Zakręty losu #57

W ostatniej części trochę walnęłam się z dniami, ale już poprawione. Wybaczcie

***

Chłopak szedł szybko, ciągnąc za sobą Victorię, David widząc jego kwaśną minę czuł, że będzie źle… bardzo źle. Wiedział, że powinien się zmywać, aczkolwiek nie dał rady, nagle jakby przyrósł do podłogi, nie mogąc ruszyć się z miejsca.
Koleś się zbliżył i zawisł nad o głowę niższym chłopakiem, minę miał nieciekawą.
– Co tu robisz? – syknął.
– Znamy się? – odparł spokojnie David, choć spokojny wcale nie był.
Mężczyzna już nie pytał, tylko chwycił chłopaka za fraki i łupnął nim o ścianę.
– Co tu robisz, pytam? Za mało jeszcze narobiłeś? – ryknął wściekły, pięściami przyciskając jego gardło.
– Puszczaj mnie, kurwa, o co ci chodzi? Nic nie zrobiłem – David ledwie wydusił słowa, mężczyzna był silny i bardzo mocno przyduszał chłopaka.
– Sami, puść go, co ty wyprawiasz? – zainterweniowała wreszcie zdezorientowana Victoria, odciągając brata, nie spodziewała się chyba aż tak ostrej interwencji.  
– Wypad stąd – warknął Sam, agresywnie odpychając Davida do tyłu.
– Nie! Co z nią, co się stało? – chłopak nie zamierzał się poddać, wtedy Sam ponownie go chwycił, wykręcił mu ręce do tyłu i w pół skłonie zaczął prowadzić do wyjścia.  
Po chwili wypchnął chłopaka na zewnątrz.
– Wypierdalaj stąd! I żebym cię przy niej nie widział, bo gorzko pożałujesz! – zagroził twardo, wystawiając przed siebie palec, po czym zamknął drzwi.
David się przewrócił, Sam popchnął go dość mocno, szybko się jednak podniósł i wrócił pod drzwi. Nie wchodził do środka, wiedział, że to nie ma sensu. Podrapał się po głowie, zastanawiając się, o co chodzi, dlaczego Sam jest do niego tak nieprzychylnie nastawiony, skoro pierwszy raz widział go na oczy? Nie wiedział przecież, że Vicki widziała go na ulicy, że wyciągnęła pochopne wnioski i że to ona nabuntowała na niego brata, wygadując głupoty.
Zastanawiał się chwilę i szarpany niewiedzą o stan zdrowia Amy nie wytrzymał i znów wsadził głowę przez drzwi. Rodzeństwo dziewczyny nadal stało pod salą, zmuszony więc był odpuścić.
Nabuzowany już do granic postał tam jeszcze chwilę, po czym ruszył do wyjścia. Zdenerwowany szedł bardzo szybko, chcąc jak najszybciej opuścić szpital, który wywoływał w nim niemiłe emocje; widząc postawę Sama bał się, że z Amy jest bardzo źle.  
– David, poczekaj! – usłyszał za plecami.
Zatrzymał się i odwrócił – za nim pośpiesznie szła Polly, raz po raz oglądając się za siebie. Gdy zatrzymała się przed chłopakiem, ten zbladł – zapłakana, podpuchnięta twarz nastolatki wyrażała zbyt dużo, sugerując wszystko co najgorsze.
– Chodź, nie stójmy tu na przypał – rzekła na jednym tchu, pociągając chłopaka za ramię.
Wyszli z placówki i Polly od razu skierowała się do pobliskiego parku, przez całą drogę nie odzywając się ani słowem. David widząc jej zdenerwowanie już o mało nie wyszedł z siebie, w końcu dziewczyna zatrzymała się przy pierwszej, lepszej ławeczce i od razu odpaliła papierosa. Ręce lekko jej drżały.
– Co się dzieje, co się stało? – zapytał zniecierpliwiony chłopak i w tym momencie Polly uderzyła w płacz.
– Polly – złapał jej ramiona. – Uspokój się i gadaj, co z Amy. Co się stało? – naciskał rozgorączkowany.
Dziewczyna nadal nie mogła wydusić słowa, przysiadła tylko ciężko na odrapanej ławce. David odpuścił i usiadł obok, dając jej czas na pozbieranie się do kupy.
– Przedwczoraj… – zaczęła niewyraźnie nastolatka – to jej były… – usiłowała wyjaśnić, lecz jąkała się tak, że David ledwie co zrozumiał.
– Młoda, spokojnie, ochłoń i wtedy powiesz – objął roztrzęsioną dziewczynę, która wyrzuciła peta i odpaliła kolejnego papierosa.
Mijały długie sekundy milczenia, choć w chłopaku już się gotowało, w końcu Polly  
wznowiła monolog.
– Przedwczoraj zdemolowali jej samochód – walnęła zupełnie nie na temat, jakby była kompletnie rozkojarzona. – Przyszli wieczorem, pukali, walili w drzwi, chcieli wejść do domu. Był tam Ethan, ale my nie wiedziałyśmy… Na początku nie wiedziałyśmy, myślałyśmy, że chodzi o sklep, o to, że Am powiedziała glinom, ale potem już go zobaczyłyśmy. Był tam i bezczelnie patrzył, jak rozpierdalają jej auto. Najpierw ich nasłał, jakichś najebanych dzikusów, a potem stał i chamsko się śmiał. Pięciu… było nich pięciu. Nie czterech… Nie, pięciu, z Ethanem pięciu – plątała nastolatka.
David, mimo że musiał bardzo się skupić, aby cokolwiek zrozumieć, nie przerywał dziewczynie.
– Wymazali szybę, że jest policyjną kurwą, porozwalali rzeczy w ogrodzie i zniszczyli samochód. Nadaje się już tylko na złom. Potem piłyśmy wódkę. Były głuche telefony. A Sam? Przepraszam cię, to wina tej suki. Była, czepiała się Am i to ona nagadała mu bzdur. Widziała cię na ulicy, jak rzekomo chciałeś lać jakąś laskę i pomyślała pewnie, co pomyślała. Chociaż ona zawsze myśli i robi szum, pierdolona, umoralniona prokuratorka – warknęła Polly.
– Co z Amy? – zapytał wreszcie chłopak.
– Wczoraj miał iść do pracy, na szóstą czy siódmą. Nie chciała, bo miała kaca, ale w końcu wypiła dwie kawy i powiedziała, że pojedzie, że musi załatwić sprawy ze sklepem. Wezwała taksówkę i w międzyczasie poszła wynieść śmieci, nie mogła usiedzieć w miejscu. No to poszła, ale nie ma i jej i nie ma. Ja nie wiedziałam, nie miałam pojęcia, co ona odpierdala, czy polazła do sąsiadów z tym workiem? – parsknęła smutno Polly. – W końcu wyszłam, bo ile można, wyszłam za bramę i tam ją znalazłam – wyjaśniła i znowu się rozpłakała. – To co, kurwa, czekali na nią o szóstej rano? To trzeba mieć najebane… napierdolone – dodała na raty, coraz szybciej zaciągając się używką.
David był zszokowany, spowiedź nastolatki zupełnie go rozbiła.
– Ale David… ale nie mów jej, że ja ci powiedziałam, ona mnie zajebie – wystękała Polly. – O ile się obudzi – dodała i teraz już nie zapłakała, lecz zawyła histerycznie, trzęsąc się jak galareta.
– Wszystko będzie dobrze, uspokój się – David mocniej objął dziewczynę.
– Jak, kurwa, dobrze, jak dobrze?! – krzyknęła rozemocjonowana blondynka. – Ja nie mogłam jej dobudzić, nie mogłam, wyglądała, jak martwa. I jeszcze ta karetka, pierdolona karetka, jechała prawie piętnaście minut. A jakby ona umarła? Ja chciałam do ciebie zadzwonić, ale jej telefon się rozładował, a ja nie znam pinu. Ja naprawdę chciałam, naprawdę. David, tylko jej nie mów, nic jej nie mów… Czy ona się obudzi? – zapytała cichutko.
– Tak, obudzi się – odparł David, choć nie wiedzieć, czemu, przeczuwał całkiem co innego.
– Oni pewnie niedługo pojadą do pracy, więc możesz wtedy jeszcze raz spróbować. Pójdziemy razem – rzekła Polly i właśnie zadzwonił jej telefon. – Wyszłam się przewietrzyć – rzuciła po chwili w słuchawkę. – Kurwa, za nikim nie poszłam, co ty pierdolisz?! – warknęła.
Vicki nadal się unosiła, David słyszał dochodzące z urządzenia pomruki.
– Nie ma, chyba nie ma, nie widziałam go nigdzie. A tak w ogóle to się odpierdol, dobrze? Musisz wszędzie wsadzić nos i narobić syfu. Jesteś ostro pojebana – bluzgała Polly, patrząc na chłopaka.
Szmer przyśpieszył, w końcu dziewczyna zerwała się z miejsca i z gromiącym w uszy: – A odpierdol się w końcu, pojebana suko! Moja sprawa! – wyłączyła rozmowę, a następnie telefon. – Kurwa, co za rura, szmata, nienawidzę jej! – oznajmiła wściekle, energicznie gestykulując nad głową Davida.
Uśmiechnął się pod nosem, złość dziewczyny wyglądała nieco zabawnie.
– Napijemy się? – zapytała nagle, gapiąc się na Davida.  
Zgłupiał, kompletnie zaskoczony.
– No co? Ja nie kupię, nie? – warknęła Polly i teraz już i ona delikatnie się uśmiechnęła.
– Nie wracasz do szpitala? – zdziwił się chłopak.
– Nie. Nie, dopóki ta suka tam jest.
– Młoda, wyluzuj, to twoja siostra i po prosu się martwi, dlatego tak się zachowuje –tłumaczył David.
– Martwi? – prychnęła Polly. – Tylko że ona zawsze się martwi, robiąc z igły widły, zajoba ma po matce. Ze mną było to samo. Zawsze, gdy ktoś do mnie przychodził, to potrafiła podejść i zacząć wypytywać o różne rzeczy. I każdy był niedobry i zły. Ten był taki, ten owaki, ten zdemoralizowany, bo podarte spodnie i skóra, tamten patologia, bo przeklął, jeszcze inny dziwny lub psychopata, bo nieśmiały. I tak dalej. Mówię ci, ona nie jest zdrowa, suka, definitywnie potrzebuje lekarza. No i kurwa, taka jest mądra? Mądra, tak? To czemu Ethana nie rozgryzła, czemu akurat on był w porządku, było miły i chyba jedyny odpowiedni dla Am? Aaaa, no tak, bo miał kasę. A może ona właśnie na to patrzy – na kasę? A pierdolę to… chora torba – wywaliła z siebie Polly i klapnęła obok Davida, pałając gniewem; wyglądała w tej chwili bardzo zjawiskowo.
David zachichotał, lecz po chwili wstał i wyciągnął rękę w kierunku nastolatki.
– Chodź, napijemy się.

436 czyt.
100%43
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1648 słów i 9418 znaków, zaktualizowała 23 lis 2018.

3 komentarze

 
  • Wika78

    Wika78 · 24 lis 2018 · 197725869

    Super niech historia się rozwija 😍😍

  • zabka815

    zabka815 · 24 lis 2018

    Nie jest tak źle 😁. Fajna część

  • Lilu

    Lilu · 24 lis 2018 · 193143492

    Oby Amy się obudziła 😍 i żeby się pogodzili z Davidem aaa Polly niech opowie ta sama historię swojej siostrze i bratu co Davidowi 😍😍😍😍