Zakręty losu #9

Wsiadł za kółko i od zaczął rozglądać się za guzikiem od dachu. Znalazł go po chwili i złożył ciemnoszare pokrycie. Słońce paliło, nie miał chęci się smażyć. Ruszył gwałtownie. Pod niechlujnie wyglądającą dzielnicę, gdzie mieszkał Jamie dojechał po dwudziestu minutach. Kumpel siedział w towarzystwie wysokiego, łysego kolesia, na podartej kanapie, ustawionej pod ścianą budynku. Widząc Davida w sportowej furze od razu wstał i podszedł do auta.
      – Kurwa, stary, skąd masz taki wózek? Skroiłeś? – podał mu rękę z niemałym zdumieniem w na twarzy i zaraz zaciągnął się kolejną porcją skręta.
      – Pożyczyłem. Wsiadaj – rozkazał David i Jamie wsiadł do wozu. – On zaraz wróci! – krzyknął 22-latek do kolesia z kanapy  i ruszył ostro.
      – Gdzie jedziemy? – zapytał Jamie.
      – Chcę ci pokazać jedno miejsce, zobaczysz, czy poradzisz sobie z alarmem.
      – Niezła fura. Masz znajomości wśród bogaczy? – dopytywał się kolega.
      – Nie, laska mi pożyczyła.
      Jamie się roześmiał.
      – Co to za dupa? Tak samo niezła jak samochód?
      – Lepsza – uśmiechnął się David
      – No, stary, nieźle się ustawiłeś.
      – Wywal już to gówno! Jarasz na zapas?! – zniesmaczył się David, zmieniając temat i kumpel zaraz wyrzucił niedopałek.
       Po paru minutach dojechali do dzielnicy przemysłowej, przy miastowym porcie. David skręcił na ogromny plac i zatrzymał się pod niedużym, odrapanym budynkiem, od strony wejścia dla pracowników. Jamie wysiadł i podszedł do skrzynki, zawieszonej nad drzwiami. Przejechał wzrokiem po wychodzących z niej kabelkach i zaraz wrócił do kabrioletu. David ruszył i zatrzymał się sto metrów dalej, przy samym oceanie.
      – Co tam jest? – zapytał pasażer.
      – Akcesoria samochodowe. Dokładnie chodzi mi o radia. Jest ich dość sporo i wszystkie markowe. Będzie trochę grosza. Miejsce idealne, sam widzisz, jakie zadupie – oznajmił David.  
      – Ten alarm to przeżytek, rozprawię się z nim w kilka sekund. Kiedy chcesz go oczyścić?
      – Sam nie wiem. Miałem go zrobić z Chrisem, ale sam widzisz... Nie będę czekał, potrzebuję kasy, muszę kupić jakiś wóz, i to szybko.
       Jamie odpalił papierosa.
      – Nie pal tu, to nie mój samochód – syknął David i chłopak opuścił pojazd. 22-latek także wysiadł.
      – Co to za dupa? – dociekał starszy z kumpli.
      – Pracuje obok. Poza tym za dużo tych pytań – wkurzył się David.
      – Wkręciła ci się? Od kiedy to tak bronisz lasek?
      – Od dziś. Panna jest w porządku.
      24-latek dopalił fajkę i udali się w drogę powrotną. Gdy dojechali, kumpel poszedł do domu i po chwili przyniósł Davidowi czarnego glocka w brązowej, papierowej torbie, którego 22-latek schował pod siedzenie.  
      – Kupiłem trochę taniej, więc za pozostałą kasę dołożyłem ci drugi, pełny magazynek i naboje – pochwalił się.
      – Super, dzięki. Jeśli wchodzisz w hurtownię, na dniach dam ci znać.
      – Jasne, że wchodzę. Z tym złomem nad drzwiami...?! Sama się prosi, żeby ją ojebać – rozradował się szatyn i ruszył w stronę kanapy.
      – Jamie! – krzyknął David i chłopak zawrócił.
      – Masz jeszcze zielsko? Daj mi na skręta.
      – Poczekaj...
      Zniknął i po dwóch minutach wrócił z foliową, malutką torebeczką, w której było około  grama zielonego suszu. David chciał zapłacić, lecz Jamie oznajmił:
      – Daj spokój, mam dużo tego śmiecia.
      – Ok, to dzięki. Odezwę się – podali sobie ręce i 22-latek odjechał.
      Dochodziła 12:40. Chłopak dotarł do końca dość długiej ulicy i skręcił w lewo. Leżąca w aucie kontrabanda zmuszała go do bardzo spokojnej jazdy. Po drodze wstąpił do domu, schował trawę i broń, i po niecałym kwadransie dojechał na przedmieścia, pod dom Betty. Otworzyła mu, z niemałym zdziwieniem na twarzy.
      – David...??? Nic nie zamawiałam – wyjechała.
      – Obiecałem cię odwiedzić, ale być może przeszkadzam, to przepraszam – odwrócił się i chciał wracać do samochodu. Złapała go.
      – Nie przeszkadzasz, po prostu mnie zaskoczyłeś – znów miała tą swoją ciepłą, przyjemną minę.
      Chłopak wszedł do kuchni, usiadł przy stole, jak zwykle od strony wejścia i od razu zapytał:
      – Zastanowiłaś się, co do remontu? Potrzebuję pracy, i to szybko.
      – Pracy...? Coś się stało? A sklep?
      – Już tam nie pracuję.
      – Dlaczego? – zrobiła większe oczy i włączyła czajnik.
      – Nie przyszedłem jeden dzień i facet mnie wywalił.
      – Nie rozumiem, za jeden dzień? Musiał być inny powód.
      – Tak, zwinęła mnie policja, ale może być też coś innego, dziewczyna z naprzeciwka.
      – Policja...? Za co? Znowu rozrabiasz? Rozmawiałeś z szefem, prosiłeś, żeby cię nie zwalniał?  
      – Jasne. Nie lubię się płaszczyć, choć tym razem musiałem. On niestety mnie zignorował. A policja...? Podbiłem oko suce, która nastąpiła mi na odcisk – używał słów, jakby gadał z kumpelą, nie starszą osobą.
      – David, nie pakuj się w kłopoty. Miły z ciebie chłopak, nie chcę, żeby cię zamknęli – mówiła,  wyraźnie przejęta. – Dobrze, zróbmy ten remont. Ile czasu to zajmie?
      – Nie wiem, kumpel jest w szpitalu, więc działam w pojedynkę. Trzeba zedrzeć starą farbę i przygotować ściany pod malowanie. To łatwa robota. Nie wiem, ile czasu, okaże się po skończeniu. Postaram się  to zrobić szybko, nie chcę cię naciągać.
      – No dobrze. A ile mam ci zapłacić?
      – Myślę, że trzydzieści dolców dziennie to dobra stawka. Starczy mi na utrzymanie domu.
      – Trzydzieści...???!!! – Przecież to ciężka praca i nieadekwatna do niej, śmieszna suma.
      – Dla mnie wystarczy.
      – Czego się napijesz?
      – Niczego, dziękuję. Zaraz muszę wracać. Przyjechałem nie swoim wozem, muszę go zwrócić.
      – A gdzie twoje auto?
      – To był samochód szefa, nie chciałem dłużej nim jeździć.
      – Chodź ze mną – jej wzrok kazał mu się ruszyć, więc poszedł za nią. Weszli do garażu.
      – Widziałeś już ten wóz, gdy brałeś kosiarkę – pokazała mu zadbaną, wiśniową mazdę. – Możesz z niej korzystać, ja na razie i tak nie jeżdżę. Jak będę czegoś potrzebować, to cię poproszę.
      – Chcesz pożyczyć mi samochód...???!!! – roześmiał się David, nie wierząc w to, co słyszy. – Nie boisz się? Przecież nic o mnie nie wiesz. Zwłaszcza, iże masz świadomość, że nie należę do grzecznych chłopców.
      – To nic. Nie sądzę, abyś mi go ukradł – oznajmiła, z matczynym uśmiechem.
      – Betty, to nie ma sensu, ja nawet nie mam na paliwo. Będę przyjeżdżał autobusem.
      – Przecież to kawał drogi, jazda będzie męcząca. A z paliwem sobie poradzimy, na razie ma pełny bak .  
      – Dobrze, przemyślę to, a teraz muszę uciekać. Jeśli mogę, zacznę jutro.  
      – W porządku. Ale chyba potrzebne ci jakieś narzędzia, a ja nic nie mam.
      – Kupię, kosztują zaledwie parę groszy.
      – Zaczekaj chwilę... – rozkazała i poszła do domu.
      Wróciwszy, dała mu dwieście dolarów.
      – Tyle chyba wystarczy?
      – Za dużo, na razie muszę kupić tylko kilka rzeczy.
      – Weź, w razie, jakbyś musiał w międzyczasie coś dokupić.
      – Ok – wziął kasę i schował do kieszeni. – Muszę jechać. Wolałbym przyjechać wcześnie rano, o 16:00 odbieram siostrę. O której wstajesz? Mogę przyjechać o siódmej?
      – Oczywiście, nie ma problemu.
      – Dobrze, to do jutra – pożegnał się i zaraz siedział w BMW.
      Zegarek w samochodzie wskazywał 13:46. Chłopak zapomniał na chwilę o parszywym samopoczuciu, ale w aucie znów go dopadło. Po niecałych dwudziestu minutach był już w mieście, minął jednak market księżniczki i pojechał dalej. Dziesięć minut później zaparkował pod szpitalem i niedługo był pod salą. Zastał jak zwykle umęczoną, drzemiącą w fotelu Ann. Nie budził jej, tylko klapnął na krześle, koło łóżka Chrisa. Przyjaciel nadal spał i David znowu posmutniał.
      Nie siedział długo, kwadrans przed 15:00 ruszył się z miejsca i dopiero wtedy szarpnął kobietę. Otworzyła podkrążone oczy.
      – Ann. Znowu tu przesiadujesz? Wykończysz się. Odpuść trochę, jemu nie pomoże twoja męka – tłumaczył pretensjonalnie.
      – Nic mi nie jest.
      – Czemu jesteś taka uparta?! Chcesz mnie zdenerwować?! Wstajesz i jedziesz do domu! I jeśli zobaczę cię tu przez najbliższe dwa dni, niewyspaną, to naprawdę się pogniewamy, rozumiesz?! – chłopak podniósł głos.
      – Dobrze, niech będzie... ale przyjeżdżam pojutrze.
      – Ok.
      Wstali i pod szpitalem rozeszli się do swoich aut. O 15:17 chłopak był już w lokalu ukochanej. Nie siadał, tylko od razu oddał jej kluczyki.
      – Dzięki. Muszę spadać, odebrać gówniarę.  
      – Czemu nie pojechałeś samochodem?
      – Nie, dość już tego sponsoringu! – wzburzył się. – Możesz mi dać butelkę wody?
      Dostał lodowaty, półlitrowy płyn.
      – O której zamykasz? Jak będziesz miała chęć, wpadnij do mnie.
      – O 18:00. Nie wiem, czy coś mi nie wypadnie, ale spróbuję przyjechać.
      Dał jej głębokiego całusa i wyszedł. Na przystanek było bardzo blisko, doszedł tam w kilka minut. Dochodziło wpół do czwartej i David bał się, że nie zdąży. Wstydził się jednak wrócić i powoli zaczął żałować, że nie odebrał Lilly od razu. Autobus przyjechał po kilku minutach i gdy chłopak do niego wsiadł, od razu uderzył w niego zaduch. Maleńkie, pootwierane okienka, nie dawały nic, a klimatyzacja oczywiście była wyłączona. Irracjonalna oszczędność przewoźnika.  
      22-latek otoczony tą ciężką aurą, po kilku minutach jazdy znowu poczuł się słabo. Palące powietrze i kołysanie autobusu sprawiły, że zasnął.  
      
      
      Obudził go okrzyk: „Przystanek końcowy!” Zerwał się z fotela i spojrzał na zegarek – 16:20 – bus miał bardzo długą trasę.  
      – Kurwa! – wściekł się.
      Gdy wysiadł, okazało się, że jest na totalnym zadupiu, koło jakiegoś lasu. Nie miał pojęcia, gdzie się znajduje, nigdy tu nie był.
      – Kurwa mać! – zaklął po raz drugi i teraz, nie mając już wyjścia, wezwał taksówkę.  
      Przyjechała za niecałe dwanaście minut i David kazał jechać pod szkołę, pod którą dotarł dopiero o 16:50.
      – Niech pan poczeka – poprosił kierowcę i ruszył do budynku.
      Wszedł do klasy małolatki, choć sam nie wiedział, po co? Ta była pusta, więc chłopak domyślił się, że ktoś odebrał małą. Był już maksymalnie zdenerwowany, ale wrócił do auta i kazał wieźć się do domu. W rezultacie pod kamienicę dojechał o 17:15, do tego zapłacił prawie sto dwadzieścia dolców. Po wejściu do domu od razu natarła na niego matka.
      – Dzieciak, co ty wyprawiasz?! Lilly czekała do wpólłdo piątej, w końcu poszła do nauczycielki  i powiedziała, że nikt nie przyjechał! Ta od razu do mnie zadzwoniła! Odbierałam małą wystraszoną i zapłakaną!
      – Zasnąłem w autobusie – mruknął.
      – To nie mogłeś zadzwonić, że jesteś zmęczony? Sama bym pojechała. Poza tym autobusem? Gdzie twoje auto?
      – Do cholery jasnej! Codziennie ją odwożę i odbieram! Lubię to robić, ale jak raz zdarzyła mi się wpadka, to już drzesz mordę?! – zagrzmiał, wściekły chłopak. – Poza tym ma już osiem lat, powinna jeździć autobusem!
      – Ale woli z bratem!  
      – To musi się oduczyć, bo brat już nie ma samochodu, pracy zresztą też nie! Teraz będzie wstawał o szóstej i nie będzie jej woził.
      – Co się stało? Czemu nie masz pracy?! – wypytywała Sophie, drąc się jak wariatka.
      Nie odpowiedział, tylko przepchnął się przez nią i poszedł do pokoju małej.
      – Gdzie Lilly?
      – Poszła na podwórko. Pewnie jest na placu za blokiem.
      David wyjrzał przez okno sypialni – małolatka siedziała z jakimiś dzieciakami i wcinała loda.
      – Pytałam o coś! – znów krzyknęła, zawisając nad synem.
      – Kurwaaa, przestań się na mnie drzeć! Mam już tego wszystkiego dość! – huknął, schował się w pokoju i przekręcił klucz. Znalazł stare bibułki, pozostałość po Marku, zrobił skręta, schował trawę do szafy, pod ciuchy i wyszedł z domu, głośno łupnąwszy drzwiami.
      – David, wracaj! – usłyszał z progu, lecz olał to.
      Wyszedł na zewnątrz i od razu udał się do sklepu. Kupił dwa piwa, zapalniczkę i zaszył się na ławce, za sąsiednim budynkiem. Odpalił skręta. Spalił i otworzył butelkę. Stojące w gardle łzy połykał razem z trunkiem.
      Nie zwykł zażywać narkotyków, palił tylko zielsko, co także robił sporadycznie, więc dziś uderzyło ono w niego jak grom. Targały nim na przemian to myśli o swoim życiu, to jakieś dziwne lęki. Po godzinie złagodniało jednak jego działanie, piwa też już nie miał, wstał więc i ruszył za blok. Lilly siedziała na kocu z koleżanką i mazały coś w szkicowniku.
      – Mała, chodź tu! – krzyknął.
      Wstała i ruszyła do niego. Od razu zauważył, że dziwnie stawia kroki. Gdy podeszła, ukucnął i wziął ją za ręce.
      – Przepraszam, że nie przyjechałem. Słyszałem, że się wystraszyłaś.
      – Tylko trochę – bąknęła.
      – więc był ten płacz?  
      – Nie płakałam – mruknęła, zawstydzona.
      – Co z twoimi butami?
      – Trochę cisną.
      – To czemu nic nie mówisz?  
      – Nie wiem.
      – Ok. Jutro się jeszcze przemęcz, a potem pojedziemy, kupimy nowe, dobrze?
      – Tak.
      – Dobra, muszę iść. Nie siedź długo, o ósmej wróć do domu, ok?
      – Dobrze.
      Uściskał ją i odszedł. Sprawdził kieszenie – sto trzydzieści dolców. Ruszył chodnikiem przed siebie, nie mając celu podróży. Szedł około dwudziestu, może trzydziestu minut tempem emeryta, gdy usłyszał telefon.
      – Halo – odebrał niemrawo.  
      – Gdzie jesteś? Zachodziłam do ciebie – zapytała Amy.
      – Jesteś jeszcze koło mnie?
      – Tak.
      – Jedź w kierunku centrum, jestem niedaleko.
      – Ok.  
      Gdy podjechała, chłopak wsiadł i zapytał:
      – Możesz mnie zawieźć do najbliższego motelu?
      – Do motelu...?! Dlaczego?
      – Bo nie mam ochoty spać w domu.  
      – Co się stało? – od razu zauważyła jego podminowanie.
      – Matka mnie wkurzyła.
      – Możesz przenocować w sklepie, na zapleczu stoi łóżko. Nie będziesz musiał płacić za motel.
      – Amy, ja muszę o o szóstej wstać. Będziesz się zrywać o świcie, żeby przyjechać i zamknąć sklep?
      – Zamkniesz rano i klucze przywieziesz mi potem. Mam zapasowe.
      – Nie.
      – Czemu?
      – Kobieto...!!! Znasz mnie kilka dni i już chcesz dać mi klucze?! Jesteś pewna, że jak przyjedziesz rano, to sklep nie będzie wyczyszczony? – zapytał, ale uśmiechnął się pod nosem.
      – Jestem.
      – Nie powinnaś tak ufać ludziom.
      Zadzwonił telefon Davida. Zobaczył numer matki, więc nie odebrał. Ale ona była nieustępliwa i dzwoniła jeszcze dwa razy, w końcu chłopak się wkurzył i wyłączył komórkę. Dochodziła 19:20.
      – Podjedź pod jakiś pub, zjadłbym coś – poprosił brunetkę.
      – Jedźmy do mnie, zrobię ci coś.
      – Nie, szukaj baru! – rzucił chłodno.
      Amy przestała kombinować. Zakręciła i ruszyła w drugą stronę. Wkrótce dojechała pod knajpę, gdzie niedawno kupowała kurczaki.  
      – Co chcesz? – zapytał 22-latek, gdy usiedli przy białym stoliku.
      – Weź kurczaka, średni kubełek, starczy na dwóch. Mówię ci, jest przepyszny.
      Wzięli panierowany drób, chłopak zamówił jeszcze browar, Amy sok wiśniowy i po kwadransie  byli juz syci.
      – Miałaś rację, są świetne – oświadczył David, uśmiechając się wreszcie szeroko i skinął na kelnera. – Chcesz coś jeszcze? – spojrzał na ukochaną.
      – Nie.
      – Poproszę rachunek – zwrócił się do faceta około trzydziestki.
      Dostał świstek, na którym widniało niecałe dwadzieścia dolarów. Wyjął dwudziestkę i piątkę, które rzucił na paragon.
      – David, ja chciałam zapłacić – poinformowała Amy.
      – Nie ma takiej możliwości. Idziemy – pociągnął ją za rękę.
      Gdy już jechali, dziewczyna zatrzymała się jednak przy swoim sklepie.
      – Amy! Powiedziałem, że nie! – spojrzał na nią krzywo.
      – Dlaczego? Czemu się upierasz? To wygodne łóżko – zaśmiała się.
      – Jedź do motelu.
      – Proszę cię... – naciskała, w końcu chłopak się zniecierpliwił.
      – Dobra, jak nie to nie! Pojadę sam! – rzucił głośno, opuścił pojazd i ruszył w stronę końca miasta    
      Zaraz do niego podjechała.
      – David, wsiadaj. Już nie będę nalegać.
      Wrócił do wozu. Po zaledwie chwilce jazdy nagle przemknęło mu przez głowę, że nie wziął żadnych ciuchów do pracy.
      – Księżniczko, możesz podjechać do mnie? Muszę wziąć ubrania do roboty.
      W odpowiedzi otrzymał uśmiech i o 20:09 dojechali pod kamienicę.
      – Poczekasz chwilę? Nie chcę, żebyś słuchała tych wrzasków.
      – Pewnie, idź.  
      Wszedł do domu i od razu do swojego pokoju. Wziął plecak, zapakował do niego stare dresy, znoszoną koszulkę i podniszczone adidasy. Lilly wpadła do pokoju, a zaraz za nią Sophie.
      – David, co ty robisz?! Czemu się pakujesz?! – kobieta się zdenerwowała nie wiedząc, co się dzieje.
      Milczał. Zdjął spodenki i nałożył ciemne jeansy. Koszulkę zostawił, dołożył tylko do plecaka granatową bluzę adidasa.
      – David.. – powtórzyła, lecz mówiła, jak do ściany.
      Chłopak ukucnął przed Lilly:
      – Masz jakieś pieniądze do szkoły?
      – Nie mam.
      Dał jej dychę. Podziękowała, a on bez skrupułów otworzył przy matce skrytkę w podłodze i wziął z niej dwie stówy. Broń schował głęboko, więc nie było jej widać, ale sumę pięciu tysięcy, ośmiuset dolarów, kobieta zobaczyła od razu.
      – David, skąd masz tyle pieniędzy?! Znowu kogoś okradłeś?! – była coraz bardziej zaniepokojona.
      Nadal się nie odzywał, tylko ją minął i poszedł do salonu. Od razu zajrzał za łóżko i się nie zawiódł – pół butelki wina już tam stało. Rodzina zaraz pojawiła się obok niego.  
      – Mała, idź do swojego pokoju. Zaraz do ciebie przyjdę – rzekł do siostry.
      Lilly zniknęła, a 22-latek od razu zapytał matkę:
      – Dostałaś pracę?
      – Nie, jutro znów idę na dwie rozmowy.
      – Kurwa...!!! Nie mamy ani grosza, a ty wydajesz na alkohol! Mała wyrasta z butów, o czym też nie wiesz, prawda?! Poza tym robi się coraz starsza, ciuchy też niedługo będą na nią za małe!  
      – David... To tylko pół butelki.
      Nie wytrzymał! Chwycił wino i z całej siły łupnął nim w regał. Butelka została w całości, ale szyba i stojące za nią naczynia pobiły się w drobny mak. Sofie zdębiała!
      – Pół butelki...?!!! Połącz to w całość! Jedna butelka dziennie to ponad sto dolców miesięcznie! Wiesz co...?! Mam cię dość! – ryknął i poszedł do małej.
      Siedziała wystraszona – huk bitego szkła i krzyki były bardzo głośne. Zaraz ją przytulił.
      – Nie bój się, już wszystko ok. Dziś muszę wyjść, ale jutro cię odbiorę i pojedziemy po buty, ok?
      – Gdzie idziesz?
      – Mam sprawy.
      – Znowu się pokłóciliście?
      – Dorośli czasem się kłócą, już wszystko w porządku. Muszę iść. Jak chcesz, możesz dziś spać w moim pokoju.
      – Na pewno po mnie przyjedziesz? – dopytywała się, z widocznym strachem w oczach.
      – Jasne. Dobra, zmykam, dobranoc – ucałował małolatkę i wyszedł z pokoju.
     Chwycił plecak i ruszył do drzwi.
      – Jak mała chce, niech dziś śpi u mnie – oświadczył matce.
      – David, nie wychodź! – spanikowała, łapiąc go za ubranie.
      – Z tej skrytki nie ma prawa nic zginąć, rozumiesz?! – warknął i sięgnął za klamkę.
      – Synu, nie idź, proszę cię! – ciągnęła go za fraki, płacząc.
      – Puszczaj! – wyrwał się agresywnie i wyszedł na klatkę.
      – David! – apelowała, ale chłopak szybko zniknął.
      Wsiadł do samochodu i rzucił plecak do tyłu.
      – Sorry, musiałem pogadać z małolatą – spojrzał na towarzyszkę.
      – W porządku.
      Brunetka chyba słyszała całą awanturę, gdyż mieszkanie było na parterze, a echo na klatce bardzo dobrze spełniało swoją powinność. Ruszyła gwałtownie i po dwudziestu minutach dojechała do motelu na przedmieściach. Zegarek wskazywał kilka minut przed dziewiątą. David wysiadł, lecz Amy nie. Spojrzał na nią.
      – Chodź ze mną, posiedzisz kilka minut. Jeszcze wcześnie.
       Dopiero wtedy ruszyła tyłek z wozu i udali się do środka.
      – Chciałbym wynająć pokój – zwrócił się David do recepcjonisty z siwym wąsem.
      – Czterdzieści dolarów za noc.
      Pracownik motelu uśmiechnął się jednoznacznie, myśląc zapewne, że David wynajmuje pokój na przygodny seks.
      – I proszę budzenie na 06:00 – dodał chłopak.
      – Nie ma sprawy.
      22-latek zapłacił i mężczyzna zaproponował:
     – Zapraszamy do sklepu, jest bardzo tanio. Tam, na rogu – wskazał ręką koniec budynku i dał Davidowi klucz. – "31" – pouczył w kwestii lokalu.
      – Dziękuję. Dobranoc – odparł chłopak i udali się w stronę marketu.
      – Chcesz coś? – zapytał sympatię.
      – Nie.
      Sam wziął litrową butelkę Sprite'a i parę skarpetek, gdyż zapomniał wziąć z domu.
      – Może coś do picia? – zapytał ponownie.
      – Nie, dzięki.
      Zapłacił i wyszli. David rozejrzał się wkoło, ale nie wypatrzył przystanku. Postanowił nie pytać dziś, tylko rano, więc nie wrócili na recepcję, tylko poszli do pokoju. Przekręcił klucz i weszli do nieco obskurnego pomieszczenia.  
      Pożółkła od papierosów tapeta z powydzieranymi gdzieniegdzie dziurami od wejścia nie napawała optymizmem. Leżący na podłodze, niegdyś biały dywan, był już szary, zaś wiszący na ścianie, stary obraz z widokiem pól, miał dziurę w prawym, górnym rogu. Po lewej stronie łóżka stał wielgachny fotel z czerwonym obiciem, także cały w dziurach, po prawej natomiast mała szafka, a na niej lampka, ni to z niebieskim, ni z zielonym abażurem.
      Łazienka także nie powalała wyglądem. Fakt, prysznic był czysty, ale o zlew nikt już nie zadbał, bo w niektórych miejscach miał czarne plamki od… nie wiadomo czego. Podłoga z różowej terakoty także zachodziła żółcią. Jedno tylko przykuło uwagę chłopaka – pościel na łóżku była świeżutka i pachnąca, świecąc wręcz od bieli.
      – David, chcesz tu spać..?!!! Przecież tu panuje totalny syf! Jedźmy do sklepu! – zareagowała natychmiast brunetka, wstrząśnięta tym chlewem.
      – Schronię się na łóżku. Widzisz, jakie czyściutkie? – roześmiał się chłopak.
      – David, robisz sobie żarty, ale tu nie ma się z czego śmiać. Nabawisz się jeszcze jakiejś choroby.
      – Księżniczko, nic mi nie będzie. Poza tym nie mam już siły nigdzie jeździć, jestem wykończony. Siadaj – zwalił z wyra czerwony koc i panna usiadła, choć bardzo niepewnie.  
      Zaraz klapnął obok i przytulił ukochaną. Milczał, nie mając chęci ani pomysłu na rozmowę. Był totalnie zmarnowany kacem i postanowił, że wódki już nie ruszy, a na pewno nie w takiej ilości.  
    Zapalił światło w lampce. Było tak słabe, że w pokoju dalej panował lekki mrok. Żarówka o mocy maksymalnie sześćdziesięciu watów nie rozjaśniała zbytnio, zwłaszcza, że jej blask tłumił nieumyty od nie wiadomo ilu miesięcy, abażur.
      – Czterdzieści dolców...?!!! Za co?! Powinni ci jeszcze dopłacić, żebyś chciał tu spędzić noc – Amy była wyraźnie wkurzona.  
      – Daj już spokój, to tylko parę godzin – powiedział David i otworzył napój, który podał dziewczynie.
      Napiła się odrobinę.
      – O której jutro skończysz? Co to w ogóle za praca, jeśli mogę wiedzieć? Przyjedziesz coś przekąsić?
      – Nie wiem, robię remont u znajomej. Dom jest nieduży, ale będę tam sam. Miałem pracować z Chrisem, ale sama widzisz... – ostatnie słowa już ledwo wydusił.
      – David. W następną sobotę mam urodziny i robię imprezę, niedużą, na kilka osób. Chciałabym, żebyś przyszedł –  wyskoczyła nagle 22-latka.
      Chłopakiem targnęły nerwy! Zamilkł. Nie miał ochoty na balangę z tym zadufanym w sobie towarzystwem, z drugiej strony jednak nie chciał zrobić jej przykrości. Nie to, żeby się wstydził, po prostu myślał: „O czym ja mogę dyskutować z bogaczami...? Zaraz będą kpiny”
      – David, co się stało? – szarpnęła go.
      – Nic. Wybacz, ale nie mogę przyjść.
      – Dlaczego?
      – Amy, to nie jest dobry pomysł, przecież wiesz...
      – Nie wiem... – spojrzała wymownie.
      – Widziałaś kiedyś faceta w garniturze, krawacie i adidasach – zaśmiał się. – Tu jest tak samo.
      – David, daj spokój. To spoko ludzie.
      – Spoko...? Dla kogo? Dla ciebie... chociaż też niekoniecznie. W knajpie widzieli, że się znamy, jednak tego nie uszanowali. Wiedzieli, że jesteś zniesmaczona ich zachowaniem, mimo to brnęli dalej. Przyszliście razem, ale woleli naśmiewać się ze mnie, niż poświęcić czas tobie. Frajerstwo, nic więcej – nie przebierał w słowach. – Mnie nie muszą szanować, mam to w dupie, ale ciebie...? Przecież to twoi „przyjaciele” – dodał, kładąc duży nacisk na ostatnie słowo, czym zgasił pannę doszczętnie.  
      Wyciszyła się, więc znów ją przytulił.
      – Przepraszam. Być może ich lubisz, ale moim zdaniem to dupki.
      – Masz rację, nie pomyślałam o tym z tej strony. Rzadko kiedy chowam urazę, więc zapomniałam o tym zajściu – głos jej się zmienił. – Nie zaproszę ich, tylko przyjdź.
      – Mała. Tu nie chodzi o mnie, tylko o ciebie. Powinienem wtedy podejść i wyjść z tym wyższym na zewnątrz, ale nie chciałem, żebyś źle o mnie pomyślała. Poza tym nie chcę, żebyś rezygnowała z zaproszeń przeze mnie.
      –  Ale ja się z nimi bardzo rzadko spotykam, i tak bym pewnie ich nie zaprosiła – David chyba podłamał brunetkę, bo już plątała się w zeznaniach.
      – Amy, nie kłam. Masz mnie za kretyna?
      – David, przyjdź, urodziny są raz w roku. Wolę twoje towarzystwo, niż tych dwóch – namawiała go.
      – Amy, sorry, ale nie.
      – Dobrze, trudno, Muszę już jechać! – wstała z miejsca i ruszyła do drzwi.
      – Poczekaj... – w mig złapał jej rękę. – Kotku, możemy się spotkać przed imprezą, przecież szanuję to, że masz urodziny.
      Trzymał dziewczynę, patrząc w jej lekko zaczerwienione już oczy. Nie widział jeszcze u niej łez.
      – Kiedy wcześniej? Sklep do 13:00, a potem będę musiała zrobić zakupy. Nie wiem, czy będę miała czas. Muszę już jechać, dochodzi dziesiąta – próbowała delikatnie się uwolnić.
      – Poczekaj! Dobrze, zastanowię się, ok?
      – Nie chcę cię do niczego zmuszać. Jeśli nie masz ochoty, rozumiem. Puść mnie, naprawdę muszę spadać. Droga zajmie mi pół godziny.
      
      Chłopak bardzo często walił prosto z mostu, aczkolwiek w tej chwili zaczął żałować, że nie przemyślał sprawy, nie otwierając ryja.
      
      – David, puść mnie! – rzuciła głośno, zniecierpliwiona.
      – Nie, nie chcę, żebyś się na mnie gniewała. Dobrze, przyjdę, jeśli naprawdę ci zależy. Też mogę mylić się, co do ludzi. Za szybko wyciągam wnioski. Źle to wszystko zabrzmiało, sorry... – próbował złagodzić sytuację.
      – Nie gniewam się.
      – Mogę cię odprowadzić?
      – Tak.
      Samochód stał kilka metrów dalej, więc po chwili przy nim byli. Objął brunetkę w pasie i pocałował na pożegnanie, ale ze strony dziewczyny to już nie był pocałunek, do jakiego przywykł. Wsiadła do auta i zapytała:
      – Przyjedziesz coś zjeść?
      – Nie wiem, o której skończę. Potem muszę odebrać Lilly i kupić jej buty. Jak zdążę przed jej szkołą, to zajdę.
       – Jak ją odbierzesz, przyjedźcie, zostawię wam coś ciepłego. Cześć! – rzuciła z widocznym podminowaniem, po czym agresywnie wcisnęła gaz, uwalniając spod tylnych kół tuman kurzu i zaraz jej nie było.

1 806 czyt.
100%32
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 4613 słów i 27845 znaków.

2 komentarze

 
  • Suptelna

    Suptelna · 25 sie 2017 · 388242643

    Urocze to jest ????

  • Misiaa14

    Misiaa14 · 18 cze 2016

    Uwielbiam ♡♡♡