Zakręty losu #56

– Ale o co chodzi? – dopytywał zaniepokojony chłopak, do tego przypomniało mu się właśnie, że przecież w jego pokoju leży spluwa, co tylko zwiększyło nerwówkę.  
– Proszę z nami, wyjaśnimy panu wszystko na miejscu – nalegał gliniarz.
– No dobrze, poinformuję tylko ciotkę i pojadę z wami – wypaplał zdenerwowany David, myśląc już o wszystkim, co najgorsze.
– Poczekamy na pana w samochodzie. Proszę się pośpieszyć – poinstruował gliniarz.
Dwudziestodwulatek wrócił do mieszkania i natychmiast pojawiła się obok niego Lilly.
– Kto to? – zapytała od razu.
– Nikt, jakiś sprzedawca – mruknął.
– Szkoda, już myślałam, że Amy – rozczarowana małolatka skrzywiła twarz i pobiegła do pokoju.
Davida, gdy kolejny raz usłyszał imię ukochanej, mocno ścisnęło w sercu. Cholernie tęsknił. Nie było jednak czasu na robienie z siebie ofiary, ruszył więc do sypialni, aby się przebrać.
– Czego chcieli? – zapytała Lauren, zawisając w progu, była równie zdenerwowana, co siostrzeniec.
– Muszę jechać na komendę, coś z Amy – wypalił na jednym tchu.
– Z Amy?
– Z moją laską, mówiłem ci przecież.
– Co się stało?
– Nie wiem, pewnie chodzi o ten sklep – rzekł zdawkowo, szperając w szafie w poszukiwaniu świeżych ciuchów.
– David, możesz jaśniej? – naciskała Lauren, stając obok chłopaka.
– Powiem ci, jak wrócę, nie mam teraz czasu. Kurwa, nie zrobiłem prania – warczał, wywalając na łóżko zawartość szafy, po chwili jednak znalazł czyste, szare spodenki i czarną koszulkę, chyba ostatnie skarby w jego wymiętolonej w tym momencie garderobie.
– David… – Lauren nie dawała się zbyć.
– Kur… kobieto, ależ jesteś upierdliwa, wiesz? – fuknął nieuprzejmie. – Wszystko musisz wiedzieć, do chuja. Spalili jej sklep, nie wiadomo, kto, i pewnie o to chodzi. I odwal się już, bo muszę iść. Zadzwonię, jak wyjdę – syczał chamsko, targany emocjami.
Szybko się przebrał i spojrzał przez okno – czarny Ford stał pod blokiem. Polazł do kuchni.
– Przepraszam – mruknął, stając obok zmywającej naczynia Lauren.
– Spoko. Zadzwoń, jak wyjdziesz. Jak tu ogarnę i pojedziemy do mnie, tak będzie bezpieczniej – odparła, nie odrywając się od pracy.
– Dobra, to spadam. Na razie.



Wsiadł do pachnącego jaśminem auta i obleciał go niezrozumiały strach. Nagle dopadło go dziwne przeczucie, że jest o coś podejrzany, a niewiedza o tym, co się dzieje tylko podkręcała atmosferę.
– Czy mogą mi panowie wyjaśnić, o co chodzi? – zapytał ponownie.
– Zaraz śledczy Willis wszystko panu wyjaśni – odparł chmurnie gliniarz, wydawał się być bardzo niezadowolony faktem, że musi robić za taksówkarza.
David się wyciszył, wiedział, że i tak niczego się teraz nie dowie.  
Na miejsce dojechali bardzo szybko i minutę później chłopak siedział już w ładnej, odremontowanej sali przesłuchań. Policjant, który miał z nim rozmawiać pojawił się błyskawicznie. David nieco odetchnął, znał już faceta.
– Witam – mężczyzna przywitał się grzecznie, lecz minę miał nietęgą, wyglądał o wiele groźniej niż wtedy, gdy przesłuchiwał go w sprawie Lucy.  
Zasiadł naprzeciw dwudziestodwulatka, kładąc na stole mały notes i dyktafon. Chłopak był już maksymalnie spięty, wyraz twarzy faceta zwalał go z nóg.
– Czy zna pan Amy Banks? – usłyszał to samo pytanie.
– Znam. O co chodzi? – warknął chłopak rozdrażniony faktem, że wciąż mu nic nie mówią.
– Gdzie pan był wczoraj między szóstą a siódmą rano? – zapytał chłodno mężczyzna i teraz David już wiedział, że stało się coś poważnego, coś, co na pewno zaraz wkurwi go do żywego.  
– W domu.  
– Ktoś może to potwierdzić?
– Tak, matka.
– Dobrze, sprawdzimy. A co pana łączy z panią Banks? Czy dobrze ją pan zna? Ile czasu?
– Nie wiem, dwa, czy trzy tygodnie, nie liczyłem i nie piszę pamiętnika – odparł ironicznie chłopak, niecierpliwiąc się coraz bardziej.
– Jakie stosunki was łączą? – ciągnął niezrażony facet.
– Normalne, to moja znajoma – fuknął David.  
Nie zamierzał zdradzać szczegółów, tym bardziej, że w dalszym ciągu nie wiedział, o co chodzi.
– Kiedy ostatnio się pan z nią widział?
– Przedwczoraj. Czy może mi pan w końcu powiedzieć, o co chodzi? Czy jestem o coś podejrzany? Jeśli nie dowiem się zaraz, dlaczego tu jestem, nie odpowiem już na żadne pytanie – chłopak się zdenerwował.
Facet ciężko westchnął.
– Amy Banks został napadnięta.
– NAPADNIĘTA?! – David aż zerwał się z miejsca, czuł się, jakby dostał tym oświadczeniem prosto między oczy.
– Proszę się uspokoić – rzekł z opanowaniem policjant.
– Jak to napadnięta? Gdzie, kiedy? Co z nią? – rozemocjonowany chłopak niechętnie zajął miejsce na krześle, był już tak nakręcony, że gdyby mógł, pewnie zdemolowałby teraz coś, co ma akurat pod ręką.
– Wczoraj rano. Siostra znalazła ją w okolicach domu. Nieznane są jeszcze szczegóły.
Maksymalnie rozgorączkowany już chłopak poczochrał się niechlujnie po głowie, nie potrafiąc poukładać splątanych myśli. W umyśle zgromadziły się nagle setki interpretacji na temat tego, co usłyszał, rzeczy, niestety, niezbyt przyjemnych.
– Ale jak to znalazła? Niech mi pan wszystko mówi, do cholery! – zagrzmiał.
– Panie Brooks, proszę się uspokoić – powtórzył szorstko facet, choć słyszalne było zrozumienie w jego głosie.  
– Co z nią? – David ponowił pytanie.
– Jest w szpitalu, jej stan jest dość poważny.
Chłopakowi uciekło powietrze.
– Poważny? Co to znaczy? W którym szpitalu?
– W West Center. Na razie wiemy tylko, że została pobita, więcej dowiemy się, jak będziemy mogli z nią porozmawiać. Czy ona mówiła panu, że ma jakieś kłopoty? Może zachowywała się dość nietypowo, kogoś się bała?  
– Nie – odparł, gdyż prócz byłego szefa i spalonego sklepu nic podejrzanego nie przychodziło mu do głowy.
– A sklep, wie pan coś na ten temat? Może o tym coś panu wspomniała?
David już nie wyrabiał i nie wiedzieć, czemu, oczami wyobraźni zobaczył nagle jasnobrązową trumnę i leżącą w niej dziewczynę.
– Czy mogę dostać wody? – ledwie wypchnął słowa, mając wrażenie, że zaraz zemdleje.
Facet wyszedł i po chwili postawił przed nim kubek. David ledwo się napił, tak mu się ręce trzęsły.
– Panie Brooks, niech się pan uspokoi.
– KURWA, JAK MAM SIĘ USPOKOIĆ! – ryknął jak furiat, ponownie zrywając się z miejsca. – USPOKOIĆ SIĘ?! PAN BY SIĘ USPOKOIŁ?! – darł twarz na Bogu ducha winnego policjanta, po chwili się jednak opamiętał i zrezygnowany, wrócił na krzesło.
– Spokojnie, będzie dobrze. Fakt, jej stan jest poważny, ale stabilny, lekarze mówią, że nie ma żadnego zagrożenia – rzekł facet, chcąc dodać chłopakowi otuchy.
Ten już nie miał ochoty na pogaduszki, chciał tylko wyjść i jak najszybciej znaleźć się w szpitalu położonym nieopodal, przy wjeździe na zachodnie wybrzeże.
– Czy jestem o coś podejrzany? Jeśli nie, to czy możemy przełożyć tą rozmowę? Źle się czuję – rzekł szczerze chłopak, chcąc już wyjść. Czuł się paskudnie.
– Nie, to tylko rutynowe przesłuchanie, musimy dowiedzieć się jak najwięcej. Dobrze, jest pan wolny, i tak na razie nie mam więcej pytań. Jakbym miał, będę do pana dzwonił – oznajmił policjant i wstał. – Odprowadzę pana.
Niedługo potem byli już przy wyjściu.
– Dziękuję. I niech się pan nie martwi, wszystko będzie dobrze – rzekł mężczyzna, uśmiechając się niemrawo, po czym podał rękę chłopakowi i po chwili już go nie było.
David wyszedł z budynku, usiadł na murku i schował twarz w dłoniach. Był przerażony i teraz już pewny, że to podpalenie nie było kwestią przypadku.
Siedział pod komendą dobre piętnaście minut, próbując poukładać panujący w jego ciele chaos, w końcu wyjął telefon i wykręcił numer Lauren.
– Halo – odebrała, zasapana.
– Lauren, będę później. Amy jest w szpitalu, muszę tam jechać – poinformował, ledwie powstrzymując płacz.
– W szpitalu?
– Nie wiem, ktoś ją pobił.
– Pobił? – powtórzyła niespokojnie Lauren.
– Nie wiem, nic nie wiem, muszę jechać – tłumaczył David, który już nie mówił, a stękał.
– Lilly, poczekaj chwilę – usłyszał ciotkę.
– Co jest? – zapytał.
– Nic, mamy tu małą gonitwę – wyjaśniła dziewczyna. – Dobrze, to jedź. Matka już się wyszykowała, chata jest sprzątnięta, więc możemy jechać do mnie. I nie denerwuj się, na pewnie wszystko jest ok – dodała.
– Wrócę jak najszybciej – rzucił David i nie czekając na odpowiedź, wyłączył rozmowę.


Do placówki było niedaleko, dlatego też już po kwadransie szedł sterylnie czystym, białym korytarzem, bojąc się coraz bardziej tego, co może zastać za chwilę.
– Dzień dobry. Amy Banks, gdzie leży? – zapytał rudej, pulchnej dziewczyny w recepcji.
– Chwileczkę – odparła i wsadziła nos w zeszyt. – Oiom, na prawo i ostatnie drzwi. Ale jest pan kimś z rodziny? – zaczęła strugać służbistkę.
Na słowo "oiom” nogi się pod nim ugięły i od razu pomyślał o Chrisie, karcąc się w duchu za to, że przez ostatnie wydarzenia zupełnie zapomniał o przyjacielu.
– Tak, kuzynem – zełgał bez ceregieli.
– Kuzynem? – powtórzyła niezadowolona dziewczyna. – Nie wpuszczą pana, nie jest pan najbliższą rodzi…  
Nie dokończyła, bo David nie czekał, tylko szybko ruszył przed siebie.
– Chwileczkę, proszę pana! – usłyszał za plecami, ale miał to w głębokim poważaniu.
Gdy już skręcił w boczny korytarz, obejrzał się i widząc, że nikt go nie ściga, odetchnął z ulgą. Rozejrzał się – białe matowe drzwi patrzyły na niego złowieszczo z naprzeciwka. Bał się jak cholera, zwolnił więc nieco kroku i gdy już zatrzymał się przed wejściem, przyłożył twarz do szyby. Próbował coś dojrzeć, ale że nie zobaczył nic, nacisnął klamkę i wsadził głowę do środka. Korytarz był pusty. Chłopak przemknął do wewnątrz i bacznie wypatrując zagrożenia w postaci personelu, ruszył w poszukiwaniu ukochanej.  
Szedł wolno, zaglądając do każdej sali, gdy nagle na samym końcu holu umieszczone po prawej drzwi się otworzyły i na korytarzu pojawiły się dwie osoby – kobieta i mężczyzna, oboje bardzo młodzi. Blondynka, gdy tylko zobaczyła chłopaka, zrobiła dość osobliwą i natychmiast zaczęła mówić coś do towarzysza, raz po raz zerkając na Davida. Wysoki, chudy nieznajomy słuchał jej chwilę, po czym diabelsko spojrzał na chłopaka i dziarskim krokiem ruszył w jego stronę.  
David zbladł, miał złe przeczucia...

384 czyt.
100%41
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1780 słów i 10930 znaków, zaktualizowała 23 lis 2018.

1 komentarz

 
  • zabka815

    zabka815 · 22 lis 2018

    No no rozkręcasz się . Biedna Amy