Zakręty losu #15

Wyjął telefon i oparł się się o maskę – zegarek w komórce wskazywał 15:41. Wykręcił numer Nicka.
      – Cześć! – rzekł, gdy ten odebrał. – Stary, mam lipę, nie mam z czego zapłacić ci za gnata. Oczyścili mi chatę.
      – Co...?! Kto?
      – Nie wiem, jakieś brudasy, chlali ze starą. Najebała się i pewnie im zabrakło, więc podciągnęła ode mnie. Najwidoczniej to widzieli i tak się to, kurwa, skończyło! I co teraz...? Nie wiem, jak ci oddać – mruknął, czując się jak ostatni kretyn.
      – Dobra, spoko, z głodu nie zdycham. Będziesz miał, to oddasz.
      – Ale jest jeszcze jeden problem... nie mogę go dziś odebrać. Musze znaleźć nocleg, nie będę się z tym woził.
      – Luz, przetrzymam.  
      – To pięknie, dzięki. A nie masz przypadkiem jakiejś fuchy? Jestem spłukany.
      – Lipa, sam nie za dobrze stoję. Wiszą nade mną psy i kurator. Muszę trochę odczekać, więc z hurtownią też musimy na razie dać sobie spokój. Sorry, że tak wyszło, sam nie wiedziałem.
      – Dobra, nie ma sprawy, jakoś się zgadamy. To na razie.
      – Trzymaj się.
      Schował telefon i usiadł na przednim siedzeniu. „Kurwa, i co teraz? Szkoda na motel. Wracać z nią do domu...? Lipa. A jak znowu siedzą jakieś najebane łachy? Nigdy nie widziała takich akcji, tak najebanej matki. Chuj, najwyżej wynajmę pokój, nie wydam majątku” – dumał. „ Ale co powiem Lilly? Jest ciekawska i zaraz zaczną się pytania. Amy też będzie próbować zaciągnąć nas do siebie, żebym nie wydawał kasy, a ja nie chcę! Mała, pies... obciach! Nie jestem, kurwa, bezdomny!”
      – David! – poczuł szarpnięcie za ramię. – Śpisz? – spytała, stojąca nad nim z niepokojem na twarzy brunetka. – Chodź – wyciągnęła dłoń.
      Ospale wysiadł i ruszył z nią do pierwszego stolika od strony jezdni. Piesek drzemał, przywiązany do nóżki stolika, a Lilly wcinała czekoladowo-truskawkowe lody. Zimne piwo stało naprzeciwko niej. Usiadł ociężale jak emeryt i od razu złapał się za kufel. Wysiorbał połowę za jednym podejściem. Słowa nadal grzęzły gdzieś pod krtanią, poza tym nie miał ochoty na rozmowę. Wyręczyła go ukochana:
      – Zjadłabym coś, ale czekałam na ciebie. Co chcesz?
      – Nic.
      – Mało zjadłeś.
      – Kurwa, zjadłem stek! Powiedziałem, że nie chcę! – wydarł gębę, strasząc 8-latkę i budząc przy okazji psa, który po chwili na powórót położył głowę na ziemi.
      Już nic nie mówiła, tylko wstała i poszła do baru. Wróciła z kubkiem Pepsi i usiadła w milczeniu.
      – Przepraszam – przytulił ją, przełykając kolejne, napływające do gardła łzy.
      – W porządku – oparła głowę na jego ramieniu.
      Znów zapadła cisza. David, usiłując powstrzymać płacz, który arbitralnie chciał opuścić jego wnętrze, coraz częściej popijał piwo. To się jednak zaraz skończyło.
      – Pójdę, kupię jeszcze jedno – wstał.
      – Weźmiesz moją kanapkę? – zapytała 22-latka.  
      – Tak.
      Poszedł do toalety i stanął nad zlewem, opierając na nim ręce. Za wszelką cenę chciał się uspokoić, ale uczucie rozpaczy uparcie stało w grzdylu. Przemył twarz lodowatą wodą, kupił piwo, chwycił hamburgera z frytkami i wrócił do stolika. Małolatka skończyła lody i dostała sok pomarańczowy. Amy chyba była głodna, bo zamówienie zniknęło w przeciągu dwóch – trzech minut. Spojrzał na czas – 16:23. Wypił trunek w okamgnieniu, co Amy skomentowała niezrozumiałym wyrazem twarzy.
      – Co robimy? – zapytał, odwracając głowę w jej stronę. – Nie zawiozę jej do domu – szepnął. – Na motel też mi szkoda, jestem bez grosza...  choć to w sumie tylko jedna noc... – uśmiechnął się głupio. – Wieź nas do motelu, musimy gdzieś przekimać.  
      – Znowu...?! I może jeszcze do tamtego?! – oburzyła się brunetka. – Do jakiego motelu? Nie masz pieniędzy, poza tym jest dopiero wpół do piątej. Jedziemy do mnie.  
      – Nie.
      – Czemu nie? Nikogo nie ma.
      – To co z tego? Byłem wczoraj.
      – No to co?
      – To dużo! Poza tym jest Polly... no i mała i pies. Nie będę siedział komuś na głowie!
      – David, co mi tu wyjeżdżasz z psem? On mi akurat nie przeszkadza.
      – Amy, daj spokój, tym razem nie ustąpię. Jedź do motelu. Są inne, nie musi być tamten.
      Gadali coraz głośniej, zapominając o siedzącej naprzeciwko małolatce.
      – Czemu do motelu? Co się stało? – ta natychmiast zapytała brata.
      – Nieważne. Tylko dziś.
      – Z mamą coś nie tak, prawda? – wyjechała bez ogródek.
      Chłopak zdębiał, podobnie Amy. Widział, że Lilly jest nazbyt rozgarnięta, jak na swój wiek, ale nie spodziewał się, że wie więcej, niż powinna.
      – Tak – wydusił, dochodząc do wniosku, że nie ma sensu kłamać.
      – Nie chcę do motelu – mruknęła, biorąc suczkę na ręce.
      22-latka momentalnie odwróciła głowę, spojrzawszy na niego znaczącym wzrokiem. Pogubił się, nie mając w tej chwili pojęcia, co robić.
      – David... – burknęła Amy, przeszywając go na wylot.
      – Nie! Jedziemy do lunaparku? – odwrócił się do siostry.
      – Nie.
      Chłopak zbaraniał: „ Nie chce do wesołego miasteczka?”.
      – Czemu nie? Przecież lubisz i dawno nie byliśmy.
      – Nie masz pieniędzy – odparła cichutko.
      – Tym się nie przejmuj – uśmiechnął się bez krzty radości. – Jedziemy. Po drodze coś wymyślę – zwrócił głowę w stronę Amy.
      Zrezygnowała w walki i ruszyła w stronę parku rozrywki. Po kwadransie byli wewnątrz.
      – Pilnuj psa – nakazał chłopak, widząc całe armie ludzi.
      Szli, mijając się z tłumem, otoczeni różnoraką, głupawą muzyką i kolorowymi światełkami. Davida coraz bardziej drażniły te melodyjki, lecz starał się trzymać nerwy na wodzy.  
      – Chcecie watę? – zapytał, gdyż przechodzili obok wąsatego, grubego faceta, siedzącego za srebrnym, podniszczonym wózkiem.
      – Chcemy – odparła Amy, ale pierwsza stanęła przy maszynie. – Trzy? – spojrzała na ukochanego.
      – Nie, nie lubię – mruknął.
      – Nie lubisz? Przecież jadłeś.
      – Tak... dla jaj – uśmiechnął się mizernie.
      Kupiła dwa smakołyki, dała jeden małolatce, po czym usiedli na pierwszej lepszej, wolnej ławeczce, której znalezienie graniczyło w tym miejscu z cudem.  
      – Chcesz na młyn? – zapytał David siostrę, gdyż znajdowali się akurat obok wielkiego koła.
      Była to jedna z nielicznych karuzel, przy której grała normalna, ludzka muzyka.
      – „Od dziesięciu lat” – wtrąciła Amy, wskazując na wiszącą nieopodal, brudną tabliczkę.
      Na twarzy 22-latka natychmiast pojawiła się mina, mówiąca: "Ty w to wierzysz...?".
      – Chcesz? – powtórzył. – Przecież to twoja ulubiona.
      – Taaak – bąknęła.
      – Zaraz wracam, trzymaj ją! – oświadczył, wręczając brunetce smycz i ruszył z Lilly kierunku urządzenia.
      Wrócił za chwilę, sam.  
      – To nie pierwszy raz – wyjaśnił. – To: „Od dziesięciu lat”, to żałosna ściema. Kto to sprawdzi? – w końcu lekko się uśmiechnął i urwał od Amy kawałek waty. – Żartowałem, że nie lubię, po prostu dziś nie mam ochoty – objął brunetkę i tymi słowami zakończył swój jakże obszerny monolog.    
      Dziewczynę chyba zniesmaczył jeden fakt, bo zapytała bardzo szybko:
      – David! Za co ją uderzyłeś? Przesadziłeś, i to ostro – zganiła go, ale dało się wyczuć wypływającą z jej głosu nutkę niepewności.
      – Ja przesadziłem...?! Widziałaś ją...?!
      – Dobrze, napiła się, ale to nie jest powód, żeby kopać ją w brzuch. To nie jest jakiś facet, tylko twoja matka.
      Kurwa mać, matka?! Miałem tysiąc trzysta dolców, jedyne pieniądze na życie, które mi zostały, i które mi kurwa, ukradli... jej rzekomi znajomi! Skąd ona ich, kurwa, wzięła?! Nie mam pojęcia! Teraz jestem bez pracy i do tego bez kasy! I co...?! Ty mnie utrzymasz?! Mała nie ma ciuchów, ja też muszę kupić jakieś buty! Skończy się na tym, że znów będę musiał gdzieś dorobić! – wypalił bez ceregieli.
      – Jak to: ”gdzieś dorobić”? Nie będziesz nigdzie dorabiał, coś wymyślimy – przytuliła go, dobrze wiedząc, że coś kombinuje.  
      – Co wymyślimy?! Kurwa, ja nie dostanę pracy, rozumiesz?! U Johna pracowałem po znajomości.
      – Dlaczego nie dostaniesz?  
      – Bo byłem karany, dlatego! – huknął, poza tym już dawno chciał to z siebie wyrzucić.
      Amy znieruchomiała! Wiedziała, że jest łobuzem, lecz myślała, że tylko łobuzem. Zamilkła.
      – Więc teraz wiesz już wszystko. Jak wróci mała, zawieź nas do motelu, albo podwieź do mojego samochodu – oświadczył już spokojniej, oparłszy głowę na dłoniach.
      Myślał, że wyznanie prawdy zniechęci ukochaną, ale się pomylił. Po chwili, gdy już ochłonęła, powiedziała:
      – Czemu się upierasz i nie chcesz przenocować u mnie? Polly nie będzie, jak myślisz, na co pożyczyła ode mnie stówę? Na siedzenie w domu?  
      – Księżniczko, nie! Czemu nie odpuścisz? Nie boisz się wpuścić mnie do domu?
      – Nie. Czy ty myślisz, że ja nie wiem, z kim się spotykam? Przecież nie jestem głupia. Nie wiem, za co siedziałeś, ale znam cię już trochę i myślę, że to już przeszłość.. chodź nie cieszy mnie to. I nie wierzę w to, że mógłbyś mnie okraść...
       Nie dokończyła, bo wyskoczyła przed nimi Lilly, kucając obok psa.
      – Chcesz jeszcze gdzieś? – zapytał 22-latek. –  Ale mała, to już ostatni raz.
      – Na młyn.
      – Znowu...?!!!
      – Tak.
      – Sama kup bilet – chciał dać jej pięć dolarów, ale brunetka odsunęła jego rękę.
      – Ja zapłacę – oznajmiła, sięgając do kieszeni.
      – Nie!
      – David, nie przesadzaj! Nie mogę postawić dziecku głupiej karuzeli?! Naprawdę czasem robisz z igły widły! – wkurzyła się i mimo wszystko wcisnęła dychę w dłoń dziewczynki.
      Ustąpił, ale widoczna była złość na jego twarzy, czuł się jak ciota. „ Kurwa, teraz będzie się nade mną litować, jak nad biedakiem! Po chuj jej powiedziałem?” – wkurzał się.
      – Książę, wyluzuj – spojrzała mu w oczy, chwytając za rękę. – Znowu rozmyślasz? Nie ma nad czym.
      – Nie ciekawi cię, co zrobiłem? – zapytał nagle.
      – Może i ciekawi, ale to mało istotne.
      – Jak to: „mało istotne”? A jeśli kogoś pobiłem, albo zabiłem? – uśmiechnął się, ale zaraz spoważniał.
      – Gdybyś zabił, nie siedziałbyś tu teraz – rozradowała się.
      – Zrobiłem sklep z kosmetykami. Wszystko poszło dobrze i sporo zarobiłem, ale kumpel mnie wsypał, zresztą nie tylko mnie. Kumpel mówię... jebana kurwa! Teraz już wiesz naprawdę wszystko, więc zastanów się, co do zaproszeń.
      Dziewczyna odpowiedziała, tylko oparła głowę na jego ramieniu. Nie poleżała długo, przerwał jej dźwięk telefonu. Rozmawiała z kimś chwilę, po której oświadczyła:
      – Polly nie będzie, wraca jutro wieczorem. Pojechała z facetem gdzieś tam... nie zrozumiałam przez ten hałas. Więc sprawa załatwiona.
      – Amy, nic nie jest załatwione. Jutro jest niedziela, nie zamierzam zawracać komuś dupy. Traktujesz mnie jak żebraka. Nie chce żadnej litości, poza tym głupio się czuję, rozumiesz? – I nie naciskaj, do chuja! – ryknął, po czym wstał gwałtownie i ruszył w stronę młyna.
      Dzisiejszy dzień dał mu się już wystarczająco we znaki, miał dość. Chciał usiąść z zimnym piwem i mieć święty spokój.  
      Dogoniła go. Zdziwił się jej upartością, inna już dawno dałaby sobie spokój.
      – David! – szarpnęła go potężnie. – Przestań się pieścić, do cholery, nie jesteś pępkiem świata! Kurwa, jakiego żebraka...?! Czemu odrzucasz jakąkolwiek pomoc?! Twierdzisz, że nie masz pieniędzy, a  wolisz wydać na jakiś obskurny motel, niż pojechać ze mną?! Rozumiem, że wkurzyła cię matka, ale jest tu też Lilly! Będziesz ją woził, chuj wie, gdzie?! Co się z tobą dzieje?! – wrzasnęła, wściekła do granic możliwości.
      Naprawdę się wkurzyła, gdyż tak mocno ścisnęła jego ramiona, że poczuł ból.
      – Jak się tak uparłaś, to weź młodą, odbiorę ją jutro. Muszę sprawdzić, co w domu i tam przenocuję. Ważne, żeby ona tego nie widziała – odparł spokojnie.
      – A żebyś wiedział, że wezmę! – zagrzmiała i wróciła na ławkę.  
      Po chwili usiadł obok. Milczeli do czasu powrotu dziewczynki.
      – Chcesz spać u mnie? – wyjechała od razu brunetka.
      – Tak! – krzyknęła entuzjastycznie małolatka.
      Amy obcięła ukochanego lodowatym wzrokiem.
      – Jedziemy?!  
      Wstał i bez słowa ruszył w stronę jej auta.  Po kwadransie zatrzymała się pod jego domem. Wysiadł.
      – Gdzie idziesz? – zareagowała natychmiast Lilly.
      – Jedź z Amy, jutro cię odbiorę.
      – Nie! Chcę z tobą! – krzyknęła i migiem wysiadła z BMW.  
     Dziewczyna przytrzymała psa, gdyż Lilly zupełnie o nim zapomniała. David się pogubił. „Nie chce do Amy?” – pomyślał totalnie skołowany.  
      Ukucnął przed siostrą, biorąc ją za ramiona. 22-latka wyłączyła silnik.
      – No co jest? Przecież lubisz Amy i chciałaś jechać?
      – Nie, chcę iść z tobą – mruknęła, płaczliwie.
      – Lilly, co się dzieje?
      Małolatka spuściła głowę. Milczała.
      – Mała! O co chodzi?!  
      – Bo... bo ty nie wrócisz! – krzyknęła Lilly, uderzając płaczem.
      Spojrzał na sympatię i zaraz wrócił wzrokiem do siostry.
      – Jak to nie wrócę? Co ty gadasz?
      – Wtedy też tak było, jak mama też była pijana. I też nie wróciłeś – bąknęła i rozpłakała się jeszcze bardziej.

     Dwa lata temu, po zatrzymaniu go w domu, Sofie także przegięła z alkoholem. Los chciał, że w trakcie wkroczenia policji Lilly była u koleżanki, inaczej pewnie spędziłaby noc w ośrodku. Nie zdziwił się, że małolata to pamięta, została wtedy sama z pijaną matką.
      
      – Uspokój się, to było dawno. Nie możesz iść ze mną do domu, chyba wiesz, dlaczego – tłumaczył, tuląc dziewczynkę.
      – To czemu nie jedziesz z nami?
      Zatkało go i teraz już nie wiedział, co powiedzieć. Westchnął głośno i wstał.
      – Wsiadaj, zaraz wrócę – otworzył siostrze tylne drzwi.
      – Nie! – uczepiła się go, ściskając mocno.
      – Mała. Sprawdzę tylko, co u mamy i zaraz pojedziemy. Obiecuję.  
      – Nie, ty nie przyjdziesz, nie pójdę! – lamentowała, wisząc przy jego nodze.
      – Amy...! – spojrzał na sympatię, szukając pomocy.
      – Lilly, chodź! – krzyknęła brunetka
      Bez reakcji.
      – Mała, chodź, David zaraz przyjdzie – powtórzyła, mierząc go jednoznacznym wzrokiem.
     –  No idź! Nie bój się, zaraz wrócę – przekonywał małolatkę, sam już bliski płaczu.  
      Niechętnie puściła brata i usiadła na tylnym siedzeniu, przytulając psa. Chłopak bez słowa odwrócił się na pięcie i udał do domu. Sophie spała. Pozamykał okna, zostawiając jedno otwarte i zabrał się za zbieranie butelek i kieliszków. Wyniósł je pod kuchenny zlew, wziął odkurzacz i porządnie sprzątnął całą podłogę. Kobieta była tak nawalona, że nie przeszkadzało jej nawet głośne wycie urządzenia. Przyniósł z łazienki mokry mop, ale machnął nim tylko kilka razy, gdyż zadzwonił telefon.  
      – No co z tobą? Mała panikuje – poinformowała brunetka.
      – Jeszcze chwila, muszę trochę tu ogarnąć – odparł i nacisnął guzik, kończący rozmowę.
      Przy akompaniamencie bólu rąk dwa razy przetarł podłogę, a wilgotną szmatką stół. Zostawił  Rozejrzał się po wszystkich możliwych skrytkach matki, ale znalazł tylko pół butelki Martini. Wsadził ją do reklamówki, schował wyłączoną komórkę Sophie do swojej szafy, wyjmując przy okazji marihuanę, której sporo jeszcze miał. Zrobił dwa skręty, wsadził w kieszeń, chwycił czarną bluzę adidasa i kartkę. Napisał na niej: „Lilly jest ze mną” i położył świstek na stole. Zamknął drzwi  i szybko ruszył do auta, lecz zatrzymał się w pół drogi i spojrzał na wino. „Zaraz będzie kombinować” – przeszło mu przez myśl, wrócił więc i odstawił butelkę na miejsce. Po chwili siedział obok ukochanej.
      – Jedźmy – powiedział, rozdrażniony.
      Ruszyła wolno, co zmieniło się po kilku sekundach.
      – Zatrzymaj się przy sklepie, kupię piwo – poprosił, nie spojrzawszy nawet na swoją ślicznotkę.
      Amy także nabrała wody w usta, wyglądała inaczej. Miała ni to oburzoną, ni to zmartwioną minę. Sprawiała wrażenie, jakby chciała coś powiedzieć, ale się wstrzymywała. David sporadycznie zerkał na kierującą, lecz nadal milczał. Atmosfera robiła się coraz gęstsza i z każdą chwilą chłopak czuł coś, co stopniowo wypełnia jego wnętrze. Było to jakby strach, a może wstyd, połączone z jakimś dziwnym dreszczem podniecenia. Sam już nie wiedział, co mu jest. Wkurzał go ten stan i źle się z nim czuł. Gdy zatrzymała się pod sklepem, w mig opuścił fotel pasażera.
      – Co chcesz? – zapytał, opierając dłonie o karoserię.
      – Nic.
      – Nie wypijesz piwa?
      – Nie wiem.
      – A coś innego?
      – Kup co chcesz – wycedziła prawie szeptem, jakby coś przeszkadzało jej w wydobyciu z siebie normalnego dźwięku.
      David zauważył, że teraz to ona jest smutna i poczuł się jak kompletny idiota.
      – Mogę iść z tobą? – zapytała nagle Lilly, z nutką niepewności.
      – Chodź.
      – Daj ją – rzekła brunetka i wzięła od niej psa.
      Weszli do dość obszernego, lecz niezadbanego marketu, z bezsensownym, fioletowo-
-żółtym kolorem ścian. Chłopak od razu poszedł do alkoholi, biorąc sześciopak półlitrowego Budweisera. Skierował się do słodyczy i w koszyku znalazła się duża, mleczna czekolada. Lilly szła za nim jak cień, przyglądając się bratu. Znał ją na wskroś, więc w końcu zapytał:
      – Chcesz coś?  
      – Chrupki.
      – To na co czekasz...?
      Chwyciła jak zwykle paczkę serowych Lay’s-ów i wrzuciła do koszyka.
      – Weź jeszcze paprykowe – poprosił i zaraz obok znalazła się druga paczka.
      Kasjer podliczył, ale David poszperał się po kieszeniach i dodał:
      – Jeszcze zapalniczkę.
      Sprzedawca pstryknął, sprawdzając jej działanie, chłopak zapłacił i wrócili do brunetki. Jej mina nie uległa zmianie. Rzucił torbę na tył, Amy oddała psa gówniarze i bez słowa wcisnęła gaz. Z sekundy na sekundę jechała coraz szybciej, aż David ze zdumieniem spojrzał w jej stronę. Dotarli w niecałe dziesięć minut, co tradycyjnie zajmuje dwa razy więcej czasu. Dochodziła 21:00 i było już prawie ciemno.
      Pogrążony w półmroku dom wyglądał trochę jak nawiedzony dwór. Paliły się tylko cztery latarnie na podjeździe, dwie żarówki nad drzwiami i dwie nocne lampki, w dwóch pokojach na górze.
      – Chodźcie – rzuciła Amy, opuszczając pojazd.
      Chłopak wysiadł, chwytając zakupy, lecz Lilly nie. Brunetka do niej podeszła .
      – Mała, chodź.
      – Nieee. Tam jest ciemno i strasznie – wydusiła małolatka, która zlękła się chyba nie na żarty, co 22-latka wywnioskowała z jej drżącego głosu.
      Roześmiała się głośno, oznajmiając:
      – Poczekaj, zaraz będzie jasno.
      Poszła do drzwi, wyłączyła alarm i weszła do środka. Po chwili zapaliło się mnóstwo lampek, umieszczonych pod dachem i na zagięciach budynku. Dom momentalnie rozjaśniał. W środku, na parterze, też już było widno.
      – No chodźcie! – krzyknęła do Davida, gdyż stał jak kołek.
      Teraz Lilly wysiadła z auta, w którym za chwilę piknął alarm i poszła za bratem, prowadząc psa. Gdy weszli do korytarza, brunetki już nie było.
      – Chodźcie do kuchni! – usłyszeli z daleka.
      Udali się do niej. David wyjął dwa piwa, a resztę dał dziewczynie. Schowała je do lodówki i zapytała:
      – Lilly, co chcesz? Soku czy coli?
      – Nie wiem – mruknęła, zawstydzona.
      – No mów, nie wstydź się – nalegała ciepło brunetka.
      – Może coli.
      – No, to rozumiem! – Amy się uśmiechnęła i zaraz dała dziewczynce napój i czekoladowe ciastko.      – Chodź, włączę ci jakąś bajkę – chwyciła jej talerzyk, wzięła ją za rękę i poprowadziła do salonu, z której rano dobiegała muzyka.
      Po chwili rozległ się dźwięk włączonego telewizora. David siedział na stołku i popijał piwo, znowu błądząc gdzieś myślami. Amy przerwała jego apatię.
      – Chcesz coś zjeść? – spytała, oparajac dłonie o jego nogi.
      – Nie chcę?
      – A coś słodkiego?
      – Nie. Trzeba wyprowadzić psa – chciał wstać, ale go nie puściła.
      – David, porozmawiaj ze mną. Co jest z tobą? Wszystko się ułoży, zobaczysz.
      – Chodź z tym psem..
      – Poczekaj... – rozkazała, poszła do okiennych drzwi umieszczonych za stołem i uchyliła, niezbyt mocno.  
      Piesek od razu wybiegł na zewnątrz.
      – Widzisz? Sama się wyprowadziła – uśmiech powrócił, ale nie był to ten uśmiech.
      – Otworzyć ci piwo? – zapytał anemicznie.  
      – Tak.
      – Chodź do ogrodu – dał jej otwartą butelkę i ruszył w stronę okien.
      – Muszę zamknąć wejściowe drzwi.
      David stanął w progu, odpalił skręta i podał dziewczynie, która właśnie wróciła. Wzięła kilka dymków i oddała mu używkę. Piwo bardzo szybko się skończyło, więc gdy dopalił zioło, rzekł:
      – Pójdę po drugie. Wypiłaś?  
      – Nie.
      Przyniósł następne i usiadł z dziewczyną na czarnej kanapie, umiejscowionej przy drewnianym, ogrodowym płocie, zaraz za wielkim grillem. Podbiegła Daisy, zakręciła się kilka razy w i zaraz zniknęła w mroku. David zaśmiał się apatycznie, a Amy chyba zrezygnowała z rozmowy, bo milczała. Nie odrywała wzroku od chłopaka. Ten czuł zioło coraz mocniej i zaczynał mieć coraz większy dół. Wyobraźnia pracowała i nieprzyjemne myśli zaczęły mnożyć się w jego głowie. Oparł się plecami o sofę, objął dziewczynę i przysunął do siebie.  
      – Przepraszam cię za moje chamstwo – mruknął.
      Nie odpowiedziała, przytuliła się tylko mocniej. Siedzieli w ciszy dość długo, w końcu małolatka przerywała tą niezręczną sytuację, pojawiając się w ogrodzie,  
      – Amy, muszę do łazienki.
      Gospodyni poszła z Lilly i David wyprostował się na siedzisku. Nie miał pojęcia, ile czasu tak tkwili, wszystko mu się wlokło i plątało. Chodząca po głowie Sophie nie dawała mu spokoju, bał się, że zacznie pić już na dobre. Gdyby miał pracę, mógłby starać się o opiekę nad Lilly, ale ze swoją przeszłością nie miałby z ojcem najmniejszych szans. Nie chciał stracić małolatki, zniósłby wszystko, ale nie to...
      Przytulenie wyrwało go z zadumy.
      – Zjesz coś? – brunetka ponowiła pytanie.
      – Nie mam ochoty. Kupiłem chipsy do piwa i zapomniałem o nich – roześmiał się nieco szczerzej. – Jak masz chęć, są w torbie, w kuchni – dodał.
      – Nie przepadam za chipsami – zaśmiała się.  
      – Za mało kupiłem –oświadczył chłopak, podnosząc do góry rękę z pustą butelką.
      – Mam piwo... – poinformowała Amy. – David, zjedź coś. Niedługo dziesiąta, a ty co zjadłeś...? Kawałek mięsa i dwie kromki chleba?
      – I pizzę! – dodał, śmiejąc się głupkowato.
      – Ja nie żartuję!
      – Księżniczko, nie chcę, nie zmuszaj mnie do jedzenia, ok? Nie jestem małym dzieckiem. Daj mi lepiej piwo.
      Za moment dostał otwartą butelkę.
      – Może coś obejrzymy? – zapytała 22-latka.  
      – Nie mam ochoty, ale jak chcesz, posiedzę z tobą.
      – Nie, myślałam, że może ty chcesz.
      Rozmowa znowu się urwała. David czuł się coraz bardziej przymulony i zmęczony, może nie tyle pracą, co dzisiejszymi wydarzeniami i bólem rąk. Marihuana nie dała żadnej satysfakcji ani poprawy nastroju. Co chwila spoglądał na zegarek, który obecnie wskazywał 22:02.
      – Gdzie jest łazienka? – odezwał się w końcu.
       Poprowadziła go prosto i za kuchnią do pierwszych drzwi po lewej. Gdy wyszedł, Amy przyłożyła palec do ust i skinęła głową, żeby poszedł za nią. Weszli do salonu – Lilly w półleżącej pozycji spała jak zabita w fotelu.
      – Trzeba zanieść ją do pokoju Jacka – szepnęła i David wziął małolatkę na ręce.
       Mruknęła cicho, ale spała dalej. Pokój brata 22-latki był drugim pomieszczeniem za jej sypialnią, na końcu korytarza. Był nieduży i calutki obklejony różnego rodzaju plakatami z superbohaterami. Na środku stało łóżko, po lewej szafka z lampką nocną, po prawej natomiast szafa, o którą oparty stał czerwony rower. Na ziemi, na jasnobrązowych panelach, leżał czarny dywan.
      Chłopak położył siostrę, Amy przykryła ją kocem i po cichu wyszli.
      – Idziemy do sypialni? Już wpół do jedenastej. Czy chcesz jeszcze posiedzieć na dole? – zapytała.
      – A co z psem?
      – Nie wiem, może niech śpi z małą?
      – A jak narobi?
      – Nie narobi – uśmiechnęła się.
      – Nie wiem, sama zdecyduj, to twój dom. Możemy iść do ciebie.
      – Dobra, pójdę po nią – rzuciła brunetka i zniknęła na schodach.  
      David wszedł do jej pokoju, zdjął buty i walnął się na łóżko. Nie czuł się ani trochę skrępowany. Amy pojawiła się po chwili i usiadła obok.
      – Powinienem spać u niej, nie zna twojego domu, może spanikować w nocy – oznajmił David.
      – Nie będziemy zamykać drzwi i zostawimy lampkę. Zobaczy nas, jak wyjdzie z sypialni.
      – Nie jestem pewien, tu są cztery pokoje.  
      – I gdzie zamierzasz tam spać? To mały pokój.
      – Na podłodze – uśmiechnął się.
      – Przestań się wygłupiać!  
      – Ja się nie wygłupiam, tylko znam swoją siostrę. Często wstaje w nocy, będzie mnie szukać.
      – To niech śpi tu, mam grubą kołdrę, będzie niezły materac. Tam się nie wyśpisz.
      – Jak uważasz. Nie chcę w nocy paniki, a spanikuje na pewno.
      Amy poszła do garderoby, przyniosła grubą, puchową kołdrę i rozłożyła na ziemi, po lewej stronie łóżka. Położyła na nią niewielką, niebieską poduszkę i ze słowami: „ idź po nią”, zniknęła w łazience.  
       David „przemeldował” siostrę, nakrył kocem wziętym z sypialni Jacka i na powrót legł na wielkim łóżku. Czuł się bardzo zmęczony, w czym pomógł narkotyk, który powodował coraz większą senność. „Poleżę chwilę, póki się nie wykąpie” – pomyślał, słysząc szum odkręcanego prysznica i zamknął oczy.

1 499 czyt.
100%32
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 4471 słów i 26282 znaków

Komentarze (2)

 
  • Suptelna

    Suptelna 26 sie 2017 ip:195130197

    Podziwiam brata że martwi się tak o swoją siostrę a matka to olewa

  • Misiaa14

    Misiaa14 27 cze 2016

    Piękne