Zakręty losu #24

Nie odpowiadała, jakby pogubiła gdzieś myśli, lub po prostu nie pamiętała. David stał i gapił się na nią, oczekując natychmiastowych wyjaśnień.
– Ja nie wiem, przecież jest w pokoju… śpi… jest w pokoju z psem… – wybełkotała w końcu, kompletnie niezrozumiale, wyglądając w tej chwili jaj żywy trup.
– Gdzie ją zawiozłaś, gdzie byłyście?! – darł się nabuzowany chłopak.  
– A kurwa, dzieciaku, odpierdol się, dobrze? Lilly jest za blokiem, zawsze tam jest, przecież ty wiesz – sepleniła, kompletnie nie wiedząc, co się wkoło niej dzieje. – Daj mi piwo – chciała sięgnąć ręką po pustą butelkę, wtedy chłopak z całej siły trzasnął ją po twarzy, kolejny raz nią wstrząsnąwszy.
– Kurwa, kobieto, skup się!!! Gdzie byłyście, w mieście, czy gdzieś tutaj?!!! No mów, do jasnej cholery, gdzie ją zostawiłaś?!!!
– Ja nie wiem, ona śpi… ale chyba poszła z psem… nie wiem... A z resztą… – machnęła obojętnie ręką.
David widząc, że nijak się z nią nie porozumie, zabrał jej komórkę, klucze i migiem wskoczył w buty. Schował prochy do szuflady, aby nie wozić się z kontrabandą, na niewielkiej kartce napisał: "LILLY, JEŚLI WRÓCISZ, CZEKAJ NA MNIE!”, położył ją na łóżku dziewczyny i w chwilę później siedział już w samochodzie. Amfetamina przestała nieść pomoc, chłopak był już maksymalnie zdenerwowany i zaniepokojony zwłaszcza, że zrobiło się już całkowicie ciemno.
Ruszył jak szalony, lecz po chwili zdjął nogę z gazu, zrozumiawszy, że nie potrzebna mu teraz wpadka pod wpływem, do tego nie tylko piwa.
– Kuuurwaaa! – zaklął soczyście i uważnie rozglądając się na boki, powoli kierował auto w stronę centrum nie wiedząc nawet, czy jedzie we właściwą stronę. – Kurwa mać…!
Brooksowie mieszkali praktycznie w środku miasta, dlatego też po chwili sklepy i lokale zaczęły słać się coraz gęściej, a chodnikami spacerowało jeszcze wielu przechodniów, co nie ułatwiało Davidowi poszukiwań. W tej chwili podziękował sobie, że zażył ten narkotyk, gdyż bardzo pomagał on mu skupić i nie dać do końca ponieść nerwom.  
Dojechał do końca głównej ulicy, zahaczając po drodze o dwie ulubione kawiarnie Lilly, lecz kiedy dziewczynki tam nie znalazł, ruszył w przeciwnym kierunku. "Kurwa, ale skąd miała pieniądze?” – pomyślał nagle o stojących na stole butelkach. "Na pewno rozpierdala ostatnie, no bo jak…?”.  
Jechał już dobre dziesięć minut, a małolatki nie widać. Gdy był już praktycznie po drugiej stronie centrum, zatrzymał się i zadumał chwilę, nie mając pojęcia, co robić i gdzie szukać dalej. Wyjął komórkę Sophie chcąc sprawdzić, czy nie ma jakiegoś połączenia, miał nadzieję, że może ktoś ją spotkał i zadzwonił na numer matki, niestety – wyświetlacz świecił złowrogą pustką i jego nadzieja uleciała tak szybko, jak się pojawiła.  
Dochodziła 21:23.
– Kurwa! – warknął widząc, że jest już prawie wpół do dziesiątej i ruszył w kierunku domu, tym razem nieco mocniej wciskając gaz.  
Zadzwonił telefon. Spojrzał na ekranik – numer nieznany. W okamgnieniu odebrał, licząc, iż to jakaś dobra wiadomość, lecz odczuł też strach, mogło być przecież być wręcz przeciwnie.
– Dobry wieczór, porucznik Kelly z komendy głównej. Chciałbym rozmawiać z Davidem Brooksem.
Chłopaka natychmiast zmroziło i w szybko zatrzymał auto, parkują przy chodniku.
– Przy telefonie – wyjąkał.  
Dobrze wiedział, o co chodzi, lecz fakt, że dzwoni właśnie policja, przyprawiła go o gęsią skórkę.
– Czy Lilly Brooks to pańska siostra?
– Tak.  
– To proszę przyjechać na 21 Houston Avenue.
– Coś się stało? – wypalił głupa.
– Znaleźliśmy ją w centrum, chodziła sama s psem.
– Dobrze, zaraz będę – rzucił David i się rozłączył.
Zdenerwowanie wzrosło. Wiedział, jak wyglądają jego oczy i bał się, że gliniarz zacznie coś podejrzewać, a wtedy nie dość, że nie odda mu Lilly, to jeszcze zaczną się pytania. W tej chwili pomyślał, że najlepiej byłoby zaćpać znowu, co pozwoliłoby mu się odrobinę uspokoić, ale przecież zostawił towar w domu.
– Kurwa, co za pojebany dzień! – fuknął wściekły, zakręcił i ponownie ruszył w stronę serca miasta.
  Do olbrzymiego komisariatu wszedł równiutko o 21:47. Po przedstawieniu się oficerowi dyżurnemu ten kazał mu czekać i kilka minut później przyszedł do chłopaka wysoki, bardzo młody i nad wyraz przyjaźnie wyglądający brunet.
– Pan Brooks? – uśmiechnął się luźno. – Proszę ze mną.
Przeszli przez wąski, świeżo odremontowany korytarzyk i weszli do znajdującego się na samym jego końcu, niewielkiego gabinetu. Gdy tylko Lilly zobaczyła chłopaka, natychmiast zerwała się z miejsca i uwiesiła na jego prawej nodze. Miała duże, przerażone, czerwone od płaczu oczy. Ukucnął, uczepiła się więc jego szyi, mocno tuląc się do brata. Daisy leżała przywiązana do nogi biurka, chyba była wykończona ta wycieczką.
– Już dobrze – wyszeptał, tuląc wystraszoną małolatkę.
– Powiedziała nam, że matka jest w pracy i żebyśmy zadzwonili do pana – rzekł detektyw, stając obok rodzeństwa z rękami w kieszeni. – Mówiła, że wyszła się pobawić i poszła do centrum, chcąc zrobić dłuższy spacer z psem, a potem się zgubiła. Nie umie wyjaśnić, dlaczego odeszła aż tak daleko, twierdzi: "że jakoś tak samo wyszło” – zaśmiał się delikatnie policjant.
Davidowi powietrze kołkiem stanęło w przełyku. Wiedział, że Lilly jest bardzo inteligentna, ale że aż tak…?! Natychmiast kamień spadła mu z serca.
– Znaleźliśmy ją na Oxford Street – wyjaśnił gliniarz.
W chłopaka uderzył kolejny szok, ta ulica była dobre siedem, jak nie osiem kilometrów od ich domu.  
– Ja przepraszam – bąknęła dziewczynka, nie odrywając się od brata.  
– Muszę jednak przyznać że mimo, iż zachowała się bardzo lekkomyślnie, to ma pan nad wyraz mądrą siostrę. Czy pan wie, że ona zna na pamięć numer pańskiego telefonu? – zaśmiał się młody mężczyzna.
– Nie miałam pojęcia – mruknął poddenerwowany David.
"Jest łatwy, może temu zapamiętała, ale mimo wszystko – przecież to dziesięć cyfr!” – pomyślał, zdziwiony.
– Chcę do domu – mruknęła nagle Lilly.
– Dobrze, tylko proszę dać mi jakiś dokument, muszę spisać pańskie dane – poprosił policjant i po chwili otrzymał prawo jazdy.
Szybko spisał, co miał spisać, oddał chłopakowi dokument, po czym odwiązał psa i kucając, wręczył smycz małolatce.
– Mam nadzieję, że więcej nie zrobisz tak niemądrej rzeczy – wyszczerzył się szeroko.
Pokiwała przecząco głową.
– Więc trzymam za słowo. Dobrze, możecie iść. Tylko niech pan porozmawia z siostrą, gdyż jakby nie było, zachowała się bardzo nieodpowiedzialnie. Dobrze, że skończyło się tylko na strachu – rzekł gliniarz, stojąc już w pionie.
– Tak.. na pewno… dziękuję – odparł David szarpanym monologiem i uścisnąwszy dłoń sympatycznego mężczyzny, szybko opuścił z siostrą biuro.
  Natychmiast mu ulżyło i nieco się odprężył, dziękując losowi, że facet nie zauważył niczego podejrzanego. Spojrzał na 8-latkę – szła w milczeniu, ze spuszczoną głową. Lada moment siedzieli już w aucie. Wrażenia ze spotkania na komisariacie opadły, lecz teraz dopadł go drugi problem – jak pójdzie na tą cholerną robotę?!
– Mała, jak to się stało, że zostałaś sama w mieście, kiedy tam pojechałyście – wyjechał od razu.
Dziewczynka nabrała wody w usta. Nie patrzyła na brata, sprawiała wrażenie, jakby czuła się winna tego, co się stało.
– Lilly…
– No bo mama zapytała, czy idziemy na lody… – mruknęła.
– I co się potem stało? Mała, mów wszystko, ja i tak wszystko wiem – nalegał łagodnie, choć to w niczym nie pomogła, Lilly nadal była mocno spłoszona.
– No bo… – spuściła głowę.
– Bo co?
– No bo ona wypiła piwo, ale ja miałam nic ci nie mówić – wydusiła, nerwowo bawiąc się palcami dłoni. – A potem wypiła drugie, a potem kupiła wódkę. Ale ja mówiłam, żeby tego nie robiła i żeby iść do domu, ale ona nie słuchała…
Davida targało już na wszystkie strony, ale starał się zachować spokój.
– I co potem? – chwycił rękę siostry.
– I potem poszłam do łazienki, a jak wróciłam, to już jej nie było. Czekałam, ale wciąż jej nie było, więc chciałam iść do domu, a potem się zgubiłam. Ja wiem, że powinnam poczekać… ale ja chciałam do domu… ja… przepraszam – szepnęła i uderzyła w płacz.
– Mała, nie płacz, to nie twoja wina. Już wszystko dobrze – nachylił się nad drążkiem zmiany biegów i mocno przytulił siostrę.
– Ale gdzie jest mama? – wybąkała, pociągając nosem.
– W domu.
Płacz po chwili ustał, gówniara chyba nie miała już więcej łez, lub uspokoiła się dlatego, że jest z bratem. David nie wiedział, co robić, w końcu, po krótkim zamyśleniu odpalił silnik i ruszył w kierunku swojego miejsca zamieszkania.
– Do szkoły na dziesiątą? – zapytał.
– Tak, ale tylko dwie godziny.
– Dlaczego?
– Bo nie będzie naszej nauczycielki, tylko inna, ale może tylko na dwie godziny.
David zatrzymał wóz pod swoją kamienicą.
– Zamknij się od środka i poczekaj, dobrze? Zaraz wracam.
Widząc, że idzie do domu, nie protestowała. Po wejściu pierwsze, co zrobił, to skierował się do salonu. Sophie spała. Od razu sprawdził jej kieszenie i z miejsca zdębiał – kobieta miała przy sobie ponad sto pięćdziesiąt dolarów. "No kurwa!” – warknął podświadomie, gdyż natychmiast przemknęło mu przez głowę tylko jedno, aczkolwiek nie potrafił dopuścić do siebie myśli, że jego matka może się puszczać.
Totalnie zszokowany obudził się po chwili, zabrał banknoty, zostawiając jedynie dziesięć dolarów, nakrył kobietę kocem, uchylił dwa okna, zaniósł butelki pod zlew i wkroczył do pokoju siostry. Otworzył dolną szafkę, ale zaraz zastygł w bezruchu, nie mając pojęcia, co wziąć. Po krótkiej chwili niezdecydowania wyjął wreszcie niebieskie, bawełniane rybaczki, długie, ciemnoniebieskie jeansy, dwie koszulki, różową bluzę z kapturem, pierwszą z brzegu bieliznę, dwie pary skarpetek, zapakował wszystko do czerwonego plecaka Lilly i ruszył do siebie. Schował proszek do kieszeni i spojrzał na stojący na biurku, cyfrowy zegarek – 22:26. Spakował także kilka ciuchów sobie, wziął puszkę i ciastka dla Daisy, napisał kartkę matce, po czym chwycił oba plecaki i minutę później siedział już za kierownicą.
– Gdzie jedziemy? – zapytała od razu Lilly, głaszcząc siedzącego już na jej kolanach psa.
– Do Lauren.
– Do cioci…? Ale przecież jej nie ma – zdziwiła się małolata.
– Zobaczymy.  
– Ale mama, co z mamą? – dopytywała się.
– Nic, mama śpi. Nie martw się w tej chwili mamą, dobrze? Mama jest dorosła, poradzi sobie.
– Ale jak? Czemu nie możemy spać w domu, mama zostanie tam sama? Ale ona jest pijana – Lilly nie ustępowała.  
– Tak, zostanie sama! – wkurzył się David, strasząc małolatkę i przy okazji psa.  
Dziewczynka zamilkła.
– Daisy do tyłu! – nakazał siostrze, która w okamgnieniu pozbyła się zwierzaka.
Odpalił i ruszył wartko, lecz bez szaleństwa. Lilly uważnie obserwowała brata, lecz nie otwierała ust.
– O której poszłyście do miasta? – zapytał – chłód jego wypełnił całe wnętrze.
– Nie wiem, zaraz chyba po tym, jak wyszłeś.
– Ale czemu pojechałyście tak daleko? Przecież tutaj jest masa miejsc, gdzie można zjeść lody.
– Ja nie wiem, mama tak chciała. Ona sp…  
I nagle się zacięła. Spojrzał na nią – miała dziwną, zlęknioną minę, dogłębnie wskazującą na to, iż zapędziła się w tej wypowiedzi.
– Co? – naciskał chłopak.
– Nic.
– Lilly…!
Spuściła głowę.
– Mała, nie bój się i mów. Przecież wiesz, że mi możesz wszystko powiedzieć – ton znacznie złagodniał.
– Bo ona… ona spotkała się tam z jakimś facetem – oznajmiła jednym tchem Lilly, nadal nie patrząc na brata.
David bardzo dobrze znając zaskakujące czasem słownictwo siostry nie zdziwił się tym: "facetem”, zdziwił się natomiast samym facetem – "z jakim facetem, do chuja?”.
– Z kim? Z jakim facetem? – zatrzymał się za centrum, gdzie także stały kamienice, ale też i, ładne, nowe bloki.
– Nie wiem, z jakimś takim wysokim, to on kupił mi lody.
Chłopak był już kompletnie wypompowany ze zdolności oceny sytuacji, pogubił się totalnie. Postanowił jednak nie męczyć siostry, tylko zapytać jutro Sophie.
– Mała, weź swój plecak, ja wezmę psa – nakazał.
Lilly uwolniła się z pasa, chwycił leżący z tyłu pakunek i ruszył z bratem w stronę dużego, białego, siedmiopiętrowego budynku. Wsiedli do windy, wjeżdżając na piąte piętro i po chwili David pukał do oznaczonych numerem dziesięć, ładnych, brązowych drzwi.
Czekali chwilę, lecz nikt nie otwierał, zapukał więc jeszcze raz. Widząc, że nadal nie ma odzewu wcisnął guzik windy, która odjechała im sprzed nosa i wyraźnie zdołowany perspektywą spędzenia nocy w motelu, oparł się o ścianę. No i co z Lilly, przecież się umówił?
– Mówiłam, że jej nie ma – mruknęła małolatka i w tym momencie zazgrzytał zamek i drzwi się otworzyły.
– David…?!!!
W progu stała wyższa od chłopaka o pół głowy, szczupła brunetka, młodsza o dziesięć lat  Sophie jej rodzona siostra. Ubrana w krótkie szare spodenki i cienką koszulkę na ramiączkach kobieta wyglądała, jakby wyrwali ją ze snu, o czym mogły świadczyć jej nieco potargane, ciemnobrązowe włosy.
– Cześć – wybąkał chłopak, biorąc siostrę za rękę.
– Lilly? – Lauren ukucnęła zdezorientowana i wyraźnie zaskoczona.
Dziewczynka bez chwili zwłoki, pałając ogromną radością uwiesiła się na szyi ciotki, ściskając ją mocno. – David, co wy tu robicie, coś się stało? Jest jedenasta wieczorem – zapytała, tuląc siostrzenicę.  
– Możemy przenocować? – wydusił chłopak.
– No tak, jasne… Wejdźcie! – dziewczyna oprzytomniała i osunęła się od drzwi, które po chwili zamknęła za rodzeństwem, przekręcając zamek.
Spojrzała na psa.
– Ona nie nabrudzi – oznajmił David. – Mogę ją spuścić?
– Pewnie – brunetka się uśmiechnęła. – Chodźcie do pokoju.
Mieszkanie Lauren było dość małe, posiadało tylko dwa pokoje, łazienkę i kuchnię, było za to bardzo ładne i zadbane.
Weszli do znajdującego się na prawo, naprzeciwko kuchni, ciemnowiśniowego salonu i David ciężko usiadł na białej, skórzanej kanapie. Lilly zajęła miejsce obok.
– Czego się napijecie? – zapytała brunetka, zawisając nad rodzeństwem.
– Masz piwo? – odparł chłopak, gdyż swoje zostawił w domu.
Kobieta zniknęła i w chwilę później David otrzymał zimną butelkę, a Lilly szklankę soku.
– Zjecie coś? Lilly…? – spojrzała na małolatkę.
Dziewczynka potwierdziła ruchem głowy.
– David…?
– Nie jestem głodny.
Lauren ponownie zniknęła w kuchni. Usłyszeli odgłos uruchamianej kuchenki, po którym to gospodyni wróciła do pokoju i usiadła obok Lilly.
– Pieczony kurczak może być? – objęła siostrzenicę, patrząc jej w oczy – Nie zrobiłam zakupów, nie spodziewałam się gości – uśmiechnęła się.
– Tak – mruknęła Lilly.
– David, co się stało? Znowu narozrabiała? – brunetka wznowiła temat, patrząc ukradkiem na 8-latkę.
– Narozrabiała?! – uniósł się chłopak. – To, co ona wyprawia, to już przechodzi ludzkie pojęcie, rozumiesz?!
Piknął brzęczyk mikrofalówki.
– Dobrze, może porozmawiamy później – rzekła dziewczyna, wymownie spojrzawszy na Lilly i wstała. – David, a może jednak coś zjesz?
– Nie chcę.
Nie naciskała, tylko przyniosła z kuchni grillowaną pierś z pieczonymi ziemniakami i kolorową, warzywną sałatką, które postawiła na niewielkim, znajdującym się za kanapą i stojącym obok niej fotelem, czarnym stoliku.
– Lilly, siadaj jeść – nakazała ciepło. – Nalałam jej wody, stoi w kuchni – poinformowała w kwestii psa, po czym uchyliła balkonowe drzwi i stając w ich progu, odpaliła niebieskiego L’M-a.
David pokazał suczce wodę, lecz nie była chętna, wróciła więc za nim do pokoju. Zadzwoniła komórka chłopaka. Spojrzał na ekran, lecz numer się nie wyświetlił. Wyszedł jednak do sypialni i odebrał.
– Jak tam, nie rozmyśliłeś się? – usłyszał Tyrona – był ewidentnie w dobrym humorze.
– Będę, ale nie mogę teraz rozmawiać.
– W porządku, chciałem się tylko upewnić. Judy na ciebie czeka, nie zawiedź jej – zaśmiał się dzwoniący i zaraz się wyłączył.
David uśmiechnął się pod nosem, lecz był to bardzo niewyraźny uśmiech, to oświadczenie od razu przypomniało mu o Amy.
Wrócił do salonu – Lauren już spaliła papierosa, lecz balkon nadal był otwarty.
– Już nie dam rady – odezwała się nagle Lilly, która bardzo szybko zjadła prawie całego kurczaka i wszystkie ziemniaki, sałatki jednak nie ruszyła.
– Położysz ją gdzieś? Rano ma szkołę – zapytał chłopak.
– Jasne. Lilly, chodź – Lauren wyciągnęła rękę i małolatka bez sprzeciwu poszła z nią do sypialni, będąc już chyba bardzo zmęczoną.
Dziewczyny zniknęły i David od razu zaczął kombinować, jak teraz wyjść, nie zbudzając podejrzeń. Ciotka chłopaka była zaledwie jedenaście lat od niego starsza i nie dałaby się tak łatwo nabrać, jak Sophie, poza tym za młodu także nie była nazbyt grzeczną dziewczynką, wie więc co nieco. Zna też przeszłość siostrzeńca – wie, za co siedział, przez kogo wpadł, przy czym David do tej pory nie może się od niej dowiedzieć, skąd to wie.
– Padła jak zabita – rzuciła cicho brunetka, siadając obok chłopaka z piwem w ręku.
– Spałaś? – zapytał.
– Nie.  
– Czemu nie jesteś w Chicago?
– Wzięłam tydzień urlopu, mam dość. David, co się stało? Jutro się właśnie do was wybierałam – łyknęła trunku.
– Lauren, ja już nie mam siły, nie wiem już, co robić. Chla coraz więcej, mimo, że cały czas obiecuje, że to już koniec, do tego ostatnio sprowadziła do domu jakichś meneli, którzy mnie okradli, a dziś to już przeszła samą siebie.
Dziewczyna milczała, czekając na dalszy ciąg zwierzeń.
– Wyszedłem dosłownie na trzy – cztery godziny – była trzeźwa. Wracam do domu – siedzi najebana, jak smok, Lilly nie ma i nie wie, gdzie ona jest. Kurwa, zostawiła ją na Oxford, rozumiesz?! Samą! Do tego młoda mówi, że spotkała się tam z jakimś typem i on chyba on dał jej pieniądze, bo wiem, że nie ma kasy, a znalazłem przy niej to – pokazał ciotce banknoty. – Straciła pracę, więc teraz siedzi na dupie i chla jeszcze więcej. Jak pracowała, jakoś się jeszcze trzymała. Fakt, piła wino, ale się przynajmniej się nie upijała, a teraz…? Kurwa, i jak ja mam pracować, co? Ja już po prostu się boję zostawiać z nią Lilly – wywalił David, jak na spowiedzi.
– Jak to na Oxford? Ale po co ona tam pojechała? Do tego faceta?
– Nie wiem, nie ma pojęcia, czy spotkała się z nim przypadkowo, czy się umówiła. I jeszcze kupuje przy małej wódkę, pojebana suka! Skąd ona ma pieniądze? Nie miała ani grosza. To znaczy nie wiem, może i coś tam jeszcze miała, ale nie sto pięćdziesiąt dolców, do cholery. Za pół roku nie płaciła za chatę i nic mi nie powiedziała, dopiero, jak Henry się wkurwił i przyszedł, to mnie oświecił. Kurwa, Lauren, męczy mnie ta kasa, może ona daje dupy? – walnął prosto z mostu.
– No przestań...
– No co "przestań”? Ja już po niej wszystkiego się mogę spodziewać. No jak można wziąć z domu dziecko i pójść z nim, chlać wódkę, a potem zostawić je w środku miasta? Jeszcze jakby umówiła się z typem, bo może się z kimś spotyka i mi nie powiedziała, no i wzięła ze sobą Lilly, to jeszcze zrozumiem, ale żeby wróciła trzeźwa i nie chlała, tylko normalnie spędziła czas, a tak…? No kurwa…!
– David, uspokój się, porozmawiam z nią jutro – rzekła spokojnie Lauren.
– No kur… jak mam się uspokoić?! Ona zostawiła Lilly w środku miasta, czy ty tego nie rozumiesz?! A gdyby coś jej się stało? Jutro muszę jechać do pracy i jak mam to zrobić? Do tego mała ma tylko dwie godziny zajęć, więc będę musiał przerwać robotę i ją odebrać.
– To ja ją odbiorę, poza tym dawno się nie widziałyśmy i chciałabym gdzieś ją zabrać. Na którą ma do szkoły?
I nagle David wpadł na pomysł!
– N dziesiątą. A mogłabyś ją też zawieść? To dziś przenocowałbym w domu, a jutro pojechał wcześniej do roboty, bo dzisiaj nie byłem.
– Dlaczego w domu? Przecież chciałeś spać u mnie – zdziwiła się.
– No tak, ale skoro masz wolne, to wolałbym pojechać, nie wiem, co tej szmacie może odbić.
– David, kurwa, jak ty mówisz na matkę?! – zniesmaczyła się dziewczyna.
– Bo mam jej dość!
– Jest mocno pijana?
– Mocno…?! Ona ledwo przewraca oczami. Nie miała pojęcia, gdzie była, gdzie zostawiła młodą, nie kontaktuje. Czyli wychodzi na to, ze upoiła się przy młodej.
– To może zostań, ona będzie spać całą noc. Rano przed pracą pojedziesz, zjesz chociaż śniadanie…
– Nie, pojadę dziś, poza tym z domu będę miał bliżej.
– No ale jak to "pojedziesz wcześniej", nie rozumiem? Przecież pracujesz od dziesiątej – drążyła Lauren, zaczynając już nieco podejrzliwie patrzeć na siostrzeńca.
– Już nie pracuję w sklepie.
– Nieee? Dlaczego?
– Przyjebałem tej blond suce, Lucy – wyszczerzył zęby. – Dziwka zgłosiła i powinęli mnie na komisariat. John się dowiedział i mnie wywalił. I niech spierdala! – burknął, wzburzony.
– Jak to, pobiłeś ją? Za co? – kontynuowała zaskoczona brunetka.
– Bo wyciąga łapy do Lilly. Narobiła jej siniaków, a ten chuj nic sobie z tego nie robi. Powiedziałem dziwce, że jak jeszcze raz to zobaczę, to połamie jej graby. Jebana suka! – warczał David, na samo wspomnienie osoby kobiety wzbierał w nim gniew.
– David, co brałeś? – wyjechała nagle Lauren i chłopak zdrętwiał.
– Nic.
– No jak to nic? Spójrz na swoje oczy.
– Dobra, przestań.
– David, bierzesz prochy?! Pojebało cię?!
– Kurde, nic nie biorę, zarzuciłem trochę amfy, bo mało spałem. Tyle – przyznał się dla świętego spokoju. – Teraz ty mi będziesz prawić kazania? Praw je swojej siostrze pijaczce, a być może i prostytutce! – uniósł się.  
Także dobrze znał przeszłość i charakter dziewczyny, dlatego też nie bał się jej powiedzieć, niemniej jednak nie zmieniało to faktu, że gadał z ciotką, przez co zrobiło mu się odrobinę głupio, myśląc więc chyba, że jak podniesie głos, Lauren się pogubi i zamknie temat.  
Ale nie tylko to było powodem, narkotyk przestawał działać i chłopaka powoli zaczęło nosić, już miał ochotę na kolejną działkę.
– Oj, David, wpierdolisz się w bagno, zobaczysz – brunetka jednak nie odpuszczała.
– W nic się nie wpierdolę – mruknął i wstał.
– Na pewno chcesz jechać do domu? – także się podniosła. – A jak Lilly się obudzi?
– No przecież jest u ciebie…
– No tak, luźna ciotka! – zaśmiała się 33-latka.
– Dobra, spadam, zaraz dwunasta – dopił piwo i ruszył w stronę drzwi.  
– Czym przyjechałeś? Samochodem?
– Tak.
– David, piłeś piwo. Zostań.
– Kurde, Lari, przestań już, wypiłem jedno piwo!
– Ale jedź ostrożnie – ustąpiła w końcu. – O której mam ją odebrać?
– Nie wiem, zapytasz ją. A jakby pytała o mnie powiedz, że pojechałem do pracy. I nie wieź jej do domu, nie wiem, co tej kretynce może strzelić do łba Po pracy przyjadę, myślę, że najpóźniej o piątej! Chcę jeszcze zajść do laski, wali fochy – uśmiechnął się, otwierając drzwi.
– Masz dziewczynę? – zapytała zdziwiona gospodyni. – Długo?
– Nie wiem, mam na dzieję, że jeszcze tak. Nie długo, jakieś dwa tygodnie, może trochę dłużej... nie liczyłem – zaśmiał się.
– Ładna? – podburzała Lauren.
Nie odpowiedział, przeciął ją tylko ganiącą miną wiedząc, że robi sobie jaja.
– Przywieź ją – poprosiła nagle.
– Kiedy? Jutro?
Pokiwała głową.
– Nie wiem, czy to wykonalne, ma teraz trochę kłopotów, poza tym nie wiem, czy chce jeszcze ze mną gadać. Jest ostro przybita i nasze rozmowy ostatnio kończą się tylko kłótnią.
– W związku czasem tak jest, wszystko wróci do normy.
– Dobra, zagadujesz mnie, a już miałem iść – rzucił David i wcisnął guzik dźwigu.
– Powiedz jej, niech na mnie czeka, że będę u niej około jedenastej – poinformowała brunetka odnośnie wizyty u siostry.
– Tak, kurwa, ona mnie posłucha, zwłaszcza, jak będzie ją jebać – warknął chłopak.
– Powiedz, że gówno mnie to nie obchodzi, ma być w domu i koniec!!! – uśmiech Lauren rozpłynął się w powietrzu.
David już nie skomentował, tylko uściskał dziewczynę, wsiadł do windy i kliknął guzik oznaczony cyfrą "zero".
– I nie ćpaj, rozumiesz?! – burknęła jeszcze złowieszczo dziewczyna, pukając palcem w szybę i po chwili zniknęła siostrzeńcowi z oczu.

1 345 czyt.
100%112
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 4400 słów i 25770 znaków, zaktualizowała 27 maj 2017.

2 komentarze

 
  • Suptelna

    Suptelna 27 sie 2017 ip:195130197

    Matka wstrętna pijaczka ????

  • zabka815

    zabka815 27 maj 2017

    Dzięki że tak szybko dodałaś   Podoba mi się i jestem ciekawa jak dalej się rozwinie akcja   Mam nadzieję że dodasz coś tak szybciutko