Kiedyś będziesz mój - Rozdział 24

Patrycja całkowicie oddała się tańcu. Pochłonięta próbami, które niczego nowego nie wnosiły do układu, zaczęła odczuwać irytację. Ewelina przestała się uśmiechać i sama chodziła spięta. Po godzinnej torturze, każdego dnia, dawały sobie spokój, bo na siłę nie byłyby w stanie nic zdziałać. Żadna z nich nie lubiła tańczyć pod presją.  
Ligocki chyba zdawał sobie sprawę co robi, kiedy przesuwał termin tego małego pokazu, który miały dla niego przygotować.  
Czwartkowego popołudnie było do niczego. Ewelina tłumaczyła szósty raz, jak powinien wyglądać perfekcyjny podwójny obrót z wyprostowaną nogą, ułożoną równolegle do połogi. Patrycja zaciskała mocno usta i próbowała ze wszystkich sił sprostać wymaganiom baletnicy, ale wciąż traciła równowagę po jednym obrocie.  
- Musisz bardziej napiąć mięśnie nóg! Wyprostuj się! Głowa do góry! Na trzy zaczynasz… Raz, dwa, trzy… - Muzyka niespodziewanie ucichła. - Boże, Patka!
Brunetka pochyliła się do przodu, złorzecząc pod nosem. Oparła dłonie o kolana i nabrała ostrożnie powietrza do płuc, przymykając oczy.  
- Dam radę, do cholery – mruknęła, próbując uspokoić swoje skołatane serce.
- Dobra, chwila przerwy.
- Nie – powiedziała stanowczo Patrycja, gwałtownie się prostując. Odgarnęła z twarzy mokre kosmyki włosów, które wyślizgnęły się z kitki. – Zostało naprawdę niewiele czasu. Odpoczynek może poczekać, przecież zbliżają się święta.
Blondynka wsparła się pod boki i przekrzywiła głowę na bok, wpatrując się w Patkę z rosnącą irytacją w oczach.
- Po moim trupie, zrozumiałaś? Jeśli przez zmęczenie źle staniesz albo upadniesz, albo cokolwiek.. – Złapała się za głowę, oddychając ciężko. – Ligocki nas pozabija, wiesz?  
- Przestań.
- Mówię poważnie! Zdrowie jest najważniejsze!
- Lepiej od razu powiedz, że jestem beznadziejna i będzie po sprawie.
Ewelina warknęła ze złości, kręcąc energicznie głową.
- Oszalałaś!  
- Oczywiście, że nie! Nie zamierzam się poddać. – Westchnęła. – Świetnie zdawałyśmy sobie sprawę z faktu, że będzie ciężko połączyć nasze style, tak? Ligocki też to wiedział. To jest eksperyment, który jasno pokazuje, że nie mamy szans. Jeśli zaczniemy robić sobie przerwy, nie wyrobimy się na czas. Nie wyjdę na scenę, mając przygotowany trzydziestosekundowy układ!
- To może… - blondynka urwała, przygryzając na chwilę dolną wargę. – Może spróbujemy od ciebie, co?  
- W jakim sensie?
- Naucz mnie czegokolwiek. Widziałam, jak ostatnio robiłaś te super przejścia między krokami. Wyglądałaś… wow! Ty byłaś tą muzyką.  
Patka wysiliła się na uśmiech, po czym poprawiła ramiączko bluzki, które opadło.  
- Niech będzie – mruknęła. – Od czego zaczniemy?
Blondynka wzruszyła ramionami.
- Nie wiem. Wymyśl coś.  
Gdyby mogła, wywróciłaby oczami. Ewelina była perfekcjonistką we wszystkim, a tym bardziej w tańcu. Każdy jej ruch był idealny pod względem technicznym. Potrafiła zgiąć się w każdym miejscu i nie skrzywić się.
Brunetka westchnęła ciężko, a potem włączyła muzykę i dała sobie kilka chwil na wczucie się w rytm i ominięcie fragmentu, który miały już opracowany. Wprawiła swoje ciało w ruch w momencie, kiedy według Eweliny, powinna była razem z nią wykonać podwójny obrót. Zamknęła oczy i całkowicie oddała się muzyce.



- Stary, życie jest pojebane, wiesz? – mruknął Artur, kucając przy pomniku. Ściągnął przykrywkę z czerwonego znicza i wyprostował palcami knot. Już miał odpalić zapałkę, ale zdał sobie sprawę, że cholernie mocno drżą mu ręce. Zacisnął pięści, a po chwili poluźnił ucisk. – Jest do dupy. Jeszcze nigdy nie było tak beznadziejnie. – Przełknął z trudem ślinę, marszcząc czoło. – Pamiętasz, jak opowiadałem ci o dziewczynie, którą zainteresował się Kacper? Nie odmówiła mu. Spotykają się. Chodzą na randki. Pewnie też często się całują. I wiesz, co jest w tym najgorsze? Mam ochotę rozwalić mu łeb za każdym razem, gdy go widzę. – Wziął kilka głębszych wdechów, a potem wskazał palcem na siebie. – Widzisz, do czego mnie doprowadzają te cholernie głupie myśli? – Pytanie pozostało bez odpowiedzi. – Nieważne. Chcę jej, rozumiesz? Pragnę jej całym sobą i, kurwa, nie mogę jej mieć. To jest takie popieprzone!
Zamilkł, zaciskając mocno szczękę. Rozejrzał się wkoło, ale na szczęście nikogo nie było na cmentarzu oprócz niego. Odetchnął z ulgą, a potem wbił wzrok w płytę, gdzie widniało imię młodszego brata oraz data jego urodzenia oraz śmierci.  
- Kacper mówi, że mi odpierdoliło po tej akcji, którą odstawiłeś. – Czuł, jak mróz atakuje skórę jego dłoni, ale nie schował ich do kieszeni kurtki. Tylko ten chłód nie pozwalał mu wybuchnąć i trzymał jego gniew w ryzach. – Po jaką cholerę wpierdoliłeś te wszystkie tabletki, co? Kurwa, miałeś zajebiste życie! Wiem, że nigdy nie byłem wzorem do naśladowania, ale kurwa mać, dlaczego mnie zostawiłeś? Doskonale wiesz, jak cholernie źle radzę sobie z ludźmi, a tym bardziej z dziewczynami. – Wypuścił ostrożnie powietrze z płuc. – Nie mogę jej mieć, bo jestem nienormalny. Wiem, że złamię jej serce i znienawidzi wszystkich facetów. Nie pozostanę jej wierny, bo jeśli ją stracę tak jak ciebie… Nie, kurwa. Nie mogę sobie na to pozwolić. – Spuścił głowę. – Przyjaźnimy się, rozumiesz? Przyjaźnimy. Cholera wie, co to za relacja. Jednak wiem, że mi kiedyś odpierdoli i… ona sama odejdzie.  
Pokręcił głową, bo zaczęła brać go litość z powodu swojego kiepskiego życia. Nie zamierzał nic w tym zmieniać, bo zdawał sobie sprawę, że nigdy nie rzuci picia i nigdy nie przestanie rozwalać wszystkiego wokół w przypływie agresji.
- Gdybyś mnie wtedy posłuchał i przestał strugać durnia, żeby skupić na sobie uwagę… żyłbyś, wiesz?  
Do oczu napłynęły mu łzy. Gardził taką wersją siebie – wrażliwą. Nie mógł znieść, że były momenty, kiedy puszczały mu hamulce i potrafił się rozkleić.  
W głowie rozbłysło mu wspomnienie i poraziło cały jego umysł. Zacisnął mocno powieki, krzywiąc się z bólu.
Pamiętał wyrazy twarzy rodziców, kiedy stanęli w progu jego pokoju, gdzie leżał nawalony na ziemi, tracąc kontakt z rzeczywistością. Potem była izba wytrzeźwień. Kilkugodzinne przesłuchanie, z którego nic nie rozumiał, a na samym końcu, gdy wrócił do domu, zdał sobie sprawę, że Bartek odszedł. Siedział w jego pokoju do samego rana. Miał przekrwione i zmęczone oczy, ale nie zdrzemnął się nawet na chwilę. Kiedy wreszcie ocknął się i rodzice już myśleli, że jest wszystko w porządku, wypalił dwie paczki papierosów i spędził kolejną noc w łazience, przytulony do kafelek. Płakał tak mocno, że szybko stracił siły i zasnął.
A kiedy się obudził, nic się nie zmieniło. Młodego wciąż nie było.



Patrycja bawiła się łyżeczką, próbując poradzić sobie z nerwami, które skręcały jej żołądek. Kacper wydzwaniał do niej od kilku dni. Nie spotkała się z nim w poniedziałek ani we wtorek, w środę również nie znalazła dla niego czasu. Wysłał jej kilka błagalnych smsów, co chwilę zaprzeczając samemu sobie.
Po głowie chodziła jej myśl, że może naprawdę jest z nim coś nie tak. Na początku płaszczył się przed nią, zabiegając o uwagę, a potem nagle robił wyrzuty nieobecnemu przyjacielowi i czepiał się ludzi, z którymi spędzała czas.  
Owszem, Artur nie miał czystych zamiarów, ale nie robił nic złego. Nie zmuszał do pocałunków ani nie próbował zaciągnąć do łóżka. Brunetka próbowała wyrzucić z głowy myśl, że nie musiałby jej do niczego zmuszać, bo oddałaby mu się po dobroci.  
Rozmasowała dłonią czoło, nie czując się najlepiej. Najchętniej, nie spotkałaby się z Kacprem, bo nie miała dobrych przeczuć odnośnie tego spotkania. Nie zamierzała kłamać, jeśli zacząłby zadawać pytania odnośnie bruneta ani naginać prawdy. Nie miała nawet ochoty na kawę, którą sobie zamówiła.
- Cześć!
Prawie podskoczyła na krześle, gdy do stolika dosiadł się Kacper. Strzepnął z włosów śnieg i uśmiechnął się do niej szeroko.  
- Cześć – mruknęła niezbyt wesoło. – Chciałeś się spotkać.
- Dziękuję, że znalazłaś dla mnie czas.
- Mam bardzo napięty grafik, więc powinieneś… mieć to na uwadze, kiedy tak…  
- Wiem. Przepraszam.
Westchnęła cicho, kładąc dłonie na kolanach, bo Kacper położył ręce na stole i chyba chciał jej dotknąć. Już chciał otworzyć usta, ale potrząsnęła szybko głową, nie pozwalając mu dojść do słowa.
- Chcę postawić sprawę jasno. Nie masz żadnego wpływu na to, jak i z kim spędzam swój czas. Jesteś wspaniałym facetem, ale nie możesz ode mnie wymagać wyłączności. Mam wiele spraw na głowie. Przygotowuje się do głupiego pokazu, który dostarcza mi wiele nerwów i stresu. Goni mnie termin oddania pierwszej części mojej pracy licencjackiej. Mam też przyjaciół, dla których brakuje mi czasu. Nie jesteś jedyny.
Widziała jego minę. Wyglądał tak, jakby dostał w twarz. Zacisnął mocno szczękę, a potem potarł dłonią podbródek, intensywnie o czymś myśląc. Cały czas mu się przyglądała, próbując wyłapać nagłą zmianę w jego zachowaniu. Nie chciała uczestniczyć w żadnej awanturze ani być zasypana żalami.
- Wiesz, jak to brzmi? – wydusił z siebie. – Wolisz go, prawda?  
Uniosła jedną brew do góry.
- Słucham?
- Właśnie to mi próbujesz powiedzieć. Chcesz go.
Zaskoczona, mrugała powiekami dłuższą chwilę.  
Nie miał racji. Nie była dziewczyną dla Artura. Przecież sam to przyznał. Nie chodziło o żadną głupią pidżamę. Nie była w jego typie. Jego dziewczyny były zupełnie inne, więc po co miałby sobie zawracać głowę kimś takim, jak ona?  
Zresztą, cenił przyjaźń bardziej niż cokolwiek innego.
- Nie. Oczywiście, że nie.
- Czemu się spotkaliście?
- To był czysty przypadek.
- Tak? Przypadek, mówisz? – Zgrzytnął zębami. - Skąd wiedział, do diabła, gdzie mieszkasz?  
- To nie twoja sprawa – oburzyła się. – Nie muszę ci się ze wszystkiego spowiadać. Nie zapomniałeś się?
Zaśmiał się ironicznie.
- Próbujesz odwrócić kota ogonem?
- Co?
- Jak długo się znacie?
- Kacper, przeginasz – wysyczała.
Machnął ręką, a potem wyprostował się i spojrzał na nią z wyższością. Mimowolnie wzdrygnęła się pod wpływem jego natarczywego spojrzenia.
- Powiem tak. Jeśli myślisz, że on trzyma się jednej dziewczyny to jesteś w wielkim błędzie. – Uśmiechnął się kpiąco. - Co tydzień ma inną, rozumiesz? Inną. Nie obchodzą go twoje uczucia i twoje serce. W dupie ma to wszystko. Przepieprzy cię, a potem rzuci.  
Do oczu napłynęły jej łzy. Zacisnęła mocno usta, próbując wytrzymać spojrzenie Kacpra, ale kiedy odtwarzała w głowie raz po raz jego słowa… wymiękała.  
- Jak możesz mówić o nim takie straszne rzeczy?  
- Taka jest prawda. On nie traktuje dziewczyn w taki sposób. Cokolwiek powiedział, aby cię zmiękczyć, nie wierz mu. To podły kłamca. Zrobi wszystko, aby dobrać ci się do majtek i zniszczyć w tobie wszystko, co piękne.  
- Jesteś…
- No? Jaki? Mówię ci najprawdziwszą prawdę, bo to mój przyjaciel. Znam go lepiej niż ktokolwiek inny. Wiem, w jaki sposób myśli. – Wzruszył ramionami. – Możesz mi nie wierzyć, ale przy nim nie spotka cię nic dobrego. On tylko krzywdzi ludzi.  
- Jest wobec ciebie lojalny – wysyczała przez zęby, a kilka łez spłynęło po jej policzku. – Stawia wyżej przyjaźń niż... Nie masz żadnego prawda mówić o nim w ten sposób. Kocha cię jak brata, a ty chcesz zniszczyć tą więź. Dlaczego?
Nie odpowiedział, jedynie kręcąc głową.
Brunetka czuła się rozbita. Wpatrywała się w filiżankę kawy, nie wiedząc co ma o tym wszystkim myśleć. Artur, z opowiadań Kacpra, był draniem, który w egoistyczny sposób traktował dziewczyny, nie licząc się z ich uczuciami. A przecież… Stanął w jej obronie podczas kłótni z Marcinem. Rozmawiał z nią o tylu sprawach i to dzięki niemu, wróciła do tańca.  
Uniosła wzrok na Kacpra, który nie spuszczał z niej oczu.
- Nie miej takiej przerażonej miny – powiedział wystraszony. – Nie mówię tego po to, aby cię zranić, ale ochronić.
- Wiesz, czym jest ochrona? – zapytała drwiąco. – Artur, ten twój przyjaciel, którego nienawidzisz, nie tknął mnie palcem, chociaż chciałam. On zresztą też. Chcieliśmy oboje, ale nic się nie wydarzyło, bo od samego początku wiedział, że ci się podobam.  
- Czyli wy… razem…
- Jasne, że nie – wpadła mu w słowo. – Zanim zaczęłam się spotykać z tobą, poznałam Artura. Pomógł mi. Przenocowałam go i naprawdę chciałam jakoś pchnąć to do przodu. Pocałowałam go, ale nie odwzajemnił tego. Powinieneś to docenić.  
Zbladł. Czuła, że niepotrzebnie wspominała mu o pocałunku. Zrobiła to pod wpływem impulsu i nawet nie panowała nad sytuacją. Przystojny Artur zrobił na niej cholernie dobre wrażenie, a hormony wzięły górę nad rozumem. I może, faktycznie, chciał tego. Przynajmniej tak mówił. Jednak do niczego nie doszło.
- Dalej tego chcesz? – zapytał szorstko.
Zmrużyła oczy.
- Czego?
- Musisz wybrać. Albo mnie albo jego. Nie możesz mieć nas obu.
- Co? Nie chcę was mieć obu! Nie jestem w jego typie!
- Gdybyś nie była, nie zawracałby sobie tobą głowy i już dawno odpuścił. Wprosił się do ciebie na noc i spał w twoim łóżku. Z tobą. Jak to nazwiesz?
Przełknęła z trudem ślinę.
- Skąd to wiesz?
- Powiedział mi. Uznał, że to nic wielkiego, ale nie pozwolę, aby moja dziewczyna sypiała z moim kumplem - wycedził.
Patrycja pokręciła głową, ocierając wierzchem dłoni policzki z łez. Wstała z krzesła, rzuciła na stół dziesięć złotych i ubrała szybko płaszcz, w pośpiechu kierując się do wyjścia. Cieszyła się, że z domu nie zabrała torebki. Inaczej, pewnie uderzałby go nią w twarz i może wtedy ogarnąłby się jakoś, i przestał wygadać takie bzdury.  
Na dworze sypał śnieg i wiał zimny wiatr. Z oczu wciąż płynęły jej łzy. Nie mogła uwierzyć, że Kacper posądził ją o coś takiego! Jakby była pierwszą lepszą, która nie liczy się z uczuciami innych.  
Miał ewidentny problem z samym sobą, skoro wszystkim zarzuca niecne zamiary, a sam tylko rani.  
- Patrycja! - Przyspieszyła kroku. – Patrycja!!!
Dogonił ją i złapał za rękę. Wyrwała się, ale zrobił to ponownie, więc odwróciła się w jego stronę, patrząc na niego zimno.
- Czego ty jeszcze chcesz?! Już wystarczająco dużo powiedziałeś!
- Przepraszam! To nie tak miało zabrzmieć!
Wyglądał na skruszonego, ale nie mogła dać się nabrać. Nikt nigdy jej nie obraził, więc nie miała zamiaru pozwolić, aby uszło mu to na sucho.
- Potrzebuję czasu, aby to wszystko przemyśleć! – Szarpnęła rękę, ale Kacper nie chciał jej puścić. – Odpuść, dobra?! Nic już nie wskórasz!
- Pobiegniesz teraz do niego?  
Przymknęła powieki, spuszczając głowę i wybuchła płaczem.  
- Obiecał ci, że mnie nie dotknie, prawda? – zapytała szeptem. – Prawda? – powtórzyła, bo milczał.
- Tak.
Podniosła głowę i zacisnęła usta, starając się nie rozpłakać jeszcze bardziej.
- Zniszczyłeś coś, co jeszcze się nie narodziło. Mam nadzieję, że jesteś dumny z siebie.  
Puścił jej rękę, więc wcisnęła ją do kieszeni płaszcza i odwróciła się do niego plecami.  
- Patrycja, poczekaj!
Nie posłuchała go, tylko poszła przed siebie. Po policzkach ciekły jej łzy, bo naprawdę nie sądziła, że to spotkanie skończy się w taki sposób.  
W głowie wciąż dudniły jej słowa Kacpra.
Nie obchodzą go twoje uczucia i twoje serce. W dupie ma to wszystko. Przepieprzy cię, a potem rzuci.  
Wszystkie słowa Artura przestały mieć znaczenie. Nie potrafiła się połapać we własnych odczuciach. Czuła się jednocześnie rozczarowana, zawiedziona, ale i załamana i rozbita. Kiedy prawie pobił się z Marcinem… przez chwilę naprawdę pomyślała, że może mu zależy, ale po tym wszystkim…  
Musiała z kimś porozmawiać.



Monika siedziała okrakiem na kolanach Artura, co chwilę odgarniając swoje włosy za ucho i wpatrując się w jego twarz z lekkim uśmiechem. Kilka minut wcześniej odstawili na podłogę pustą butelkę po winie. Oboje byli w dobrych nastrojach, nakropionych całkiem dobrym alkoholem.  
Blondynka objęła dłońmi policzki Artura i ucałowała kącik jego ust, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Wiedziała, że go podniecała i specjalnie przedłużała czas oczekiwania. Poruszyła się niespokojnie na jego kolanach, a on jęknął.
- Co ty ze mną robisz – stęknął.
Nachyliła się nad nim, opierając ręce na jego ramionach.  
- Lubisz mnie taką.
Dotknął dłonią jej podbródka, a potem pocałował ją mocno w usta, zgniatając w uścisku. Wygięła usta w uśmiechu, kiedy poczuła jak jego dłonie wsuwają się pod bluzkę i kierują w stronę stanika. Otarła się o niego i pisnęła cicho, kiedy złapał ją za pośladek i docisnął do swojego ciała.
- Nie baw się ze mną w ten sposób – rzucił sfrustrowany.
Przeczesała palcami jego włosy.
- Artur, czy my…
Nie pozwolił jej dokończyć zdania, bo zamknął jej usta władczym pocałunkiem. Jęknęła cicho, obejmując ramionami jego szyję i całkowicie poddając się obezwładniającej przyjemności.
Gdzieś w tyle, zdawało się jej, że słyszy telefon. Próbowała wychwycić ten dźwięk, ale Artur bardzo dokładnie wyrzucił jej z głowy wszystkie myśli. Przeniósł usta na szyję blondynki i zapamiętale ssał skrawek jej skóry, doprowadzając ją do ekstazy.  
Po raz kolejny zatraciła się w czymś, co nie miało żadnej przyszłości.  



Ariel oglądał jakąś głupią komedię, kiedy usłyszał dzwonek do drzwi. Ktoś najwyraźniej bardzo się niecierpliwił, bo nie zamierzał odpuścić i co chwilę wciskał przycisk. Zdenerwowany, otworzył drzwi i wtedy zobaczył zapłakaną Patrycję z telefonem w ręce. Zagryzła wargę, a potem uwiesiła się mu na szyi, cicho łkając.
- Monika nie odbiera, a ja… muszę… Ariel! – przytulił ją mocno do siebie. – Czemu to wszystko jest takie porąbane?
Zmarszczył brwi, bo nie miał zielonego pojęcia o co chodziło brunetce. Odsunął ją od siebie i spojrzał na nią pytająco.
- Co się stało?
- Wszystko – jęknęła, a potem wybuchła spazmatycznym płaczem.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3378 słów i 18801 znaków.

5 komentarzy

 
  • Zuza

    Cudne opowiadanie, pieknie piszesz, tylko tak trudno jest czekać na kolejne części...

  • Mimi

    Ja też chcę żeby byli razem i szkoda że nie poszła do Moniki może wtedy by się ogarnął gdyby zobaczył Patrycję no chyba że to było mieszkanie Artura, czekam na kolejny :-)

  • zabka815

    A ja wręcz przeciwnie chciałabym aby Artur był z Patrycją  :) pasują do siebie. Czasem trzeba przejść drogę aby się odnaleźć. Czekam na kolejną część

  • majli

    Nie wiem jak inni, ale ja mam nadzieję, że nie połączysz Patrycji z Arturem. Zdecydowanie wolę Ariela, a co do Moniki to słów mi brak. Wiem, że nie wie o relacji łączącej bohaterów, ale nie zmienia to faktu, że trochę z niej taki szon.  :smh:  :barf:
    Ogólnie to bardzo lubię to opowiadanie i czekam na rozwój wydarzeń.  :kiss:  :P

  • Margo1990

    Czekam na kolejną. Szkoda że ten Artur jest taki