Zakręty losu #30

– Co pijemy? Może jakąś wódeczkę? – zapytała, przechodząc za bar. – David?
– Obojętnie.
– Obojętnie? Nerwowa praca, pełny sukces, luz i żadnych wymagań? Nie bój się, dziś nie wystawiam rachunku – rzekła wesoło, lecz była to wesołość powierzchowna, mimo uśmiechu w jej wyrazie twarzy nadal figurowało coś nieokreślonego, coś, co wywoływało zakłopotanie, a nawet lęk. Nie była to już dziewczyna poznana kilka godzin temu w pubie, gdzieś wkoło niej wytworzyła się aura złości, nieufności, a może i wahania.
– Wypiję, co mi dasz, a na opłatę rachunku w tej chwili nawet nie mam – zaśmiał się chłopak.
Judy sięgnęła pod ladę, na której za chwilę niej oszroniona butelka wódki i cztery kieliszki. Moment później obok flaszki zagościły literatki, a dzieła zwieńczyły cztery półlitrowe butelki wiśniowego soku. David już nieco dyskretniej przyglądał się blondynce – uśmiech powrócił na jej twarz, aczkolwiek wciąż inwigilowała Terry’ego wzrokiem, operując dość krzywą miną, która spokojnie mógłby sugerować chodzące po jej głowie, niewyjaśnione zarzuty. Widać było, że nadal go nie akceptuje i mu nie ufa, czego David nie mógł zrozumieć, przecież jego także poznała dopiero dzisiejszego dnia. Nie zastanawiał się jednak nad tym, nie czuł się zagrożony, nie widział więc potrzeby zagłębiania się w temat i nasuwania sobie bezpodstawnych spekulacji, które wprowadzą tylko i wyłącznie nerwówkę.
– Długo znasz Tay’a? – zapytała w końcu nieznajomego, siadając za barem, naprzeciw 22-latka, brzmiała, jakby nie mogła się doczekać rozpoczęcia tego tematu.
Z jej niebieskich, błyszczących tęczówek emanował ogromny niesmak, którego dziewczyna wcale nie starała się ukryć, wręcz przeciwnie – przeszywała przesłuchiwanego zdecydowanym, zimnym wzrokiem, co tylko bardziej podkreślało jej twardy charakter. W sekundę spoważniała, wyglądała, jakby stała się nagle "Bokserem”, przejmując przy okazji jego przywódcze cechy i przywileje. Jej głos był nad wyraz władczy, lecz i przyjemny zarazem, co w mniemaniu Davida było bardzo pociągające. Nie znał jej jeszcze z tej strony i zdecydowanie bardziej podobała mu się w takim wydaniu, aczkolwiek gdzieś w środku tlił się lęk, chłopak nie mógł wiedzieć, czego może się po niej w rzeczywistości spodziewać.
– Sporo – odparł Terry, lecz głos miał bardzo niepewny, także i jemu nie mogła umknąć postawa blondynki, która zdecydowanie nie była mu obojętna.
– Co to znaczy "sporo”? – kontynuowała szorstko.  
Nie spojrzała nawet na chłopaka, w zamian za to czym szybkim, zwinnym ruchem zapełniła szkła, robiąc to niemal jak zawodowy barista.
– Nie wiem, dokładnie nie pamiętam, ale minęło już ponad pięć, lub sześć lat – wycedził Terry, który zaczynał się chyba powoli gubić.
– Dobra, Jud, po co to przesłuchanie? – wtrącił Tyrone. – Robota wykonana? Wykonana. Daj już spokój – prosił widząc, że dziewczyna zaczyna stawiać chłopaka w coraz bardziej niezręcznej sytuacji.
David już kompletnie nic z tego nie rozumiał, nie pojmował, dlaczego zadaje te pytania akurat teraz, powinna była raczej zrobić to przed robotą. Dziwił się też, czemu o nic nie pyta jego? Przecież obaj są nowi, więc kwestia zaufania powinna być względem niego jak i względem Terry’ego na tym samym poziomie.  
– Po co? – Judy zmarszczyła brwi, chcąc okazać Tyronowi, iż jest bardzo niezadowolona z faktu, że ten śmie jeszcze dyskutować. – Bo coś mi tu śmierdzi – stwierdziła otwarcie.
– Co ci, kurwa, śmierdzi?! Wyluzuj już, ok?! – chłopak znacznie podniósł głos. – Dlaczego nie pytałaś przed wyjazdem, skoro jesteś taka nieufna?! – próbował ją zagiąć, jakby czytał w myślach Davida.
Judy zerwała się z krzesła i mocno stuknęła dłonią o blat.
– Kurwaaa! Po pierwsze to się nie rzucaj, bo nie jestem dla ciebie osobą, do której możesz wydrzeć ryj; po drugie, nie było czasu na pytania, a po trzecie, czy ja ciebie pytam?! – zaszumiała, wyraźnie dotknięta zachowaniem znajomego. – Jesteś jego adwokatem, czy jak, nie ma języka w gębie?
Ten natychmiast zamilkł i spojrzał na "łysego” – kręcił się niespokojnie na krześle, sprawiając wrażenie, jakby właśnie przełykał to, że Judy go przejrzała. David nie sądził jednak, aby tak było, przecież Tyrone nie wziąłby na włam jakiegoś lewego typa, wywnioskował więc, że koleś jest czysty, a jego zachowanie spowodowane jest tylko i wyłącznie stresem.
Typek sprawiał wrażenie, jakby był kompletnie świeży w tej branży i David zaczął dochodzić do wniosku, że być może błękitnooka właśnie z tego względu tak się do niego nastawiła. Chłopak patrzył na jego wyobcowaną minę i chętnie by mu w tej chwili poradził: "zachowuj się normalnie, bo tylko kierujesz na siebie jeszcze więcej podejrzeń”, nie odzywał się jednak, doskonale zdawał sobie sprawę, że nie powinien i nie może się wpierdalać.
– Ok, Tay, nie będę wnikać, ale dla twej wiadomości – on mi się od początku nie podoba – oświadczyła oficjalnie Judy, ale chyba nieco zluzowała.
– Jud, nie ufasz mi? – teraz już chyba i Tyrone zaczął czuć się niepewnie, widząc, że dziewczyna mimo, iż zmieniła ton, to nadal nie wygląda, jakby zamierzała na tym zakończyć temat.
– Nie ufam jemu – odparła krótko, aczkolwiek bardzo przejrzyście. – Ręczysz za niego głową?
– Tak – odparł zdecydowanie.
– Dobrze, mam więc nadzieję, że nie spadnie. Wypijmy w końcu. Zdrówko – Judy wzniosła kieliszek, kierując w stronę Davida swój chmurny wzrok.  
Ciarki go przeszły od góry, do dołu, oczami wyobraźni od razu zobaczył, jak zaczyna zasypywać pytaniami jego. Dziewczyna widząc, jaką ma w tej chwili minę, z miejsca uderzyła śmiechem, odstawiając niewypitą działkę.  
– A ty co? Zobaczyłeś ducha? – chichotała.
– Nie boję się duchów – odparł, uśmiechnąwszy się pokazowo, lecz w środku czuł się bardzo dziwnie, dziewczyna w tej chwili miała w sobie coś tak niecodziennego, co bezlitośnie przyciągało, wywołując jednocześnie lęk.
Obaj siedzący obok niego faceci przechylili kieliszki i David właśnie zauważył, że Terry’emu ręce trzęsą się jak galareta. Judy także w mig to wyłapała, co ją chyba jeszcze bardziej podkręciło, bo natychmiast zareagowała.
– Co się tak trzęsiesz? – zapytała, na powrót chowając swój piękny uśmiech. – Dziewczyna zadała ci kilka pytań, bo po prostu chce wiedzieć, z kim ma do czynienia, a ty się zachowujesz, jakbym miała pod tą ladą przygotowany dla ciebie, czarny worek – szydziła. – Ale jeszcze nic straconego – dodała, złośliwe wyginając usta.
Wyglądało na to, że nastawiła się na typka na amen, David był coraz bardziej zdziwiony jej zachowaniem. Siedział w ciszy, czekając na dalszy rozwój wypadków i coraz bardziej zaczęło nasuwać mu się przekonanie, że Judy nie bez powodu zaczęła niszczyć kolesia, że coś może być na rzeczy.
Niebieskooka wypiła, spojrzała na Davida i widząc, że nadal jest jakiś nieswój, puściła do niego kolejne, mające mu chyba dodać otuchy oczko i już zamierzała na powrót otwierać usta, lecz przerwało jej niespodziewane skrzypnięcie wsadzanego do zamka klucza, a po nim szarpnięcie za klamkę.  
Duże, srebrne żaluzje, które w godzinach otwarcia były podniesione i niemalże niewidoczne, teraz zakrywały okna i drzwi, zabezpieczając lokal przed nieproszonymi gośćmi, dlatego też "imprezowicze” nie widzieli, kto jest na zewnątrz.
Judy się podniosła i wolno ruszyła zza lady. Ponownie zazgrzytał klucz, który usilnie próbował wcisnąć się do zamka, co wciąż uniemożliwiał mu siedzący od wewnątrz jego brat bliźniak, więc osoba stojąca za drzwiami widząc, że coś jest nie tak, kolejny raz zaczęła szarpać za klamkę, o mało jej nie urywając. Masywne żaluzje nie wypuszczały z lokalu ani odrobiny światła, dlatego też stojący po drugiej stronie osobnik nie mógł wiedzieć, że ktoś jest w środku, co tłumaczyło jego zniecierpliwione zachowanie.
– Richi, otwieraj!!! – przy akompaniamencie agresywnego walenia w drzwi rozbrzmiał diaboliczny, męski głos.
David spojrzał na towarzyszy – podobnie, jak on, zbladli jak ściana.  
– Już idę, kurwa! – odkrzyknęła rozdrażniona dziewczyna i po chwili przekręciła klucz w zamku.
Gdy tylko to zrobiła, drzwi zamaszyście się otworzyły i do wnętrza wpadł, a raczej został wepchnięty jakiś na młody chłopak, który przeleciał dobre dwa metry i wylądował na ziemi, mocno uderzając głową o posadzkę. Twarz miał całą we krwi, podarte w każdym możliwym miejscu, ubłocone ubranie i był bez butów.  
– Kurwa, Jud, co tu się dzieje?! – zapytał złowrogo wielki jak góra, ścięty na zapałkę, czarnowłosy typ, stając w progu i zamykając za sobą drzwi. Towarzyszył mu drugi, podobnej postury, tylko nieco niższy koleś, ten jednak wyglądał nieco łagodniej, można by nawet powiedzieć, że mimo, iż był ogromny, wydawał się być nieco fajtłapowaty. Obaj stali i przecinali towarzystwo zimnym spojrzeniem, byli wyraźnie zaskoczeni.
David zamarł!
– Kurwa, Ice, musisz tak walić?!!! – krzyknęła rozgniewana dziewczyna. – Zawału można dostać! Skoro widzisz, że klucz siedzi w zamku, to informuję, że przy drzwiach jest takie coś, co się nazywa dzwonek! Wiesz, jak się go używa?! I kto, kurwa, będzie to sprzątał?! – wskazała palcem pobitego, który upaplał błotem całą posadzkę. – Cześć, Sky – nagle szeroko się uśmiechnęła i wspięła na palce, aby ucałować spokojniejszego z przybyszów, wieszając mu się na szyję. Ten nadal milczał, lecz mimo spokoju, którym emanował, także wyglądał dość groźnie. Wyraźnie zawstydził się gestem dziewczyny, lecz zaraz skromnie go odwzajemnił.
– Pytałem, co się tu dzieje? – ponowił pytanie brunet, podszedł do siedzących i patrząc na nich z góry, wykonał powolny spacer, jakby przeprowadzał selekcję w obozie koncentracyjnym. – Co wy tu robicie, kto to jest? – odwrócił się do dziewczyny.
Leżący mężczyzna mruknął na podłodze, lecz zaraz oberwał od Sky’a z buta i natychmiast stracił przytomność.  
– Zabierz go na zaplecze – warknął Ice, więc typ chwycił pobitego za nogę i bez większego wysiłku pociągnął za sobą, jak kukłę, aby po chwili schować się za znajdującymi się obok baru drzwiami.
David był już cały mokry, wystraszył się nie na żarty. Kolesie nie wyglądali zbyt przyjaźnie, przy nich Jamie prezentował się jak niegroźny małolat. Chłopak od razu wyczuł kłopoty, starał się jednak zachować opanowanie. Zerknął na Judy, lecz ta nie zwracała na niego uwagi, tylko bez słowa wróciła za bar i postawiła na nim dwie kolejne literatki.
Olbrzym podszedł do lady, nalał sobie pół szklanki i wypił za jednym zamachem, po czym zawisł nad Tyronem. Ten także wyglądał już, jakby miał duszę na ramieniu.
– Wypuścili cię, widzę – rzekł, tykając go palcem w obojczyk. – Aleś zjebał z tą furą, popisałeś się, nie ma co! Dziwię się, że jeszcze przekraczasz próg tego lokalu – dodał płytko, nalewając kolejną działkę.
Judy nadal się nie wtrącała, milczała, zapełniając kieliszki. Tyrone także się nie odzywał, uciekał tylko wzrokiem w każdą możliwą stronę.
– Judy, wyjaśnisz mi to w końcu? – brunet wznowił temat, opierając się łokciami o bar.
– Przecież byliśmy w hurtowni – powiedziała w końcu.
– To dziś? Kurwa, zapomniałem. A gdzie "P? I powiesz mi w końcu, co to za frajerstwo? – kolejny raz przeleciał wzrokiem po wszystkich obecnych. – Bo ciężko mi uwierzyć, że byłaś z nimi na robocie. Bokser ma złe dni, czy jak?– brnął, wyraźnie niezadowolony.
– To David, jest nowy – rzekła, wskazując głową chłopaka.
Jej ton był bardzo zdynstansowany, co sprawiło, że Ice natychmiast ruszył stronę 22-latka.
– Zostaw, jest w porządku – dodała szybko i zatrzymała go ręką, niemalże kładąc się na ladzie.
Facet odpuścił i przechylił kolejną porcję.
– A to? – wskazał Terry’ego.
– A ten…? Tego nie znam – mruknęła sucho Judy.
– Jesteście parą? – wielkolud uśmiechnął się w końcu mętnie, patrząc na Terry’ego. – Bo ten to mi od zawsze wyglądał na pedała – podsumował, wskazując głową Tay’a.
Żaden z nich nie otworzył ust, co tylko rozdrażniło osiłka.
– Zadałem pytanie! – zaszumiał kwaśno, łapiąc "łysego” za fraki.
– Ice, zostaw – mruknęła Judy, lecz zbytniego przekonania w jej wypowiedzi nie było. Nie zależało jej raczej na zdrowiu "nowego”, David odniósł wrażenie, że powiedziała to tylko dlatego, aby pokazać swoją wyższość.
– Jebany śpi i raczej nic nam teraz nie powie. – rzekł nagle wesoło Sky, wchodząc niespodziewanie do sali. Okazało się, że jednak potrafi mówić. – Za mocno go przyklepałeś – przyjaźnie zbeształ kolegę, zaśmiawszy się, co całkowicie zmieniło jego nijaką prezencję.
– Ja go przyklepałem? Sam się przyklepał – Ice puścił "łysego”.
Sky leniwie przpłynął wzdłuż lady i usiadł obok Davida. Temu momentalnie ciarki przeszły po plecach i nie wiedząc, jak się zachować, nerwowo sięgnął po swoją szklankę. Judy niemal po same brzegi zapełniła szkło Sky’a, lecz to nie przeszkadzało mu w opróżnieniu jej za jednym podejściem. Ponowny wyraz zadowolenia i bezzaprzeczalnej sympatii do olbrzyma ozdobił twarz blondynki, która podniosła kieliszek i machnęła głową do Davida, prosząc go tym samym, aby z nią wypił. Szkła zostały opróżnione i Judy zapytała, kierując wzrok na bruneta:
– Co to za typ?
Chłopak natychmiast zrobił gniewną minę, sugerującą, iż jest bardzo rozczarowany i wzburzony faktem, że pyta o to przy nieznajomych.
– No co? – zrobiła pocieszną minę, komicznie udając niewiniątko.
– Nic – warknął Ice, lecz nie odpowiedział na jej pytanie, tylko wstał i na oścież otworzył wejściowe drzwi. – Dobra, laski, koniec imprezy – rzekł, machnąwszy głową w stronę ulicy.
Terry’emu nie trzeba było dwa razu powtarzać, z wielką ulgą w mig podniósł tyłek, wydawał się być bezgranicznie szczęśliwy.
– No na co czekacie?! – warknął Ice widząc, że tylko on wstał.  
– David zostaje – rzuciła Judy, lecz tym razem zrobiła to dość sugestywnie.
Tyrone widząc, co się dzieje, że nie są z kumplem na zbyt dobrej pozycji, wstał i wyszedł z nim z lokalu. Ice delikatnie zamknął drzwi i usiadł na swoje miejsce.
– Dlaczego ich przepłoszyłeś? – zapytała ironicznie tymczasowa barmanka, gorliwie szczerząc zęby.
Chłopak tylko przeciął ją wzrokiem informując, iż zadaje głupie pytania i kolejny raz nalał wódki do szklanki, podobnie postąpił z literatką Sky’a. David siedział teraz między nimi obydwoma, przez co czuł się coraz bardziej niepewnie, do tego ręce zaczęły mu drżeć, co było w tej chwili najmniej pożądanym wybrykiem jego organizmu.
– Co chcecie z nim zrobić? – zapytała dziewczyna, podsuwając pod nos Davida napełniony kieliszek.
Obaj olbrzymi spojrzeli na nią, jak jeden mąż, lecz Sky, w przeciwieństwie do kumpla uśmiechał się od ucha do ucha, dobrze wiedział, że Judy się z nim drażni.
– No gadaj, nie wkurwiaj! Chłopak jest ok! – naciskała, wskazując głową 22-latka.
– Nie wiem, Richi zadecyduje – rzekł Sky.
– Dobra, to wy tu sobie siedźcie, a my spadamy – rzekła nagle blondynka, szybko przechyliła kieliszek i wyszła zza lady – Chodź – skinęła na Davida, wstał więc i bez słowa skierował się za nią. – Czym przyjechaliście? –zapytała z nienacka, odwróciwszy się do Ice’a.
– Czwórką.
– No kurwa! Dawaj kluczyki i zabieraj Jaguara! – nakazała bezkompromisowo i rzuciła mu kluczyk od wozu.
Chłopak bez problemu wręczył jej inny i dopiero teraz dziewczyna ruszyła w stronę drzwi, gdzie czekał 22-latek.
– Nie wpierdol się w kłopoty! – rzucił na odchodne Ice.
– Na razie! – odkrzyknęła z uśmiechem i opuściła z chłopakiem pub.
David od razu odetchnął z ulgą i spojrzał na zegarek – dochodziła czwarta.
– Dobra, Jud, ja muszę zmykać, o siódmej zaczynam robotę – rzekł David, aczkolwiek nie miał ochoty jeszcze się rozstawać. Świetnie czuł się w towarzystwie dziewczyny, była całkiem inna od jego koleżanek, do tego niesamowicie piękna, więc chętnie pogapiłby się na nią jeszcze. Amy nie wracała, zupełnie zapomniał o jej istnieniu, w czym Judy i dzisiejsze wydarzenia bardzo pomogły.  
Pomyślał też o przyszłych godzinach i od razu skrzywił twarz, kompletnie nie chciało mu się dziś pierdolić z tym remontem. Na chwilę obecną pożałował, że się zaoferował, niestety, czasu już nie cofnie. Dodawał sobie jednak otuchy, wiedząc, że jak przejdą mu używkowe odloty, wróci mu chęć do pracy.
– Zmykać? – dziewczyna kolejny raz wzniosła sprzeciw. – I co z tego, że na siódmą? Co będziesz robił w domu do tego czasu? Czyżbyś przewidywał spanie?! – ironizowała, wydobywając z siebie luźny chichot.
– Mam w chacie trochę problemów i wolałbym zobaczyć, co się tam dzieje – rzekł.
– Ok, to zajedziemy, sprawdzisz i wyłazisz – upierała się.
David zamilkł, nie wiedział, co robić. W tym momencie chciałby wszystko na raz i to tak, żeby było dobrze. Doszli do czarnego Audi A4 i Judy wyłączyła alarm.
– To jak? – zapytała, celowo szczerząc zęby, wiedziała, jak to na niego działa.
David nadal stał niezdecydowany, więc dziewczyna usiadła za kółkiem i teraz już nie prosiła, a wręcz rozkazała:
– David, nie zamulaj, tylko wsiadaj, pokażę ci coś fajnego!

1 118 czyt.
100%72
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3098 słów i 18145 znaków, zaktualizowała 11 sie 2017.

2 komentarze

 
  • Suptelna

    Suptelna · 27 sie 2017 · 388242643

    Będą kolejne odcinki?

  • Black

    Black · 11 sie 2017

    Wybrnęłaś