Zakręty losu #23

ZA EWENTUALNE BŁĘDY PRZEPRASZAM, POPRAWIĘ PÓŹNIEJ

Szedł bardzo niepewnie, a to dlatego, że dryblas obserwował go od samego przestąpienia progu lokalu, z każdym kolejny krokiem chłopaka robiąc to z coraz dziwniejszą miną. David z miejsca wyłapał jego niezadowolenie, od samego wejścia uderzyło ono w niego jak grom.
Zatrzymał się przy stoliku.
– Witaj ponownie – Tyrone wstał i uścisnął dłoń 22-latka, po czym usiadł i zdjął broń ze stołu. – Siadaj – wskazał mu miejsce naprzeciwko dziewczyny.
David posadził tyłek, lecz zdenerwowanie nie malało. Powoli zaczął żałować, że się zjawił, mina dryblasa przyprawiała go o o dreszcze, tym bardziej, że koleś wyglądał na rasowego recydywistę.
Ale od kiedy mu to przeszkadza?
– To jest "P” – poinformował Tyrone, poklepawszy kolosa po ramieniu, – reszty nie musisz wiedzieć. – A to Judy, nasz kierowca – wskazał na siedzącą obok olbrzyma dziewczynę.
David się nie odezwał, ale wstał i podał rękę obojgu.
– Co pijesz? – zapytał 23-latek.
– Piwo.
– Sam, daj coś do picia!!! – krzyknął tak głośno, jakby barmanka miała problem ze słuchem.
Po chwili przy stoliku pojawiła się wyższa od Davida dziewczyna, z uśmiechem stawiając przed nim półlitrowy, masywny kufel.
– Dzięki – odwzajemnił wyraz twarzy i zaczerpnął łyk.
– Miało być was dwóch – stwierdził nagle "P” i David o mało nie zadławił się napojem, ton, jakim powiedział to typek przyprawiał o dreszcze.
– Nie wyszło, odpadł – mruknął niepewnie nie wiedząc, jakie będą konsekwencje tego oświadczenia.
– Jak to odpadł? "T”, kurwa, mówiłeś, że wszystko załatwione! – wielkolud spojrzał na siedzącego z boku stołu kolegę.
– No właśnie, David, miało być was dwóch. Dlaczego odpadł? I jak my się teraz zorganizujemy? Kurwa, potrzeba pięciu osób, rozumiesz? I co teraz?
– Sorry, tak wyszło, no co miałem zrobić? – wkurzył się chłopak. – Wyskoczyłeś z tą propozycją ni stąd, ni z owąd, na środku ulicy, nie czekając, aż go zapytam i masz pretensje?!
– No tak, ma rację – mruknął Tyrone, patrząc na olbrzyma.
– I co ja powiem szefowi? – "P” nie odpuszczał.
– Spokojnie, załatwimy tą sprawę – wtrąciła Judy, popijając koktajl truskawkowy.
David spojrzał w jej stronę – przeszywała go szerokim, pięknym uśmiechem. Miło mu się zrobiło na duszy, jej wyraz twarzy był powalający, można by powiedzieć nawet, że wręcz uzależniający, zmuszający do ponownego, i kolejnego, i jeszcze jednego spoglądania na jej oblicze.
– Dobra, zadzwonię – rzekł "P” i wstał, zniknąwszy po chwili na zapleczu, za barem.
– Kurwa, stary, wpierdalasz mnie na minę?! – wyskoczył od razu David.
– Spokojnie, nic się nie dzieje – odparł spokojnie Tyrone.
– No jak to nic?! Kurwa, jak narobisz mi kwasu…!
– Wszystko gra – spokój Tyrona był wręcz namacalny.  
– Wyluzuj, jakoś to dopniemy – wtrąciła jasnowłosa dziewczyna, nie odrywając wzroku od Davida, chyba wpadł jej w oko.
– Jedziemy. Za dziesięć minut mamy być w "Silver Shadow” – rzekł "P”, który pojawił się nie wiadomo, skąd. – Szef nie jest zadowolony – dodał, patrząc dziko na Tyrona.
Teraz Davida obleciał już konkretny strach, ale, niestety, nie pozostało mu nic, jak tylko czekać, co przyniesie przyszłość. Spojrzał na zegar przy barze – 16:27.
– Dobra, chodźmy, miejmy to z głowy – Judy podniosła się z miejsca.
Punkt 16:41 dojechali do mieszczącego się w samym centrum, w jego najbardziej ekskluzywnej części pubu. Lokal był ogromny i cały urządzony w stylu zamkowym. Masa stojących wszędzie, złotych świeczników, stare obrazy i lśniąca, czarna podłoga niemal zapierały dech w piersiach – wnętrze wyglądało niesamowicie.
Pierwotnie biały sufit celowo został przybrudzony, w każdym rogu wzniesionych z szarej, zniszczonej cegły ścian stały srebrne zbroje, wielkości dorosłego człowieka, natomiast po prawej od wejścia rozciągał się długi, kamienny bar, na którym wisiały różnorodne miecze, tarcze, kusze i inna, średniowieczna broń.
David mimo, iż często błąkał się po mieście, to w tym lokalu nie był nigdy.
– Tak, świetny wystrój – szturchnęła go Judy, gdyż chłopak chwilowo zatracił się w obserwacjach.  
"P” z Tyronem zniknęli.  
– Staraj się zachowywać normalnie, nie odzywaj się i odpowiadaj tylko na pytania, rozumiesz? Bokser jest w porządku, ale potrafi być też nerwowy, zwłaszcza, że dziś zobaczy cię pierwszy raz. Staraj się więc zrobić dobre wrażenie, a wszystko będzie ok. No i przede wszystkim – nie daj po sobie pokazać, że się denerwujesz, bo może być niemiło – pouczyła dziewczyna.
Chłopaka zmroziło, a nogi zmiękły. Bokser…?! I jak tu się nie denerwować?
– Hej! – szturchnęła go ponownie. – Chodź – kiwnęła głową, ruszając w stronę ciężkich, zrobionych na wzór żelaznych wrót drzwi, udał się więc za nią, zdezorientowany.
Sekundy po przestąpieniu progu łazienki na zlewie stało już lusterko z niewielką ilością białego proszku i dziewczyna w milczeniu podała chłopakowi skręcony banknot.
– Co to jest? Nie chcę – sprzeciwił się.
– To tylko amfa, dawaj, nie będziesz się tak spinał – nakazała dość szorstko blondynka.
– Na pewno? – chłopak wziął odrobinę na palec, wywołując u dziewczyny natychmiastową radość.
– Myślisz, że wyłapałbyś różnicę? – śmiała się. – To amfa, mówię prawdę. Zjadaj, nie mamy czasu!  
David wciągnął proszek, mając nadzieję, że Judy go nie okłamuje. Zdarzyło mu się już spróbować tego specyfiku, wiedząc więc, jak działa, nie bał się go. Targał nim jednak lekki niepokój, że blondynka mogła nie być z nim szczera i dać mu kokainę.
"Dobra, za chwilę się okaże” – pomyślał, postanawiając nie zaprzątać sobie na razie tym głowy.
– Ok, spadamy stąd, wypijemy jakąś wódkę – zaproponowała dziewczyna, także zażyła odrobinę i moment później siedzieli przy stoliku.
– Igor, daj coś mocniejszego! – krzyknęła do stojącego do nich tyłem, wysokiego, także nie małego posturą faceta.
Po chwili ścięty na wojskowo brunet postawił przed nimi dwie szklanki, do połowy wypełnione miodowego koloru alkoholem z lodem.
– Gdzie Tyrone? – zapytał David.
– Niedługo wróci, szefa jeszcze nie ma.
– To jego knajpa?
– Tak. Słyszałam, że poznałeś się z "T” w areszcie. Musisz coś w sobie mieć, on nie ufa ludziom ot, tak – uświadomiła Judy, nadal wpatrując się w chłopaka bez najmniejszych oporów i szczerząc się od ucha do ucha.
Sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła do 22-latka dłoń z otwartą paczką Chesterfieldów.
– Nie palę – uśmiechnął się.
– Nieee?! Wyglądasz na takiego, który pali.
– A jak takowy wygląda? – ironizował.
– Tak, jak ty – roześmiała się.
Rozbawiła chłopaka, który zaraz zapytał:  
– Ten "Bokser”… zawsze tak pochopnie bierze do roboty nowych ludzi?
Zaczynał już odczuwać, jak proch wkręca mu się do krwioobiegu. Z każdą chwilą czuł się fizycznie coraz lepiej, ciało stawało się lżejsze, kładąc na usta więcej i więcej słów, a stres powoli zanikał.
– Nie, ale ufa Tyronowi. Tobie jednak ufać nie będzie, więc uważaj na to, co mó...
Nie dokończyła, ponieważ przerwał im "P” stając obok stolika.
– Chodź – spojrzała na Davida.
Amfetamina nie działała jeszcze z pełną swoją mocą, dlatego też chłopak na powrót zaczął się lekko denerwować, aczkolwiek był już nieco spokojniejszy i niemal przekonany, że wszystko będzie ok.
Judy wstała, kiwając do niego głową, także więc się podniósł i ruszyli za kolosem w stronę mieszczących się na końcu sali, czerwonych drzwi. Przekroczyli je i przed Davidem od razu wyrósł wielki, ubrany na czarno typ.
– Oprzyj się o ścianę – rozkazał cierpko.  
Chłopak spojrzał na stojącego obok Tyrona – pomachał potakująco głową, więc David wykonał polecenie. Facet obmacał go od góry do dołu i ze słowami: "w porządku” uwolnił chłopaka i odsunął się znacznie.
– Chodź – rzekła Judy i ruszyła w stronę kolejnych drzwi, tym razem ciemnoniebieskiego koloru.
David się nieco zdezorientował, gdyż Tyrone i ochroniarz zostali za ich plecami. Czuł się znacznie lepiej, nadal był jednak lekko spięty i chciałby mieć to już za sobą.
– Pamiętasz, co ci mówiłam? – zatrzymała się przed wejściem, lecz już się nie uśmiechała, twarz miała poważną, widniało na niej jakby przejęcie, lub coś, czego David nie potrafił rozszyfrować.
– Nie spinaj się, to w porządku koleś do tych, którzy też są w porządku – zaśmiała się ponowne i otworzyła drzwi, puszczając chłopaka przodem.
Weszli do jasnobrązowego pomieszczenia, coś jakby w stylu gabinetu, tylko że mebli w nim nie było. W lewym kącie stał jedynie niewielki słupek z książkami, obok duży telewizor, na środku otoczone czterema białymi fotelami ogromne, czarne biurko, a po prawej stół bilardowy i niewielki bar.  
W umieszczonym naprzeciw wejścia fotelu siedział łysy typ około czterdziestu, może czterdziestu pięciu lat i oglądał jakieś srebrne monety.
– Cześć – rozradowana Judy ucałowała faceta w policzek, po czym wesołym krokiem ruszył w stronę stojących na barze alkoholi.
David osłupiał i natychmiast zaczęło nasuwać mu się mnóstwo pytań i spekulacji, jej gest odebrał jako fakt, iż ona jest z tym facetem, gdyż tak on, niestety, wyglądał. Ale ona z nim?! Przecież ona nie ma więcej, jak dwadzieścia pięć lat!
– Siadaj – rozkazał mężczyzna, nie odrywając się od czynności i wskazał mu siedzisko naprzeciw siebie.
– Czego się napijesz? – zapytała blondynka, biorąc piwo z niewielkiej, stojącej poniżej baru lodówki.
– Obojętnie.
Po chwili dostał piwo, drugie postawiła obok Boksera i klapnęła pomiędzy nim, a 22-latkiem, na stojącym z boku biurka fotelu i pełnym rozluźnieniem krzyżując wyprostowane nogi, odpaliła papierosa.
– Tyrone mi mówił, że chcesz dla mnie pracować – rzekł facet, wciąż nie patrząc na chłopaka.
"Chcesz?” – pomyślał David.
– Tak – odpowiedział jednak po chwili zrozumiawszy, że Tyrone zapewne specjalnie skłamał mężczyźnie, chcąc pomóc mu zrobić lepsze wrażenie.
– Ile masz lat? – koleś w końcu się wyprostował, chwycił piwo i także zapalił fajkę.
Miał dość łagodną twarz, czego David by się raczej nie spodziewał, wiedząc, jakim fachem się zajmuje. Ale w sumie co ma uroda do "zawodu”?
– Dwadzieścia dwa.
– Poznaliście się w areszcie? To dziwne, że cię tutaj przyprowadził, myślisz, że naprawdę tak szybko ci zaufał?
– Nie wiem, na to wygląda – odparł David czując, jak amfetamina targa nim już na wszystkie strony i chętnie by teraz wywalił dla faceta wszystko i skrócił zadawanie tych wkurwiających pytań.
– A czy ja ci zaufam?
– Nie wiem?
– Ja też nie wiem, ty mi powiedz. Mam ci zaufać?
– Tak – rzekł twardo chłopak i spojrzał na Judy – puściła do niego oczko, nieustannie emanując radością.
Nic z tego nie zrozumiał, taki gest można by odebrać w różnoraki sposób
– Za co cię wtedy przymknęli? – zapytał nagle Bokser, nie pozwalając mu w utonięciu w analizach.
– Nieważne, stare dzieje.
– Ważne!
David w mig wy łapał, że źle wyjechał.
– Natłukłem laskę ojca – natychmiast naprawił swój błąd, uśmiechnął się na to wspomnienie szeroko i zaczerpnął piwa.
– Ojca…? – skromny wyraz radości pojawił się na twarzy gangstera.
– Szmata mnie wkurwia – dodał wygadany już David i w tym momencie rozległo się pukanie.
– Przewiduję, że to nie jest twoja pierwsza robota, miałeś już wpadkę? – drążył facet, ignorując stojącego za drzwiami "kogoś”, totalnie zaskoczywszy Davida tym pytaniem.
– Nie – odparł spokojnie chłopak, przyznanie się do odsiadki nie byłoby w tym momencie raczej mądrym posunięciem.
Pukanie rozległo się po raz kolejny.
– Wejść!
W pokoju pojawiło się dwóch niezbyt przyjemnie wyglądających gości, trzymających w dłoniach po niewielkiej, czarnej walizce.
– Jesteśmy gotowi – powiedział wyższy, z miejsca przeszywając Davida piorunującym spojrzeniem.
Bokser wstał i ruszył do drzwi. Judy także się podniosła, więc zrobił to także David.
– Szczegóły ustalisz z chłopakami – rzekł obojętnie mężczyzna, przechodząc obok 22-latka. – I nie nawal! Jud, zamknij biuro – nakazał, gdy już był przy drzwiach, za którymi zaraz zniknął, ciągnąc za sobą olbrzymów.
– Widzisz? Gładko poszło, ma dobry humor – poinformowała od razu dziewczyna, kończąc kolejne piwo.
David nie wypił nawet połowę swojego. Do pomieszczenia wszedł Tyron w towarzystwie "P” i natychmiast rozłożyli na stole jakiś arkusz, który po chwili okazał się być planem budynku, w którym znajdowała się hurtownia. Dogadanie szczegółów dotyczących kradzieży i ustalenie godziny spotkania na pierwszą w nocy trwało zaledwie kilka minut. Wszystko wydawało się być zrozumiałe i proste… według Davida jednak… za proste!
– Dobra, to skoro wszystko jasne, to spadamy – rzekł Tyron do dryblasa i po chwili nie było już po nich śladu.  
David w pozycji stojącej dokończył piwo i spojrzał na zegarek – 18:20. Szybko mu zleciał ten czas.  
– Muszę spadać, odwiedzić kumpla w szpitalu – spojrzał na Judy, która posadziła tyłek na biurku.  
– Chcesz podbić? – zapytała, wskazując mu woreczek.
– Nie.
Nie nalegała, tylko wydzieliła chwili kolejną porcję, którą sama wciągnęła i podała zawierające jeszcze około dwóch działek opakowanie chłopakowi.
– Trzymaj, potem ci się przyda.
– Dzięki – wziął je bez najmniejszych oporów i natychmiast schował do kieszeni.
– Gdzie jedziesz? Mogę cię podrzucić – zaproponowała dziewczyna.
– Tak? To super.
– Dobra, chodź, mam do załatwienia jeszcze kilka spraw – wyjęła z szuflady klucze do biura i ruszyli do wyjścia. – Które auto jest wolne? – zapytała barmana, gdy przechodzili obok lady.
Nie odpowiedział, tylko położył na niej dwa kluczyki, z przyczepionym do nich przeźroczystym breloczkiem w kształcie podkowy.
– Powiedz mu, że wóz zostawię w domu – poprosiła mężczyznę i minutę później stali już przy zaparkowanym obok lokalu, czarnym Jaguarze Cabrio, wersja XKR.  
David aż otworzył usta – samochód mimo, iż był sportowy, prezentował się bardzo ekskluzywnie, zdecydowanie bijąc na głowę BMW Amy.
– Fajny wózek – pochwalił natychmiast i zajął miejsce na fotelu pasażera.
– Nie lubię go – odparła Judy.
– Nie lubisz? – David nieco osłupiał. – Jak można nie lubić takiej zabawki?
– Nie lubię i już, po prostu. Gdzie jedziemy?
– Do Newton.
Dziewczyna zakręcił i ruszył w stronę szpitala. Nadal się uśmiechała, przez co chłopak nie mógł oderwać od niej oczu, miała w sobie coś tak niesamowicie urzekającego, co niemal hipnotyzowało chłopaka i gdyby nie działanie amfetaminy, zapewne mógłby się na nią rzucić. Osoba Amy gdzieś przepadła, rozmyła się w jego podświadomości
– Co? – zapytała się w końcu kierująca, nie odrywając wzroku od przedniej szyby.
– Nic, jesteś bardzo ładną dziewczyną – uśmiechnął się, gapiąc się jak najęty.
– Dzięki – zaśmiała się.
Nie widać było, aby się speszyła, zawstydziła, wydawała się być totalnie wyluzowana, w czym pomagał oczywiście narkotyk.
– Czy ty i…? – samo przyniosło mu na język.
– Ja i kto? I Bokser?!!! – podniosła głos, ewidentnie zaskoczona i rozbawiona jego pytaniem. – Nieee, to brat mojego ojca, nie żyje – wyjaśniła bez cienia wahania.
– Sorry, nie wiedziałem – mruknął David.
– W porządku. Masz dziewczynę? – nagle zmieniła temat, spoglądając na pasażera.
– Mam… miałem… nie wiem – odparł.
Brunetka wróciła, lecz nie bolało, miął to w tej chwili w kompletnym poważaniu.
– To masz, czy nie masz? – drążyła Judy, zatrzymując się pod szpitalem.
– Nie wiem – wyszczerzył zęby – rano jeszcze miałem.
– Dobra, uciekaj, bo się spóźnię. I bądź punktualnie, "P” jest dość drobiazgowy – poinformowała, gdy chłopak już opuścił auto.
– Dzięki za podwózkę.
– Nie ma sprawy, miło było pogadać. Na razie – dziewczyna uśmiechnęła się jeszcze soczyściej, po czym puściła mu kolejne oczko i nie wdając się w zbędne dyskusje, szybko odjechała. Gapił się jeszcze chwilę w jej stronę i ruszył w kierunku wejścia.  
Znów nie miał szczęścia, Chris spał, a Ann nie było. Pokrążył minutę, dwie, dziesięć wkoło łóżka, w końcu nie mogąc już usiedzieć w miejscu, opuścił szpital.
Spojrzał na zegarek – 19:02 i ruszył piechotą, nogi same go niosły. Przeszedł odcinek półtorej, może dwóch kilometrów, w końcu zaschło mu gardle. Rozejrzał się, lecz jak na złość, nigdzie nie było widać sklepu. Był już na początku centrum, ruszył więc dalej, po kilku minutach dotarłszy wreszcie do małego, obskurnego marketu. Wziął zimne piwo i z butelką w dłoni wznowił podróż.  
Szedł, myśląc o wszystkim i o niczym. Chciałby bardzo, aby była już pierwsza w nocy, chciał do ludzi, pogadać, wypić jeszcze jedno piwo, zapalić trawy.  
Pomyślał o Lilly, nagle kwestia zabrania siostry i wyprowadzki stała się rzeczą priorytetową i bezdyskusyjną. W dupie miał matkę, ojca, wiedział, że znajdzie pracę i na samą myśl, że będzie z nią sam, bez pijaństwa, awantur i krzyków uśmiechała mu się gęba. Był nad wyraz pozytywnie nastawiony do wszystkiego.
Idąc tak, pogrążony w planowaniu przyszłości, pijąc po drodze kolejne piwo i kupując dwa następne nalazł się w końcu kilkanaście metrów od sklepu ukochanej. Droga, która normalnie zajęłaby mu około godziny, przebył w niecałe pół, nie wiedząc nawet, kiedy to się stało. Z daleka już dojrzał, że BMW stoi pod lokalem. Podszedł bliżej – drzwi sklepu były przymknięte, lecz nie zamknięte, a w witrynie tkwiła już nowa szyba, przez którą widać było, iż większość zalegających we wnętrzu śmieci zniknęła.
Luźno wszedł do środka, a jako że w główna sala była pusta, skierował się więc do kuchni, z zamiarem jak najszybszego wypicia piwa w towarzystwie brunetki.
Siedziała na nowym, kuchennym stołku i piła kawę. Był sama. Wyraz jej twarzy nadal była smutny, przybity i bardzo zmęczony, zmienił się jednak radykalnie, gdy dojrzała stającego w progu chłopaka.
Nie czekał na pretensje, sprzeciwy i inne rzeczy, którymi mogła go zaatakować, tylko podszedł i ukucnął naprzeciwko, odkładając na ziemię reklamówkę z piwem. Milczała, popijając płyn i patrząc na niego znad białego kubka. Zdecydowanie nie był wzrok, który chłopak lubił i który chciałby w tej chwili oglądać, niemniej jednak za sprawą buszującego w organizmie narkotyku nie wywoływał on na ten moment żadnych negatywnych odczuć.
– Jak się czujesz? – zapytał, z szerokim uśmiechem chwytając jej dłoń.
– Dobrze – mruknęła.
Nadal bacznie wpatrywała się w ukochanego. Wiedział, dlaczego to robi, miał świadomość, że nie wygląda normalnie, że jego wyluzowanie, niecodzienny uśmiech i zapewne maksymalnie powiększone źrenice rzucają się w oczy, nie przejął się jednak tym zbytnio.  
– Gdzie Cindy? – kolejne pytanie wypłynęło z jego wciąż wykrzywionych w uśmiechu ust.
– Pojechała do domu.
Chłopak wstał, wziął drugi, także nowy stołek i usiadł naprzeciwko.
– Napijesz się piwa? – na powrót ujął jej dłoń.
Pokiwała przecząco głową.
– Dlaczego?  
– Prowadzę.
– Amy, to jedno piwo, nie zamulaj.
Nie skomentowała, lecz wciąż przypatrywała się chłopakowi z coraz to bardziej nieodgadnioną miną.
– Księżniczko, przepraszam cię za tą dzisiejszą akcję, to naprawdę nie miało tak wyjść – wyjechał, starając się zachować powagę, nie wychodziło mu to jednak zbytnio.
– Ćpałeś coś? – wyskoczyła, przenikając wzrokiem jego szaroniebieskie, a w tej chwili to raczej już czarne oczy
Przytkało go.
– Tylko odrobinkę, mało spałem – odparł, lecz teraz już się nieco zmieszał.
Dziewczyna nie kontynuowała tematu, tylko wstała i odstawiła kubek.
– Jadę do domu, Jestem wykończona. podrzucić cię? – wzięła leżące na osmalonym, kuchennym blacie kluczyki i już chciała ruszać.
– Poczekaj! – uwięził ją w uścisku. – Amy, nadal się gniewasz? – uśmiech zniknął.
– Nie.
– Na pewno? Odnoszę inne wrażenie. A teraz doszło pewnie to, że trochę przywaliłem?  
– David, nie jestem zła, tylko zmęczona. Puść mnie – delikatnie próbowała się uwolnić, lecz chłopak nie ustępował.
– Księżniczko, nie jestem ćpunem, zdarzyło mi się to trzeci raz w życiu – tłumaczył.
– David, proszę cię, daj mi spokój. Muszę się przespać, pogadamy jutro.  
Ustąpił i puścił dziewczynę, za którą zaraz ruszył, z piwem w ręku.
– Amy, może jedź taksówką – rzekł, gdy podeszli do auta, widząc, że jest bardzo niewyraźna.
– Nic mi nie będzie – bąknęła.
– Amy – ponownie ją przytrzymał. – Jesteś zmęczona, jedź taksówką, proszę cię.
– Nie, nie zostawię tu samochodu.
– To daj, ja poprowadzę.
– Chyba sobie żartujesz! – uniosła się. – Piłeś piwo i jesteś naćpany, mam pozwolić ci wsiąść za kółko?!
– Amy, ale ten proszek jest właśnie po to, aby piwa nie było – wyszczerzył zęby, lecz jego wesołości i lekkomyślne podejście do sprawy tylko wzburzyły dziewczynę, która swoją obecna miną bez trudu mogłaby zamienić go w sopel lodu.
– Kotku, przecież jestem trzeźwy – nie odpuszczał, nadal więżąc dziewczynę, która powoli zaczynała chyba tracić cierpliwość, gdyż nawet nie patrzyła mu już w oczy.
– David, proszę ostatni raz – puść mnie, muszę jechać do domu.
– Nie, Amy, nie puszczę. Nie pozawalasz mi jechać w takim stanie, więc sama także nie pojedziesz, rozumiesz?! – zagrzmiał. – Nie chcę, żeby coś ci się stało!
– Do chuja ciężkiego, puść mnie w końcu!!! – wydarła się na całą okolicę, agresywnie wyszarpnęła się z uścisku chłopaka i migiem wskoczyła do samochodu.
– A pierdolę to, rób sobie, co chcesz – warknął David i ruszył w kierunku swojego domu.
Po chwili przejechała obok jak błyskawica, nie spojrzawszy nawet na 22-latka. Olał to, przystanął, otworzył piwko i spokojnie wznowił wycieczkę.

Do domu dotarł około 20:30 i zaczynało powoli szarzeć. Narkotyk działał już nieco mniej, nie odpuścił jednak, David nadal dość wyraźnie czuł jego działanie.
Alkohol nie ruszał go nic, a nic, po nabyciu więc kolejnych trzech butelek i paczki chrupek dla Lilly, przewidując, że siostra nadal jest na placu zabaw, poszedł za blok, aby zabrać małolatkę. Lilly nie było jednak na placu, pomyślawszy więc, że jest już w domu, ruszył z powrotem i za chwilę stał już pod drzwiami, z widniejącym na nich numerem jeden. Włożył klucz, lecz te były otwarte, wszedł więc do środka, zdziwiony, że dziewczyny się nie zamknęły.
Zdjął buty, zaniósł piwo do lodówki, po czym udał się do salonu, lecz gdy tylko stanął w jego progu, zdrętwiał od stóp, do głów.
Na stole stały dwie butelki po piwie, jedna po wódce, włączony telewizor brzęczał cicho, a nawalona w sztok Sophie siedziała półprzytomna na kanapie.
Wstrząsnęło nim i natychmiast zajrzał do pokoju siostry, ale ten był pusty, psa także nie było. W okamgnieniu znalazł się z powrotem obok matki.
– Gdzie Lilly?!!! – zagrzmiał, mordując wzrokiem gapiąca się na niego kobietę.
– Lilly…? – wymamlała, wielce zdziwiona – Byłyśmy mieście na lodach… nie wiem… a nie ma jej? Nie wiem, kurwa, ostatnio jadła ze mną lody, może jeszcze nie skończyła – pieprzyła trzy po trzy, kiwając się na boki, jak zepsute wahadełko.
David migiem chwycił kobietę za fraki, podniósł do pionu, po czym wstrząsnął nią tak mocno, że gdyby to było możliwe, zapewne wytrząsnąłby z niej wszystko.
– Kuuurwaaa, pojebana szmato, gdzie jest Liiillyyy!!!...

1 192 czyt.
100%101
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 4147 słów i 24716 znaków, zaktualizowała 12 lip 2017.

1 komentarz

 
  • zabka815

    zabka815 · 26 maj 2017

    Nareszcie doczekałam się kolejnej części    w takim momencie zakończyłaś nu nu   mam nadzieję że długo nie będziesz kazała czekać na koleją część. Brawo