Zakręty losu #43

Gdy się ocknął pierwsze, co do niego dotarło, to ból tylnej części czaszki. W głowie wirowało, co z upływem kolejnych sekundy z wolna ustępowało, niemniej jednak chłopak wciąż czuł się dziwnie, był sztywny i nadal odrobinę otumaniony.
– David! – nagle dopadła do niego Lauren, kucając obok. – Co się stało?
– Co tu robisz? Wracaj do samochodu – David natychmiast usiadł, zdenerwowany.
Wkurzył się, nie chciał, aby tu była, wiedziała o jego poczynaniach i jeszcze przy okazji niepotrzebnie wpakowała się w kłopoty, jeśli zobaczyłby ją któryś z pracowników Boksera.
– David…
Nie odpowiedział, tylko dotknął głowy i spojrzał na dłoń – na palcach zostały niewielkie, czerwone kleksy.  
I nagle sobie uświadomił! W okamgnieniu sięgnął do tylnej kieszeni i stało się to, czego się obawiał – pieniądze zniknęły.
– Kurwa! – syknął, w myślach układając już przypuszczenia, kto mógłby go oskubać.  
Nic jednak nie przychodziło do głowy, rozum uparcie podpowiadał mu że to prawdopodobnie czysty przypadek. Ale jak? Skąd akurat ktoś mógł wiedzieć, że ma tyle kasy? Walili na chybił-trafił i akurat znaleźli się tu, pod lokalem, i to wtedy, kiedy odebrał wypłatę?
– David, w porządku? – dopytywała dziewczyna widząc, że nadal jest półprzytomny i nie odpowiada na jej pytania.
Z knajpy wyszła Judy i natychmiast znieruchomiała, zatrzymując się na schodkach. Lauren słysząc dźwięk zatrzaskiwanych drzwi spojrzała w tamtą stronę i także oniemiała. Judy jednak zmobilizowała się po chwili i szybko do nich podeszła. Brunetka nie odrywała od niej wzroku, wyglądała, jakby zobaczyła ducha, podobnie David, który na przemian obserwował to ciotkę, to nową znajomą.
– Judy? – Lauren odzyskała mowę, gdy dziewczyna stanęła nad chłopakiem.
– Cześć – mruknęła jakby nieśmiało blondynka, uśmiechając się skromnie.
– To wy się znacie? – zapytał osłupiały David.
Był zaskoczony, a jakże, lecz zaskoczenie to od razu zaczęło mieszać się z ekspresową, obiektywną analizą. Wiedział, co wyprawiała ciotka, dlatego też szybko wyjaśnił sobie kwestię owej znajomości, z drugiej strony jednak miał prawo zadawać sobie pytanie: "skąd się znają?” przecież Lauren była od Judy sporo starsza.
A może nie, może się mylił?
– Lauren, co tu robisz, to wy się znacie? – teraz Judy postanowiła zapytać, była równie skołowana, widząc starą znajomą, jak Lauren, widząc ją.
– Laski, o co tu chodzi?! – David się zniecierpliwił i wolno wstał z ziemi, nadal trzymając się za głowę.
– Długa historia – odparła mętnie brunetka.
– Co się stało? – zapytała Judy, dotykając rany chłopaka.
Syknął cicho.
– Nie wiem, dostałem w łeb, reszty nie pamiętam. I kasa poszła się jebać.
– Co takiego?! – blondynka osłupiała.
– Normalnie, miałem i nie mam – rzekł chłopak, niepewnie spoglądając na ciotkę i jej poszczególne reakcje.
Wiedział, że przyznanie się przy Lauren nie jest dobrym pomysłem, w głębi duszy miał jednak nadzieję, że gdy będzie szczery wobec Judy, być może dziewczynie w jakiś cudowny sposób uda się odzyskać jego pieniądze.
– To Tyrone – bąknęła oschle blondynka.
– Tyrone? – David zwrócił twarz w jej stronę. – Jak to Tyrone?
– Normalnie, ona zawsze był pazerny na zielone i wcale nie zdziwiłabym się, gdyby oskubał kumpla. To gnój.
– Judy, nie pierdol, to nie on, myślisz, że miałaby odwagę, zwłaszcza tu, pod knajpą, pod samym nosem szefa?
– Oj, David, to jeszcze mało wiesz. Ja już dawno go przejrzałam, mówiłam tysiące razy, ale Richi wciąż mnie nie słucha. Skurwiel zarobił dla niego sporo kasy i prócz tej wpadki z samochodem nigdy nie wpieprzył się w kłopoty, dlatego teraz do Boksera nie docierają żadne argumenty.  
– Mały, musimy jechać do szpitala – wtrąciła w końcu Lauren.
Jej głos brzmiał dość niecodziennie, był odrobinę zdławiony i cichy, brzmiał, jakby dziewczyna nadal nie mogła uwierzyć, że widzi tu Judy i że David ją zna, na dodatek zachowywała się, jakby spłoszyła ją obecność blondynki, wyglądała na zmieszaną.
– Nie, muszę szukać młodej.
– David…
– Przestań, nic mi nie będzie. Masz jakieś zdjęcie Lilly? – chłopak błyskawicznie zmienił temat.
– Chyba jakieś mam.
– Przynieś.
– Po co ci?
– Kurwa, nie pytaj, tylko przynieś, ok?!
Lauren już się nie kłóciła, tylko poszła do samochodu, wtedy Judy od razu zabrała głos:
– Spotykasz się z nią? Nie za stara dla ciebie? – zaśmiała się, lecz tym śmiechem nie udało jej się niczego zamaskować. Jej głos był bardzo dziwny, wyglądało to tak, jakby dziewczyna żartując chciała zamaskować zmieszanie, lub coś ukryć.
– Laska? – David uniósł brwi, po czym roześmiał się na całe gardło, rozłożyła go na części pierwsze. – To moja ciotka.
– Ciotka?! – Judy wytrzeszczyła oczy. – Kurwa, ciotka? – powtórzyła i także się roześmiała, tego się raczej nie spodziewała.
– Co w tym dziwnego? – zniesmaczył się chłopak.
– Nic, tylko… trochę młoda, jak na twoją ciotkę – chichotała blondynka, lecz wciąż nie był to przekonujący śmiech.
– Na ciotkę za młoda, na dziewczynę za stara, o co ci chodzi? – syknął David, którego z wolna zaczęły ponosić nerwy, które nakręcała tylko strata pieniędzy.  
– Wyluzuj, przecież żartuję – mruknęła Judy.
– Głupie żarty – warczał David, którego denerwowało błaznowanie dziewczyny.
Judy się wyciszyła. Spojrzał na nią – wyraźnie sposępniała.
– Przepraszam, ale widzisz, co się dzieje i robisz sobie jaja – rzekł chłopak.
– Ok, to ja przepraszam, czasem nieco mnie ponosi – odparła Judy, na której usta powrócił w tej chwili ten piękny, seksowny uśmiech.
Atmosfera nieco się rozluźniła.
– Skąd znasz Lauren? – zapytał David. – I co ona robi tam tyle czasu, wywołuje to zdjęcie?
– Oj, długa historia. A tak w ogóle to pytaj ją, nie mnie – wykręciła się blondynka, która znowu przygasła. Wyraźnie nie chciała zwierzać się chłopakowi, choć David odebrał to inaczej – że Lauren nie chciałaby, aby Judy cokolwiek mówiła i że blondynka doskonale o tym wiedziała.
– Coś nie tak między wami? – zapytał w końcu wprost, widząc, że temat Lauren sprawia, że Judy zachowuje się inaczej i zaczyna się denerwować.
Lauren wyłoniła się zza kamienicy i rozmowa się urwała.
– Mam tylko takie, sprzed roku, może być? – podała bratankowi fotografię z jakiegoś przyjęcia urodzinowego dla dzieci.
– Trzymaj – chłopak odebrał jej fotkę, którą wręczył Judy.
– Ładna dziewczynka, ale wcale do ciebie niepodobna – stwierdziła blondynka, spoglądając na fotografię.
– Dlatego ładna – podsumował ze śmiechem David.
Dziewczyny się rozweseliły, lecz chłopak wciąż bacznie obserwował to ciotkę, to Judy widząc, że nadal coś jest nie tak.
– Jak się masz? – zagadała w końcu Judy, kierując wzrok na brunetkę.
– W porządku – bąknęła półsłówkiem Lauren.  
– Dlaczego zniknęłaś i nie dałaś znaku życia?
– Jakoś tak wyszło.
– Kurwa, tak wyszło?! – huknęła nagle Judy, wprawiając chłopaka w niemałe osłupienie. – Kurwa, Lauren, a nie pomyślałaś, że odchodziłam od zmysłów?! Do cholery, mogłaś przynajmniej zadzwonić, czy telefon był takim wielkim problemem?! – wrzeszczała blondynka, zupełnie przestając zwracać uwagę na obecność chłopaka i na to, co w tej chwili myśli brunetka.
– Nie drzyj się, dobrze?! – fuknęła głośniej Lauren.
– Będę się drzeć, rozumiesz? Poza tym musimy się spotkać i spokojnie pogadać, dasz mi swój numer? – ciągnęła Judy, nie odrywając wzroku od 33-latki, wgapiała się w nią jak zahipnotyzowana.
David stał w kompletnym szoku. Zupełnie nie wiedział, co o tym myśleć, akcja była dość dziwna, nasuwająca masę pytań i odpowiedzi, każdą inną, lecz ani jedną, gwarantującą prawdę.  
– Nie pamiętam, w samochodzie mam wizytówkę – odparła cicho Lauren.
– Idziemy! – zarządziła twardo Judy i zamaszystym krokiem ruszyła w stronę jezdni.  
David szturchnął ciotkę, zadając milion bezgłośnych pytań, ale dziewczyna go zignorowała i w milczeniu ruszyła za blondynką. Doszli do auta i Lauren wyjęła z portfela małą tekturkę, która wręczyła koleżance.
"Bonnie & Mike Fasion". Luren Tylor – she main sales specialist” – mruknęła pod nosem Judy, patrząc ze zdziwieniem, ale i podziwem na fioletową wizytówkę.
– No to ładnie się ustawiłaś – oznajmiła dość kąśliwie. – No i to? – popukała pięścią w maskę samochodu – ładna pucha.
– O co ci chodzi? – wyjechała w końcu zimno Lauren, patrząc krzywo na Judy.
– O nic – odparła blondynka, operując równie nieprzychylnym tonem.
David w ciszy słuchał obu pań i teraz już zupełnie poplątał się w sytuacji. Słuchał tej niecodziennej rozmowy i powoli zaczął dochodzić do wniosków – że dziewczyny bardzo dobrze się znają i lubią, ale najwidoczniej ostro się pokłóciły i to chyba nie o byle błahostkę. Totalnie zdeprymowana Lauren, co było bardzo dziwne i nigdy się nie zdarzało i oschła, zniesmaczona Judy, która pikantną złośliwością wyrażała swój obecny nastrój – to nasuwało jednoznaczne skojarzenia.
– Poczekam w wozie – rzekł w końcu David i szybko wsiadł za kółko uznając, że lepiej będzie, jak zostawi je same.
Widział, że przy jego obecności rozmowa im się nie klei i że dziewczyny czują się bardzo niekomfortowo.
Spojrzał we wsteczne lusterko – obie stały na tyłach wozu i coś sobie tłumaczyły, lecz emocje już chyba opadły. Znów zamyślił się nad tematem narkotyku i kolejny raz dopadło go niezdecydowanie. Miał cholerną chęć na zażycie wiedząc jednocześnie, że jeśli znowu się rozkręci, to prawdopodobnie zeżre wszystko i nie będzie spania, jedzenia i jakiejkolwiek namiastki odpoczynku. Lilly także nie dawała mu spokoju, bał się coraz bardziej, czy aby coś głupiego nie strzeli jej go głowy. Zdawał sobie sprawę, że jest mądrą, racjonalnie myślącą dziewczyną, jednak fakt, że mogła zbyt mocno się wystraszyć wpychał mu do głowy najróżniejsze, nieprzyjemne wizje, które tylko wzmagała świadomość, że małolatka nigdy nie była w takiej sytuacji i nie wiadomo, jak na to wszystko zareagowała.  
No i ten cholerny dom dziecka, to dopełniało dzieła.
– Jedźmy – rzekła niemrawo Lauren, zatrzaskując drzwi pasażera.
– Wszystko ok?
– Tak.
– Chcesz pogadać? – zapytał chłopak, przekręcając kluczyk.
– Nie ma o czym.
– Nie ma? No nie wiem, czy to, co się przed chwilą stało można nazwać niczym. Skąd znasz Judy i dlaczego tak na ciebie naskoczyła?  
– Nieważne, stare dzieje.
– Gdzie jedziemy?
– Nie mam pojęcia. Może sprawdźmy jeszcze raz u was, a potem przejedziemy się po mieście i jeśli jej nie znajdziemy, wrócimy do mnie. Bo co innego możemy zrobić? – dukała przez zęby brunetka.
Nadal zachowywała się bardzo nieswojo, lecz David postanowił dać jej się pozbierać i na razie nie pytać, zadecydował, że zrobi to, jak dziewczyna poczuje się lepiej.
– Dobrze, masz rację, nie ma sensu błąkać się bez celu, może ochłonie i sama wróci – przytaknął chłopak, rzucił jeszcze krótkie spojrzenie na markotnie wyglądająca ciotkę, po czym delikatnie wcisnął gaz i ruszył w stronę swojego domu.

924 czyt.
100%83
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1988 słów i 11703 znaków, zaktualizowała 16 sty 2018.

3 komentarze

 
  • Fanka

    Fanka · 16 sty 2018

    Czekam na kolejną część  

  • zabka815

    zabka815 · 16 sty 2018

    Nareszcie coś się zaczyna dziać   Fajna część czekam na dalszy ciąg    

  • Black

    Black · 16 sty 2018

    Czytam! Czekam na więcej