Zakręty losu #17

Do zakupów doszła stugramowa tabliczka mlecznego smakołyku i rodzeństwo szybko wróciło do mieszkania. David ledwie doniósł dwie ogromne torby, do tego zapłacił ponad sto dolców. Postawił wszystko na stole i poszedł do salonu. Pokój był już odkurzony, a Sophie plątała się w pokoju małej. Zajrzał do środka – panował porządek. Wrócił do kuchni, pochował sprawunki, po czym chwycił w dłoń torebkę z zupą. Po zapoznaniu się z „instrukcją obsługi” włączył wodę w garnku i rozmieszał w niej proszki  
      – Lilly, wyjdź z psem! – wrzasnął i klapnął na taborecie.
      Sophie pojawiła się w kuchni. Była dość blada i wyglądała na zmęczoną.
      – Może zadzwonię i umówię się na jutro? – wydusiła do 22-latka, bojąc się chyba zadać to pytanie.
      – Jutro...? Jutro idę do pracy, a tobie już nie wierzę za grosz. Nie pozwolę, aby przez twoje wybryki był przypał. Załatwimy to dziś, a potem możesz zachlać się na śmierć, gówno mnie już to obchodzi...  
      Nie skończył, bo zadzwonił domofon. „ Dopiero 12:20” – pomyślał nieco przestraszony chłopak, idąc do urządzenia.
      – Słucham.
      – To ja – usłyszał i odetchnął z ulgą.    
      Brunetka pojawiła się w mieszkaniu i David posadził ją przy oknie.
      – Sorry, że przyjmuję cię w kuchni, ale muszę pilnować zupy – uśmiechnął się, ale Amy w lot wyłapała, że coś jest nie tak.
      – Wszystko w porządku? – zapytała od razu.
      – Tak – mruknął, ale po chwili obrócił się na pięcie i ruszył do salonu. – Kurwa, zrób ze sobą coś! Zobacz, jak ty wyglądasz! Ogarnij się, kobieto, już wpół do pierwszej! – ryknął.  
      – Za chwilę skończę – usłyszała od wycierającej kurze matki.
      Wściekły wrócił do kuchni i zajrzał do gara.
      – Ile czasu gotuje się to gówno? – zapytał ukochaną.
      – Ze dwie, trzy minuty od zagotowania.
      Ukucnął przed nią.
      – Przepraszam cię – położył głowę na jej nogach.
      Czuł się kompletnie zażenowany. Nie odpowiedziała, tylko objęła chłopaka, przytulając twarz do jego głowy. Nie posiedzieli długo, za chwilę rozległ się bulgot gotującej się wody. Uwolnił się z uścisku.
      – To chyba trzeba mieszać? – uśmiechnął się głupio, machając łyżką w garze.
      – Zamieszaj chwilę i zaraz wyłączaj.
      Sophie przemknęła do łazienki, na co David zareagował kwaśną miną. 22-latka chciała chyba o coś zapytać, ale właśnie trzasnęły drzwi i Lilly jak strzała wpadła do kuchni.
      – Cześć! – uwiesiła się na brunetce.
      – Mała! Rozbieraj się i siadaj do obiadu! – rozkazał chłopak.
      – Nie chcę zupy – oznajmiła skrzywiona, zaglądając do garnka.
      – Lilly, bez dyskusji! Zjesz trochę i zrobię ci frytki.
      – Nie chcę, chcę same frytki – mruknęła.
      – Młoda, proszę cię, nie denerwuj mnie – rzucił, starając się, jak może, być opanowanym. – Chcesz wynalazku? – zapytał ukochaną z naciąganym uśmiechem.
      – Nie chcę, jadłam.
      Nie nalegał, tylko nalał w dwa talerze, w tym, że w jednym tylko pół i postawił na stole.
Ukroił po kawałku pieczywa, które położył obok.  
      – Co ci zrobić? – zapytał gościa. – Jak coś, mam też sok.
      – Jak masz mleko, to zrób kawę. Tylko nie mocną.
      David wykonał czynności dotyczące przygotowania trunku, postawił przed nos brunetki mleko, cukier i otwartą paczkę kokosowych ciastek, po czym zasiadł nad zupą. Coraz bardziej zdenerwowany raz po raz spoglądał na zegarek. „Żeby tylko nie zauważyli. Ciekawe, jak wytłumaczy się z tego, że jej nie było?  Ale co powiem o Amy, przecież jej nie wygonię? A co, kurwa, nikogo już nie mogę zaprosić?! Jest niedziela, niech się jebią!” – pomyślał i  spojrzał na Amy – przyglądała mu się, żując ciastko.
      – Przepraszam – wydusił.
      Woda zaczęła się gotować ,więc chłopak zalał kawę i wrócił do posiłku. Opornie włożył w usta dwie pierwsze łyżki, w końcu przy trzeciej wstał i odstawił talerz.
      – Czemu nie zjadłeś? – zapytała natychmiast 22-latka.
      – Przeszedł mi apetyt – mruknął. – Lilly! Długo mam na ciebie czekać?! – wydarł się tak, że Amy podskoczyła na stołku, zaskoczona hałasem.
      Młoda po chwili zjawiła się w pomieszczeniu i z kwaśną miną zajęła miejsce przy stole. David był coraz bardziej podminowany, ale nie zaczepiał siostry. Znów spojrzał na zegarek – 12:57.
      – Księżniczko. O pierwszej mają przyjść z opieki. Siedź sobie spokojnie i pij kawę – uświadomił ukochaną.
      – To czemu nie powiedziałeś? Wyjdę – wstała z miejsca.      
      – Nie! – wyrósł przed nią. – To nie będzie długo trwało. A z resztą, kurwa, nie mogę zaprosić gości?! Jest niedziela! – uniósł się. – Siadaj i pij kawę, oni i tak na pewno pójdą do salonu. Zresztą jak już powiedziałem, to będzie trwało kilka minut... mam nadzieję – mruknął, trzymając sympatię za ramiona.
      – Mogę wyjść, wrócę, jak pójdą.
      – Nie, zostań, proszę cię!  
      Ustąpiła i wróciła do pozycji siedzącej. Chłopak wyszedł i zabębnił w drzwi łazienki.
      – Rodzisz tam?! Wyłaź, już pierwsza! – ryknął do Sophie.
      – Już wychodzę.
      David przez te nerwy miał już kompletny mętlik w głowie, ponadto zaczęła go znowu boleć. Usiadł obok swojej kobiety, chwyciwszy jej rękę, po czy spojrzał na siostrę – nie ruszyła zupy. Ponownie chciał zagrzmieć, ale się powstrzymał.
      – Mała, zjedz... chociaż trochę – naciskał, starając się panować nad emocjami.
      – Nie chcę, niedobre.
      – Czemu niedobre? Przecież grzybowa, lubisz taką.
      – Tak, ale mamy. Ta jest niedobra, nie chcę jej – mruknęła Lilly, broniąc się jak może.
      Sophie wyłoniła się z łazienki i zniknęła w salonie.
      – A zjesz kurczaka? Frytek nie zdążę ci teraz zrobić, nie wiem, o której przyjdą – kombinował chłopak.
      – Nie chcę kurczaka.
      Davida już nosiło.
      – To co chcesz? –  zapytał nieco głośniej.
      – Nie wiem.
      – To kurwa, nie żryj nic! – ryknął, chwycił talerz z zupą, wlał zawartość do garnka i rzucił naczynie z hukiem do zlewu.  
      Usiadł ciężko przy brunetce, kładąc głowę na opartych o stół rękach.
      – Idź do siebie. I jak zapukają, zamknij psa – wydusił do małolatki, która w mig zniknęła z kuchni. – Amy, ja już nie mam siły – wymruczał, nie podnosząc głowy.
      Znowu poczuł, że zbiera go na wybuch płaczu. Przytuliła go.
      – David, zgłodnieje, to zje. A że marudzi...? To tylko dziecko. Nie denerwuj się takimi rzeczami.
      – Mam już dość, naprawdę dość, już nie wiem, co mam robić? Ta chla, nie mam kasy, i jeszcze te torby z opieki, do tego w niedzielę. Ja nie wiem, jak to będzie. Jak zobaczą, że ma kaca – pozamiatane. Dobrze, że chociaż zrobiłem jakieś zakupy. Nie wiem, co zrobię, jak przyznają opiekę temu chujowi – jęknął płaczliwie.  
      – Wszystko będzie dobrze.
      – Na razie to jest coraz gorzej. Sam bym walczył o opiekę nad młodą, ale mogę się cmoknąć. Pół roku odsiadki, nie mam roboty, do tego stary, który ma kasę... bez szans. Żeby chociaż ta kretynka się w końcu opamię...  
       Rozległo się pukanie. Dłonie chłopaka natychmiast zaczęły przemieszczać się w obie strony.
      – Siedź sobie i spokojnie pij kawę – rzekł do ukochanej i ruszył do drzwi.
      Do domu weszły te same dwie kobiety i David z  Lilly i matką przywitali je w korytarzu, rozglądnęły się i jedna z nich od razu zapytała:  
      – Jak sobie radzicie?
      – Bardzo dobrze – odparła 40-latka.
      – Czy możemy się rozejrzeć?
      – Oczywiście.
      Pierwsze kroki skierowały do kuchni. Nie przejęły się zbytnio obecnością Amy, tylko ze  słowami: „Dzień dobry” od razu zajrzały do lodówki. Obejrzały zawartość, a następnie sporadycznie przejechały wzrokiem po pomieszczeniu.
      – Przepraszam za mały bałagan, dopiero, co zjedliśmy obiad – zaśmiał się David, próbując stwarzać jakiekolwiek pozory.      
      Kobiety się uśmiechnęły, wyszły z kuchni, rzucając po drodze krótkie spojrzenie na pokój 22-latka i ruszyły do salonu. Małolatka chodziła krok w krok za bratem, mocno trzymając go za rękę. David zauważył, że jest nieco przestraszona.
      – A to pewnie twój pokój? – zapytała wyższa z urzędniczek, spojrzawszy na 8-latkę, po czym otworzyła drzwi.
      Ruda w mig wyskoczyła z wnętrza i zaczęła skakać wokół kobiety.
      – Przepraszam – rzucił David, szybko wziął psa na ręce i zamknął u siebie.
      Babki z grubsza obejrzały pokój Lilly i wreszcie przystąpiły do ataku:
      – Masz ładny pokój. Dobrze ci się tu mieszka? – zapytała starsza z nich, kierując wzrok na małolatkę.
      – Tak.
      – A jak ci idzie w szkole?
      – Dobrze.
      – Jeździsz autobusem?
      – Nie, David mnie wozi.
      – Tak...? A pan pracuje? – spytała chłopaka.
      – Tak, ale na późniejszą godzinę. Nie ma problemu z dojazdem do szkoły – odparł czując, jak stres zaczyna go powoli dławić.
      – A pani? – zaatakowała Sophie.
      – Tak, pracuję, od 10:00 do 18:00 – oświadczyła, także mocno zdenerwowana.
      – Ile pani zarabia?
      – Osiemset dolarów miesięcznie.
      – A pan?
      – Tyle samo.    
      – Czynsz wynosi pięćset, tak?
      – Tak.
      – Z tego, co wiem, mieszkacie we troje. Jest pani po rozwodzie, tak?
      – Tak.
      – Czy ojciec ma kontakt z córką?
      – Tak, jeździ do niego w każdy weekend.
      – A dziś?  
      – Wyjechał służbowo – poinformowała gospodyni, której głos brzmiał już coraz bardziej nerwowo.
      – Lubisz jeździć do taty – spytała nieznajoma, ponownie kierując wzrok na 8-latkę.
      – Tak.
      – A nie chciałabyś z nim zamieszkać?  
      Chłopaka jakby ktoś trzepnął w łeb!
       – Nie, wolę z mamą i Davidem – mruknęła strachliwie Lilly.  
      Kobieta się uśmiechnęła, zapisała coś w notatniku, po czym wyjechała:
      – Czy w domu spożywany jest alkohol?  
      Davidem ponownie wstrząsnęło! Nie wiedzieć, czemu, nagle stanął mu w oczach obraz pukających akurat w tej chwili do drzwi meneli, którzy pili z matką. Nie chciał myśleć, co to by było...
       – Nie. No... chyba, że przy specjalnych okazjach... jak w każdym domu – wystękała coraz bardziej rozgorączkowana Sophie.
      – Podobno miał pan problemy z prawem? – rzuciła coraz bardziej wścibska kobieta, patrząc z dezaprobatą na 22-latka.
      – Tak, ale to było dawno. Byłem młody i głupi.
      – A jak się ma sytuacja teraz?
      – Normalnie, pracuję. Nie utrzymuję kontaktów z wcześniejszym towarzystwem.
      Davida zaczęły już męczyć te tortury, a głowa pękała w szwach.
      – Czy starcza wam na życie?  
      – Tak.
      – Chyba lubisz brata? – nagle zmieniła temat widząc, że Lilly cały czas kurczowo trzyma się chłopaka.
      – Tak – wydusiła dziewczynka.
      Kobieta ciepło się uśmiechnęła.
      – Dobrze, to chyba wszystko. Wystawię pozytywną opinię, bo na dzień dzisiejszy nie mam żadnych zastrzeżeń – powiedziała, ruszając z koleżanką w stronę wyjścia.
       Zatrzymały się jednak przed drzwiami.
      – Proszę. Trzeba je wykorzystać do końca miesiąca, inaczej przepadną – wręczyła Davidowi dwa bony żywnościowe, o wartości pięćdziesięciu dolarów każdy.
      – Dziękuję – uśmiechnął się chłopak.
      – Jakbyście potrzebowali jakiejś pomocy, tu jest nasz adres i telefon – dała mu wizytówkę. – Do widzenia – pożegnały się i zaraz ich nie było.
       David odetchnął z ulgą, ale tylko na chwilę. "Na razie... na dzień dzisiejszy...? Znowu mają zamiar przyleźć? Kiedy?" – myśli od razu zdołowały chłopaka, a najbardziej jedna: "A nie chciałabyś z nim zamieszkać?” Zadumał się w korytarzu kilka chwil, w końcu jednak ruszył do ukochanej, która już skończyła kawę. Postawił czajnik na płytce i zaspał proszek sobie.      
      – Chcesz jeszcze jedną?  A może herbatę? – zapytał brunetkę.
      – Masz coś zimnego?
      Zaraz dostała pomarańczowy sok z lodem. Przelał do gara także swoją zupę i wziął się za zmywanie misek i kubka Amy. Ręce telepały się jak pijakowi po tygodniowej libacji. Woda zaczęła śpiewać i David odruchowo się odwrócił. W tej chwili umazany w płynie do naczyń, śliski talerz, wyślizgnął mu się z rąk, trzasnął o ziemię i z głośnym brzdęknięciem rozbił na kilka większych kawałków.  
      – Kurwa! – ryknął chłopak, rzucając gąbkę do zlewu. – Amy, zalejesz mi kawę? – poprosił i zabrał się za sprzątanie.
      Sophie usłyszała rumor i zaraz pojawiła się w kuchni.
      – Co się stało? – spojrzała na zbierającego szczątki syna.
      – Jajco! – syknął chamsko, nie odrywając się od zajęć.
      – David, grzeczniej...
      – Wypierdalaj stąd, nie chce cię widzieć na oczy!
      Kobieta nie dyskutowała, tylko wyszła z kuchni. Chłopak skończył porządki i usiadł obok ukochanej. Ta milczała, wiedziała, że zaczepianie go w tej chwili nie ma sensu. „Doprawił” kawę i zawisł nad kubkiem, lecz zaraz pojawiła się Lilly i otworzyła lodówkę. Chwyciła sok, szklankę i wypełniła całe jej wnętrze. David gapił się na nią dziwnym, demonicznym wzrokiem, natomiast Amy przyglądała się jemu. Lilly chyba poczuła strach przed bratem, bo usiadła obok brunetki, z drugiej strony stołu.
      – Nocujesz dziś u nas? – wyjechała bez ceregieli.
      – Nieee! – zaśmiała się 22-latka. – Rano idę do pracy.      
      Chłopak nadal milczał, lecz nie odrywał wzroku od siostry. Schował twarz w rękach, gdyż ból był coraz większy.
      – Czemu? Możesz jechać od nas – kontynuowała gówniara.
      – Lilly... – mruknął zły, gdyż zaczęło go powoli mdlić.  
      Brak posiłku i nerwy też pewnie miały w tym swój udział. Podniósł głowę, zaczerpnął kawy i w tym momencie zerwał się, i biegiem ruszył do toalety. Nie miał czym zwrócić, więc wywalił z siebie tylko zaczerpnięty łyk. Wisiał nad kiblem dobre kilka minut czekając, aż mu przejdzie, w końcu poszedł do łazienki, umył zęby i po powrocie do kuchni, znów zawisł nad kubkiem. Lilly zniknęła.
      – Źle się czujesz? – zapytała brunetka, biorąc jego dłoń.
      – Niedobrze mi, głowa mnie boli.  
      – Może jedź jeszcze raz do lekarza. Może to przez tamto uderzenie?
      – Nie, to przez poddenerwowanie. Poza tym nic nie jadłem, a nie dam rady.
      – Zrobić ci coś?
      – Przestań! Będziesz mi gotować w moim domu?!  
      – No i co z tego? – zaśmiała się.
      – Chcesz jeszcze soku? – zmienił temat.
      – Nie.
      – Chodź do pokoju – wstał, chwytając kubek.
      Usiedli w sypialni i 22-latek od razu popił dwie przeciwbólowe tabletki i znów schował głowę w dłoniach. Oczy już zaszły łzami i zaczęło mu się robić gorąco. Przytuliła go.
      – To może się prześpij, sen pomaga na ból – pogłaskała go po głowie.
      – Nie zasnę – mruknął.
      Pomyślał, że może zwilżenie łba pomoże, więc wstał. Gdy tylko zrobił dwa kroki, machnęło nim w bok i gdyby nie oparł się o drzwi, wyrżnąłby jak długi na ziemię.
      – Siadaj – nakazała dziewczyna , która zaraz się przy nim pojawiła. – David, to nie żarty, o mało nie zemdlałeś. Jedźmy do lekarza.
      – Amy, nic mi nie jest, muszę tylko coś zjeść. Tylko, że zaraz mogę to zwrócić, więc chyba szkoda zachodu – stwierdził.
     – Zamówmy coś. Zawsze coś wciśniesz, chociaż trochę.
      David sięgnął do kieszeni i przeliczył pieniądze – zostało trochę ponad trzy stówy.
      – Dobra, to zamów jakiś stek. To mi zawsze lezie – mruknął.
      Szkoda mu było kasy, ale koniecznie chciał poczuć się choć lepiej. Starał się zachowywać normalnie, lecz Amy zauważyła jego mówiącą: „To moje ostatnie pieniądze” minę. Zadzwoniła jednak i zamówiła  stek i grzanki czosnkowe. Chłopak leżał oparty o ścianę i wyglądał jak anemik. Usiadła obok i przytuliła się, położywszy głowę na jego torsie. Oboje milczeli, lecz Davidowi na chwilę obecną odpowiadała ta kojąca cisza. Cierpienie nie malało, niemniej jednak trwając w bezruchu, w ciepłym objęciu brunetki, po kilku minutach przysnął.

1 678 czyt.
100%31
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2730 słów i 16098 znaków

Komentarze (1)

 
  • Misiaa14

    Misiaa14 27 cze 2016

    Oh to jest takie cudne