Zakręty losu #46

– Dokąd? – David wyskoczył przed nosem matki, widząc, że odwróciła się na pięcie i kieruje się w stronę przeciwległą do kamienicy Lauren.
– Idę jej szukać.
– Nigdzie nie idziesz – zaprotestował oschle, łapiąc jej ramię.
– Puszczaj! – wyszarpnęła się.
– Nigdzie nie idziesz!
– Co jest? – zapytała Lauren, pojawiwszy się obok.
– Wybiera się na poszukiwania, tylko że ja nie bardzo w te poszukiwania wierzę – warknął chłopak.
Sophie zupełnie go zignorowała i kolejny raz ruszyła w stronę centrum, ponownie jednak została zatrzymana, tym razem przez siostrę.  
– Kurwa, odwalcie się ode mnie, rozumiecie?! – wydarła się na pół okolicy. – Idę i koniec! A jeśli to do was nie dociera, zaraz zadzwonię na policję i powiem, że mnie nagabujecie! – wrzeszczała jak opętana.
– A zostaw, niech idzie, widzisz, że jej odbija. Niech robi sobie, co chce, już mam to w dupie – Lauren machnęła ręką i ruszyła do drzwi.
– No właśnie – syknęła Sophie i szybko skierowała się w drugą stronę.
– Lauren – David się pogubił.
– Chodź.
Spojrzał na ciotkę, następnie na "uciekającą” matkę, w końcu westchnął i wszedł za brunetką do kamienicy.
– Nachla się – wyskoczył od razu, biorąc od Lauren zimnego drinka.
– Nie nachla się, nie ma za co.
David od razu zarżał jak człowiek niespełna rozumu.
– Nieeee? I co z tego, że nie ma, zaraz znajdzie. Da dupy, jak będzie trzeba – drwił.
Lauren nie odniosła się do złośliwości bratanka, tylko wydobyła z szuflady bibułki, usiadła i zaczęła robić skręta.
– I co, zostawisz to tak? – chłopak nie odpuszczał.
– David, do cholery, a co mam zrobić? Przywiązać ją? Nie wyjdzie teraz, to wyjdzie później, nie możemy jej przecież pilnować całą dobę – wkurzyła się dziewczyna.  
Chłopak tylko westchnął i zaczerpnął alkoholu.


– Co się stało między wami? – wyskoczył nagle, gdy ziółko już przyjemnie zaczęło ingerować w jego samopoczucie.
Spojrzała na niego dziwnie, nie spodziewała się chyba, że powróci do tematu.  
– Nieważne, stare dzieje.
– Lauren, czy to jakaś tajemnica? I skąd się znacie, ona jest przecież sporo młodsza. I widzę, że chyba też bywałaś w "Red” – drążył.
– David, daj mi spokój – mruknęła dziewczyna, której wyraźnie ciężko szedł ten temat.
Wyciszył się, lecz nadal wgapiał się w ciotkę, uśmiechając się zaczepnie.
– Nie dużo, ma dwadzieścia dziewięć lat – rzekła Lauren, nie patrząc na bratanka.
– Dwadzieścia dziewięć? – David rozdziawił gębę. – Ona ma dwadzieścia dziewięć lat? Co mi tu pierdolisz, przecież ja nie dałbym jej więcej, niż dwadzieścia pięć.
Lauren tylko wzruszyła ramionami i odrobinę zgłośniła lecącą w telewizorze muzykę.
– Kur… dwadzieścia dziewięć – mruczał chłopak, coraz mocniej czując miłe działanie marihuany.  
– A może jednak wypijemy po kielichu? Idziesz jutro do pracy? – zapytała dziewczyna, wstając.
– Jasne, wypijmy. Martwię się o tą idiotkę – rzucił, spoglądając na zegarek, który wskazywał 21:51.
– Nic jej nie będzie. Ma telefon? Zadzwoń.
– Nie wiem. I nie wiem, czy ma klucze, może pójdzie do domu, żeby od nas nawiać – David uśmiechnął się niewyraźnie.
– Ma, bo zamykała drzwi.
– Czyli na bank nie wróci – rzekł chłopak i wykręcił numer matki.
Usłyszał kilka sygnałów, niestety, kobieta nie odbierała. Lauren w tym czasie zdążyła już przynieść wszystkie potrzebne do upijania się akcesoria i zawisła nad bratankiem.
– Co zjesz?
– Nie chcę.
– David, jadłeś coś dzisiaj?
– Nie i nie chcę.
– Młody, ile wziąłeś? I kiedy zamierzasz coś zjeść? – naciskała pretensjonalnie dziewczyna.
– Nie wiem. I skończ już, ok?
– Nie odbiera? – zapytała brunetka, niechętnie rezygnując z tematu.
– Nie.
– Dobra, wezmę coś na ząb i zaraz wracam – poinformowała i zniknęła w korytarzu.


– Ja i Judy kiedyś… – rzekła znienacka dziewczyna, którą po wypiciu kilku kieliszków i wypaleniu jeszcze jednego skręta nieźle już sponiewierało.
– Co? – zaskoczony David wybałuszył oczy, nie wiedząc, czy się nie przesłyszał.
– Nie, to nie tak, to był chyba taki… eksperyment? Sama nie wiem – bąknęła zakłopotana Lauren, nabierając widocznych kolorków. – No wiesz… jakoś tak wyszło – dodała, wybuchając nagle głupim, niekontrolowanym, śmiechem; w obecnym stanie rozmowa na ten temat przychodziła jej chyba nieco łatwiej, lecz raczej nie do końca, o czym świadczyła jej nieudolna próba obrócenia tego w żart.
– Eksperyment? – roześmiał się David. – Kurwa, fajny eksperyment. Tylko że to, co widziałem, nie wyglądało mi na jedynie niepożądany efekt uboczny EKSPERYMENTU – chichotał, zadziornie kładąc nacisk na odpowiednie słowo.
– Byłyśmy razem trochę ponad rok – wypaliła Lauren, lecz nadal nie patrzyła na chłopaka, uśmiechała się tylko z lekkim skrępowaniem.
Minę, jaką zrobił w tej chwili David, można by obecnie bez problemu nazwać "fenomenem”, chłopak wyglądał bardzo zjawiskowo.
– Kłamiesz, wkręcasz mi – rzucił po dłuższej chwili, przeżuwając i próbując przyswoić to, co usłyszał.
– Nie kłamię, po prostu nie wiem… sama nie rozumiem, co się stało i jak to się stało – mruknęła Lauren, spojrzawszy na Davida kątem oka.
– Ale mnie bujasz. Ściemniasz, bo popaliłem i jawnie robisz mnie w wała – sprzeciwiał się chłopak, choć nie był przekonany, czy Lauren naprawdę kłamie; pojawiające się w zakamarkach jego głowy wątpliwości podpowiadały mu, że chyba jednak coś w tym jest, a rozmiar pretensji, jakie Judy miała do Lauren, tylko te wątpliwości nasilały.
– David, nie bujam. Ona była wtedy sama, ja też, no i… No i pewnego wieczoru przyszła do mnie na piwko – Lauren wymownie wygięła usta – ale na piwku się nie skończyło. A potem… potem był drugi i trzeci wieczór, i jakoś to ruszyło – dodała cicho, wyraźnie zawstydzona.
– Lauren, mówisz prawdę? – David nadal nie dowierzał. – Nie, wkręcasz mi na fazę, a potem będziesz rżeć i strugać cwaniaczkę, że zrobiłaś mnie w jajo – walczył uparcie, lecz już nie był ani trochę pewny siebie.
– Spoko, nie chcesz, to nie wierz. I David… to zostaje między nami, chyba raczej o tym wiesz – mruknęła.
– Dobra, dobra – roześmiał się chłopak, po czym wstał i nalał wódki, bijąc się w głowie z myślami.


Wykręcał już piąty raz, lecz Sophie nie odbierała.
– Może zostawiła telefon? – wtrąciła Lauren, która była już naćpana jak smok i bezgranicznie wesoła.
– Chla – warknął David, lecz długo nie utrzymał powagi, zaraz parsknął śmiechem. – Lauren, ja wiem, że jesteśmy ujarani i jest nam stanowczo za wesoło, ale kurwa, jest już po jedenastej, może pojedziemy jeszcze raz? Oddam ci kasę za te taksówki – chłopak spoważniał, gdyż właśnie dotarło do niego, że przez beztroskie wariacje zupełnie zapomniał o siostrze.
Poczuł się niesłychanie podle i cała radość uszła z niego w jednej sekundzie, ustępując miejsca totalnemu zawieszeniu.
– Jasne, nie ma sprawy – Lauren także się opanowała i wstała, biorąc w dłoń portfel.
Ponownie przejechali całe miasto i przedmieścia, co zajęło im prawie półtorej godziny, lecz wrócili totalnie zawiedzeni, bo nie dość, że dziewczynki w dalszym ciągu nie namierzyli, to na dodatek brunetka zapłaciła za wszystkie kursy ponad tysiąc dwieście dolarów. David był wściekły i powoli zaczynał wyrzucać sobie, że tyle pieniędzy wywalili w błoto, a Lilly błąka się gdzieś wystraszona i sama.
– Co jest? – zapytała dziewczyna, dołączając do niego przy wejściu do budynku.
– Kurwa, dochodzi pierwsza, gdzie ona jest? – wystękał, mając już nieodparte przeczucie, że siostrze coś się stało. – I jeszcze ta pijaczka, jakbym mało miał problemów.
– Chodź, dokończymy wódkę, zapalimy jeszcze, to trochę wyluzujesz, i tak nic więcej nie możemy zrobić. Lilly na pewno gdzieś się schowała, albo po prostu zabłądziła i czeka do rana. Wiem, wiem, nic nie mów – Lauren szybko wystawiła palec przed nosem chłopaka, ponieważ już otwierał usta. – Wiem, może głupio gadam, ale nic nam nie pozostało, jak tylko czekać. David, Lilly to rezolutny dzieciak, nic jej nie bę…
– KURWA, KOBIETO, JAKI REZOLUTNY DZIECIAK?! – wydarł się nagle chłopak, któremu już puściły nerwy. – DO CHUJA, LAUREN, JEST PIERWSZA W NOCY, A ONA MA OSIEM LAT, O CZYM TY MÓWISZ?! – wrzeszczał na całe gardło; cały nagromadzony przez te wszystkie godziny stres w końcu dał ujścia.
Brunetka zamilkła.
– Przepraszam, ale już nie mogę – mruknął chłopak. – Chodź, wypijemy, może się w końcu chociaż trochę zdrzemnę. Padam na ryj – dodał i niemrawo ruszył w stronę drzwi.
Według zapewnień Lauren mieli wypić tylko odrobinę, dla otudzenia emocji, lecz w rezultacie skończyło się na pełnym litrze i prawie gramie trawy. Wykręconemu do maksimum chłopakowi po dość długiej walce z odchodzącym prochem udało się w końcu około trzeciej w nocy zasnąć, lecz nie spał pełnym snem, budząc się co raz i pijąc hektolitry soku. Szarpiąc się z półsennym letargiem na dobre odleciał dopiero nad ranem.  


Słońce było już dość wysoko, gdy doszedł do niego dźwięk telefonu. Natychmiast się obudził i pędem ruszył do salonu, lecz gdy tylko wcisnął guzik zatwierdzający, usłyszał przerywany sygnał.
– Co jest? – półprzytomna Lauren ciężko otworzyła powieki.
– Nie wiem, nie zdążyłem.
– Nie zdążyłeś? Przecież grało tylko chwilę – zdziwiła się i komórka właśnie odezwała się ponownie.
Chłopak szybko odebrał, lecz gdy przyłożył telefon do ucha, po chwili spojrzał na ciotkę z mrożącym krew w żyłach wzrokiem, wyglądał, jakby zobaczył ufo...

431 czyt.
91%113
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1721 słów i 10109 znaków, zaktualizowała 11 lip o 10:04

Komentarze (3)

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 12 lipca

    Co będzie dalej? Teraz to dopiero pozostał niesmak...jak długo będę musiał z tym żyć zanim uschnę z niewiedzy? Dzieło jakich mało na tej stronie

  • zabka815

    zabka815 11 lipca

    Htm..... mogłabyś już napisać co z młodą Fajna część czekam na następną

  • AnonimS

    AnonimS 11 lipca

    Ciekawe podejście do poszukiwań....trawka i alkohol . Niby znieczula tylko że głowa po nich kiepsko pracuje. Pozdrawiam