Kiedyś będziesz mój - Rozdział 23

Odepchnęła go od siebie stanowczo, zaciskając mocno usta ze złości.  
Jak śmiał, po tym wszystkim, chcieć od niej czegoś równie absurdalnego? Przecież, wcale mu na niej nie zależało. Nie zaprosił ją na żadną randkę i dostawał białej gorączki na samą myśl, że mogłaby pomyśleć, że mu się podoba.  
- Całkowicie upadłeś na głowę?! – zganiła go, mierząc surowym spojrzeniem. – Przed chwilą rozmawiałam ze swoim byłym, który dał mi jasno do zrozumienia, że nie wie czego chce, a teraz ty? Nie potrafisz się zdecydować, czy wolisz mnie jako koleżankę czy kogoś więcej?
Zdębiał, mrużąc oczy.
- Patka, do diabła, o czym ty gadasz? – zapytał, szczerze zaskoczony. – Nie zamierzam z tobą spać w ten sposób.  
Prychnęła pogardliwie, łapiąc się za głowę.
- Wracaj do domu!
- Nie, kurwa.
- Co?
- Nie wrócę. Chcę z tobą porozmawiać!
- W takim stanie? – zakpiła. – Naprawdę sądzisz, że wpuszczę cię do mieszkania takiego zalanego w trupa?
- Aż tak nie jestem najebany.
- Artur!
- No co? – burknął, wzruszając ramionami. – Wolisz tego całego Warszawiaka, któremu brakuje, kurwa, piątej klepki?
Ta rozmowa nie była na jej siły, więc tylko pokręciła głową ze zrezygnowaniem, a potem odwróciła się i ruszyła w stronę wejścia do budynku.
- Idę do domu, a ty rób co chcesz, tylko nie pobudź sąsiadów.  
- Zostawiasz mnie tutaj?!
Nie odpowiedziała, przyspieszając kroku, więc po chwili poczuła, jak ktoś gwałtownie łapie ją za rękę i ciągnie w swoją stronę. Ponownie wpadła w jego ramiona i na nic zdały się próby wyswobodzenia się z tej pułapki, Artur wyglądał na wściekłego i zaciskał tak mocno zęby, że szybko odpuściła.
- Porozmawiamy jutro, dobrze? – zapytała szeptem, niepewnie na niego patrząc.
- Nie. Idziemy do ciebie czy ci się to podoba, czy nie.  
Puścił ją, a potem złapał mocno za nadgarstek i pociągnął w stronę drzwi. Wystraszona, poszła za nim, kuląc się w sobie. Nie podobało się jej nowe oblicze Artura, ani trochę.  



Zaciskał dłonie na kierownicy, czując w sobie ogromne pokłady złości. Żałował, że zostawił Patrycję na pastwę tego idioty, który w taki chamski sposób rościł sobie do niej prawa. Chciał mu spuścić łomot tylko dlatego, że próbował walczyć o swoje?! Kim on, do cholery, był? Nawet nie pozwolił im dokończyć rozmowy, wpieprzając się ze swoimi pięcioma groszami, pieprzony donżuan.  
Wziął głębszy oddech, a potem docisnął gazu, próbując wyrzucić z głowy wyraz twarzy brunetki, kiedy na tamtego patrzyła. Czy to była już miłość, a może zwyczajna fascynacja? Przecież doskonale pamiętał, jak wyglądała zakochana. Nie była blisko z tym całym Arturem. Nie byli jeszcze parą, ale on się rządził. Miało być tak, jak on chce. I ciekawe, o czym chciał z nią porozmawiać… Może miał zamiar zaproponować jej bycie razem?
Zdawał sobie sprawę, że sam schrzanił kilka rzeczy. Miał być mniej wybuchowy i próbować ją podejść. Mówienie oczywistych rzeczy i nieudolne bronienie się, nie przyniosło właściwych rezultatów. Zamiast przekonać ją do siebie, ponownie odrzucił. I na dodatek, znalazła ten pierścionek.  
Zahamował z piskiem opon, bo światła przed nim niespodziewanie zmieniły się na czerwone. Rozejrzał się wokół, ale nie zauważył żywego ducha. Wściekły, uderzył dłonią w deskę rozdzielczą, a potem nabrał ostrożnie powietrza do płuc, próbując się uspokoić.  
Złapał telefon i odrzucił powiadomienia o nieodebranych połączeniach od Oli, a potem wybrał numer Patrycji. Musiał znowu z nią porozmawiać i złagodzić kiepskie wrażenie, jakie po sobie zostawił.
Przytknął komórkę do ucha i w ciszy nasłuchiwał wkurzającego sygnału oczekiwania na połączenie.
- Odbierz, do cholery – syknął ze złością, ponownie dzwoniąc.



Komórka wibrowała na stoliku, obracając się wokół własnej osi i nie wydając z siebie żadnych innych dźwięków. Na wyświetlaczu widniało imię jej byłego. Oboje stali na środku pokoju i gapili się na telefon, nie potrafiąc oderwać od niego wzroku.  
Westchnęła cicho, a potem ze strachem spojrzała na Artura. Nie wyglądał na zadowolonego, a gdy jej wzrok ześlizgnął się na napięte ramiona, a potem zobaczyła dłonie zaciśnięte w pięści, jeszcze bardziej się przeraziła.
- Musisz się uspokoić – powiedziała cicho.
- Czemu, kurwa, nie rozpierdoliłem mu tego łba, co? Podaj mi jeden, kurwa, sensowny powód, dla którego pozwoliłem mu odjechać w jednym kawałku!
Skrzywiła się, bo rzadko kto w jej obecności używał tylu wulgaryzmów. Rozumiała, że Artur wlał się w siebie odpowiednią ilość alkoholu, aby przekroczyć każdą granicę, nawet słowną, ale litości!
- Co cię ugryzło?
Spojrzał na nią zimno.
- Czemu tacy ludzie wpierdalają się nieproszeni do czyjegoś życia?
- Artur, akurat to nie jest twój problem – odpowiedziała mu lekko zirytowana. – To moja sprawa.
- Twoja? – prychnął, niespodziewanie podchodząc do niej bliżej. – Wiesz, dlaczego wrócił? Wiesz?! – Pokręciła głową. – Bo nikt mu nie powiedział, że ma spierdalać. Pozwoliłaś mu odejść, a ten dupek myślał, że równie łatwo pozwolisz mu wrócić!
W jej oczach pojawiły się łzy. Patrzyła na Artura całkowicie bezbronna i musiała mu przyznać rację.  
- To nie zmienia faktu, że nie powinieneś się wtrącać.
- Pozwól, że ja o tym zadecyduję!
Cofnęła się, krzyżując ramiona.
- Nie rozumiem cię.
- Co? – spytał, mrużąc oczy.
- Nie zależy ci na mnie, więc po co to wszystko?  
- Kto ci, kurwa, powiedział, że mi nie zależy? - Zastygła w bezruchu, otwierając szerzej oczy ze zdziwienia. Podszedł do niej bliżej, bez pytania wchodząc w jej przestrzeń. – Z dziesięć, kurwa, razy chciałem cię pocałować i wiem, że zajebiście by ci się podobało! I pieprzyłbym się z tobą już tamtej nocy, ale powstrzymały mnie te jebane misie na twojej pidżamie, bo nie jesteś dziewczyną dla mnie, rozumiesz?
Tyle sprzeczności w jednej wypowiedzi, a gniewny wyraz twarzy Artura tylko potęgował to dziwne uczucie nienasycenia, jakie ogarnęło jej ciało. Właśnie przyznał się, że mu się podoba! I chociaż zdawała sobie sprawę, że spotyka się z Kacprem, pragnęła, aby na jego miejscu pojawił się brunet.  
- Tylko to cię powstrzymuje? – zapytała drżącym od emocji głosem.  
- I fakt, że prowadzisz się z moim najlepszym przyjacielem – odpowiedział cicho, odwracając wzrok.
- Przyjaźnisz się z Kacprem? – Przytaknął, a jej mózg zaczął pracować na najwyższych obrotach. – Wiedziałeś od samego początku, że mu się podobam? – zapiszczała.
- Tak, kurwa.  
- Dlatego zaproponowałeś mi, że…
- Kurwa, nawet mi nie przypominaj, dobra? – wściekł się. – Myślisz, że to takie zajebiste uczucie, kiedy twój najlepszy przyjaciel praktycznie puka dziewczynę, na której tak cholernie ci zależy?!
Skrzywiła się mocniej, spuszczając głowę. Poczuła na policzkach gorąc, bo nawet nie myślała o tym, aby przespać się z Kacprem.  
- Możemy zmienić temat? – poprosiła cicho.
Chwycił palcami jej podbródek i uniósł do góry, zmuszając ją, aby spojrzała mu prosto w oczy.
- Pieprzyliście się?
- Co? – wydusiła z siebie spanikowana. – Artur!
- To proste pytanie.
- Oczywiście, że nie.
Przez chwilę miała wrażenie, że ją pocałuje, bo jego oczy skupiły się na jej ustach. Jednak w porę się wycofał, chowając dłonie do tylnych kieszeni spodni.  
- Jestem lojalny.  
- Widzę właśnie.
- Chciałem to w sobie dusić, ale, kurwa, wiedziałem, jak to by się skończyło, wiesz? Rozpierdoliłbym pół mieszkania, jeśli… wy…  
- Mógłbyś spuścić trochę z tonu? – poprosiła. – Nie możesz się wściekać na przyjaciela, że mu się podobam. Tak wyszło.
- A ty? – Uniosła pytająco brwi do góry. – Czujesz coś do niego? Jest między wami jakaś pieprzona chemia? Masz dreszcze, kiedy cię dotyka?
Przetarła dłońmi twarz, niedowierzając w to co słyszy.
- Nie możesz mi zadawać takich pytań.
- Niby dlaczego?
- Mam za sobą ciężki dzień i chciałabym pójść wreszcie spać, okej?
Komórka ponownie zawibrowała, ale tym razem na ekranie pojawiło się imię przyjaciela Artura. Zerknęła spanikowana na bruneta, który tylko prychnął pod nosem.
- Odbierzesz? – zapytał chłodno. – Może inaczej. Chcesz to odebrać?  
- Odpuść, okej?
- Jasne – prychnął. – Nie ma sprawy. Odpuszczam, kurwa.  



Wiedział, że nie myśli trzeźwo, bo na pewno nie rozmawiałby z Patrycją o swoich pieprzonych odczuciach, ani o tym, jak cholernie mu źle z faktem, że ona spotyka się z jego przyjacielem a nie z nim. No tak, zapomniałby o najważniejszym, sam stwierdził, że to nie jest dziewczyna dla niego, ale dlaczego jakiś porąbany głos w jego głowie mówił mu zupełnie coś innego?  
Usiadł na kanapie, którą sama rozłożyła i pościeliła. Uciekła do łazienki, aby ogarnąć się przed snem, a mu pozostało zastanawiać się, czy znów ubierze tamtą pidżamę.  
Tym razem był w łazience przed nią, aby mu nie usnęła. Chciał dowiedzieć się jeszcze kilku rzeczy. Interesowało go, czy ona widzi w nim kogoś więcej niż on sam. Kacper mógł zabierać ją na randki, próbować całować, ale to on zawsze dostawał to czego chciał.  
Ściągnął koszulkę przez głowę i rzucił ją na stolik, przeczesując włosy palcami. Planował spać w spodniach, dodatkowo zabezpieczonych paskiem. Nie był pewien siebie samego, a tym bardziej po alkoholu. W pokoju nie było zbyt gorąco, ale jego ciało samo z siebie wytwarzało potrzebne ciepło.  
Tym razem to jego telefon zawibrował w kieszeni, więc wyciągnął go i zerknął na wyświetlacz. Dzwonił Kacper. W pierwszej chwili, chciał odrzucić połączenie, ale zrozumiał, że odwlekałby w czasie nieuniknione.
- Siema – mruknął na powitanie.
- Jesteś napruty?
- Trochę.
- Gdzie jesteś?
Już otwierał usta, aby zmyślić jakąś historyjkę, ale przypomniał sobie, że nie jest mu na rękę udawanie, że Patrycja jest mu obojętna.
- Jestem u Patki.
- Co?! U kogo?!
- Skończ się tak gorączkować. Zaraz idziemy spać i tyle – powiedział znużony.
- Spać?! Razem?!
- Nie, kurwa, będę spał na balkonie - zadrwił. - Weź się ogarnij i przestań tak sapać, bo nic złego się nie dzieje.
- Co ja ci, kurwa, zrobiłem? Musiałeś… nawet z nią?!
- Nic między nami nie ma, kurwa!
Położył dłoń na swoim karku i rozmasował sobie go.  
- Jesteś pojebany, koleś!
- Wzajemnie.  
- Wiedziałeś, ile ona dla mnie znaczy, ale nie mogłeś tego uszanować, prawda? Musiałeś się wpieprzyć w to wszystko i mi ją odebrać! Nie byłbyś sobą, gdybyś nie poderwał mojej dziewczyny!
- Jesteśmy… - Skrzywił się nieznacznie. – Jesteśmy kimś w rodzaju kumpli, więc weź dwa głębsze wdechy i się, kurwa, ogarnij. Nie prześpię się z nią. Obiecałem ci, pamiętasz?
- Obiecanki cacanki, kurwa.
- Pogadamy jutro – mruknął szorstko Artur. – Cześć!
Nie poczekał nawet na odpowiedź przyjaciela, tylko od razu się rozłączył. Odetchnął z ulgą, bo w tym samym momencie, otworzyły się drzwi łazienki. Zerknął przez ramię w tamtą stronę i uśmiechnął się pod nosem, widząc znajome misie. Podążał za nią wzrokiem, aż nie stanęła przed nim i wsparła się śmiesznie pod boki.  
- Śpisz na ziemi – powiedziała stanowczo.
Przeniósł wzrok na jej mokre końcówki, które moczyły koszulkę. Starał się nie gapić na klatkę piersiową, bo z pewnością nie miała stanika. Nie potrzebował kolejnego powodu, dla którego powinien zabrać swoje rzeczy i wyjść, zanim zrobi coś głupiego.
- Nie. – Otworzyła usta, ale nic nie powiedziała. Chyba brakło jej słów. – Już ci powiedziałem, że chcę spać z tobą.
Objęła się mocno ramionami, patrząc na niego karcąco.
- Podobno jesteś lojalny – przypomniała mu. – Nie jestem taka.  
- Wiem, ale ja taki jestem. – Uniósł dłonie do góry. – Przysięgam, że będę trzymał ręce przy sobie.  
- Dotrzymujesz obietnic?
Zaśmiał się cicho.
- Zazwyczaj tak.
- Podłoga należy do ciebie.  
- Nie bądź bez serca. Zmarznę.
Wywróciła oczami.
- Dam ci dwa koce, okej?
- Nie. Chcę normalnej kołdry i ciepła dziewczyny, która mi się podoba.
- Ile ty tego wypiłeś? – zdenerwowała się.
- Parę piw – mruknął niechętnie. – Spanie razem to nic takiego. Już uprzedziłem Kacpra, więc raczej nie tobie będzie robił wyrzuty.
- Co zrobiłeś?!
Wyciągnął ręce w jej stronę i złapał ją za biodra, przyciągając do siebie.  
- Nie martw się. Nie jestem dupkiem, aby złamać serce własnemu przyjacielowi.
Patrycja cały czas przyglądała mu się nieufnie, ale ostatecznie poddała się i z cichym westchnięciem, uklękła obok niego i wdrapała się pod kołdrę, nakrywając się nią po samą brodę. Uśmiechnął się, rozczulony tym widokiem, a potem ułożył się obok niej.
- Jesteś niemądry – jęknęła, nieprzerwanie wpatrując się w jego twarz. – Doprowadziłeś go do szału.
- A ty się niezbyt tym przejmujesz.
- Nie mam za bardzo innego wyjścia. Mogłabym wkurzyć się podwójnie, bo siłą wepchnąłeś się do mojego mieszkania i łóżka, ale jakoś tego nie robię.
Uniósł kącik ust do góry.
- Lubisz mnie.
- Lubię.
- Jakie to jest popaprane – mruknął. – Jestem chociaż w twoim typie?
Zarumieniła się, przyciskając policzek do poduszki.  
- Co to za pytanie?
- Normalne. Jestem czy nie?
- Dlaczego się dzisiaj upiłeś?
- Wiesz.
Zacisnęła usta, a potem gwałtownie posmutniała.
- Zawsze po alkoholu bywasz taki agresywny? – zapytała niepewnie.
- Nie da się ukryć, że ciężko mi panować nad sobą, kiedy jestem nietrzeźwy. Mam tak od zawsze. Nigdy nie widziałem, aby ojciec pił, więc nie mam pewności czy to jest genetyczne. Wiem tylko, że bywam bardzo porywczy i nerwowy, co prowadzi do wielu niezbyt miłych sytuacji.
Przygryzła wargę, a potem odwróciła się na plecy, wpatrując się w sufit. Chłonął wzrokiem zarys jej ust, cały czas powstrzymując się od zrobienia głupstwa, które przepłaciłby utratą przyjaciela.  
- Mówiłeś, że nie nadajesz się do związków – szepnęła, zerkając na niego.
- Tak właśnie jest.
- Dlatego odpuściłeś?
Wzruszył ramionami.
- Pewnie tak.  
Roześmiała się, zasłaniając dłońmi twarz.
- To nie jest na moje siły – westchnęła. – Chodźmy spać.
- Dobranoc.
Spojrzała na niego z lekkim uśmiechem, a później odwróciła się do niego plecami.
- Dobranoc, Artur - szepnęła.




Spała w najlepsze, kiedy poczuła mocniejsze szarpnięcie. Po omacku próbowała złapać kołdrę i ponownie się nią nakryć, ale nigdzie jej nie znalazła. Zaspana, uniosła się na łokciu i zerknęła na spanikowanego Artura z roztrzepanymi włosami, który kręcił się po pokoju i czegoś szukał.
- Wiesz, która jest godzina? – jęknęła przeciągle, a potem opadła na poduszki przymykając powieki.
- Właśnie wiem, kurwa. Za pół godziny muszę być w pracy.
Otworzyła oczy i podniosła się do pozycji siedzącej. Chciało się jej śmiać.
- I co teraz? - Posłał jej lodowate spojrzenie, a potem puścił wiązankę przekleństw i wykopał telefon spod prześcieradła. Jakim cudem tam się znalazł, nie miała pojęcia. – Pójdziesz w tych ciuchach?
- A mam inne wyjście? – warknął.
Pokręciła głową, złoszcząc się na siebie w duchu, że pozwoliła mu zostać na noc. Już wolała tego agresywnego drania, który co chwilę przeklinał.  
Wyskoczyła z łóżka i podeszła do szafy, w pośpiechu przeszukując całą jej zawartość. Mogła nienawidzić Marcina za to, że ją zostawił i miał czelność błagać ją o powrót, ale przynajmniej zostawił po sobie coś użytecznego. Wyciągnęła wieszak z błękitną koszulą w białe paski i podała ją zaskoczonemu Arturowi.  
- Spadłaś mi z nieba – jęknął, a potem szybko ściągnął koszulkę i ignorując jej obecność, narzucił na siebie koszulę. Chłonęła wzrokiem jego klatkę piersiową, zastanawiając się, co ją podkusiło, aby pozwolić mu spać w jednym łóżku. Przecież ktoś taki… Jak go nazwała Paulina? Ciachem? O tak, był z nim z pewnością. Zarumieniona, spuściła wzrok. – Zaraz, kurwa. Czyja to koszula?
Uniosła głowę i spanikowana spojrzała na wściekły wyraz twarzy Artura. Podskoczyła do niego, kładąc dłonie na jego torsie.  
- Hej, uspokój się!
- Nie będę nosił…
Zbliżyła się do niego, nie tracąc kontaktu wzrokowego. Zrobiło się jej gorąco, ale starała się panować nad reakcjami swojego ciała.
- To tylko koszula – powiedziała cicho, kiedy jego oczy wpatrywały się w jej usta. – Przyda ci się, bo chyba nie chcesz całkowicie podpaść swojego szefowi?
Spojrzał na nią nieprzytomnie, a potem westchnął.
- Jak to się dzieje, że zawsze potrafisz mnie uspokoić?
Uśmiechnęła się szeroko.
- To dobrze?
Spoważniał.
- Bardzo.  
Cofnęła się, a potem skrzyżowała ramiona.
- Chyba musisz już lecieć.
Drgnął, a potem w pośpiechu zapiął wszystkie guziki i wsunął koszulę do spodni. Na swoje szczęście ubrał bardzo ciemne jeansy, więc był uratowany. Schował komórkę do kieszeni spodni, a potem chwycił kurtkę i udał się do wyjścia. Położył dłoń na klamce, po czym odwrócił się i podszedł do niej, ujmując jej twarz w dłonie. Zaskoczona, zachłysnęła się powietrzem, intensywnie patrząc w jego oczy.
- Dziękuję. Za wszystko.
Uśmiechnęła się blado, kładąc dłonie na jego nadgarstkach.
- Powodzenia.
- Podasz mi kiedyś swój numer?
Pokręciła głową, ściągając jego dłonie ze swojej twarzy.
- Nie. Nie jest ci potrzebny. Spotykam się z twoim przyjacielem. Zapomniałeś?
Cofnął się, wzdychając ciężko. Chciała do niego podejść i go przytulić, ale nie zrobiła tego, obejmując się ramionami.
- Cześć, Artur.
Już otwierał usta, aby coś powiedzieć, ale zrezygnował, wycofując się w stronę drzwi. Uśmiechnął się do niej dziwnie, a potem wyszedł.  
Wypuściła powietrze z płuc, a potem rzuciła się na łóżko. Sięgnęła po komórkę, która leżała na łóżku i odblokowała ekran. Tak, jak myślała, czekała na nią wiadomość od Kacpra.
„Chyba należą mi się wyjaśnienia za wczoraj. Spotkamy się dzisiaj?”
Westchnęła ciężko, chowając twarz w poduszce.  
Przez jej głowę przeszła myśl, że może Ewelina miała rację…

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3353 słów i 18654 znaków.

3 komentarze

 
  • agnes1709

    ZAMIOTŁAŚ z tym balkonem, nie ma co:D:Śmiechłam, jak się patrzy... i śmiecham nadal:lmao:

  • Mimi

    No ciekawa jestem co dalej :-D śmieszny ten Artur jak.myśli że Kacper się nie wkurzy za to że spał w jednym łóżku z Patrycją :-D

  • Margo1990

    A to ci Artur. A ten Marcin to idiota heh