Kiedyś będziesz mój - Rozdział 28

Siedzenie na kanapie i wpatrywanie się w monitor laptopa, niczego nie ułatwiało. Biała strona dokumentu wciąż pozostawała niezapisana. Już dawno powinna była oddać jakąś część pracy do sprawdzenia, ale była w kropce. Nie mogła się wściekać na nikogo innego, tylko na siebie. Długo zwlekała, aż wreszcie zdała sobie sprawę, że istnieje szansa, aby broniła się dopiero za rok! Jej matka nie przeżyłaby takiej wiadomości. Obie ustaliły, że Patrycja będzie tak długo mieszkała na swoim, dopóki będzie ją stać i bezproblemowo uzyska licencjat.  
Przeczesała palcami włosy, a potem postanowiła rozpalić świeczki. Liczyła, że odpowiedni nastrój pozwoli jej napisać choćby parę stron. Nie wymagała od siebie zbyt wiele, bo postanowiła dziennie coś napisać, aby na początku stycznia oddać pracę, a przynajmniej jej małą cząstkę.  
Po godzinie wpatrywania się w jedną ze świeczek, westchnęła ciężko i włączyła muzykę, starając się wyciszyć i wydusić z siebie kilka słów.  
Minęła kolejna godzina, a ona wciąż nie ruszyła do przodu. Ziewnęła przeciągle i aż podskoczyła, kiedy na monitorze pojawił się komunikat o wyładowaniu baterii. Szybko chwyciła ładowarkę i podpięła ją do komputera.  
Wena nie nadeszła, a pokój zatonął w ciemnościach. Zmęczona, położyła głowę na oparciu kanapy i wypuściła głośno powietrze z płuc.  
Straciła chęci na kolejne próby, bo najwyraźniej nie można zmusić się do czegoś, o czym nie ma się zielonego pojęcia. Monika tyle razy prosiła ją, aby wybrały się wspólnie do biblioteki i wypożyczyły kilka obowiązkowych pozycji, które pewnie pomogłyby jej w napisaniu tej pracy. Blondynka sama zaoferowała własną pomoc, bo całkiem nieźle szło jej pisanie tego typu rzeczy, ale jakoś nigdy nie skorzystała z porad przyjaciółki.  
Ciekawe, dlaczego.
Przymknęła na chwilę oczy i wróciła wspomnieniami do poprzedniego wieczoru, kiedy prawie cały czas tuliła się do Artura. Jej wargi same wygięły się w uśmiechu, kiedy tylko przypomniała sobie, jak często patrzył na jej usta i chciał ją pocałować.  
Z rozmyślań wyrwał ją dźwięk komórki. Wywróciła oczami i odruchowo, odebrała.
- Cześć, Patka!
- Cześć. Stało się coś?
- Trochę stresuję się tym piątkiem, a ty?
- Mnie przeraża nie tylko piątek, ale i moja praca licencjacka, której wciąż nie ruszyłam. Siedzę przed tym komputerem i nie potrafię wymyśleć niczego sensownego!
Ewelina parsknęła śmiechem.
- O Boże! Myślałam, że należysz do tej grupy ludzi, którzy mają wszystko dopięte na ostatni guzik!
- Niestety – mruknęła brunetka, prostując się. – Jak myślisz, damy radę?
- Z tym wspólnym tańcem?
- Tak.
- No pewnie! – Westchnęła. – I w sumie, dzwonię właśnie w tej sprawie. Mam nadzieję, że nie będziesz zła, bo już podjęłam decyzję. - Patrycja zacisnęła mocno usta, w oczekiwaniu czekając na ciąg dalszy. – Pomyślałam, że mogłabym zaprosić na naszą jutrzejszą próbę mojego kolegę.
- Jutro jest próba?
- Patka, nie żartuj sobie!
Uśmiechnęła się.
- Co to za kolega i w czym ma nam pomóc?
- Poobserwować, wyłapać błędy i coś doradzić. Zawsze lepiej mieć wsparcie w osobie trzeciej, która widzi wszystko lepiej i to z zupełnie innej perspektywy.
- Dobrze go znasz?
- Tak! Tańczyłam z nim kiedyś, a niedawno okazało się, że również dostał rolę w tym spektaklu!
Skrzywiła się.
- A co, jeśli uzna, że kiepsko nam idzie?
- Uwierz mi, nie zrobi tego! Nie odważy się!
- Zaczynam się zastanawiać, czy ty naprawdę jesteś miła, czy tylko udajesz – powiedziała rozbawiona Patrycja. – Ale i tak cieszę się, że tak starasz się, abyśmy obie się zgrały.
- Dużo od tego zależy, a co najważniejsze, bardzo cię lubię.  
Brunetka wywróciła oczami, śmiejąc się cicho.
- Chodzi ci o Ariela, więc nie podlizuj mi się!  
- Ariel to zupełnie inny temat, kochana. Swoją drogą, nie dałoby rady zrobić jakiegoś przypadkowego spotkania… czy coś?
- Mam spiskować przeciwko własnemu przyjacielowi?
- Nigdy nie uważałam się za brzydką, ale wygląd mi tutaj nie pomaga, bo Ariel kompletnie nie zwraca na mnie uwagi – jęknęła żałośnie. - Albo podoba mu się inna, albo woli mężczyzn.
- Zapewniam cię, że preferuje jednak kobiety – zaśmiała się.
- To super! A właśnie, jak sprawy mają się z tym przystojniakiem?
Mimo, że Ewelina nie mogła jej zobaczyć, to brunetka delikatnie zawstydziła się. Nie chciała być przyczyną plotek.
- Chodzi ci pewnie o Artura, faceta, z którym mnie ostatnio widziałaś, prawda?
- Artur, Artur… całkiem fajne imię. Jest cholernie przystojny i seksowny!
Policzki Patrycji były już tak gorące i czerwone, że odruchowo spuściła głowę, ukrywając się za kurtyną włosów.
- Wracam do pisania tej pracy. Do jutra!
- Nic mi nie powiesz na jego temat? – zawyła.
- Nie.  
- Speszyłaś się? – zażartowała Ewelina. – Nie dziwię się! Kurczę, mam nadzieję, że Ariel już niedługo również będzie tak zabiegał o moje względy, jak Artur o twoje!
- Jasne. Do jutra!
- Do jutra! Pa!
Odłożyła komórkę na stolik, a potem wzięła głębszy wdech, dotykając dłońmi policzków, które wciąż były gorące. Podskoczyła ze strachu, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Odłożyła laptop i wyszła z pokoju. Przejrzała się szybko w lustrze, obciągnęła podwiniętą koszulkę w dół i poprawiła włosy.
Zacisnęła mocniej palce na klamce, gdy na progu zobaczyła Artura. Zauważyła biały puch w jego włosach, który szybko strząsnął dłonią, a potem zabójczo się uśmiechnął.
- Cześć, słodka.
- Cześć – wychrypiała, bo zabrakło jej słów. – Wejdź.
Strzepnął śnieg z kurtki, a potem od razu ją ściągnął, podwijając rękawy czarnego swetra. Chciała wycofać się do pokoju, ale nie mogła sobie odmówić obserwowania Artura, tym bardziej, że nie mógł wiedzieć jak na niego patrzy.
- Inspekcja zakończona? – zadrwił, a ona spłonęła rumieńcem, rozchylając usta. Odwrócił się do niej przodem i podszedł bliżej, obejmując dłońmi jej twarz. – Może jakiś buziak powitalny czy coś?
Chciała się odsunąć, ale jej nie pozwolił, intensywnie patrząc jej w oczy.  
- Artur – szepnęła, ale nie zareagował, rozglądając się po mieszkaniu.
- Był tu ktoś?
- Czemu pytasz?
- Świeczki, nastrojowa muzyka… - Spojrzał znów na nią. - Masz na sobie te spodnie i zaczerwienione policzki.  
Zaczerwieniła się jeszcze bardziej.
- Próbowałam pisać pracę licencjacką.  
- Co? – prychnął. – I niby ta zmysłowa muzyka miała cię do tego natchnąć? – zapytał, przyglądając się jej podejrzliwie. – Kiepska wymówka.
Wywróciła oczami, ściągając jego dłonie ze swojej twarzy.
- Możesz mi nie wierzyć, ale taka jest prawda. – Uśmiechnęła się z zakłopotaniem. – A piosenka wcale nie jest…
- Oj, jest – mruknął, zerkając na jej usta. – Wcale mi niczego nie ułatwiasz. Znowu.  
Przygryzła wargę i odwróciła się, idąc do kuchni, a z twarzy nie schodził jej uśmiech.
- Napijesz się czegoś?
- Masz piwo?
- Jesteś samochodem?
- Tak.
- Cola może być?
- Prosiłem o piwo.
- Nie przenocuję cię – zastrzegła, czując dziwne ciepło w podbrzuszu.  
Pojawił się za nią, więc pisnęła cicho, kiedy objął ją ramieniem i przytulił do swojej klatki piersiowej.  
- Nawet nie zamierzam się wpraszać, bo ta noc mogłaby mnie zabić.
- Już tak nie przesadzaj – powiedziała drżącym głosem. – Moje łóżko jest całkiem wygodne.  
Położył dłonie na jej biodrach, a potem mocno przycisnął je mocno do siebie.  
- Trzeba w inny sposób sprawdzić jego miękkość.  
Zagryzła mocno usta, starając się nie jęknąć. Nie zamierzała dać mu satysfakcji ani przyzwolenia, aby robił z nią wszystko, na co miał ochotę.
- Poczekasz na mnie w pokoju?
- To jakaś propozycja?
Dlaczego jego głos musiał brzmieć tak seksownie? Jęknęła w duchu, wysuwając się z jego objęć i podchodząc do lodówki.
- Cola pasuje? – zapytała, ignorując jego wcześniejsze pytanie.
- Może być.
- Zaraz przyjdę.
Mruknął coś pod nosem, a potem wyszedł z kuchni. Patrycja za to wzięła kilka głębszych oddechów, próbując uspokoić swoje skołatane serce, które biło w strasznym tempie od momentu, kiedy tylko go zobaczyła.
Otworzyła lodówkę i osłupiała.
A co, jeśli ja się w nim zakocham?
Pustym wzrokiem wpatrywała się przed siebie, cały czas zastanawiając się, czy to może być możliwe. Nie znali się, a jednak spędzili już ze sobą trochę czasu. Jej ciało, serce i umysł, reagowały na niego w ten dziwny sposób. I, gdy tak zagłębiała się w tych swoich myślach, nagle zdała sobie sprawę, że może być już za późno.



Jedli pizzę, pili colę i śmiali się do rozpuku z różnych opowiadań z dzieciństwa. Artur był w wyśmienitym humorze, czego nie można było powiedzieć o Patrycji. Ciągle odwracała wzrok, uciekając gdzieś myślami. Niby śmiała się i żartowała, ale coś było nie tak. Starał się ignorować fakt, że znowu trzymała go na dystans. Tłumaczył sobie, że to wszystko jest winą pizzy, którą jadła w śmieszny sposób.  
- Co jest? – zapytał, kiedy zachowanie brunetki zaczęło go irytować. – Stało się coś od wczoraj? Coś, o czymś nie wiem?
Otworzyła szerzej oczy i w pośpiechu, wpakowała sobie do ust kolejny kawałek pizzy. Zmrużył gniewnie oczy i wbił w nią wzrok, cierpliwie czekając.
- No co? – wydukała, wycierając dłonie w chusteczkę. – Stresuję się tą pracą i piątkiem.
- I to jest powód, dla którego unikasz mojego wzroku?
Zarumieniła się i nerwowym ruchem, odgarnęła włosy z twarzy.
- Oczywiście, że nie.
- Dlatego pytam, co się stało?
- Mieliśmy porozmawiać – powiedziała cicho, nie patrząc na niego.
- Rozumiem, że zamiast pisać, siedziałaś i analizowałaś naszą relację, tak? – wycedził zły. – I co ci wyszło?
Pokręciła głową.
- Naprawdę starałam się skupić na temacie i wydusić z siebie kilka słów. Goni mnie termin i uwierz mi, to jest o wiele ważniejsza sprawa niż ci się wydaje.  
- To w takim razie, co jest nie tak? – Nie odpowiedziała. – Przecież widzę, jak się zachowujesz. Nie jestem ślepy.
Niepewnie zerknęła na niego.
- Powiedziałeś, że związki nie są dla ciebie.  
- I wciąż to podtrzymuję.  
Przygryzła wargę, a w jej oczach pojawił się smutek.
- To po co to wszystko? – zapytała z goryczą. – Chodzi ci tylko oto, żeby mnie… przelecieć i tyle? Potem powiesz mi: cześć i znikniesz?
Zacisnął mocno szczękę, a potem zgrzytnął zębami.
- Już ci mówiłem, że słowa Kacpra powinnaś porównać z rzeczywistością. To jest zagubiony chłopczyk, który nie ma zielonego pojęcia o świecie i kobietach.  
- Nie chcesz związku – przypomniała mu.
- Ale chcę ciebie.
- Boże, to tak nie działa! – zdenerwowała się. – Artur, nie można mieć wszystkiego. Czasami trzeba pójść na kompromis! Nie nadaje się do tych otwartych relacji. Nie chcę patrzeć, jak na moich oczach podrywasz inną! O trójkącikach też nie chcę słyszeć!
Roześmiał się.
- Masz strasznie wybujałą wyobraźnię – skwitował. – Nie powiem, dwie laski w jednym łóżku… byłby niezły ogień, ale to tylko fantazja. Nic więcej.
Zaczerwieniła się jeszcze bardziej niż wcześniej.
- Powiedziałeś to! – rzuciła urażona.
- Miałem ukrywać?
Bawiła go ta niecodzienna sytuacja. Spodziewał się wszystkiego, ale nie mówienia o własnych fantazjach.  
- Udam, że tego nie słyszałam.
- Powiedz co cię kręci i będziemy kwita.
- Artur! To jest naprawdę poważna rozmowa – oburzyła się, chociaż krwistoczerwone rumieńce na jej twarzy mówiły coś zupełnie innego. – Nie będę rozmawiała z tobą o seksie.
- Chcę cię i doskonale wiesz, że w podwójnym znaczeniu…
- Dość – zapiszczała, przysuwając się do niego i zakrywając mu dłonią usta. – Koniec tematu.
Uniósł kącik ust do góry, a potem złapał ją za nadgarstek i zanim zdążyła zareagować, wsunął jeden palec do ust. Gwałtownie nabrała powietrza do płuc, wpatrując się w niego tymi ślicznymi, dużymi oczami. Przygryzł delikatnie opuszek, uważnie ją obserwując. Zauważył każdą, najdrobniejszą zmianę na jej twarzy i nie mogła go okłamać, że jej się nie podobało. Sam czuł, że ma mocno wypchane spodnie, więc mógł tylko domyślać się, jak bardzo ona sama jest rozpalona.
Chciał zbliżyć się do niej, ale wyrwała szybko dłoń i spojrzała na niego z przyganą.
- No co? – mruknął z uśmiechem. – Podobało ci się.
Podciągnęła kolana pod brodę i objęła nogi rękami, wpatrując się w niego oskarżycielsko.
- Nie możesz powstrzymać się chociaż na chwilę?  
- Mogę, ale nie chcę.
Zacisnęła mocno usta, opierając podbródek o kolana.
- Dlaczego nie chcesz się wiązać?
- To długa historia.
- Mamy czas.
- Powiedziałaś, że mnie nie przenocujesz.
- Masz samochód, więc wrócisz sobie spokojnie do domu.
- A jeśli zasnę za kierownicą i spowoduję wypadek? Albo zabiję się na jakimś drzewie? - Zmroziła go wzrokiem. – No już dobrze. Będę poważny.
- Więc?
Westchnął ciężko, czując na żebrach znajomy ciężar.
- Nie możemy tego zostawić tak, jak jest i czekać?
- Na co?
- Na dalszy przebieg zdarzeń. Dwoje ludzi nie musi od razu tworzyć związku. Mogą się spotykać, poznawać, całować i tak dalej, bez tej całej tkliwej otoczki.
Potrząsnęła głową.
- Związek to coś więcej niż słodkie zdrobnienia, trzymanie się za rączkę i połykanie siebie nawzajem w miejscach publicznych – powiedziała urażona. – Przepraszam, że to powiem, ale gdyby nie Marcin, wiele rzeczy w moim życiu pewnie w ogóle by się nie zdarzyło. Był nie tylko moim chłopakiem, ale również przyjacielem, wsparciem, ostoją… Mogłam powiedzieć mu wszystko i zawsze miałam pewność, że mi pomoże.  
Odwrócił wzrok, odruchowo zaciskając dłonie w pięści.
- Spoko. Marcin był dobrym chłopakiem zanim mu odwaliło. Rozumiem – wycedził. – Jednak wpychanie go do naszej znajomości… tego już nie rozumiem. Jestem zupełnie innym facetem niż on. Chcę od ciebie tylko twojej obecności, kilku pocałunków, spania w jednym łóżku z jakimiś gratisami. Nic więcej.
- No właśnie. Nic więcej – szepnęła, a w oczach zakręciły się jej łzy. – Nie dam ci tego, czego chcesz.
- Przecież tak dobrze nam idzie!
- Mamy różne priorytety.
Westchnął ciężko, a potem przysunął się do niej i uniósł jej podbródek do góry, patrząc głęboko w oczy.
- Chcę ciebie, a ty chcesz mnie. Pragniemy tego samego, więc gdzie ty widzisz problem?
Odepchnęła jego dłoń ze złością.  
- Ale ja chcę ciebie całego! Ze wszystkimi problemami, humorami, marzeniami, przeszłością… To coś więcej niż… - Ukryła twarz w dłoniach. – Boże, ty naprawdę niczego nie rozumiesz!
Oderwał jej dłonie od twarzy i zacisnął mocno zęby.
- Ty też niczego nie rozumiesz – warknął. – Nie chcę uzależnić się od ciebie. Nie mogę pozwolić, abyś weszła do mojego życia i wszystko naznaczyła sobą. Nie zniósłbym myśli, że pewnego dnia będę musiał zostać z tym wszystkim sam.
Kilka łez spłynęło po policzkach brunetki.
- I co to zmienia?
- Wszystko. Nie mogę pozwolić sobie przyzwyczaić się do ciebie.  
Zacisnęła mocno powieki, odwracając głowę.
- To najgłupsze wytłumaczenie na świecie!
- Pamiętasz, jak ci mówiłem, że nie utrzymuję kontaktu z rodzicami?  
- Tak. Wspominałeś również o stracie brata.
Zbladł, a po plecach przebiegł mu nieprzyjemny dreszcz.
- Właśnie. Kilka lat temu, wszystko było jeszcze normalne. Mieszkałem z rodziną i byliśmy w komplecie. Nie należałem do dzieci, łatwych w wychowaniu. Mój brat, ku niezadowoleniu rodziców, brał ze mnie przykład. Miał szesnaście lat, kiedy… - Wziął głęboki wdech, spuszczając wzrok na swoje kolana. – Zawsze brałem go na wszystkie wypady z kumplami. Jako niepełnoletni, nie powinien mieć nigdzie wstępu, co pewnie oszczędziłoby nam niejednego dramatu i zmartwień, jednak byłem uparty. Niby czułem się za niego odpowiedzialny i zawsze miałem na niego oko, ale nigdy, jakoś specjalnie, nie zastanawiałem się nad jego zachowaniem. Owszem, lubił się popisywać i być w centrum uwagi, ale wszystko zrzucałem na jego wiek.  
- Artur, nie musisz – szepnęła Patrycja, ujmując jego twarz w dłonie. Przyjrzała mu się z żalem, zmieniając pozycję i klęcząc przed nim.  
- Po akcji z policją, kiedy mój ojciec musiał nas odebrać z komisariatu, obiecałem, że nigdy więcej nie wezmę go ze sobą i przestanę tyle imprezować. Zawsze z tatą mieliśmy problemy z dogadywaniem się. Utrudniało to życie mojej mamie, ale koniec końców, wiedziałem, że ma rację i Bartek nie powinien się mieszać do mojego życia. – Przełknął z trudem ślinę. – Tamtego dnia, poszedłem sam na imprezę. Bartek pierwszy raz w życiu awanturował się z rodzicami… Wrzeszczał, że jest moim bratem i nie powinienem go zostawiać. Olałem go i… wyszedłem… Impreza była taka jak zawsze. Dużo alkoholu, wygłupów, jakaś trawka, więc szybko straciłem poczucie czasu. Obudziłem się we własnym pokoju, mając nad sobą wrzeszczących rodziców. Byłem tak pijany, że nie wiedziałem co do mnie mówią. Dopiero później zauważyłem dziesiątki powiadomień na komórce, w tym wiadomości od brata. – Zamilkł na chwilę, próbując uspokoić nerwy, które ściskały mu żołądek. - Bartek najadł się tabletek, które trzymałem w pokoju.  
- Boże…
- Zrobił mi na złość, bo nie chciałem go zabrać ze sobą.
- Skąd wiesz?
- Napisał mi to. - Spojrzał na Patrycję, która była przerażona. – Jeśli umrę to będzie twoja wina – zacytował, a potem skrzywił się. – Kochanego miałem braciszka, prawda?



Patrzyła na niego i nie wiedziała, co powinna powiedzieć. Nie spodziewała się takiego wyznania, ani szczerości ze strony Artura. Nie zastanawiając się ani chwilę dłużej, uwiesiła mu się na szyi, mocno tuląc go do siebie. Wciąż w oczach miała łzy, ale z zupełnie innego powodu.  
Brunet został zraniony i to w najgorszy sposób. Nie tylko stracił brata, ale również został obarczony winą za jego śmierć.
- Tak mi przykro – wydusiła z siebie, mocniej obejmując jego szyję ramionami. Odwzajemnił uścisk, ciężko wzdychając w jej ramię. – Boże, Artur.
Nie znała żadnych innych słów, aby wyrazić swój smutek i wsparcie. Myślała, że za tym wszystkim kryją się jakieś idiotyczne powody, a sprawa okazała się cholernie poważna.  
Odsunął się od niej i spojrzał w oczy.
- Dlatego, nie mogę sobie pozwolić, abyś… była częścią mnie. Tym razem…
Wsunęła palce w jego włosy i uśmiechnęła się z trudem.
- To przeszłość. Twój brat odszedł, ale życie toczy się dalej.  
- Patrycja… związek oznacza miłość, a na to w życiu się nie zgodzę.
Połknęła łzy i ponownie wtuliła się w niego, postanawiając, że do tej rozmowy wrócą innym razem, bo nie czuła się na siłach, aby wyjaśniać jeszcze raz, że związek to coś więcej niż sądzi sam brunet.
Przymknęła oczy i pozwoliła sobie uwierzyć, że istnieje dla nich szansa.



Blondynka siedziała w samochodzie przed kamienicą, w której mieszkał Artur. Czekała na niego już od dłuższego czasu. Była zła, że ignorował jej telefony oraz wiadomości. Nienawidziła być traktowana w taki sposób.  
Przetarła dłońmi twarz i z zaskoczeniem odkryła, że przed nią zaparkował brunet w tym śmiesznym samochodzie, ale nie wyszedł. Stukała paznokciami w kierownicę, czekając, aż wyjdzie, ale nie zrobił tego. Sfrustrowana, wysiadła ze swojego auta i podeszła do niego, od strony kierowcy i zapukała w szybę.  
Artur siedział zamyślony, gapiąc się przed siebie. Dopiero po kilku minutach zorientował się, że stoi obok niego i czeka. Mogłaby przysiąc, że gdy ją zobaczył, przeklnął.  
Nieśpiesznie wyszedł z samochodu i wyciągnął paczkę papierosów z kieszeni. Odpalił jednego i mocno się zaciągnął, nie zaszczycając jej choćby jednym spojrzeniem.
- Czego chcesz? – rzucił od niechcenia, wwiercając zimne spojrzenie w jej ciało.  
- Może przywitasz się? Zapytasz, jak mi minął ten zajebisty weekend, co? – zadrwiła, zakładając ręce na piersi.  
- Odczep się, dobra?
- Znalazłeś sobie jakąś nową panienkę do pukania?
Wywrócił teatralnie oczami, znowu zaciągając się dymem.  
- Jesteś śmieszna – parsknął. – Mówiłem ci tyle razy, że nie chcę cię w taki sposób, w jaki chcesz.
- Nie odzywałeś się przez cały weekend!
- No i co z tego?
Myślała, że eksploduje z tej złości, która gromadziła się w niej od piątku. Ignorował ją i nawet nie czuł się winny!
- Artur, jak możesz! – ofuknęła go. – Nie jestem dziewczyną, którą możesz sobie rzucać kiedy chcesz.
- Serio? – zadrwił, a jej zachciało się płakać. – Wepchnęłaś się do mojego łóżka przy minimalnym zainteresowaniu z mojej strony, więc sama odpowiedz sobie na pytanie, jakiego typu dziewczyną jesteś.  
Potrząsnęła głową, zaciskając mocno usta, aby nie wybuchnąć płaczem.
Zrobiła krok w jego stronę, a potem uderzyła go pięścią w klatce piersiową.
- Jak śmiesz! Wykorzystałeś mnie!  
- Sama tego chciałaś – przypomniał.
- Co ci odbiło?  
- Nic. – Wzruszył niedbale ramionami. – Nie mam dziś nastroju do takich akcji. Wracaj do domu.
- Czekałam tu na ciebie cały wieczór!
- No i się doczekałaś. Zobaczyłaś mnie, nawet porozmawiałaś – zakpił. – Pora wracać do domu.
- Nienawidzę cię! – krzyknęła.  
Uśmiech, jaki jej posłał… Miała ochotę udusić go gołymi rękami.  
- Nie mów takich rzeczy. Przecież oboje wiemy, jak jest – powiedział chamsko, odwrócił się na pięcie i odszedł.
Poczuła mdłości i w ostatniej chwili powstrzymała się, aby nie zwymiotować. Sposób, w jaki rozmawiał z nią Artur, nie pozostawiał zbyt wiele do myślenia. Pobawił się nią, a potem rzucił. Przecież tyle razy o tym wspominał! Powinna była się domyślić!
Wsiadła do swojego samochodu i wybuchła płaczem, obejmując rękami kierownicę.  
I zamiast znienawidzić Artura, tak naprawdę, powinna nienawidzić samej siebie, bo pozwoliła, aby historia powtórzyła się po raz kolejny.  
Problem tkwił w tym, że obok nie było nikogo, kto pomógłby jej uporać się z tym.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 4125 słów i 22734 znaków.

3 komentarze

 
  • zabka815

    Robi się ciekawie  :) eh Monika.... cóż sama jest sobie winna, ale może jednak droga autorko dasz szansę Arielowi i Monice? Patrycja i Artur powinni być razem  :rotfl: . Czekam na kolejną część

  • Margo1990

    Jak zawsze bomba. Szkoda mi Artura, brat obarczył go poczuciem winy.
    Monika zaś sama jest sobie winna jest ślepą i zapatrzoną w siebie dziewuchom. Czekam na kolejną część pozdrawiam:)