Zakręty losu #61

Gdy dojechała na miejsce, trochę się uspokoiła. Weszła do domu i stanęła na środku korytarza – wnętrze nagle wydało jej się dziwnie puste. Owszem, Amy pracowała codziennie i Polly wtedy, kiedy akurat nie była z chłopakiem, również siedziała sama, aczkolwiek świadomość, że siostra jest obecnie w szpitalu i walczy o zdrowie, a może nawet życie, wywoływało poczucie samotności. Nastolatce zdawało się, że tak już będzie zawsze, że Amy nie wróci.
Znów się rozpłakała, zacząwszy się przy okazji zastanawiać, jakim sposobem napastnicy znaleźli się pod domem tak wcześnie. Czy byli tu całą noc, czy po po prostu przyjechali z rana? Polly bała się, że jeśli to drugie, to jest problem. Takie towarzystwo woli raczej siedzieć na dupie i wyniszczać się używkami, niżeli jechać na drugi koniec miasta o siódmej rano, więc jeśli naprawdę przyjechali, nie był to dobry znak, musieli mieć ku temu ważny powód, a mianowicie – zemstę.
Komórka wybudziła ją z tego dołującego transu. Zerknęła – Vicki. Od razu się wkurzyła i nie zamierzała odbierać. Wiedziała, że dziewczyna nie odpuści, lecz miała w tej chwili nastrój aż za bardzo odpowiedni do awantury i nie miała ochoty teraz z nią walczyć. Miała ważniejsze sprawy na głowie, a dokładniej rzecz biorąc – znaleźć Davida.  
Tylko jak to zrobić?
Komórka grała jeszcze trzy razy, lecz Polly ignorowała połączenia. Zerknęła na leżącego Samsunga Amy i wściekała się tym nieszczęsnym pinem, przecież był tam na pewno numer chłopaka. Postanowiła sprawdzić w sypialni siostry. Przewaliła szuflady z różnorakimi papierami i prowizorycznie przeszukała miejsca, w których mogłaby znaleźć jakikolwiek namiar na dwudziestodwulatka, lecz nie znalazła nic.
– Kurwa, Amy – burknęła i w tym momencie trzasnęły wejściowe drzwi.
Zamarła. Domyślała się, kto to, tylko ona potrafiła tak łomotać, gdy była wkurzona. Szybko umknęła do sypialni, nie pomogło to jednak dziewczynie, po chwili Vicki bez pukania władowała się do pokoju, a za nią, ku zdziwieniu nastolatki Sam, o sześć lat od niej starszy, wysoki, dobrze zbudowany brunet.
– Kurwa, Polly, co tu się dzieje?! Co się stało Amy?! Do cholery jasnej, mówiłam?! Wiedziałam, że tak to się skończy, że ten menel ją urządzi! Mów, co się stało?! – wydarła się Victoria, doskakując do siostry.  
– Chyba już wiesz – mruknęła Polly, starając się zachować spokój, lecz stojący przy drzwiach chłopak wywoływał u niej sporą nerwówkę.
Miał raczej luźny charakter i też lubił patrzeć na życie z przymrużeniem oka, jednak Polly zdawała sobie sprawę, że gdy chodzi o rodzinę, potrafi być bardzo szorstki i nieprzyjemny. I jeszcze David, nastolatka domyślała się, że Vicki już zdążyła nagadać bratu głupot, co tylko pogorszy sprawę.
– Pi – Sam podszedł do dziewczyny, wykazując stoicki spokój. – Co się stało, kto ją napadł?
– Nie wiem.
– Nie wiesz? A co z furą? Am brała udział w jakimś kaskaderskim pokazie? – drwił, co nie wróżyło nic dobrego.  
– Wczoraj, jak tu byłam, jeszcze był cały – wtrąciła Vicki, zadowolona, że brat podziela jej zdanie.
– Kurwa, a skąd ja mam wiedzieć? Brama była otwarta, weszli jacyś wandale i zniszczyli samochód, ot, cała historia. Byli pijani i pewnie im się nudziło – warknęła Polly.
– Wandale? Wandale nie bali się wejść na cudzą posesję i zrobić szum? Oj, młoda, coś ściemniasz – rzekł Sam. – A ten chłopak? Co to za typ? Podobno to jakiś kryminał.
Dziewczyna już od samego pojawienia się brata w progu czekała na to pytanie.
– Nie wiem, ale widziałam go raz, rozmawiałam z nim i na seryjnego mordercę to on mi nie wygląda – odparła hardo.
– Nie? Nie widziałaś tego, co ja widziałam – zapiszczała irytująco Vicki.
– A co widziałaś? Pobił ją na tej ulicy, okradł, zgwałcił? – syknęła wkurzona nastolatka.
– Nie, ale widziałam wystarczająco dużo, aby wyciągnąć odpowiednie wnioski. Nie szarpie się kobiet na ulicy, zwłaszcza, gdy się jest facetem.
– A odpierdol się! – krzyknęła wyprowadzona z równowagi Polly i wyszła.
Nie udało jej się jednak uciec do samochodu, bo brat szybko do niej dopadł.
– Pi – złapał jej ramiona. – Dlaczego nie chcesz powiedzieć? Tu chodzi o twoją siostrę – rzekł łagodnie.
Polly zaczęła się wahać, aczkolwiek wizja kolejnego ataku Sylvii i reszty nadal budziła w dziewczynie lęk. Wiedziała, że powinna wyjawić prawdę, jednakże po krótkim namyśle postanowiła, że poczeka, aż Amy odzyska przytomność i wtedy niech ona sama zadecyduje.  
Chyba, że się nie obudzi.
– Polly – powtórzył Sam.
– Powiedziałam już – burknęła dziewczyna i chciała wyminąć brata, jednak on jej nie puszczał, trzymając za ramiona.
– Kurwa, Pi, gadaj, co wiesz! – podniósł głos.
– Kurwa, puść mnie! Co mam ci powiedzieć, jak nic nie wiem, co? Zmyślać?! – krzyknęła dziewczyna.
– Nie puszczę.
– Ok, więc możemy tu stać do jutra – fuknęła nastolatka i wlepiła wzrok w ścianę.
Tkwili w milczeniu dobre dwie minuty, podczas których, o dziwo, Vicki nie pojawiła się na horyzoncie. Polly wiedziała, że siostra właśnie przewala rzeczy Amy i dumnie pochwaliła się w duchu, że pierwsza tam zajrzała i wie, że jest bezpiecznie.
Sam w końcu puścił dziewczynę, lecz nadal stał przed drzwiami.
– Dobra, rób, co chcesz, ale powiem i obiecuję ci jedno – jak dorwę tego typa, zrobię z niego miazgę. A jeszcze, jak nie daj Boże, dowiem się, że miał coś wspólnego z pobiciem Am… – zagroził, wystawiając palec przed nosem nastolatki.
– Skończyłeś? – odparowała Polly, robiąc kwaśną minę.
Sam bez słowa odsunął się od drzwi i dziewczyna szybko wyszła z domu, wskoczyła do auta i odjechała, zostawiając za sobą tuman kurzu.



– Gdzie chcesz iść? – zapytał David.
– A bo ja wiem? Przyjechałeś samochodem?  
– Nie.
– No to chodź, po drodze coś pomyślimy – zaproponowała Polly i dwie minuty później krążyli już po szpitalnym parkingu.
– Fajny wózek, taki… babski – zaśmiał się David, zaczepnie patrząc na siostrę ukochanej.
– Jestem babą, jakbyś nie zauważył – zripostowała Polly, za obruszoną miną kryjąc rozbawienie. – Właź – piknął alarm i David zasiadł w miłym, obitym skórą i pachnącym wanilią wnętrzu.
Już od dłuższego czasu uważnie przyglądał się Polly i w tej chwili mógł spokojnie stwierdzić, że gdyby nie kochał Amy, chętnie wziąłby ją w obroty. Dziewczyna była bardzo ładna, urok podkreślając podobnym do Amy, szczerym i ciepłym uśmiechem, a mrużące się przy wybuchach wesołości szarozielone oczy, stawiały kropkę nad "i”. Nastolatka wyglądała na miłą, radosną i charyzmatyczną osobę, co wyjaśniałoby, dlaczego tak dobrze rozumieją się z Amy.  
– Wiesz, co ci powiem? – David szerzej wyszczerzył zęby – pyskujesz tak samo, jak Amy.
– Wiem – odparła z radosną dumą dziewczyna, wrzucając wsteczny. – Gdzie? – powtórzyła. – A może gdzieś w plener? Niedaleko mnie jest fajny lasek, można tam spokojnie posiedzieć. No i nie musiałbym zostawiać samochodu w mieście. Dam ci na taksówkę powrotną.
– Ok, jak uważasz. I mam na taksówkę – oznajmił mdło chłopak, któremu słowa Polly skojarzyły się w tym momencie tylko z jednym – że uważa go za biedaka.  
Poczuł się strasznie głupio i nagle wszystkie słowa ugrzęzły mu w gardle.
– David! – zaśmiała się dziewczyna. – Nie zawieszaj, nie to miałam na myśli, po prostu skoro wyciągnęłam cię na picie, to postawie ci taksówkę, tym bardziej, dojazd stąd, mój drogi, kosztuje ponad trzydzieści dolców – wytłumaczyła się, trafnie odczytując ton głosu pasażera.  
David nie odpowiedział, czuł się z lekka pokonany. Polly ponownie się rozradowała i mocniej wcisnęła gaz.



Zajechali do pierwszego z brzegu marketu, kupili ośmiopak piwa i dwadzieścia minut później byli pod domem ukochanej.
– Ej! – zareagował David, widząc, że Polly wjeżdża na teren posesji.
– Wyluzuj, nikogo nie ma… chyba. Ale tej szmaty na pewno nie ma, a moi starzy są w porządku. Zresztą… ich też nie ma… nigdy ich nie ma – wyjaśniła nastolatka i zatrzymała wóz za Bmw. – Chodź, zobaczysz, jak wygląda samochód. Weź browary – poprosiła i wysiadła.  
Po chwili David stał już przed przednią maska i gapił się na ruinę, jaka została z kabrioletu.  
– No ładnie, kurwa, co to za towarzystwo? – zagadał po chwili, zniesmaczony.
Wiedział, jak Amy lubiła swoje auto, przez co wściekał się na napastników i gdyby mógł, teraz pewnie rozerwały ich na strzępy.
– Nieciekawe. Opowiem ci po drodze. Chodźmy, nie chcę wpierdolić się na tą sukę, to grozi ostrą bójką. No kurwa, ależ mnie dziś wkurwiła... zresztą wczoraj też – pożaliła się wkurzona dziewczyna.
David obejrzał się jeszcze na wóz Amy i Polly zamknęła bramę. Lasek znajdował się w odległości około dwustu, może trzystu metrów od jej domu i to tam Polly skierowała swoje kroki, biorąc najpierw od chłopaka butelkę.

461 czyt.
100%61
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1618 słów i 9316 znaków, zaktualizowała 21 gru 2018.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    AnonimS · 21 gru 2018

    Ty nic innego nie robisz tylko piszesz? ciekawe jak wpadła na Dawida. Pozdr