Zakręty losu #65

Był już bardzo zmęczony, postanowił więc nie brać kąpieli, tylko zrobić dzbanek herbaty i położyć się spać. Nie zdążył nastawić wody, gdy do kuchni wtargnęła Lilly, przebrana już w piżamę. Za siostrą wpadła oczywiście Daisy i zaczęła swoje harce.
– David, a gdzie jest ta praca? – wyjechała wprost małolatka.
– Daleko. I kładź się już spać, bo o szóstej wstajemy, jakbyś nie wiedziała. No... chyba, że nie chcesz jechać i wolisz pospać – chłopak wyszczerzył zęby.
– Chcę! I jeszcze wcześnie, wstanę bez problemu – walczyła dziewczynka.
– Tak? Ok, zobaczymy. Ale jak będę cię budził i po drugiej prośbie nie wstaniesz, jadę sam.
– Wstanę! – zagrzmiała Lilly, wyraźnie nastawiona na tą wycieczkę.
– To zmykaj – rzekł David, nalewając wodę do dzbanka. – Zaraz przyniosę ci herbatę.
– Jestem głodna – wyjawiła ośmiolatka.
– Co?
– No tak, jadłam dawno temu, po południu. Chcę kanapkę z szynką i serem – zarządziła dziewczynka.
David aż wybałuszył oczy, gdy nie usłyszał o maśle orzechowym.
– Z szynką? A co to się stało? – zadrwił łagodnie.
– No bo już jest mało masła i nie będzie na jutro – rzekła Lilly.
– A już myślałem… – mruknął David, uśmiechając się kąśliwie.
– Spadaj, wiesz! – Lilly się naburmuszyła, wywołując jeszcze większą radość.
– Dobra, siadaj – chłopak otworzył lodówkę, chichocząc jak najęty.
– Nie odzywam się do ciebie!
David już nie drażnił siostry, tylko szybko zrobił kanapki i zasiadł obok. Lilly zjadła w okamgnieniu, Daisy także uraczyła się kilkoma chrupkami dla psów, więc gdy chłopak spokojnie dopił herbatę, wygonił siostrę do łóżka, sprawdził alarm w zegarku i sam wskoczył do swojego.


Spał jak zabity i gdyby nie donośny dźwięk budzika, spałby tak pewnie do południa. Za nic nie chciało mu się wstawać, nadal czuł się zmęczony, lecz gdy zegarek nie dawał za wygraną, ciężko zwlókł się z posłania i zdzielił go porządnie. Wiedział, co robi, stawiając urządzenie na parapecie, że to zmusi go do ruszenia tyłka.
Postanowił nie budzić jeszcze siostry, tylko szybko się odświeżyć i zrobić kawę. Od samego przebudzenia zżerał go lekki stres, ponieważ zaoferował pomoc Betty, a od trzech dni się nie pojawił. Domyślał się, że kobieta, znając jego sytuację, nie będzie się gniewać, aczkolwiek źle się czuł sam ze sobą i z tym, że telefony i tłumaczenia nie są żadnym usprawiedliwieniem. Podjął się remontu, powinien więc poczekać, aż pozałatwia swoje sprawy i wtedy się deklarować . Miał wrażenie, że Betty przez niego została uziemiona w domu, że siedziała i czekała, nic nie planując, i przez to właśnie czuł się strasznie głupio.
– David – w drzwiach pojawiła się głowa Sophie.
– Wstałem – syknął, wiedząc, z jakiego powodu się pojawiła.
– David… – mruknęła kobieta, lecz nie dokończyła, tylko przymknęła drzwi i zniknęła w salonie.
Chłopak domyślał się, o co chodzi i czuł, że matka nie wytrzyma i mimo wszystko przed jego wyjściem zacznie temat. Zignorował to jednak, postanowił co postanowił i wiedział, że zdania nie zmieni.
Włączył wodę, nasypał do kubka ciemnego proszku i po rzetelnym: „mamo, zalej mi kawę!”, zniknął w łazience. Kąpiel pomogła mu się obudzić i poczuć lepiej, z lepszym więc też humorem upił łyk upragnionego napoju i wkroczył do pokoju Lilly. Dochodziła szósta dwadzieścia.
Lilly spała w najlepsze, a Daisy oczywiście z nią. Piesek zobaczył Davida i ogon zaczął szaleńczy taniec.
– Młoda – chłopak poruszał ramieniem siostry.
– Jeszcze nie – bąknęła, wtedy Daisy zerwała się z miejsca.
– Wstawaj, już późno. Daisy, budź ją – zaśmiał się chłopak, widząc atakującego dziewczynkę psa.  
Rozchichotana Lilly odburknęła coś przez śmiech, czego chłopak oczywiście nie zrozumiał. Mijały sekundy, a sytuacja nie ulegała zmianie, w końcu David się zniecierpliwił.
– Dobra, ja idę jeść i jadę, jak sobie chcesz – warknął i wyszedł z pokoju.
Poskutkowało, Lilly po chwili przemknęła do łazienki. W kuchni pojawiła się Sophie  
– David, ja nadal uważam, że Lilly powinna iść do szkoły – od razu zaczęła swoją litanię. – A tak poza tym trzeba przecież powiadomić policję, że Lilly się znalazła – dodała i David od razu struchlał, zupełnie zapomniał o tym obowiązku.
Wiedział, że matka ma rację i że teraz będą problemy z tłumaczeniem, dlaczego nie zawiadomiono ich wczoraj.
– To zadzwoń i powiadom, a ja powiadomię szkołę.
– David…
– Kurwa, jutro pójdzie, nie widzisz, co się dzieje?! – huknął wkurzony chłopak. – Sytuacja jest świeża, chcesz, żeby znowu uciekła? – zniżył głos, zerkając w stronę łazienki.
– Policja na pewno przyjedzie i będzie chciała z nią rozmawiać, co im powiem, że gdzie jest?  
– Prawdę, tylko nie mów, że pracuję, po prostu powiesz, że pomagam znajomej – rzekł już spokojniej chłopak.
– Co to w ogóle za kobieta? Skąd ją znasz? David, nic mi nie mówisz, a ja się denerwuję; boję się, że znowu wpadniesz w kłopoty.
Chłopak dla świętego spokoju wyjaśnił wszystko matce, dopiero wtedy trochę się uspokoiła.
– David, ale co Lilly powie policji, że gdzie była? – zapytała Sophie.
– Prawdę. Poza tym dziwi mnie, że nagle się martwisz, skoro to wszystko przez ciebie – rzucił dosadnie i wgryzł się w kanapkę.
Sophie zamilkła, wiedziała, że ma rację. David się zamyślił, gdyż przypomniała mu się również opieka społeczna, czuł, że po tym incydencie dzisiaj wpadną i będą drążyć temat. Znów obleciał go strach, nie mógł przecież wierzyć matce, że się nie napije.
– Dziś może wpaść opieka, i czuję, że przyjadą na pewno, więc nie waż się tknąć alkoholu, rozumiesz? – przeciął matkę diabolicznym spojrzeniem.
– Tak, wiem – odparła luźno, w mniemaniu chłopaka zbyt luźno Sophie.
– Wiesz? – fuknął chłopak. – Kurwa, ja już nie będę się powtarzał, ale narób tylko przypału… Ja cię naprawdę ostrzegam!  
Do kuchni weszła Lilly i przerwała drakę.
– Czemu nie z masłem i marmoladą? – zapytała od razu, kręcąc nosem na widok wędliny i pomidora.
– Siadaj i jedz – nakazał cierpko David, nalewając herbatę do kubka.
– Nie ma soku? Ani coli? – marudziła małolatka.
– Nie ma. Idę zadzwonić i jak wrócę, ma być zjedzone – rzucił chłopak i wyszedł.

Annie odbrała bardzo szybko.
– Cześć. Ann, powiadom w szkole, że Lilly będzie jutro będzie, ok? Wolałbym jednak, żeby jeszcze dziś została w domu – rzekł David.
– W porządku. Jak ona się czuje?
– Dobrze. A co z tą młodą?
– Też dobrze, dziś ma być na zajęciach.
– Dobra, to ja kończę, wybieram się do pracy. Jakby coś, to dzwoń. I… dzięki – chłopak uśmiechnął się szeroko, młoda kobieta nawet przez telefon wydawała się niewiarygodnie sympatyczna.
– Nie ma sprawy. Aha, i David? Kiedy mogę pogadać z twoją matką? – przypomniała nauczycielka.
– Mówiłem jej, więc przewiduję, że pewnie jutro, jak odwiezie Lilly do szkoły.
– Aha… No dobrze, więc czekam. To… cześć – rzuciła ciepło Annie.
– Do zobaczenia.
Już chciał chować telefon, ale nagle coś przyszło mu do głowy, wykręcił więc numer Lauren.
– Halo – bąknęła byle jak, zaspana.
– Lori? Masz dziś jakieś plany?  
– David, jest siódma rano – dziewczyna zbeształa siostrzeńca. – Coś się stało?
– Jadę do pracy, a boję się, że opieka może się pojawić. Mogłabyś przyjechać do nas i posiedzieć z matką?
– Dobrze, ale dopiero za godzinę, półtorej, muszę się obudzić i doprowadzić do porządku – odparła Lauren.  
– Super, ratujesz mi d…
– Kur… – syknęła niespodziewanie brunetka
Jej głos nagle się zmienił, David wyłapał definitywny śmiech.
– Nie jesteś sama? – zapytał od razu, odrobinę bezczelnie.
– Nie – chichotała ciotka.
– Aha… Cieszę się, że się pogodziłyście – rzucił z serdeczną kąśliwością chłopak.
– Ja też.
– Dobra, kończę, muszę się zbierać. Jak coś, dzwoń. I wiesz… matka będzie się buntować.
– Spokojnie, poradzę sobie – rzekła wesoło Lauren.
– Nie wątpię – David się uśmiechnął. – To cześć.


– Jakim prawem zadzwoniłeś bez mojej wiedzy i kazałeś jej przyjeżdżać? Czy ja jestem małym dzieckiem, żeby mnie pilnować? – warknęła Sophie, gdy tylko chłopak pojawił się w kuchni.
– Podsłuchiwałaś? – David z niedowierzaniem uniósł brwi. – Nie, ty jesteś gorzej niż małe dziecko, dziecko ma więcej oleju w głowie. Co, przeszkadza ci towarzystwo siostry? Czyżbyś coś kombinowała? – zapytał, nad wyraz złośliwie wyszczerzając zęby.
Sophie nie odpowiedziała, tylko wstała i wyszła z kuchni.
– Mała, kończ, ubieraj się i jedziemy – rzekł do siostry, chwycił reklamówkę i zapakował do niej rzeczy dla pieska.
Po chwili byli już gotowi do wyjścia. Daisy gdy tylko zobaczyła, że David bierze smycz, zaczęła wariować, kwitując swój zachwyt zabawnym powarkiwaniem.
– Mamo, kurwa, ja cię naprawdę proszę, nie narób siary. Lauren niedługo przyjedzie i ma cię zastać trzeźwą, rozumiesz? – przypomniał David, zawisając w progu salonu.
– Głucha nie jestem – syknęła Shopie, wyraźnie niezadowolona.
David nie był pewien, czy butność matki wywołana została przez niemożność napicia się, czy też przez wizytę Lauren, która na pewno powróci do tematu alkoholu. Widział, że zapewne obie kwestie odgrywają tu dużą rolę, ale ta pierwsza raczej przeważa, czuł więc ogromną ulgę z faktu, że ciotka przyjedzie i przypilnuje kobiety.
– Wychodzimy. I pamiętaj…! – rzucił cierpko David, wręczył Lilly smycz i minutę później siedzieli już w aucie Betty.


– Gdzie jedziemy? – zapytała Lilly. – Nie zrobiłeś nic na lunch.
– Zaraz coś kupimy. Daisy, do tyłu!
Ośmiolatka posłusznie wygoniła pieska i chłopak ruszył.
– Kupimy pączki? – spytała małolatka.
– Pączki? – zdziwił się David.
– Tak, z czekoladą i wiórkami… na potem. I napój.
David wiedział, że Betty na pewno będzie zaopatrzona w jakieś ciasto, aczkolwiek wolał coś kupić i nie robić wstydu. Zastanawiał się też, czy nie zadzwonić i nie powiadomić kobiety, że przyjedzie z siostrą, ale było mu jakoś dziwnie głupio, postanowił więc działać na żywioł.
Zaopatrzeni już w zakupy pół godziny później dotarli pod dom staruszki.
– Mała, masz być grzeczna i nie zamęczać Betty pytaniami, jasne? – nakazał wesoło David.
– Tak.
– I mocno trzymaj psa.
Zapukał delikatnie. Betty jakby na niego czekała, bo otworzyła w okamgnieniu, lecz gdy tylko uchyliła skrzydło, zastygła w bezruchu, zaskoczona. Po chwili jednak na jej usta wpełzł szeroki uśmiech i otworzyła drzwi na całą szerokość, wyraźnie promieniejąc.
David odetchnął z ulgą.

897 czyt.
100%73
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1856 słów i 11183 znaków, zaktualizowała 22 lut o 11:46.

3 komentarze

 
  • Iga

    Iga · 1 marca · 287366670

    Zajebiscie 😊 pisz dalej 😊

  • AnonimS

    AnonimS · 22 lutego

    Jedni mówią nałóg, inni uzależnienie, jeszcze inni brak silnej woli. A alkohol to problem. Nie tyle dla pijącego ile dla jego najbliższych.  Prawdziwie to opisałaś.

  • BlackCrowe

    BlackCrowe · 22 lutego · 381258606

    "i pożyć się spać" ???