Zakręty losu #39

– Ale o co chodzi? Coś z Lilly? – naciskał, coraz bardziej wystraszony.
– Tak, proszę jak najszybciej przyjechać, jeśli pan może – nalegała zdenerwowana kobieta.
– Dobrze, już jadę – rzekł chłopak, wstając z miejsca.
– Proszę się pośpieszyć – poprosiła Annie i zakończyła rozmowę.
– Kurwa – warknął David, zapominając zupełnie, że obok jest Betty.  
– David, nie przeklinaj – skarciła go. – Co się stało? Gdzie idziesz?
– Muszę jechać do szkoły – burknął, znowu upijając z kubka
Kawa w tym momencie była chyba najmniej wskazaną mu rzeczą, ponieważ ręce zaczęły już drżeć, a serce waliło, jak szalone. Staruszka natychmiast to zauważyła.
– Do szkoły? David, co się stało? – drążyła widząc, że chłopak bardzo się rozgorączkował.
– Nie mam pojęcia, Lilly chyba narozrabiała.  
Dotarło do niego w końcu, że picie kawy w tej sytuacji nie jest dobrym pomysłem, odstawił więc pół pełnego kubka. – Muszę iść – powtórzył, zabrał telefon ze stołu i ruszył do wyjścia.
– Ale dziecko, jak ty pojedziesz? – kobieta szybciej niż błyskawica wyrosła mu przed nosem.
– Nie rozumiem? Normalnie – mruknął i chciał ją wyminąć, lecz migiem go przystopowała.
– David, chcesz prowadzić? Jesteś blady, jak ściana, do tego zdenerwowany, nie pozwolę ci wsiąść za kółko. Weź taksówkę – nakazała, wyciągając rękę ze stoma dolarami.
– Mam pieniądze – odparł, nie mając zamiaru niczego od niej brać.
– David, nalegam – rzekła chłodno, nie odrywając wzroku od 22-latka.
– Betty, nie, tak nie wypada – bronił się, kompletnie zażenowany, lecz nadal stał w miejscu, gdyż staruszka tkwiła przed nim niczym ochroniarz.
– David. Nie wyjdziesz, jeśli nie weźmiesz tych pieniędzy, rozumiesz? – wkurzyła się.
– Al…
– Cholera, żadnego "ale”!!! – zagrzmiała, wprawiając chłopaka w niemałe osłupienie, takiej jej jeszcze nie widział.
Uśmiechnął się delikatnie, choć wcale nie było mu do śmiechu. Zawstydzony do granic wziął w końcu banknoty.
– Dzięki, odpracuję – bąknął, wykręcił numer taxi i zamówił transport. – Zaraz będzie, jest w okolicy – ogłosił kobiecie.
– Zadzwoń, co się dzieje, i czy wszystko dobrze z twoim zdrowiem, dobrze? Będę się martwić – poprosiła.
– Jasne, zadzwonię, ale teraz naprawdę, muszę już jechać.
Puściła chłopaka, lecz ruszyła za nim, postanowiwszy towarzyszyć mu w oczekiwaniu na taksówkę.
– Narozrabiała? – zapytała, spokojnie krocząc obok chłopaka, którego już nosiło.
– Nic nie wiem, dzwoniła jej nauczycielka, ale nic mi nie powiedziała, tylko kazała szybko przyjechać.
– Dlaczego nie powiedziała? Powinna chociażby nakreślić sytuację, abyś się tak nie denerwował, nie rozumiem… – stwierdziła Betty, widocznie zniesmaczona zachowaniem szatynki.
David tylko wzruszył ramionami.
– A może to nic takiego? – kontynuowała staruszka, wyraźnie chcąc dodać chłopakowi otuchy.
– Nie wiem, może... Ale dziś z nią gadałem i podobno Lilly... zdziczała, że tak powiem – niemrawo wygiął usta. – Mówiła, że olewa naukę, jest bezczelna, ale co mnie najbardziej dziwi – rzekomo zrobiła się agresywna. Przecież ona nigdy nie była nadpobudliwa, wręcz odwrotnie – tłumaczył David. – To znaczy nie była jakaś tam anemiczna, wstydliwa, czy strachliwa, ale na pewno nie była agresywna. Nie mam pojęcia, co się dzieje i przepraszam, ale muszę użyć tego słowa – szczerze się wkurwiam.
Podjechała taksówka.
– Zadzwoń, proszę – staruszka ponowiła prośbę. – I jakbyś czegoś potrzebował lub miał jakiś problem, jakby było cokolwiek, w czym mogłabym ci pomóc, znasz mój adres i telefon – dodała, tonem głosu wybitnie wyrażając, że ma się nie krępować.
– Dzięki, wiem o tym – odparł David i szybko zatrzasnął drzwi czarnego Nissana.

O 12:40 był już pod szkołą. Zawroty minęły i czuł się odrobinę lepiej, lecz nerwy szarpały go całego. Narkotyku nie czuł już prawie wcale, targały nim tylko na przemian to lęk, to złość, ta druga zupełnie nie wiadomo, czym spowodowana.
Wpadł do budynku i szybciej niż torpeda ruszył do pokoju nauczycielskiego. Gdy wyłonił się zza ściany, od razu dojrzał dwie siedzące pod gabinetem dziewczynki. Jedna z nich tkwiła w bezruchu ze spuszczoną głową, nerwowo bawiąc się rączką od plecaka; druga natomiast pochlipywała, przyciskając do głowy dużą gazę. Przy poszkodowanej siedziała pielęgniarka, natomiast Annie stała obok drugiej, bardzo mocno zdenerwowana.
Davida, gdy zobaczył opatrunek w ręku małolatki, natychmiast zmroził lodowaty dreszcz i już wiedział, że sprawa jest poważna i tak szybko nie rozejdzie się po kościach. Annie go dojrzała, powiedziała coś do swojej podopiecznej i migiem znalazła się przy chłopaku. Przerażenie strumieniem wylewało się z jej oczu, wyglądała, jakby zaraz miał nastąpić koniec świata, a ona dopiero przed chwilą się o tym dowiedziała.
– O Boże, jak dobrze, że pan tak szybko przyjechał – wysapała, chaotycznie wypychając z ust słowa. – Lilly… – bąknęła, lecz nagle urwała i uderzyła w płacz.
– Niech się pani uspokoi i powie, co się stało? – David złapał jej ramiona. – Gdzie jest Lilly?
– Lilly… – wymamlała – …Lilly… ja nie wiem… Lilly pobiła się, a raczej chyba pobiła koleżankę… – zacinała się, jak stara płyta. – Chyba się pokłóciły się i Lilly… Lilly prawdopodobnie uderzyła ją w twarz i gdy Emily oświadczyła, że idzie do nauczycielki, Lilly pobiegła za nią i mocno ją popchnęła. Emily upadła, uderzyła w głową w ścianę i straciła przytomność. Jej koleżanka… Sa… Sara… przybiegła do mnie z krzykiem, ale jak przyszłam na miejsce zdarzenia, to… to już jej nie było. Nie było jej, ona… Lilly… – bełkotała prawie niezrozumiale – ona… ona chyba uciekła – dokończyła w końcu, całkowicie roztrzęsiona. – Wystraszyła się i uciekła…
– Uciekła? – zapytał zszokowany David, mocniej ściskając ramiona kobiety, która trzęsła się już od stóp, do głów. – Jak to uciekła? I nikt jej nie zatrzymał?
– Ja przepraszam, ja wiem, że powinnam zwrócić na nią większą uwagę, na nią, na jej dziwne zachowanie, powinnam to przewidzieć, porozmawiać z nią, ja… ja przepraszam – histeryzowała kobieta, płacząc z twarzą schowaną w dłoniach, jakby była w tej sytuacji czemukolwiek winna.
– Niech się pani uspokoi i spokojnie powie, co się stało – poprosił delikatnie David, choć w tej chwili czuł się jak znerwicowana bomba zegarowa, która może zaraz wybuchnąć.
Podeszła pielęgniarka i nie odzywając się słowem podała koleżance dwie pigułki i kubeczek z wodą. Szatynka z trudem popiła tabletki i znów uderzyła w płacz.
– Annie, uspokój się, do cholery, wszystko będzie dobrze! – chłopak w końcu podniósł głos myśląc chyba, że może tym sposobem uda mi się choć trochę opanować sytuację.  
I się nie pomylił, Annie po chwili ciężko nabrała powietrza i podniosła głowę.
– Trzeba zadzwonić na policję. Nie zrobiłam jeszcze tego, czekałam, aż pan przyjedzie.
– Po pierwsze to David, bo i tak już tak do mnie powiedziałaś – uśmiechnął się ciepło, nie chcąc jej stresować – po drugie, trzeba najpierw poszukać w okolicach szkoły. O której to się stało?
– Zaraz po gimnastyce – wycharczała.  
– Pani Silver, jest już pan Watson – rzekła nagle za plecami dziewczyny sekretarka dyrektora. – Dyrektor państwa prosi.
Gdy doszli do gabinetu, ratownicy pogotowia właśnie oglądali poszkodowaną dziewczynkę.
– Ty gnoju!!! – ryknął nagle chudy, wysoki facet. – Trzymaj swojego szczeniaka w domu, albo na smyczy! – zawył, dopadł do chłopaka i chciał go uderzyć, ale David zręcznie się uchylił i odepchnął napastnika.
– Kurwa! – wrzasnął ponownie mężczyzna, złapał Davida za fraki i agresywnie zaczął pchać do tyłu, lecz chłopak zaraz się zaparł tak, że teraz obaj stali w miejscu, trzymając się za ubranie i oddychając ciężko. Nie zdążyli się jednak pobić, bo w tym momencie wtrącił się w to wszystko dyrektor, który usłyszał krzyki i wybiegł z gabinetu.
– Paaanowieee!!! – zagrzmiał, wciskając się między mężczyzn. – To jest szkoła!
– To on?! To jego dzieciak pobił moją córkę?! – huczał wściekły facet, próbując przepchnąć się w stronę 22-latka.
– Spokojnie, porozmawiajmy spokojnie – rzekł przełożony Annie, cały czas trzymając awanturnika na dystans od Davida.
Tego pchało do bójki, ale starał się, jak mógł, trzymać nerwy na wodzy.
– Uspokoił się pan już? – zapytał dyrektor napastnika.  
– Tak.
– Na pewno? – naciskał widząc, że facet nadal wygląda, jakby podłączyli go pod sto tysięcy volt.
– Tak, przepraszam, po prostu bardzo się zdenerwowałem.
– Zapraszam – rzekł dyrektor, wskazując ręką drzwi sekretariatu.
Facet już nie podskakiwał, jednakże raz po raz spoglądał w stronę Davida nienawistnym wzrokiem.  
Ratownicy oznajmili, że dziewczynka ma prawdopodobnie tylko niewielkie wstrząśnienie mózgu, więc karetka zabrała małolatkę na tomografię, a panowie i nauczycielka udali się gabinetu pana Robertsa. W środku siedziała wystraszona dziewczynka, którą David już widział, oraz sekretarka, która za moment wyszła.
– Powiadomiłem już policję – rzekł dyrektor. – Proszę – pokazał Watsonowi miejsce przy oknie, Davidowi przy ścianie, a nauczycielce pośrodku, obok młodej podopiecznej. Jeszcze raz, dla upewnienia zerknął na ojca Emily, po czym usiadł za biurkiem.
Rozległo się pukanie i Sara, koleżanka pokrzywdzonej, która powiadomiła Annie o wypadku, pojawiła się w pomieszczeniu. David się skrzywił, młodziutka blondynka wyglądała na wybitnie zarozumiałą, aczkolwiek także była niewątpliwie spłoszona.
– Usiądź obok Wendy – nakazał dyrektor i dziewczynka posłusznie zajęła miejsce.
– Dziewczynki, to są panowie: Watson, tata Emily i Pan Brooks, brat Lilly. Czy możecie nam powiedzieć, co tam się stało?
Cisza.
– Dziewczyny, Emily zabrano do szpitala, a Lilly uciekła, musimy wyjaśnić tą sprawę. Nie bójcie się i powiedzcie, przecież nikt nie będzie was o nic winił – nalegał łagodnie dyrektor.
Głucho.
– Sara? – pedagog spojrzał na wyższą z dziewczynek.
– Ale ja nic nie wiem – wybąkała, przestraszona, nie podnosząc głowy.
– Jak to? Przecież to ty powiadomiłaś panią Silvers.
– Ale ja widziałam tylko, jak Lilly popchnęła Emily i nic więcej – mruknęła.
– Wendy?
– Ja nie wiem.
– Też nie wiesz? Przecież Lilly to twoja najlepsza koleżanka, wszędzie chodzicie razem, nic ci nie mówiła? – kontynuował mężczyzna najdelikatniej, jak umiał.
– Nie.
David siedział w milczeniu i coraz bardziej wściekał się tym, że zamiast szukać siostry, gnije tu, żeby wyjaśnić jakieś durne okoliczności, jakby to było w tym momencie najważniejsze. Annie chyba wyczuła jego manierę, bo raz po raz nerwowo spoglądała w jego stronę.  
– Wendy, czy to Emily zaczęła tą kłótnię?
– Jak to Emily?!!! – Watson natychmiast zerwał się z miejsca, opierając ręce o biurko, ale Annie była czujna i szybko odciągnęła go od mebla.
– Proszę usiąść i się opanować, próbuję się właśnie dowiedzieć. Poza tym straszy pan dzieci! – uniósł się dyrektor, który był już niesamowicie wkurzony postawą faceta. – I proszę pana, przykro mi, ale muszę to powiedzieć. Emily od zawszy była zaczepna i nie zdziwiłbym się, gdyby to ona sprowokowała całą tą sytuację – dodał rzeczowo.  
– Proszę nie insynuować takich rzeczy, dobrze? – warknął niezadowolony Watson, lecz już nie ruszał się z miejsca.
Rozbrzmiało pukanie.
– Panie dyrektorze, przyjechała policja – rzekła czarnowłosa sekretarka, wsadzając głowę do środka.
– Przepraszam – rzekł mężczyzna, wstał i zniknął za drzwiami. David natychmiast się podniósł i ruszył za nim.
– Dzień dobry – przywitał się ciepło starszy, siwy mundurowy, obok którego stał drugi, bardzo młody policjant, trzymając w dłoni zdjęcie Lilly.  
– To jest brat dziewczynki – wyjaśnił dyrektor, wskazując głową Davida. – Zniknęła niecałe dwie godziny temu, kilka minut po jedenastej. Rozbiła głowę koleżance, ta straciła przytomność i przewiduję, że Lilly się wystraszyła, dlatego uciekła.
– Nie mogła zajść daleko – stwierdził policjant.  
– Mogła, Lilly, jak na swój wiek, jest wyjątkowo inteligentną dziewczynką – oświadczył Roberts.
– A pan? Czy domyśla się pan, gdzie może być? – zwrócił się do chłopaka.
– Nie wiem, nie mam pojęcia. Zaraz pojadę do domu, prawdopodobnie tam poszła –odparł.
Gliniarze nie tracili już czasu na zadawanie zbędnych pytań, tylko zapisali adres i numer telefonu chłopaka, po czym opuścili budynek szkoły, a David z dyrektorem wrócili do gabinetu. Chłopak, widząc policję, zdenerwował się jeszcze bardziej, nosiło go już na wszystkie strony. Roberts ponownie przeprosił i usiadł na miejsce, wznawiając przerwany wątek:
– Wendy, czy widziałaś, jak Lilly popchnęła koleżankę?
– Nie.
– Wendy – Annie chwyciła dłoń dziewczynki, wlepiwszy w nią przyjazny, matczyny wzrok. – Jeśli coś wiesz, powiedz, zrozum, my chcemy tylko pomóc – nalegała dobrotliwie.  
– Ale ja naprawdę nie wiem – wykręcała się małolatka, lecz David, słysząc ton jej głosu odniósł wrażenie, że ona najzwyczajniej w świecie kryje Lilly.
– A dlaczego Lilly uderzyła Emily? Bo wiemy, że uderzyła. Dziewczyny, mówcie, co wiecie, takie zachowanie, zwłaszcza w tym wieku, jest bardzo niepokojące, zdajecie sobie z tego sprawę? Wendy, Sara, przestańcie kłamać i powiedzcie, jak było, przecież wy wszystko wiecie – rzekł o wiele chłodniej i bardzo nakazująco dyrektor. – Wendy?
– No bo to poszło o jakąś bezdomną – mruknęła w końcu dziewczynka, nadal nie podnosząc głowy, prawdopodobnie zatrwożyła ją postawa mężczyzny.
– O bezdomną? – facet wywalił oczy, podobnie pozostali.
– No bo… no bo Emily chyba powiedziała, że mama Lilly jest bezdomna – oświeciła obecnych, mówiąc coraz ciszej, jakby było jej wstyd, że koleguje się z Lilly, albo tylko David tak to odebrał.
Chłopak zbaraniał!  
– Nieprawda! – krzyknęła nagle Sara, dzielnie broniąc honoru przyjaciółki.
– Sara!!! – zagrzmiał dyrektor.
– Prawda, sama słyszałam – odparowała Wendy – Ona najpierw z Sarą – spojrzała na koleżankę – i Claudią naśmiewały się z Lilly na ćwiczeniach. Gadały coś i się śmiały, a potem Emily powiedziała, że mama Lilly jest bezdomna, bo tak wygląda. No i powiedziała jeszcze, że chyba jest psychiczna, bo dziwnie się zachowuje i że na pewno lubi chodzić z facetami. Powiedziała, że jej tata powiedział, że takie panie chodzą z facetami, bo oni dają im pieniądze na piwo – małolatka perfekcyjnie zwieńczyła dzieła, jeszcze niżej spuszczając głowę.
Davidowi momentalnie uciekło całe powietrze i w głowie od razu stanęła mu pijana Sophie. Szybko wywnioskował, że po prostu gówniara musiała gdzieś widzieć ją w takim stanie i teraz dokucza Lilly. Ale żeby ojciec, dorosły facet takie rzeczy?  
No i ten Kevin…
– Co takiego?! Kłamiesz! – zawył Watson, w okamgnieniu stając jak bandyta nad głową przerażonej dziewczynki.
– Proszę usiąść! – zagrzmiał dyrektor, tym razem także agresywnie podnosząc się z miejsca. – Wendy, możesz już wyjść, tylko poczekaj pod gabinetem. Twoja klasa została zwolniona, zaraz pani Kate zadzwoni do twojej mamy i pójdziesz z nią do domu.  
Dziewczynka się pożegnała i opuściła pokój. Totalnie zawstydzony, ale i wkurwiony David spojrzał na Annie – patrzyła na niego z kompletnie zaskoczonym wyrazem twarzy. To tylko wzmogło nieprzyjemne uczucie u 22-latka, który teraz już zupełnie się pogubił. Miał olbrzymią chęć wstać i skopać Watsona i to tak, żeby przez tydzień się nie pozbierał, nadal jednak siedział w miejscu, nie chciał narobić sobie jeszcze większych kłopotów. Wiedział, że jak go chwyci, może się nie zatrzymać, dlatego też starał się, jak mógł, zachować spokój, choć nie było to łatwe.
– Sara, co masz na ten temat do powiedzenia? Czy to prawda? – dociekał dyrektor, który zrobił się zimny jak sopel lodu.
– Ale ja nic nie wiem, jak tego nie słyszałam i nie widziałam, ja nic nie mówiłam, nie wyśmiewałam się – wypaplała ekspresowo dziewczynka, która wyraźnie się zdenerwowała, co sugerowało tylko jedno – że kłamie.
– Co się działo na zajęciach? – drążył nieustępliwie Roberts, który sądząc po jego minie, był już bardzo zły.
– Nic.
– Nic? To dobrze, porozmawiamy jutro, jak w szkole stawią się twoi rodzice. I bądź pewna, że jeżeli to wszystko prawda… – ostrzegł złowrogo mężczyzna, ale nie dokończył, westchnął tylko, jakby nie mógł uwierzyć, że tak młode, niespełna dziewięcioletnie dziewczyny mogą być aż tak okrutne.
– Dobrze, myślę, że na dziś to wszystko. Panie Brooks, mógłby pan jeszcze chwilę zostać – poprosił Davida.
Chłopak tylko pokiwał głową. Słowa stały mu kołkiem w gardle, a w głowie błąkająca się po mieście, wystraszona Lilly i pijana w sztok matka, siedząca w środku miasta z jakimś facetem.  
Watson, Annie i Sara opuścili gabinet, wtedy dyrektor rzekł:
– Panie Brooks, bardzo mi przykro, naprawdę nie wiem, co mam powiedzieć. Ale proszę postarać się zrozumieć, to tylko dzieci, im różne głupoty przychodzą do głowy – tłumaczył, dogłębnie zawstydzony zaistniałą sytuacją.
– W porządku, rozumiem – odparł grzecznie David, ale był już wściekły. Na matkę, na chamską gówniarę, ale najbardziej na Watsona za jego bezczelne słowa. Nie mógł zrozumieć, jak mógł, przecież to dorosły, rozumny facet.
– Panie Davidzie, chciałbym jutro porozmawiać z pańska matką, czy to możliwe?
– Tak, powiem, żeby do pana przyjechała.. no, chyba, że będzie pracować – odpowiedział, uświadamiając sobie, że przecież alkohol, że minęła dopiero połowa dnia, a Sophie różne głupoty przychodzą do głowy.
– No dobrze, to chyba tyle. Dziękuję, że pan przyjechał i gdyby dowiedział się pan czegoś wcześniej o Lilly, proszę koniecznie dać nam znać, dobrze?
– Oczywiście – potwierdził David i mając w głowie tylko jedno – jak najszybciej znaleźć Lilly, pożegnał się i szybko opuścił gabinet.

815 czyt.
100%143
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3111 słów i 18950 znaków, zaktualizowała 4 mar 2018.

3 komentarze

 
  • zabka815

    zabka815 · 21 gru 2017

    zajefajna część naprawdę trzymająca w napięciu a temu ojcu to się należy   Super czekam na kolejną  

  • Majla

    Majla · 21 gru 2017

    Ten Watson to skończony dupek...jaki ojciec taka córka super rozdział, oby Lilly się znalazła szybko :(

  • Fanka

    Fanka · 21 gru 2017

    Co za prostak z tego ojca! Wrrr   
    Podziwiam Davida ze mu nie wpierd....  
    Ciekawe gdzie Lily