Kiedyś będziesz mój - Rozdział 3

- Dość! Mam tego dość! – wydarł się Ariel, niespodziewanie wstając z kanapy i strasząc Patrycję, która podskoczyła do góry, łapiąc się za serce. – Oszalałaś?! Będziesz udawała cierpiętnice do następnej zimy?
- Ariel!
- Co?
- Dlaczego na mnie krzyczysz? – jęknęła dziewczyna, patrząc na przyjaciela zapłakanymi oczami. – Tyle razy ci powtarzałam, że nie umiem inaczej… Przejście do normalności wcale nie jest takie łatwe, jak myślisz!
- Jasne, że nie jest, bo najpierw trzeba chcieć wrócić do tej cholernej normalności!
Patrycja pokręciła głową, bo nie potrafiła uwierzyć, że jej najlepszy przyjaciel postanowił przyjąć stanowisko rozwścieczonej Igi, która już zdążyła zagrozić wywaleniem z zespołu, grupy oraz zastraszyć zakazem występowania w jakichkolwiek spektaklach oraz konkursach. To zaczynało być niedorzeczne! Nie dość, że Marcin odszedł od niej bez choćby jednego słowa wyjaśnienia, to na dodatek, jedyni ludzie, którym ufała, postanowili zmuszać ją do rzeczy, na które nie miała ochoty.
- Jesteś niesprawiedliwy – wyjęczała, zaciskając mocno usta. – Sam popełniłeś masę błędów, leczyłeś rany po najgorszych idiotkach, które chodziły po tej kuli ziemskiej, trzy razy zostałeś zatrzymany przez policję i kilka razy prowadziłeś auto po pijaku. Dlaczego, akurat ty, mówisz mi jak mam żyć?
Ariel westchnął ciężko, podpierając się pod boki.
- A nie przyszło ci do głowy, że się martwię? – zapytał miękko, bo naskakiwanie na przyjaciółkę dawało odwrotny skutek do zamierzonego. – Wszyscy się martwimy, bo siedzisz w tym mieszkaniu i użalasz się nad swoim żałosnym życiem. Nie zauważyłaś tego?
- A nawet jeśli, to co z tego?
Chłopak klęknął na podłodze, kładąc dłonie na kolanach Patrycji i spojrzał jej głęboko w oczy.
- Jest coś jeszcze, prawda?
Spuściła wzrok na swoje kolana, skupiając się na przetarciach na jeansach.
- Ariel, proszę…
- Co się stało?
Nie rozumiała, skąd nagle wzięły się łzy w jej oczach. Zagryzła wargę, próbując doprowadzić się do porządku. Arielowi należały się wyjaśnienia, dotyczące jej dość idiotycznego zachowania.
- Ale nie powiesz nikomu?
- Monika nie wie? – Chłopak był zaskoczony. – Naprawdę?
- Już teraz wiesza na nim psy i aż boję się, co mogłoby się stać, gdyby dowiedziała się prawdy…
- Prawdy? – powtórzył dobitnie Ariel. – I chodzi tutaj o tego dupka, tak?
- Parę dni przed naszym rozstaniem…
- Chciałaś chyba powiedzieć: tuż przed tym, jak postanowił strzelić sobie w kolano i zostawić najwspanialszą dziewczynę na świecie – dodał, uśmiechając się krzywo.
Nie rozbawiło to Patrycji, ani nawet nie podniosło na duchu.
- Nieważne – ucięła. – Znalazłam w jego rzeczach pierścionek zaręczynowy.
Ariela zatkało. Otworzył usta, ale szybko je zamknął i zrobił to kilka razy. Rozstanie Patrycji i Marcina miało już wystarczająco wiele luk i niedociągnięć, ale coś takiego?
- On… on chciał ci się… oświadczyć? – wydukał z trudem.
- Powiedział, że nie ma żadnej innej.
- O kurwa…
- Poczułam, że… wreszcie spełniło się moje małe marzenie z dzieciństwa – szepnęła. – Już nie pamiętam, kiedy byłam taka szczęśliwa, a potem… odszedł. Nic nie mówiąc, postanowił sobie pójść.
- Patryszja…
- A najgorsze jest to, że naprawdę tego chciałam, bo Marcin był całym moim światem. Mieszkaliśmy razem i myślałam, że niewiele nam brakuje do przejścia na kolejny etap. Zaręczyny… – Nagle zamilkła, zniecierpliwionym gestem dłoni strzepując niewidzialne paprochy ze spodni. – Zresztą, nieważne. Było, minęło.
- Patryszja…
- Nie, Ariel – weszła mu w słowo. – Masz rację. – Mrugnęła oczami, odganiając łzy. – Powinnam się pogodzić z faktem, że nie byłam dla niego wystarczająco dobra.
- Ale…
- Ariel, gdyby było inaczej, byłby tu ze mną.
- Nie obwiniaj się – powiedział szybko Ariel. – Przecież to on zmarnował szansę na spędzenie swojego życia z cudowną dziewczyną! – warknął, podnosząc się z podłogi. – To nie jest twoja wina.
Patrycja pokręciła głową, nerwowym ruchem dłoni przeczesując włosy.
- Nie mogę na to patrzeć przez ten pryzmat – mruknęła szczerze. – Oboje jesteśmy winni temu rozstaniu. Może zrobiłam coś, co go zraniło, rozczarowało albo po prostu, nie przypadło do gustu.
- Rzuca się dziewczynę z powodu przesolonej zupy? – zakpił. – Litości!
- Nie chodzi o głupią zupę! – uniosła się brunetka. – Może wkurzało go, że tyle czasu spędzam z tobą.
Ariel zacisnął mocno zęby, mierząc przyjaciółkę lodowatym spojrzeniem.
- Nigdy nie był o mnie zazdrosny – wyjaśnił. – Zapomniałaś, jak był mi wdzięczny, że odprowadzałem cię do domu po każdej próbie?
- Tylko dlatego, że kończyły się w środku nocy!
- Nie zakazywał ci tańca, ani widywania się ze mną, więc nie doszukuj się dziury tam, gdzie jej nie ma, dobrze?
- Ale…
- Nie, Patryszja – uciął. – Koniec użalania się nad sobą i zwalania winy na siebie. Marcin spieprzył sprawę i nie jest prawdziwym facetem, skoro nawet nie potrafił ci spojrzeć w oczy i wyjaśnić, dlaczego odchodzi.
Patrycja spuściła głowę, próbując wypchnąć z pamięci postać swojego byłego chłopaka, a dokładnie ten moment, kiedy powiedział jej, że musi odejść.
- Wiem, że przesadzam, ciągle wracając do przeszłości, ale staram się… Naprawdę, staram się wziąć w garść i pójść do przodu.
- Wróć do tańca.
- Jeszcze za wcześnie.
- Niby dlaczego?
Spojrzała mu prosto w oczy.
- Już tego nie czuję.



Marcin siedział w barze, a wraz z nim: Patryk, jego najlepszy kolega. Ktoś, bez kogo nie potrafiłby podnieść się po rozstaniu z Patrycją.
- Mówię ci, stary, odpuść sobie to przereklamowane poczucie winy – powiedział Patryk, upijając większy łyk piwa z butelki. – Było wam fajnie, ale się skończyło. – Wzruszył niedbale ramionami. – Mówi się: trudno.
Marcin przyjrzał się uważnie swojemu koledze, z trudem powstrzymując chęć mordu. Nie był w nastroju do takich rozmów, które były pozbawione sensu i prowadziły donikąd.
- Nie chcę o tym gadać – mruknął krótko, przenosząc wzrok na prawie pustą butelkę, którą obracał w dłoniach.
- Ale wytłumacz mi, dlaczego nie znajdziesz sobie nikogo innego?
- Nie chcę.
- Zostawiłeś Patrycję, więc ci nie zależało i…
- Że co? – prychnął Marcin. – Nie zależało mi? Mi?!
Patryk posłusznie się wycofał, widząc pioruny w oczach przyjaciela.
- Przecież wiesz, że nie oto mi chodzi.
- No jasne, ale za chwilę dodasz, że pewnie bzykałem inną na boku!
- Wiem, że byłeś jej wierny – powiedział potulnie. – Uspokój się.
- Wiesz co? Daruj sobie te daremne rady! Wkurwiasz mnie tymi pseudo-psychologicznymi gadkami.
Patryk, jako chudy rudzielec, nie miał zbyt wielu dziewczyn w swojej przeszłości, więc może dlatego, związek z Kamilą traktował wyjątkowo poważnie. Wreszcie, jakiejś dziewczynie zależało na nim i cieszył się z tego powodu, momentami popadając w euforię, która bardzo denerwowała Marcina. Nienawidził słuchać przechwał kumpla, a już na pewno nie jego przemądrzałego tonu głosu.
- Czemu ją zostawiłeś?
Marcin przeczesał palcami włosy, zerkając przez ramię na tłum przy stolikach.
- Miałem swoje powody.
- Interesujące – mruknął zgryźliwie Patryk. – Biorąc pod uwagę fakt, że przez chwilę zastanawiałeś się nad kupnem pierścionka i padnięciem przed nią na kolana, to…
- Kupiłem go.
- … mógłbym pomyśleć, że postradałeś rozum – dokończył, uśmiechając się z politowaniem, ale nagle zamarł. – Co?
- Mam ten pierścionek.
- Co?
Marcin roześmiał się szyderczo.
- Takie to dziwne? – zadrwił.
- Ale… przecież… Cholera! – Potarł dłonią czoło. – Marcin, zostawiłeś ją… Jak…
- Chcę wyjechać.
- I? – spytał, unosząc brwi do góry.
- Pożyć trochę sam, nacieszyć się wolnością i zmienić pracę, mieszkanie, otoczenie.
- Z tak durnych powodów zerwałeś z dziewczyną, którą uważałeś za idealną?
- Zaryzykowałem.
- Jesteś dupkiem – skwitował Patryk, a potem napił się piwa i odłożył z hukiem butelkę. – Gdybym miał pewność, że Kama nie odrzuci moich zaręczyn i jej marzeniem jest zostanie moją żoną, nie wahałbym się ani chwili, rozumiesz? Poszedłbym z buta do jubilera i kupiłbym pierścionek za całą kasę z konta. – Narysował dłonią w powietrzu okrąg. – Od razu – dodał z naciskiem.
- To zrób to.
- Jesteś tępy.
- Fajnie – powiedział Marcin, wpatrując się w nieokreślony punkt. – Myślałem, że jesteś moim kumplem i zawsze będziesz mnie wspierał.
- Oczywiście, że tak! – oburzył się Patryk. – Ale nie w momencie, kiedy pieprzysz wszystko, na czym ci zależało i o co walczyłeś. Mam ci przypomnieć, jak się gimnastykowałeś, aby Patrycja choć raz spojrzała na ciebie? Ile razy czekałeś na nią pod tym budynkiem, w którym ćwiczy taniec? Potrafiłeś oglądać jeden spektakl kilka razy, czasami przepłacając za bilety, byleby być tylko bliżej sceny i lepiej ją widzieć. – Marcin chciał przerwać monolog przyjaciela, ale ten zmroził go wzrokiem. – Płaszczyłeś się przed nią i to tylko po to, aby po trzech latach udanego związku, odejść? Złamać jej serce, zachowując się jak ostatni sukinsyn i dać szansę innemu idiocie, aby pomógł jej zagoić rany i uczynić szczęśliwą? Chcesz tego? Naprawdę?
Nie wiedział, co ma odpowiedzieć. W jego głowie kotłowało się tyle myśli, a wśród nich najważniejsza: „A co, jeśli ona naprawdę zakocha się w kimś innym i zapomni o nim? Przekreśli szczęśliwe lata związku i rozpocznie nowy etap w swoim życiu?”.
Nagle, poczuł się tak, jakby ktoś uderzył go pięścią w brzuch.
Patrycja pozwoliła mu odejść. Nawet go nie błagała o wyjaśnienia. Przyjęła jego słowa wyjątkowo spokojnie. Paliła papierosa, ale nie drążyła tematu. Czuła się zraniona, ale nie pozwoliła sobie na płaszczenie się i jęczenie.
Odsunął od siebie butelkę i spojrzał na Patryka, który miał dość groźny wyraz twarzy.
- Widzę, że dotarło – zakpił, uśmiechając się perfidnie.



- Po co ci ta patelnia? – mruknęła Monika, spoglądając na podekscytowaną Patrycję, która stała przed półkami z akcesoriami do kuchni i wymachiwała ogromną patelnią, na prawo i lewo. Musiała się kilka razy uchylić, aby nie oberwać. – Słyszysz mnie?
- Fajna jest.
- Za duża. Nie zmieści ci się na palniku.
- No i co z tego?
Blondynka skrzywiła się.
- Patka, bądź realistką. Nie załączysz czterech palników, aby usmażyć cokolwiek na jednej, głupiej patelni.
- Podoba mi się.
- To nieistotne. Weź tamtą, bo jesteś mniejsza – powiedziała Monika, siląc się na spokojny ton. – Patka – rzuciła ostrzegawczo, kiedy przyjaciółka nie zareagowała. – Zachowujesz się jak dziecko.
- Wyobraź sobie minę Ariela, gdybym mu taką przyłożyła – zawołała żywo, podskakując w miejscu.
- Jesteś nienormalna!
- Oho – zagrzmiała groźnie Patrycja, przytulając patelnię do piersi. – Ktoś tutaj wstał lewą nogą.
- Ogarnij się.
Brunetka przerzuciła włosy na jedną stronę, puszczając przyjaciółce oczko.
- Umalowałam się i uczesałam, nie zauważyłaś?
- Chryste Panie, Patka!
Mężczyźnie, który stał za Moniką, wyleciał garnek z rąk i uderzył z hukiem o posadzkę. Spanikowany, poprawił za duże okulary i kucnął.
- Widzisz? – zapytała Patrycja, celując oskarżycielsko patelnią w serce przyjaciółki. – To wszystko twoja wina! Sprawiasz, że ludzie się denerwują, skacze im ciśnienie, krew w żyłach buzuje, co skutkuje nerwicą i zawałem! Jak możesz?
Kiedy zaczęła się śmiać, Monika poczuła się nieswojo. Podeszła bliżej przyjaciółki i zbliżyła nos do jej ust, momentalnie się krzywiąc.
- Piłaś? – uniosła się, niedowierzając w nieodpowiedzialność Patrycji. – Za trzy godziny zaczynasz pracę!
Dziewczyna wzruszyła niedbale ramionami.
- No i co z tego?
- Chryste! – Monika złapała przyjaciółkę za łokieć, wyrywając jej z dłoni patelnię i odkładając ją na miejsce. – Co ty wyprawiasz? – syknęła wściekle, prowadząc ją do wyjścia.
- Boże, robisz aferę z niczego. Trochę się napiłam! Tak na rozluźnienie!
- Co? Całą butelkę?!
- Przecież wiesz, że niewiele mi trzeba.
Blondynka zagryzła wargę, wypychając Patrycję zza drzwi i szybkim krokiem kierując się na parking, a potem do samochodu.
- Daj mi numer do twojej kierowniczki.
- Monia, daj spokój. Wytrzeźwieję do piętnastej!
- Serio? – zadrwiła, gwałtownie odwracając się do niej przodem. – Mogłam przymknąć oko na wszystko, naprawdę! Ale, Boże Święty, musiałaś się napić? – Patrycja nie chciała doprowadzić przyjaciółki do płaczu, ale nie była w stanie nic zrobić, kiedy po policzkach blondynki pociekły łzy. – Doskonale wiesz, jak nienawidzę, kiedy ktoś pije, prawda? I sama wiesz, w jaki sposób straciłam ojca. Musiałaś?
Patrycja spuściła głowę czując się winna. Uniosła dłoń do góry i palcami odmierzyła niewielką odległość.
- Tylko tyle. Przysięgam.
- Patka…
- Przysięgam!
Zawód w oczach najlepszej przyjaciółki, tylko pogłębił złe samopoczucie Patrycji, która próbowała poratować się alkoholem. Faktycznie, wypiła mało, ale z racji faktu, że rzadko piła… taka mała ilość też potrafiła na nią oddziaływać – niekoniecznie pozytywnie.
- Wsiadaj – mruknęła rozżalona blondynka, otwierając drzwi ze strony pasażera.
- Przepraszam.
- Za co? Za to, że nie potrafisz zapanować nad własnym życiem? Tak świetnie sobie radziłaś po śmierci ojca. Wyprowadziłaś się od nadopiekuńczej matki, znalazłaś całkiem przyjemną pracę, zadowalająco dobrze płatną oraz wynajęłaś, dosyć tanio, małe i przytulne mieszkanko. Chcesz to wszystko zaprzepaścić z powodu jednego dupka, który sam już nie wie, czego chce? – Zapadła niezręczna cisza, a Patrycja nie potrafiła się ruszyć. – To musi się skończyć. Raz na zawsze, słyszysz?
- Tak.
- Jeśli twoja matka się dowie, że sobie nie radzisz…
- Wiem, Monia.
- To dobrze – powiedziała ugodowo. – A teraz wsiadaj i daj mi ten cholerny numer, bo muszę cię usprawiedliwić.
- Zabije mnie.
- Sama jesteś sobie winna.



Ariel stał z Igą w rogu sali, z dala od innych tancerzy, którzy rozgrzewali się do zajęć.
- Obiecuję ci, że przekonam ją do tańca. Wróci zanim się obejrzysz! – zarzekał się chłopak, widząc nieustępliwość w wyrazie twarzy trenerki. – Wiesz, że jestem słowny.
- Ty tak, ale nie Patrycja. – Pokręciła głową. – Dałam jej tydzień, ale nie wywiązała się z umowy. Zagroziłam jej wywaleniem z grupy, ale najwyraźniej, to też nie robi na niej wrażenia. Ma mnie w dupie, więc i ja…
- Iga, odpuść, co? – przerwał jej Ariel. – Ona naprawdę była zakochana w Marcinie.
- Każdy był kiedyś zakochany, przeżył rozstanie, poskładał się do kupy i jakoś żyje dalej. Patka nie jest nikim szczególnym, a już dawno minęły czasu „Romea i Julii” i rzucania się z mostu – odparła zgryźliwie. – Nie będę czekać w nieskończoność.
- Nie zatańczę z nikim innym.
- Nie dajesz mi wyboru,
- Wyrzuciłabyś mnie? – zapytał zszokowany Ariel. – Żartujesz sobie?
- Nie będziesz mi stawiał warunków.
- Przepraszam, ja…
- Na tym parkiecie, rządzę ja. Zapamiętaj sobie – powiedziała Iga na odchodnym, a potem rzuciła mu ostatnie spojrzenie pełne wyrzutu i podeszła do dziewczyny, próbującej zrobić szpagat bez rozgrzewki.
Ariel odwrócił się w stronę lustra i wziął głęboki oddech.
Miał tydzień.
Tylko tydzień, aby zmusić ją do tańca, albo na nowo w nim rozkochać.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2792 słów i 16077 znaków.

3 komentarze

 
  • Malolata1

    Świetnie kreujesz tych bohaterów, takie lekkie niedopowiedzenia i ten klimat, dialogi :D Bardzo ładnie!

  • rosee00

    Next  :rotfl:

  • Margo1990

    Super:)