Zakręty losu #14

W nocy obudził chłopaka przymus pójścia do łazienki. Gdy zdejmował rękę z talii dziewczyny, dopiero teraz przekonał się, co to jest ból. Od razu pomyślał: „jak tu pracować z tymi łapami?”. Poszedł do toalety i tam, przy świetle, sprawdził godzinę. Zbliżała się 3:40. Kończyny powyżej łokcia i przy nadgarstkach dokuczały niesamowicie, przekonał się o tym ponownie, unosząc rękę z zegarkiem. Jak tylko wrócił do łóżka, objęła go.
      – Czemu nie śpisz? Obudziłem cię? Przepraszam – szepnął.
      – To nie ty, sama się obudziłam.
      Gdy objął dziewczynę, syknął cicho pod nosem – ramię wręcz paliło.
      – Co się stało? – zapytała.
      – Nic, trochę bolą mnie łapy po tej robocie. Nie jestem przyzwyczajony, minie za kilka dni.
      – Jutro kupimy jakąś maść, powinna pomóc – powiedziała Amy, kładąc dłoń na jego głowie Wtuliła się mocno i za chwilę zasnęli.


      22-latek obudził się wcześniej, dokładnie o 6:56 i pierwsze, co poczuł, to swoje niewdzięczne ręce. Bolały jeszcze bardziej. „Rozruszam” – pomyślał, wstając do toalety. Przykrył rozkrytą do połowy, śpiącą brunetkę i zaraz był w łazience. Zanim załatwił sprawy, rozdarł się budzik i dziewczyna mruknęła niewyraźnie. Przemył twarz, ręce i usiadł obok.
      – Już wstaję – burknęła, nie otwierając oczu.
      – Jak chcesz, pośpij jeszcze, zdzwonimy się później. Podam ci adres i przyjedziesz – oświadczył chłopak, całując ją w czoło.
      Dialog przerwała muzyka, która rozbrzmiała nagle gdzieś we wnętrzu domu. David zastygł w bezruchu, kierując wzrok na Amy, której mina nie ukrywała zdziwienia. Po chwili rozległy się trzy głośne puknięcia i w drzwiach pojawiła się głowa szczupłej blondynki.
   – Am...! O, sorry!!! – krzyknęła, widząc parę i zniknęła za drzwiami.
      Brunetka się roześmiała.
    – Właśnie poznałeś młodą – poinformowała, patrząc na ogłupiałego chłopaka. – Dobra, ubieramy się i idziemy na śniadanie. Chcesz się wykąpać?
      – Jaki to ma sens przed pracą?
      – Dobra, poczekaj chwilę – ucałował go w policzek i zniknęła w łazience.  
      Po kilku minutach stanęła przed chłopakiem, ubrana w króciutkie, białe spodenki i swój urodzinowy prezent.
      – Fajnie w niej wyglądasz – rzucił David, w pełni zadowolony.
      – Dzięki. Idziemy, trzeba wypić jakąś kawę – ponownie go i za rękę wyprowadziła z pokoju.
      Chłopak znów czuł się zażenowany, nie spodziewał się spotkania z kimkolwiek z jej rodziny. Gdy zeszli na dół zobaczyli, że to z salonu dobiega łomot ostrego, wykręcającego techno. David, mimo swego stanowczego charakteru, szedł jak na szpilkach, czując się trochę nieswojo.  
      W drodze Amy wsadziła głowę do pokoju po lewej.
      – Ścisz to wycie, jest siódma rano! – ryknęła i dopiero wtedy udali się do kuchni. – Jaką chcesz kawę? – zapytała.
      – Mocną – powiedział David, siadając na obrotowym stołku.
      Muzyka ucichła. Po chwili ekspres już parzył napój, a głowa dziewczyny zniknęła w lodówce.
      – Nie mam nic ciekawego. Może zjemy po drodze? – spojrzała na chłopaka, nie zamykając chłodziarki. – Chyba, że chcesz tosty z szynką i serem?  
      – Szczerze mówiąc, nie jestem głodny. Daj mi tylko kawy.
      – Jak to...? Pojedziesz bez śniadania?
      – Kupimy coś.
      – Ok, jak chcesz.
      – Cześć! – przywitała się zadowolona 19-latka, wchodząc do pomieszczenia – Polly –
– wyciągnęła rękę do chłopaka. Od razu zauważył, że obie dziewczyny są do siebie bardzo podobne.  
      Przedstawił się, wstając, po czym na powrót posadził tyłek na krześle.  
      – Amy, pożycz mi stówę – wyjechała blondynka do siostry.  
      – A co, nie masz już kasy? Dostałaś dwa dni temu.
      – No to co? Wydałam.
      – Po co ci stówa?
      – A czy to ważne? Pożyczysz, czy nie?  
      – Nie wiem, czy mam, zaraz zobaczę. Poczekasz minutkę? – spojrzała na 22-latka.
      – Skądże, zaraz zniknę – wyjechał, wyszczerzając zęby.
      Polly za sprawą Davida głośnym śmiechem odprowadziła wychodzącą z kuchni brunetkę, po czym wyciągnęła do niego rękę z pudełkiem Marlboro Lightów.
      – Dzięki, nie palę – oświadczył.
      Usiadła obok, rozżarzając papierosa.
      – Fajna dziara – wyskoczyła od razu, wskazując na dłoń chłopaka.
      – Nic nadzwyczajnego, ale dzięki – uśmiechnął się. Nieźle gotujesz – oświadczył.
      – Też nic nadzwyczajnego – zaśmiała się.
      David miał wrażenie, jakby słyszał Amy, co wywołało niemałą wesołość.
      – Widać, że siostry, ten sam, kąśliwy humorek – podsumował.
      – W życiu! Ona ma do mnie bardzo daleko...
      – Nie pal tu! – huknęła nagle wchodząca do pomieszczenia 22-latka. – Nie możesz wyjść do ogrodu?!
     – Czego się drzesz? Nie ma starych, nie?
     – Ale my jesteśmy! Nie zamierzam wdychać tego syfu! – grzmiała, otwierając na oścież okno.
      Polly nie wyszła, tylko zgasiła peta pod kranem i wyrzuciła do kosza.
      – Zadowolona? – burknęła do Amy.
      Brunetka milczała. Chwyciła dzbanek, nalała kawy do dwóch czerwonych kubków i  postawiła na kuchennym blacie. Za chwilę przy napoju pojawił się cukier i mleko. Młodsza z dziewczyn także napełniła szklankę i klapnęła obok pary.
      – Masz – mruknęła rozdrażniona Amy, wręczając siostrze kilka banknotów.
      – Dzięki. Za dwa, trzy dni ci oddam.
      – Jasne... – rzuciła brunetka, uśmiechając się pod nosem  
      – Wiesz co...? –  wyjechała blondynka. – Wczoraj widziałam tą zdzirę. Chciałam ją szarpnąć, ale Mike mi nie pozwolił. Nie wiem czemu ta rura tak kurewsko działa mi na nerwy. Gdy widzę jej obleśną gębę, rzygać mi się chce. A ty się jeszcze przejmowałaś tym gównem, oboje są siebie warci! – podsumowała byłego siostry i dziewczynę, o której David już słyszał.
      – Przestań! Nie mam zamiaru o nich dyskutować! – zniesmaczyła się starsza z dziewczyn. – A może jednak coś zjesz? – ponownie zagadnęła milczącego chłopaka.
      –  Nie chcę. Pijmy kawę i jedźmy, już wpół do ósmej.
      Zadzwoniła komórka Polly i dziewczyna opuściła kuchnię, ze szklanką w dłoni.  
      – Gadała jakieś głupoty? – zapytała od razu 22-latka.
      – Nie, jest ok, da się z nią pogadać – uśmiechnął się, podnosząc kubek i wydając z siebie przy okazji kolejny, cichy syk bólu.
      – Czekaj, zobaczę, może mam coś na twoje łapki. oznajmiła  i  
      Gospodyni otworzyła kuchenną, górną szafkę i po chwili wręczyła chłopakowi jakieś malutkie, białe pigułki.
      – Nie mam maści, ale to powinno pomóc. Tylko trzeba je brać po jedzeniu.
      – Ok, kupimy pizzę i zjemy u Betty.
      – Może jednak nie powinnam jechać? To chyba nie wypada? Ty pójdziesz do pracy, a ja...? Jakoś tak głupio...
      – Nie świruj, nic nie głupio. To świetna babka, zresztą sama zobaczysz. Kończ i spadamy, może sam zdążę odebrać małą.
      Nie mówił nic dziewczynie, ale od wczorajszego wyjścia z domu cały czas miał obawy co do prowadzenia samochodu przez matkę. Już dawno jej nie wierzył.

      
      Minęło około dziesięciu minut, spokojnie skończyli napoje i ruszyli do wyjścia.
      – Polly, wychodzę! Włącz moje pranie! – krzyknęła Amy i kwadrans później parkowali pod niedużą pizzerią o nazwie: „ Marco’s Pizza”.
      Kupili największą z oliwkami, szynką i podwójnym serem i o 8:12 dojechali pod dom staruszki. Otworzyła im z radością na twarzy.
      – Cześć! – przywitał się David. To Amy – przedstawił ukochaną.
      – Dzień dobry – brunetka podała dłoń staruszce i ta zaraz posadziła ich w kuchni.
      – Czego się napijecie?  
      – Kawy! – wyskoczył od razu David.
      – A ty? – spojrzała na brunetkę.
      – Poproszę coś zimnego.
      Betty dała chłopakowi czarną kawę, dziewczynie sok pomarańczowy, po czym usiadła naprzeciw.
      – Zjedzmy coś – zarządził David i otworzył pudełko, które postawił na środku.  
      – Zjedzcie sami, jestem po śniadaniu – oznajmiła staruszka.
      Żuli potrawę w kompletnej ciszy, ale 22-latek wcisnął tylko jeden kawałek i od razu chwycił za tabletki.
      – David...! – wzburzyła się Amy. – To jest śniadanie?!
      – Nie chcę więcej.
      – Co to za tabletki? – zapytała właścicielka domu.
      – Ręce mnie bolą – odparł chłopak.
      – To może nie pracuj dziś?  
      – Co to zmieni? Mam zakwasy, to wszystko, przyzwyczaję się. Idę się przebrać – łyknął dwie pigułki i wyszedł z kuchni.
      Gdy wrócił, kobiety rozmawiały, śmiejąc się.  
      – Zabieram się do roboty – orzekł i zniknął z domu.
      Od razu sprawdził tył budynku – napis tkwił nadal. „ Ja cię, kurwo, nauczę! Niech to tylko dziś nie zniknie!” – zaklął w myślach i wdrapał się na drabinę, tym razem po lewej stronie domu. Wystarczyło zaledwie jedno pociągnięcie, żeby znów odczuć nieprzyjemne kłucie.
      – Kurwa! – mruknął, ale zacisnął zęby i zabrał się do dalszej pracy.
      Cały czas myślał o matce. Nie było go na noc i bał się, żeby się bezkarnie nie nachlała. Męczyła go też opieka społeczna. „ Jak wpadną, a ta będzie najebana?” – myślał, ale przypomniała mu się Polly, wywołując chwilowy uśmiech na jego twarzy. Poza tym krążyły mu po głowie: Chris, jego rodzice, ruda suczka, sklep jubilerski, oraz dupek z naprzeciwka. Tak się zadumał, że nie zauważył nawet, kiedy zeskrobał połowę ściany. Spoglądając na zegarek dowiedział się, że jest 10:34. Poszedł do domu, ale w kuchni nikogo nie było.
      – Betty! – krzyknął.
      – Jesteśmy w pokoju!
      Wszedł do małego salonu, po prawej –  nowo upieczone znajome oglądały jakieś zdjęcia.
      – Zrobię sobie kawy, dobrze? – zagadnął starszą panią, zaglądając do albumu.
      Były w niej stare, rodzinne fotki, oraz zdjęcia z wakacji, przedstawiające piękne, słoneczne plaże z palmami.
      – Oczywiście, po co pytasz? Usiądź, odpocznij chwilę – odparła Betty.  
      – Nie. Chcę szybciej skończyć, już mało zostało.  
      – Zjedz coś – wtrąciła brunetka.
      – Nie chcę – mruknął niezbyt przyjacielskim tonem, po tych dedukcjach zrobił się nieco rozdrażniony.  
      Zaparzył istną siekierę, zalał mlekiem i usiadł na werandzie – matka i Lilly powróciły. Myśląc o domu, raz po raz spoglądał w stronę willi lalusia. Ręce bolały trochę mniej, lecz ulga była znikoma, praca niewiele pomogła. Chętnie rzuciłby to wszystko w diabły, ale dodawał sobie otuchy myśląc: „przynajmniej będzie jakaś kasa”.
      – Davidku, może chcesz piwo? – wystraszyła go nagle Betty, stając obok niego w towarzystwie Amy.  
      – Najwyżej jak skończę.
      – Zjedz coś – powtórzyła dziewczyna.
      – Nie chcę, muszę to skończyć! – huknął.
      Nie prosiła dłużej. Starsza kobieta postawiła na werandzie trzy krzesła i obie usiadły.
      – Nie będziemy ci tu przeszkadzać? – zapytała.
      – Nie, wracam do pracy – burknął i zaraz siedział na drabinie, przy samym końcu ściany.
      Słyszał odgłosy rozmowy, lecz nie słyszał, o czym jest. Po godzinie z minutami boczna część budynku była już skończona.
      – Teraz mogę wypić piwo – poinformował, zawisając nad kobietami.
       Betty zniknęła w domu.
      – Sorry. Nie chciałem krzyknąć – mocno przytulił ukochaną.
      – Nic się nie stało.
      Po chwili dostał zimny browar i stek z dwoma tostami i sałatką.
      – Zjedz – poprosiła staruszka.
      Wstydził się odmówić, więc wcisnął  na siłę. Ledwie zdążył odstawić talerz, gdy jego oczom ukazał się idący chodnikiem paniczyk. Coś uderzyło w niego jak grom!!! Zerwał się z miejsca i biegiem ruszył w  stronę typa.  
      –  David! – krzyknęła zdezorientowana Amy, ale on nie zwracał na nią uwagi.  
      Mężczyzna w garniturze natychmiast popędził w stronę domu, tylko, że musiał przebyć około pięćdziesięciu metrów. David był dobrym biegaczem, więc przed samymi drzwiami zdążył złapać faceta za fraki, po czym tak mocno łupnął go w twarz, że  typka machnęło dobre trzy metry w bok.
      – Co ci, kurwa, powiedziałem?! – 22-latek znów go chwycił i mocno uderzył o ścianę.  
      – Zostaw mnie, dopiero wróciłem. Nie miałem czasu – wystękał wyraźnie zlękniony gość.
      – Będziesz zlizywał to ścierwo! – ryknął chłopak, łapiąc go za włosy.
      Przycisnął policzek mężczyzny do ściany.  
      – Rozumiesz, suko?! – przyduszał jego twarz bardzo mocno, o czym koleś poinformował głośnym stęknięciem.
      – David! – podbiegła Amy i zaczęła go odciągać.
      Szarpnęła go bardzo agresywnie,  więc chcąc nie chcąc, zrobił kilka kroków w tył.      
      – Co ty wyprawiasz?! – krzyknęła ogłupiała, stając przed nosem 22-latka.
      – Doigrałeś się! Dzwonię na policję! – wyjechał elegant, myśląc chyba, że przy brunetce nic mu nie grozi.
      – Kurwa! – ryknął David i chciał wyminąć dziewczynę, lecz bardzo mocno go trzymała.
      – Uspokój się!!! – wstrząsnęła nim porządnie.
      – Szmato!!! Powtarzam ostatni raz, jutro ma tego nie być, rozumiesz?! – darł się do typa wkurwiony chłopak.
      Mężczyzna nie zareagował, tylko odwrócił się na pięcie i zniknął we wnętrzu domu. David wyrwał się jednak dziewczynie, podbiegł do drzwi i zaczął wściekle w nie kopać.
      – Kurwooo! Dorwę cię! – szalał.
      – David...! Przestań, do cholery! Co to za facet?!!! – wrzasnęła Amy, mocnym pchnięciem odsuwając go od budynku.
      Schylił się, opierając ręce na kolanach. Oddychał szybko, ciężko łapiąc powietrze.
      – Chodź stąd –  chwyciła jego ramię.
      Postał jeszcze chwilę, po czym grzecznie poszedł za ukochaną. Betty czekała na chodniku.
      – David...! Co ci odbiło?! – spytała głośno, zdenerwowana. – Chcesz narobić sobie kłopotów?! Niepotrzebnie ci to pokazałam – dodała łamliwym tonem. –  Idźcie do domu, zaraz przyjdę – nakazała i ruszyła w stronę willi gogusia.
      – Chodź – rzekła Amy, biorąc 22-latka za rękę.  
      Posłuchał. Szedł wolno, w ciszy, nie patrzył na brunetkę. Gdy doszli do werandy, chłopak ciężko usiadł na schodkach, a dziewczyna obok. Nie odrywała od niego wzroku, próbując cokolwiek wyczytać z jego niezrozumiałej miny, w końcu  zapytała:
      – David, co się dzieje, co to za koleś? Odbiło ci, czemu go uderzyłeś? A jak naprawdę zadzwoni?
      – Niech dzwoni, leję na to – burknął 22-latek, spojrzawszy przed siebie – Betty rozmawiała z sąsiadem.
      – David!!!  
      – Chodź! – szarpnął ją dość mocno, wstał i poprowadził na tył domu. – Masz, kurwa! Oto, co to za koleś! – znów krzyknął, wskazując bazgroły. – Prosiłem grzecznie, ale nie dociera. Jeszcze go chwycę i wyślę na oiom!  
      – Po co się w to mieszasz? Czemu ona tego nie zgłosiła? Chcesz narobić sobie kłopotów?  
      – Nic sobie nie narobię, on nie zadzwoni. A nawet jeśli, to będzie jego ostatni telefon – oświadczył chłopak, jeszcze bardziej niepokojąc brunetkę.
      Wrócili na werandę, lecz teraz usiedli na krzesłach. Amy nie dawała jednak za wygraną.
      – David, nie kombinuj i daj temu spokój. Obiecaj, że dasz spokój – gapiła się na niego, maślanymi oczyma.
      Milczał.
      – David... – naciskała.
      – Dobra, skończ już! – ryknął chamsko.
      – David, co się stało? Rano byłeś inny. Pogadaj ze mną – ciągnęła niezrażona 22-latka.
      – Nic.
      Nie kontynuowała, gdyż na werandzie pojawiła się starsza pani. Usiadła obok.
      – David, on chciał zgłosić to na policję. I ja wcale nie żartuję, widziałam telefon w jego dłoni. Ledwo go ubłagałam obiecując, że już go więcej  nie zaczepisz. Nigdy ci już nic nie powiem, jeśli będziesz się tak zachowywał. Obiecaj, że będziesz trzymał się od niego z daleka, jeżeli nie obiecasz, nie będziesz u mnie pracował – zrobiła się zimna jak głaz.
      – Dobra, jak chcecie. Muszę pozamiatać – wymruczał obojętnie i podniósł się z miejsca
      – Porozmawiaj z nim. To miły chłopak, nie chcę, żeby wpako...” – tyle jeszcze zdołał usłyszeć David, zanim się oddalił.  


      Sięgnął po telefon, aby zadzwonić do Sofie, że sam odbierze siostrę, lecz gdy tylko odebrała, od razu wyczuł, że coś jest nie tak. Natychmiast się zdenerwował. „Nie myślałem, że wypije, przecież miała odebrać Lilly” – pomyślał, chwytając miotłę.  
      Sprzątał werandę jak oparzony, wykonując wściekłe, zamaszyste ruchy. Skończył w kilka minut i zawisł nad kobietami.
      – Idę się przebrać – oznajmił i zniknął w domu.  
      Za niedługo stanął przed staruszką ze słowami:
      – Betty, przepraszam, nie chciałem cię zdenerwować, po prostu typ działa mi na nerwy. Obiecuję, że nie będę go już zaczepiał. Muszę jechać po siostrę, spotkamy się w poniedziałek. No... chyba, że coś się zmieniło?  
      – Dobrze, jedźcie. Nic się nie zmieniło,  po prostu nie chcę, żebyś wpadł w kłopoty.      
       Amy podziękowała za gościnę i po chwili siedzieli w jej aucie.
      – Podwieziesz mnie pod szkołę? – zapytał chłopak.
      – Zadajesz głupie pytania – spojrzała diabolicznie, ruszając.
      Davida z powodu braku zajęcia zaczęło nosić jeszcze bardziej, głos matki brzmiał bardzo nieswojo. Był pewny, że nie jest trzeźwa, można by powiedzieć więcej: jest ostro nawalona! „I kurwa, odebrałaby małą?!” – myślał, wściekły.  
    Ukochana nie otwierała ust, zerkała tylko na spoglądającego co chwila na zegarek chłopaka. Po wtórnym sprawdzeniu przez niego godziny w końcu zapytała:
      – O której kończy?
      – O drugiej.
      – Spokojnie, zdążymy.
      Dojechali o 14:02, ale małolatki jeszcze nie było. Brunetka znowu inwigilowała towarzysza wzrokiem, widząc, iż jego specyficzna mina nie ulega zmianie.
      – David, co jest grane?! – zareagowała wreszcie.
      – Nic.  
      – Przecież widzę. Zachowujesz się jak idiota.
      – Pokaże ci w domu, co się stało! – warknął.
      – Cześć! – Lilly uściskała brunetkę, wyskoczywszy koło BMW.
      – Widzisz? Brat jednak poszedł w zapomnienie – mruknął David, uśmiechając się krzywo.        
       Dziewczynka dała mu całusa i zajęła miejsce z tyłu.  
      – Jedziemy do mnie – oświadczył chłopak kierowcy i odwrócił się do siostry. – Jadłaś coś?
      – Dwa pączki i piłam sok.
      – Jesteś głodna? Nie wiem, czy jest obiad.
      – Nie jestem. Przecież mama miała mnie odebrać – stwierdziła małolatka.
      – Źle ci?  
      – Nie.
      Kompletnie zagubiona brunetka nie udzielała się w dyskusji. Po niecałym kwadransie zaparkowała pod jego kamienicą.
      – Poczekajcie tu! – rozkazał chłopak i wysiadł z wozu.
      Gdy wszedł do domu, od razu przywitał go zapach alkoholu i rozmowa dobiegająca z salonu. Stanął w progu pokoju i znieruchomiał! Kompletnie nawalona już Sophie siedziała w towarzystwie jakiegoś gościa i kobiety, obojga w podobnym do niej wieku. Na stole stały trzy puste, półlitrowe butelki po wódce, trzy zaczęte piwa i popielniczka z górą niedopałków. Otwarte było tylko jedno okno, przez co cały salon poszarzał od nikotynowego dymu.  
    Zdziwił go ten widok, matka nie zwykła pić z towarzystwem (zwłaszcza takim towarzystwem), no i nie znała takich ludzi (przynajmniej z tego, co wiedział). Poza tym tylko dwa, może trzy razy w życiu zdarzyło mu się widzieć ją aż tak pijaną.

      
     Sophie była tak pochłonięta "zabawą", że nawet nie zauważyła syna. Ten stał i gapił się na to wszystko chwilę, po czym wtargnął do pomieszczenia. Od razu pootwierał okna i stanął przed ekipą.
      – Co tu się, kurwa, dzieje?! – zawył do matki.
      – Oooo... czeeśśććć! – uśmiechnęła się błazeńsko. Niic sięęę nieee dzieeeje, syyynku – mamlała, kiwajac się na kanapie.
      – Gdzie Lilly?! – wrzasnął.
      – W szkoolee.
      – W szkole?! Już powinnaś ją odebrać!
      – Ty miiiaałeś ją odeeebraćć – majaczyła, gapiąc się na 22-latka z debilnym, półprzytomnym wyrazem twarzy.
      „ Kurwa, nie kontaktuje” – pomyślał chłopak i chciał zagrzmieć ponownie, lecz usłyszał drapanie w drzwi pokoju Lilly. Otworzył je, wypuścił psa i ponownie wyrósł przed matką.
      – Gdzie jest kasa, która została ci z zakupów?!
      – Niee wiiemmm – odparła, totalnie ogłupiała.  
      – Kurwaaa! Co ty, odpierdalasz i co to za menele?! – uderzył w końcu w sendo, totalnie już zrezygnowany chłopak.
      – Grzeeczniiiej młodyyy! – wymamlał pijany, 40-letni facet.
      – Co, kurwa...?! Wypierdalaj! – ryknął David, chwycił typka za fraki, wyprowadził z pokoju i wypchnął z mieszkania.
      Po chwili jednak facet władował się z powrotem, pyskując niewyraźnie do 22-latka.
      – Kurwaaa! – wrzasnął ponownie chłopak i znów go wyprowadził, lecz tym razem wywlekł pijaka na zewnątrz i zepchnął z trzech schodków, prowadzących do klatki.
      – I żebym cię tu, kurwa, więcej nie widział! Nich cię tylko zobaczę... zajebię! – zagrzmiał za facetem.  
      Spojrzał na siedzące w wozie, osłupiałe dziewczyny i zaraz znów był w salonie. Chwycił szczeniaka, smycz, ciastka i wyszedł.
      – Idź z nią za spacer za blok. Tylko pochodź kilka minut, nie chwilę – powiedział do wystraszonej nieco Lilly, dając jej psa. – I jak wrócisz, czekaj w samochodzie i nigdzie nie odchodź, rozumiesz?!  
      – Dobrze – odpowiedziała cichutko, płosząc się gniewnym tonem brata.
      Zapiął pasek na obrożę i małolatka ruszyła za kamienicę. Amy patrzyła na rozjuszonego chłopaka, z tysiącami pytań w oczach.
      – Chodź! – rzucił do niej szorstko.
      Wysiadła i bez słowa i ruszyła za 22-latkiem. Gdy weszli do mieszkania, od razu zrobiła kwaśną minę, nie dało się nie poczuć odoru wypitej wódki i duszącej chmury dymu.  
      Zaprowadził ją do salonu.
      – Widzisz, kurwa, jak ja żyję?! Widzisz tą szmatę?! – rozdarł się, wskazując na matkę. – A ty co tu, kurwa, jeszcze robisz?!  Wypierdalaj!!! – ryknął do nieznajomej i po chwili kobieta z jego pomocą także zniknęła za drzwiami. Stanął nad Sophie.
      – I co, kurwa...?! O szóstej stary przyjedzie po Lilly i jak mu się  pokażesz?! Teraz już na pewno zabierze małą! Twardo dążysz do tego, żeby to zrobił! Ja już tego nie wytrzymam, rozumiesz?! – zamachnął się, chcąc ją uderzyć.
      –  David! – zainterweniowała dziewczyna, łapiąc jego rękę. –  Zostaw.
      – Co ty, kurwa, odpierdalasz?! Za mało ci już wina?! I jeszcze sprowadzasz tu jakichś brudasów?! Kurwaaa! Spadłaś już na samo dno, pojebana suko! – zawył i mocnym szarpnięciem podniósł stół, wywalając wszystko na ziemię.  
      Trunki rozlały się po sporej części podłogi, a powstała z padającej popielniczki chmurka popiołu opadła do kałuży piwa, tworząc lepkie, nikotynowe błoto.  
      Amy stała w zupełnym szoku. Nie wiedziała, czy reagować, czy nie, nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Sophie milczała, gapiąc się na chłopaka półprzytomnym wzrokiem. Ten poszedł do kuchni, zajrzał do lodówki, po czym wrócił i znów wrzasnął:
      – Kurwa! Gdzie jest kasa z reszty?! Tu?! – kopnął najbliższą butelkę, posyłając ją w kąt.  
      Brzęknęła głośno, tłukąc się przy szyjce.  
      – Nie upomniałem się, to postanowiłaś przepić?! Już nawet nie mogę nigdzie wyjść, bo robisz z domu melinę?! Zajebię cię?! – złapał ją za bluzkę i wstrząsnął agresywnie.
      –  David! – krzyknęła brunetka, w okamgnieniu wciskając się między nich. –  Zostaw, jutro z nią pogadasz, widzisz, że dziś to nie ma sensu. Chodź, Lilly czeka.
      – Puść mnie! – wyszarpnął się, położył matkę na łóżku i zaczął przewalać jej kieszenie. Po chwili wyjął z nich sumę niecałych dziesięciu dolarów.
      – Kurwa, tyle masz ze stówy?! Zakupy kosztowały najwyżej dwie dychy! – zagrzmiał, podstawiając jej wymiętolone banknoty pod nos, po czym huknął ją z otwartej dłoni w twarz.
      Zrobił to tak mocno, że wylądowała na podłodze.
      – David, do jasnej cholery, co ty robisz?! To twoja matka! – wrzasnęła Amy, wyskoczywszy przed chłopaka.  
      – Kurwa, nie matka! – zawył, wychylając się zza ramienia trzymającej go brunetki.
      – Chodź już, mała się denerwuje. Ochłoniesz i pogadacie. Chodź.
      – Idź, zaraz przyjdę.
      – Nie, pójdziemy razem, proszę cię – nalegała, bojąc się zostawić go z kobietą.
      Gapił się chwilę na ukochaną, po czym ją wyminął, poszedł do siebie i krzyknął przez okno do siedzącej już w aucie Lilly:  
      – Mała, jeszcze chwila. Czekaj spokojnie i pilnuj psa!  
      Przebrał się w jeansy, otworzył klapkę i momentalnie zastygł w bezruchu! Po chwili włożył rękę jeszcze głębiej, szukając jeszcze dokładniej, ale prócz kupionej broni, nie znalazł nic. „No kurwa, jeszcze mnie ojebali! Tylko ona wiedziała! Nie zabrali gnata?! Chyba nie znaleźli!” – pomyślał i jak oparzony wyskoczył z pokoju. Wbiegł do salonu i doskoczył do Sophie, która już podniosła się z podłogi.
      – Zajebię cię, suko! – drugi raz ją huknął, na powrót powalając na ziemię. Zdążył jeszcze kopnąć ją w brzuch, zanim brunetka odsunęła go do tyłu.
      – Puść mnie, kurwa! – odepchnął ją i znów dopadł do kobiety.  
       Przyklęknął i zaczął okładać ją po twarzy. Zdołał zadać tylko trzy ciosy, gdyż Amy agresywnie wcisnęła się w środek, z całą siłą obejmując rozchodzonego chłopaka.
      – David, przestań! – wrzasnęła.
      – Kurwa, zatłukę tą szmatę! – chciał uwolnić się z uścisku, lecz trzymała go bardzo mocno, najmocniej, jak tylko mogła.
      – David, uspokój się! Co się stało?!  
      – Kurwaaa!!! – ryknął i uderzył w płacz, chowając głowę w ramię ukochanej.
      Mocno go przytuliła. Sophie powoli wstała i przysiadła na samym końcu kanapy, trzymając się za brzuch. Amy obejrzała się na nią, operując oskarżycielsko-pytającą miną, ale zaraz znów uścisnęła chłopaka. Płakał jak małe dziecko, co trwało kilka minut.
      – Puuśććć mnnieee – wystękał w końcu, szybkimi wdechami łapiąc powietrze.
      – Nie, postójmy jeszcze chwilę – zadeklarowała 22-latka, wisząc na jego szyi.
      – Kotku, puść, już się uspokoiłem. Muszę spakować Lilly – mruknął.
      Uwolniła go, ale jak cień podążyła za nim do pokoju małolatki. Wziął plecak, spakował najpotrzebniejsze ciuchy i zaraz był z powrotem. Wziął leżącą na telewizorze komórkę Sophie, kluczyki i schował do kieszeni. „ Dobrze, że mam jeszcze samochód. Kurwa, to samochód Betty, co to by było...?!” – przeraził się, ale zaraz wrócił do rzeczywistości.
      – Idziemy – chwycił dłoń Amy.  
      Ruszyła z nim, mocno wstrząśnięta zaistniałą sytuacją.
      – Trzymaj – dał plecak siostrze, gdy doszli do wozu.
      – Czemu masz plecak? Jedziemy do taty? – zapytała Lilly.
      – Pojedziesz z miasta. Teraz idziemy coś zjeść – poinformował chłopak, siedząc już obok kierowcy.
      – Czemu nie do domu? Gdzie mama?
      – Gdzie mama, gdzie mama... Nie ma jej, a tata jeszcze pracuje. Nie zadawaj tylu pytań, dobrze?!  
      – Nie jadę dziś do taty – wyjechała nagle Lilly.
      Chłopak zrobił większe oczy, choć odetchnął z ulgą.
      – To dopiero teraz mówisz?! Czemu nie powiedziałaś wcześniej?!  
      – Zapomniałam – mruknęła niepewnie dziewczynka.
      – Zapomniałaś...?! To nie jest zapomnienie ołówka do szkoły, tylko twój wyjazd! Młoda...! – krzyknął, do cna już rozdrażniony.
      Dziewczynka się wyciszyła, przytulając psa. Amy obcięła młodego faceta ganiącym wzrokiem, mówiącym: „ Nie strasz jej, ona nie jest niczemu winna!”.  
      Zapadła chwila ciszy, po której panna zapytała:
      – Gdzie mam jechać?
      – Nie wiem, zapytał młodej. Muszę pomyśleć – wybąkał i oparł łokcie na kolanach, kładąc głowę na drżących dłoniach.  
      Amy co chwilę spoglądała na towarzysza, ale ten milczał, gapiąc się tępo w podłogę. W końcu Lilly zabrała głos:
      – David, co ci jest? Gdzie jedziemy?
      – Nie wiem... na lody...? – rzucił obojętnie.
      Wystraszona 8-latka nie ustosunkowała się do tej propozycji, przytuliła tylko psa.
      – Jedź do pierwszej lepszej knajpy – poprosił kierującą autem.
      Wyprostował się w fotelu, ale jego prezencja nic a nic się nie zmieniła. Nadal nie otwierał ust. Chodzące mu po głowie perspektywy wizyty opieki społecznej, oraz zabierającej Lilly policji, z minuty na minutę dołowały chłopaka  coraz bardziej. Cały czas zastanawiał się też, co się dzieje w domu. „Nie ma kasy, zaraz będzie szukać sponsorów. A może śpi? A jak wpadną dziś...? Pozamiatane!” – bił się z myślami przy akompaniamencie wizji płaczącej, wyrywającej się władzom siostry, która wierciła mu mózg. „Nie wygram z nimi, zabiorą ją... Wyjadę z nią gdzieś i znajdę jakąś robotę...” – zaczął dziwne kombinacje.
     Nie zauważył oczywiście, że ukochana zatrzymała się właśnie pod sporą, połączoną z fast-foodem cukiernią, nad witryną której wisiał szyld z napisem: „Sweet Dreams”.  
      – Tu może być? – zapytała.
      Głucha cisza.
      – David...! – szarpnęła jego bark.
      – Co...? – spojrzał cielęcym wzrokiem.
      – Tu może być?!
      – Wszystko jedno, idziemy. Muszę zadzwonić.
      – A co z Daisy? – wtrąciła 8-latka.
      – Zaraz zapytamy – odpowiedziała jej Amy, gdyż chłopak był w innym świecie.
      Pozwolono im wejść z psem, ale tylko do stolików na zewnątrz.
      – Kupcie sobie coś. I weź mi piwo, pójdę zadzwonić – rzucił niemrawo, wręczając brunetce dwadzieścia dolarów i wrócił do auta.

1 675 czyt.
100%32
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 4902 słów i 29590 znaków

Komentarze (2)

 
  • Suptelna

    Suptelna 26 sie 2017 ip:195130197

    Współczuję taką matkę pijaczkę mieć ????