Zakręty losu #28

Polly natychmiast ruszyła za nią, ale dziewczyna była już na górze. Rozległo się kolejne trzaśnięcie. Blondynka szybko wbiegła po schodach i przekręciła klamkę, lecz drzwi były zamknięte.  
– Am, otwórz! – nakazała, pukając i raz po raz spoglądając w kierunku pokoju Jacka.
Chłopak chyba zasnął na dobre, skoro nie słyszał nawet wyjącego za oknem alarmu. Brunetka nie odpowiadała, więc Polly poprosiła ponownie.
– Nie! – zza drzwi doszedł niewyraźny głos 22-latki.
– Amy, otwórz, pogadamy.
– Nie, kurwa, nie chcę mi się gadać! Zamierzam się napić… sama!
– Amy, nie świruj, tylko otwieraj! – nastolatka już nie pukała, a łomotała.
– Nieee!!!
Hałas w końcu obudził młodzika, który półprzytomny wyłonił się z sypialni.
– Czemu tak krzyczycie? Nie dajecie mi spać – oznajmił pretensjonalnie, zatrzymując się obok siostry. – Dlaczego tu stoisz?
– Przepraszam, już nie będziemy. Wracaj do łóżka.
Zaspany chłopak nie dociekał dłużej, tylko bez słowa zniknął w sypialni, tym razem zamykając za sobą drzwi.  
– Amy – blondynka znacznie ciszej ponowiła próbę.
Teraz zamek zazgrzytał i nastolatka migiem wskoczyła do pokoju. Mimo jej obaw nic złego się nie działo, Amy stała przed nią przebrana już w krótkie spodenki, z wódką w dłoni, po chwili jednak klapnęła na swoim miejscu. Znowu płakała, o czym świadczyły czerwone oczy. Polly ją przytuliła i już chciała wszcząć rozmowę, lecz przeszkodziło jej głośne pukanie, które niespodziewanie rozbrzmiało na parterze.  
Natychmiast obie zamarły.
– Zamknęłaś drzwi? – zapytała wystraszona Amy, patrząc na siostrę wielkimi jak spodki oczyma.
– Tak – odparła Polly, której wyraz twarzy niczym nie różnił się od miny brunetki.  
22-latka błyskawicznie się podniosła i ruszyła w stronę korytarza.
– Ale znowu nie zamknęłaś bramy! – szepnęła pretensjonalnie, stawiając dyskretne kroki po schodach. – Pilot został w aucie – dodała, przepełniona lękiem.
Pukanie zamieniło się w łomotanie. Przerażone dziewczyny cicho jak myszki stawiały stopy na kolejnych stopniach.  
– Otwieraj, szmato! – przy akompaniamencie dudnienia w drzwi rozbrzmiał damski głos. – Mówiłaś, że popamiętam, więc wyjdź i udowodnij, bohaterko! – darła się Sylvia.
Coraz bardziej zatrwożone, ale i zaskoczone siostry spojrzały po sobie, nie wiedząc, co robić. Ten głos definitywnie nie wróżył nic dobrego, zwłaszcza, że jego właścicielka była kompletnie pijana.
– Kurwa, otwieraj, suko, i to już! – tym razem zagrzmiał męski okrzyk. – Otwieraj, bo wyjebię ci wszystkie szyby! – darł się koleś, głośno kopiąc w drzwi.
– Co się dzieje? – zapytał nagle wystraszony Jack, pociągając Amy za nogawkę.  
– Wracaj na górę i nie wychodź, rozumiesz!!! – rozkazała brunetka, z zimną stanowczością.  
Pchnięty monstrualną surowością siostry chłopak zniknął w okamgnieniu.
– Ona nie otworzy! Dziwka jest mocna tylko w gębie! – towarzystwo po drugiej stronie zaśmiało się wesoło.  
Po chwili ktoś na powrót zaczął łomotać, tym razem w szybę salonu.  
– Hej, policyjna suko, czemu się chowasz?! – krzyknęła Sylvia, szaleńczo kopiąc w drzwi. – Wyłaź, pogadamy! Może obciągniesz chłopakom! – drwiła, rechocząc z pijackim wydźwiękiem.
– Am, co robimy? – wyszeptała Polly. – Dzwonimy na policję?
– Nie wiem – zdrętwiała od stóp do głów brunetka kompletnie się pogubiła. Nie wiedziała, co robić. Przecież to jasne, że to przez jej zeznania się tu pojawili, bała się jednak, że jak teraz zadzwoni, to będzie jeszcze gorzej.
– Amy! – szarpnęła ją Polly.
– Poczekaj, może zaraz się im znudzi. Przecież nie wyważą drzwi – wyjąkała dziewczyna.
– Billy!!! Dawaj z drugiej strony!!! – krzyknął inny już chłopak. – Zajebię tą kurwę!!!
Pukanie w szybę przeszło z salonu do wejściowych drzwi, a następnie do pokoju po prawej i raptownie się urwało. Siostry migiem skierowały się do kuchni.
– Kurczę, Amy, oni wejdą od strony ogrodu – panikowała Polly.
– Nie wejdą.
Po chwili obie były już na miejscu i przykucnęły za kuchennym blatem. Intruzi nie czekali, tylko od razu zabębnili w balkonowe drzwi.
– Amy, wyjdź, pobawimy się! – krzyknął ten sam chłopak, dając kolejny upust szyderczej wesołości.  
– Kurwa, kobieto, dzwoń! – Polly się zdenerwowała.
Obie zerknęły zza kamiennego podestu – za szybą stało dwóch kompletnie pijanych nieznajomych i Sylvia z jakąś dziewczyną. Nie wiedziały dokładnie twarzy chłopaków, obydwaj mieli nisko opuszczone daszki czarnych czapek. Ethana wśród nich jednak nie dostrzegły.
– Wyłaź, kurwo, widzę cię!!! – ryknął natręt i wystawszy język, zaczął nim machać w zbereźnym geście.  
Nadal kopał w szybę, lecz ta ani drgnęła.
– Kurwa, Amy! – zagrzmiała zniecierpliwiona Polly i zerwała się z miejsca.
Po chwili wróciła z komórką. W tym momencie już obaj napastnicy podjęli próbę wybicia potrójnej szyby, ta jednak dudniła tylko złowrogo, nadal nic sobie nie robiąc z zabiegów włamywaczy.
– Poczekaj! – brunetka chwyciła rękę siostry, która już szykowała się do wybierania 911. – Oni nie wybiją tej szyby, ojciec wiedział, co robi – uspokajała nastolatkę.
Nagle rozległ się jeszcze głośniejszy huk. Spojrzały przed siebie – koleś wziął ogrodowe krzesło i zaczął walić nim w drzwi. Tłukł nim jak opętany, nadal, niestety, nie uzyskując pożądanego rezultatu.
– Kurwa, wyłaź mówię!!! – zawył zirytowany ciągłym niepowodzeniem, z rezygnacją rzucając krzesłem w szybę. – Otwieraj te zajebane drzwi, bo rozniosę ci chatę!!! – szalał.
Amy wyrwała siostrze komórkę.
– Odejdźcie, bo zadzwonię na policję!!! – zagrzmiała, podnosząc się z przysiadu i pokazując chłopakowi telefon.
– Dzwoń, kurwa, choć nie radzę! – typek wściekał się coraz bardziej, wciąż próbując wybić okno, tym razem z buta.
Po chwili dołączyła do niego Sylwia i także podjęła próby wybicia szyby wziętym z podjazdu łomem.
– Kurwa, konfidentko, dorwę cię prędzej, czy później!!! – ryknęła, zbulwersowana, po czym ruszyła w stronę trawnika i zaczęła rozrzucać dookoła stojące na nim, ogrodowe meble.
Chłopak za moment zrezygnował z użycia krzesła, wyjął z kieszeni spray i zaczął mazać nim po oknach, zaczynając od samego brzegu. Robił to bardzo starannie i po chwili na szybach powstał duży, czerwony napis: "BRUDNA, POLICYJNA KURWA!”
– Amy…! – ponowiła prośbę Polly.
– Młoda uspokój się. I tak nic nie zrobią, nie zniszczą przecież żelaznych krzeseł, nie wybiją szyb. Zaczekajmy jeszcze chwilę, ok? Nie chcę dzwonić, nie widzisz, co to za bydło? – odparła przerażona brunetka.  
Obie już dawno wytrzeźwiały.
– Fura! – rzucił nagle agresywniejszy z chłopaków i ekipa po chwili zniknęła za ścianą budynku.
Siostry zerwały się z miejsca i zaraz znowu były przy drzwiach. Doszedł je kolejny odgłos demolowanego BMW, nie mogąc jednak nic dojrzeć przez umieszczone przy wejściu, kolorowe szyby, skierowały się do salonu i ukucnąwszy pod parapetem, dyskretnie wychyliły twarze. Teraz samochód brunetki był już w poważnych tarapatach. Sylwia trzymając pionowo pręt, namiętnie robiła dziury w przedniej klapie, jej koleżanka sprawdzała zawartość schowka i okolic, natomiast faceci przy pomocy scyzoryków z pełnym zaangażowaniem pruli skórzaną tapicerkę.
I teraz brunetka dojrzała byłego – stał z piwem w ręku i uśmiechał się szyderczo.
– Amy – wydusiła nastolatka, patrząc na siostrę.
– Nie dzwoń, to i tak już nic nie da – wycedziła przez zęby dziewczyna wpatrując się w auto obłąkanym, załamanym wzrokiem.
– Dobra, wystarczy! Spadamy! – krzyknął nagle do towarzystwa ich lider, najwyższy z chłopaków, po czym wyjął pałę i spojrzawszy w okno dziewczyn, zaczął lać na przednie siedzenie. Siostry natychmiast schyliły głowy.
– Pamiętaj, ruro, nie radzę ci zwierzać się psom!!! – zagrzmiał złowrogo.
– I odszczekać to, co powiedziałaś, rozumiesz, dziwko?! – wtrąciła Sylvia. – Pamiętaj, że zawsze możemy tu wrócić!!!  
Do uszu sióstr doszedł jeszcze dźwięk uderzającej o szybę, pustej butelki i sekundy później nastała przecinana oddalającymi się śmiechami, grobowa cisza. Nadal siedziały skulone i totalnie zszokowane tym, co się przed chwilą wydarzyło. Polly, widząc obecny stan kabrioletu chyba nie wiedziała, co powiedzieć siostrze, natomiast Amy nie dała rady wydusić z siebie słowa, oddychała tylko ciężko.
– Poszli? – po chwili jednak Polly odzyskała mowę.
– Nie wiem, chyba tak. Trzeba zamknąć bramę… o ile nie zajebali pilota – mruknęła mętnie Amy.
– Miałaś tam coś wartościowego?
– Nie, tylko mandat i jakieś duperele – odparła brunetka i ostrożnie wychyliła twarz spod parapetu. – Poszli. Pójdę, zamknę – podniosła się z miejsca.
– Czekaj! – zareagowała natychmiast nastolatka, łapiąc ramię siostry. – A jeśli nie?
– Poszli, przecież słyszałaś. Wyluzuj.
– Idę z tobą!
– Nie, czekaj przy drzwiach. Jak coś, to będę wiać – ironizowała dziewczyna, śmiejąc się głupio z desperacką rozpaczą.
Przekręciła zamek i wolno ruszyła w stronę auta, rozglądając się na wszystkie strony. Doszła do bramy i wychyliła głowę – wandale zniknęli. Podeszła do zdewastowanego BMW i znów zastygła w miejscu, "podziwiając” efekty pracy zwyrodnialców.
– Amyyy!!! – wrzasnęła Polly, wyrywając dziewczynę z otępienia.
Brunetka szybko się pozbierała, chwyciła pilot, który jednak był na swoim miejscu, zamknęła dwa potężne, mosiężne skrzydła i wróciła do siostry.  
– Włączę… na wszelki wypadek – oznajmiła nastolatce i wbiła kod alarmu.
Sprawdziła jeszcze, czy lampka zaświeciła na czerwono, po czym ruszyła w kierunku znajdującego się pod schodami wejścia do piwnicy.
– Po co tam idziesz? – zdziwiła się Polly.
Głos nadal jej drżał, dziewczyna wciąż nie mogła dojść do siebie.
– Trzeba usunąć ten napis, nie! Idź do Jacka! – warknęła nieuprzejmie Amy i po chwili zniknęła na dole.
Dwie minuty później stała już przed kuchennymi oknami z rozpuszczalnikiem oraz szorstką gąbką w dłoni i przełykając zalegające w gardle łzy, zabrała się do pracy.  
Farba była świeża, nie stawiała więc zbytnich oporów, tkwiący jednak w jej głowie obraz zniszczonego auta, auta, które tak lubiła, nie pozwał jej się skupić, przez co sprzątanie wychodziło bardzo chaotycznie. Nadal nie mogła uwierzyć że Ethan mógł nasłać na nią tą zgraję gotowych na wszystko bandytów. Był, jaki był, ale takie coś? Nie mieściło jej się to w głowie. Teraz zrozumiała, jak znaczący wpływ musi mieć na niego towarzystwo Sylvii i jej samej, skoro zaczynają dziać się takie rzeczy, które, notabene, prawdopodobnie sam sprowokował.  
– Zasnął. Pomogę ci – odezwała się nagle Polly, stanąwszy obok siostry.  
– A pierdolę to! – fuknęła Amy rzucając szmatkę i rozcieńczalnik na ziemię. – Zostaw to, jutro sprzątniemy, poza tym już późno, prawie dwunasta. Położę się, głowa nie boli – dodała mdło i nie czekając na reakcję nastolatki, zniknęła we wnętrzu domu.
Pierwsza rzeczą, którą zrobiła po przekroczeniu progu sypialni było nalanie i wypicie kieliszka, a po nim kolejnego i kolejnego – dziewczyna tak się zapędziła, że dosłownie w przeciągu dwóch, może trzech minut wypiła wszystko. Na powrót zaszumiało jej w głowie, która bolała coraz bardziej, dotrzymując towarzystwa trzęsącym się jak galaret dłoniom. W łazienkowej szafce znalazła tabletki, popiła więc dwie i kompletnie już umęczona, walnęła się na miłej, chłodnej pościeli.
Minutę później usłyszała dźwięk uchylanych drzwi, nie otwierała jednak oczu.  
– W porządku? – Polly legła obok, przytulając się do siostry.
– Tak.  
– Trochę starłam, pierwszy napis – oznajmiła niepewnie. – Chcesz się przespać?
Amy przytaknęła ruchem głowy, więc Polly po chwili uniosła się na rękach.
– Zostań – brunetka ją przytrzymała.
Nastolatka wróciła na miejsce i po kilku minutach, otulona błogą ciszą, zasnęła. Amy nie mogła jednak odlecieć, dzisiejsze wydarzenia nieźle dały jej się we znaki. Mimo wszystko nie ruszała się, tkwiła w bezruchu. Dręczona bólem czaszki, żalem i różnorakimi przykrymi przemyśleniami, spokojnie leżała obok siostry, cierpliwie czekając, aż w końcu zmorzy ją sen.  
Odpłynęła dopiero około czwartej nad ranem...

1 000 czyt.
100%93
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2154 słów i 12877 znaków, zaktualizowała 18 lip 2017

Komentarze (3)

 
  • AlexAthame

    AlexAthame 18 lip 2017

    łapkę znaczy.

  • AlexAthame

    AlexAthame 18 lip 2017

    Zacząłem właśnie od tej części. Dobra. Czekam na dalej WKM. Dam ci co mi nie dałaś Niezłe.

  • zabka815

    zabka815 15 lip 2017

    Super   Dziękuję że tak szybko dodałaś kolejną część. Czekam oczywiście na następną