Zakręty losu #11

UWAGA! ZAWIERA TREŚCI PRZEZNACZONE OSOBOM PEŁNOLETNIM!  

      Przebudziły go niezrozumiałe słowa. Po chwili Sophie powtórzyła: „David, ktoś do ciebie”. Wstał zaspany i podszedł do słuchawki domofonu.
      – Tak…?
      – To ja – usłyszał głos ukochanej.
      – Właź – nacisnął przycisk otwierający drzwi.
      Głowa bolała nadal. Jak zerknął na zegarek stwierdził, że spał niecałe czterdzieści pięć minut. Dochodziła 19:33. Otworzył drzwi, gdy dziewczyna była kilka kroków przed nimi. Od razu dostał całusa i zaprowadził ją do swojego pokoju.
      – Chcesz coś do picia? – zapytał.
      – Jak masz coś zimnego.
      Zniknął w kuchni i wrócił z dwiema szklankami pomarańczowego soku z lodem. Nie zdążył nawet otworzyć ust do dziewczyny, bo małolatka wtargnęła do pomieszczenia.
      – Mała, nie umiesz pukać?! – wkurzył się.
      Spuściła nieco głowę, ale nie na długo, zaraz zaatakowała brunetkę:
      – Cześć. Czemu tak późno przyjechałaś? Chciałam ci pokazać moje puzzle, ale już spakowałam. Nie dam rady ich ułożyć – poskarżyła się.    
      – Pokażesz innym razem – rozweseliła się Amy.      
      – Nie, dzisiaj! – krzyknęła Lilly i zniknęła z pokoju.
      – Sorry, polubiła cię. Teraz nie da ci spokoju – David uśmiechnął się niemrawo.
      Znów chwycił tabletki i chciał wziąć dwie, ale 22-latka natychmiast zareagowała:
      – David! Ile już wziąłeś tych prochów? Nadal boli cię głowa? Musimy jechać do lekarza.
      – Dobrze, pojedziemy, za chwilę – mimo sprzeciwu chłopak łyknął pigułki.
      Lilly powróciła z pudełkiem w dłoniach i wręczyła dziewczynie. Na obrazku Amy zobaczyła dwa małe dalmatyńczyki, leżące na kilku fioletowych poduszkach. Układanka posiadała tysiąc elementów.
      – Pieski mają tylko dwa kolory, poduszki także są jednolite, dlatego masz trudności z ułożeniem. Ale bądź cierpliwa, uda ci się. Nie składaj ich, tylko układaj na jakiejś podkładce, nie ma sensu codziennie zaczynać od nowa – uśmiechnęła się do małolatki i spojrzała na chłopaka.
      – Mówiłem jej, żeby układała na stole w salonie, ale ona się uparła, że w swoim pokoju. Nie mam nic takiego, na czym mogłaby to robić.
      – Ja mam w sklepie dużą, drewnianą sklejkę. Stoi w magazynie już kilka miesięcy. Jest równiutka, nadawałaby się. Przyjedź jutro, to ją zabierzesz, i tak zawala mi miejsce.
      – Ty myślisz, że ona długo pobawi się tymi puzzlami? Dwa dni góra, potem będą leżeć i się kurzyć, niezłożone.
      – Nieprawda! – uniosła się 8-latka. – Ułożę całe, Amy mi pomoże.
      – O nie, moja droga, Amy ci nic nie pomoże. Ona nie ma czasu na zabawę, od tego masz koleżanki.
      – Nie, pomoże! – Lilly się wzburzyła i sympatia Davida uderzyła śmiechem.
      – Jak będę miała trochę czasu, to ci pomogę – oświadczyła, zerkając na chłopaka z przekąsem.
      – Kiedy?! – gówniara się podekscytowała.
      – Nie wiem, może po niedzieli. Teraz nie mam za bardzo czasu.
      – Dobra, mała, dość już tego dobrego! Rozumiem, że w pokoju jest porządek, jeśli przyszłaś tu rozmawiać z Amy?! – wyjechał David.
     Dziewczynka znów spuściła głowę. Zamilkła.
      – To śmigaj sprzątać. Jak przyjdę za dziesięć minut i będzie bałagan, zapomnij o puzzlach z Amy – oświadczył chłodno.
      Lilly zniknęła z pokoju.
      – David, odpuść trochę, przecież to dziecko – wyjechała brunetka z niemałą pretensją.
      – Jakie dziecko...? Ma osiem lat, chyba czas, żeby sprzątała u siebie?
      – Czy te puzzle nie są dla niej za trudne? Tysiąc elementów to sporo.
      David się roześmiał.
      – Za trudne...?! Ona układa dwa tysiące! Ułożyła już trzy sztuki. Fakt, trochę jej pomogłem, ale większość zrobiła sama.
      – To nieźle – zaśmiała się Amy.
      Chłopak nie był zbyt rozmowny. Nie miał ochoty także jechać dziś do szpitala, chciałby znowu się położyć i marzył o tym, żeby już było jutro i żeby łeb przestał pękać. Z drugiej strony  koniecznie chciał wiedzieć, jak się czuje jego przyjaciel.
      – David – pogłaskała go po twarzy. – Chodź, już po ósmej. Lekarz cię obejrzy i coś na to poradzi – rzekła 22-latka, pociągnąwszy go za rękę.
      Gdy wstał, poczuł, jakby ktoś gniótł mu mózg imadłem. Przez chwilę zamigotały przed oczyma srebrno-czarne plamki i chłopak przystanął w miejscu, chowając twarz w dłoniach.
      – Źle się czujesz? – zaniepokoiła się dziewczyna, chwytając go za ramiona.
      – Głowa mi pęka, mam dość.
      – Jedźmy już.
      Wyszli z pokoju i natknęli się na Sophie.
      – Dobry wieczór – powiedziała Amy.
      – Cześć.
      – Amy – wyciągnęła rękę do matki chłopaka.
      – Sophie – odparła kobieta, uścisnąwszy dłoń dziewczyny. – Wychodzisz? – spytała syna.
      – Jadę do szpitala – mruknął, płaczliwym głosem.
      – Gdzie idziecie?! – Lilly wyskoczyła do korytarza. – Mogę z wami?!
      – Lilly, jest po ósmej, szykuj się do spania – nakazała jej matka.
      Małolatka posmutniała.
      – Mała, jadę do szpitala, tam nie wpuszczają dzieci. Poza tym jest późno. Za godzinę wrócę i chcę widzieć cię w łóżku – ucałował siostrę i wyszedł z Amy z domu.
      – Dobranoc! – zdążyła jeszcze krzyknąć brunetka i zaraz byli na zewnątrz.
      Poprowadziła chłopaka za rękę do swojego wozu. Nie dyskutował, nie miał chęci ani sił prowadzić. Kwadrans później byli w szpitalu i David skierował się do pokoju Chrisa.
      – Może najpierw zobacz się z lekarzem? – zaproponowała Amy.
      – Nie, najpierw Chris.
      Znowu nie trafił, bo przyjaciel spał. Amy przywitała się z matką chłopaka i znów zaczęła naciskać:
      – David, Chris śpi. Chodź, zobaczymy, co z tą głową.
      – Dobrze, chodźmy.
      Znaleźli pierwszego lepszego typa w białym fartuchu i chłopak powiedział, o co chodzi.
Facet kazał im poczekać i po kilku minutach przeszła jakaś kobieta, która kazała mu iść ze sobą. Amy poszła z nimi i usiadła przed drzwiami sali, do której wszedł David z pielęgniarką. Tomografia trwała kilka minut, po których chłopak wyszedł do ukochanej.
      – Muszę poczekać na lekarza – poinformował, kładąc rękę na jej nodze, od wewnętrznej strony uda.
      Ten przyszedł po paru minutach.
      – Zapraszam – powiedział do chłopaka, otwierając drzwi gabinetu.  
      Wizyta nie trwała długo. Gdy David opuścił pomieszczenie, oznajmił dziewczynie:
      – Niewielkie wstrząśnienie mózgu, domyślałem się tego. Powiedział, że ból jutro lub pojutrze ustąpi. Mówiłem, że nic mi nie jest – uśmiechnął się.
      – Dobrze, że się przebadałeś.
      – Idziemy do Chrisa – rzekł i ruszyli do sali.
      – Siadaj – powiedział do brunetki, gdyż w środku prócz fotela był tylko jeden stołek.
      – Nie, ty siadaj, źle się czujesz.
      Zrobił to, ale posadził pannę na kolanach. Cała trójka milczała, w końcu David zapytał Ann:
      – O której zasnął? Mówił coś? Jak się czuje?
      – Wszystko ok, tylko trochę ciężko mu oddychać. Nie pamięta nic z wypadku, wie tylko, że wyszedł z domu szukać Billa – wydusiła.
      David nie pytał więcej. Oparł głowę o dziewczynę i patrzył na kumpla. Tabletki nie pomagały, głowa bolała nadal. Czekali godzinę, ale Chris się nie obudził, w końcu David oznajmił:
      – Ann, musimy jechać, muszę wstać bardzo wcześnie. Przyjadę po pracy, około 17:00 – 18:00. Powiedz mu, że byliśmy. I zjedź coś!
      – Dobrze. Dziękuje, że przyjechaliście.
      David już nie zmuszał kobiety do powrotu do domu, wiedział, że będzie protestować. Wstali i wyszli z budynku. Pod dom chłopaka dojechali około 22:25.
      – Chodź, jeszcze wcześnie – rzucił do Amy widząc, że nie wysiadła.
      – Nie, prześpij się, niech ta głowa da ci już spokój.
      – No chodź... na chwilę – nalegał.
      Amy wysiadła i poszła z młodym facetem. Po chwili byli już w jego pokoju. David przyniósł dwie szklanki soku i rzekł:
      – Poczekaj chwilę, zajrzę do małej.
      Matka spała. Zajrzał za łóżko i jakież było jego zdziwienie, gdy nie ujrzał tam pustej butelki. „Schowała” – pomyślał i wsadził głowę do pokoju siostry. Rozkopała kołdrę, więc ją przykrył.
      – Zostaw – mruknęła  – Gorąco. Amy przyjechała?
      – Nie, śpij. Chcesz czerwony koc? Będzie chłodniej.
      – Tak.
      Chłopak sięgnął do szafki na górze i wydobył cienkie, jasnoczerwone nakrycie. Przykrył małolatkę, kołdrę rzucił na fotel w rogu pokoju i chciał wyjść.
      – Kłamiesz. Wiem, że jest, słyszałam jej głos – małolatka nie dawała za wygraną.
      – Lilly, śpij, już późno. Jutro z nią pogadasz.
      – Nie, dziś, tylko chwilę.
      – Nie! – chłopak się zdenerwował. – Więcej jej nie zaproszę, jak będziesz się tak zachowywać. Dobranoc – pocałował ją w czoło i wyszedł.
      Zamknął za sobą drzwi i usiadł przy ukochanej Amy, kładąc rękę na jej udzie      
      – Księżniczko, obstawiamy! Czy Lilly nie wytrzyma i zaraz tu przyjdzie, czy jednak trochę ją nastraszyłem? – zaśmiał się. – Ma dobry słuch. Już wyczaiła, że jesteś i nie daje mi żyć.  
      Dziewczyna się rozradowała.
      – To zależy, czym ją nastraszyłeś?
      – Powiedziałem, że cię więcej nie zaproszę.
      – Myślę, że nie przyjdzie.
      Ale się pomyliła, za chwilę rozległo się ciche pukanie. Para równocześnie się roześmiała.
      – No właź! – krzyknął David, uśmiechnięty od ucha do ucha. – Słucham...? – spojrzał z zabawną surowością, gdy Lilly weszła bojaźliwie do pokoju.
     – Chciałam powiedzieć „dobranoc” – mruknęła, spojrzawszy niepewnie na brata.
     – Dobranoc – Amy mocno ją uściskała, dając całusa w policzek.
     – Już...? Pożegnałaś się...? To zmykaj do łóżka – rozkazał chłopak i małolatka wyszła. –Widzisz, jak kombinuje? – spojrzał na ukochaną. – Ja tak nie kombinowałem, jak byłem mały.
      – Jest świetna!
      – Jest późno, ale może chcesz coś zjeść? Sam bym coś przekąsił. Prochy pewnie nie działają, bo mało dziś jadłem. Zamówię pizzę, za dziesięć minut będzie – wpatrywał się w brunetkę.
      – Dobrze.
      – Jaką? – zapytał, chwytając telefon .
      – Pepperoni.
      – No...widzę, że się dogadaliśmy! Też lubię pikantną – ucieszył się i zaraz zamówił posiłek.
      Pizza przyjechała po czternastu minutach i zaraz do niej dopadli. David, mimo bólu, był głody jak wilk. Zjedli dość szybko i Amy spojrzała na zegarek.
      – David, piętnaście po jedenastej, powinnam jechać.
      – Nie chcesz zostać? Jest dużo miejsca – wskazał łóżko brata.
      Spojrzała na niego, zaskoczona.
      – Chcesz, żebym została?
      – Tylko jest jeden problem...  
      – No mów!
      – Wstaję o szóstej, nie wyśpisz się.
      Dziewczyna się zaśmiała.
      – Jeśli chcesz, żebym przenocowała, w porządku. Dośpię w sklepie, mam tam duże łóżko.  
      – A może...  
      Patrzyła na niego chwilę z oczekiwaniem, gdyż nadal nie kończył.
      – No co? – uśmiechnęła się.
      – Dobra, nic, nieważne.
      – David...!
      – Nic, najwyżej w sobotę. I tak pracujesz krócej, ja pewnie też.
      – Wkurzasz mnie, zaczynasz i nie kończysz – szturchnęła go.
      – Myślałem, żebyś zrobiła sobie jutro wolne i pojechała ze mną do mojej znajomej. To starsza babcia, ale bardzo fajna. Ja tkwię na tej drabinie, a ona się nudzi. Posiedziałybyście przy kawie, świetnie się z nią gada. Kiedy ostatnio miałaś wolne?
      – W ubiegłą niedzielę – zaśmiała się.
      – Amy, ja pytam poważnie, a ty robisz sobie jaja – też się rozweselił.
      – Nie wiem, nie pamiętam... dawno.
      – No to jak? Jeden dzień to nie katastrofa. Prześpisz się u niej i wstaniesz o 9:00 czy 10:00, akurat będę pił drugą kawę.
      – Chyba żartujesz! Zajadę do obcej kobiety i będę spać! – oburzyła się.
      – Ona zrozumie, to świetna babka.  
      – Nie, tak nie wypada.
      – Aj tam, nie wypada. Znam ją lepiej i wiem, co wypada. To dobrze, zrobimy inaczej. Pojedziemy do niej o 9:00, jak się wyśpisz, ok? – uparł się.
      – Nie, David, tak nieładnie. Jak chcesz, to najwyżej w sobotę.
      – Dobra, ale na pewno. Powiem jej, że przyjadę na dziewiątą.
      – Dobrze, na pewno.
      – Chcesz się odświeżyć? – zapytał.
      – Nie, brałam prysznic.
      – pół do dwunastej, idziemy spać?
      – Jasne, musisz się wyspać.
      Chłopak przez rozmowę zapomniał o głowie i stwierdził, że ból nieco zmalał, choć nie zniknął. Rozebrał się do bokserek i zgasił światło.
      – Wyskakuj z ciuchów, nie wyśpisz się ubrana. Nie będę podglądał – zaśmiał się. –  Dać ci jakąś koszulkę?
      – Nie trzeba.  
      – Łóżko jest duże, powinno być ci wygodnie – stwierdził, leżąc już w swoim.
      Amy rozebrała się do bielizny, ale nie poszła na pryczę Marka, tylko położyła się koło chłopaka.  
      – To też jest duże, prawda? – ironizowała.
      – Takie samo, akurat na dwie osoby.
      – Może chcesz spać sam, głowa ci dokucza?
      – Jaja se robisz...?! Jakimże byłbym frajerem, gdybym wygonił laskę z wyra? – zarechotał cicho.
– Zwłaszcza, że sama do niego wskoczyła.
      Dostał ostrego kuksańca, po czym oboje się roześmiali. Leżeli na plecach, ciesząc się jak dzieci.
      – Kur... zapomniałem! – chłopak wstał i przekręcił klucz. – Teraz jest, jak należy. Mała ma tendencje do przychodzenia w nocy. Nie chcę, żebyś dostała zawału – oznajmił.
      Amy odwróciła się do niego i obejmując go w pasie, położyła zgiętą nogę na jego brzuchu.
      – Tak, Lilly to dobra wymówka – uśmiechnęła się.  
      – Myśl, co chcesz, ale taka jest prawda. Poza tym to ty zakładasz na mnie nogi, nie ja na ciebie, więc o czym mówisz, śliczna? – wyjechał, zadowolony.
       Chwilowo zamilkła, ale zaraz odparła:
      – Tak mi wygodnie.
      David odpuścił i zapadła cisza.
      – Boli jeszcze? – spytała po chwili, głaszcząc go po głowie.
      – Trochę mniej, ale boli.
      Leżał z zamkniętymi oczyma. Czuł przyjemne głaskanie po policzku i nie potrzebował niczego więcej. Miała ciepłą i delikatną dłoń. Po chwili poczuł usta dziewczyny przy swoich. Odwzajemnił pocałunek. Poruszająca się noga brunetki wywoływała u chłopaka przyjemny dreszczyk, gdyż jej piszczel leżał dokładnie na dolnej części jego ciała. Zadygotał lekko. Dziewczyna się zaśmiała i po chwili znów przywarła do jego warg. Całowali się coraz namiętniej. Położyła się na niego, nie przerywając działań. Po kilku chwilach chłopak rozpiął jej stanik, którego zaraz nie było.  
      Zaczął głaskać ją od karku, aż po pośladki, przytulając dziewczynę mocniej do siebie. Trwali w tej pozycji jakiś czas, po czym David przekręcił sympatię i zawisł obok, jeszcze czulej wpijając się w jej usta. Ręka w mig znalazła się na piersi i zaczęła pieścić ją z pożądaniem. Po kilkunastu sekundach miejsce ręki zajęły usta i Amy lekko zadrżała. Wplotła palce w jego włosy. Gdy powrócił ustami do warg, przekręciła go na plecy, wsuwając dłoń w jego bokserki. Westchnął cicho. Głaskała go nieco agresywnie i chłopak z sekundy na sekundę oddychał coraz głośniej. Nie pobawiła się długo, zaraz znowu leżała na wznak, otulona ciałem ukochanego. Zaczął całować jej po klatkę piersiową, z każdą chwilą schodząc coraz niżej, zdejmując też po drodze dolną część jej bielizny. Jak już usta znalazły się tam, gdzie powinny, panna zadygotała jeszcze mocniej. David się nie śpieszył, pobudzał dziewczynę powoli, czując, jak każdy jego ruch wywołuje u brunetki coraz dziwniejsze odruchy.
       W końcu wyłonił się spod kołdry i wrócił do piersi. Ciało Amy zrobiło się wilgotne, a oddech bardzo szybki. Po krótkiej zabawie opuścił jej krągłości i znów pocałował ukochaną. Wślizgnął się w nią delikatnie, nie przerywając pocałunku. Wydała cichy, przyjemny odgłos. Zaczął wolno kołysać się nad brunetką, lecz niebawem zabrakło mu tchu, przeniósł więc usta na jej szyję. Wsuwał się w nią do samego końca, robiąc to z wielką czułością. Panna oddychała już bardzo głośno, wydając z siebie rozkoszne pomruki. Cały czas wodziła rękoma po jego włosach i szyi, wywołując u chłopaka coraz większą euforię. Nie najnowsze łóżko delikatnie trzeszczało pod ich rozgrzanymi ciałami.
      – Twoja matka nas usłyszy – wydusiła nagle zdyszana 22-latka.
      – Martwi cię to? Bo mnie wcale – uśmiechnął się David, przerywając chwilowo swoje działania.
      Za moment  wznowił jednak czynności, przylegając do gorących ust brunetki. Trwali w tej ekstazie jeszcze około dziesięciu, może piętnastu minut, starając się tłumić coraz to donośniejsze dźwięki. Byli już calutcy mokrzy. Amy, kończąc, starała się zachowywać cicho, lecz niezbyt jej to wyszło. Głośne odgłosy przeszły po całym pokoju.
      Gdy było po wszystkim, David legł obok sympatii, obejmując ją w pasie. Odpoczął chwilę, po czym się podniósł, nalał soku i dał dziewczynie. Wypiła całą szklankę i wstała w celu poszukiwania bielizny. Nałożyła tylko dolną część i wróciła do łóżka, przytulając się do młodego faceta.
      – Gorąca z ciebie dziewczyna – oświadczył chłopak.
      Amy milczała, uśmiechając się delikatnie.
      – Księżniczko. Mamy cienką kołdrę, jakby było ci zimno, to mnie zbudź, ok? Choć raczej nie powinno.
      – Dobrze.
      – Miłych snów – ucałował ją głęboko i zamknął oczy.
      Spali pięć minut później.

      
      Gdy otworzył oczy, pierwszą rzecz, jaką poczuł, to nieprzyjemne gorąco. W mieszkaniu było dość ciepło, do tego Amy leżała na nim prawie cała, oczywiście z nogą na jego brzuchu. Spojrzał na czas – 7:46.
      – Kurwa mać! – zerwał się jak oparzony.
      Zapomniał przestawić budzik z 8:00 na 6:00.
      – Co się stało? – spytała półprzytomna dziewczyna.
      – Zaspaliśmy.
      Amy wstała i od razu wskoczyła w ciuchy.
      – Jak chcesz, to pośpij jeszcze. Zostawię ci klucz. Matka nie będzie cię zaczepiać, nigdy tego nie robi – oznajmił, nakładając szare spodenki.
      – Nie, pojadę do siebie.
      – Dobra, wypijmy kawę. I tak już jestem spóźniony, więc bez różnicy.
      – Muszę iść do łazienki.
      – Na końcu korytarza.
      Amy przekręciła klucz i wyszła z pokoju, a David udał się do kuchni, w celu wstawiania wody do zagotowania. „ Czemu nie wziąłem jej numeru?” – pomyślał w tej chwili o Betty, zasypując dwie kawy.
      Wyjął pieczywo i gdy dziewczyna weszła do pomieszczenia, posmarował masłem już cztery kromki. Położył na nie dwa rodzaje szynki, żółty ser i pokrojonego w plasterki pomidora.
      – Smacznego – postawił przed ukochaną.
      – Mam jeść sama?
      – Zaraz sobie zrobię – oznajmił,  wyjmując następne dwie kromki.
      Pomazał masłem orzechowym, marmoladą i postawił z brzegu stołu, przy oknie.  
      – Pijesz z mlekiem? – wskazał na kubek.
      – Tak.
      Zalał obie kawy, w tym dziewczynie pół kubka i dał jej cukier oraz mleko. Zrobił sobie cztery kanapki i usiadł obok. Gdy zjadł wszystkie, Amy kończyła trzecią. Gdy już się z nią uporała, odsunęła talerz.
      – Dziękuję, ale czwartej nie wcisnę. Za dużo zrobiłeś – oznajmiła, po czym namiętnie go ucałowała.
      Trwaliby w tym pocałunku chyba do południa, gdyby nie przerwał im donośny głos małolatki:
      – Widziałam, jak się całujecie! – oświadczyła uroczyście, zaglądając do kuchni.
      David zerwał się z uśmiechem, ale Lilly migiem schowała się w łazience, zamknąwszy od środka. Amy śmiała się wesoło z zaistniałej sytuacji. Mała po kilku minutach wyszła z toalety, wtargnęła do pomieszczenia i bez skrupułów uwiesiła się na szyi Amy.
      – Nocowałaś u nas?  – zapytała wesoło.
      – Mała! – wzburzył się chłopak. – Siadaj do śniadania!
      Naburmuszyła się, ale uwolniła młodą kobietę i usiadła przy stole. David nalał jej soku i wrócił do powolnego sączenia kawy. Nagle oświadczył ukochanej:
      – Widzisz...? Już z bratem się nie wita, poszedłem w zapomnienie – rozweselił się.
      – I tak bywa... – uśmiechnęła się.
      – Dziś piątek, kończę o trzeciej – wtrąciła się małolatka.
      – Wrócisz autobusem, nie zdążę cię odebrać. Do szkoły też nim pojedziesz, nie mam już czasu.
      Lilly spuściła nos na kwintę.
      – Na którą ma? – zapytała Amy.
      – Na dziesiątą.
      – Mogę ją podrzucić. Odebrać też mogę, to kwestia dwudziestu minut. Poczeka u mnie, skończysz pracę i po nią przyjedziesz. Zjesz coś przy okazji.
      – Księżniczko, nie chcę robić ci kłopotu – spojrzał na siostrę, która miała już błysk w oczach.  
      – David, przestań wydziwiać! Rano nie mam klientów, a po południu oderwę się na chwilę od pracy. Szukasz problemów tam, gdzie ich nie ma – rzuciła brunetka, wiejąc chłodem.
      – Chcę jechać z Amy – oświadczyła małolatka, gapiąc się na brata.
      – Ty akurat masz tu najmniej do powiedzenia.
      Zamilkła.  
      – Cześć – przywitała się wchodząca do kuchni Sophie.
      – Dzień dobry – mruknęła Amy, skrępowawszy się odrobinę.
      Matka chłopaka chwyciła kubek i zasypała sobie kawę. Jej mina nie ukrywała zdziwienia z faktu obecności 22-latki.
      – Synu, wychodzisz tak wcześnie? Przecież nie idziesz do pracy.
      – Idę.
      – Gdzie?
      – Czy to ważne?
      – David... – wycedziła, zaniepokojona.  
      Bała się, że znów zrobi coś niezgodnego z prawem. Amy siedziała, nieco zagubiona, głos ukochanego brzmiał bardzo dziwnie.
      – Robię remont u znajomej – obwieścił matce. – Amy odwiezie małą do szkoły, a potem odbierze. Zrób jakieś zakupy. Normalne zakupy! – rzucił jednoznacznie, wstał i dał matce sto dolarów. U Lilly natychmiast pojawił się szeroki uśmiech.
      – Nie myśl, że tak będzie często. To tylko dziś, w drodze wyjątku – uświadomił ją David. – Prawda? – spojrzał na brunetkę.
      – Jasne.
      – Księżniczko, co robimy? Jest wpół do dziewiątej. Pojechałbym już, ale dla was to za wcześnie.
      – Nic nie szkodzi, pojedziemy do sklepu. Zrobię jej gorącą czekoladę i o 9:30 zawiozę do szkoły. Co ty na to? – uśmiechnęła się do dziewczynki.
      – Tak, jedziemy! – krzyknęła poruszona 8-latka.
      – Ok, jak uważasz. Wypiłaś kawę? Możemy iść?
      – Tak.  
      Wstali od stołu.
      – Do widzenia – Amy się pożegnała i ruszyła z rodzeństwem w stronę korytarza.
      – Lilly, bądź grzeczna! – krzyknęła kobieta do córki.
      Gówniara w mig nałożyła nowe adidasy, zawiązała i po chwili byli już pod klatką.
      – Jak twoja głowa? – zapytała Amy.
      – W porządku, sen mi dobrze zrobił.
      – Może nie tylko sen – uśmiechnęła się z przekąsem.
      – Być może – odwzajemnił uśmiech. –  Ok, spadam. Mała, słuchaj się Amy. Jeśli się dowiem, że coś było nie tak, więcej z nią nie pojedziesz. Rozumiemy się?
      – Przestań, przecież jest grzeczna – szturchnęła go brunetka.
      – Zadzwonię po południu, o której mniej więcej skończę. Cześć – pocałował dziewczynę i wsiadł do auta, ale zaraz krzyknął:
      – Lilly, chodź tu!
      Podeszła.
      – Kup coś na lunch – dał jej pięć dolców.  – I masz być grzeczna, nie męczyć Amy! – powtórzył z naciskiem i Lilly zaraz wsiadła do BMW.
     David poczekał, aż odjadą i ruszył do staruszki. Jechał bardzo szybko, rozglądając się za radiowozami. Dotarł pod jej dom po dwudziestu minutach. Zapukał. Otworzyła mu po chwili i od razu się uśmiechnęła.
      – Betty, przepraszam, zaspałem – tłumaczył się, wchodząc do środka. – Łeb mi wczoraj pękał, do tego zapomniałem o przestawieniu budzika – dodał.
      – Przecież nic się nie stało. Chodź, zjesz coś.
      – Dziękuję, jadłem, ale słabą kawą nie pogardzę.
      – Chodź do kuchni.
      Chłopak dopiero teraz wyczuł, ze ton głosu kobiety nie jest tak ciepły, jak zawsze.
      – Betty, coś się stało?
      – Nie, co miałoby się stać?
      David się wyciszył, ale bacznie obserwował krzątającą się przy kuchence starszą panią. Nie wydawała się być zła, raczej smutna. Poza tym od dobrych dwóch minut nie odezwała się ani słowem, co było bardzo dziwne.
      – Betty, co się stało?! – zapytał, teraz już agresywniej.
      – Nic, źle się czuję.
      – Co ci jest? Zawiozę cię do lekarza.
      – Nie trzeba, to tylko podwyższone ciśnienie.
      Chłopak był już mocno zaniepokojony, widział, że coś jest nie tak.
      – Usiądź, sam zrobię kawę – podszedł do niej i posadził ją na krześle. – Zrobić ci herbaty?
      – Tak, stoi obok kawy. Dziękuję.
      Przygotował dwie szklanki i czekał na wodę. Nadal przyglądał się kobiecie, która była jakby otępiała. Woda się zagotowała i David zalał oba napoje. Podał Betty cukier, posłodził kawę i usiadł obok.
      – Betty, mów co jest grane! – przeszył ją nakazującym spojrzeniem.
      – Davidku, nic. Dlaczego jesteś taki uparty?
      – Jak to nic?! Czemu nie chcesz powiedzieć? Ja zawsze byłem z tobą szczery, a ty...? Masz prawo mi nie ufać, ale jeśli coś złego się dzieje, chciałbym o tym wiedzieć – naciskał z wyraźnym wzburzeniem w głosie.
      Staruszka milczała.
      – Betty...! – krzyknął w końcu.
      – Dobrze, pokażę ci, ale obiecaj, że nie zrobisz nic głupiego – wydusiła.
      Znała charakter chłopaka, bała się jego reakcji.
      – Pokaż.
      – Chodź – strachliwie wstała z miejsca i wyszła na zewnątrz.
      Zaprowadziła go na tyły domu i chłopak oniemiał! Na tylnej ścianie budynku napisane było jaskrawo-czerwoną farbą: „Wiedźmo! Wyprowadź się i przestań w końcu straszyć!”
      – Kiedy to odkryłaś?
      – W nocy słyszałam, jak ktoś chodzi za domem. Widziałam delikatne światło latarki, poza tym potknął się o coś, bo usłyszałam metaliczny brzdęk. Bałam się wyjść, bo było po północy. Myślałam, że wejdzie do domu. Potem całą noc nie spałam – mówiła, roztrzęsiona.
      – Masz zatargi z kimś, prócz tego dupka? – wskazał palcem na dom elegancika.
      – Nie, tu mieszkają bardzo sympatyczni ludzie.
      – Wezwałaś policję?
      – Tak. Rozmawiali z nim w nocy, ale do niczego się nie przyznał. Otworzył im w piżamie, więc uznali, że to nie on. A przecież ja dobrze żyję z resztą mieszkańców – tłumaczyła rozbita kobieta.
      „ Kurwa! Albo jest bardzo odważny, albo bardzo głupi” – pomyślał chłopak, ostro już wkurzony.
      – Chodź, wypijesz herbatę – powiedział do starszej pani.
      Wrócili do kuchni i David od razu poprosił:
      – Daj mi swój numer – wyjął komórkę.
      Podyktowała mu, zapisał i upił trochę kawy. Po kilku minutach szklanka chłopaka była pusta. Zbliżała się 10:00, wstał więc i poszedł się przebrać. Po kilku minutach już tkwił na drabinie, z boku domu. Dopiero, gdy podniósł do góry prawą rękę, poczuł ból, spowodowany wcześniejszym drapaniem. Do godziny 13:00 skończył połowę ściany i przymierzał się do wypicia kolejnej kawy, lecz Betty go uprzedziła, przychodząc i oznajmiając:
      – Davidku, chodź, zjesz coś
      Weszli do domu i do chłopaka od razu doszedł miły, słodki zapach. Klapnął w kuchni i zaraz dostał kawał placka z jagodami i kawę. Napił się odrobinę.
      – Widzę, że już wiesz, ile słodzę – wyszczerzył zęby, wgryzając się w ciasto. – Pycha! – oznajmił, wywołując radość na twarzy kobiety.
      Nie wznawiał tematu w kwestii aktu wandalizmu za domem, ale o zarozumialcu nie zapomniał. Nie mógł dojść, jak można być takim gnojem, zwłaszcza dla takiej świetnej osoby, jaką była Betty.
      – Mogę przyjechać jutro z Amy? – wyjechał z zaskoczenia. – To miła dziewczyna. Ja pracuję, a ty się nudzisz, pogadałybyście sobie – wpatrywał się w znajomą.
      – Pewnie, przywieź ją.
      – Na pewno? Nie zgadzaj się tylko temu, żeby zrobić mi przyjemność.
      – Nie robię tego, chętnie ją poznam.
      – Ok – ucieszył się i wrócił do ciasta.
      Zniknęło błyskawicznie. Dopił kawę i stojąc jeszcze pod drabiną, wykręcił numer Amy.
      – Stęskniłeś się? – usłyszał.
      – Jasne. Zawsze tęsknię – zarechotał.  – Jak tam Lilly, nie dała ci w kość?
      – Nie, była bardzo grzeczna.
      – Dobra, dobra! A jakby nie była, na pewno byś mi o tym powiedziała, prawda? – zaśmiał się głośno.
      – Nie ironizuj! Pewnie, że bym nie powiedziała!  
      – Przed 15:00 skończę. Będę u ciebie po trzeciej.
      – Dobrze, czekam.
      – To na razie – rzucił i zakończył połączenie.
      Nagle dojrzał gogusia po drugiej stronie ulicy.  
      – Hej, poczekaj no...! – krzyknął, ruszając w jego stronę.
      Typek ani myślał czekać na chłopaka.Natychmiast przyśpieszył kroku. Gdy David ruszył biegiem, gość się zerwał i biegiem wpadła do domu, zatrzasnąwszy się w nim od środka. Młody facet nie gonił go dalej, zawrócił na środku jezdni i udał się w drogę powrotną. „Capnę cię jeszcze, frajerze” – pomyślał, wspiął się drabinę i wznowił pracę. Do trzeciej po południu zeskrobał prawie całość, szło mu jak z płatka. Wyschnięta na wiór farba nie stawiała żadnego oporu. Gdy już sprzątnął cały bajzel, poszedł do kuchni.
      – Betty, pojadę już. Skończyłbym to dziś, ale muszę odebrać siostrę, jak co dzień zresztą.
      – Nie ma problemu, nie musisz mi się tłumaczyć. Poznam ją kiedyś?
      – Mogę ją przywieźć któregoś dnia, ale ostrzegam: ona potrafi zamęczyć. I nie pokazuj jej, że masz dużo ciasta – zaśmiał się głośno, powodując wesołość staruszki.
      – Niech męczy, uwielbiam dzieci. To za nie posprzeczałam się z "arystokratą" – szydziła kobieta.
      – Daj klucz od garażu, muszę coś sprawdzić – poprosił i zaraz go dostał.
      Poszedł do niego zaczął grzebać w pudle, gdzie leżały różne, stalowe śmieci. W końcu wpadły mu w oko dwa metalowe, twarde pręciki. Obejrzał je i schował w kieszeń.
      – Znalazłeś, co ci trzeba? – zapytała, gdy wrócił do kuchni.
      – Nie, myślałem, że masz pędzle. Ale to nic, kupimy – uśmiechnął się. – Idę się przebrać – oznajmił i wyszedł.
       Po dwóch minutach wrócił w czystym ubraniu.
      – Zawieź siostrze – rzekła Betty, podając 22-latkowi kawałek placka.
      – Dziękuję – uśmiechnął się zaskoczony, biorąc pakunek. – Uciekam. Jutro będę o 8:00, dobrze? Ty dłużej pośpisz, a ja zdążę zrobić gówniarze śniadanie.
      – Dobrze, nie ma problemu.
      – To do zobaczenia.
      Ponownie zatrzymał Mazdę kilka metrów za płotem znajomej. Wysiadł i ruszył w stronę domu lalusia. Przyłożył ucho do drzwi, ale nie dochodziły zza nich żadne odgłosy. Włożył oba druty w otwór na klucz, poruszał delikatnie i po chwili i usłyszał cichy trzask. Wślizgnął się do środka i bezszelestnie zamknął za sobą drewniane drzwi.

1 578 czyt.
100%3
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 5242 słów i 30860 znaków

Dodaj komentarz