Kiedyś będziesz mój - Rozdział 2

Patrycja siedziała na łóżku ze skrzyżowanymi nogami i próbowała oglądać telewizję, ale jej nieruchomy wzrok utkwiony był w jednym punkcie. Myślami była daleko. Jej dłonie sprawnie obierały mandarynki ze skórek, a potem rozdzielały je na cząstki. Nie jadła ich, bo postanowiła zapełnić całą miskę, przygotowując się na wieczorny, samotny seans.
W zwykłej koszulce i dresach, z niedbałym kokiem na głowie i bez makijażu, nie poznałaby samej siebie w lustrze. W pracy dostała parę dni wolnego, bo zdaniem kierowniczki, za bardzo bujała w obłokach, kompletnie nie nadając  się do czegokolwiek. W innych okolicznościach, Patrycja, pewnie upierałaby się przy swoim, powołując się na setki najrozmaitszych argumentów. Wygrałaby tą batalię. Ale teraz, kiedy nie panowała nad własnym życiem, potrzebowała chwili wytchnienia.
Komórka zawibrowała na niskim stoliku, kierując się w stronę jego brzegu. Dziewczyna niechętnie spojrzała na telefon, ale nie obchodziło jej kto dzwonił, po co i czemu akurat o tej porze. Mieszkała sama i nie musiała się nikomu tłumaczyć.
Już nie.
Wyprostowała się, a potem opuściła stopy na podłogę. Ponownie spojrzała w stronę telewizora. Z zaskoczeniem odkryła, że już dawno zaczął się jej film. Wypuściła głośno powietrze z płuc, bezwładnie opadając na oparcie kanapy.
- A miało być tak pięknie – mruknęła, odgarniając z twarzy zabłąkany kosmyk włosów.
Nie rozumiała, skąd wzięła się u niej ta niechęć do wszystkiego. Z Marcinem rozstali się ponad trzy miesiące temu, ale najwyraźniej, przeżywała wszystko podwójnie po czasie.  Nie przypominała sobie, aby długo płakała, smuciła się, albo robiła komukolwiek wyrzuty. Nie rozumiała jego decyzji, ale przyjęła ją do wiadomości. Zero dramaturgii, robienia laleczek voodoo i wbijania do niej szpilek, palenia zdjęć, niszczenia wszystkich ubrań, o których zapomniał.
Odszedł, ale to nie był koniec świata – przynajmniej, próbowała przekonać się do takiego myślenia, co było niezwykle trudne. Udawanie, że trzyletni związek nie miał znaczenia, było bardzo ciężkie. Jej przyjaciółka, Monika, miała własną teorię, o której nie chciała nawet słyszeć.
Kochała Marcina i pewnie dalej, w jakiś sposób darzyła uczuciem. Te parę tygodni stanowiły zbyt krótki okres czasu, aby mogła się odkochać.
Telefon ponownie zawibrował, więc postanowiła wreszcie odebrać. Nie chciała, aby ktoś nagle pojawił się w jej mieszkaniu, tłumacząc się brakiem odzewu z jej strony.
- Tak?
- Jezu, Pati, co się dzieje? Milczysz od dwóch dni – powiedziała z wyrzutem Monika. – Ariel mi mówił, że dostałaś wolne w pracy. Dlaczego? Jesteś chora?
Brunetka złapała się za głowę, rozmasowując sobie czoło. Taka ilość pytań zawsze wyprowadzała ją z równowagi. Monika znowu przesadzała.
- Nie najlepiej się czuję – skłamała. – Ostatnio dość dużo pracowałam, bo Kasia była na urlopie.
- Ty się kiedyś wykończysz! Jak Boga kocham!
- Już tak nie przesadzaj, bo jak zwykle wyolbrzymiasz. Zarobię więcej, a co to znaczy?
- Kupisz sobie kolejną patelnię?
Patrycja zmarszczyła brwi.
- Patelnię? A po co mi patelnia?
- Nie pamiętasz, jak walnęłaś nią Ariela w plecy? – Monika zaczęła się śmiać. – Myśleliśmy, że złamałaś mu kręgosłup! Na szczęście, zyskał w zamian darmowy masaż.
- Nawet mi nie przypominaj – syknęła Patrycja. – Sprowokował mnie.
- Zawsze to robi, a ty się nabierasz. Jak małe dziecko.
Wywróciła oczami.
- Wielkie mi rzeczy! A patelnię miał mi odkupić. Przez niego już nie mogę jeść jajecznicy…
- Może za dwadzieścia lat sobie o tym przypomni, ale na pewno nie teraz.
- Zmuszę go.
- Chciałabym to widzieć!
Pokręciła głową.
- Jest moim przyjacielem, więc musi o mnie dbać. Brak patelni to brak jajecznicy, a brak jajecznicy to brak śniadania, które jest najważniejszy posiłkiem dnia. Kto jak kto, ale on powinien najlepiej zdawać sobie z tego sprawę – powiedziała uszczypliwie. – Przydałoby mu się schudnąć.
- Wziął się za siebie, więc nie narzekaj, dobra? Jeszcze trochę i będzie takim lowelasem, że sama zaczniesz za nim szaleć.
- W życiu! – obruszyła się brunetka, wzdrygając się. – Nawet, jakby był ostatnim mężczyzną na świecie, nie ma mowy, nie wyszłabym za niego.
- A kto ci każe za niego wychodzić? – zapytała zaskoczona blondynka. – Dba o ciebie i nie wyobraża sobie życia…
- Już, już! Koniec! – zdenerwowała się Patrycja, sięgając po mandarynki i wpakowując sobie kilka do ust. – Koniec – powtórzyła z pełną buzią.
- Co ty jesz?
- Mandarynki.
- Też zjadłabym sobie dwie, może trzy, ale nie chce mi się ruszać z domu.
- Leń – skomentowała krótko brunetka, cicho chichocząc. – Może jestem bez patelni, ale mam pełną lodówkę i szafki.
- Jak zwykle przygotowana na każdą ewentualności.
- A konkretnie: Ariela.
- Dalej stołuje się u ciebie? – Monika była zaskoczona. – Myślałam, że to był tylko etap przejściowy.
- Chciałabym, ale niestety. – Wzruszyła ramionami. – Między moją lodówką a nim… jest coś w rodzaju chemii. Może i to miłość platoniczna, ale nie chce mu czegokolwiek zakazywać, aby mnie potem nie posądził, że świadomie złamałam mu serce i na dodatek, wygłodziłam.
Monika wybuchła gromkim śmiechem.
- On jest zdolny do wszystkiego!
Patrycja zmrużyła oczy, bo nagle, do głowy przyszła jej myśl, całkowicie pozbawiona sensu.
- Monika, powiedz mi, zakochałaś się w nim?
Kolejna salwa śmiechu zagłuszyła resztę myśli, które nie dawały spokoju brunetce. Ariel może nie był ideałem, ale miał w sobie to coś, co sprawiało, że tyle dziewczyn uwielbiało spędzać czas w jego towarzystwie.
- Naprawdę zadałaś mi to pytanie? Pati!
- No co? – obruszyła się. – Ariel nie jest zły.
- Ideałem też nie jest.
- Fajny z niego chłopak.
- Nie reklamuj go tak, bo chyba nie chciałabyś, aby trafił na dziewczynę, która wyrwałaby mu serce, rozcinając na malutkie kawałeczki? – zapytała poważnie blondynka. – Ma wiele zalet, ale nie jest w moim typie i nie chodzi mi tu o wygląd, bo to tylko kwestia siłowni, diety i nowych ciuchów.
- Do niczego cię nie zmuszam.
- Wiem, ale wolę cię uprzedzić, zanim wpadniesz na jakiś genialny pomysł i wpędzisz nas w kłopoty.
- O co ci znowu chodzi, co?
- Nie pamiętasz już?
Patrycja wolną ręką poprawiła kok na głowie, który już zdążył opaść jej na kark. Siłowanie się z gumką, która nie chciała współpracować, przewyższało jej umiejętności.
- Naprawdę myślałam, że ten chłopak patrzył na ciebie!
- Jasne – zakpiła Monika. – A numer Ariela chciał, bo… tak.
- Nie wyglądał na…
- Koniec tego tematu, bo mam drgawki.
Tym razem to brunetka parsknęła śmiechem.
- I może jeszcze powiesz, że to moja wina?
- A nie? Najadłam się wstydu przez ciebie!
- Wyolbrzymiasz!
- Oczywiście. Jak zawsze – zakpiła blondynka.
Patrycja usłyszała, jak ktoś dobija się do drzwi, na zmianę pukając i dzwoniąc.
- Kończę, bo mam jakiegoś niespodziewanego gościa.
- Zakładamy się?
Brunetka wywróciła oczami, wstając z kanapy.
- Przecież doskonale wiemy, że to Ariel.
- I popsułaś wszystko!
- Pamiętaj: jak zawsze – powiedziała uśmiechnięta Patrycja. – Trzymaj się!
- Ty trzymaj lodówkę, bo zostaną ci tylko te mandarynki w żołądku!
Kręcąc przecząco głową, rozłączyła się. Odłożyła komórkę na stolik i podeszła do drzwi, otwierając je. Tak, jak myślała, na progu stał nie kto inny, jak uśmiechnięty Ariel.
- Patryszja! – krzyknął, praktycznie rzucając się w jej ramiona. – Jak ja się za tobą stęskniłem! Kupę lat!
Dziewczyna stała oniemiała, wciąż trzymając dłoń na klamce. Nie powinna była być zaskoczona zachowaniem Ariela, bo ten chłopak zawsze działał dość przewidywalnie, a ona jak zawsze była zdziwiona. Musiała popracować nad szybką reakcją, która pomogłaby jej uniknąć tego miażdżenia.
- Znowu mnie dusisz – wydukała, uderzając chłopaka w brzuch.
- A ty, znowu mnie bijesz.
- Ciekawe… dlaczego… – Niespodziewanie, puścił ją. Z wrażenia, musiała złapać się drzwi. – Boże, płuca sobie przez ciebie wypluję.
- I na zdrowie – odkrzyknął z kuchnia, z której od razu zaczęły dochodzić niepokojące dźwięki.
Zatrzasnęła drzwi, a potem szybko poszła do źródła hałasu. Nie zdążyła nic powiedzieć, bo Ariel już wyciągnął patelnię i kotlety, które zostawiła sobie na następny dzień.
- Smacznego – mruknęła drwiąco, zakładając ręce na piersi.
- Jasne! Dzięki! – odpowiedział, na krótką chwilę zerkając na nią przez ramię. – Pewnie pyszne.
- Jak zawsze – dodała, tym samym tonem co wcześniej. Kiedy zauważyła, że przyjaciel nie załapał aluzji, podeszła do niego, wyrywając mu pojemnik z rąk. Nałożyła mu tylko dwa kotlety, a jego niezadowoloną minę, skwitowała mocnym uderzeniem z łokcia w brzuch.
- Bolało…
- I bardzo dobrze. Nie jesteś u siebie – przypomniała mu.
- Sama powiedziałaś, że…
Gwałtownie odwróciła się w jego stronę.
- Czy ty bierzesz wszystko na serio? – Pokiwał głową. – Naprawdę?! Od kilku lat używam sarkazmu, ironii, drwin, a ty nic!
- Jestem twoim przyjacielem, więc nie mam zamiaru się obrażać o byle co.
Ręce jej opadły.
- Wyjadasz mi wszystkie zapasy. Od miesięcy. Myślisz, że to jest w porządku?
- Nooo… chyba tak.
- Chyba?
- Oczywiście, że to jest normalne i jak najbardziej akceptowalne w relacji, w jakiej jesteśmy – wyjaśnił naukowym tonem, przyjmując pozę wyluzowanego.
- Serio? – zakpiła.
- Głodnych nakarmić, zapomniałaś?
Pokręciła głową, patrząc na niego z niedowierzaniem.
- Wytłumacz mi jedną rzecz.
- Tak?
- Sporo zarabiasz i stać się na jedzenie, więc dlaczego akurat ciągnie cię do mojej lodówki?
Wzruszył niedbale ramionami, uśmiechając się rozbrajająco.
- Lubię spędzać czas u ciebie.
Zmrużyła oczy.
- Nie podlizuj mi się – ostrzegła.
- Mówię prawdę. – Spoważniał. – Zawsze się wygłupiamy i chociaż wiem, że nie lubisz, gdy tak panoszę się po twoim mieszkaniu, to w gruncie rzeczy, brakuje ci tego, kiedy jesteś sama.  - Musiała odwrócić wzrok, bo poczuła, jak wargi zaczynają jej drżeć. – Patryszja… – rzucił miękko, przygarniając ją do siebie. – Wszystko się jakoś ułoży.
Wtuliła się mocno w niego, próbując się nie rozpłakać.
- To trwa już zbyt długo.
- Będzie lepiej, tylko bądź cierpliwa – powiedział cicho, mocniej ją obejmując. – Marcin usuwa ci się z drogi, więc powinnaś to wykorzystać i wrócić do swojego dawnego życia.
- Ariel… problem w tym, że ja… już zapomniałam, jak to jest…
- Nic straconego. – Odsunął się na chwilę od niej. – A mówi ci to Mistrz Podrywu.
Roześmiała się w głos, z powrotem przytulając się do niego.



Marcin spędził kolejny wieczór na kanapie, trzymając na kolanach pudełko, które dała mu Patrycja. Od zerwania, nie odważył się go otworzyć. Bał się wspomnień, a najbardziej to poczucia winy, które mogłoby tylko się wzmóc.
Miał cholerne wyrzuty sumienia, że podjął tak szybką decyzję odnośnie odejścia, jakby obawiał się, że pewnego dnia zatrzaśnie za sobą drogę powrotną i już nigdy nie zazna lepszego życia. Brunetka była prawie idealna, ale im dłużej zastanawiał się nad ich związkiem, tym szybciej dochodził do przeróżnych wniosków. Niby ją kochał i pragnął z nią być, ale z drugiej strony… Ich związek blokował go, ograniczał i chociaż nigdy nie pozwolił dać odczuć tego Patrycji, nie czuł się spełniony i szczęśliwy. Marzyło mu się inne miasto, praca, mieszkanie. Kilka razy wspominała mu o zmianie tego ostatniego, ale nie potrafił się zdobyć na zamieszkanie z nią w ich wspólnym mieszkaniu. Miał tyle planów i nie chciał, aby jedna znajomość, przekreśliła je wszystkie.
Zacisnął mocniej palce na pudełku, jednocześnie zaciskając szczękę.
Wciąż o niej myślał, ale nie tęsknił za nią aż tak mocno. Wiedział, że ma przyjaciół, którzy się nią zajęli i pomogli jakoś stanąć na nogi. Może już nie tańczyła na występach i nie brała udziału w konkursach, ale powoli wracała do normalnego trybu życia, jaki prowadziła bez niego. Nie byłby zły, gdyby zechciała się związać z Arielem, który dbał o nią najbardziej ze wszystkich. Nawet bardziej niż on sam.
Odłożył pudełko na bok, przecierając twarz dłonią.
Znowu nie mógł tego zrobić. Znowu nie potrafił wrócić do wspomnień. Do niej.



Minęło kilka długich dni. Wystarczająco długich, aby Iga zaczynała się niecierpliwić brakiem zdecydowania ze strony Patrycji. Czekała na nią przed salą, gdzie właśnie odbywały się lekcje tańca. Musiała porozmawiać z tą dziewczyną, która zrobiła sobie stanowczo zbyt dużo wolnego. Kiedy dowiedziała się o zerwaniu, była pełna współczucia dla niej, ale czas mijał, rany się goiły, a ona chowała się w cieniu. Tak dłużej nie mogło być. Potrzebowała jej, bo większość układów trafiał szlag. Wszystkie figury, zmiany, a co najważniejsze: pary, nie były już tak zgrane i wyćwiczone.
Ariel ją uspokajał, obiecując, że porozmawia z przyjaciółką, a jednocześnie z partnerką i wszystko naprawi. Trzymała za niego kciuki, ale szybko przestała, bo on nie potrafił mówić wprost. Sam był tak przejęty rozstaniem Patrycji z Marcinem, że nie mógł się zdobyć na poważną rozmowę.
Była zdana na samą siebie.
Wyprostowała się, kiedy zobaczyła sylwetkę brunetki w końcu korytarza. Wzięła kilka głębszych wdechów, chcąc wyjść na spokojną i wyluzowaną. Sama obiecała Arielowi, że nie będzie wywoływała na nikim presji, już nie mówiąc o jakichkolwiek próbach szantażu. Rozmowa miała przebiec gładko i szybko, bez dramatu i histerii.
- Cześć, Pati – powitała ją, siląc się na uśmiech.
Dziewczynie szybko znikł uśmiech z twarzy, kiedy zobaczyła zdenerwowaną trenerkę.
- Cześć – powiedziała wolno, rozglądając się wokół. – Stało się coś?
- A musiało się coś stać? – zapytała Iga, udając zaskoczoną. Widząc jednak świdrujące spojrzenie Patrycji, wsunęła dłonie w tylne kieszeni e spodni i westchnęła ciężko. – Musimy pogadać.
- Spodziewałam się tej rozmowy. Może nie tak szybko, ale jednak.
- Czyli wiesz, jaki temat chcę poruszyć?
- Okres ochronny się skończył i muszę wypełniać obowiązki względem ciebie, zespołu i dyrektora tego ośrodka.
Iga skrzywiła się nieznacznie.
- Można tak to ująć.
- Potrzebuję jeszcze trochę czasu – szepnęła Patrycja. – Muszę znowu przekonać się do tańca.
- Marcin nie tańczył, a wręcz, nie potrafił tańczyć. Nigdy nie brał udziału w naszych treningach, już nie mówiąc o wspólnych wyjazdach na imprezy, integracje, konkursy, występy. Powiedz mi, gdzie tkwi twój problem?
- Nie jestem sobą.
- Nic się u ciebie nie zmieniło, tylko status! – Idze zaczynały puszczać nerwy. – Codziennie, jakąś dziewczynę rzuca chłopak i jakoś nie zrzuca się z mostu.
Brunetka pokręciła głową, czując się bezsilna.
- Chciałabym znów tańczyć, ale…
- Chodzisz na treningi. W kratkę, ale mniejsza z tym. Nie możesz zdobyć się, aby dołączyć do reszty i spróbować? – zapytała Iga, siląc się na spokojny ton, chociaż złość rozrywała ją od środka. Czuła się zawiedziona, ale nie zamierzała dołować Patrycji. Musiała ją zmotywować, a nie zniechęcić.
- Masz czas do końca tego tygodnia. – Widząc proszący wzrok Patrycji, pokręciła głową, zaciskając mocno usta. – Nie więcej – wycedziła, a potem odwróciła się na pięcie. – Do tego czasu, nie przychodź na treningi – dodała jeszcze, zamykając jej drzwi przed nosem.
Patrycji chciało się płakać. Nie miała wstępu do jedynego miejsca, w którym czuła się sobą i była bezpieczna. Mogła oglądać swoje koleżanki i kolegów w nieskończoność. Taniec ją uspokajał, ale najwyraźniej Iga wiedziała, co robi. Miała w tym swój cel, choćby ukryty. Musiała się z tym pogodzić.
Spojrzała ostatni raz na drzwi, zza których dobiegła jakże znana jej melodia. Nogi same rwały się do tańca, ale nie jej serce.
Musiała spróbować znów zakochać się w tańcu.
Tylko jak?

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3005 słów i 16605 znaków.

2 komentarze

 
  • Margo1990

    Czekam na kolejną cześć :)

  • rosee00

    Fajne!...czekam na kolejne ;)