Zakręty losu #36

Starsza z kobiet milczała jak zaklęta, zatem Lauren stanęła przy telewizorze i oparła się o stojącą pod nim komodę. Teraz wzrok siostry miała dokładnie przed sobą, jednak Sophie w okamgnieniu zmieniła miejsce obserwacji, była wyraźnie spłoszona.
– Spójrz na mnie! – nakazała brunetka, zniecierpliwiona ignorancją siostry. – Może byś łaskawie usiadła? Musimy porozmawiać.
Sophie nie reagowała, wciąż gapiła się w dal, coraz bardziej gorączkowo gniotąc brązowy pled.
David nie dziwił się zachowaniu matki, obecna prezencja ciotki absolutnie nie zachęcała do konwersacji, zwłaszcza takiej, jaką zamierzała przeprowadzić w tej chwili z siostrą. Znał Lauren aż za dobrze i pomimo, iż kiedyś także ostro rozrabiała, a teraz bardzo uspokoiła wiedział, jaką zimną suką potrafi być, zwłaszcza, jak się wkurzy. Była sporo młodsza od Sophie, lecz to nie przeszkadzało w tym, aby matka przestraszyła się dziewczyny. Mimo sporej różnicy wieku Lauren od zawsze była silniejsza psychicznie, ale i (co może wydawać się dziwne) chyba także fizycznie. David, będąc jeszcze małym chłopcem, kilka razy miał zaszczyt widzieć, jak obie panie wdawały się w bójkę. Lauren mimo, iż miała tylko trochę powyżej dwudziestu lat, zawsze wygrywała z siostrą. Gdy zaczynały się kłócić, zazwyczaj kończyło się to szarpaniną, po której Sophie przeważnie rezygnowała, lecz jeśli doszło już do ostrej konfrontacji, Lauren zawsze znalazła sposób, aby chwycić ją za włosy, wykręcić rękę, lub znaleźć inną metodę, by powalić ją na ziemię.
I na tym przeważnie bójka się kończyła. Kilka razy zdarzyło się jednak, że Sophie nie potrafiła sobie poradzić, przez co często dość ostro oberwyła po twarzy, i wtedy już nie chciała, lub po prostu bała się bić.  
A może powód był inny, może najzwyczajniej w świecie nie była typem wojownika, dlatego też zawsze Lauren była górą? David jednak widział to całkiem inaczej – że matka po prostu od zawsze była cicha i nigdy nie umiała się tłuc, gdzie w tym czasie towarzystwo, w jakim obracała się ciotka, sumiennie uczyło ją życia.  
I mimo, że na dzień dzisiejszy to właśnie Sophie spadła na dno, to jednak od zawsze to młodsza z dziewczyn była nienawidzącą mieć nad sobą władzy, robiącą, co tylko chce i zawsze chodzącą własnymi drogami, niepokorną buntowniczką.
Lauren za młodu potrafiła naprawdę ostro dać czadu. Były ucieczki z domu, kradzieże i rozróby, co łączyło się z oczywiście konfliktami z prawem; nieustanne imprezy, alkohol, a nawet narkotyki (dużo narkotyków), chłopak do tej pory nie jest pewien, czy ciotka, mieszkając sama, nie lubi sobie czegoś od czasu do czasu zarzucić.  
Dziewczyna swoimi działaniami zapracowała sobie także na kuratora i nawet, jak zdarzyło się, że kilka razy odwiedziła areszt, przez co niemalże otarła się o zakład poprawszy, wciąż miała to wszystko gdzieś, szalała dalej i było jej z tym dobrze.
I kto by pomyślał, że ta od zawsze grzeczna i dobrze ucząca się starsza z sióstr zatrzyma się w miejscu, w którym się obecnie znajduje, a będąca niegdyś diabłem wcielonym Lauren uspokoi się, znajdzie dobrą pracę i w bardzo pozytywny sposób ułoży sobie życie?
Tylko faceta jej brak, choć tego także David nie może być pewien. Pomimo, że od zawsze był z nią bardzo zżyty, nie rozmawiali dość długo, ostatnio na pewno dobre trzy lub cztery miesiące temu. Przez ostatnie problemy zupełnie zapomniał o dziewczynie, poza tym Lauren, jako menager dużej firmy odzieżowej bardzo często wyjeżdżała i naprawdę ciężko było ją złapać. David na początku dziwił się, dlaczego kupiła tu mieszkanie, skoro więcej czasu jej w nim nie ma, niż jest, gdy jednak dowiedział się dokładnie, czym się zajmuje, zrozumiał. Wyjeżdżała bardzo często, do różnych miast, ale musiała przecież gdzieś wrócić, aby odpocząć. Nie pojmował jednak, dlaczego do tej pory nie stara się o pracę na miejscu, przecież taka gonitwa kiedyś w końcu ją wykończy. Wkurzał się, że tak rzadko się spotykają, no i jest Lilly, która ubóstwia kobietę i także bardzo tęskni.

– Czy możesz usiąść, proszę – ponowiła prośbę Lauren, David nie mógł się nadziwić, jakim cudem dziewczyna wciąż zachowuje taki spokój.
– Nie mam ci nic do powiedzenia – mruknęła wreszcie Sophie.
Lauren skrzyżowała ręce na piersiach.
– Naprawdę? Swoim dzieciom też nie? Co ty wyprawiasz, kobieto, nie masz już żadnego umiaru? Kurwa, kretynko, zostawiłaś wczoraj Lilly w środku miasta, SAMĄ, to się u ciebie nazywa: "nie mieć nic do powiedzenia?”. A gdyby coś jej się stało? To David zapierdala, jak może, a ty co? Straciłaś pracę, nie masz kasy i jeszcze przepijasz ostatnią? Skąd miałaś sto pięćdziesiąt dolców, skoro nie pracujesz, co?  
– Odpierdol się.
– A może zaczęłaś już się puszczać? Wiesz co? Wcale bym się nie zdziwiła. Poza tym zobacz, jak ty wyglądasz? Kurwa, jak bezdomny menel, żul, choć i menel często wygląda lepiej. Ja na miejscu tych facetów kijem bym cię nie dotknęła – podsumowała soczyście brunetka, aż David rozdziawił gębę.
– Kurwa, uważaj na słowa, gówniaro!!! – zagrzmiała Sophie, w mig podnosząc się do pozycji siedzącej, lecz na Lauren nie zrobiło to najmniejszego wrażenia, bo ani drgnęła, zaśmiała się tylko.
– David, mogę tu zapalić? – zapytała.
– Nie, nie możesz! – huknęła Sophie.
– Jasne.
Dziewczyna zupełnie olewając wściekłość siostry uchyliła balkonowe drzwi i odpaliła niebieskiego LM’a. Mimo, że usilnie starała się zaprezentować swoje opanowanie, to David dobrze widział, że jest wściekła. Lauren, jak to Lauren, zawsze lubiła sobie pogawędzić, a teraz stała w milczeniu i nerwowo pociągała dym za dymkiem, do tego chłopak zauważył, że dłoń lekko jej drży.  
Lilly usłyszała krzyk i wypadła z pokoju, uwieszając się po chwili na nodze ciotki. Daisy korzystając z okazji, wyskoczyła na balkon i zaczęła tam szaleńcze tańce powodując, że Lauren wreszcie lekko wygięła usta.
– Ciociu, już po dziewiątej, musimy jechać – przypomniała spokojnie dziewczynka, jakby zupełnie nie przejęła się tym, co się działo w salonie.
"No tak, to już teraz z nią…” – pomyślał David, uśmiechnąwszy się pod nosem.
Brunetka spojrzała na zegarek.
– Mała, dopiero dziesięć po, o której musimy wyjść?  
– Najpóźniej dwadzieścia po.
– A dlaczego tak wcześnie? Do twojej szkoły jedzie się dziesięć minut.
– Ale mam pierwsze ćwiczenia i muszę się przebrać.
Lauren nie patrząc na to, czy nie zrzuci przypadkiem komuś peta na głowę, strzeliła niedopałkiem za balkon, zabrała psa i zamknęła drzwi. Chyba jednak jeszcze coś z jej buntu w niej zostało.
– Ej! – zagrzmiała do Sophie, opierając się o stół, gdyż kobieta znowu przyjęła pozycję leżącą, kładąc się twarzą do ściany.
– Lilly, idź jeszcze na chwilę do swojego pokoju – poprosił chłopak.
– A dlaczego? Może i ma osiem lat, ale przecież nie jest głupia i bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z tego, co tu się dzieje – warknęła brunetka. – Wstawaj i ubieraj się, jedziemy do mnie – ponownie zwróciła się do Sophie, lecz po niej spłynęło to, jak po kaczce.
David zauważył, że ciotka zaczyna się coraz mocniej wkurwiać, lecz nie wiedział, co zrobić. Z jednej strony chciał, aby w końcu porządnie potrząsnęła matką, z drugiej jednak bał się, aby to wszystko nie wymknęło się przypadkiem spod kontroli.
– Słyszałaś, o co cię proszę? – naciskała brunetka.
– Nigdzie z tobą nie jadę, tu mi dobrze, poza tym źle się czuję – mruknęła 43-latka.
– Wstań, zrobię ci drinka – Lauren, spojrzawszy na Davida, postanowiła z innej strony.
– Nie.
– Mamo, no jedź z nią, kurwa, chyba cię nie pobije. Ja jadę do pracy i nie życzę sobie, żebyś została sama w domu. Zaraz coś nawywijasz, a ja mam wystarczająco kłopotów, rozumiesz?  
– Nie chcę, dajcie mi spokój – wydusiła Sophie, której chyba powoli zbierało się już na płacz.
– Chyba wiesz, że ojciec jest na ciebie cięty, nie? A nie pomyślałaś o tym, że baby z opieki mogą wpaść bez zapowiedzi?
– No to co, chyba nie muszę ich wpuszczać, prawda?
– Kurwa, ale zaraz gdzieś wyleziesz. A co będzie, jak, nie daj Boże, zobaczą cię najebaną? – chłopak już sam zaczynał się powoli irytować.
– Nigdzie się nie wybieram.
– Nieee?! Ty się, kurwa, nie wybierzesz? Żarty jakieś – zaśmiał się ironicznie.
– Możesz mnie zamknąć.
– Zamknąć? Nie, nie zamknę cię, nie zamyka się w domu dorosłych ludzi, zresztą żadnych ludzi, chociażby ze względów bezpieczeństwa.
– KURWA JEGO MAĆ, WSTAWAJ, DO JASNEJ CHOLERY, NIE MAM CZASU SIĘ TU Z TOBĄ PIEŚCIĆ!!! – zawyła nagle dziko Lauren, szarpnęła siostrę za fraki i migiem posadziła na kanapie.
– Ciociu! – krzyknęła przerażona Lilly, nie wiedząc, co się dzieje, nigdy przecież nie widziała kłótni obu pań.
Brunetka natychmiast puściła Sophie i przeszła na drugi koniec stołu, gdzie stała małolatka.
– Lilly, przepraszam, wystraszyłam cię? – ukucnęła przed siostrzenicą.
Dziewczynka płochliwie pokiwała głową.
– Przepraszam – powtórzyła Lauren i mocno przytuliła do siebie głowę małolatki, chowając dziewczynkę całą w swoim objęciu. – Przepraszam, nie powinnam była krzyczeć.
– Dobra, mała, zaraz wpół do dziesiątej. Wskakuj w buty i jedziemy, spóźnię się do pracy.
– Przecież miałam jechać z ciocią – wzburzyła się Lilly – po strachu nie został nawet ślad.
– Lilly, ale ja muszę zająć się mamą. Jutro cię zawiozę, ok?
– Nie! – krzyknęła dziewczynka, z zabawną grozą marszcząc brwi.
– Lilly, jedź z Davidem, po szkole przyjedziesz do cioci – mruknęła niespodziewanie Sophie, spojrzawszy na siostrę.
David zbaraniał i sadząc po minie Lauren, ona także.
– Ale na pewno? – dopytywała matkę małolatka.
– Tak, na pewno – potwierdziła niemrawo Sophie i wstała. – Wezmę tylko jakieś ciuchy – bąknęła do siostry i po chwili zniknęła w łazience.
Lilly pobiegła się ubierać i David od razu zapytał:
– Jesteś pewna, że chcesz się na to pisać? Ona naprawdę potrafi wkurwić.
– David, to moja siostra, znam ją trzydzieści trzy lata – odparła spokojnie Lauren, uśmiechnąwszy się w końcu uczciwie. – Posiedzi, zje coś… przynajmniej nie będzie chlać, a ty będziesz spokojny. Zrobię jej ze dwa, trzy słabe drinki bo wiem, co to zjeba, odbiorę Lilly, a ty przyjedziesz po pracy.
– Przyjadę dopiero około czwartej – piątej, mam jeszcze sprawę do załatwienia.
– Ok, mamy przecież telefo…
Nie skończyła, bo przerwała jej wbiegająca jak strzała do pokoju siostrzenica.
– David, już, spóźnimy się – szarpnęła brata, dziwnie podekscytowana, chyba bardzo lubiła te nieszczęsne ćwiczenia.
– Dobrze, już idziemy.
"Kurwa, nie wziąłem prysznica, ani nic, nie przebrałem się…” – pomyślał, niezadowolony.
Po chwili jednak, dochodząc do wniosku, że w pracy i tak się upaćka i będzie musiał zajechać do domu, dał spokój tematowi, poza tym miał ważniejsze sprawy na głowie, a mianowicie Amy.
Poszedł do sypialni i przyniósł komórkę matki, którą położył na stole.  
– Jak będę jechał, zadzwonię – spojrzał na Lauren, zabrał od Lilly plecak, ponieważ był dość ciężki, sprawdził jeszcze kieszenie, czy ma kluczyki i teraz już pośpiesznie opuścił z siostrą mieszkanie.

747 czyt.
100%101
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2044 słów i 11800 znaków, zaktualizowała 18 gru 2017.

1 komentarz

 
  • zabka815

    zabka815 · 19 gru 2017

    Myślałam że będzie gorzej  . Czekam na kolejną część