Zakręty losu #40

"Kurwa, jeśli coś jej się stanie…” – warczał w duchu, maksymalnie wkurwiony.  
– David – zatrzymała go nauczycielka, nawet nie zauważył, że czeka na niego obok sekretariatu.  
– Nie mam czasu, muszę szukać Lilly – rzucił, niemniej jednak się zatrzymał.
– Jest pan… jesteś samochodem? – zapytała szatynka.
– Nie, ale to nie problem, zaraz zdobędę auto.
– Chodź, pojedziemy razem. We dwoje będzie łatwiej – zaproponowała, nadal będąc mocno poddenerwowaną.
– Proszę pana! – krzyknęła nagle Wendy, która podbiegła do chłopaka.
Odwrócił się.
– Czy znajdzie pan Lilly? – zapytała, dość mocno płaczliwym głosem.
– Znajdę – odparł, wpatrując się bacznie w dziewczynkę.
– Ale proszę pana… – wybąkała niewyraźnie, zachowywała się dość dziwnie.
Ukucnął przed nią widząc, że chce coś powiedzieć, lecz nie przychodzi jej to łatwo, lub po prostu się boi.
– Słucham – uśmiechnął się ciepło.
– Czy Lilly jest chora? – zapytała cichutko.
David wywalił oczy, kompletnie zaskoczony, teraz czekał tylko, o czym, co go totalnie dobije, jeszcze się dowie.
– Nie. Dlaczego pytasz? Coś się stało?
– Bo ona w ogóle w szkole nic nie je i kilka razy słyszałam nawet, jak wymiotowała. Ona tego nie wie, że ja słyszałam. Ja wiem, że ma pieniądze, ale ich nie wydaje, no i jest jakaś taka zaspana i w ogóle ze mną nie gada. Proszę pana, ona zrobiła się taka dziwna, no… taka jakaś… smutna – wydusiła Wendy, przerażając chłopaka do głębi.
– Wendy, co ty mówisz? – Annie także ukucnęła. – Nic takiego nie zauważyłam – spojrzała na Davida.
– I jeszcze słyszałam kiedyś, jak płakała, ale ona też o tym nie wie. Ona siedziała w łazience i płakała, a potem spóźniła się na lekcję – dodała małolatka.
David już zwątpił, otrzymując coraz więcej, coraz gorszych informacji zaczynał już wariować.
– Pytałaś ją o to, rozmawiałaś z nią? – zapytał łagodnie widząc, że dziewczynka jest ewidentnie spłoszona.
– Tak, ale ona powiedziała, że nic jej nie jest. Ale to nieprawda, to wszystko wina Emily – rzekła Wendy, spuszczając głowę, jakby wstydziła się, że jest skarżypytą nawet, jeśli chce pomóc Lilly.
– Jak to Emily? – teraz Annie złapała dziewczynkę za ramiona.
– No bo… – mruknęła małolatka i jeszcze bardziej spuściła wzrok.
– Wendy… – naciskała delikatnie szatynka.
– Bo ona nie pierwszy raz powiedziała, że mama Lilly jest jakaś... chora. Powiedziała kiedyś, że jest obłąkana, bo jak widziała ją z tatą w mieście, to była taka… dziwna –mruknęła dziewczynka. – I tata jej powiedział, że zabiorą jej mamę szpitala, a Lilly do domu dziecka, bo ona jest jeszcze mała, a małe dzieci nie mogą mieszkać z nienormalną mamą. I że wszyscy będą się z niej śmiać, bo nikt nie lubi… – dziewczynce znów utknęły słowa.
David nie naciskał, czekał, podobnie Silvers, która wyglądała, jakby nie wierzyła w to, co słyszy.
– Wendy – rzekła w końcu po dłuższej chwili milczenia.
– Ja nie pamiętam, jak to się nazywało. Że nikt nie lubi… przybłęd… chyba tak, i że zamkną ją na długo i że tam dostanie od innych dzieci, bo one nienawidzą nowych i że wypuszczą ją dopiero, jak będzie duża – dodała małolatka i to już było Davidowi za dużo.
– Przepraszam – bąknął chłopak, szybko wstał i udał się w stronę wyjścia, lecz nauczycielka natychmiast go zatrzymała.
– Co chce pan zrobić? – zapytała, zaniepokojona.
– Nic, muszę jej poszukać.
W tym momencie do szkoły weszła matka uczennicy i dziewczynka natychmiast do niej podbiegła. Po chwili kobieta stanęła przed Annie.
– Co się stało? – spytała, nie rozumiejąc, dlaczego tak wcześnie córka kończy lekcje.
– Nic takiego, mieliśmy tu małe zamieszanie – odparła Annie.
– Czy Wendy narozrabiała?
– Nie, skąd… – zaśmiała się nauczycielka.  
– Na pewno?
– Tak, proszę się nie denerwować.
– Czyli mogę ją już zabrać? Bardzo śpieszę się do pracy. Czy jutro lekcje są normalnie?
– Tak.
– Dobrze, to dziękuję bardzo za telefon. Do widzenia – rzekła wysoka brunetka i po chwili zniknęła z córką z budynku.
– Proponuję wspólne poszukiwania, mam samochód. No i we dwoje może szybciej ją znajdziemy, to moja podopieczna, martwię się – rzekła Annie, zwracając błagalny wzrok w stronę chłopaka.
Poprosiła bardzo płytko i nieco strachliwie, dobrze odczytała minę wkurwionego Davida.
– Dobrze, chodźmy – chłopak nie stawiał oporu, poza tym przecież "co dwie głowy…”.
Minutę później siedzieli już w srebrnym Fordzie kombi i Annie ruszyła, kierując się w stronę centrum.
– Pan… David, naprawdę nie wiem, co mam powiedzieć, ja naprawdę… ja po prostu nie miałam pojęcia… – wydukała zawstydzona dziewczyna.
– W porządku, nie pani wina – mruknął chłopak.
– Znowu ta pani? – uśmiechnęła się mdło.
– Nie mogę się przyzwyczaić.
– Annie – dziewczyna wyciągnęła dłoń, którą chłopak uściskał, podając swoje imię i gdy "formalności” stało się zadość, Annie zapytała:
– Nie zauważyłeś niczego? Czy w domu… czy Lilly w domu zachowuje się normalnie?
– Tak, i właśnie to mnie dziwi, choć z drugiej strony nie dziwi wcale.
– Nie rozumiem…
– Ona nigdy nie lubiła się skarżyć, nawet, jeśli sprawa była poważna. I to się raczej nie zmieni, Lilly już taka jest.
– Ale jakim cudem ja niczego nie zauważyłam? – Annie nie mogła darować.
– Normalnie, Lilly to bardzo dobra aktorka.
– Ale ja jestem jej nauczycielką, widzę ją praktycznie cały dzień, powinnam zwrócić na nią większą uwagę, zwłaszcza po tym, jak zaczęła być taka nieobecna. Ja naprawdę przepraszam, to wszystko moja wi…
– Przestań, to nie jest niczyja wina, wina leży tu tylko i wyłącznie po stronie tej bezczelnej smarkuli i jej zadufanego w sobie tatusia! – warknął David, marząc przy okazji, aby jeszcze kiedyś spotkać bydlaka.
– Gdzie mam jechać? – zapytała Annie, ponieważ właśnie wjechali do centrum.
– Jedź pod moją kamienicę – chłopak podał adres, choć sam nie wierzył, że Lilly tam jest.
Gdy Ford się zatrzymał David jak strzała ruszył do domu i jeszcze szybciej wpadł do środka, lecz małolatki tam nie było, poza tym przecież nie miała kluczy.
– Lilly! – krzyknął, gdy wyszedł z powrotem na klatkę. – Lilly!!! – wrzasnął, nadal bez rezultatu, wrócił więc do wozu i chwycił leżący na tylnym siedzeniu plecak siostry, który zabrał ze szkoły.
– Co robisz? – usłyszał.
– Zobaczę, może czegoś się dowiem, choć bardzo wątpię – odparł i zaraz otworzył torbę.
Powyciągał wszystko, lecz nie było tam nic szczególnego, tylko kilka książek, blok z jakimiś rysunkami, przybory szkolne, dwie kanapki i sok. Ale było jeszcze coś, coś, na co Annie od razu zwróciła uwagę, a mianowicie jakieś ubrania.
– Po co jej ubrania do szkoły? David, to bardzo niepokojące, co mamy o tym myśleć? – zapytała, przerażona, przewracając w dłoniach prócz stroju na ćwiczenia parę materiałowych spodni, dwie bluzki, a nawet dwie pary skarpetek i jedną bieliznę.
– Pewnie szykuje się już na przeprowadzkę – warknął ironicznie David, uśmiechnąwszy się z rezygnacją.
– Dobrze, żarty żartami, ale nie pomyślałeś, że Lilly na poważnie odebrała te głupoty i dlatego nosi tyle ciuchów? Jest bardzo mądra jak na swój wiek i może bała się, że zabiorą ją ze szkoły? Dzieci różnie odbierają takie durne żarty, tylko nie mogę uwierzyć, że Lilly. Przecież kto, jak kto, ale ona nie powinna uwierzyć w te bzdury, moim zdaniem jest na to za bardzo ogarnięta.
David spojrzał na zegarek – za dziesięć druga i wykręcił numer Lauren.
– Jedź na Meadow Valley, zabiorę stamtąd samochód – poprosił i dziewczyna bez słowa ruszyła.
Ciotka odebrała po dłuższym czasie.
– Lauren, czy Lilly jest u ciebie? – wydusił.
– Lilly? – osłupiała. – Przecież jest w szkole.
– Nie mam jej, uciekła. Czyli nie dzwoniła – stwierdził, o mało już nie płacząc.
– Ale jak to: "uciekła?”, jak to: "nie dzwoniła” Co się stało? – dziewczyna się denerwowała.
– Nie wiem, kurwa, szukam jej. Zaraz przyjadę to wszystko wyjaśnię.
– Ale dlaczego uciekła? Poszła na wagary? – dopytywała ciotka. – Dzwoniła? Jak może zadzwonić, przecież nie zna numeru.
– Oj, zdziwiłabyś się… – mruknął David.
– Gdzie mam jechać? – zapytała Annie, gdyż właśnie dojeżdżali do osiedla staruszki, dziewczyna nie patyczkowała się z samochodem.
– Prosto.
– David, do cholery, co się dzieje? Gdzie Lilly? – zagrzmiało ze słuchawki.
– Nie wiem, mówiłem – narozrabiała i uciekła.
– Narozrabiała? Lilly? – brunetka nie dowierzała.
– Dobra, kończę, muszę zabrać samochód i przejechać się jeszcze po mieście, muszę ją znaleźć.
– Ale Da…
Nie dokończyła, bo chłopak wyłączył rozmowę i wykręcił numer Amy. Telefon nadal był wyłączony i David już nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć.
– Kurwa – syknął. – Przepraszam. Tamten dom – pokazał dziewczynie budynek, pod którym zaraz się zatrzymała. – Zaraz wracam – bąknął i wysiadł.
Pukał i pukał, lecz Betty nie otwierała, najwyraźniej gdzieś wyszła. Postał jeszcze chwilę i wrócił do Annie.
– Pojadę swoim, i tak muszę go zabrać. Dzięki za podwózkę – zajrzał przez szybę.
– Ale co z Lilly?
– A co ma być? Będę jej szukał.
– A ja?
– Nie mam pojęcia, chcesz, to się przejedź, ale jeśli ona naprawdę mocno się wystraszyła przewiduję, że niełatwo będzie ją znaleźć.
– Dobrze, to jedź, ale koniecznie do mnie zadzwoń, jak się czegoś dowiesz – nalegała. – Pojeżdżę jeszcze po mieście – oznajmiła.
– W porządku.
Auta ruszyły jeden za drugim i samochód Annie skręcił do centrum, a Davida w kierunku domu Amy. Pomyślał, że może Lilly poszła do niej, choć był pewnien, że raczej by nie trafiła.
Na posesji nic się nie zmieniło, mimo to znów zadzwonił domofonem, lecz nikt się nie odezwał. Chłopaka szarpało już całego, o narkotyku i wizycie w pubie zupełnie zapomniał. Przerażała go myśli, że Lilly mogłoby się coś stać, że Amy też gdzieś przepadła, a na wspomnienie skurwysyna, który pierdoli takie chore rzeczy dłoń zaciskała mu się w pięść.
Żeby go teraz dorwał…  
Dwa razy przejechał całe miasto i i jego okolice, lecz siostry nie znalazł. Osiedla domków sobie darował, gdyż było ich za dużo i żeby sprawdzić całe, musiałby poświęcić na to cały dzień, zdecydował więc, że to bez sensu. Poza tym stwierdził, że nie mogła odejść tak daleko, że jeśli gdzieś jest, to na pewno w okolicach centrum.
Po chwili dzwonił już do drzwi ciotki i zaraz mu otworzyła. Zmarkotniały wszedł do środka i gdy tylko pojawił się w salonie, zaatakowała go Sophie.
– Gdzie Lilly? – zdenerwowana dopadła do syna.
– Nie wiem, policja jej szuka – mruknął.
– Jak to policja? Co się stało?! – szarpała chłopaka.
– Lilly pobiła koleżankę i uciekła.
– Jak to: "pobiła?!” Co ty mówisz?
– Ponieważ stanęła w twojej obronie, pojebana pijaczko! I ją, kurwa, pobiła, bo się zdenerwowała. Przez ciebie!

744 czyt.
100%112
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1960 słów i 11572 znaków, zaktualizowała 3 sty 2018

Komentarze (2)

 
  • Fanka

    Fanka 3 sty 2018

    Oj Lily Lily,wróć do domu   
    Mam nadzieję że dasz jej spokój i nie kombinujesz czegoś złego dla niej.
    Świetnie poprowadzilas akcję i te emocje  

  • zabka815

    zabka815 3 sty 2018

    Ot małolatka pobiła koleżankę i uciekła   . Fajna część   Czekam na dalszy rozwój wydarzeń