Zakręty losu #45

– No co, długo się będziesz zastanawiać? – zapytał zniecierpliwiony chłopak, gdyż Lauren zasnęła przed ladą, nie patrząc wcale na półkę z alkoholami, tylko błądząc gdzieś myślami.
– Wódkę? – zapytała dziewczyna, mimo, że kilka minut wcześniej sama ją zaproponowała.
– Nie wiem.  
– Chodź, może najpierw weźmiemy coś do jedzenia – mruknęła Lauren i leniwym krokiem ruszyła do lodówek.
David tylko westchnął i posłusznie ruszył za ciotką. Nie chciał ponownie zaczynać tematu, lecz dobrze wiedząc, co ją dręczy, zaczynało to gryźć także jego. Z każdą chwilą postawa tej od zawsze wyluzowanej dziewczyny coraz bardziej dziwiła chłopaka, więc jak najbardziej miał prawo do snucia domysłów.
– Może zjemy stek? W końcu w Chicago nauczyłam się je perfekcyjnie smażyć, bo miałam bardzo dobrego nauczyciela – oznajmiła z zabawną dumą Lauren, na twarzy której pojawił się w końcu cień uśmiechu.
– Nauczyciela… – zadrwił przyjaźnie David. – Nie chcę, przecież wiesz.
– A matka? Nic nie żarła, zje?
Chłopak tylko wzruszył ramionami. Dziewczyna już nie dyskutowała, tylko włożyła do koszyka kilka kawałów mięsa i już mieli ruszać do warzyw, gdy zadzwonił telefon Davida. Spojrzał – ojciec. Skrzywiła mu się twarz.
– Nie odbierzesz? – zapytała zdumiona brunetka, zaglądając chłopakowi przez ramię.
– Nie.
Urządzenie ucichło.
– Dlaczego?
– Bo nie. Wkurwił mnie ostatnio i nie zamierzam z nim rozmawiać.
– Czy on wie, że matka chla?
– Wie, głupi przecież nie jest. Kłamałem, ale wątpię, czy to kupił, poza tym nasłał na nas opiekę, więc chyba wszystko jasne.
Telefon piknął ponownie, informując o przyjściu wiadomości, która, jak się po chwili okazało, brzmiała: „David, odbierz, wiem, że Lilly zaginęła”. Chłopak natychmiast zdrętwiał, gdyż właśnie zdał sobie sprawę, że teraz już nie unikną z matką kłopotów.
– Skąd wie? – zapytała kompletnie zaskoczona Lauren.
– Nie mam pojęcia – odparł wystraszony David, który już kombinował, jaką tu bajkę wcisnąć ojcu.
Komórka zagrała ponownie i oboje natychmiast spojrzeli po sobie.
– Odbierz, bo będzie jeszcze gorszy przypał – poradziła Lauren.
David, choć bardzo niechętnie, wcisnął w końcu guzik i z miejsca usłyszał wściekły głos rodzica.
– Kurwa, czemu nie odbierasz, do cholery?!  
– Nie drzyj się, jestem w pracy – skłamał gładko chłopak.
– W pracy? – warknął pretensjonalnie i jeufnie mężczyzna. – Co z Lilly, dlaczego do mnie nie zadzwoniłeś?
– Właśnie miałem dzwonić.
– Właśnie?! Kurwa, wiesz o tym od dobrych pięciu godzin i właśnie miałeś dzwonić?! – wydarł się Nick.
– Nie wyj, dobra? Telefon mi padł, dopiero co podłączyłem! – warknął chłopak.
– Co z Lilly, znalazła się? Zgłosiliście to?
– Nie, szukam, psy też.
– Co tam się stało?
– Skąd wiesz, że jej nie ma? – David zignorował pytanie.  
– Teraz cię to obchodzi? Kurwa, dzieciaku, Lilly uciekła, a ty nawet nie raczyłeś mnie poinformować?! – Nick krzyczał coraz głośniej. – Co tam się stało? W szkole.
– Lilly rozbiła głowę koleżance i uciekła – wyjaśnił w końcu David, zrozumiawszy, że nie powinien okłamywać ojca. – Zadałem ci pytanie! – ponaglał.
– Robertson mi powiedziała, spotkałem ją w sklepie. Wiesz, jak wyglądałem? – rzucił Nick z gorzką pretensją. – Kobieta pyta mnie, czy wiadomo coś o Lilly, a ja stoję jak słup, nie mając pojęcia, o co chodzi. No to wyjaśniła mi, że córka powiedziała jej, że Lilly narozrabiała i uciekła ze szkoły. David, mów całą prawdę, co tam się stało? Przecież mała nigdy nie zaatakowałaby koleżanki, więc gadaj, co wiesz.
– A skąd ja mam wiedzieć? Wiem tylko, że o coś się pokłóciły i tyle.
– Kłamiesz.
–  A spierdalaj, wkurwiasz mnie…
– Nie wyłączaj się! – ostrzegł natychmiast ojciec.
– To przestań mi wciskać swoje racje, dobrze?
– Szukałeś jej?
– Tak, wciąż szukam.
– Gdzie jeździłeś?
– Wszędzie.
– Czyli?
Chłopak zamilkł, wziąwszy tylko głęboki oddech, aby nie wybuchnąć.
– David…
– Szukałem wszędzie, rozumiesz? Jeżdżę w kółko od pierwszej po południu, jesteś przytrzymany, czy jak?
– Dobrze, muszę kończyć – stwierdził nagle Nick i David odetchnął z ulgą; ta jednak momentalnie uleciała, gdy mężczyzna dodał: – Matka pije?
– Nie.
– Nieee – syknął ojciec.
– Nie pije, a poza tym nie pytaj, skoro nie wierzysz i jeszcze ironizujesz – wkurzył się chłopak.
– Dobra, młody, naprawdę muszę kończyć, bo o ósmej mam jeszcze spotkanie, a też chcę obskoczyć miasto, może ja będę miał więcej szczęścia. I David, pamiętaj! – jeśli tylko czegoś się dowiesz, czegokolwiek, nie czekaj, tylko dzwoń do mnie, rozumiesz? Powiadomię Lucy, niech też się rozejrzy.
– Nie! – chłopakiem targnęła złość.
– David…
– Kurwa, powiedziałem. Jak Lilly ją zobaczy, tym bardziej się schowa, rozumiesz? Nie, nie rozumiesz.
– David, ale tu już nie chodzi o to, co było, trzeba ją znaleźć. Nie schowa się, raczej jest za mała, żeby uciec przed dorosłą kobie…
– Kurwa, powiedziałem, że nie, nie dociera?! Ona nie ma prawa się do niej zbliżyć, no, chyba, że chcesz, żebym znowu ją podmalował – rozkrzyczał się chłopak i zaraz poczuł szturchnięcie w ramię. Spojrzał na Lauren – gapiła się na niego z zimną naganą.
– Ale D…
– Żadne David, ja swoje powiedziałem. Zadzwonię – rzucił zmęczony tą przepychanką chłopak i szybko się rozłączył. Był wściekły.
– Chyba za ostro pojechałeś – upomniała spokojnie brunetka.
– Jebię ich oboje! – burknął chłopak, zabrał ciotce koszyk i zamaszystym krokiem ruszył w stronę lady.
Nosiło go całego, w czym pomagał niedosyt po odchodzącym proszku. Teraz już nabrał maksymalnej ochoty na chwilę spokoju przy wódce, lecz wiedział, że to marzenia ściętej głowy, że Lilly nie da mu odpocząć. Lauren już go nie zaczepiała, tylko dokończyła zakupy i po załadowaniu ich do bagażnika, zażądała od bratanka kluczyków.
– Co? – chłopak wywalił oczy.
– David, jak poprowadzę, jeździsz jak dzikus.
– Nie, już będę spokojny.
Brunetka spojrzała na niego spod byka, aczkolwiek nieco wyluzowała, o czym świadczył złośliwy uśmieszek, który wymalował się pod jej nosem. Odrzuciła chłopakowi kluczyki i ostrzegając go dość sugestywną miną, zasiadła na fotelu pasażera.


– Śpi? – wyszeptała Lauren, gdyż po przekroczeniu progu mieszkania zastała ich głucha cisza.
Zgadła, Sophie drzemała na kanapie, lecz gdy tylko usłyszała krzątaninę w kuchni, zaraz się w niej zjawiła.
– Wiadomo coś? – zapytała od razu, lekko zaspana.
– Nie – odparł David.
– Więc dlaczego nadal jej nie szukacie? Daj mi kluczyki, sama pojadę – kobieta natychmiast się obudziła, wyciągając rękę w kierunku siostry.  
– Jak pojedziesz, gdzie? Do tego skacowana jak pies. No i piłaś – rzekła sucho Lauren, oglądając butelkę, w której, o dziwo, została jeszcze kapka alkoholu.
– Do cholery, wypiłam tylko dwa marne drinki i spałam prawie trzy godziny, dawaj te kluczyki! – wzburzyła się Sophie, uparcie brnąć do celu.
– Nie.
– Lauren, nie denerwuj mnie, dobrze? Jest już po szóstej, za godzinę zacznie się ściemniać, trzeba ją znaleźć. To jedź ze mną, poprowadzisz – nalegała kobieta, gapiąc się na siostrę błagalnym wzrokiem.
– Dziewczyno, przejechaliśmy całe miasto, szkołę i masę innych miejsc, rozumiesz? To, że teraz znów pojedziemy, niczego nie zmieni, pozostało nam tylko czekać. Policja ją znajdzie, poza tym Lilly jest zaradna i sobie poradzi, nic jej nie będzie.
– Kur…!
– Wiem, wiem, cicho! – przerwała jej brunetka. – Wiem, co chcesz powiedzieć, że ma tylko osiem lat, ale zrozum – nie ma sensu jeździć w kółko, bo to nic nie da. Jeśli do tej pory jej nie znaleźliśmy, to nie znajdziemy. Schowała się i nic na to nie poradzisz. Ochłonie, to się pokaże, a wtedy jestem pewna – zgarnie ją pierwszy, lepszy patrol.
– Dobrze, skoro tak , to pójdę piechotą – oświadczyła Sophie i ruszyła do przedpokoju.  
Nie zdążyła jednak nawet sięgnąć po buty, bo Lauren w okamgnieniu wyrosła jej przed nosem.
– Sophie, uspokój się i usiądź, dobrze? No dobra, więc zrobimy tak – jeśli do dwudziestej nie będzie nic wiadomo, pojedziemy i poszukamy jej jeszcze raz, ok? – przekonywała Lauren, której złość na siostrę już chyba minęła, w czym pomogła pewnie zatroskana mina i spanikowana postawa kobiety. – Sophie, proszę cię, to naprawdę nie ma sensu, zaufaj mi.
– Mamo, Lilly zna mój numer i ma pieniądze, więc jeśli naprawdę się wystraszy, zadzwoni. Lauren ma rację, nie ma sensu szukać w ciemno, poza tym wątpię, abyś łażąc piechotą za dużo nawojowała.
Sophie zamilkła, zastygając w bezruchu, jakby się pogubiła.
– Chodź, zrobię nam po drinku i poczekamy – Lauren pociągnęła siostrę za rękę.
– Jak po drinku? To jak chcesz jechać, skoro wypijesz? – Sophie znowu się uruchomiła.
– Normalnie, taksówką – odparła spokojnie brunetka.  
– Taksówką? – Sophie parsknęła pogardliwym śmiechem. – Całe miasto objedziesz taksówką, tak? Super, mamy milionerkę w rodzinie – zadrwiła nerwowo.
– A co, myślisz, że mnie nie stać? Nie każdy przepija pieniądze – odgryzła się Lauren, z lekka szczerząc zęby.
Sophie już nie pyskowała, tylko zacisnęła usta w grymasie niezadowolenia, odwróciła się na pięcie i usiadła ciężko w fotelu, nadąsana jak mała dziewczynka. Lauren się uśmiechnęła i wróciła do kuchni, kiwając głową do bratanka.  
– Zrób po drinku, usmażę jedzenie – poprosiła, stawiając na płytce patelnię grillową.
– Nie chcę jeść – poinformował chłopak widząc, że ciotka zostawiła na stole trzy kawałki mięsa.
– Zjesz. Wiem, że boli, ale zjesz, łazisz głodny od… nie wiem nawet, od kiedy.  
David już się nie sprzeczał, gdyż po pierwsze, zdawał sobie sprawę, że z Lauren nie wygra, po drugie wiedział, że musi zjeść cokolwiek, nawet, jeśli miałby męczyć się do północy.  
– Przecież chciałaś z kieliszka – spojrzał na ciotkę.
– Już mi przeszło. No i miałeś rację – nie warto wywoływać wilka z lasu – uśmiechnęła się, kiwnąwszy głową w stronę salonu.  
David odwzajemnił usmiech, szybko wykonał trzy drinki i zaniósł do salonu, siadając przy matce. Wyglądała jak zbity pies, zatroskana i blada jak ściana.
– Lepiej się czujesz? – zapytał.
– Czułabym się lepiej, gdyby gówniara nie mówiła mi, co mam robić – warknęła. – Idź, zapytaj, czy ma aspirynę – poprosiła, chmurnie gapiąc się przed siebie.
David rozradował się pod nosem i zaraz przyniósł matce tabletkę.
– David, jeśli do ósmej nic się nie wyjaśni, idę jej szukać. I możesz jej powiedzieć, żeby nawet nie próbowała mnie zatrzymać, bo się w końcu doigra – zagroziła groźnie Sophie.
Chłopak się roześmiał; obraz przegrywającej kolejną potyczkę z młodszą siostry rodzicielki rozbawił go do granic. Reakcją Sophie było jedynie chwycenie szklanki, którą po upiciu łyka zaraz odstawiła, najwyraźniej po swoich ostatnich wybrykach czuła się skrępowana w obecności syna. David dobrze widział, co się dzieje, wstał więc i wyszedł do kuchni. Oczywiście nie chciał, aby matka piła, niemniej jednak z dwojga złego wolał to, niż miałaby zabłądzić, jakby wyszła szukać Lilly. Wiedział, że ich upór zda się tylko do pewnego czasu, że Sophie, jeśli się zaprze, prędzej czy później postawi na swoim.
– David – szturchnęła go Lauren, gdyż „przysnął”, stojąc obok.
– A jeśli nic się nie wyjaśni – szybko podzielił się swoimi obawami.
– Zrobimy tak, jak mówiłam – odparła Lauren, popijając drinka. – Co z nią?  
– Nic, buntuje się.  
Lauren zachichotała i przewróciła mięso. David patrzył na czerwone kawałki i na samą myśl, że ma przełknąć cokolwiek, robiło mu się słabo.
– Nie będę jeść – powtórzył.
– Zjesz.
– Nie, kurwa, zjem, jak się zmobilizuję, nie zmuszaj mnie, dobrze?
– Grzeczniej, dobrze? I nie klnij – syknęła Lauren, aczkolwiek nałożyła na talerze tylko dwa kawałki i wręczyła chłopakowi. – Zostawię na patelni – wskazała kuchenkę, chwyciła szklankę i ruszyła za Davidem.


Czas spędzony na pogaduszkach, przerywanych butnymi pretensjami Sophie i pomrukami z telewizora zleciał im w okamgnieniu, lecz gdy nadeszła umówiona dwudziesta, matka chłopaka nie wyglądała już na tak zawziętą, raczej na zmęczoną i wypompowaną z życia. Piknął zegarek na ręku Lauren, informując, że właśnie minęła ósma i Sophie natychmiast ożyła.
– Jedziemy? – zapytała, tym razem spokojnie, kierując wzrok na siostrę.
– Jest sens? – kombinowała Lauren.
– Obiecałaś.
– Dobrze, ale za chwilę – Lauren ustąpiła, chwyciła telefon i zniknęła w kuchni, z której po chwili doszły pomruki rozmowy.
Wróciła bardzo szybko, lecz jej mina nie nastawiała pozytywnie.
– Dzwoniłam do znajomego, ale wyjechał, więc musimy jechać taksówką.
– Mówiłam – syknęła Sophie.
– Nie, tu nie chodzi o pieniądze, po prostu własnym samochodem byłoby szybciej, no i on może wiedziałby, gdzie jeszcze zajrzeć, w końcu co cztery głowy, to nie trzy – zażartowała brunetka, chcąc uspokoić coraz bardziej poddenerwowaną siostrę.
– Idziemy – zadecydowała w końcu Sophie i podniosła się z miejsca.


Kolejny raz objechali całe miasto, lecz na tym się nie skończyło, upór Sophie sprawił, że zajrzeli także na kilka przedmieść i sprawdzili plażę, jadąc wzdłuż całej jej długości. Nadal jednak nic nie osiągnęli, Lilly zapadła się jak kamień w wodę.
– Niech pan jedzie na komisariat – nakazała znienacka kierowcy Sophie.
– Po co? – zapytał David, lecz nie odpowiedziała.
Mężczyzna posłusznie zawiózł ich na najbliższą komendę i gdy tylko zatrzymał pojazd, Sophie wystrzeliła z jego jak z procy, wyglądając, jakby wszystkie jej dolegliwości nagle w cudowny sposób zniknęły.
– Dobry wieczór. Sophie Brooks. Dziś po południu szkoła zgłaszała zaginięcie mojej córki Lilly. Czy coś wiadomo? – wyrzuciła natychmiast, zawisając nad głową dyżurnego.
– Chwileczkę – mruknął obojętnie facet, spojrzawszy na kobietę, jakby robił jej wielką łaskę.
Sophie westchnęła ciężko, opierając się o masywny, brązowy pulpit. David zerknął na Lauren, która uśmiechała się dyskretnie, jakby wiedziała, że coś się szykuje. Mężczyzna klikał i klikał, w końcu Sophie się zdenerwowała.
– Czy długo jeszcze? – burnęła chłodno.
– Tak, zostaliśmy powiadomieni, patrole otrzymały informację i poszukiwania trwają, lecz na razie, jak pani widzi, bez rezultatów – rzekł obojętnie facet. Brzmiał, jakby zupełnie nie obchodziła go sytuacja kobiety, wręcz przeciwnie, jego głos emanował ewidentnym zarzutem: „jakim prawem Sophie mogła być tak bezczelna i przeszkodzić mu w intensywnym obijaniu się?”
– Jak to nic nie wiadomo?! – zagrzmiała kobieta. – To co tyle czasu robicie?! Minęło osiem godzin, a wy nie możecie znaleźć ośmiolatki?! – huczała, machając agresywnie rękoma.
– Proszę nie krzyczeć, robimy, co możemy – rzekł policjant, w dalszym ciągu nic sobie nie robiąc ze zdenerwowania interesantki.
– Co robicie?! Właśnie widzę, co pan robi! – krzyknęła wkurzona Sophie.
– Jeśli coś się wyjaśni, powiadomimy państwa – bąknął facet.
– Powiadomicie?! Kiedy?! Co wy sobie wyobrażacie, do cholery… – wrzasnęła Sophie, lecz nie zdążyła bardziej się rozkręcić, bo wtargnęła w to wszystko Lauren, która chwyciła siostrę za ramię i chciała odciągnąć od lady.
– Chodź, widzisz, że twoje nerwy na nic się zdadzą – poprosiła.
– Kurwa, jak to na nic się zdadzą?! – wydarła się Sophie.
– Chodź – powtórzyła brunetka, siłą odciągając siostrę od dyżurki.
– Totalny burdel! Do tego za moje podatki! – syknęła jeszcze głośno Sophie, lecz wreszcie ustąpiła i bardzo niezadowolona, wyszła z rodziną z komendy, pieczętując swoje rozgoryczenie agresywnym trzaśnięciem drzwiami granatowej Mazdy.

787 czyt.
100%95
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2781 słów i 16639 znaków.

5 komentarzy

 
  • AnonimS

    AnonimS · 4 lip 2018

    "– David, jak poprowadzę, jeździsz jak dzikus." JA poprowadzę....

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 2 lip 2018

    O tak miłe zaskoczenie po tak długim czasie. Wielkie  

  • zabka815

    zabka815 · 2 lip 2018

    Nareszcie         . Świetna część   nieźle młoda się schowała, albo tak słabo jej szukają  

  • Ja1709niezalogowana

    Ja1709niezalogowana · 1 lip 2018 · 287366607

  • Fanka

    Fanka · 1 lip 2018

    No w końcu ma ukochaną wróciła
    Świetna część
    Kochana mam nadzieję że uda Ci się wstawić szybko kolejne części