróciła się przodem do Pauliny i zaskoczona, uniosła brwi.
- Że co? – wydukała. – Przecież jeszcze niedawno wmawiałaś mi, że przespałam się z nim!
- No właśnie! To jest chłopak na jedną noc. Nikt więcej. - Patrycja zacisnęła mocno usta, a potem pochyliła się do przodu i rozczesała palcami włosy, starając się jednocześnie zebrać myśli. – Marcin to zupełnie inna liga. Byłaś z nim całkiem sporo czasu. Ten Artur… to nie to.
Wyprostowała się i wbiła zimny wzrok w rudą.
- Kto jak kto, ale ty nie powinnaś dawać mi rad. Sama masz nieuporządkowane życie, bo na własne życzenie pozbyłaś się Ariela.
Paulina wywróciła oczami.
- To przeszłość – prychnęła, opierając się o futrynę. – Wyglądasz świetnie, ale powiedz mi, warto?
Patka postanowiła nie odpowiadać na to pytanie. Wzięła swoją kurtkę i torebkę, po czym wyszła pierwsza na zewnątrz. Usłyszała za sobą głośne westchnięcie, ale nie miała zamiaru niczego komentować. Paulina zawsze wierzyła, że jest bardziej doświadczona i zawsze ma rację.  
Obejrzała się przez ramię i pomachała jej na pożegnanie. Ruda wykrzywiła usta w uśmiechu i uniosła jedynie dłoń do góry.
Może wcale nie była taka najgorsza?



Czekał na nią w samochodzie, słuchając muzyki. Wystukiwał palcami rytm na kolanach, cały czas patrząc przed siebie.  
Czuł się dziwnie, a to wszystko było spowodowane przez telefony Moniki. Nie odebrał żadnego cholernego połączenia, bo przecież miał ten wieczór spędzić z Patrycją. Tyle razy tłumaczył blondynce, że nie jest jego dziewczyną i nigdy nią nie będzie, bo związki nie były jego mocną stroną. Nie potrzebował kogoś, kto będzie chciał być zawsze przy nim… A Monika tego gorączkowo pragnęła…
Zmienił piosenkę i westchnął ciężko.
„Ten kwadratowy świat zaczął wyglądać niefortunnie.
U ciebie wszystko w porządku, ale co u mnie?
Dobra, słyszę głos, ale nie rozumiem.”
Podniósł rękę, aby wcisnąć przycisk jeszcze raz, bo ta piosenka wcale nie przypadła mu do gustu. Przynajmniej, nie na ten wieczór. Zerknął przez szybę i ją zobaczył.  
„Żyje podwójnie, potrójnie po - dobra, starczy.
Co mnie czeka?”  
Pozwolił tym słowom wejść do głowy i wirować w nieskończoność. Jego oczy były zajęte patrzeniem na Patrycję, która szła przez parking w świetle ulicznych lamp. Wiatr rozwiewał jej włosy, a te nogi…  
- Kurwa – mruknął pod nosem, a potem wziął głębszy wdech.
Jak miał przy niej wytrzymać? Jakim, kurwa, cudem, miał przetrwać ten wieczór bez dotykania jej? I co ona sobie myślała, przychodząc tak ubrana?  
Nie potrafił oderwać od niej wzroku. Podeszła do samochodu i pochyliła się do przodu, uśmiechając się do niego przez szybę. Odgarnęła włosy za ucho i nacisnęła klamkę, a potem wsiadła. Z trudem przełknął ślinę, kiedy poczuł zapach jej perfum.  
- Cześć – rzuciła wesoło, zapinając pas.
Odchrząknął i poprawił swoją skórzaną kurtkę. Chciał jakoś ukryć fakt, że zabrakło mu słów.  
- Cześć, cześć – wydukał, odpalając silnik.
Wiedział, że na niego patrzy. Złapał mocniej kierownicę i skupił wzrok na jezdni.
- Interesująca muzyka – stwierdziła ze śmiechem.
Uniósł kąciki ust do góry.  
- Słyszysz ten bit?
- Bit?
- Wsłuchaj się – powiedział, a potem zapętlił utwór.
Zerknął na nią i zacisnął szczękę. Przymknęła oczy, więc mógł przyjrzeć się jej dokładnie. Za każdym razem, kiedy pomarańczowe światło padało na jej twarz, ciężej oddychał. Nie miał bladego pojęcia, co z nią zrobiła, ale wyglądała pięknie. Z ogromną niechęcią, zwrócił wzrok z powrotem na drogę. Nie mógł sobie pozwolić na bujanie w obłokach, nawet, jeśli cholernie bardzo tego chciał.
- Bardzo melodyjna.  
- Nazwałbym ją uspokajającą.  
- Działa?
Napiął mięśnie.
- Czasami. Jeśli jestem trzeźwy, oczywiście.
- Pomaga zapomnieć o bezczelności Darskiego? – zażartowała.
Uśmiechnął się, chociaż szybko spoważniał.
- Darski działa na mnie jak płachta na byka. Tutaj nic mi nie pomoże.  
- Co wtedy robisz?
- Gdybym miał motor, pewnie igrałbym z życiem.  
- Motor?
Twarz mu się rozjaśniła, jak tylko pomyślał o własnych dwóch kółkach i o specyficznym warkocie silnika.
- Dokładnie.
- Czy to… przypadkiem nie jest … niebezpieczne?
- Ładnie dobrałaś słowa, żeby mnie nie urazić.
- Nie przeklinam – oburzyła się. – W przeciwieństwie do co poniektórych.
Roześmiał się.
- Nie zabiłem się, jeszcze.
- Jeszcze. To najwłaściwsze słowo!
Spojrzał na nią i posłał jej szeroki uśmiech.
- Nawet nie masz pojęcia, jaka to frajda!  
- Szybkość sprawia, że czujesz się wolny? – zadrwiła, a on parsknął głośnym śmiechem. – No co? Zawsze tak gadacie.
- Kto?
- Wy. Maniacy motocykli.  
- Powinnaś mnie zrozumieć, bo sama masz pasję, która…
- …nikomu nie zagraża - weszła mu w słowo.  
- Przesadzasz i jesteś trochę… ograniczona.
- Czuję się wolna i wcale nie muszę narażać ani swojego życia, ani cudzego.
- Jak go wreszcie kupię to cię przewiozę.
- Oszalałeś?! Myślisz, że się zgodzę?!
- Oczywiście, że tak – odpowiedział pyszałkowatym tonem, puszczając jej oczko. – Przecież mi nie odmówisz. Żadna mi nie odmawia.  
Uderzyła go w ramię swoją niewielką piąstką. Roześmiał się szczerze, bo widział wzburzenie w jej oczach.  
- Nie bądź tego taki pewny – syknęła, krzyżując ramiona.
- Słodko się złościsz.
Nie musiał na nią patrzeć, aby mieć pewność, że ją zawstydził. Czuł się z tego powodu dumny, bo ta dziewczyna musiała coś do niego czuć. Była zawsze wystarczająco blisko, mimo jego uszczypliwych uwag. Starała się z nim walczyć, chociaż i tak wiedziała, że nie ma żadnych szans.
- Do którego klubu jedziemy?
- Dasz się przewieźć na motorze?
- Nie.
- Dlaczego?
- To niebezpieczne.
- Będę jechał ostrożnie.
- Ostrożność zaczyna się u ciebie od dwustu kilometrów na godzinę? – zakpiła, wywołując u niego kolejny wybuch śmiechu. – Nie zgodzę się na coś takiego. Ochrzaniłeś mnie, kiedy przez przypadek weszłam ci pod samochód, ale próbujesz mnie nakłonić do wejścia na maszynę śmierci?! To szaleństwo!
- Przy takiej prędkości dopiero wciskam trójkę, więc weź się uspokój – powiedział rozbawiony. – Nie zamierzam cię zabić. Zresztą, śmierć na motorze w ramionach kogoś takiego jak ja… Czy nie uważasz, że byłaby piękna i romantyczna?
Zmrużyła gniewnie oczy, zaciskając mocno usta. Parsknął śmiechem widząc jej oburzony wyraz twarzy.
- Jesteś…
- No jaki? – ponaglał ją, zerkając na nią kątem oka. – Nie potrafisz ubrać w słowa mojej zajebistości, prawda?
Wywróciła oczami, a potem sama wybuchła śmiechem.
- Motor jest twoim marzeniem?
Artur uśmiechnął się szeroko, zdając sobie sprawę, że ma wyjątkowo dobry humor, a to tylko dzięki miłym wspomnieniem i ślicznej Patrycji, z którą miał spędzić resztę wieczoru.
- Coś w tym stylu – mruknął. – A jakie jest twoje największe marzenie?
Spojrzał na nią i pierwsze co zobaczył, to duże i okrągłe ze zdziwienia oczy, wpatrzone w niego.  
- Dlaczego mnie o to pytasz?
Uniósł kącik ust do góry, a potem wjechał na chodnik, postanawiając zaparkować samochód trochę dalej od klubu. Nie miał zamiaru wymieniać kolejnej szyby.  
- Może dam radę je spełnić?
Twarz brunetki zrobiła się czerwona. Potrząsnęła energicznie głową i westchnęła cicho.
- Zawsze chciałam zostać trenerką i uczyć innych tańca. Zastanawiałam się również nad własną szkołą, ale… nigdy nie będzie mnie stać, aby mieć coś własnego. Moja mama nie podziela mojego zachwytu tańcem.
Zanim zorientował się co robi, złapał ją za rękę i mocno ścisnął.
- Czasami, na pewne rzeczy wystarczy jedynie poczekać – szepnął, uśmiechając się ciepło.
Ich spojrzenia się skrzyżowały, ale to ona pierwsza odwróciła wzrok, lekko się pesząc. Wziął głębszy wdech i zgasił silnik, a ostatnie zdanie jak padło z głośników, na chwilę go zmroziło.
„Jakby coś, no to wiesz, co to nie jest, nie?”  



Monika siedziała przy biurku w swoim pokoju i gapiła się w okno. Spędziła w tej pozycji dobre dwie godziny, a kiedy słońce znikło na horyzoncie i ciemność ogarnęła pomieszczenie, nawet nie zapaliła żadnego światła.  
Cały dzień próbowała dodzwonić się do Artura, która ewidentnie ją ignorował. Była pewna, że znalazł sobie inną, która miała pomoc mu w zapomnieniu o dziewczynie, którą z pewnością już zaczął kochać. Co jak co, ale znała ten charakterystyczny wyraz twarzy zakochanego faceta. Tylko, dlaczego sypiał z innymi? Co mu to dawało? A może w łóżku też o niej myślał? Może…
Pokręciła szybko głową, a po policzkach pociekły jej łzy.  
Była na niego wściekła, bo nie chciała być w taki sposób zwodzona. Przecież tyle razy mówił, że to dziewczyna jego przyjaciela i nie zamierza niszczyć kilku lat znajomości dla jednego, chwilowego zafascynowania.  
I może faktycznie, nie on jeden był temu wszystkiemu winny, bo przecież sama weszła do jego mieszkania i łóżka! Pozwoliła mu się zbliżyć, chociaż zarzekała się, że zacznie szukać prawdziwej miłości. Gdyby uważniej obserwowała innych ludzi, pewnie już dawno zorientowałaby się, że to na nią Ariel patrzy maślanymi oczami.  
Rozpłakała się jeszcze bardziej, bo doskonale pamiętała w jaki sposób ją całował i dotykał. Pragnął jej, czuła to. I podobało mu się, to też wiedziała. Ale mimo wszystko, odepchnął ją i kazał wyjść.
Ukryła twarz w dłoniach i zaczęła głośniej łkać.
Miała ogromną chwilę słabości, w której nikt nie mógł jej pomóc. Ariel śmiertelnie się na nią obraził, a do Patki długo się nie odzywała. Artur ją ignorował, a nie miała nikogo innego… Owszem, mogła znowu wyjść do klubu i poderwać przypadkowego faceta, a potem zatracić się w jego ramionach, ale czy to miałoby jakikolwiek sens?
Pragnęła miłości, a przypadkowy seks nigdy jej nie dawał. Powinna była nauczyć się tego po Łukaszu i kilku innych kretynach, ale wciąż popełniała ten sam błąd. Mogła wszystko zrzucić na desperację, ale czy to tłumaczyło jej zachowanie w jakikolwiek sposób?
Chwyciła za komórkę i trzęsącymi dłońmi, wystukała smsa do Ariela.
„Przepraszam, naprawdę przepraszam za tamto! Nie chciałam wykorzystywać sytuacji...”
Wysłała ją szybko, zanim zdążyłaby się rozmyślić. Wiedziała, że pisanie do niego sprawi jej przykrość, ale nie mogła się powstrzymać.  
Komórka zawibrowała jej w dłoni.
„Usuń mój numer.”
Zaszlochała głośniej, czytając kilka razy ten zbitek wyrazów.  
Nie chciała tracić z nim kontaktu! Nie mogła już nie mieć możliwości porozmawiania z nim! Musieli się widywać, bo przecież była Patrycja! Otarła dłonią mokre policzki i wzięła głębszy oddech.
„Nie chcę, żebyś mnie nienawidził i nie poradzę nic na to, że czasami zachowuję się mało rozsądnie. Nie zamierzałam cię zranić i nie chcę musieć cię unikać.”
Czekała na odpowiedź, gryząc opuszki palców. Miała nadzieję, że odpisze.  
„Monika, już za późno na tłumaczenia. Nie mogę cię widywać i nie chcę.”
Przełknęła z trudem łzy, a potem zaniosła się płaczem, bo przyszła kolejna wiadomość.
„NIE CHCĘ mieć z tobą żadnego kontaktu. Usuń mój numer. Ta znajomość od samego początku była toksyczna i skierowana tylko w jednym kierunku. Nie możesz mnie niszczyć, bo to właśnie robisz za każdym razem, kiedy przekraczasz próg mojemu mieszkania oraz wchodzisz do mojego samochodu. Nie możesz tego robić. Ułóż sobie życie. Cześć.”
Nie wyzywał jej i nie błagał o nic, tylko prosił, aby dała mu spokój. Może nawet brakło mu sił na wściekanie się… Całkowicie odpuścił i dał jasno do zrozumienia, że i ona powinna to zrobić, chociaż wydawało się to niemożliwe…
Odłożyła komórkę na biurko i wstała, a potem podeszła do swojej kanapy i rzuciła się na pościel. Cały dzień przesiedziała w swoim pokoju i nic sobie nie robiła z kąśliwych komentarzy matki, która wielokrotnie prosiła ją, aby posprzątała. Nie miała na nic ochoty. Wolała zamknąć się w swoich czterech ścianach i rozrywać własne serce na drobne kawałeczki. Doskonale zdawała sobie sprawę, że nie ma ich kto posklejać. Artur się nie nadawał, a Ariel postanowił skreślić ją ze swojego życia.
Wtuliła twarz w poduszkę, tłumiąc łkanie.
Tak bardzo zapragnęła cofnąć czas…



Stali przy jednej z kolumn, zamieszczonej na niewielkim podwyższeniu. Patrzyli na tłum tańczących i czasami szeptali sobie do ucha żarty, bo piosenki, które puszczał DJ zmuszały ludzi do bardzo konkretnych ruchów ciała.  
Oparła głowę na jego ramieniu i spojrzała mu głęboko w oczy.
- Jesteś dzisiaj taki inny – powiedziała, czując muzykę w całym swoim ciele, które rwało się do tańca. – Co ci tak poprawiło humor?
- Najmniejsza wzmianka o motorze mi go poprawia. – Błysnął uśmiechem. – Twoje nogi również, no i tyłek, oczywiście.  
Zarumieniona, odsunęła się od niego, czując, jak robi się jej gorąco. Nie była zła, bo właśnie tego chciała, kiedy tak gorączkowo próbowała wcisnąć się w te spodnie. Zazwyczaj, widywał ją w dość luźnym wydaniu, a przecież pragnęła mu się podobać i lubiła, kiedy wpatrywał się w nią z zachwytem. W samochodzie robił to wystarczająco często, aby poczuła się pewniejsza siebie.
- Nie mów mi takich rzeczy.
- Czemu? Przecież wiem, że to lubisz.
Wywróciła oczami.
- Mógłbyś być bardziej subtelny – mruknęła, obrzucając go karcącym spojrzeniem. – Nie jestem panną na jedną noc, którą poderwiesz takimi tekstami.
- Wiem. Jestem po prostu szczery.  
Otworzyła szerzej oczy, a on niewzruszony, puścił jej oczko.
- Mógłbyś być delikatniejszy w tej swojej szczerości? – poprosiła, w zakłopotaniu przestępując z nogi na nogę.  
- Peszysz się, a przecież zazwyczaj tańczysz przed dość dużą publicznością. No chyba, że ta twoja nieśmiałość to tylko pozory albo gra wstępna.
Parsknęła śmiechem, a potem uderzyła go w ramię.  
- Przestań mnie bić – syknął rozbawiony. – Chyba będę zmuszony rozprawić się z tobą w inny sposób.
- Już się boję – zadrwiła. – Nic mi nie zrobisz.
- Jesteś tego taka pewna?
Poczuła przyjemny dreszcz, który przebiegł wzdłuż linii kręgosłupa, a potem zawieruszył się w jej brzuchu. Odruchowo przygryzła wargę, wpatrując się w niego z rosnącym oczekiwaniem. Z jednej strony chciała, aby ją wreszcie pocałował, ale z drugiej, planowała jeszcze trochę go pozwodzić.  
Lubiła tą napiętą atmosferę między nimi i jego rozpalony wzrok.
- Dobra. Dalej baw się w obserwatora, a ja idę tańczyć – powiedziała stanowczo, łapiąc go pod ramię i stając na palcach.  
- Tak sama?
- W przeciwieństwie do ciebie, pozwolę ci pożerać się wzrokiem – szepnęła wprost do jego ucha, a potem puściła mu oczko.
Taniec od zawsze dodawał jej pewności siebie, której czasami potrzebowała w realnym życiu.  
Zeskoczyła z podestu i zaczęła iść tyłem, delikatnie kręcąc biodrami, aż wreszcie zatrzymała się na środku parkietu i wprawiła swoje ciało w ruch, odrzucając głowę do tyłu, przy czym jej włosy zawirowały razem z nią.
Uśmiechnęła się pod nosem, doskonale wiedząc, w co zamierza z nim zagrać.



Zszokowany, gapił się na to, co wyczyniała Patrycja i szybko zrozumiał, w jakim wielkim i cholernym błędzie był, myśląc, że ta dziewczyna nie ma talentu. Wystarczyło parę sekund, aby przyciągnęła wzrok połowy rozszalałego parkietu. Nawet nie przypuszczał, że drzemie w niej coś tak wyjątkowego.  
Kręciła tyłkiem jeszcze lepiej niż te wszystkie roznegliżowane laski w teledyskach. Biła od niej taka pewność siebie, że nawet gdyby chciał, nie mógłby oderwać od niej wzroku. Dziękował Bóg wie komu, za to, co na siebie włożyła. Spodnie praktycznie stanowiły jej drugą skórę, w rewelacyjny sposób eksponując jej długie nogi i tyłek. Bluzka też była niczego sobie, a tym bardziej kiedy spadała jej z jednego ramienia i odkrywała kawałek stanika.  
Bardziej seksownej i ubranej dziewczyny dawno nie widział.
Poczuł w brzuchu coś bardzo znajomego i tak cholernie niekomfortowego, że spróbował przywołać się do porządku, ale z niewielkim skutkiem. Patrycja znęcała się nad nim, a sądząc po jej minie, doskonale wiedziała co robi.
Lubił ją w takim wydaniu, cholernie bardzo lubił.
Rozejrzał się wkoło, z trudem odrywając od niej wzrok i od razu zamarł, widząc obok siebie kolesia, który gapił się na dziewczynę równie pożądliwie, co on sam. Wysoki blondyn nawet nie ukrywał, jak bardzo na niego działa taniec Patrycji, cały czas pijąc piwo.  
Kurwa. Nie obiję mu przecież mordy tylko dlatego, że na nią patrzy!
Przeniósł wzrok na brunetkę, która właśnie schodziła na dół, kręcąc tak tyłkiem, że jego zahipnotyzowane oczy kręciły się razem z nim.  
- Niezła jest, prawda?
Zacisnął mocniej szczękę, a potem spojrzał na blondyna, który ośmielił się wyrazić na głos swoje zdanie.
- I, kurwa, zajęta – warknął, schodząc z podestu i dołączając do Patrycji.  
Ku jej zaskoczeniu, objął ją mocno w pasie i przyciągnął do siebie. Zarumieniona, odrzuciła włosy na plecy i przysunęła się do niego bliżej, a potem odwróciła się i przylgnęła plecami do jego klatki piersiowej. Jęknął sfrustrowany, ale pozwolił jej na to. Czuł się o wiele lepiej, kiedy ocierała się tyłkiem o niego, dzięki czemu nikt inny nie mógł gapić się na niego.  
Był cholernie zły, że ktokolwiek ośmielił się na nią spojrzeć tak jak on. Gdyby nie musiał jej odwozić i wypiłby kilka piw… Zmasakrowałby temu debilowi twarz. Wiedział to.  
Westchnął ciężko, a potem przesunął dłonie na jej biodra.
- Robisz to specjalnie, prawda? – szepnął jej do ucha, a potem delikatnie przygryzł skórę na jej ramieniu.  
Jej ciało napięło się, co skwitował cichym śmiechem.
- A jak myślisz?
- Namieszałaś facetom w głowach, nie tylko mi. Taki był twój cel?
Odwróciła się do niego przodem, zarzucając mu ręce na szyję.
- Chodziło mi tylko o ciebie – rzuciła kokieteryjnie, a jemu odebrało mowę.
- Cholera, więc ta cała gra pozorów z nieśmiałością w roli głównej, to zwykła ściema?
Roześmiała się, kręcąc głową.  
- Przyznałeś, że szybkość daje ci wolność. Mi ją daje taniec. Czuję się wolna i wiem, że mogę zrobić wszystko, na co mam tylko ochotę. – Uśmiechnęła się słodko. – Mogę być kim chcę, ale tylko wtedy, kiedy czuję w sobie muzykę.
Próbował wyrzucić z głowy to jej ostatnie zdanie, bo z ogromną chęcią chciałby, aby poczuła w sobie zupełnie coś innego.  
Spojrzał ponad nią i zauważył, że ten blondyn wciąż się na nią gapi i nie zamierza przestać. Odruchowo, zacisnął palce na jej spodniach i przyciągnął ją mocniej do siebie, a potem nachylił się, próbując ją pocałować. Odwróciła głowę, pozwalając mu poczuć gorycz odrzucenia, które zmiażdżyło jego ego. Zgrzytnął zębami, a potem przytknął usta do skóry na jej szyi.
- Wodzisz mnie za nos, co mi się coraz mniej podoba – jęknął.
Popatrzyła na niego spod rzęs.
- Czasami, na pewne rzeczy wystarczy jedynie poczekać – zacytowała go, więc uśmiechnął się głupkowato i pocałował ją krótko w nos.
- Jesteś naprawdę słodka.



Siedzieli w jego samochodzie. Dochodziła czwarta nad ranem, a im dopisywał dobry humor. Patrycja siedziała w odpiętej kurtce i co jakiś czas przyłapywała Artura, który gapił się na ten skrawek stanika, który wystawał spod bluzki.
- Przestań!
- No co? Ubrałaś tą bluzkę po to, żebym się gapił, co nie?
Potrząsnęła głową.
- Nie chcę cię mieć na sumieniu – odpowiedziała, udając poważną, a po chwili parsknęła śmiechem. – Twoja mina jest bezcenna!
- Bo to był mój tekst! Kolejny raz łamiesz moje prawa autorskie!
Jego oburzenie było udawane, ale bardzo poprawiło humor brunetce.
- No, ale powiedz, jak to jest, że kiedyś mnie nie chciałeś, a teraz chcesz?
- Po co ci to wiedzieć?
Wzruszyła niedbale ramionami, prostując się.
- Łatwiej byłoby mi ci zaufać.
Uniósł jedną brew do góry.
- Jestem niewiarygodny?
- Nie. Po prostu mnie zaskakujesz.  
- Chyba pozytywnie?
- Tak, ale to nie zmienia faktu, że po akcji z Marcinem, nie dopuszczę do siebie faceta, któremu nie ufam. – Spuściła głowę. - Nie pozwolę sobie na kolejne miesiące cierpienia.
- Nie możesz patrzeć na mnie przez jego pryzmat.
- Mówiłeś, że związki nie są dla ciebie.  
- Taka prawda.
- To po co zawracasz sobie mną głowę? – zapytała, wbijając w niego wzrok. – Nie oczekuję od ciebie żądnych zapewnień, ale nigdy nie zgodzę się na żadną imitację związku.
Skrzywił się delikatnie, przenosząc wzrok na przednią szybę.
- To nie jest rozmowa na taką porę.
- Nigdy nie będzie dobrego momentu – stwierdziła, a potem westchnęła ciężko. – Nie możesz ode mnie oczekiwać, że zgodzę się na twoje warunki.  
- Okej.
- Artur, doskonale wiesz o co mi chodzi.
- Jasne. Dobranoc – powiedział zimno, włączając silnik.
Poczuła się odtrącona, ale zacisnęła tylko mocno usta i zamrugała powiekami, odganiając łzy. Zabrała torebkę z tylnego siedzenia i rzuciła mu ostatnie, pełne smutku spojrzenie.
- Dobranoc – mruknęła płaczliwie, a chwilę później poczuła na swoim nadgarstku jego mocno zaciśnięte palce.  
Niepewnie zerknęła na niego.
- Boże, Patka, co ty wyprawiasz? – syknął sfrustrowany. – Nie pójdziesz do domu zapłakana.
- Wcale nie chce mi się płakać.
Rysy twarzy mu złagodniały, a usta wygięły się w uśmiechu, który tak uwielbiała.  
- Jasne. – Wolną dłonią objął jej policzek, a wzrok przeniósł na jej usta. – Jutro o tym porozmawiamy, dobrze? – Pokiwała głową, jednocześnie otwierając drzwi. – Okej? – dopytywał, nie pozwalając jej wysiąść. – Muszę ci wiele rzeczy powiedzieć, więc nie analizuj przesadnie naszej dzisiejszej rozmowy. – Znowu kiwnęła głową, a on prychnął. – Okej?
Uśmiechnęła się blado.
- Okej.  
Pochylił się w jej stronę i pocałował ją w policzek.
- Dobranoc, słodka – szepnął, a potem odgarnął jej włosy za ucho i kolejny raz, poświęcił dłuższą chwilę jej ustom. – Naprawdę chcę cię pocałować, więc zmykaj już do domu.
- Dobranoc – powiedziała rozbawiona, a potem wysiadła. Pomachała mu jeszcze raz i odwróciła się do niego plecami, idąc w stronę kamienicy, jednocześnie szukając w torebce kluczy.  
Było jej podejrzanie lekko na duszy, a w głowie miała mętlik. Nie miała pojęcia, o czym chce z nią porozmawiać Artur, ale cieszyła się na samą myśl, że tak szybko znowu się spotkają. Przygryzła wargę, dochodząc do wniosku, że tym razem nie odsunie się ani nie odwróci. Pragnęła go równie mocno, jak on jej.
I chociaż powinna ją przerazić myśl, że tak łatwo zatracała się w nim, wsłuchiwała się jedynie w rytm swojego serca, które zawsze biło przy nim w oszałamiającym tempie.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 4459 słów i 24609 znaków.

1 komentarz

 
  • Mimi

    Codziennie czekam na kolejną część i zawsze każda jest cudowna, lekko i szybko się czyta, niestety za szybko :-D szkoda że Ariel tak odtrącił Monikę