Kiedyś będziesz mój - Rozdział 30

Uczenie się na kolokwium było całkowicie pozbawione sensu, skoro Monika była skupiona na myśleniu o Arielu. Na złość samej sobie, wspominała tamtą noc w jego mieszkaniu. Gryzła długopis, jednocześnie mrugając powiekami, aby odgonić niechciane łzy.  
Doskonale zdawała sobie sprawę, że w kwestii tego mężczyzny nic nie wskóra, bo już dawno ją skreślił. Mogła wysłać mu setki smsów i dzwonić kilka razy dziennie, ale wciąż pozostawał nieustępliwy w swojej decyzji. Chciał zapomnieć i pewnie to zrobi.
Przeczesała dłonią włosy, wzdychając ciężko.
Spokoju nie dawała jej jeszcze jedna myśl. Straciła przyjaciółkę poprzez własny egoizm.  
A może, gdyby wciąż miały kontakt, Ariel spojrzałby na nią zupełnie inaczej?
Chwyciła komórkę i szybko wybrała numer Patrycji, w zniecierpliwieniu, gryząc dolną wargę.
- Tak?
- Patka? Cześć! - Po drugiej stronie zapadła cisza, więc Monika wzięła głębszy wdech. – Wiem, że jestem najgorszą przyjaciółką na świecie, ale… - Wypuściła głośno powietrze z płuc. – Dobra, nie ma sensu się tłumaczyć. Zawaliłam i przepraszam.
- Wszystko w porządku? – zapytała z troską brunetka.
- Tak. Nie. Chyba. Nie wiem… - Jęknęła cicho. – Pogubiłam się i nie za bardzo wiem, w którą stronę mam pójść.
- Co się stało?
- Mogłybyśmy się spotkać? Przez telefon… Potrzebuję o wiele więcej czasu, aby wyrzucić z siebie te wszystkie rzeczy, które nie dają mi spokoju.
- Może w ten weekend?
- A jutro nie dasz rady?
- Nie za bardzo. Mam ten pokazowy występ z Eweliną, bo Ligocki zmienił termin.
- Och – westchnęła blondynka. – To już jutro?
- Niestety tak.
- Stresujesz się?
- Trochę… W sumie, to bardzo.
- Czemu?
- Zaszła mała zmiana planów i podobno, mamy zgrać się z Eweliną, no i moim partnerem nie będzie już Ariel, ale ktoś zupełnie inny.
Blondynka drgnęła, gwałtownie prostując się na krześle.
- Jak to? A z kim będzie tańczył Ariel?
- Nie wiem, ale mam cichą nadzieję, że trafi na Ewelinę. Mogą się dogadać na parkiecie, a naprawdę chciałabym, aby ten spektakl wypadł świetnie!  
Coś mocno ścisnęło ją za żołądek.
- Z Eweliną? – wydusiła z trudem.
- No tak. Jeśli wszystko pójdzie w dobrą stronę to może zauważy, że wreszcie ogląda się za nim naprawdę wartościowa dziewczyna, która już nie spuszcza z niego oczu.  
W jej oczach zakręciły się łzy.
- A ona mu się podoba? Pytałaś go?
- Po co? Lepiej będzie, jeśli wypadnie to naturalnie. Zresztą, dużo czasu minie nim Ariel ogarnie, że Ewelina się nim interesuje.
- Yhym, a nie martwisz się, że złamie mu serce?
- Monika, martwisz się o niego? – spytała zszokowana Patrycja. – Wybacz, że pytam, ale to wydaje mi się wręcz niemożliwe. Przecież pałasz do niego najczystszą nienawiścią!
Pokręciła głową, starając się odgonić łzy.  
- Czasami mamy zgrzyty, ale to nie znaczy, że się nienawidzimy. My… po prostu, mamy różne poglądy na niektóre sprawy i nie lubimy, kiedy ktoś narzuca nam swoje zdanie.  
- Bronisz go? Naprawdę?
- Nie. Skąd. Tak mi się wydaję i tyle.
- Dziwnie to brzmi, wiesz?
- Wiem.
- No nic. Muszę już uciekać, bo czas mnie goni, ale pogadamy w sobotę, dobrze?
- Okej. Wpadnę do ciebie.
- Najlepiej tak w południe, dobrze?
- Jasne!
- Pa!
- Przyjadę jutro i będę mocno trzymała za ciebie kciuki.
- Super!  
- Do jutra!
Odłożyła komórkę i przymknęła powieki, czując się okropnie. Wszystko byłoby w porządku, gdyby Patrycja nie wspominała o Ewelinie. Już wcześniej zauważyła, że ta blondyna nie spuszcza z niego wzroku. Gapiła się na niego tymi swoimi dużymi oczami i rzucała zalotne uśmiechy, jednocześnie bawiąc się włosami. Głupi by zauważył, że leci na niego!
Pozostało jej mieć nadzieję, że Ariel nie zauważy tych nieudolnych umizgów.  



Siedzieli na kanapie w jego mieszkaniu. I chociaż Patrycja obawiała się, że będzie dziwnie i Artur postanowi postawić na swoim, myliła się. Od godziny pokazywał jej różne aukcje motorów, które chciałby sobie kupić.  
- Chyba sobie żartujesz! Jest paskudny!
- Co?
Roześmiała się, widząc oburzony wyraz twarzy Artura.  
- Spójrz tylko na te czaszki – mruknęła, stukając paznokciem po ekranie laptopa. – Będziesz wyglądał jak jakiś gangster. Daj spokój!
- Motocykle mają duszę, rozumiesz? Oznaką ich zajebistości jest pojemność i ilość koni. Wygląd to drobne detale, które można zmienić.  
Pokiwała głową, jednocześnie wywracając oczami.
- Oczywiście, że tak – prychnęła. – Mam takie pytanie: stać cię na ten motor?
- Nie.
- Czemu go oglądasz?
- Podoba mi się i chcę go mieć.
Zmarszczyła brwi, siadając bokiem do niego.
- To nie ma żadnego sensu.
- Pojadę go obejrzeć i może koleś zejdzie z ceny, o ile znajdę jakieś drobne usterki.
- Liczysz na farta.
- No tak.
- Bezsens.
Uniósł kąciki ust do góry, wklepując coś na klawiaturze.  
Nie mogła oderwać od niego wzroku. Kiedy mówił o swojej pasji, wyglądał jak… To był niesamowity widok. Już dawno nie widziała nikogo tak pochłoniętego swoim hobby. Artur zachowywał się tak, jakby za motor mógł oddać własne życie, co niezwykle jej imponowało. Sama, za możliwość tańca, oddałaby bardzo wiele.  
- Skąd ta miłość?
Zamarł, niespiesznie przenosząc na nią wzrok.
- Każdy kocha wolność i brak jakichkolwiek ograniczeń.  
- A ryzyko?
- Zawsze ryzykujesz. Nawet, kiedy przechodzisz przez ulicę.
- Nieprawda – oburzyła się.
- Nie? A skąd masz pewność, że nagle na drodze nie pojawi się samochód? Możesz zginąć podczas czegoś tak prostego, więc uwierz mi, niekoniecznie musisz jechać dwieście kilometrów na godzinę.
Pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Wierzysz w to?
- Od zawsze.
- A co, jeśli popełnisz błąd?  
Wzruszył ramionami.
- No cóż. Bywa. Zginę albo wyląduję na wózku inwalidzkim, a może zwyczajnie nabędę trochę siniaków.  
- Mówisz to tak spokojnie… Nie będzie ci szkoda?
- Ale czego? Wytłumacz mi to.
Wzięła głębszy wdech, a potem spojrzała mu głęboko w oczy.
- Nie ma tu nikogo, dla kogo chciałbyś żyć?
Pytanie zawisło w powietrzu.  
Artur długo wpatrywał się w jej nieruchome oczy, ale szybko wbił wzrok w ekran laptopa i zaczął czegoś na nim szukać.  
Westchnęła ciężko, kładąc głowę na oparciu kanapy.  
- Mówiłeś, że dzwonił twój ojciec – powiedziała, postanawiając zapomnieć o poprzednim pytaniu. – Dlaczego nie chcesz jechać w rodzinne strony?
- A po co? – zapytał, nie zwracając na nią uwagi. – Sam wie, że to naprawdę kiepski pomysł.
- Dlaczego?
Westchnął ciężko, a potem odłożył laptopa na bok i spojrzał na Patrycję z przyganą.
- Możesz mieć dobre intencje, ale nie próbuj niczego zmieniać w moim życiu – powiedział stanowczo. - Z czasem, matka pogodzi się z faktem, że nie potrafię spojrzeć im w oczy. Musi to zrobić.
- Kocha cię.
- Zapewne – mruknął ironicznie. – Każdy kocha ludzi, którzy zabijają im dzieci.
Dotknęła dłonią jego ramienia, wpatrując się w niego załzawionymi oczami.
- Twój brat dokonał wyboru.  
Złość wymalowana na twarzy Artura sprawiła, że Patrycja zabrała rękę, wpychając ją między swoje uda, żeby znowu ją nie kusiło, aby go dotknąć.
- Niczego nie rozumiesz i na siłę próbujesz mnie rozgrzeszyć – warknął. – Czego nie rozumiesz w stwierdzeniu: nie próbuj mnie zmieniać, co?
Odwróciła wzrok, czując się dotknięta do żywego.
- Nigdy wcześniej z nikim o tym nie rozmawiałeś, prawda?
- No i co z tego? – wybuchł. – Po jaką cholerę, mam się publicznie nad sobą użalać? – Przymknęła powieki, czując nową porcję łez w oczach. – Nie potrzebuję takich zagrywek, aby zachęcić dziewczynę do pójścia ze mną do łóżka.
Pokręciła głową, chcąc wstać, ale złapał za biodra i z powrotem usadził na kanapie.
- Zostaw – szepnęła, odpychając jego ręce, ale był nieustępliwy. – Artur, słyszysz?
- Właśnie o tym ci mówiłem. – Niespiesznie, spojrzała na niego z bólem w oczach. – Ranię ludzi i w żaden sposób nie potrafię tego kontrolować.
Spuściła głowę, a po jej policzkach pociekły łzy.
- Nie umiem przebić się przez twoją barierę – wydusiła z siebie, zanosząc się płaczem. – Nie potrzebujesz mnie, bo nawet mnie nie chcesz! Nikogo nie chcesz!
Złapał jej twarz w dłonie i zmusił, aby na niego spojrzała. Zacisnęła mocno zęby, próbując się wyrwać, ale bezskutecznie. Głaskał kciukami jej policzki, a potem niespodziewanie ją pocałował.
Nie miała pojęcia, co w nią wstąpiło, ale nieporadnie wdrapała mu się na kolana i uczepiła się jego ramion, zmniejszając odległość między ich ciałami prawie do zera. Jęknęła cicho, kiedy złapał ją mocno za tyłek i jeszcze mocniej przycisnął do siebie. Nie miała czasu na myślenie i analizowanie, co zdarzy się za chwilę.  
Jednak cholerny głosik w jej głowie nie dawał jej spokoju, bo czemu ma się angażować w znajomość z facetem, który nie chce związku?
Niecierpliwe dłonie Artura podziałały na nią jak kubeł zimnej wody. Oderwała się od niego, ciężko oddychając i spojrzała w jego zamglone oczy.
Uśmiechnął się zadziornie, odgarniając zbłąkane kosmyki włosów z jej twarzy. Pozwoliła mu na to, cały czas czekając na jego ruch.
- Masz o wiele lepiej wypracowaną kontrolę niż ja – powiedział po długiej ciszy. – Gdyby to ode mnie zależało, moglibyśmy zmienić tylko miejsce.
Nie bawiło ją jego słowa, a wręcz przeciwnie – napawały obawą. Facet, który chciał od niej czegoś więcej niż seksu, powiedziałby tysiąc innych słów, przez które, zmiękłyby jej kolana i znowu miałaby ochotę go pocałować.
Westchnęła cicho, a potem chciała zejść mu z kolan, ale przytrzymał ją, wpatrując się w nią z dziwnym wyrazem twarzy.
- Co jest? – mruknął.
- Tylko tego ode mnie chcesz? – zapytała.
Zmarszczył brwi.
- Jak ty mało o mnie wiesz.  
- Serio?
- Powstrzymywałem się przed tym tyle czasu, że powinnaś mieć o mnie zupełnie inne zdanie. Czekałem cierpliwie, aż będziesz chętna i co ty widzisz w tym złego?
Przymknęła powieki, kuląc się w sobie.
- Twoje słowa mnie niepokoją.
- Które dokładnie?
- Nie chcesz żadnych zobowiązań i zaangażowania. W sumie to wszystkiego, co łączy się ze związkiem.  
Odchylił głowę do tyłu, wbijając wzrok w sufit.
- Mówiłem ci tyle razy, że masz przestać analizować moje zachowanie. Jestem zupełnie innym facetem niż sądzisz. Nawet Kacper mnie nie zna, tak do końca. – Westchnął. - Czemu wierzysz jakimś durnym radom osób, które niczego o mnie nie wiedzą?
Przygryzła wargę.
- Przyzwyczajasz mnie do siebie.
- To źle?
- Bardzo ciężko jest przestać o kimś myśleć.
Objął ją w pasie i uśmiechnął się czule.
- Wyobraź sobie, jak bardzo musiałaś mnie uzależnić od siebie, skoro chodziłaś mi po głowie od samego początku. – Zaskoczona, otworzyła szerzej oczy. – Tak właśnie było. Odpuściłbym Kacprowi, ale myśl, że mogłabyś być z nim, a nie ze mną… W sumie, nie cierpię związków, ale już lepiej, jeśli będziesz przy mnie.  
Właśnie to chciała usłyszeć od samego początku.  
Pochyliła się nad nim i krótko pocałowała go w usta.
- Jak bardzo muszę cię jeszcze od siebie uzależnić, abyś był ze mną?  
Roześmiał się szczerze, przyciągając ją do siebie na tyle mocno, że zarzuciła mu ręce na szyję i przylgnęła do niego.  
- W takim razie, muszę się mieć na baczności, bo zanim się obejrzę, już będę miał dziewczynę – powiedział rozbawiony. – Powinnaś sprzedać ten patent wszystkich laskom, które mają obsesję na punkcie jakiegoś faceta.
Wywróciła oczami, szczypiąc go w przedramię.
Zmrużył oczy, a potem niespodziewanie przycisnął usta do jej szyi i mocno ją ugryzł. Na początku zaskomlała cicho z bólu, ale kiedy zaczął ustami pieścić to miejsce, jęknęła cicho, poruszając niespokojnie biodrami.  
Tym razem, to on pierwszy się od niej odsunął, głośno dysząc.
- Mówiłem ci, że potrafię gryźć.
- To było całkiem miłe.
Zamknął oczy, klnąc pod nosem, a ona wybuchła śmiechem.  



Kacper leżał na łóżku i gapił się w sufit, analizując w głowie ostatnie wydarzenia.
Nie czuł się najlepiej z powodu tak długiego milczenia ze strony przyjaciela. Poniekąd rozumiał, dlaczego tamten tak się wściekł. Przecież byli najlepszymi przyjaciółmi, więc żadna panna nie powinna ich rozdzielić, nawet, jeśli byłaby najzajebistsza na świecie.  
Przyjaźń to przyjaźń.
Owszem, Patrycja nie była pierwszą lepszą. Pewnie zakochała się w Arturze, za co nie mógł jej winić. Miłość nie była uwarunkowana w jakiś specjalny sposób. Jego przyjaciel widocznie miał w sobie coś takiego, co przyciągnęło brunetkę i sprawiło, że to właśnie w nim zauważyła kandydata na swojego chłopaka.
Pamiętał doskonale, jak ją zranił, kiedy mówił tyle złych rzeczy o Arturze. Nie mógł się powstrzymać i było mu wstyd. Wiedział, że ma rację, bo brunet nigdy nie przywiązywał się do dziewczyn. Przebywał w ich towarzystwie do momentu, kiedy zaczynały zadawać dziwne pytania, zostawać codziennie rano na śniadanie i próbować spędzać z nim więcej czasu, niż chciał.  
Podczas przeprowadzki, w której mu pomagał, natknął się na rozwalone pudło ze zdjęciami, które całkowicie się rozpadło na schodach na klatce schodowej. Wiedział, że Artur się wścieknie, więc zabrał się za zbieranie, ale zamarł, kiedy zobaczył roześmianego przyjaciela i dziewczynę, którą obejmował ramieniem. Odwrócił zdjęcie i zobaczył krzywo narysowane serce, które zdążyło wyblaknąć.
Skrzywił się mimowolnie, przypominając sobie, w jaką furię wpadł brunet, kiedy mu je pokazał. Dobrze, że w mieszkaniu były same pudła, inaczej roztrzaskałby wszystko, co wpadłoby mu w ręce i to z niewiadomego powodu. Kazał nigdy nie wracać do tego tematu i najlepiej zapomnieć.
Zdjęcie jasno pokazywało, że kiedyś miał kogoś, na kim mu cholernie bardzo zależało, więc czemu podrywał przypadkowe dziewczyny i szedł z nimi do łóżka?
Pokręcił głową, a potem westchnął ciężko.
Od śmierci Bartka, wiele rzeczy zmieniło się w życiu Artura. A może, zmieniło się już dużo wcześniej, tylko on tego nie zauważył? Przecież nagłe napady złości i zalewanie się w trupa, nie należało do jego ulubionych zajęć.
Naprawdę nie rozumiał, dlaczego tak zawraca sobie głowę tym człowiekiem, ale wiedział, że ich przyjaźń musi przetrwać tą próbę.
Zaczynało mu brakować tych wszystkich wspólnych imprez, grania całymi nocami oraz rywalizacji na boisku. To był ich mały świat. Nie było w nim miejsca na dziewczynę.
Nawet na Patrycję.



Występ, który miała przedstawić Patryszja i Ewelina, wzbudził niemałe zainteresowanie. Pojawiła się cała grupa Igi, inne grupy, no i tancerze, którzy już mieli zapewnione role w tym spektaklu, więc Ligocki musiał maczać w tym palce.  
Ariel rozejrzał się po przedsionku, szukając znajomych twarzy, ale jego wzrok zatrzymał się na jedynej osobie, której nie chciał widzieć.
Do teatru weszła Monika i od razu przystanęła, poprawiając swoje włosy. Z zarumienionymi policzkami wyglądała naprawdę pięknie. Coś ścisnęło go w dołku, gdy tak na nią patrzył. Chciał podejść, ale nogi odmówiły mu posłuszeństwa, za co dziękował im w duchu. Jego ciało reagowało w sprzeczny sposób na jej widok.  
Blondynka nie była dla niego. Zraniła go. Okłamała. Próbowała obarczyć całą winą. Ale nic nie mógł poradzić na to, że bardzo mu się podobała i wciąż pamiętał, jak smakują jej usta. Była przecież taka chętna!
Zaskoczony, wziął kilka głębszych wdechów, bo szła w jego stronę. Niepotrzebnie gapił się na nią i przywołał wilka z lasu. Znowu.
- Hej – rzuciła niepewnie, zatrzymując się w dość bezpiecznej odległości i rozpinając kurtkę. Wyglądała na spanikowaną, dokładnie tak samo, jak i on. – Widziałeś może gdzieś Patkę?
- Cześć. A rozmawiałaś z nią?
- Wczoraj, przez telefon. Obiecałam, że przyjdę i będę trzymała kciuki. – Uśmiechnęła się niepewnie. - No i jestem.
- To dobrze.
Zapadła niezręczna cisza, którą po dłuższej chwili przerwał głos Eweliny.  
- Ariel! Cześć! – zawołała radośnie, podchodząc do niego. Niepewnie zerknął na Monikę, która patrzyła na blondynkę z kamienną twarzą. – Strasznie się denerwuję.
- Cześć – mruknęła Monika, zaznaczając swoją obecność, której najwyraźniej nie zauważyła rozentuzjazmowana Ewelina.  
Dziewczyna zerknęła na nią, siląc się na uśmiech.
- Och, Monika. Cześć – odpowiedziała chłodno, a potem znowu spojrzała na Ariela, który nie wiedział, co ma robić.  
Zdawał sobie sprawę, że przebywanie tych dziewczyn w swoim towarzystwie zwiastowało burzę z piorunami.  
- Cześć – powiedział pewnie, posyłając uśmiech blondynce, która rozpromieniła się jeszcze bardziej.
Może naprawdę podobał się Ewelinie, a Monika może serio jest zazdrosna…
- Wiem, że to może nieodpowiednia pora, ale skoro Patka tańczy z Wojtkiem, to może moglibyśmy spróbować czegoś razem?  
Szczęka mu opadła, a gdy zerknął na Monikę, zauważył, jak mocno zaciska usta ze złości.
- W sumie, to nie jest zły pomysł.
- Naprawdę? – zapytała ucieszona Ewelina. – Super! – Klasnęła w dłonie, a potem uśmiechnęła się do niego w taki sposób, że po plecach przebiegły mu miłe dreszcze. – Trzymaj za nas kciuki i do zobaczenia później!
Odwzajemnił uśmiech i odprowadził ją wzrokiem, a kiedy ponownie spojrzał na Monikę, czuł, że właśnie zostaje zabijany tym morderczym spojrzeniem.
- Dalej uparcie twierdzisz, że ona nic od ciebie nie chce? – zapytała zimno.  
- To chyba nie twoja sprawa, prawda?
- Możliwe – mruknęła. – Nie zmienia to jednak faktu, że kompletnie do ciebie nie pasuje. Może i jest ładna, w jakiś tam sposób, ale nie jest mną.
Zacisnął mocno szczękę, mierząc ją lodowatym spojrzeniem.
- Chcesz mi wmówić, że jesteś jedyną dziewczyną, która do mnie pasuje?
- Nie – burknęła. - Chcę, abyś wiedział, co straciłeś.
Uśmiechnął się kpiąco.
- Faktycznie, straciłem szansę na przespanie się z dziwką, która wskakuje do łóżka każdemu napotkanemu facetowi.
Łzy w jej oczach prawie go rozbroiły, ale tylko prawie. Musiał wytrzymać to błagalne spojrzenie, więc wcisnął dłonie do kieszeni kurtki i wpatrywał się w blondynkę bez słowa. Nie trwało to jednak długo, bo drzwi wejściowe gwałtownie się otworzyły, a blondynka obróciła się i osłupiała. Za to jej oczy zrobiły się nienaturalnie duże, więc podążył za jej spojrzeniem i zobaczył Artura, strzepującego śnieg ze swoich włosów.  
Serce zatrzymało mu się boleśnie w piersi, kiedy zobaczył jak podchodzi do niego i zarzuca mu ręce na szyję, całując go.  
Wrósł w ziemię, nie mogąc uwierzyć w to co widzi.  



Boczne wejście do szatni okazało się najgorszą alternatywą, jaką mogła wybrać.  
Chciała tylko powitać Artura i przedstawić go swoim przyjaciołom. Pragnęła dać się zamknąć w jego ramionach, aby odgonił od niej negatywne myśli i uspokoił jej serce, które biło w oszałamiającym tempie z powodu stresu.  
Zamiast tego, dostała Artura całującego się z Moniką.
Resztkami sił, zrobiła krok do tyłu i zamknęła za sobą drzwi, tonąc w ciemnościach.  
Czuła, jak po policzkach spływają jej łzy, kapiąc na prześliczną białą tunikę, którą pożyczyła jej Ewelina. Oprócz tego, usłyszała odgłos łamanego serca, który sprawił, że musiała podtrzymać się ściany, aby nie upaść.
Najbardziej zabolała ją myśl, że to przecież już kiedyś się wydarzyło.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3632 słów i 20065 znaków.

4 komentarze

 
  • Paulina

    Bedzie dzisiaj nowa część?

  • elorence

    tak :)

  • Zuza

    Brawo!!! Pięknie rozkręciłaś sytuacje . Czekam na więcej:)

  • Kati

    cudooo cudo cudo❤

  • Margo1990

    Oj oj i co teraz biedna Patrycja. Czekam na kolejną część :)