Zakręty losu #66

– Cześć – Betty ukucnęła, witając Lilly radosnym spojrzeniem.
Dziewczynka się zawstydziła i spuściła głowę. Daisy widząc, że staruszka jest w zasięgu języka, natychmiast zaczęła skakać na kobietę, powarkując wesoło.
– No dobrze, dobrze. Chodźcie – Betty się roześmiała i stanęła obok drzwi, sugerując, aby weszli do środka.
Nastawiła wodę i jak zwykle po chwili na stole pojawił się placek z brzoskwiniami. Daisy już chodziła na dwóch łapach, ruszając pociesznie nosem, co wywołało u gospodyni nieposkromioną radość.
Kobieta postawiła wodę w miseczce i spojrzała na Davida.
– Jesteście głodni? – otworzyła lodówkę.
– Jedliśmy śniadanie, ale kawą nie pogardzę. – odparł chłopak. – Mogę ją na chwilę zostawić? – wskazał na siostrę – pójdę się przebrać.  
– Oczywiście.
Po pięciu minutach był z powrotem i Lilly od razu parsknęła śmiechem. Resztki farby, które na dobre poprzyczepiały się do ubrania chłopaka, wyglądały dość zabawnie. David się uśmiechnął i zasiadł nad kawą. Chwila spokoju spowodowała, że w głowie znowu stanęła mu Amy. Usilnie kombinował, jak się do niej dostać, koniecznie chciał się dowiedzieć, co dzieje się z dziewczyną. A może się obudziła?  
Były brunetki także nie dawał mu spokoju, wiedział, że jak dorwie go w swoje ręce, rozerwie gnoja na strzępy.
– David – poczuł dotknięcie w ramię. – Co się stało? Kiepsko wyglądasz – rzekła ciepło Betty.
– Nic. Muszę się zbierać – mruknął chłopak, podnosząc tyłek.
– Źle się czujesz? To może nie pracuj dziś? – Betty nie odpuszczała.
– Nie, został tylko tył, będzie szybko. Chcę już to skończyć i jutro zacząć w środku.
– To może pojedziemy na lody? – Betty potargała małolatkę po głowie – Zjemy w parku, piesek sobie pobiega, a David spokojnie popracuje.
Zawstydzona Lilly tylko wzruszyła ramionami.
– Jesteś pewna? – zaśmiał się David. – Ten spokój to tylko pozory, poczekaj, aż się rozrusza – dowcipkował.
– To co? – nalegała Betty, posyłając w kierunku chłopaka serdeczny uśmiech.
– Możesz prowadzić? Jak twoja noga? – zapytał David.
– Już dobrze.
– To jedź z Betty, a ja w spokoju popracuję – rzekł do siostry, nie wiedzieć czemu, przypominając sobie w tej chwili o dupku z naprzeciwka.  
– Chodźmy – rzuciła Betty, gdy już chłopak oddał jej kluczyki. David wręczył jeszcze siostrze dwadzieścia dolarów i dziewczynka opuściła ze staruszką dom.
Chłopak chwycił telefon i wybrał numer Polly. Odebrała bardzo szybko.
– Coś się zmieniło? – zapytał od razu.
– Nie, ale mam dobre wiadomości. Sam jest w delegacji, a prokuratorka pracuje do późna. Przyjedzie tylko na chwilę, więc będzie okazja do niej wejść. Zadzownię i powiem, co i jak, myślę, że około drugiej, trzeciej po południu. Ok?
– Jasne, wyrwę się z roboty.  
– Sam warczał, żebym nie kombinowała, bo już wyczaił, że się z tobą widziałam – nastolatka się zaśmiała – i grozi, że jak cię przy niej zobaczy, nogi ci z dupy powyrywa. Sratatata, kurwa, musiałby mieć bardzo długi zasięg, bo jest w drodze do Detroit – rżała dziewczyna.
David zachichotał, blondynka swoimi słowami ewidentnie poprawiła mu humor.
– Dobra, muszę uciekać do pracy. Czekam na telefon.
– Na razie.
Odetchnął, cieszył się, że w końcu wejdzie do ukochanej. Chwycił kubek i po chwili stał już na drabinie na tyłach domu. Humor mu przeszedł, palący w oczy, chamski napis znowu rozdrażnił chłopaka. „Kurwa, pedale, poprzestawiam ci uzębienie” – warczał  w myślach, wściekle machając szpachelką. Tak się zapędził, że przeciągu trzech godzin zeskrobał całość, poza tym od tej strony domu słońce było dłużej, farba bardziej wyschła i praktycznie sama odpadała przy najmniejszym dotknięciu.
Uśmiechnął się z dumą, zadowolony, że nie będzie ślęczał tu trzy dni. Sprawdził godzinę – kilka minut po dwunastej. „No i gdzie one są?” – zastanawiał się, widząc, że minęło już sporo czasu.
Zrobił kolejną kawę i zasiadł na schodkach, nie mając pojęcia, co robić. Nie chciało mu się zaczynać od wewnątrz, wiedział, że w każdej chwili może zadzwonić Polly. Niechęć do pracy podkręcała także inna opcja – chciał jak najszybciej znaleźć się przy Amy, dlatego nie skrobanie było mu w tej chwili w głowie. Zastanawiał się, jak dorwać tego bydlaka i jaką karę mu wymierzyć. Amy leży w śpiączce, więc to było poważne pobicie, a to, co mówi Polly…? Może tak gada, żeby go nie nakręcać. „A jeśli się nie obudzi? A jeśli się obudzi i coś będzie  nie tak? Przecież są ludzie – warzywa, którzy po urazach wegetują do końca życia”.  
Tak się nakręcił tą perspektywą, że nie zauważył nawet, że ręce zaczęły mu się trząść i rozlewa kawę.
– Kurwa mać – syknął, wstając.  
Znalazł mop i gdy tylko skończył sprzątanie, Mazda pojawiła się na podjeździe. Lilly wyskoczyła z auta jak oparzona i biegiem ruszyła w stronę brata.
– Patrz co mam! – zapiszczała, wystawiając przed nos Davida dużego brązowego pluszowego niedźwiedzia, bohatera „Sezonu na misia”, pomachała nim przed twarzą chłopaka, po czym klapnęła na stojącym na werandzie krześle, drocząc się z psem. Grymas pojawił się na twarzy Davida. Wiedział, że Lilly o nic nie prosiła, że to sprawka Betty, niemniej jednak poczuł się dość niekomfortowo.
– David, śpisz? – zaśmiała się staruszka, bo chłopak zadumał się nad mopem. – Co tu robisz z tym mopoem.
– Rozlałem kawę.  
– Oczywiście – kobieta się uśmiechnęła.
– Betty… nie powinnaś… – mruknął David.
– Czego nie powinnam?
– Kupować jej zabawek. To nie wypada.
– Ja go nie kupiłam, tylko go wygrała – oświadczyła kobieta. – Poza tym gadasz głupoty.
– Jak to „wygrała”?
– Byłyśmy w lunaparku.
David już nic nie mówił, wiedział, że bunt nie ma sensu.
– Skończyłem od ogródka, ale nie będę dziś zaczynał od środka, bo czekam na telefon i muszę jechać do szpitala – oświadczył.
– Kolega ma się lepiej? – zapytała staruszka.
– Nie chodzi o kolegę, tylko o Amy – ledwie wydusił.
– O Amy?
– Ktoś ją napadł.
– Napadł? Jak to? – Betty się zaniepokoiła. – To coś poważnego?
– Mówią, że nie, ale ja tym ch… dupkom nie wierzę – burknął, w porę gryząc się w język.
– Powiedz coś więcej.
– Pobili ją, leży w śpiączce – bąknął.
Słowa coraz ciężej przełaziły mu przez gardło, miał wrażenie, że zaraz się rozpłacze.
– Złapali ich?
– Jeszcze nie.
– Wszystko będzie dobrze – Betty objęła chłopaka.
– Nie jestem pewien.
– Jadłeś coś?
– Nie chcę. Była grzeczna? – skinął głową w kierunku siostry.
– Oczywiście.
„Jasne” – pomyślał chłopak, szyderczo wyginając usta. Był coraz bardziej rozdrażniony, gdyż do Ethana, Amy i pobicia doszła jeszcze matka. Miał szczerą nadzieję, że Lauren przyjechała szybko i Sophie nie zdążyła się napić. Chwiejna była to jednak nadzieja, po tym, co wyczyniała ostatnio kobieta, mógł się spodziewać już wszystkiego.
– Co robiłyście w lunaparku? – zapytał David, siadając przy stole w kuchni.  
Betty już nakroiła ciasta i zajęła miejsce obok małolatki.
– Byłam na młynie – odparła Lilly.
– No tak… – burknął David.
– Zapłaciłaś za bilet? Dałem ci pieniądze – wyjechał, za nic nie mogąc powstrzymać się od tego pytania.
Lilly nie odpowiedziała.
– David, o co chodzi? – wtrąciła surowo Betty.
– O nic.
– Dziecko, co się dzieje? Czemu jesteś taki spięty? – drążyła kobieta. – Nie chcesz porozmawiać?
– Nie.
– Informuję, że ja też nie płaciłam za bilet, jeśli to cię uspokoi – oznajmiła staruszka.
Spojrzał na nią tępo.
– Lunapark należy do mojego znajomego – wyjaśniła.  
David się wyciszył. Zrobiło mu się głupio przez to, jak zareagował. Przecież nawet, gdyby Betty zafundowała Lilly przejażdżkę, to czy byłaby to jakaś wielka zbrodnia?
– Przepraszam, zachowuję się jak kretyn. To przez ten cholerny szpital – mruknął do Betty.
– W porządku – odparła łagodnie kobieta.
Zadzwonił telefon i David jak oparzony zerwał się z miejsca.
– Bądź pod szpitalem o trzeciej – rzekła Polly. – Muszę kończyć, nie mam teraz jak gadać – dodała i się rozłączyła.
Spojrzał na zegarek – dochodziła pierwsza po południu.
– Lilly, wcinaj i jedziemy, muszę o trzeciej być w szpitalu – rzucił do siostry, która z niemałym zapałem wcinała placek.
Betty wstała i wyciągnęła dłoń trzymającą sto dolarów.
– Nie, miało być po skończeniu pracy – sprzeciwił się chłopak.
– David… na paliwo. I nie podskakuj, dobrze? – warknęła staruszka.
Chłopak zachichotał, jej nieudolnie zrobiona, groźna mina wyglądała przezabawnie.
– Dzięki – wziął pieniądze i wrócił na miejsce, namyślając się jednak co do zjedzenia ciasta.
Zbyt mocno kusiło zapachem.

357 czyt.
100%52
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1547 słów i 9217 znaków, zaktualizowała 17 lip o 10:23.

2 komentarze

 
  • Joefrind

    Joefrind · 10 sie 21:55 ·

    "— Jesteście głodni? – *otworzyła lodówkę(z dużej powinno być)  
    – Jedliśmy śniadanie, ale kawą nie pogardzę. – odparł chłopak. – Mogę ją na chwilę zostawić? – *wskazał na siostrę (tu też) – pójdę się przebrać."
    I jeszcze w paru miejscach, taki błąd.
    Popraw to, warto, bo ogólnie, tekst napisany jest dość...ok.  
    Pozdrawiam  

  • Iga21

    Iga21 · 18 lipca

    I super. To czekamy na następne