Kiedyś będziesz mój - Rozdział 45

Wojtek od dnia bójki udawał, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jednak siniaki na jego twarzy mówiły coś odwrotnego. Za każdym razem, gdy patrzyła na niego, odczuwała potworne wyrzuty sumienia. Obiecała mu, że nie będzie się obwiniać, ale to ona znała Artura i to przez nią, rzucił się na niego.  
Blondyn westchnął ciężko i odsunął się od Patrycji, a potem wyłączył muzykę.
- Przestaniesz patrzeć na mnie z tym cholernym współczuciem? – zapytał ostro. – Nic mi nie jest.
- Nie bądź durniem – mruknęła, zbliżając się do niego, a potem dotknęła jego twarzy. Skrzywił się, ale nie odsunął. – Orłowska chciała cię zabić, a ty mówisz mi, że jest okej?!
- Mieliśmy nie wracać do tego tematu.
- Bagatelizujesz to wszystko, a doskonale wiesz, jak się z tym czuję!
- Obudziła się w tobie egoistka, bo akurat mam w dupie, jak wygląda moja twarz. Dupek nie ma wcale lepszej, więc jesteśmy kwita, tak?
- Dziwny sposób na wyrównanie rachunków – zadrwiła, a Wojtek momentalnie odepchnął jej dłoń. – No co? Nie mam racji?
Zmroził ją wzrokiem.
- Wiesz, dlaczego mnie pobił?
- Jest chorobliwie zazdrosny – wytłumaczyła Patka, obejmując się mocno ramionami. – Od samego początku tak miał, ale byłam ślepa i…
- Nazwałbym to inaczej.
- Czyli?
Twarz Wojtka rozświetlił uśmiech.
- Wie, że jest dla ciebie nieodpowiedni i wie, że pewnego dnia to zrozumiesz i zechcesz odejść. To całkowicie zrozumiałe, że w chwili zagrożenia, kolesiowi całkowicie odbija.
- To nie ma nic wspólnego ze mną!
- Oczywiście, że ma. – Zacisnął mocno szczękę. – Wkurzył się, bo zobaczył, że czujesz się przy mnie dobrze, więc przeszło mu przez myśl, że mógłbym cię uszczęśliwić w przeciwieństwie do niego.
- Ale ty mnie nie…
- Tego nie wie, a raczej nie dopuszcza do siebie myśli, że zwyczajnie dobrze się dogadujemy. – Uśmiechnął się szeroko. – Skomplikowany gość. Sam sobie robi pod górkę.  
- Ma dość trudny charakter.
Wojtek wyglądał na zbitego z tropu, a uśmiech zamarł mu na ustach.
- Masz zamiar go bronić? Po tym wszystkim, co ci zrobił i twoim bliskim? Jakim prawem próbujesz wybielić kogoś, kogo powinnaś skreślić grubą kreską.
Patrycja odwróciła wzrok, czując się podle. Żałowała tego, co się stało, ale wiedziała, że gdyby nie spotkała Artura, jej życie pewnie nie nabrałoby tak szybko sensu. Była mu wdzięczna za wiele rzeczy, a po bójce z Wojtkiem, wcale nie wyglądał lepiej od poszkodowanego… Krew lała mu się ciurkiem po twarzy, dyszał ciężko i miał coś takiego w spojrzeniu… Mimowolnie, wzdrygnęła się, a potem spojrzała ponownie na blondyna.
- Nie przeżyłam z nim samych złych chwil – powiedziała szczerze. – Przykro mi, że tak cię urządził, ale nie każ mi myśleć, że to najgorszy człowiek na świecie.
- Czy mi się tylko wydaje, czy właśnie nadstawiasz drugi policzek? – warknął zezłoszczony. – Naprawdę, nie mieści mi się w głowie, że możesz być tak głupia i wpadać w ramiona kogoś, kto potrafi tylko ranić! Już zapomniałaś, jak zamknęłaś się w łazience i dobrowolnie chciałaś zrezygnować ze swojej życiowej szansy?
- Pamiętam, ale…
- I to chcesz nazwać dobrą chwilą? – zakpił.
Pokręciła przecząco głową.
- Nie mówiłam o tym.
- A o czym? Namiętne noce nie mają nic do powiedzenia. To, że facet potrafi się pieprzyć nie czyni z niego księcia na białym koniu.
Zacisnęła mocno usta.
- Jak możesz! – zrugała go. – Nie patrzę na niego przez taki pryzmat!
- Gdybyś zwracała uwagę na charakter, pewnie byłabyś teraz z kimś innym – powiedział otwarcie, nie owijając w bawełnę. – Skoro zwróciłaś uwagę na takiego idiotę, który nie ma się czym szczycić oprócz wyglądu… sama sobie dokończ to zdanie.
Zszokowana brunetka patrzyła, jak Wojtek narzuca na siebie bluzę i poprawia ją z furią, kiedy rękaw podwija mu się do góry.
- Gdzie idziesz? – zapytała.
- A jak myślisz? – zadrwił. – Wracam do domu.
- Czemu?
- Nie mam ochoty tu być i wbijać ci do głowy, że ulokowałaś uczucia w niewłaściwym facecie.
- Wojtek, nie możesz nigdzie iść! – Zdenerwowała się. – Musimy popracować nad naszymi wspólnymi układami, przecież wiesz!
Zmroził ją wzrokiem.
- Może do piątku ochłonę.  
- Żartujesz sobie?! To pełny tydzień!
- Na razie nie mam ochoty spędzać z tobą czasu sam na sam. Nie słuchasz mnie. Robisz błędy i cały czas boisz się do mnie zbliżyć w obawie, że ten pieprzony drań wyskoczy zza rogu i zrobi ci awanturę, a mnie znowu pobije. – Uśmiechnął się krzywo. – Miałem cię za zupełnie inną dziewczynę.
Ta uwaga ją zabolała. Chciała do niego podejść i spróbować zatrzymać, ale widziała złość wymalowaną na jego twarzy i zrezygnowała. Musiał ochłonąć, miał rację.  
- A próby z Orłowską?
- Ich nie uniknę, ale nie gwarantuję, że z mojej strony usłyszysz same miłe słowa.
- Wojtek – jęknęła błagalnie.
- Masz tydzień, aby zastanowić się, czego ty tak naprawdę chcesz od tego życia i, czego chcesz ode mnie. Jeśli mamy inne priorytety, lepiej byłoby, gdybyśmy już wcześniej o tym wiedzieli. Najwyżej jedno z nas będzie musiało zrezygnować.
- Wojtek, nie możesz!
- Wychodzę. Cześć. – Już szedł w stronę drzwi, gdy nagle się odwrócił. – Aha, zapomniałbym! – Wbił w nią lodowaty wzrok. – Przez takie dziewczyny jak ty, większość porządnych facetów zamienia się w skurwysynów. Miej to na uwadze, kiedy będziesz podejmować kolejną beznadziejną decyzję.
Rzucił jej ostatnie, dość ponure, spojrzenie i wyszedł, prawie trzaskając drzwiami.  



- I co zamierzasz zrobić? – zapytał Kacper, przyglądając mu się uważnie.
Artur chodził po pokoju od godziny, starając się powstrzymać od chęci sięgnięcia po alkohol. W planach miał rozmowę z Patką, a pewnie nie chciałaby go wysłuchać, gdyby wyczuła, że pił. Zresztą, byłby nie do opanowania, gdyby postanowiła mu odmówić.
- Nie wiem.
- Jak, kurwa, możesz nie wiedzieć? Patrycja zamknie ci drzwi przed nosem!
- Nie, nie zrobi tego. Nie mogłaby. – Miał niezbyt dobre przeczucia, ale nie chciał dać im wyjść na światło dzienne, bo pewnie całkowicie odbiłoby mu, a tego chciał uniknąć za wszelką cenę. – Porozmawia ze mną, bo ma do mnie słabość.
- Z tym wyglądem… na pewno zmiękną jej kolana – zadrwił Kacper.
Musiał się zgodzić z przyjacielem, bo nie prezentował się zbyt dobrze. Jego twarz wyglądała paskudnie. Dłonie nie wyglądały wcale lepiej. Poharatany nos, łuk brwiowy i te siniaki na twarzy, które zmieniały kolor. Jakby tego było mało, musiał się ogolić.
- Jeśli dobrze tego nie rozegram to pewnie będzie nasze ostatnie spotkanie.
- Mówisz poważnie?
- Widziałem jej wzrok, kiedy nachylała się nad nim… - Musiał na chwilę zacisnąć mocno szczękę, bo wciąż wspomnienia wzbudzały w nim nieokiełznaną złość. – Jeśli zabiłem w niej ostatnie dobre uczucie do mnie… nie mam czego u niej szukać.
- Pogodziłeś się z tym?
- Nie.
- Jesteś bardzo spokojny, jak na okoliczności.
Westchnął ciężko, a potem usiadł na stoliku naprzeciw Kacpra i spojrzał mu prosto w oczy.
- Anita mnie ostrzegała. Tłumaczyła setki razy, że nie powinienem bić ludzi, bo to żądne rozwiązanie, ale nigdy jej nie słuchałem. Wierzyłem, że moje sposoby na radzenie sobie z gniewem jakoś dają radę, aż… nie spotkałem Patki i nie doświadczyłem tych pieprzonych konsekwencji złych wyborów. – Spuścił wzrok na swoje dłonie. Zacisnął je w pięści i przyjrzał się poharatanym kłykciom. – Nie wiem, kim on dla nie jest, ale sama myśl, że chciałaby czegoś z nim spróbować, doprowadza mnie do szału. Nie jestem w stanie myśleć o niczym innym.
- To normalne, że ma partnera do tańca. Wiedziałeś to, gdy zacząłeś się z nią spotykać.
- Nie brałem tego pod uwagę. Byłem tylko skupiony na niej, więc może mi umknęło, jak kiedyś o tym wspominała. – Wypuścił wolno powietrze z płuc. – Nie zaakceptuję tego, a przynajmniej nie w tej chwili, kiedy ten blondas ma do niej jakiekolwiek prawo.
- To tylko taniec.
Artur zmrużył oczy.
- I mówi to ktoś, kto z zazdrości chciał mi skopać dupę, gdy z nią rozmawiałem? – zakpił.
Kacper wywrócił oczami.
- Znasz siebie, więc nie dziw mi się, że świrowałem.
- W takim razie, powinieneś wiedzieć, jak źle się czuję z myślą, że ona ma kogoś innego.
- Nie jest z nim.
- Trzymali się za ręce.
- Już całkowicie padło ci na mózg, stary! Widziałeś to co chciałeś i nie powiesz mi, że było inaczej! – Kacper był wkurzony, a brunet nawet nie próbował protestować. – Sam zawaliłeś sprawę, pieprząc się z jej przyjaciółką, a teraz próbujesz udawać pokrzywdzonego? Słyszysz, jak to durnie brzmi?  
- Monika nic dla mnie nie znaczyła. Potrzebowałem odskoczni.
- Zajebiste tłumaczenie – pochwalił z udawaną dumą Kacper. – Normalnie, kurwa, chwyta mnie za serce! Słyszysz się, tak w ogóle?
Pokręcił głową.
- Wiem, że nabałaganiłem w jej życiu.
- Chyba chciałeś użyć innego słowa. Zrobiłeś prawdziwy rozpiździel w jej życiu. Nawet przez chwilę, nie przeszło mi przez myśl, że możesz być tak pojebany, żeby niszczyć życie jakiejkolwiek dziewczynie!  
Obrócił dłonie na drugą stronę i rozluźnił je, wciąż się im przyglądając.
- Naprawię to.
- Niby jak, kurwa? Machniesz czarodziejską różdżką i wymażesz jej pamięć?
- Coś wymyślę.
- Do wieczora pozostało ci mało czasu.
- Nie zostawi mnie.
- Już to zrobiła i wbij sobie do tego pustego łba, że jeśli tego wieczoru powie ci „spierdalaj”, a ty nie dasz jej spokoju, to jesteś ostatnim skurwysynem.
- Kocha mnie. Musi mnie kochać.
- Miłość nie sprawi, że będziesz mógł ją przywiązać do siebie i kazać być ze sobą. Zresztą, o jakiej ty miłości mówisz? Ona nie ma prawa cię kochać, bo nie zasługujesz na to. Tak, po prostu.
- Kurwa, Kacper, przeginasz – wściekł się.
- Mówię prawdę. Zastanów się.  
- Kocha mnie i, kurwa, nie waż się tego podważać.  
Artur nie chciał dopuścić do siebie myśli, że tego dnia mógłby zobaczyć Patrycję po raz ostatni. Wiedział, że nie będzie zadowolona z jego odwiedzin, ale musiał z nią porozmawiać i wymazać złe wrażenia. Jakim sposobem, musiał przebić się przez jej mur i udowodnić, że nie jest takim pojebanym gościem, na jakiego wyglądu.
Kacper miał jednak rację. Trudno udowodnić komuś, że człowiekowi zależy, gdy robi tysiąc różnych rzeczy, które mówią coś przeciwnego.  



Siedziała pod ścianą i płakała, nie potrafiąc się uspokoić.  
Miała sobie za złe, że przyczyniła się do odejścia Wojtka. Niby nie odszedł na zawsze, ale zagroził, że jeśli nic się nie zmieni to będą musieli się pożegnać. Z wyrozumiałego chłopaka zamienił się w twardego faceta, który nie będzie przyklaskiwał jej durnym decyzjom.  
Myślenie o Arturze bolało. Blondyn chyba nigdy nie czuł do kogoś czegoś tak silnego… Patrycja cały czas myślała, że coś w jej życiu się odmieni, a sam brunet również stanie się zupełnie innym człowiekiem. Przecież zanim zobaczyła go z Moniką, wszystko między nimi się układało. Było cudownie, a potem…  
Ukryła twarz w dłoniach i zaniosła się płaczem.  
Ten nowy rok od samego początku postanowił zafundować jej same najgorsze przeżycia. Już powoli miała tego dosyć, bo ile można znosić życiowe porażki?  
Usłyszała głośne kroki, więc szybko otarła dłońmi policzki i spojrzała w stronę drzwi. Po chwili, w szczelinie pojawiła się głowa Ariela. Był uśmiechnięty, ale gdy zobaczył twarz przyjaciółki, od razu spoważniał i wszedł na salę, zamykając za sobą dokładnie drzwi.
- Co jest? – zapytał, siadając naprzeciwko niej.
- Pokłóciłam się z Wojtkiem – powiedziała szczerze Patka.  
- O co?
- Chyba o kogo…
Ariel nie wyglądał na zaskoczonego.  
- To było do przewidzenia.  
- Co chcesz przez to powiedzieć?
Westchnął cicho.
- Artur porządnie go pobił, a mimo to, dalej przychodził chętnie na próby, udając, że jest w porządku. Jakby tego było mało, sam nieźle poobijał tego awanturnika. Dalej nie umiesz łączyć faktów?
Oczy Patrycji zrobiły się ogromne.
- Sądzisz, że on… Przecież to niemożliwe! My… nic! Boże, Ariel, jakim cudem?
- Jest tobą zafascynowany. Gdybyś słyszała, jak o tobie mówi i z jakim entuzjazmem. Tak nie zachowuje się facet, któremu jesteś obojętna.
- To jest ponad moje siły.
- Ale nie powiesz mi, że nie ma racji, jeśli chodzi o Artura.
Przygryzła wargę.
- Uważa go za najgorsze zło, jakie mogłam spotkać na swojej drodze.
- A, czy tak właśnie nie jest? – zapytał Ariel, wpatrując się uważnie w twarz przyjaciółki. – Owszem, na samym początku naprawdę liczyłem, że to poważny gość, ale w momencie, kiedy wykorzystał Monikę, a potem ciebie… To wystarcza, abym miał pewność, że jest nieodpowiedni dla ciebie.  
- Nie będę z nim.
- Tak mówisz, bo go tutaj z nami nie ma.
- Nieprawda – oburzyła się.
- Naprawdę? – zadrwił. – Przy nim miękniesz. Nieważne, ile razy cię skrzywdził, ty i tak mu wybaczysz i przygarniesz do siebie, popełniając kolejne błędy… Kiedy wreszcie zrozumiesz, że właściwy facet zrobi wszystko, aby zyskać w twoich oczach?
- Co chcesz mi przez to powiedzieć?
- Masz kogoś innego na wyciągnięcie ręki.  
- Nie, z Wojtkiem…
- Nie zaprzeczaj – przerwał jej. – Podoba ci się i nie mów, że tak nie jest, bo jeszcze niedawno sama się do tego przyznałaś. Dba o ciebie i sama musisz przyznać, że jeśli chodzi o jego charakter to do niewielu rzeczy można się przyczepić, prawda?
Pokręciła głową.
- Naprawdę nie wiem, czy to odpowiedni moment na takie rozmowy.
- Chcę ci jedynie pokazać jasną stronę.
- Póki co, moje życie to jedna wielka porażka – powiedziała drwiąco.  
Na twarzy Ariela pojawił się szeroki uśmiech.
- Jesteś w błędzie.
- Skąd ten uśmiech?
- Mam dla ciebie dwie fantastyczne wiadomości – powiedział z ekscytacją.
Brunetka przyjrzała mu się uważnie i poczuła, że jakaś nieznana siła ściska ją za serce. Dziękowała Bogu, że ma przy sobie kogoś tak kochanego, jak Ariel. Był najlepszym przyjacielem, partnerem w tańcu, doradcą, wsparciem…  
- Zamieniam się w słuch.
- Rozmawiałem z Igą.
- O czym?
- Jest w ciąży.
- Co?! To fantastycznie! – Patrycja od razu się rozpromieniła. - Dlaczego nic nam nie powiedziała? To cudowna wiadomość!
- Z pewnością, gdy w grę wchodzi bycie jej zastępcą.
- Co masz na myśli?
- Zaproponowała, abyś to ty zajęła jej miejsce.
Jej serce zaczęło bić w szaleńczym tempie.
- Żartujesz?! Naprawdę?!
- To nieco rozjaśnia twoją kiepską sytuację, prawda? - Patrycja łapała powietrze, bo nie była w stanie wymówić żadnego słowa, które w trafny sposób ujęłoby jej nieopisaną radość. – Ale to nie jest koniec. – Nadzieja w oczach brunetki rosła z sekundy na sekundę. – Zamieszkasz u mnie.
- Co? Przecież…
- Mam wolny pokój. Co prawda, był dla rodziców, ale oni rzadko kiedy wpadają. Jak coś, udostępnię im własny pokój, a sam pójdę spać na kanapę.  
Nie czekając ani chwili dłużej, rzuciła się na szyję przyjacielowi, prawie go dusząc.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję! DZIĘKUJĘ!



Gruba teczka prawie wypadła jej kilka razy z rąk. Pogoda nie dopisywała, a musiała wreszcie załatwić tą sprawę. Nie była ucieszona, że jedyna osoba, która mogła jej pomóc to były facet, ale czy miała inne wyjście? Musiało naprawić wiele rzeczy, a skoro sama zniszczyła kilka relacji, więc musiała podwójnie starać się o zadośćuczynienie.
Zapukała do pokoju, który doskonale znała, z mocno bijącym sercem.  
- Proszę!
Przymknęła na chwilę powieki, a potem pociągnęła za klamkę. Tak jak myślała, Łukasz był zaskoczony.
- Cześć – powiedziała nieśmiało, ściskając w dłoniach teczkę.
Nie udawał zachwyconego. Zamknął książkę, którą czytał i odchylił się na krześle, taksując ją spojrzeniem.
- Po co tutaj przyszłaś?
- Mam do ciebie prośbę.
- Czas minął – mruknął niechętnie. – Jeszcze niedawno kazałaś mi spadać, a teraz co? Nagle jestem ci do czegoś potrzebny?  
Przygryzła wargę, wpatrując się w niego z nadzieją.
- Musisz mi pomóc.
- Bo?
- Nikt inny nie jest w stanie tego zrobić.
- Nie spotykamy się już, więc znajdź sobie innego naiwniaka, który ci pomoże.
Otworzył ponownie książkę i udawał, że czyta, ale Monika nic sobie nie robiła z jego słów. Była zbyt nakręcona na swoje plany, więc usiadła na krześle, a z teczki wyciągnęła plik kartek. Zaskoczony Łukasz uniósł brwi do góry.
- Co to jest?  
- Praca mojej koleżanki.
- Dlaczego sama do mnie nie przyszła?
- Nie studiuje ze mną.  
- Ładna chociaż? – spróbował zażartować, ale blondynka łypnęła na niego groźnym spojrzeniem. – No co? Jak już mi zawracasz głowę, to chociaż chciałbym wiedzieć dla kogo.
- Taka niewielka ilość informacji powinna ci wystarczyć – mruknęła szorstko. – Byłabym ci wdzięczna, gdybyś ją przeczytał i ocenił, ewentualnie puścił dalej, do jakiegoś profesora, który wskazałby dokładnie błędy i naprowadzić na poprawki.  
- Koleżanka jest taka nieśmiała?
- Nie, wręcz przeciwnie, ale chcę jej wyświadczyć przysługę.
- Yhym – mruknął nieprzekonany Łukasz, a potem wziął kartki i zaczął czytać pierwszą stronę. – Interesujący temat.  
- Pomożesz mi?
Spojrzał na nią w dziwny sposób.
- A mam jakieś inne wyjście?
Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Dziękuję. - Łukasz nie wierzył w to co widzi. Blondynka zawstydziła się, przypominając sobie, jaką była zołzą i jak wiele razy pokazywała, że brakuje jej dobrych manier. – Ludzie się zmieniają – powiedziała do niego.  
- Szczęściarz.
Monika zmarszczyła brwi.
- Kto?
- Ten koleś, z którym teraz pewnie jesteś.  
- Kogo masz na myśli?
- Nie pamiętasz już, kto cię podwiózł na naszą randkę? – zapytał zimno.
Poczuła bolesne ukłucie w okolicach serca. Odwróciła wzrok i poruszyła się niespokojnie na krześle.
- Ile będę musiała czekać?
- Jeśli praca będzie dobra, dam ci znać jutro.
- Tak szybko?
- Nie moja wina, że mam do ciebie słabość – powiedział szczerze.
Monika wymusiła na sobie uśmiech, a potem wstała, zakładając włosy za ucho.
- Jeszcze raz dziękuję.
Odwracając się, wciąż czuła na sobie jego wzrok. Miała wyrzuty sumienia, bo pamiętała dokładnie ich ostatnią rozmowę, ale Łukasz był jej jedyną deską ratunku; jedyną osobą, która jeszcze chciała z nią rozmawiać.



Patrycja była pochłonięta planowaniem. Siedziała po turecku na kanapie pośród kartek i liczyła. Na początku skupiła się na swoich oszczędnościach, których nie posiadała, później na rzeczach, które mogłaby sprzedać, bo mogły się okazać niepotrzebne, skoro Ariel miał umeblowane mieszkanie, a na sam koniec zostawiła sobie napisanie wypowiedzenia, które chciała zanieść już następnego dnia do pracy.  
Rozpierała ją wewnętrzna radość i chociaż kilka godzin wcześniej, odbyła dość nieprzyjemną rozmowę z Wojtkiem, która nie zakończyła się najlepiej, miała dobre przeczucia. Jeśli Ariel miał rację, blondyn nie mógłby zrezygnować i wprowadzić ich w kłopoty, skoro najwyraźniej coś do niej czuł.  
Nie mogła powiedzieć, że jej się to podobało, bo wprowadzało pewne komplikacje w ich relacji, ale blondyn zrobił dla niej dużo dobrego, więc nie mogła mieć do niego pretensji.  
Pukanie do drzwi wyrwało ją z zamyślenia. Dopiero po kilku sekundach zareagowała i podeszła do drzwi, otwierając je bez zastanowienia.  
- Och – jęknęła, widząc Artura. Jej żołądek zawiązał się w supeł, a w gardle pojawiła się gula. – Nie mamy sobie nic do powiedzenia – powiedziała stanowczo, próbując zamknąć drzwi, ale brunet wślizgnął się do środka, nic sobie nie robiąc z jej słów. – Artur, nie masz prawa wchodzić do tego mieszkania bez pozwolenia!
- Powiedziałem ci już, że nie pozwolę, abyś była z kimś innym.
Wywróciła oczami.
- Ciągle to samo – mruknęła niechętnie. – Kiedy wreszcie do ciebie dotrze, że to nie jest twoja sprawa z kim będę?!
- Nie będziesz mi mydlić oczu – warknął. – Kim on jest?
- Boże, razem tańczymy. Tyle. – Widziała po jego spojrzeniu, że nie wierzył jej. – Artur, rzuciłeś się na niego bez konkretnej przyczyny i zmasakrowałeś mu twarz. Twoim zdaniem to jest w porządku?
- Prosił się oto.
- Słucham? – zapytała, niedowierzając. – Jak można prosić się o obicie twarzy?!
Chciał się do niej zbliżyć, ale cofnęła się, więc zrezygnował, patrząc na nią uważnie.
- To było nasze trzecie spotkanie, które musiało się tak skończyć. Za pierwszym razem byłem zbyt zajęty faktem, że tańczysz sama na środku parkietu. Za drugim… byłem zbyt pijany, aby sprać go na kwaśne jabłko, bo chciałaś go zaprosić do swojego mieszkania, ale ostatecznie pozwoliłaś mu odwieźć mnie do domu. Trzeci… nie mogłem pozwolić, aby znowu mógł mi grać na nosie. Nie ma, kurwa, takiej opcji, rozumiesz?
Niczego nie rozumiała.
- Będziesz bił każdego, kto znajdzie się w pobliżu mnie?
- Jeśli będzie trzeba.
Ukryła twarz w dłoniach, bo nie miała już sił na tą rozmowę. Artur nie nauczył się, że swoim zachowaniem jeszcze bardziej odpycha ją od siebie niż zbliża.  
- Straciłeś mnie już dawno temu i nie masz żadnego prawa, aby wtrącać się w moje znajomości – powiedziała bardzo wolno, opuszczając dłonie. Spojrzała mu w oczy, nawet nie ukrywając, że źle czuje się w jego obecności. – Jeśli spotkam kogoś, kto będzie więcej wart od ciebie, będę z nim i nie zmienisz tego swoim dziecinnym zachowaniem.
Spodziewała się niekontrolowanego wybuchu złości, ale kiedy przyjrzała mu się uważnie, zauważyła panikę.  
- Czyli to koniec? – zapytał zaskoczony.
- Już dawno ci powiedziałam, że skończyłam z tobą i myślałam, że dotarło to do ciebie.  
- Ale ty…
- Nie powołuj się na moje uczucie, bo należą do mnie. Mogłabym cię nawet kochać, ale nie zmusiłoby mnie to do bycia z tobą. Nie po tym wszystkim, co zrobiłeś.  
Złapał ją za rękę i chociaż chciała mu się wyrwać to już zabrakło jej sił.  
- Zmienię się. Przysięgam.  



Otworzyła szeroko oczy, a potem roześmiała się histerycznie.
- To najdurniejsze słowa, jakie słyszałam! – Westchnęła ciężko. – Mam gdzieś, bo wszystkie twoje obietnice i przysięgi nic nie znaczą!  
Zbliżył się do niej, ale ona ponownie cofnęła się, chcąc utrzymać dystans, który cholernie go drażnił. Chwytał się ostatniej deski ratunku, ale nawet to mu uniemożliwiała.  
- Patka, przepraszam… Naprawdę, kurwa, przepraszam… Odpierdoliło mi, gdy was zobaczyłem, ale spróbuję nad tym zapanować.
- Ta rozmowa mnie męczy, jak wszystkie poprzednie. Do ciebie nic nie dociera, a z każdą kolejną chwilą mam wrażenie, że w ogóle mnie nie słuchasz. Nie będę z tobą. Nigdy.
- Przeprosiłem!
- Boże, i co myślałeś? Jedno głupie „przepraszam” nie sprawi, że zapomnę, a już na pewno Wojtek nie puści tego w niepamięć!  
- Wojtek – prychnął.  
- To jego powinieneś przeprosić! Rzuciłeś się na niego bez powodu!
Przyciągnął ją gwałtownie do siebie tak, że stykali się nosami.  
Mógł słuchać o tym blondasie tylko, gdy znajdowała się obok. Jej bliskość go uspokajała, a jeśli chciał, aby ta rozmowa skończyła się dla niego jak najlepiej, musiał nad sobą panować.  
- Zrobię to, kurwa, po swoim trupie, rozumiesz? Należało mu się. Może teraz zrozumie, że powinien sobie ciebie odpuścić już przy pierwszym spotkaniu, kiedy jasno dałem mu do zrozumienia, że jesteś moja.
Zacisnęła mocno usta.
- Twoja, tak? Całkowicie ci odbiło! - Chciał ją pocałować, ale uderzyła go wolną dłonią w klatkę piersiową. Zaskoczony, cofnął się i spiorunował ją wzrokiem. – Straciłeś już wszelkie prawo do dotykania mnie.
Jej słowa dały odwrotny skutek, bo po chwili obrócił ją i przycisnął do ściany, nie dając możliwości ucieczki. Patrzył na nią, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że widzi ją po raz ostatni.
Gdzie podział się dawny, nieustępliwy Artur?
- Będziesz moja, czy tego teraz chcesz czy nie – szepnął, z trudem powstrzymując się od pocałowania jej. Dotknął policzka Patrycji. – Kochasz mnie.
Zaskoczona, otworzyła szerzej oczy.
- Chyba sobie…
- Może nie jestem doskonały, ale… nie jestem też na tyle zły, aby nie dało się mnie pokochać. – Widział, jak złość zaczęła topnieć w jej spojrzeniu. – Muszę wyjechać na dwa miesiące i chciałbym cię prosić, chociaż to naprawdę kurewsko źle brzmi, abyś czekała tu na mnie.
- Czekała? – zapytała słabo.
- Wrócę i wtedy porozmawiamy na spokojnie, ale uwierz mi, jeśli zwiążesz się z kimś innym, będę zmuszony postąpić tak jak zawsze.
- Nie będziesz mnie szantażował.
- Nie dajesz mi innego wyboru.
- Niczego ci nie obiecam.  
Zapatrzył się na jej usta, a potem oblizał własne wargi. Ciągnęło go do niej, ale musiał z tym walczyć, aby miał do kogo wracać.
- Zaczniesz odbierać moje telefony?
Odwróciła głowę.
- Nie.
Dotknął podbródka brunetki, a potem obrócił jej głowę w swoją stronę.
- Proszę.
Sam nie miał pewności, co się z nim działo. Nigdy nie prosił, nie przepraszał ani nie błagał, a kiedy stał przed tą dziewczyną… Mógłby paść na kolana i…
Wziął głębszy wdech, a potem spojrzał na nią wyczekująco.
- Nie ma dla nas przyszłości.
- To twoje zdanie – mruknął szorstko. – Nie przekreślaj nas. Jeszcze nie.
- Artur…
- Tylko dwa miesiące. Proszę.
Odchyliła głowę do tyłu, przenosząc wzrok na sufit.
- To nie ma najmniejszego sensu. Oboje to wiemy.
- Ja nigdy nie błagam. Doceń to – powiedział twardo.
Gdy ponownie na niego spojrzała, w jego sercu tliła się nadzieja, że jeszcze wszystko będzie dobrze, a ich wspólny rozdział wciąż pozostanie niedokończony i otwarty.
- Nie mogę.
Zacisnął mocno szczękę.
- Co to znaczy?
- Nie dam rady, rozumiesz? To wszystko mnie wycieńczyło. Ciągłe zastanawianie się, kim dla ciebie jestem, a potem powracające wspomnienie ciebie i Moniki. – Westchnęła cicho. - To jest ponad moje siły.
Odsunął się od niej, a potem przeczesał dłońmi włosy. Jego idealny plan szlag jasny trafił. Patka go nie chciała. Najgorsze czarne myśli stały się rzeczywistością, a on czuł, że nic już tu nie wskóra. Ogarnęła go taka bezsilność, że obrzucił dziewczynę smutnym spojrzeniem, które jednocześnie było pełne wyrzutu, a potem wyszedł z mieszkania.
Zanim jednak zbiegł ze schodów, zacisnął dłoń w pięść i uderzył nią w ścianę kilka razy. Rany na kłykciach ponownie się otworzyły i zaczęła się z nich sączyć krew, ale nie zwracał na to uwagi.  
Zrobił porządny krok w tył i pierwszy raz poczuł, jak się rozpada.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 4990 słów i 27458 znaków.

2 komentarze

 
  • majli

    Mam jedno pytanko. Historia się zakończy tak jak na twoim blogu, czy szykujesz inne zakończenie?  :P

  • elorence

    Nie planuję nic zmieniać :)

  • Niebieskooka1301

    Czekamy na kolejną część :) świetne :)