Zakręty losu #41

Sophie przytkało.
– No co, dziwisz się?! – kontynuował chłopak, wgapiając się w matkę iście zabójczym wzrokiem. – Wiesz, jak mówią na ciebie w szkole koleżanki Lilly? "BEZDOMNA”!!! To musiałaś ładnie się zaprezentować, kurwa, w pełnej krasie, skoro ośmiolatka wyzywa cię od bezdomnych, do tego nienormalnych i dziwek!  
Sophie szerzej otworzyły się oczy.
– Tak, DZIWEK! – zaakcentował głośno chłopak, machając rękoma przed twarzą kobiety.
Lauren nie reagowała, stała i spokojnie popijała wódkę z lodem.
– Dziecko nie wie, kto to jest "dziwka”, a jednak cię tak nazwało, więc jak musiałaś wyglądać?! Owszem, pomógł jej w tym jej pojebany tatuś, ale to i tak nie zmienia faktu, że zrobiłaś z siebie pośmiewisko! Kurwa, pijaczko, jeśli coś stanie się Lilly, to gorzko tego pożałujesz, rozumiesz?!
– Dobra, usiądź i ochłoń, zrobię ci drinka – rzekła w końcu Lauren i zniknęła w kuchni.  
David usiadł na kanapie, a Sophie na fotelu, jak najdalej od niego. Milczała, słowa syna chyba bardzo ją zawstydziły i najwyraźniej dały jej dużo do myślenia, poza tym chłopak był tak wściekły, że Sophie najzwyczajniej w świecie w tej chwili się go bała.
– Trzymaj – brunetka usiadła obok i podała bratankowi szklankę.
Wypił za jednym zamachem.
– Masz piwo? Nie chcę wódki – poprosił.
– Ale tylko jedno, musimy jechać jej szukać – stwierdziła Lauren i za moment wręczyła chłopakowi zimnego Heinekena.
– Gdzie szukać? Już szukałem. Dwa razy objechałem całe miasto i okolice szkoły, i nic. Kurwa, gdzie ona mogła pójść? Myślałem, że przyjdzie do domu, ale nie, więc już nie mam pojęcia.
– Jak to; "tatuś”? – zapytała Lauren, bardzo zdziwiona słowami chłopaka.
– Normalnie. Musiał być z córką w mieście, musieli ją widzieć – spojrzał na matkę – najebaną i skurwiel powiedział dzieciakowi, że się puszcza. Dorosły facet… ośmiolatce… uwierzysz? Bo mi się to, kurwa, w głowie nie mieści. Już nawet pomijając fakt, że narobiła naszej rodzinie totalnego wstydu – znów zerknął na Sophie – to przecież to jeszcze dziecko, jak on może uczyć jej takich rzeczy? – David mówił, jakby nadal nie mógł uwierzyć.  
– Kutas jakiś – podsumowała Lauren. – Trzeba było dać mu w pysk – uśmiechnęła się.
– Jeszcze go chwycę – rzekł David.  
Sophie odstawiła pustą szklankę i brunetka natychmiast skierowała na nią wzrok.
– Zrobię jej jeszcze, wypiła tylko jednego – stwierdziła, a może raczej zapytała, spojrzawszy na chłopaka.
– Jak chcesz.
Sophie po pół minucie otrzymała kolejnego drinka, lecz tylko zamoczyła usta. Wyglądało, jakby bała się pić przy synu, a jej mina dobitnie sugerowała, o czym w tej chwili myśli i jak się czuje.
– Dobra, mały, teraz mów dokładnie, co się stało.
– W sumie dokładnie to nie wiem, wiem tylko, że gówniara nazwała ją – kolejne spojrzenie na matkę – bezdomną, nienormalną i dziwką. Annie mówiła, że na pierwszej lekcji już zaczęły się szykany, a po lekcji ta gówniara chyba wywaliła do młodej prosto z mostu, więc ta się wkurwiła i wyjebała jej z liścia – zaśmiał się David.  
– Moja krew! – stwierdziła z dumą Lauren, także się uśmiechając. – Annie…?
– Jej nauczycielka.
– To co, już jesteście na ty? – rozweseliła się brunetka.
– Jakoś tak wyszło. Poza tym co z tego, ona ma nie więcej, jak dwadzieścia sześć –dwadzieścia siedem lat.
– David, ale to jej nauczycielka – skarciła Lauren.
– Dobra, nie przymulaj, ok? Chyba w szkole tak do siebie nie mówimy, nie? Mam mówić, czy nie? – wkurzył się chłopak.
W odpowiedzi uśmiech Lauren się powiększył.
– No i ta mała zagroziła, że pójdzie do nauczycielki, wtedy młoda ją popchnęła, tamta wyrżnęła głową w ścianę, straciła przytomność i wtedy Lilly najwidoczniej przestraszyła się, że coś jej zrobiła i nawiała.
Lauren spojrzała na zegarek.
– David, pięć po trzeciej. Po ósmej zacznie się ściemniać, trzeba jej poszukać.
– O czwartej jestem umówiony, ale to zajmie chwilę.
– Gdzie?
– W Red Sun.
– Gdzie?! – Lauren aż wytrzeszczyła oczy, bardzo zaskoczona, albo wręcz zszokowana. – Zresztą… nieważne – dodała po chwili, ukradkiem zerkając w stronę siostry.
Chłopak z miejsca poczuł się bardzo niepewnie. Wiedział już, że Lauren zacznie pytać, aczkolwiek dopił drinka i wstał, więc ciotka zaraz poszła w jego ślady.
– Jadę z wami! – Sophie zerwała się z miejsca.
– Po co? – rzekła spokojnie brunetka. – Przecież i tak będziemy samochodem, więc we dwoje czy we troje nie zrobi większej różnicy, nie uważasz?
– Jadę z wami!
– A jak mała przyjedzie tu, pomyślałaś o tym? Ona dokładnie zna mój adres, jak wszystkie zresztą, czego do tej pory nie pojmuję, więc siedź tu i czekaj, rozumiesz?
Sophie wróciła na miejsce i od razu złapała za szklankę – ręce jej drżały. Lauren poszła do kuchni i wróciła z butelką.
– Mały, tyle zostało, będzie na dwa, trzy drinki. Zostawić jej? – pokazała bratankowi znajdujące się wewnątrz, niecałe pół szklanki wódki. – Jebie ją, więc lepiej, żeby siedziała tu, niż ma kombinować.
Chłopak pogardliwie spojrzał na matkę, ale ostatecznie pozwolił, przytakując głową.
– Powoli, rozumiesz? I zjedź coś, jest kurczak i sałatka – nakazała Lauren, częstując siostrę surowym spojrzeniem. – Postawię w lodówce – lekko uniosła butelkę.
– Znajdźcie ją – wymamlała kobieta.
– I nie ruszaj mi się stąd, rozumiesz!? – rzekła zimno brunetka, strzelając palcem w siostrę.  
Cisza.  
– Zaraz załapie smaki i polezie gdzieś się dochlać – stwierdził sucho David.
– Słyszałaś, co powiedziałam?! Spróbuj mi tylko zostawić otwarte mieszkanie! – zagrzmiała Lauren, przeszywając siostrę ostrzegawczym wzrokiem.
– Słyszałam, kurwa! – fuknęła Sophie.
– To pamiętaj! Idziemy – brunetka skinęła na bratanka.
– Nie jestem pewien, czy ona może zostać tu sama. Wrócisz, jej nie będzie, a drzwi będą otwarte, zobaczysz.
– Nigdzie się nie wybieram – mruknęła Sophie.
David szyderczo się zaśmiał.
– Pamiętaj! – powtórzyła Lauren, ponownie wskazując palcem w kierunku siostry. – Idziemy.
David odpuścił temat i ruszył za ciotką, aczkolwiek był bardzo niespokojny bojąc się, że gdy matkę przyszpili, będzie potrafiła wyjść. Łudził się jedynie tylko nadzieją, że kobieta wystraszyła się Lauren i to powstrzyma ją od wycieczek, niemniej jednak tyle razy już się zawiódł, że nie ufał jej za grosz.
– Pojedziemy moim, podrzucę cię do knajpy – oznajmiła Lauren, gdy już wsiedli do windy. – I wyluzuj, ona nigdzie nie pójdzie. Zresztą widzisz, co nawyrabiała, teraz już będzie się bała.
– Ona się będzie bała? Chyba sobie żartujesz. Niech tylko wkręci jej się ta wódka, to zobaczysz. Nie zdziwię się, jeśli wrócimy, a tam pusta chata, bez telewizora, DVD i innych, cennych rzeczy. A może sama pójdzie sprzedać, bo ma tylko dychę – ironizował wkurwiony chłopak, uśmiechając się z rezygnacją.
– Przestań.
Wyszli z klatki, po czym ruszyli w kierunku zaparkowanych po prawej aut. David już z daleka dojrzał przerobione na sportowo Mitsubishi Lancer Evolution, na które już wcześniej zwrócił uwagę, idąc do ciotki. Chłopak uwielbiał fajne samochody, nic więc dziwnego, że drapieżne, masywne, pomalowane na czarno i upiększone srebrno-czerwonymi akcentami auto zainteresowało już dziś chłopaka. Podeszli jeszcze kawałek i jakiegoż szoku doznał David, kiedy Lauren wcisnęła guzik alarmu i w Mitsubishi piknął dźwięk blokady, oraz dwukrotnie zamigotały światła. Chłopak z miejsca spojrzał na ciotkę wielkimi jak talerze oczyma, ale ona tylko uśmiechnęła się od ucha do ucha, już dawno zauważyła, że bratanek gapi się na to auto.
– No chyba jaja sobie robisz! – David odzyskał mowę, gdy już minął pierwszy wstrząs.
– No co? – Lauren zrobiła oślą minę.
– To twoja bryka? – chłopak nie mógł wyjść z podziwu, że dziewczyna ma tak odjechany wóz. – Ale jak? Przecież miałaś Jeepa.
– Miałam, ale już nie mam.
– I jeszcze pomalowany kameleonem, no pięknie – przeżywał 22-latek, obchodząc w koło auto i podziwiając, jak zmienia kolor z czarnego na granat, później na ciemny fiolet, następnie na niebieski i tak na zmianę. – Ja prowadzę – poinformował i Lauren bez sprzeciwu rzuciła mu kluczyki.
– Aleś mnie teraz wygięła, no nie mogę – David nie mógł przeżyć. – Kupiłaś go takiego? – przekręcił kluczyk – silnik zagrzmiał demonicznie.
Lauren zaprzeczyła ruchem głowy.
– To fajnie, że go podrasowałaś, do tego modelu przeróbki pasują jak ulał, oryginał nie prezentowałby się tak fajnie. Tylko ten błotnik… lipa z parkowaniem, nie? – zaśmiał się chłopak i zakręcił w stronę centrum.
– Trudno, coś za coś. Będzie ci przeszkadzać, jak zapalę? – dziewczyna uchyliła szybę.
– To twój wóz. Sporo dałaś za tuning, co? – David nie odpuszczał.
Lauren tylko wzruszyła ramionami, chyba poczuła się zawstydzona i nie bardzo chciała na ten temat rozmawiać.
– Dobra, sorry, ale wiesz… no nie mogę, nie mogę – chłopak szybko wyjaśnił swoją nachalność. – Ale nie ma opcji, w weekend jedziemy na lotnisko, muszę pokatować ten wózek.
– Jasne, możemy się przejechać – potwierdziła Lauren. – David, umówiłeś się w Red? – zapytała wreszcie. – Czy ty wiesz, czyja to knajpa? Z kim się tam umówiłeś?
– Z koleżanką.
– Z koleżanką? – syknęła jednoznacznie brunetka.
– O kurwa, przestań, dobra?
– Mały, znów ładujesz się w kłopoty. Pytałam, czy wiesz, czyja to knajpa?
– Słyszałem.
– I co?
– I co, i co? I nic, kurwa, to chyba pub, tak? Chodzi się do takowych na piwo, wódkę, Pepsi – drwił chłopak.
– Może pojedziemy jeszcze raz w okolice szkoły? – zaproponowała dziewczyna widząc, że nijak nie zmusi go do zwierzeń.
– Nie wiem, czy to ma sens, przecież ona nie będzie się tam plątać. Jeśli jest to albo w domu, albo gdzieś w mieście. Mogła też pójść do Sary, koleżanki z naszej klatki, kurwa, czemu wcześniej o tym nie pomyślałem – chłopak się ożywił i odrobinę mocniej docisnął gaz, wydobywając spod maski jeszcze głośniejszy ryk. – Lauren, a może poszła do starego? – spojrzał na ciotkę.
– Nie mam pojęcia.
– Ale nie, ojciec jest jeszcze w pracy, jest tylko ta jego suka, więc Lilly nie poszłaby tam wiedząc, że jest sama.  
– Dlaczego?
– Bo ta kurwa się nad nią znęca. Połamię jej ręce, jak jeszcze raz się dowiem! – huknął chłopak.
– Znęca?
– Szarpała młodą za jakąś błahostkę i ponarabiała jej siniaków.
– No wiem, wspominałeś. Ale niech Nick to załatwi, David, i tak już masz sporo kłopotów, nie pchaj się w kolejne – Lauren była słyszalnie zaniepokojona.
– Połamię kurwę, jak jeszcze raz się dowiem i jebię kłopoty, rozumiesz?
Dojechali pod kamienicę chłopaka i David szybko wysiadł. Ponownie sprawdził mieszkanie, choć sam nie wiedział, po co, po czym zaszedł do Sary, ale nikt mu nie otworzył.
– Jedziemy pod szkołę, mam jeszcze trochę czasu – oświadczył, gdy wrócił do wozu. – Ale jest jeszcze coś, nie chciałem mówić przy matce – spojrzał na ciotkę, wywołując kolejną oznakę zdenerwowania na jej twarzy. – Tatuś tej Emily nagadał jej, że zabiorą młodą do domu dziecka, bo ma nienormalną matkę, ta przekazała Lilly i mała chyba uwierzyła… nie wiem. Miała przy sobie jakieś ciuchy, rozumiesz? Spakowała się, czy jak?
– Co takiego?! – Lauren osłupiała.
– Miała spodnie, koszulkę, nawet bieliznę zabrała, nie wiem, co mam o tym myśleć, ale fakty mówią same za siebie.
– Nie, David, nie Lilly. Tak, ma osiem lat, ale nie uwierzyłaby w takie głupoty, jest na to zdecydowanie za mądra.
– No dobrze, może i jest, ale gdyby powiedziała to ta małolata, to owszem, ale powiedział to dorosły człowiek, więc mogła uwierzyć, i tego się boję. A jak ona uciekła, bo drugim powodem była ta jebana plotka, to co?
– Przestań, nie wierzę, Lilly nie da się nabrać na takie bajki.
– Kurwa, Lauren, nie słuchasz mnie! – wydarł się chłopak. – Mądra, nie mądra, nie rób z niej geniusza, dobrze?! Ona ma, do chuja, osiem lat!
Brunetka w odpowiedzi w milczeniu odpaliła kolejnego papierosa.
– Przepraszam – mruknął David.
– Dobra, ja tu wysiądę i się rozejrzę, w ty zrób kółeczko – powiedziała dziewczyna, gdyż właśnie dojechali w okolice szkoły.
Szybko opuściła pojazd i David wolno odjechał.

351 czyt.
100%101
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2205 słów i 12929 znaków, zaktualizowała 12 sty o 21:01

Komentarze (1)

 
  • Majla

    Majla 13 stycznia