Zakręty losu #63

Autobus się wlókł, co denerwowało młodego faceta. Fakt, że nie mógł wejść na salę, zobaczyć, co z dziewczyną, był dobrym początkiem do zapoczątkowania lawiny złości, nawet z najbardziej błahego powodu. Odczuwał też lekki głód, co również nie przyczyniało się do do poprawy samopoczucia. Amy leżała w szpitalu, ale to nie ona zaprzątała w większości głowę chłopaka, wyręczał ją w tym jej były. Od pierwszych słów Polly, gdy tylko dowiedział się, kto za tym wszystkim stoi, wiedział już, co ma zrobić. Był tak wściekły, jak rzadko kiedy, nie mogąc zrozumieć, co musi mieć w głowie ten typek, jeśli posuwa się do takich czynów. Czyżby był aż tak zazdrosny? A jeśli nawet, jeżeli ma na jej punkcie obsesję, to dlaczego walił ją po rogach, kiedy byli razem?
Pojazd szarpnął i wyrwał chłopaka z zamyślenia. Stało się to w samą porę, gdyż był już w centrum i zaraz przejechałby swój przystanek. Trzy przystanki dalej wysiadł i sięgnął po telefon.
– Lauren, już wracam. Kupić coś do żarcia? – zapytał mdło.
– Nie, zrobiłam obiad. Wszystko ok?
– Nie. Dobra, zaraz będę – rzekł chłopak, lecz gdy tylko zakończył rozmowę, telefon zadzwonił.
Numer był mu nieznany, postanowił więc nie odbierać. Po chwili pomyślał jednak o Judy i wcisnął guzik akceptujący.
– David? – usłyszał dziwnie brzmiący głos dziewczyny.
– Tak…? – zapytał, szczerze zdziwiony.
– Przyjedź do Red… I się streszczaj.
– Do Red? Po co?  
– Nie zadawaj pytań, dobra? Wsiadaj w taksówkę i przyjeżdżaj, Bokser kazał mi cię ściągnąć. I David… to nie jest prośba – rzuciła dziewczyna i się rozłączyła.
Chłopaka przeszedł zimny dreszcz, Judy zachowywała się bardzo podejrzanie. Wyjął banknoty – niecałe sto dolarów, nie był więc zadowolony koniecznością skorzystania z taksówki. Lecz jakie miał wyście? Autobusem wlókłby się ponad pół godziny, a wolał tam jechać od razu, wiedział, że ludzie tacy jak Bokser nie lubią czekać.
I nagle go tknęło! „Może odzyskali kasę?” – pomyślał, choć w środku coś podpowiadało mu, że wcale nie chodzi o kasę. Przecież gdyby to była kwestia skradzionych pieniędzy, Judy byłby raczej zadowolona, a zdawała się być raczej zdenerwowana, a nawet przestraszona.  
Chłopak zaniepokoił się jeszcze bardziej, nie mając pojęcia, co go czeka. A może będzie miał jakieś kłopoty, stało się coś złego, a może nawet jakaś wpadka? – dumał, wypatrując jednocześnie taksówki, której jak za złość nie było ani jednej.
– Kurwa – zaklął pod nosem, gdyż nagle zaczęło mu się śpieszyć, choć wcale nie miał ochoty tam jechać, do tego zaczął się cholernie bać.
Machnął ręką na jadącego z naprzeciwka Forda, który pojawił się przed nim po chwili.
– Czy was dziś wszystkich wywiało? – warknął do taksówkarza, siadając na tylnym siedzeniu. – Do Red Sun.
– Godziny szczytu – uśmiechnął się kierowca i ruszył ospale.
W mieście był spory ruch, więc David dojechał na miejsce dopiero po dwudziestu pięciu minutach. Wiedział, gdzie iść, lecz nogi jakby broniły się przed tą wycieczką, prowadząc chłopaka coraz wolniej i wolniej, aby w końcu zatrzymać go przy tylnym wejściu do pubu. Otworzył mu typ, którego David już znał i gdy przeszedł już klasyczną procedurę przeszukania, koleś nakazał mu iść za sobą. Nie skierował się jednak w stronę gabinetu szefa, tylko przeszedł przez bar i otworzył przed Davidem drzwi na zaplecze. Przeszedł całe pomieszczenie, kolejno przez następne drzwi, po czym wcisnął umieszczony na ścianie, dziwny mały guzik i poprowadził chłopaka schodami w dół. Znaleźli się w szatni dla pracowników. Teraz David spanikował już na całego, miał nieodparte wrażenie, że już stąd nie wyjdzie. Ochroniarz zapukał dwa razy i wpuścił chłopaka do środka.
Tego od progu zamurowało i ciężko przełknął ślinę, oszołomiony tym, co widzi. Judy od razu skierowała na niego wzrok, lecz milczała, natomiast Bokser wymierzał właśnie kolejny cios, wisząc nad głową klęczącego, skutego kajdankami, zakrwawionego Tyrona, trzymanego za włosy przez Sky’a.  
– Daj mu piwo – syknął boss, nie patrząc na przybysza.
Judy sięgnęła do lodówki i wyciągnęła do chłopaka rękę z butelką, lecz temu tak już latały dłonie, że bał się, ale i wstydził wziąć trunek.
– Wyluzuj – odezwała się wreszcie blondynka i w tym momencie padł kolejny cios.
– Gdzie kasa? Nazwisko psa – rzekł spokojnie Bokser.
– Powiedziałem prawdę – wydusił ledwie żywy Tyrone.
Oberwał kolejny raz, i kolejny. Bokser kiwnął głową do goryla, który puścił pobitego, aby ten mógł paść jak kłoda na ziemię. David stał jak sparaliżowany, trzęsąc trzymaną w dłoni butelką.
– No dobrze – Richi spojrzał na blondyna, wyciągając z pudełka nawilżaną chusteczkę, w którą zaraz wytarł ręce.
Davida jakby ktoś trzepnął w łeb, a całe powietrze zatrzymało się w miejscu, w którym obecnie się znajdowało.
– No więc… – mruknął Bokser, zasiadając na stojącym obok pobitego krześle i odpalając papierosa. – Pieniędzy niestety nie odzyskasz, ale mam dla ciebie drugą robotę… na dniach. Nie podoba mi się, że ta kurwa – tyknął nogą byłego pracownika – wyciągnęła łapy po twoje pieniądze, wydaje mi się, że rzetelny z ciebie chłopak. Mam rację? – ton ostygł.
– Tak – odparł David, starając się jak może brzmieć pewnie.  
– To jak, dziwko? Wyjaśnisz koledze? – boss zapytał Tyrona, popychając go tak mocno, że ten przekręcił się na plecy.
– Miałem długi… musiałem… zabiliby mnie… Przepraszam… oddam… wszystko… jutro… co do grosza. Przepraszam – seplenił zapłakany chłopak.
– Przypomniałeś sobie nazwisko? – kontynuował Bokser.
– Ale ja naprawdę nie wiem, spotykałem się z nim w samochodzie. Musiałem, naprawdę, on mi groził. On groził mojej matce.
– Pies ci groził? – zaśmiał się szyderczo boss.
– Tak, przysięgam – wyjęczał pobity i nagle szef zerwał się z miejsca, chwycił broń i wycelował do ofiary.
– Twoja ostatnia szansa! – zawył.
– Dobrze, dobrze, Green! Chyba Green… Błagam…! – płaszczył się sparaliżowany Tyrone.
– Na pewno?
– Tak, przysięgam… Green… błagam cię, nie strzelaj – panikowała ofiara i w tym momencie Bokser pociągnął za spust.
David aż podskoczył, wypuszczając z ręki butelkę. Boss od razu spojrzał na niego podejrzliwie, po czym podszedł do chłopaka i przystawił mu spluwę do czoła. Przerażonemu już do maksimum Davidowi zdawało się, że chłód metalu rozszedł się po całym jego ciele.
– Czy powinienem o czymś wiedzieć? – syknął Bokser.
– Nieee, po prostu… – wydukał chłopak, lecz słowa utkwiły mu w gardle.
Kątem oka z nadzieją zerknął na Judy, lecz ta nie reagowała.
– Czemu panikujesz? – kontynuował Richi.
– Zaskoczyłeś mnie – odparł David, starając się trzymać nerwy na wodzy, co ani trochę mu się nie udawało.
Organizm reagował adekwatnie do sytuacji, przez co chłopak denerwował się jeszcze bardziej. Wiedział, że wzbudza podejrzenia, co przy obecnym nastroju szefa było bardzo niepożądaną opcją.
– Masz znajomych w policji? – zapytał Bokser.
– Nie. Nie jestem kapusiem, jeśli do tego zmierzasz – rzekł David, desperacko próbując ratować skórę.
– Na pewno? – facet mocniej przycisnął lufę.
David był już cały mokry i miał wrażenie, że zaraz zemdleje.
– Na pewno! – odparł z nieudolną hardością.
– Słyszałem co innego.
– Czyli co? – warknął niesiony emocjami David.
– Sprawdziłem cię. Dlaczego nie wiem o tym, że siedziałeś?
Chłopaka przytkało i teraz już nie wiedział, co powiedzieć.
– Gadaj! – ryknął Bokser, uderzając chłopaka rękojeścią w twarz.
Cios był dość mocny, chłopakowi aż odrzuciło głowę.
– KURWA, RICH! – zareagowała w końcu Judy.
– Zamknij się! Gadasz? – kontynuował facet, nie odrywając wzroku od Davida.
– Kurwa, bałem się, powiedzieć, jasne?! – wrzasnął chłopak, trzymając się za krwawiący nos.
– Więc chyba masz coś na sumieniu, skoro się bałeś – stwierdził chłodno boss.
– Nie mam!
Richi zamilkł, nieustannie przeszywając chłopaka lodowatym spojrzeniem, po czym nagle roześmiał się w głos.
– Nie masz jaj, cały się spociłeś – zadrwił, zabezpieczając broń, którą po chwili odłożył na biurko. Wyluzuj, żartowałem… ale musiałem się upewnić – dodał sprawiając, że David poczuł się, jakby właśnie zrzucił z pleców potężny głaz. – Wiem, co powiedział – kontynuował Bokser, kiwnąwszy głową w stronę Tyrona i spojrzawszy na Sky’a – ale sprawdźcie tego psa. Dokładnie! I pogadajcie z nim.
– On nie bierze – rzekł goryl.
– Weźmie. Każdy jest przekupny, czasem trzeba tylko użyć odpowiednich argumentów – Richi uśmiechnął się kąśliwie.
– A jeśli nie? – Sky nie ustępował.
– Nie wiem, zobaczymy, jak się sprawy rozwiną Ty na razie rób, co do ciebie należy – rzekł Bokser i znów spojrzał na Davida. – Judy się do ciebie odezwie – poinformował sucho. – I sprzątnijcie to gówno – dodał, wskazując głową martwego chłopaka i pobite piwo, po czym chwycił broń i wyszedł, delikatnie zamykając za sobą drzwi.
Miał rację – David był mokry od stóp do głów, i nawet wyjście szefa nie pomogło, nadal trząsł się jak osika, za cholerę nie mogąc opanować swoich odruchów.
– Chodź – rozkazała cierpko Judy, więc szczęśliwy do granic chłopak natychmiast ruszył za blondynką. – Pokaż – Judy zatrzymała się za drzwiami i ujęła w dłonie twarz nowego znajomego. – Trzeba to przemyć. Nie jest złamany, ale nieźle ci przywalił – zaśmiała się.
– Kurwa, co to było?! – uniósł się chłopak, dając wreszcie upust swoim emocjom. – Po co mnie tu ściągnął?! Żeby mnie zdołować?!  
– Przewidywałam to – odparła luźno Judy. – Chciał cię sprawdzić, tylko tyle. Chłopaki oczywiście na twój temat dowiedzieli się już wszystkiego, ale po dzisiejszej wpadce z Tyronem Rich jest niczym bomba zegarowa, dlatego oberwałeś. Po tym, jak cię skubnęli, dopiero wyszło na jaw, że skurwiel sprzedawał psom informacje. Ładnie się ukrywał, nie ma co. Do tej pory nikt o niczym nie wiedział i gdyby nie ten napad, nadal pewnie bylibyśmy jebani w dupę – wyjaśniła Judy. – Siadaj – wskazała barowy stołek i zniknęła na zapleczu.


– Jesteś siostrzeńcem Lauren? No kurwa, kto by pomyślał – prychnęła, wręczając chłopakowi drinka, po czym przyłożyła gazę do jego rozbitego nosa.
Syknął cicho, krzywiąc twarz.
– Co jest między wami? – zapytał.
– Nic, stare, dzieje. Lori ci nie powiedziała?
– Nie.
– Więc ja też nie powiem.
– Dlacz…
– Nie, kurwa, ok?! Nie! I nie pytaj! – zagrzmiała nagle Judy, przestając na przemywać zadrapanie, po chwili przykleiła chłopakowi niewielki plaster i chwyciła wódkę, aby zrobić drinka sobie.
David od razu się wyciszył. Nie zamierzał się kłócić, tym bardziej, że piętro niżej nadal był Sky, a konfrontacji z tym olbrzymim facetem David na pewno wolałby uniknąć.
– Przepraszam – mruknęła Judy – ale nie mówmy już o tym, ok?
David przytaknął bezgłośnie i chwycił z baru swoją szklankę.

392 czyt.
100%73
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1931 słów i 11602 znaków, zaktualizowała 1 lut o 8:43

Komentarze (3)

 
  • gejorg

    gejorg 29 sty 13:56 ip:8329235

    zapytam skromnie gdzie tu erotyka? napisanie obrazowo i ciekawie   ale to raczej kryminalistyka

  • Wiedzmin3

    Wiedzmin3 27 sty 21:37

    Bardzo dobrze napisany dramat.  

  • AnonimS

    AnonimS 27 sty 19:34

    Ostre.  Nieraz jak się wejdzie w takie szambo to potem nie ma wyjścia.  Trzeba brnąć dalej.