Kiedyś będziesz mój - Rozdział 40

Obudził ją ból głowy. Otworzyła oczy i od razu skrzywiła się, czując, jak nieznana siła rozłupywuje jej czaszkę. Przyłożyła sobie dłoń do czoła i westchnęła cicho, dochodząc do wniosku, że musiała mieć gorączkę, a może nawet wciąż ją ma. Bardzo wolno podniosła się do pozycji siedzącej i kiedy już chciała wstać z łóżka, zawahała się, a jej oczy zrobiły się ogromne jak pięciozłotówki.
Na twardej podłodze, tuż obok kanapy, spał Artur. Leżał na brzuchu, w samych spodniach i obejmował mocno ramionami ogromną poduszkę i wyglądał tak niewinnie, że poczuła jak serce uderza jej w nierównym rytmie.
Próbowała się skupić i przypomnieć sobie, co takiego mogło się wydarzyć poprzedniego wieczoru, że pojawił się Artur i został na noc. Wiedziała, że pozwoliła sobie utopić smutki w alkoholu, ale czy do tego stopnia, że nic nie pamiętała?
- Cholera – mruknęła pod nosem, przeczesując palcami włosy.
Zerknęła na swoje ubranie i odetchnęła z ulgą. Miała koszulkę i legginsy, czyli nie rozebrała się przed nim i nie odstawiła żadnej szopki.
Chciała niepostrzeżenie wstać i udać się do łazienki, ale gdy tylko postawiła stopy na ziemi, Artur otworzył oczy i spojrzał prosto na nią.
- Dzień dobry – wychrypiał, powoli unosząc głowę. - Wyspałaś się?
- Yhym – mruknęła, odwracając wzrok.
Wstał, ale nie poruszyła się, czekając na jego kolejny ruch, a najchętniej uciekłaby z własnego mieszkania. Usiadł obok niej i jak, gdyby nigdy nic, złapał za rękę, sprawiając, że popatrzyła na niego zdziwiona.
- Wykopałaś mnie z łóżka, więc musiałem spać na podłodze. - Uśmiechnął się krzywo. - Chyba mi się należało, ale cholernie mocno bolą mnie plecy... - Wolną dłonią zaczął rozmasowywać sobie kark, cały czas nie spuszczając z niej wzroku. - Co tak na mnie patrzysz?
- Co ty tutaj robisz?
- Siedzę?
Westchnęła ciężko, wyswobadzając dłoń z uścisku.
- Powinieneś już iść – powiedziała, a potem wstała i podeszła na stolika, zabierając z niego komórkę. Włączyła ją, a następnie doznała ogromnego szoku. Czekały na nią dwie wiadomości, ale to nie było najgorsze, bo najbardziej przeraził ją zegar na ekranie, który wskazywał, że było już dobrze po dziewiątej, a miała na dziesiątą do pracy. - Nie mam teraz czasu na rozmowy, bo jestem spóźniona.
Minęła go i poszła do łazienki, chcąc jak najszybciej doprowadzić swoją twarz do porządku.
Wszystkie nieprzychylne informacje z dnia poprzedniego, zaczęły do niej wracać, więc patrząc w lustro, widziała łzy czające się w kącikach oczu.
Pospiesznie umyła zęby, włosy spięła w wysoki kucyk, a rzęsy – wytuszowała, mając nadzieję, że nikt nie doczepi się do niewielkiej ilości makijażu na jej twarzy.
Gdy wyszła z łazienki, Artur siedział na kanapie, już całkowicie ubrany i żuł gumę.
- Musimy pogadać – powiedział wstając.
- Nie sądzę.
Poszła do kuchni, a on za nią, jak cień.
- Wczoraj pozwalałaś mi się tulić i całować, a dzisiaj każesz mi spadać? - burknął urażony. - Nie wyjdę stąd, dopóki nie powiesz mi, dlaczego traktujesz mnie w ten sposób.
Miała nadzieję, że się przesłyszała, ale kiedy spojrzała na jego twarz, zrozumiała, że mówił całkowicie poważnie.
- Jesteś bezczelny, przychodząc tutaj i robiąc z siebie ofiarę.
- Nie byliśmy w związku.
- Nie dawałeś mi spokoju.
- Spotykałaś się z moim przyjacielem.
- A ty sypiałeś z moją przyjaciółką! Koniec dyskusji! - warknęła zezłoszczona. - Jeśli myślisz, że ci to wybaczę to jesteś w cholernym błędzie! Nie pozwolę nikomu, aby traktował mnie w ten sposób!
Prychnął.
- Powiedziałem ci już, że nie będziesz z nikim innym, więc możesz marudzić w nieskończoność, ale i tak nie odpuszczę.
Zmrużyła gniewnie oczy, podchodząc do niego.
- Twoim zdaniem, marudzę? - zakpiła. - Uderzyłeś się w głowę czy jak?
- Naprawdę czujesz się urażona faktem, że spałem z inną dziewczyną niż z tobą? Musiałabyś odepchnąć połowę facetów z tak durnego powodu! Ten twój były, Warszawiak od siedmiu boleści, również miał inne przed tobą i co? Zostawiłaś go?
Nabrała ostrożnie powietrza do płuc, powstrzymując się przed krzykiem.
Artur niczego nie rozumiał. Zachowywał się jak gówniarz, któremu nie chciano dać zabawki, jaką sobie upatrzył.
Pokręciła głową z niedowierzaniem i ruszyła do przedpokoju, zaczynając się ubierać. Brunet narzucił na siebie kurtkę, a potem włożył buty, cały czas obserwując Patrycję.
- Wychodzimy – wycedziła przez zaciśnięte zęby, a potem wręcz siłą wypchnęła go z mieszkania i zamknęła dokładnie drzwi. Odwróciła się w jego stronę i chociaż nie miała najmniejszej ochoty, spojrzała mu w oczy. - Widzimy się po raz ostatni. Wczoraj... to było jedno wielkie nieporozumienie. Byłam załamana, pijana i rozbita. Nie możesz mnie winić za to, że chciałam chociaż przez chwilę poczuć czyjąś bliskość. - Wzięła głęboki wdech. - I to nie jest tak, że to ty na mnie podziałałeś, bo jeśli na twoim miejscu byłby inny mężczyzna, który byłby mną zainteresowany, również pozwoliłabym mu się przytulić. - Obserwowała twarz Artura i widziała, że był wściekły, ale nie miała zamiaru czegokolwiek przed nim ukrywać. Musiała się go pozbyć raz na zawsze. - Zresztą, to były tylko pocałunki. Nie poszliśmy razem do łóżka, a ja cię nawet nie kocham, więc...
- Yhym – mruknął, przerywając jej. - Chcesz mi, więc powiedzieć, że absolutnie nic do mnie nie czujesz i nic dla ciebie nie znaczę? - Zaskoczona, otwierała i zamykała usta, nie potrafiąc wydusić z siebie choćby jednego słowa. - Tak myślałem. - Uśmiechnął się drwiąco i zmniejszył dystans. - Nie pozbędziesz się mnie, więc nie próbuj mnie zniechęcać, a jakby wczoraj na moim miejscu był inny facet... - Zmroził ją wzrokiem. - Nie wystawiaj mojej cierpliwości na próbę.
- Nie należę do ciebie.
- A czy to coś zmienia? - prychnął. - Masz do mnie słabość.
- Jak do wielu innych osób – powiedziała szczerze. - Nie jesteś jedynym mężczyzną w moim życiu, nawet, jeśli bardzo byś tego chciał.
- W porządku. - Wsunął dłonie do kieszeni kurtki i wycofał się w stronę schodów. - Zatęsknisz za mną jeszcze bardziej niż wczoraj, a ja ci obiecuję, że zakochasz się we mnie, prędzej czy później.
Zszokowana, zamrugała powiekami, a Artur uśmiechnął się w dziwny sposób i zszedł ze schodów. Widziała, że był zły, ale w miarę potrafił nad sobą panować, co było dla niej czymś nowym. Brunet zazwyczaj szybko wybuchał, bo nie potrafił kontrolować swojego gniewu.
Przymknęła na chwilę powieki, wzięła kilka głębszych wdechów i również zeszła po schodach, układając w głowie przeróżne wymówki tłumaczące jej spóźnienie do pracy.



Wracając samochodem do domu, zaciskał dłonie tak mocno na kierownicy, że zaczęły go boleć ręce. Wciąż nie potrafił uwierzyć, że tak po prostu odwrócił się na pięcie i odszedł, chociaż miał ochotę przygwoździć ją do ściany i całować do utraty tchu, aż wreszcie powiedziałaby mu, że nie chce tak bez niego…
Nie zrobił tego tylko dlatego, że w jej spojrzeniu było coś innego, zaskakującego. Była stanowcza w swoich słowach i nawet wypchnęła go siłą z mieszkania. Owszem, poprzedniego wieczoru nie stroniła od czułości, ale nie popadła w skrajność i nie poszła z nim do łóżka, chociaż bardzo chciał. Ostudziła go, spychając na podłogę.
Jednak po głowie chodziła mu myśl, że może naprawdę nie zajmuje w jej życiu ważnego miejsca. To nie była ta sama Patrycja, którą pierwszy raz spotkał w klubie, gdzie skulona w sobie, chowała się przed spojrzeniami innych. Tym razem nie patrzyła na niego nieśmiało, ale wręcz wyzywająco. Postawiła na swoim, a on wciąż nie rozumiał, jak mogło dojść do czegoś takiego. Przecież nigdy nie ustępował. Zawsze działał według własnych zasad.  
Brunetka wprowadziła trochę zamętu swoim zachowaniem, ale obiecał sobie, że ją rozgryzie.  
Najbardziej drażnił go fakt, że istniał ktoś jeszcze, ten drugi, o którym niczego nie wiedział. Nie miał pojęcia jak się poznali, czy się spotykają i na jakiej stopie jest ich relacja.  
Zirytowany, docisnął pedał gazu.
Nie będzie się mną bawić w taki sposób.  
Obiecał sobie, że dowie się kim jest ten gość i jeśli, zdążyło coś pomiędzy nimi zaiskrzyć, rozniesie to w drobny mak.  



Patrycja nie rozumiała dobrego nastroju Pauliny. Dziewczyna nie czepiała się jej spóźnienia, a nawet zaproponowała, że zaparzy kawę. Świergotała od samego początku i nie potrafiła się zamknąć.  
Zaczęła mieć złe przeczucia. Ruda zawsze wykorzystywała czyiś parszywy nastrój i wyżywała się na tej osobie dowoli, a teraz postanowiła zrobić wyjątek? Coś tu nie grało.
Brunetka właśnie układała na nowo torebki, kiedy tamta nie wytrzymała i podbiegła do niej, szczerząc się jak idiotka.
- No dobra, nie wytrzymam dłużej tego milczenia! – Chociaż buzia się jej nie zamykała od dobrych dwóch godzin! – Muszę ci o tym powiedzieć jak najszybciej, bo jesteś moją ulubioną koleżanką ze wszystkich pracownic. – Patka otworzyła szeroko usta, gapiąc się na rudą z nutką niepokoju. – Nieważne, że to dopiero za dwa tygodnie, ale już powoli się uczę, więc nie chcę, abyś czuła się pomięta w jakikolwiek sposób.
- O czym ty mówisz, do diabła? – mruknęła zaskoczona brunetka. – Niewiele rozumiem.
- Magdzie nie przedłużono umowy, więc obsadzili na jej stanowisku kogoś nowego.
- Jak to?
Paulina wzruszyła niedbale ramionami, udając średnio zainteresowaną.
- Nie wiem, bo nie za bardzo obchodzą mnie relację szefa i Magdy, ale zostały jej dwa tygodnie, więc już się uczę na kierownika.
Była przekonana, że się przesłyszała.
- Co, proszę?
- Zostanę nowym kierownikiem! – pisnęła cicho ruda, a Patrycji opadła szczęka. – Nie cieszysz się? Przecież tak świetnie się dogadujemy! – Uśmiechnęła się szeroko. - Ze mną będziesz miała najlepiej ze wszystkich – zapewniła.
Ten rok miał się zacząć od zmian, oczywiście tych dobrych, a póki co miał w rękawie same najgorsze nieszczęścia, jakie mogły spotkać już i tak przytłoczoną życiem dziewczynę.  
- Chcesz mi powiedzieć, że dostałaś awans?
- Tak!
Patka nie podzielała radości koleżanki, bo doskonale wiedziała, co zacznie się dziać w tej firmie, po objęciu tak wysokiego stanowiska przez totalną idiotkę.
- Super – burknęła, siląc się na uśmiech. – Gratuluję.
Paulina wyściskała ją, a potem tanecznym krokiem weszła za ladę i ze sztucznym uśmiechem przywitała klientkę, która właśnie weszła do sklepu.
Brunetce zachciało się wyć, bo nie spodziewała się gorszego zbiegu okoliczności.
Nie napisała pracy licencjackiej, więc wyleci ze studiów. Zostanie pozbawiona dachu nad głową, bo nie stać jej na rachunki. Straci pracę, prędzej czy później, bo Paulina była wredną zołzą, która przeważnie udawała miłą dla własnych zysków. Artur nie chciał dać jej spokoju, więc pewnie w najbliższym czasie znowu zacznie ją nachodzić. Nie porozmawiała jeszcze z Moniką, której należą się wyjaśnienia. Matka z siostrą pałały do niej nienawiścią.
I w tym wszystkim, jedynym światełkiem w tunelu okazał się Ariel. Jak zawsze. Tylko on jeden zawsze otwierał ramiona na jej widok i służył pomocą.  
Uśmiechnęła się blado i przełknęła z trudem ślinę, bo nie mogła się rozpłakać przy kimś tak głupim, jak ruda.



Wszyscy wyszli z pracy, nawet Darski, więc Artur odetchnął z ulgą, po czym przysunął do swojego biurka krzesło dla Tamary. Poprzedniego dnia skończyli na marcu, więc blondynka była przychylniej nastawiona do ich współpracy. Z samego rana powitała go z uśmiechem, chociaż był spóźniony o dobra godzinę. Prezesa nie było, a Darski był zbyt zajęty sobą, aby zauważyć jego chwilową nieobecność.  
- Masz szczęście, że ten półgłówek rozmawiał z nową sekretarką z trzeciego piętra, bo nie uśmiechałbyś się tak kolorowo.  
- Naprawdę? Myślisz, że zepsułby wszystkim pracownikom humor pierwszego dnia roboczego nowego roku?
Zmrużyła oczy i przyjrzała mu się uważnie.
- Co się stało, że jesteś w tak dobrym humorze?
- Powiedzmy, że spędziłem bardzo przyjemny wieczór.
- Aha – mruknęła od niechcenia blondynka, a potem zabrała się za papiery. – Dzisiaj przeanalizujemy kwiecień i pewnie zdołamy dotrzeć do maja, bo na nasze nieszczęście wtedy było prawdziwe urwanie głowy w firmie i o ile dobrze pamiętam, kilka rzeczy tu się nie zgadzało, bo musiałam biegać ciągle do działu księgowości i wyjaśniać obce mi rzeczy, bo Prezes mnie oto prosił.
Brunet nie dziwił się, że Tamara zmieniła temat. Widział w jej wyrazie twarzy, że była średnio zadowolona z jego słów. Od razu powiązała miły wieczór z obecnością innej dziewczyny, a on nie mógł wyprowadzić jej z błędu, bo w istocie tak dokładnie było.
- Zanim oddam Prezesowi to wszystko, to jeszcze dodatkowo przeanalizuję nasze tabelki, aby nie popełnić żadnej gafy. Głupio by było, gdyby się okazało, że jesteś lepsza w te klocki niż ja – powiedział żartobliwym tonem, puszczając jej oczko. Wywróciła oczami, a jej policzki zrobiły się czerwone. – Lubisz ze mną przebywać, prawda?
Tym razem, była cała czerwona. Drżącymi dłońmi otworzyła segregator i zaczęła przerzucać dokumenty, udając, że go nie słucha.
- W kwietniu dosyć dużo pieniędzy wypłynęło z firmy – mruknęła zaskoczona, marszcząc brwi, jednocześnie czytając inne dokumenty. – Przez kolejne trzy miesiące nie nadrobiono strat ani ich nie spłacono. Dziwne…
- Jak to w ogóle możliwe? – zapytał Artur, odbierając jej segregator. – Przecież firma ma cały czas zyski, no chyba, że tylko w teorii.  
- Albo nikt o tym nie wie…
Spojrzeli na siebie w tym samym momencie.  
- Chcesz mi powiedzieć, że ktoś wyniósł z firmy pieniądze?
- Albo źle zaksięgowano wpłaty, albo ich w ogóle nie udokumentowano, co w ogólnym rozrachunku wypada bardzo blado.
- Trzeba to pokazać Prezesowi.
- A nie lepiej pójść z tym do księgowości?
- Nie mamy pojęcia, co tu jest grane – powiedziała znacząco Tamara, zaglądając do dokumentów z końca roku. – Myślę, że powinniśmy zrobić pełną analizę, aby mieć pewność, że to nie my popełniliśmy błąd.
Brunetowi nie do końca pasowało to rozwiązanie, ale nie mieli wyjścia. Sytuacja nie wyglądała na normalną, a taka suma pieniędzy nie mogła rozpłynąć się w powietrzu bez niczyjej wiedzy.



W przerwie między próbami, na których Izabela Orłowska wraz z mężem, przedstawiali im plan prób i podział spektaklu, Patrycja musiała opuścić salę i spędzić chwilę w samotności.  
Próbowała jakoś przetrawić wszystkie nowinki, jakie zaserwowała jej Paulina z samego rana. Sytuacja komplikowała się na tyle, że ruda mogła okazać się prawdziwą zołzą – i tak nią była, ale zawsze mogło być gorzej. Potrzebowała ustawić grafik pod siebie, aby być na tyle dyspozycja, żeby brać udział w każdej próbie.  
- Gdzie uciekłaś? – zapytał wesoło Wojtek, opierając się plecami o ścianę. Westchnęła cicho, starając się pozbierać do kupy. – Cały czas milczysz i wyglądasz na nieobecną.
- Jest w porządku – odpowiedziała z wymuszonym uśmiechem.
Blondyn zmarszczył brwi, przyglądając się uważnie Patrycji.
- Co cię gryzie? Może będę mógł pomóc.
- Nie bardzo. – Skrzywiła się. – Muszę przetrawić kilka spraw.
- Co to znaczy?
- Nieważne. Jak wrażenia?
- Patka… Nie traktuj mnie w ten sposób. Od razu widać, że jest coś nie tak.  
Pokręciła głową.
- Nie obraź się, ale nie czuję potrzeby wylewania żali komuś, kogo ledwo znam.
- Mówiłem ci, że będziemy spędzać ze sobą o wiele więcej czasu, więc poznamy się lepiej. – Uśmiechnął się. – Nic złego się nie stanie, jeśli przyspieszymy to wszystko.
- Już i tak wystarczająco mi pomogłeś. – Spojrzał na nią pytająco. – Wtedy, z Arturem.
- Dał ci wreszcie spokój?
- Powiedzmy – odpowiedziała z wahaniem.
- Czyli?
- Przyszedł do mnie ostatnio – wyszeptała, spuszczając głowę. – Trochę mnie poniosło, bo zdarzyło mi się lekko upić i… pozwoliłam mu zostać na noc.
- Och… Wow.
- Wiem, jak to brzmi i nie jestem z tego powodu dumna, bo chciałam się go pozbyć ze swojego życia, a tymczasem pozwalam mu wracać i wbrew własnym postanowieniom, witam go z otwartymi ramionami, co nie powinno mieć miejsca.
- Może… zwyczajnie… go kochasz?
Uniosła głowę i spojrzała zdziwiona w niebieskie oczy Wojtka.
Nie brała tego pod uwagę, bo już ustaliła z samą sobą, że nie może go kochać. Tęskniła za nim i była mu wdzięczna, że pomógł jej z tańcem, ale to nie mogła być miłość. Nie i już.  
- Z pewnością nie.  
- Jesteś tego pewna?  
Poprawiła swój kok, a potem utkwiła wzrok w swoich dłoniach.
- Nawet, jeśli jakimś cudem to prawda, to on nigdy się o tym nie dowie – mruknęła cierpko. – Nie nadaje się do związków i ostrzegał mnie przed sobą, tylko do mnie to nie docierało. – Westchnęła. – Chyba chciałam coś sobie udowodnić, ale jak zawsze, nie wyszło.
- Masz bardzo kiepskie poczucie własnej wartości.
- Nie w tym rzecz. Jestem bardzo łatwowierna i naiwna. Daje szansę niewłaściwym ludziom.
- Czyli żaden facet już nigdy nie będzie miał u ciebie szans?
Spojrzała przelotnie na Wojtka, czując narastający niepokój.  
- Teraz, z pewnością nie spojrzę na nikogo innego.  
- Yhym. Ale wciąż będziesz otwarta w tańcu?
Roześmiała się.
- Nie zamknę się w obawie o twoją rolę. Jeśli zniszczysz jeszcze jedne drzwi…
- W porządku. Nikt się nie zorientował, że to byłem ja. - Parsknął śmiechem. – Byłby ze mnie świetny aktor.
- Jeśli ruszą nagrania z monitoringu…
- Z powodu głupich drzwi? – zadrwił. – Musieliby jednocześnie przyjrzeć się romansowi Orłowskiej i Ligockiego.
- Co? – wydusiła z siebie.
- Myślisz, że z jakiego powodu dostała taki angaż?  
- Przecież jest dobra.
- No tak, ale to wciąż za mało.  
Zrobiła kilka kroków do tyłu.
- To stanowczo zbyt wiele informacji jak na jeden dzień. Wracam do środka, idziesz?
Wojtek puścił jej oczko, a potem weszli do sali i usiedli pod ścianą, niedaleko grupy Igi.  
Brunetka przyjrzała się z bliska blondynowi, zdając sobie sprawę, że fajnie mieć obok kogoś, kto naprawdę przejmuje się drugim człowiekiem i wyciąga pomocną dłoń. Ta krótka rozmowa na korytarzu podniosła ją na duchu, chociaż nie miała żadnego powodu do radości.
Zwróciła wzrok na Orłowską, którą całkowicie pochłonęło opowiadanie fabuły. Patrycja odruchowo zarumieniła się, gdy kobieta potwierdziła słowa Wojtka. Będą się całować. Tylko jeden raz i to w ostatnim epizodzie, na znak, że miłość jest prawdziwa i trwała.
Gdyby nie parszywy humor, parsknęłaby śmiechem.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3549 słów i 19384 znaków.

1 komentarz

 
  • Lil

    Czytałam bloga i szkoda mi Artura.

  • elorence

    Dostał to, na co sam sobie zapracował :)