Zakręty losu #10

David, widząc jej szaleńczą jazdę, poczuł dziwny, zimny dreszcz. " Zjebałem sprawę” – pomyślał, wracając do pokoju, niesamowicie na siebie wściekły. Napił się i włączył komórkę, dla pewności nastawiając w niej budzik. Rozebrał się, zgasił światło i walnął na łóżko. Bał się trochę tej pościeli, ale intensywnie pachniała świeżym proszkiem, więc wydedukował, że chyba nie jest źle.
   Rozmyślał chwilę o właścicielce BMW, rodzinie, ale był tak padnięty, że zasnął bardzo szybko.

    
   Budzik w komórce zakwilił pierwszy. Chwycił urządzenie i wyłączył dzwonek. Nagle zadzwonił telefon, którego chłopak wcześniej nie zauważył. Zielony, rozklekotany sprzęt, stał we wnęce szafki.  
   Odebrał.
   – Dzień dobry. Budzenie. Jest szósta – usłyszał.
   – Dziękuję – rzucił i odłożył słuchawkę.
   Wstał ciężko, przemył twarz i zmoczył nieco czuprynę. Postanowił nie kąpać się w tym syfie.  
"Chyba jeszcze nie śmierdzę...?” – pomyślał, uśmiechając się głupkowato.
   Spał ponad siedem godzin, ale nie czuł się wyspany. Ubrał się szybko i zaraz był na zewnątrz. Skierował się do recepcji i stanął naprzeciw innego już faceta.
   – Dzień dobry. Gdzie tu jest przystanek? – zapytał, kładąc klucz na ladzie.
   – Pójdzie pan w prawo i jakieś dwieście metrów.
   – Ok, dziękuję.  
   Odszedł kawałek, ale przed wyjściem odwrócił się jeszcze do typka.
   – A przy okazji... sprzątajcie czasem w tym chlewie! Żegnam – dodał i nie czekając na komentarz, szybko wyszedł.
   Z oczekiwaniem, dojazdem, i przesiadką, pod dom staruszki dotarł o 6:51. Zapukał. Chyba już dawno wstała i czekała, bo bardzo szybko otworzyła mu drzwi.
   – Wejdź – uśmiechała się beztrosko.
   – Cześć. Możesz dać mi kawy? Tylko bardzo mocnej – poprosił chłopak.
   – Pewnie. Chodź do kuchni.
   Dała mu pojemnik i szklankę.
   – Zasyp sobie, jaką lubisz – nakazała i wyjęła z lodówki spore opakowanie bekonu, jajka i sałatkę z zielonej sałaty, pomidora, kiełków i czegoś tam jeszcze. Włączyła palniki, umieszczając na nich czajnik oraz patelnię, w tym David nasypał trzy porządne łyżeczki do kubka, robiąc istną siekierę. Woda się zagotowała, wstał więc i zalał kawę. Betty zdążyła już wrzucić bekon na patelnię i chleb do tostera. Uwijała się kuchni jak w ukropie. Widać było, że jest dobrze obeznana z gotowaniem i lubi to robić. Po niecałych dziesięciu minutach przed nosem chłopaka pojawił się talerz z jajecznicą, boczkiem i czterema grzankami. Obok zagościła miseczka z sałatką.
   – Nałożyłam sałatki oddzielnie, bo nie wiem, czy lubisz. Smacznego – uśmiechnęła się.
   – A ty?
   – Zaraz sobie zrobię. Nie czekaj, tylko jedz, bo ostygnie.      
   David nie zastanawiał się długo, był głodny jak wilk. Wtrąbił śniadanie, zanim kobieta zdążyła zrobić swoje.
   – Dziękuję – powiedział i zabrał się za kawę.
   – Widzę, że smakowało – zaśmiała się.
   – Jasne, uwielbiam tak wysmażony bekon. Ja chyba nigdy nie nauczę się takiego robić.
   Znowu na myśl przyszła mu księżniczka, ale odsuwał ją od siebie, chcąc skupić się na pracy.
   – Betty, nie kupiłem szpachelek, nie wiedziałem, czy sklep będzie czynny tak wcześnie. Zaraz pojadę i to zrobię.
   – Pojadę z tobą, muszę dokupić kilka rzeczy. Praca nie zając... – wesołość jej nie przechodziła.
   Po chwili siedziała ze swoim, o połowę mniejszym śniadaniem. Zjadła, David dokończył kawę, pogadali chwilę i 22-latek zapytał, patrząc na zegarek:  
   – Siódma. Jedziemy?
   – Tak.
   Poszli do garażu i chłopak dostał kluczyki od auta. Nie sprzeciwiał się, tylko wsiadł za kółko. Wyprowadził Mazdę delikatnie, lecz gdy tylko wyjechał na drogę, docisnął gwałtownie.
   Spojrzała na niego z dezaprobatą.
   – Davidku, zwolnij.
   – Spokojnie, jestem dobrym kierowcą – zaśmiał się, ale kobieta nadal miała posępną minę.
   Uszanował prośbę i zdjął nogę z gazu. Po kilku minutach jazdy szarpnęło wozem, który po chwili zgasł. David ponownie przekręcił kluczyk, ale silnik nie odpalał, mruknął tylko niewyraźnie.
   – Kiedy ostatnio robiłaś przegląd? – odwrócił głowę w stronę pasażerki.
   – Nie pamiętam, mam w papierach. W domu pokażę ci dokumenty i sam sprawdzisz, ja się na tym nie znam.
   Spróbował jeszcze raz i tym razem auto zapaliło.
   – Trzeba dziś obejrzeć ten wóz, sama widzisz... – rzekł do staruszki.
   – Dobrze, pojedziesz.
   – Gdzie jedziemy?  
   – Najpierw załatw swoje sprawy, a potem szukaj jakiegoś sklepu.
   – Przecież zawsze zakupy robiłaś u nas – stwierdził zdziwiony 22-latek.    
   – Już nie będę tam kupować. Nie podoba mi się, jak John cię potraktował.
   David nie wiedział, co powiedzieć, więc milczał, ale miło mu się zrobiło na sercu. Nagle zadzwonił telefon. Spojrzał na ekran i gdy zobaczył, że to matka, nie odebrał. Po chwili podjechał pod sklep budowlany.
   – Zaraz wracam – poinformował i wysiadł.  
   Szybko załatwił sprawę, płacąc niecałe trzydzieści dolarów. Po kilku następnych minutach zatrzymał się pod supermarketem. Sklep był dość spory, lecz David nie poganiał kobiety, cierpliwie przeszedł z nią koło wszystkich półek. Przy okazji kupił dwulitrową wodę i zaraz byli w drodze powrotnej. Wszystko zajęło im około godziny z minutami, o 8:20 chłopak był już przebrany.
   – Betty, dziś skończę wcześniej, ok? Pojadę, zrobię przegląd. Jak mam nim jeździć, wolę żeby był w porządku. Wiesz... w razie kontroli, mogą zabrać auto.
   – Dobrze, zaraz pokażę ci dokumenty.
    Poszła i po chwili chłopak dostał papiery.  
   – Trzy lata temu, to długo. Zapomniałaś, że trzeba sprawdzać wóz?
   – Zapomniałam.
   – Ok, wszystko będzie załatwione. A teraz inna sprawa, powiedz mi, że masz drabinę – roześmiał się.
   – Mam rozkładaną, stoi w prawym rogu garażu. Taka może być?
   – Jasne.  
   Rozstawił ją na werandzie, z lewej strony ściany i zwrócił się do obserwującej jego wyczyny z ogromnym zainteresowaniem znajomej:
   – Betty, mogę dostać jeszcze kawę?
   – Oczywiście, zaraz zrobię – odparła i zniknęła w domu.
   David wdrapał się na przedostatni szczebel i pociągnął szpachelką po wyschniętej na wiór farbie. Zaszła bardzo ładnie, więc już wiedział, że dobrze będzie mu szło. Deski były gładkie, przez co pracowało mu się bez problemu. Po dziesięciu minutach staruszka postawiła kawę na stoliku, z drugiej strony werandy.
   David działał bardzo szybko, ale po kwadransie zszedł z drabiny i w mig wysączył ciemny płyn. O godzinie 12:00 zeskrobał ponad połowę, od góry, do samego dołu. Na podłodze leżała masa jasnożółtych, wyblakłych, wyglądających jak chipsy płatków. Dom miał tylko parter i poddasze, a farba schodziła płynnie, więc chłopak wywnioskował, że szybko sobie poradzi. Popracował jeszcze godzinę, zdarłszy prawie cały front, rzucił szpachlę i udał się do domu.
   – Betty, skończę już. Znam faceta, może zrobi mi przegląd od ręki. Miałbym wóz na jutro. Mogę postawić drabinę w korytarzu? Jest czysta. Nie będę musiał biegać do garażu.
   – Jasne.
   – Daj mi miotłę.
   Zaraz ją otrzymał, zamiótł z werandy zeskrobane śmieci i wywalił do czarnego worka. Ręce mu się trzęsły, gdyż machał nimi przez trzy godziny, wykonując żmudne, monotonne ruchy. Nie był przyzwyczajony do fizycznej roboty, więc mięśnie pracowały. Przebrał się i usłyszał z kuchni:
   – Davidku, chodź tu!
   Poszedł.
   – Zjesz coś? Pewnie jesteś głodny.
   – Nie, dzięki, spadam., chcę załatwić sprawę z autem. Jutro będę o tej samej porze. Do zobaczenia.
   – Dobrze, jedź. Do jutra.
   Wsiadł za kółko. Już od rana widział, jak nielubiany przez staruszkę paniczyk raz po raz wychodzi z domu i przygląda się, co chłopak wyprawia na tej drabinie. Gdy ruszył, facet stał akurat na schodkach swojego domu. David zatrzymał się na ulicy i krzyknął przez szybę:
   – Znowu masz jakiś problem, czy tylko się nudzisz?!  
   Koleś w okamgnieniu schował się wewnątrz. Młody facet uśmiechnął się pod nosem i ruszył do centrum. W kwadrans dojechał pod zakład, gdzie sprzedali mercedesa. Wszedł do środka i zobaczył młodego chłopaka, w wieku około dwudziestu trzech – dwudziestu czterech lat, grzebiącego w jakimś aucie.
   – Dzień dobry! – przywitał się.
   – Witam – odpowiedział pracownik, wyłaniając głowę spod otwartej maski
   – Szukam szefa, jest? – zapytał David.
   Mechanik wskazał ręką na zniszczone drzwi po prawej, do których 22-latek zaraz się udał.
   – Dzień dobry. Pamiętasz mnie? – zapytał siedzącego za biurkiem Lucka.
   – Pewnie. O co chodzi?
   – O przegląd Mazdy. Na wczoraj. To bardzo ważne.
   – A co się dzieje?
   – Zdechł mi na drodze.
   – Pokaż wóz – rzekł typ, podnosząc się z miejsca i David zaprowadził go do wiśniowego samochodu.
   Mężczyzna wsiadł za kółko i odpalił silnik. Po chwili wyłączył, zajrzał pod maskę i od razu stwierdził:
   – Przewód paliwowy jest trochę zapchany. Trzeba założyć nowy, to kosztuje grosze.
   – Ile czasu to zajmie?
   – Chwilę... – zaśmiał się typ. – Mike! Przewód do Mazdy, tylko ruchy! – krzyknął do pracownika.
   Ten wykonał robotę w kilka minut i uruchomił pojazd. Silnik warknął bardzo czysto. David rozpromieniał.
   – Dzięki. Ile?
   – Na koszt firmy – uśmiechnął się właściciel i chłopak zapytał:
   – Jakbym miał kilkadziesiąt nowych radiów, dałbyś radę mi je zgonić?
   – Jakie to radia?
   – Jeszcze nie wiem, ale na pewno dobrej jakości. Widziałem sklep.
   – Ile za nie chcesz?
   – Oddam za pół ceny, jeśli weźmiesz od ręki.
   – Ok, przywieź, zobaczymy.
   – Dobra, dzięki. Na razie – rzucił 22-latek i opuścił warsztat.
   Dochodziła 14:00. Dwadzieścia minut później zaparkował pod szpitalem i za chwilę był u przyjaciela. Ann dotrzymała słowa, nie było jej, lecz Davida natychmiast przeszedł lodowaty dreszcz, gdyż Chrisa też nie było.
   Momentalnie rozlatały mu się ręce, a strach połaskotał ciało. Szybko pobiegł do biurka pielęgniarek.
    – Gdzie jest chłopak z ósemki?! – ryknął, zdenerwowany.
    – Spokojnie, przenieśliśmy go do dwunastki. Obudził się o 2:40 w nocy. Może pan iść, ale tylko na kilka minut, pacjent potrzebuje odpoczynku.
   David prawie biegiem udał się cztery sale dalej. Była nieco większa i jaśniejsza. Ann oczywiście siedziała w fotelu, tym razem niebieskiego koloru. Jak zobaczyła chłopaka, od razu go uściskała.
   – Boże, David, lekarz powiedział, że teraz już będzie dobrze – rozpłakała się.
   – Mówiłem ci...
   Kumpel nadal podłączony był do respiratora, a przy nosie zamiast maski miał już tylko cienką rurkę. Oddychał już samodzielnie, ale dość ciężko i chrapliwie. Chłopak usiadł, lecz nie na długo, po dziesięciu minutach oznajmił:
   – Muszę spadać po Lilly. Przyjadę później.
   – Dobrze.
   – Zjedz coś – nakazał kobiecie i wyszedł.
   Około 15:00 podjechał pod market ukochanej. Nie wysiadł, siedział kilkanaście sekund w wozie, nie mogąc zdecydować się na wejście. Jednak gdy chwili zobaczył, że w jego stronę idzie Paul, opuścił auto. Gdy ten był już bliżej, David zobaczył, że ma dość niecodzienną minę. Ten podszedł do 22-latka i mocno popchnął go do tyłu.
   – Co?! Już się poskarżyłeś?! Babcia Betty dzwoniła i oznajmiła, że rezygnuje z naszych usług! I tak mamy mało klientów, a ty wywijasz taki numer?! – rozdarł się na całą ulicę.
   – Nikomu się nie skarżyłem. Zapytała, więc powiedziałem – odparł David z pełnym opanowaniem.
   – Dobra, nie bujaj! Co jej nagadałeś?!
   – Ja nagadałem, ja wywinąłem numer...?! John wiedział, jaką mam sytuację i wywalił mnie za rzekomy jeden dzień nieobecności! To wy bujacie, nie ja!
   – Ona zawsze sporo u nas zostawiała i dzięki tobie straciliśmy jedną z najlepszych klientek.
   – A odpierdol się! – rzucił David i chciał odejść, ale Paul chwycił go za ramię i odwrócił twarzą do siebie.
   – Masz to odkręcić, rozumiesz!  
   – Jesteś łasy na pieniądze? – zaśmiał się młodszy facet.
   W tym momencie Paul się zamachnął i chciał go uderzyć, lecz David zrobił unik i nie dał się zaskoczyć.  
   – Człowieku, opanuj się, co się z tobą dzieje? Chcesz się bić?! – krzyknął 22-latek.
   – Pamiętaj, zapłacisz mi za to! – ryknął Paul. – I żeby było jasne: ostrzegałem, żebyś nie zadawał się z tą dziwką, bo wylecisz!
   W tym momencie to David nie wytrzymał i huknął go z pięści twarz. Typ był o głowę wyższy, ale młodszemu facetowi to nie przeszkadzało, sięgnął go bez większych problemów.  
   Machnęło Paula w bok i natychmiast, wściekły, rzucił się na 22-latka. Był wysoki i dość silny, więc gdy wbiegł na chłopaka, rozpędzeni zrobili kilka kroków w tył, wpadli na Mazdę i odbiwszy się od niej, obaj znaleźli na ziemi. David rąbnął głową w beton, lecz nic nie poczuł. Wstali jednocześnie i teraz to młodszy z chłopaków przypuścił szturm na rywala. Też był silny, więc wbiegł na niego bardzo agresywnie. Energicznie pchał go do tyłu, w końcu Paul, straciwszy równowagę potknął się i obaj wpadli wprost w witrynę sklepu Amy, tłukąc szybę w drobny mak. David powalił się na gościa i zaczął okładać go po gębie.
   – Cofnij to, gnoju! – wydarł się.
   – Co tu się dzieje?! – usłyszeli głos właścicielki, która wybiegła z marketu. David odruchowo spojrzał w jej stronę, wtedy wyższy chłopak się uwolnił i znów z rozbiegu powalił go na ziemię. Zaczęli szarpać się i taczać po chodniku jak mali chłopcy.
   – Cindy! – krzyknęła brunetka.
   Ta zaraz przybiegła i rozdzieliły walczących. Ledwo odciągnęły Davida, który znów tłukł 28-latka.  
   – Frajer ma to odszczekać! – wyrwał się dziewczynom, doskoczył do stojącego już kolegi i kopnął go z nogi w brzuch. Ten się pochylił i zaraz oberwał z łokcia w twarz. Ponownie upadł na ziemię.
   – David! – krzyknęła Amy, wyrastając mu przed nosem i łapiąc za ramiona. – Już dość – powiedziała nieco spokojniej.  
   Dopiero teraz odpuścił, gapił się tylko na Paula, oddychając ciężko. Starszy chłopak wstał i bez słowa udał się do swojego sklepu.  
   – Nigdy więcej tak nie mów! – wrzasnął za brunetem wkurwiony David.
   Ten się nawet nie odwrócił.  
    – Chodź – powiedziała Amy, chwyciwszy 22-latka po rękę. Siadaj – wskazała mu krzesło i David posłusznie zajął miejsce przy stoliku.  
   Dopiero teraz poczuł bolące miejsce z tyłu głowy. Dotknął ręką, spojrzał – na dłoni ukazała się niewielka ilość czerwonej cieczy.
   – Pokaż to! – rzuciła 22-latka i zaczęła rozchylać mu włosy.
   Ukazała jej się niewielka ilość krwi. Poszła za bar, wzięła mokrą, czystą szmatkę i przyłożyła mu do głowy. David spojrzał na zegarek – 15:26.
   – Muszę jechać po Lilly – mruknął, przyciskajac ręką gałganek.
   – Pojadę z tobą. Musisz iść do lekarza z tą głową. Rana to tylko zadrapanie, ale się uderzyłeś, to nie żarty.
   – Jak chcesz, to chodź, ale do lekarza pójdę, jak pojadę do Chrisa. Obudził się, muszę wiedzieć, jak się czuje.
   – Kiedy się obudził?
   – W nocy. Jedźmy już...
   – Cindy, zadzwoń po szklarza! – wrzasnęła Amy i wyszła z ukochanym z lokalu.
   Już chciała wsiadać do BMW, ale David oznajmił:
   – Jedźmy moim, mam pełny bak. Potem cię odwiozę. Prowadź, boli mnie głowa – dał jej kluczyki.
   Nie sprzeciwiała się, tylko usiadła za kółkiem.
   – Przepraszam cię za tą szybę, jutro za nią zapłacę – poinformował David
    Nie odpowiedziała. Nastąpiła dłuższa chwila ciszy i nagle chłopak wyskoczył:
   – Kurde, wiedzieliśmy, kiedy się sczepić! Nie było ani jednego klienta! Mogliby zejść na zawał, widząc dwóch typów, wskakujących przez okno! – zarechotał wesoło.
   Panna się uśmiechnęła, ale nie był to uśmiech, który chłopak dobrze znał.
   – Nadal jesteś zła za naszą wczorajszą rozmowę, tak...? Dlaczego więc ze mną pojechałaś? zapytał, poirytowany.
   – Nie jestem zła. Pojechałam, bo się martwię, mocno się rąbnąłeś. A jakbyś zasłabł za kółkiem?
   – Księżniczko, już drugi raz próbujesz nabić mnie w butelkę. Przecież widzę, jak się zachowujesz. Nie okłamuj mnie, dobrze?! – złość wzrosła.
   – Powiedziałam, że nie jestem, to nie jestem. I skończmy temat wczorajszego wieczoru, ok?
   David już się nie odzywał, ale swoje wiedział. Krew przestała się sączyć, ale z minuty na minutę głowa bolała coraz bardziej. W końcu poprosił:
   – Zatrzymaj się przy najbliższej aptece.
   W drodze do szkoły nie było już żadnej, więc musiał się jeszcze pomęczyć. Gdy dziewczyna zatrzymała się pod budynkiem, dochodziła 15:51. David w milczeniu przejrzyście gapił się na brunetkę nie odrywając wzroku ani na moment. W końcu zapytała:
   – O co chodzi?
   Chłopak chyba rozbawił towarzyszkę tym długo trwającym bezruchem, bo lekki uśmieszek zagościł na jej twarzy.  
   – O nic. Jesteś ładna, muszę się pogapić – wziął ją za rękę.
   Zadzwoniła komórka, na ekranie której widniało: "Mama”. Tym razem odebrał.
   – Czego? – syknął.
   – Odbierzesz Lilly?
   – Tak, żegnam – warknął i się rozłączył.
   Znów nastąpiło chwilowe milczenie.
   – Dobrze, przyjdę, tylko się w końcu uśmiechnij – rzekł 22-latek.
   Cisza.
   – Amy, zaczynasz mnie wkurzać. Robisz to specjalnie, tak? – zaśmiał się.  
   Uśmiechnęła się, lecz nie spojrzała na niego. Po chwili jednak powiedziała:
   – To moja zemsta.
   – Zemsta...?! Nie chciałabyś poznać mojej.
   Dzieciaki wyszły ze szkoły i chłopak zaraz wypatrzył siostrę, którą od razu zawołał. Wsiadła do auta.
   – Cześć! – brunetka się rozweseliła, widząc gówniarę.
   – Cześć.
   Panna ruszyła i na początku centrum zatrzymała się pod apteką.
   – Mała, poczekaj z Amy. Zaraz wracam – rzekł David i udał się do środka.  
   Kupił prochy przeciwbólowe i od razu na miejscu popił dwa. Po powrocie zapytał Lilly:
   – Jesteś głodna?
   – Trochę.
   – Księżniczko, zatrzymasz się na chwilę koło mnie, ok? Wezmę kasę.
   – Zastanowię się – mruknęła. Uśmieszek nie znikał.
   O 16:14 byli pod kamienicą, a David minutę później pod drzwiami. Gdy wszedł, Sophie od razu pojawiła się obok
   – Gdzie byłeś całą noc? Martwiłam się. Mogłeś chociaż napisać – już nie krzyczała.
   Kompletnie ją olał, wziął ze skrytki tysiąc dolarów i wyszedł z pokoju.
   – David, gdzie Lilly?! – krzyknęła.
   – W samochodzie – burknął, sięgając w stronę klamki, ale go zatrzymała, łapiąc za ramiona.  
   – W samochodzie...?! Z kim?!  
   – Z odpowiednią osobą – odparł spokojnie, próbując nie dać się ponieść emocjom i znów chciał wyjść.
   Ponownie go jednak przystopowała, ścisnąwszy bardzo mocno.
   – David, kurwa, przestań mnie ignorować! – zagrzmiała..
   – Puść mnie, bo ci przyjebię! – ryknął chłopak, zamachnąwszy się.
   Od razu go uwolniła i migiem wyszedł z domu.
   – Jedziemy do Amy na obiad, może być? – zapytał siostrę po zajęciu miejsca w aucie.
   – Chcę hamburgera – oznajmiła Lilly i Amy się roześmiała.
   – No i co się śmiejesz? Gówniara zawsze stawia mi warunki, ale to niedługo się skończy – warknął 22-latek.
   – Jasne... – rzuciła brunetka, śmiejąc się, jak dawniej.
   Gdy podjechali pod lokal, dwóch facetów było akurat w trakcie wstawiania szyby.
   – Dobrze trafiłem – oznajmił David.
   Podszedł do mężczyzn.
   – Ile to będzie kosztować?
   – Sześćset dolarów.
   Młody facet od razu ruszył w stronę swojego sklepu i wszedł do środka. Stanął w drzwiach.
   – Dawaj trzysta dolców, połowę za szybę. Nie będę za ciebie płacił, dla mnie teraz każdy grosz się liczy! – huknął do Paula, u którego widoczne już były zaczerwienienia na twarzy.  
   28-latek wyszedł zza lady.
   – Wyjdź z mojego sklepu! – huknął, mocno popchnąwszy Davida do tyłu.
    Ten zrobił trzy kroki w tył, zaczepił się o próg i gruchnął na plecy. Drugi raz trzepnął głową o chodnik, ale tym razem już się nie podniósł. Paul zdębiał! Stał w osłupieniu krótką chwilę, ale zaraz się otrząsnął i przykucnął przy chłopaku.
   – David – poklepał go po policzku, ale ten leżał bez ruchu. – David, do cholery!!! – panikował, szarpiąc jego twarz.
   Amy zauważyła nieobecność ukochanego i zaraz przybiegła.
   – Co tu się stało?! – przykucnęła przy chłopaku. – Co mu zrobiłeś?!!! – wydarła się na Paula.
   – Nic. Przewrócił się – wydusił przerażony 28-latek.
   – Sam się przewrócił?!!! – grzmiała. – David – zaczęła go poklepywać. – David! – powtórzyła, lecz to nadal nic się nie działo. – No i co stoisz?! Dzwoń po karetkę! – ryknęła do osłupiałego Paula.
   Ten nie zdążył się nawet ruszyć, bo młodszy chłopak za chwilę otworzył oczy. Leżał nieświadomy przez moment, po czym wolno się podniósł.
   – Nic ci nie jest? – zapytała wystraszona brunetka.  
   – Nic. Chodźmy stąd – oznajmił i wolno ruszył w stronę jej sklepu, trzymając się za głowę
   Doszli na miejsce i chłopak usiadł przy stoliku, obok siostry. Ta była tak zajęta kanapką, że nie zauważyła nawet, że brat zniknął.
   – Daj mi wody – poprosił ukochaną.
   Zaraz ją dostał i spojrzał na zegarek – 16:36.
   – David, musisz jechać do lekarza. Dwa razy się uderzyłeś – powiedziała Amy.
   – Nic mi nie jest, muszę kupić młodej buty – oświadczył, ale łeb pękał.
   Spojrzał na Lilly – zostały jej trzy, może cztery kęsy.
   – Mogę jechać z wami? – spytała brunetka.
   – Co to za pytanie...?
   Zniknęła na zapleczu i po minucie była z powrotem. Małolatka skończyła posiłek, dopiła napój i chłopak ruszył się z miejsca. Gdy wstał, poczuł jeszcze boleśniejsze ukłucie, ale nie dał nic po sobie poznać. Podszedł do lady i podał Cindy sześć stów.
   – Zapłać za szybę – poprosił.
   – David, nie trzeba, to był wypadek – zaprotestowała Amy.
   – Trzeba. Sześćset dolców to dużo kasy, nie będziesz za nas płaciła! – oburzył się i panna przestała się stawiać. – Cześć – pożegnał jej koleżankę, chwycił siostrę za rękę i wyszli ze sklepu.  
   – Może pojedziemy moim? – zapytał 22-latka. – Lepiej mi się prowadzi swój, nie jestem przyzwyczajona do tej Mazdy.
   – Dobrze, jak uważasz
   Wsiedli do kabrioletu i chłopak powiedział:
   – Jedź w lewo, niedaleko jest dobry sklep.
   Dojechali tam w kilka minut i skierowali się do działu z mniejszymi rozmiarami obuwia. Sklep był bardzo duży, a wybór ogromny.
   – Wybieraj – zwrócił się David do siostry, po czym skierował w stronę koszulek.
   Szukał zwykłej, nie mającej zbędnych udziwnień i wzorów. Od razu rzuciła mu się w oczy ciemnogranatowa, z trzema białymi paskami na rękawach i malutkim znaczkiem z przodu. Chwycił wieszak w rękę.
   – Dobry kolor? – zapytał ukochaną.
   – Tak.
   Spojrzał na cenę – niecałe dwadzieścia dolarów.
   – Lubisz Adidasa? Masz sporo ich ciuchów – wtrąciła Amy.
   – Pewnie. Są fajne i wygodne.
   Wziął t-shirt i wrócili do małolatki, która nadal stała niezdecydowana.
   – Lilly, no co jest?
   – Nie wiem, które. Jest ich bardzo dużo.
   – Nie musi być Adidas, możemy podjechać gdzieś indziej. – Te były wygodne? – zapytał, wskazując na białe Nike gówniary.
   – Tak.
   – To jedźmy do nich.
   Mała nie protestowała. David zapłacił za koszulkę i pięć minut później byli w Nike. Tu mieli jeszcze większy wybór.
   – No... to teraz będzie stać godzinę – uśmiechnął się do Amy.
   Doszedł już do siebie, ale głowa dokuczała nadal. Teraz brunetka poszła do wieszaków. Przypatrywał się jej, ale przez ból nie mógł się skupić. Wygrzebała jakąś jasnoniebieską, damską koszulkę polo, z maleńkim znaczkiem z lewej strony i białymi akcentami przy rękawkach i kołnierzu. Pokazała dla chłopaka z pytającym wyrazem twarzy.
   – Bardzo ładna – oznajmił.
   – A kolor?
   – Też ok.
   Spojrzała na cenę – dwadzieścia dziewięć dolarów. Wrócili do Lilly, która zaraz powiedziała:
   – Te są fajne – pokazała bratu jasnofioletowego adidasa z ciemnofioletowymi sznurówkami.
    Sprawdził cenę – niecałe trzydzieści dolców. Zdjął go z półki i dał małolatce, która zaraz je przymierzyła. Były o numer za małe.
   – Są dwa numery większe? – zapytał sprzedawczynię.
   – Powinny być, zaraz sprawdzę.
   Po chwili przyniosła pudełko. Lilly przymierzyła i stwierdziła:
   – Trochę za duże.
   David sprawdził jej stopę.
   – Mała, tylko o numer, dłużej ponosisz. Noga szybko ci rośnie, za chwilę będą w sam raz – powiedział i zawiązał porządnie. – Przejdź się.
   Zrobiła kilka kroków.
   – I jak?
   – Jak są zawiązane, to dobrze.    
   Schował do pudła, udali się do kasy i kasjerka wbiła na nią obuwie. David zabrał koszulkę Amy.
   – To też – zwrócił się do sprzedawczyni, kładąc ją obok butów.
   – David...! – wzburzyła się brunetka, ale w zamian otrzymała tylko uśmiech. – Niech pani tego nie liczy! – wyskoczyła do kasjerki, która już trochę zgłupiała.
   – Proszę liczyć! – rzucił stanowczo chłopak i sprzedawczyni w ostateczności podliczyła oba produkty.
   Gdy już wszystko spakowała, 22-latek chwycił obie torby i we trójkę opuścili sklep. Po wyjściu wręczył wkurzonej Amy jej koszulkę i oświadczył:
   – Na urodziny. Nie miałbym pojęcia, co ci kupić, a tak będziesz miała coś, co ci się podoba. Jestem facetem, nie idzie mi kupowanie prezentów.
   Dopiero teraz się rozchmurzyła.
   – Dziękuję – uściskała go, nie zapominając oczywiście o soczystym całusie.
   Uśmiechnął się i poszli do auta. Zegarek wskazywał 17:43. Gdy wkroczyli do marketu, Amy od razu się rozdarła:
   – Cindy, zamykamy!
   Wrzasnęła tak, że David odczuł to w całej bolącej głowie. Zacisnął powieki, przykładając dłonie do twarzy. Koleżanka Amy zaraz wyszła z zaplecza.
   – Jeszcze dziesięć minut.
   – Zamykamy, już nikt nie przyjdzie – oznajmiła właścicielka, biorąc klucze z lady.
   – Ok szefowo, ty tu rządzisz – rozległ się lekki śmiech.
   Amy zamknęła lokal i zapytała:
   – Jedziesz do Chrisa? Też chcę pojechać.
   – Nie ma problemu, tylko muszę odwieźć małą i trochę się odświeżyć – orzekła, gdyż cały się spocił przez ten ból. – Zajedź do mnie za godzinę i pojedziemy.  
   – Może zostaw samochód, podwiozę was – dziewczyna zauważyła jego mocno szkliste oczy.
   – Nie, potem nie będzie mi się chciało po niego wracać. Do domu mam niedaleko, dojadę. Zjem coś i wezmę jeszcze jedną tabletkę. Powinna pomóc.
   – Na pewno? Jesteś blady.
   – Tak, nie ma się czym przejmować. Mała, jedziemy – spojrzał na siostrę, stojącej bardzo blisko Amy.
   – No dobra, jak chcesz. Też wezmę prysznic i przyjadę – pocałowała go i wsiadła do BMW.
   O 18:12 był już z Lilly pod drzwiami. Gdy weszli do środka, chłopak zdjął buty i poszedł do matki, oglądającej jakieś śpiewy w telewizji.
   – Przepraszam, że podniosłem na ciebie rękę. To się nie powtórzy. Idę się wykąpać – mruknął i poszedł do siebie.  
   Wziął czystą bieliznę, tabletki i zniknął w łazience. Od razu popił następne dwie wodą z kranu i po chwili siedział w wannie. Czuł bijące pod czaszką serce, głowa pulsowała boleśnie z każdej strony. Targał nim odruch zwrotny, spowodowany tą dolegliwością, przez co też ciężko mu było oddychać. Jak położył na czoło ciepły, mokry ręcznik, przez chwilę robiło mu się lżej, ale gdy materiał stygł, znów było to samo. Wykąpał się szybko, ubrał w szare bojówki, czarną koszulkę i ruszył do kuchni. Zajrzał go garnka – było w nim trochę jakiejś warzywnej zupy. Podgrzał i zawisł nad miską.    
   Tabletka pomogła tylko odrobinę. Kołatanie we łbie nieco zmalało, ale ból nic a nic się nie zmienił. Zjadł połowę i odstawił naczynie. Dochodziła 18:38. Udał się do siebie i klapnął na łóżku. Zaraz zjawiła się małolatka, wskakując na mebel.
   – Czy Amy do ciebie przyjedzie? – zapytała.
   – Przyjedzie potem. Idź do mamy, muszę się zdrzemnąć – wydusił i odwrócił się do ściany.
   – Czemu śpisz w dzień? – zaczęła poruszać jego barkiem.
   – Mała! Chyba coś powiedziałem! – syknął, nie ruszając się z miejsca.
   Gówniara opuściła pokój. David schował głowę w dłoniach, usilnie próbując się przespać, ale ból mu na to nie pozwalał. Matka weszła do pokoju.
   – David, co ci jest? – usiadła za jego plecami.
   – Nic, głowa mnie boli.
   – Chcesz tabletkę?
   – Już brałem. Czy wy musicie łazić jedna przez drugą? Dajcie mi poleżeć w spokoju – wkurzył się.
   – Dobrze, prześpij się – oznajmiła kobieta i wyszła.
   Po około dwudziestu minutach w końcu udało mu się zasnąć.

1 753 czyt.
100%3
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 4902 słów i 29315 znaków, zaktualizowała 20 cze 2016.

Dodaj komentarz