Zakręty losu #32

Przed maską, niczym z podziemi wyrósł wielki jak dąb, łysy koleś. Miał bardzo chmurną minę, małą, automatyczną broń, zawieszoną na ramieniu i gapił się na Davida, popalając papierosa. Nie wyglądał zbyt przyjaźnie, wręcz przeciwnie, spojrzenie, jakim obdarzył chłopaka przyprawiło go o gęsią skórkę. Judy już chciała wysiadać, ale nie zdążyła, bo kolos w okamgnieniu otworzył drzwi pasażera, wyciągnął Davida za fraki i przykleił twarzą do przedniej klapy wozu. 22-latek był już cały mokry.
Judy natychmiast wyskoczyła z auta.
– Kurwa, Jake, zostaw go! – zagrzmiała, strzelając w typa piorunami złości.
– Kto to jest? – olbrzym spokojnie ponowił pytanie i zaczął przeszukiwać chłopaka, który stał tak, jak go facet postawił i bał się poruszyć.
– A co cię to obchodzi? – warczała dziewczyna.
– A to, że pilnuję tu porządku. Bokser o tym wie?
– Kurwa, nie wkurwiaj mnie. To jest mój dom, mój gość, a ty jesteś tylko jednym z przydupasów szefa, więc się nie popisuj, dobra? I nie interesuj się, kogo zapraszam, bo masz gówno do powiedzenia, rozumiesz? Puszczaj go natychmiast! – Judy się wkurzyła i olbrzym zrobił dość dziwną minę, ale zaraz odparł:
– Młoda, po pierwsze, to ty się nie popisuj; po drugie, robię to, co do mnie należy. I nie podskakuj.  
Uwolnił jednak chłopaka i odsunął się na bok. Powiedział swoje, lecz jego konsternacja wręcz paliła w oczy, widać było, że Judy go zawstydziła.
– Jedziemy! – syknęła dziewczyna i zajęła swoje miejsce, agresywnie łomotnąwszy drzwiami.
Nie trzeba było dwa razy powtarzać, David migiem wrócił za kółko i wolno ruszył.
– Mówiłem, że to nie jest dobry pomysł, poza tym niepotrzebnie tak mu dojechałaś, to jego robota – rzekł chłopak.
– Kurwa, jestem u siebie, a ty jesteś ze mną, trochę zaufania, do ch…
Była wściekła, aczkolwiek ugryzła się w język. Zaskoczyło to chłopaka, który znacznie wygiął usta, dziewczyna, jak dotąd, raczej nie unikała soczystego słownictwa.
– Jedź w prawo, na tyłach jest domek gościnny – poprosiła.
Chwilę później David zatrzymał Audi pod jasnobeżowym, dość dużym, jak na domek gościnny, budynkiem. Dom wyglądał raczej jak mały, rodzinny azyl, do tego posiadał prawie takiej samej wielkości garaż, co było raczej niespotykane.
– Chodź – mruknęła dziewczyna, wysiadając z wozu, nadal była zła. – I nie przejmuj się  
Jake’em, czasem jest nadgorliwy – dodała i zatrzasnąwszy drzwi, zaraz wsadziła papierosa w zęby.
Ruszył za nią, lecz Judy nie skierowała się do domku, tylko do przyklejonej do niego przybudówki. David się nie odzywał, czekał, co nastąpi.
– Pokaże ci moją zabawkę – oznajmiła blondynka, pałając niemałą dumą. – Znaczy zabawką będzie, jak skończę – dodała i wbiła kod alarmu, otwierając drzwi.
"Alarm w garażu?” – pomyślał zdziwiony chłopak, dziewczyna z chwili na chwilę zaskakiwała go coraz bardziej.  
Przeszli przez malutki korytarzyk i za moment znaleźli się w dość sporym, śnieżnobiałym pomieszczeniu. Wyglądał na warsztat, gdyż wewnątrz znajdował się kanał dla aut, sporo szafek z narzędziami, a na ścianach wisiało mnóstwo akcesoriów samochodowych i ogrom plakatów starych, lecz i najnowszych wozów.
Uwagę Davida przykuło jednak coś innego, a mianowicie stojący z gracją na samym środku Ford Mustang, rzetelnie pokryty szpachlą i czekający zapewne na malowanie. Nie miał jeszcze kół, przedniej szyby i dachu, stał sobie grzecznie na podnośniku i czekał na kończenie prac.
– I jak? – Judy szeroko się uśmiechnęła.
– Piękny, ale na pewno mi nie powiesz, że sama to wszystko zrobiłaś – David aż otworzył usta, wskazując auto.
– To moja pasja, od zawsze kochałam samochody. Ogólnie wolę to, co męskie, widzisz mnie na puchatym dywaniku z lalką Barbie? – rzekła wesoło dziewczyna.
– Ciężko stwierdzić – zażartował chłopak. – Który to rocznik?
– Sześćdziesiąty siódmy, wersja Convertible, kupiłam na złomie za niecałe sto dolców –pochwaliła się Judy, wielce z siebie zadowolona.
– Nie wygląda na sześćdziesiąty siódmy – stwierdził David widząc, że auto nie wygląda jak zabytek, prezencją ewidentnie sugerując raczej jeden z nowszych, szybkich modeli.
Tył auta zmieniono, dodano spojler i podwyższając nieco od standardowego, przednią maskę ustylizowano na sportową i bardzo drapieżną, no i wywnioskował, że stojące obok, nowiutkie, chromowane, masywne felgi i grube opony także należeć będą do Forda, co tylko doda mu zadziornego charakteru.
– No nie do końca, trochę mu dorzuciłam – mruknęła ze szpanerską skromnością Judy.
– Trochę?! – zarechotał głośno chłopak. – Zrobiłaś z klasyka GT, dobre mi trochę – cieszył się jak dureń, stres go chyba opuszczał.
– A co, nie mogę? To chyba nie jest prawnie zabronione – droczyła się Judy, odpalając kolejną fajkę. – A nawet, jakby było, to mi w niczym nie przeszkadza – pyskowała dumnie.
– Trudno mi uwierzyć, że sama go tak odpicowałaś, to nie jest łatwa sprawa. Trzeba dobrych kilku lat, żeby się tego nauczyć – niedowierzał chłopak.
– Znajomy trochę mi pomógł, ale tylko nadkola i boki z przodu, nie doszłam jeszcze do takiej wprawy. Ale się uczę.
– A kolor? – dopytywał David, którego chyba dobitnie zafascynowała prezencja pojazdu i umiejętności nowej znajomej, w końcu to dziewczyna.
– Na pewno nie czerwony, nie lubię monotonii. Myślałam o morskim, lub matowym szarym.
– Matowy nie będzie pasował do tej fury – rzekł David z wydźwiękiem światowej sławy eksperta.
– Nie byłoby najgorzej, ale masz rację, poza tym morski metalik jest świetny. Kurwa, czerwony? W życiu. Szybciej pomalowałabym na żółto lub sraczkowato – oburzyła się Judy. – Myślałam też o jakimś typowo sportowym wykończeniu, ale myślę, że jeden kolor będzie lepiej się prezentował, w końcu to Convertible. Zostawiłam sporo z jego pierwotnego wyglądu i uważam, że ten model powinien jednak pozostać jednolity, najwyżej przy przednich kołach dorzucę jakieś niewielkie płomienie.
– I co? Pomalujesz go też sama? – naciskał chłopak, który zrobił się nagle strasznie ciekawski.
– Pewnie.
– Ok, więc ja chciałbym zobaczyć efekty, bo naprawdę ciężko mi uwierzyć – uśmiechnął się chłopak, z ogromnym zainteresowaniem oglądając Forda.
– Przestań, myślisz, że tak trudno pomalować samochód? Zaklejasz i jedziesz, przynajmniej na jeden kolor, płomienie zrobi mi fachowiec, do takiej wprawy jeszcze nie doszłam.
– Nie zgadzam się, nawet jeden kolor to nie taka prosta sprawa – upierał się David.
– Taaak? A myślisz, że jaki kolor miało Audi, którym przed chwilą jechałeś?
– Różowy? – rozweselił się. – Nie, kurwa, pomarańczowy!  
– Nie, biały, a teraz jest czarny, więc…? – Judy się napuszyła, usilnie próbując bronić swoich racji.
David zarechotał jeszcze głośniej, widząc jej wybitnie zabawną, obrażoną minę.
– No dobrze, i ty mu pomogłaś zmienić kolor. Ok, już nie będę się sprzeczał – rzekł chłopak, tłumiąc kolejny napad śmiechu.
– Dobra, nie podskakuj, bo zaraz oberwiesz w dziąsło. Napijmy się lepiej piwa – zaproponowała Judy, zionąc sędziowską powagą.
Po chwili otworzyła znajdująca się w warsztacie, małą lodówkę i wręczyła Davidowi zimną butelkę, sobie biorąc drugą.
– Hej, trzeba było zostawić różowy, to taki ładny, neutralny i bezpieczny kolor – ironizował David, któremu humor zaczął wyraźnie dopisywać.
– Spoko, i oddałbym tobie, pasowałby do ciebie, jak nic – odparła spokojnie dziewczyna.
Davida natychmiast przytkało i szczerze nie wiedział, co powiedzieć. Raczej nie zdarzało mu się dać poskramiać, aczkolwiek w tej chwili zgasiła go dobitnie, aż mu się głupio zrobiło.
– Ale masz minę! – wrzasnęła gromko blondynka, widząc jego zbłąkany wyraz twarzy.
– Jesteś tak samo pyskata, jak Amy, widzę – mruknął kompletnie zażenowany chłopak.
– A jaka mam być?  
– Taka, jak jesteś, to fajne. Ale mnie pozamiatałaś, muszę ci to przyznać – oznajmił David, który nadal nie mógł odepchnąć od siebie uczucia zawstydzenia.
Dziewczyna się uśmiechnęła i pociągnęła z butelki.
– A tak na poważnie to Audi to był mój worek treningowy, malowałam go sześć razy, aż do pożądanego rezultatu – powiedziała po chwili. – Przeszlibyśmy się, mamy tu spory teren, ale Bokser nie byłby zadowolony, nie zna cię jeszcze.
– Tu mi dobrze – odparł David.
– Dobra, zarzućmy – rzekła Judy i zaraz wyjęła z kieszeni foliowy woreczek.
– Nie chcę, niedawno brałem.
Nie nalegała, tylko posypała na czysty, drewniany blat stołu sporą ścieżkę, która po chwili zniknęła w jej nosie.
– Trzymaj – wręczyła mu to samo opakowanie, które zawierało jeszcze sporą ilość narkotyku.
Zaskoczyła go odrobinę, spodziewał się o wiele mniejszej porcji.
– Ile się należy?
– Na koszt firmy – uśmiechnęła się.
– Na pewno? Nie lubię tak – sprzeciwił się, nie był zadowolony.
Zmieszanie już dawno minęło, ale nie lubił brać niczego za darmo zwłaszcza, że przecież bardzo krótko znał dziewczynę.
– Ale ja lubię. Kurwa, jaki ostry proch – poinformowała niewyraźnie, stojąc z odchyloną głową. – Nie zarzucaj dużo.
– Dobra, dzięki, ale wiszę ci piwo – mruknął, próbując jakoś wybrnąć z sytuacji.
– W porządku.

Rozmowa o samochodach, włamaniach, frajerach, a przy okazji także i o byłym chłopaku Judy, o którym dziewczyna nie wypowiadała się zbyt ciepło, oraz o innych, nader wesołych bzdetach trwała około dwóch godzin. Pijąc przy tym po kolejne cztery piwa nie zauważyli nawet, jak szybko minął ten czas i gdy w końcu David spojrzał na wiszący w pomieszczeniu zegar dowiedział się, że dochodzi szósta.
– Judy, muszę spadać, mam robotę – oznajmił niechętnie, stojąc oparty o ścianę.
Judy także nie usiadła ani na moment, amfetamina wyraźnie jej to uniemożliwiała.
– Już? – zdziwiła się niezadowolona blondynka.
– Nie bardzo mi się chcę, ale muszę – rzekł chłopak.
Judy już nie odnosiła się do jego oświadczenia, za to zrobiła coś innego, coś, czego absolutnie się nie spodziewał – podeszła, założyła ręce na jego szyję i namiętnie go pocałowała.
Przeszedł go miły dreszcz, lecz pocałunek trwał tylko chwilę, ponieważ David zaraz delikatnie odsunął dziewczynę.
– Jud, ja... ja nie mogę – wytłumaczył się szybko, lecz mina, jaką miała w tej chwili blondynka była bardzo oryginalna.
Wyglądała na totalnie zaskoczoną, nie spodziewała się chyba takiego obrotu spraw.
– Nie możesz? Dlaczego?
– Przecież ci mówiłem, że mam kobietę.
– Nie, nie mówiłeś, mówiłeś, że nie wiesz, a dla mnie to nie jest to samo.
Davida aż ciarki przeszły, jej głos z wesołego i przyjacielskiego zmienił się nagle w jakiś diaboliczny, zionący żywą pretensją. Zupełnie się pogubił, nie wiedział, o co chodzi.
– Więc po co robisz to wszystko? – przeszyła chłopaka zimnym wzrokiem, mrożąc go od stóp do głów.
– Co robię? – dopytywał, niemile zaskoczony.
– Nie wiesz? To pomyśl – kontynuowała, ani na chwilę nie odrywając od niego swoich wściekłych w tej chwili, błękitnych oczu.
– Ale J…
– Kurwa, żadnego ale, rozumiesz?! Dajesz mi kosza?! – uniosła się, wrzasnąwszy mu prosto w twarz.
Chłopak zamilkł, nie miał pojęcia, co zrobić. Nigdy żadna dziewczyna nie postawiła go w takiej sytuacji, totalnie zbłądził, odrobinę przerażony tym, co się dzieje.
– No odpowiedz!
– Judy, jak ci nie dawałem żadnych sygnałów, przykro mi, jeśli tak odebrałaś moje zachowanie – wymamlał w końcu.
– Wypierdalaj stąd! – zagrzmiała blondynka, wskazując drzwi.
Chłopak nadal stał i patrzył na nią, jak na nadprzyrodzone zjawisko.
– Spierdalaj stąd, powiedziałam. Kurwa, won! – powtórzyła gest, więc David, nie mając już innej opcji odstawił pół pełnej butelki i ruszył do wyjścia, aby po chwili zamknąć za sobą drzwi.

751 czyt.
100%62
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2063 słów i 12388 znaków, zaktualizowała 15 gru 2017.

2 komentarze

 
  • zabka815

    zabka815 · 15 gru 2017

    Grzeczny chłopczyk   , ale już napisałaś że biedna Anny oberwie nie ładnie   . Fajna część

  • Fanka

    Fanka · 15 gru 2017

    Oj teraz to się boję o Davida,ale za to ma u mnie plusa że zachował się w porządku wobec obu dziewczyn