Zakręty losu #54

– Co masz? – zapytała, zaglądając do torby.
– To, co chciałaś. Drogo tu – mruknął David.
– Tylko parę groszy, ale mają naprawdę zajebiste kanapki. Nie przesadzaj, dobrze? Lepiej rozpakowuj, bo jestem głodna – odparowała Lauren.
Daisy już plątała się pod nogami i zabawnie ruszała nosem, jakby chciała wciągnąć weń wszystkie zapachy z reklamówki.
– Lilly, zabierz psa! –  wrzasnął David, strasząc ciotkę.
Lilly zaraz przyszła, zabrała pupila i zniknęła równie szybko, jak się pojawiła.
– Dobra, to jeszcze po drinku? – zapytała Lauren.
– Ale po jednym, muszę jechać do domu.
Dobrze, zjemy i pojedziemy. Ale mała.
– Co mała? Myślisz, że ile razy widziała już sukę w takim stanie?
– David…
– Dobra, zjedzmy, bo też zgłodniałem – wkurzony David postanowił zakończyć dyskusję i wsadził nos do reklamówki.


– Ok, dzieciaki, siadać do stołu – nakazała radośnie Lauren, stawiając na meblu hamburgery i colę.
– Ale myśmy już jedli – poinformowała niepewnie Lilly.  
Shawn nadal stał jak kołek przy regale.
– Młody, choć i siadaj, wydepczesz dziurę – Lauren uśmiechnęła się do młodzika i pociągnęła go za rękę.
W milczeniu zasiadł naprzeciwko Lilly.
– Jak to jedliście? Kiedy i co? – zapytał David.
– Kanapki – odparła małolatka.
– Kanapki? Skąd mieliście?
Cisza.
– Wziąłem z domu – wtrącił Shawn, widząc, że Lilly się pogubiła.
– Z domu… – mruknął David, który domyślił się chyba, co jest grane.
– Mogę już iść? – Shawn wstał.
– Nie. Poczekasz aż zjemy i pogadamy – odparł spokojnie David i wgryzł się w kanapkę.
Skończył w okamgnieniu, dziwiąc się przy okazji, jakim cudem po wczorajszych ekscesach tak zgłodniał. Poczuł się nieco lepiej, choć kac nie minął. Raz po raz zerkał na siostrę, która siedziała tak cicho, jakby jej nie było. Nie patrzyła na brata, jej wzrok zatrzymał się na dywanie.
Chłopak skończył śniadanie i ukucnął naprzeciw siostry.
– Dobra, Lilly, a teraz powiedz, gdzie byłaś – poprosił grzecznie.
– Ale ja już powiedziałam cioci – wydusiła spłoszona.
– Jak to cioci? Ale ja nie jestem ciocią, więc gadaj – furknął blondyn, który mimo iż starał się zachować spokój, znów się uruchamiał.
– Byli w jakimś baraku i myślę, że byli bezpieczni, więc wyluzuj – wtrąciła Lauren, chcąc jak najszybciej załagodzić sytuację.
– W jakim baraku, gdzie? Z kim, do cholery? Bezpieczni? O czym ty mówisz?! – ryknął David, nie dowierzając, że Lauren tak lekko podchodzi do sprawy.
Lilly zamilkła, patrzyła tylko na ciotkę, bezgłośnie szukając pomocy.
– David, uspokój się. W jakimś baraku przy porcie. I się nie unoś, nerwami nic nie wskórasz – zganiła go Lauren. – Najważniejsze, że nic się nie stało – dodała i teraz już David nie wytrzymał, zerwał się z miejsca i zawisł nad siostrą.
– Kurwa, Lilly, w baraku?! – wydarł się jak nienormalny, machając rękoma nad głową dziewczynki. – Dzieciaku, czy ty czasem myślisz?! Nic się nie stało?! A jakby się stało?! – wrzeszczał, kompletnie wyprowadzony z równowagi; nagromadzone przez ostatnie dni emocje w końcu wypłynęły.
Wystraszona Lilly momentalnie uderzyła w płacz, wtulając głowę w piersi siedzącej obok brunetki. Shawn zamarł.
– KUR… USPOKÓJ SIĘ! – zagrzmiała na całe gardło Lauren, tuląc małolatkę w bezpiecznym uścisku.
– Jak to się uspokój?! Kurwa, widzę, że to wszystko spływa po tobie! – darł się nadal chłopak, za nic nie mogąc się opanować.
Lauren szepnęła coś do małolatki, po czym podniosła się z miejsca i agresywnie ścisnąwszy chłopaka za ramię, pociągnęła go do kuchni. Uchwyt był tak silny, że David nie miał nic do powiedzenia.
– Kurwa, odpala ci? – syknęła Lauren, uderzając siostrzeńca w ramiona. – Co myślisz? Że takim zachowaniem polepszasz sprawę? Lilly dobrze wie, że źle zrobiła i jest przerażona, a ty jeszcze podkręcasz atmosferę? Wiesz co? Może najlepiej jedź, zobacz, co z matką i wróć, jak ochłoniesz, dobrze? – warczała wściekła do granic.
David milczał, chyba zrobiło mu się głupio. Wiedział, że przegiął.
– Sorry, już nie wytrzymałem i wszystko się ze mnie wywaliło – mruknął po chwili.
– Mały, ja rozumiem, ale to nie jest wytłumaczenie. Wystraszyłeś ich jeszcze bardziej, rozumiesz? Uspokoiłeś się już, możemy wracać?
– Tak. I może masz rację, zaraz pojadę do…
Nie dokończył, bo nagle trzasnęły wejściowe drzwi.
– Co jest? – zdziwiony David spojrzał w stronę korytarza i oboje, jak jeden mąż ruszyli do pokoju.
– Uciekł – wydusiła wystraszona Lilly, nie patrząc na najbliższych. – Przepraszam.
– Jak to uciekł? – zapytał chłopak, choć nie był do końca zaskoczony.
– Nie chciał mnie słuchać – wyjaśniła struchlała Lilly, która znów tkwiła w objęciach ciotki.
– Lilly, już dobrze, przecież to nie twoja wina. Widocznie nie chciał tu być, albo się bał, więc uciekł – uspokajała ją brunetka.
– Ale on prosił, żeby go nie szukać i zostawić go w spokoju – oświadczyła cicho małolatka.
– No ja na pewno nie zamierzam go ganiać – zaśmiał się w końcu David, stercząc w progu jak akwizytor.
– Zrobię jeszcze – Lauren wstała, chwyciła puste szklanki i nagle zamarła w bezruchu, zatrzymując wzrok na na regale.
Po chwili spojrzała na Davida z dość zastanawiającą miną, miną, której chyba jeszcze u niej nie widział. Nie wiedząc, co się dzieje, milczał, oczekując na wyjaśnienia. Lauren podeszła do mebla i zaczęła się rozglądać, po czym znów przecięła siostrzeńca dziwnym spojrzeniem.
– Portfel zniknął – oznajmiła w końcu, zrezygnowana, tego się raczej nie spodziewała.
David od razu spojrzał na Lilly, która skuliła się na kanapie.
– Jak to zniknął? Przecież tu leżał – rozgniewany sam zaczął sprawdzać meble, zguby jednak nie było. – Lilly? – zgromił dziewczynkę wzrokiem.
– Ale ja nic nie wiem – wydusiła przerażona.
– Dużo tam było? – spojrzał na ciotkę.
– Nie wiem, ale myślę że nie więcej, niż stówa – odparła niemrawo brunetka.
– No kurwa jego mać – wkurzony chłopak sam chwycił szklanki i po chwili zniknął w kuchni.
Tego już było za wiele.


– Lilly, gdzie on przesiaduje? – zapytał po powrocie, tym razem bardzo łagodnie.
Zdawał sobie sprawę, że przegiął, dlatego też postanowił, że co by się nie działo, od teraz będzie już spokojny.
– Nie wiem – bąknęła dziewczynka.
– Lilly – Lauren przytuliła siostrzenicę. – Tu nawet nie chodzi o pieniądze, miałam tam wszystkie dokumenty – poinformowała, teraz już wyraźnie poddenerwowana.
– Ale ja nie wiem… to znaczy byłam z nim tylko w tym baraku, a potem w takiej kamienicy u takiego faceta – tłumaczyła niewyraźnie Lilly.
– U jakiego faceta? I czego się jeszcze dowiem? – oszołomiony David aż uniósł brwi.
– Nie wiem, chyba u jakiegoś bezdomnego, w takiej starej kamienicy niedaleko portu. Shawn go zna i chyba tam ucieka, jak ojciec go bije.
Davida już nosiło.
– Pamiętasz, gdzie to było? I ten barak?
Pokiwała głową.
– Dobra, idziemy!

272 czyt.
100%62
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1221 słów i 7346 znaków

Komentarze (2)

 
  • Fanka

    Fanka 18 lis 2018

    tęskniłam

  • Wika78

    Wika78 17 lis 2018 ip:4613420

    Świetne nareszcie się ruszyło 🤗😁