Zakręty losu #34

W przeciągu kolejnego kwadransa był już w swoim mieszkaniu. Sophie nie spała, siedziała na kanapie, ledwo żywa, wyglądając jak ludzkie szczątki.
– I co? Dobrze, nie? – zadrwił David, stanąwszy w progu z szerokim jak orbita uśmiechem.
Kobieta albo była tak skacowana, że nie miała siły przebierać językiem, albo po prostu bała się odezwać. "Nie pyta o Lilly?” – zdziwił się chłopak, patrząc na resztki człowieka, które jeszcze niedawno były "jego matką”. W porę zadał sobie to pytanie, bo Sophie za moment wymruczała, ledwo słyszalnym, chrapliwym głosem, brzmiąc, jakby miała grypę i ostre zapalenie gardła:
– Gdzie Lilly?
David się nachmurzył, lecz amfetamina w dalszym ciągu nie pozwalała mu się zezłościć, z czego bardzo się cieszył, bał się, że mógłby pobić kobietę.
– Pytasz, gdzie Lilly? No właśnie, "Gdzie Lilly?”, to bardzo dobre pytanie – odparł surowo.
Natychmiast spojrzała na syna, pełnym przerażenia wzrokiem, więc David już wiedział, że wczoraj kompletnie urwał jej się film. "Czyli już w mieście musiała się nieźle doprawić, skoro nie pamięta, gdzie ją zostawiła” – wywnioskował szybko. "Tylko jak, do chuja, wróciła do domu?”.
– David, gdzie jest Lilly, ja pytam poważnie – kobieta nie odpuszczała, lecz wstyd wręcz kaskadą wylewał się z jej głosu.
– Kurwa, kobieto, nie wiem, gdzie. Szukałem jej całą noc, rozumiesz? Tylko co wróciłem.
– David, Boże… – mruknęła Sophie i nagle uderzyła rozpaczliwym płaczem. – Trzeba zadzwonić na policję… David… ja… ja przepraszam… to już ostatni raz, przysięgam… przepraszam – paplała, płacząc coraz głośniej, teraz już niemalże histerycznie.
– Na policję? Już dzwoniłem, szukają jej – kontynuował twardo 22-latek.  
Ani trochę nie zamierzał odpuścić, uznał, że trzymanie matki w niewiedzy będzie dla niej jak najbardziej zasłużoną nauczką i karą.
Sophie zamilkła, wyjąc nadal, po chwili jednak wstała. Wytrzeźwiała, lecz to nie przeszkadzało w tym, żeby machnęło nią delikatnie, jej dzisiejsze dolegliwości musiały być naprawdę okropne.
Stanęła, opierając się o kanapę.
– Gdzie?! – zagrzmiał David, bardzo precyzyjnie udając oburzenie.
– Muszę jej poszukać. David, ja naprawdę przepraszam. Już nie tknę nic, przysięgam ci, ani kropli, tylko błagam, znajdźmy ją, proszę cię. David…! – panikowała zrozpaczona kobieta i za moment ruszyła w stronę korytarza.
Chłopak nie odniósł się do jej trwogi, tylko chwycił za ramię i grzecznie posadził na miejsce.
– Poszukać? Przecież ty jeszcze jesteś pijana, jak chcesz jej szukać? Poza tym szukałam jej kilka godzin, obszedłem i objechałem całe miasto, koleżanki, nigdzie jej nie ma, kumasz? Pamiętaj, jeśli coś jej się stanie, zatłukę cię własnymi rękami, rozumiesz?
Davidowi bardzo gładko szło kłamstwo, narkotyk niesamowicie kreatywnie kręcił jego myśleniem, no i szczerze mówiąc chłopak, dołując matkę, bardzo dobrze się bawił. Nie miał żadnych wyrzutów sumienia, tym bardziej, iż był przekonany, że definitywnie na to zasłużyła. Pamięta, co przeżył wczoraj, martwiąc się o małolatkę i mimo, że w tej chwili był absolutnie wyprany z negatywnych emocji, nie zamierzał matce tego darować.
– David, ja pójdę… piechotą, poszukam jej, wypiję kawę i mi przejdzie. Muszę znaleźć moje dziecko, rozumiesz? – walczyła Sophie i znowu wstała, lecz za sekundę siedziała z powrotem na tyłku. – Synku, pro…
Zadzwonił telefon chłopaka, chwilowo uciszając kobietę. Zerknął – Lauren. Spojrzał na matkę i dostrzegł nagły rozbłysk nadziei w jej oczach. Bardzo ucieszyło go przerażenie rodzicielki, znał na pamięć jej mimikę i dobrze wiedział, co oznacza jej obecny wyraz twarzy.
– Odbierz, może coś wiadomo – ponagliła zdenerwowana, gdyż telefon wciąż śpiewał.  
– To kumpel – poinformował David, złośliwie ciągnąc swoją szopkę.
– David, oddaj mi mój telefon, sama zadzwonię na policję – poprosiła, nadal jednak będąc łagodną, jak baranek.
– Kurwa, na policję? I co im powiesz? "Dzień, dobry. To ja, pijaczka Brooks, ta co się wczoraj nachlała i zgubiła córkę. Czy już coś wiadomo”, tak?
– David, do jasnej cholery, oddaj mi telefon! – huknęła Sophie, lecz "impreza” nie zdążyła zatoczyć szerszego kręgu, ponieważ telefon zadzwonił ponownie.
– Wyjdę, odbiorę, zaraz pogadamy. I nie ruszaj mi się stąd! – nakazał złowrogo chłopak, tykając palcem powietrze i migiem wyszedł na klatkę. – Cześć. Co jest? – zapytał, uszczęśliwiony telefonem uwielbianej ciotki.
– Cześć. David, młoda nie chce zjeść i bardzo dopytuje się o Sophie. Mam ją puścić bez śniadania? – oznajmiła Lauren, lecz nie wydawała się być zdenerwowana, raczej zniecierpliwiona i bezsilna.
– Dobra, zjadła wieczorem, nic jej nie będzie, zrób jej tylko coś do szkoły.
– No bardzo ładnie, że mi przypominasz, czy uważasz, że jestem cofnięta? – oburzyła się dziewczyna.
David się zaśmiał.
– David, co z nią? – zapytała w temacie siostry.
– A co ma być? Ma potężnego kaca, a teraz jeszcze doła, bo wkręciłem jej, że Lilly zaginęła. Zawiesiła się na amen, chce iść jej szukać, choć sama jeszcze ledwo stoi na nogach – rzekł radośnie chłopak, bardzo z siebie dumny.
– David…! – warknęła pretensjonalnie ciotka.
– No co "David”? Kurwa, zasłużyła sobie, to niech się teraz trochę pomartwi. Może w końcu zmądrzeje – burknął z kwaśną ironią.
– Ale chyba nie pamiętasz, że idziesz do pracy, a ona zostaje, więc..? Nie rób tego, powiedz jej prawdę. Lilly jest poddenerwowana, uparła się, że chce zajechać do domu przed szkołą i zagroziła, że jeśli nie, nie pójdzie na lekcje – brunetka uderzyła cichym śmiechem, ale zaraz spoważniała. – Nie wiem, co mam zrobić, to nie wygląda dobrze. Ona martwi się o tą idiotkę, David, co ja mam robić?  
Chłopak spojrzał na zegarek – dochodziła za piętnaście ósma.
– No dobra, skoro uważasz, że jest problem, to przyjedźcie. Ale Lauren, ona wygląda jak żywy trup, nieźle sobie wczoraj porządziła. Jak ona się dziecku pokaże?
– To nic, przecież znasz Lilly, ona zrozumie. Ale będzie spokojniejsza, i ja też, poza tym i tak przecież chciałam z nią porozmawiać.
– Ok, to za ile będziecie? Poczekam na was – rzekł chłopak, zupełnie zapominając przez to wszystko o Amy, że nie daje znaku życia, że przecież miał sprawdzić...
Jego decyzja była w pełni uzasadniona, nie mógł się oprzeć, aby zobaczyć potyczkę matki z siostrą, już z góry założył, że będzie się działo i uznał, że za nic w świecie nie może tego przegapić.  
– W sumie już jesteśmy gotowe, czekałam tylko, aż zje i przed zajęciami chciałam jeszcze zajść do cukierni, kupić jej jakieś ciastko do szkoły.
– Nie ma ósmej, a młoda już ubrana? Co wy tam robicie? – zapytał pociesznie David.
– Sama mnie zbudziła godzinę temu.
– No, nieźle. Więc może niech przeprowadzi się do ciebie, skończy się problem z wyłażeniem z wyra – chłopak ponownie się rozradował.
– Mi się wydaje, że ona bardzo źle spała, poza tym słyszałam, jak mruczała coś przez sen.  
– Wcale się nie dziwię. Dobra, to ja czekam, tylko ruchy tam, bo muszę iść do roboty.
– Ok, to do zobaczenia.
– Ale Lau… – chciał coś dodać, ale nie zdążył, bo brunetka się rozłączyła.
"Kurwa” – burknął bezgłośnie. Nagle przyszło mu do głowy, że może niepotrzebnie, że Lilly i tak jest zdenerwowana i jak zobaczy matkę w takim stanie, może być jeszcze gorzej. No i ciotka, wiedział, że ona nie odpuści, tym bardziej, jak nie daj Boże, za mocno ją poniesie. Nie chciał, aby małolatka widziała tą kłótnię, która to kłótnia będzie na pewno.
Zamyślił się chwilę i wybrał numer brunetki, lecz gdy tylko dziewczyna mruknęła w słuchawkę, usłyszał trzaśnięcie swoich drzwi.
– Poczekaj chwilę – poprosił i migiem zmienił miejsce pobytu z półpiętra na piętro.
– Gdzie, kurwa! – chwycił matkę za chabety i bez większego wysiłku wciągnął z powrotem do mieszkania, po czym mocnym szarpnięciem posadził na kanapie.
– Puszczaj mnie, gówniarzu, idę szukać Lilly! – ubrana już w buty i czystą koszulkę kobieta wzniosła głośny sprzeciw.
W telefonie, który trzymał w dłoni, nadal trwało połączenie.
– Nigdzie nie idziesz, rozumiesz? Mało ci jeszcze komedii, mało jeszcze narobiłaś?! – ryknął chłopak, który poczuł, jakby proch nagle przestawał działać.
Wkurwił się, że matka nie dość, że chla, przysparza rodzinie problemów, to jeszcze psuje mu fazę.
– Puszczaj! – brnęła uparcie Sophie i znów chciała wstać, lecz w końcu chłopak nie wytrzymał i trzasnął ją po twarzy, kolejny raz sadzając na łóżku.
– Kurwa, uspokój się! – zawył.
Sophie się wystraszyła i natychmiast wyciszyła, przez co dopiero teraz David usłyszał dochodzący z komórki szum.
– Sorry – burknął w słuchawkę, wychodząc do kuchni.
– David, co tam się dzieje, do jasnej cholery?!!! – wrzasnęła zdenerwowana Lauren, która przecież musiała wszystko słyszeć.
– Nic!
– Kurwa, David, uderzyłeś ją?! – grzmiała, nie była przecież głupia.
– Nie, podsadziłem tylko na dupie, bo jeszcze nie wytrzeźwiała, a już się gdzieś wybiera – warknął, co chwila zaglądając na korytarz, czy kobieta przypadkiem nie postanawia zwiać.
– Zaraz tam będę i wtedy porozmawiamy, rozumiesz?! – zaszumiała groźnie dziewczyna, która była już bardzo wściekła.
Chłopak nie zdążył odpowiedzieć, bo szybko się wyłączyła. Od razu poczuł się bardzo nieswojo, nigdy jeszcze nie kłócił się z ciotką, a jeśli już, to na pewno nie tak. Słyszał, jaki był jej obecny ton i nastawianie do niego i mimo, że proszek nadal go trzymał, trochę zląkł się tego spotkania. Wiedział, jaka jest, że jest twarda i nigdy nie bawi się w kotka i myszkę, dlatego też jego obawy były w pełni słuszne.
"A pierdolę to, kurwa, teraz ja będę winny? A niech tylko fiknie” – wygrażał w duchu i drapieżnym krokiem wrócił do matki.
– Przepraszam – natychmiast przed nią ukucnął, lecz nie dotykał kobiety.
Milczała. Czerwień policzka była widoczna, przez co Davidowi zrobiło się odrobinę głupio.
– Mamo, przepraszam – usiadł obok i choć niechętnie, objął rodzicielkę. – Przepraszam, ale już nie wytrzymałem, rozumiesz?
– Chcę wyjść z domu – mruknęła.
– Lilly jest u Lauren, zaraz przyjadą.
Mina, jaką w tej chwili zaprezentowała Sophie zasługiwałaby bez dwóch zdań na nagrodę Nobla w kategorii: "zdziwienie plus szok”, oraz burze owacji na stojąco.
– Jak to "u Lauren”? Jak to "przyjadą”? Ona jest w domu? – wystękała Sophie, gdy minął pierwszy, psychiczny wstrząs, lecz wyraźnie słychać było, że ciężki głaz spadł jej z serca.
– Tak, jest na urlopie. Lilly u niej nocowała po tym, jak ją wczoraj odebrałem z komisariatu. Nadal w opinii postronnych ludzi jesteś bez winy, wiesz o tym? Twoja córka naprawdę mnie zaskakuje, ale ty nadal nie umiesz tego docenić, nie? – Davidowi znowu zaczynał odpalać się lont.
Sophie po raz kolejny zamilkła i wbiła wzrok w leżące na nogach dłonie. David nie miał już chęci jej dręczyć, teraz myślał tylko o spotkaniu z ciotką.
I nagle coś mu zaświtało.
Nie ruszając się z miejsca wyjął telefon i wykręcił numer Amy, lecz było tak, jak mówiła Cindy – numer był niedostępny. Przypomniał sobie słowa kucharki i zaczął się powoli denerwować, nie mając pojęcia, co dzieje się z dziewczyną. Nie zdążył jednak pogrążyć się w obawach, bo właśnie zazgrzytał klucz w zamku i po chwili delikatnie otworzyły się drzwi. Spojrzał na Sophie – struchlała…

634 czyt.
100%91
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2059 słów i 12145 znaków, zaktualizowała 16 gru 2017

Komentarze (1)

 
  • zabka815

    zabka815 17 gru 2017

    Świetna część a szczególnie wkręt Davida