Zakręty losu #5

Ściemniło się zupełnie, więc Amy włączyła światła. Nawet w centrum poruszała się dość szybko, więc pod dom bruneta dojechali w bardzo krótkim czasie.  
      – Poczekaj, dobrze? Zaraz wracam – rzekł David  i udał się w stronę budynku.
      Zaszedł z boku, z lewej strony domu i gwizdnął. Pokój Chrisa był na górze, nad dachem. Stał chwilę, ale nic się nie działo. Wziął kilka małych kamyczków i zaczął rzucać w szybę. Czekał kilkanaście sekund i zagwizdał ponownie. W pokoju było ciemno, ale Chris miał tendencje do spania o różnych porach, więc brak światła nie dziwił Davida.  
      Nagle z okna wychyliła się głowa matki kumpla.
      – David...? Poczekaj – rzekła prawie szeptem i schowała się w środku.
      22-latek od razu wyłapał, że płakała. Poszedł do drzwi i kobieta zaraz do niego wyszła. Wyglądała strasznie, była cała roztrzęsiona, prezentując przy tym zaczerwienione od płaczu oczy.  
      – Chris do mnie dzwonił. Coś się stało? – zapytał od razu chłopak.
      Gdy tylko zadał to pytanie, babka uderzyła jeszcze większym płaczem. David chwycił ją za ramiona.
      – Niech się pani uspokoi i powie, co się dzieje!
      – Boże, David, ja myślałam, że on jest z tobą – wydusiła, a raczej wyjąkała, łapiąc brakujące cząstki powietrza.
      – Co się stało, do cholery?! – wstrząsnął kobietą delikatnie.
      – Bill po dwóch godzinach znów się na niego rzucił. O mało go nie zabił i chyba złamał mu rękę. Znów wykrzykiwał straszne rzeczy. Nie dałam rady go obronić, ale próbowałam, wierz mi – trzęsła się cała. – Potem wywalił z jego pokoju wszystkie  rzeczy i kazał mu się wynosić. Boże, David, najgorsze jest to, że broń Billa zniknęła! I była naładowana! David, znajdź go, błagam cię! – wrzeszczała, rozhisteryzowana, trzęsąc młodym facetem.
      – Spokojnie, znajdę. Niech się pani uspokoi.
      – Jedź już, błagam cię, szukaj mojego syna!  
      Chłopak biegiem ruszył w stronę BMW.
      – Wysiadaj, ja poprowadzę! – rzucił do znajomej, która kompletnie zdezorientowana opuściła miejsce kierowcy.
      Ruszył jak wariat. Jechał ponad setką, kompletnie nie zwracając uwagi na policję. W końcu Amy zapytała:
      – David, co się dzieje?!
      – Chris zniknął i ma broń. Musimy go znaleźć i to szybko, zanim zrobi jakąś głupotę.
      – David, zwolnij. Jak policja nas zatrzyma, to nigdzie nie dojedziemy.  
      Miała rację, więc chłopak zdjął nogę z gazu.
      – Dzwoń do niego! – podał jej swój telefon.
      Panna zadzwoniła, ale telefon młodszego faceta nadal był wyłączony.
      – Kurwa, Chris, nie rób żadnych głupot – zaklinał 22-latek.
      – Boisz się, że kogoś zastrzeli? – zapytała Amy, też już poddenerwowana.
      – Nie kogoś, tylko siebie.
      Zatrzymał się przy skateparku i szybko wysiadł, a dziewczyna za nim.
      – Chris! – krzyknął głośno.
      Bez odzewu.
      – Stary, odezwij się, jeśli tu jesteś! – wrzeszczał, ale nikt nie odpowiadał.
      Zszedł na rampy i zaczął chodzić wkoło. Obszedł wszystkie, lecz przyjaciela tam nie było.
      – Jedziemy do lunaparku. Prowadź! – rzucił do Amy i wsiadł na fotel pasażera.
      Panna ruszyła, zaś David znów usiłował połączyć się z kumplem, ale na próżno.
      – Kurwa, zatłukę tego gnoja! Jak tam wpadnę, połamię mu wszystkie gnaty, ale tak, że już do końca życia nie wstanie z wózka! Przysięgam, jeśli coś stanie się Chrisowi, zabiję bydlaka! – grzmiał 22-latek.
      – David, uspokój się. Znajdziemy go – rzekła oszołomiona brunetka.
     – Może być już za późno.
      – Myślisz, że miałby odwagę pociągnąć za spust?
      – Ja nie myślę, ja wiem. Już raz próbował się zabić, jak miał osiemnaście lat. Ojciec przyjebał się do niego za jakąś drobnostkę, co urosło do rangi kryzysu, jak to zwykle u niego bywało. Pijany w sztok zaczął mu wyrzucać, oczywiście dla zabawy, że jest wpadką, że niepotrzebnie się urodził i że powinni go wyskrobać. Poza tym pierdolił jeszcze inne głupoty, ale już nie pamiętam, co. Pech chciał, że zbiegło się to w czasie, w którym stracił dziewczynę, poza którą nie widział świata. Tak się zdołował, że wlazł do pustej wanny i podciął sobie żyły brzytwą ojca. Chciał to załatwić szybko, więc walnął po trzy sznyty na każdej ręce. Nawet nie wiem, ile czasu tam leżał i się wykrwawiał. Do tej pory myślę, że to chyba cud (bo zbiegiem okoliczności tego bym nie nazwał), że matka wróciła wcześniej z pracy – powinna być trzy godziny później. Po takim czasie na pewno by już nie żył. Jak weszła do łazienki, koleś był cały we krwi. Odratowali go, ale na ojcu nie zrobiło to wrażenia, dalej robi to, co robił. Znam Chrisa od czternastu lat i nie daruje kutasowi, jeśli coś sobie zrobi. Nie powinienem ci tego mówić, bo pewnie nie chciałby, aby obcy znali jego problemy, ale wierzę, że umiesz trzymać język za zębami – rzekł i na tym zakończył monolog.  
      
      Amy była w totalnym szoku.
      – To chyba jasne, nie musisz mnie o tym informować – burknęła pretensjonalnie.
      David milczał. Po kilku minutach było już widać światła lunaparku. Dochodziła 23:11.
      – Jedź tam, gdzie byliśmy wczoraj – poprosił brunetkę, która mocniej wcisnęła gaz.
      Za chwilę byli na miejscu, ale auta przyjaciela tam nie było. David wyskoczył z samochodu.
      – Chris!  – wrzasnął, lecz nadaremnie. – Chris...!!!
      – Kurwa, Amy, gdzie on jest?! Już nie mam pojęcia, gdzie go szukać! – zauważalny był już płaczliwy głos chłopaka.
      – Chriiiiis!!! – rozdarł się jeszcze, zrezygnowany, choć wiedział, że nikt nie mu odpowie. – Kurwaaa! – kopnął jakąś puszkę i przysiadł na masce.
      Amy podeszła i wzięła go za ręce.
     – Spokojnie, pomyśl, może jest jeszcze jakieś miejsce, o którym zapomniałeś?
     – Nie ma, jeździmy tylko w te dwa. Jeśli nie ma go tu, to może być wszędzie. Specjalnie pojechał nie wiadomo gdzie, żebyśmy go nie znaleźli – chłopak już płakał.
      Dziewczyna go przytuliła, nie wiedząc, co jeszcze może zrobić. Stała przy nim kilka chwil, gdy nagle ten oznajmił:
      – Jest jeszcze jedno miejsce, ale wątpię, żeby się tam udał. Kilka kilometrów stąd jest stara rzeźnia, ale nie byliśmy tam od sześciu lat. Znudziła nam się.  
      – Więc może dlatego tam pojechał.
      – Dobra, jedźmy, ale to raczej bez sensu.
      Dziewczyna włączyła długie światła i ruszyła agresywnie. Jak na płeć piękną, prowadziła znakomicie, do tego całkiem inaczej, niż reszta kobiet. Kierownicę trzymała w jednej, nie w dwóch dłoniach, no i nie bała się docisnąć.
       Zajechali na miejsce po kilku minutach. Amy zgasiła światła, wzięła latarkę i ruszyli. Dziewczyna miała dobre przeczucie, za budynkiem stał samochód Chrisa, ale chłopaka przy nim nie było. Szli w ciszy, David nie chciał go spłoszyć.
      Weszli do budynku i tam 22-latek znalazł kumpla. Siedział z do połowy pełną butelką wódki i gapił się w podłogę. Broń leżała obok. Nie słyszał chyba jak weszli, bo nie zareagował.
      – Chris... – powiedział spokojnie David.
      Chłopak od razu się zerwał, odstawił butelkę i chwycił gnata.
      – Nie podchodź! – przystawił pistolet do głowy.  
      Ręka mu nawet nie zadrżała.
      – Stary, spokojnie, oddaj mi rewolwer – rzekł 22-latek, zbliżając się do niego bardzo wolno.
      – Powiedziałem nie podchodź! – wrzasnął brunet i odbezpieczył kciukiem broń, cofając się.
      – Dobra, wyluzuj, już nie podchodzę – David się zatrzymał.
      – Po co tu przyjechałeś?! Chcę być sam i napić się wódki!
      – Matka się martwi. Chris, nie świruj, tylko oddaj broń – wyciągnął do niego rękę.
      – Spierdalaj do swojej lali, chcę być sam!  
      – Chris, uspokój się, chcę tylko pogadać! – znowu ruszył powolutku, więc przyjaciel ponownie zaczął się cofać.
      – Kurwa, odejdź mówię! – jeszcze mocniej przycisnął lufę do skroni.
      David jednak szedł dalej, tylko, że coraz wolniej, praktycznie się nie poruszał.
      – Zatrzymaj się, bo strzelę! – wrzasnął Chris.
      Starszy facet zobaczył, że palec na spuście coraz mocniej się zaciska, więc stanął.
      – Chris, wszystko będzie dobrze, obiecuję. Oddaj broń, proszę cię – mówił bardzo spokojnie.
      – Idźcie stąd, chcę być sam! Cofnij się! – krzyczał rozgorączkowany chłopak i  wycelował do przyjaciela.
      – Co! Chcesz mnie zastrzelić?! Zrób to! – powiedział David, nie ruszając się z miejsca.
      Chris stał chwilę i ponownie przyłożył gnata do swojej skroni.
      – Liczę do trzech. Jeśli się nie cofniesz, naciskam spust! – ryknął, rozjuszony.
      – Ok, spokojnie – powiedział David i cofnął się o trzy kroki.
      Kompletnie nie miał pomysłu, jak odebrać broń podminowanemu przyjacielowi. Ten podszedł do przodu i zaczerpnął z butelki, nie odrywając wzroku od Davida.
      – Chris, jedźmy do domu – prosił 22-latek.
      – Do jakiego, kurwa, domu?!!!
      – Do mojego. Proszę cię, oddaj gnata.
      – Źle zrobiłem! Powinienem zabić najpierw jego, a potem siebie. Nie pomyślałem o tym! – brunet coraz mocniej przyciskał rewolwer do skroni, ale ręka już się trzęsła. – Idźcie stąd, mówię! Chcę zostać sam, czy tak trudno to zrozumieć?! – krzyczał, płacząc.
      – Chris, proszę Cię, załatwimy to. Gnój pójdzie siedzieć, obiecuję Ci. Stary, oddaj broń.
      – Nieee!!! Nie przekonuj mnie i daj mi spokój! Wyjdźcie stąd, nie chcę, żebyście to oglądali – zacisnął powieki, jakby chciał strzelić.
      – Chriiis, nieee! – zawył spanikowany David.
      Kumpel nadal stał w tej pozycji.
      – Stary, kurwa, , nie rób tego, błagaaam cię!!! – apelował starszy chłopak.
      – Więc zostawcie mnie samego! – huczał 21-latek, ponownie celując do przyjaciela.  
      Totalnie oszalał.
      – Dobra, odsunę się trochę – rzekł David i oddalił się o dwa, może trzy metry.
      Obejrzał się na stojącą w progu, przerażoną Amy, jakby prosił o radę, ale zaraz znów skierował wzrok na kumpla. Ten wrócił na miejsce i przyssał się do butelki. David zauważył, że matka miała rację, coś było nie tak z jego lewą ręką, bo wszystko robił prawą. Był już mocno podcięty, chyba wypił coś jeszcze, prócz tej wódki.
      – Mogę się napić? – David postanowił spróbować inaczej, no i chciał, aby Chrisowi zostało jak najmniej.  
      Brunet wstał i odsunął się do samej ściany, celując do siebie. David odebrał to jako zgodę, więc podszedł powoli i pociągnął porządny łyk.
      – Wystarczy! Cofnij się! – rozkazał Chris.
      Wycofał się na swoje miejsce, a jego przyjaciel znów klapnął na drewnianej skrzynce. Starszy z facetów ponownie obejrzał się na dziewczynę, która stała zszokowana, zasłaniając rękoma twarz. Cała trójka milczała. David miał nadzieję, że może dzięki ciszy kumpel choć trochę ochłonie. Chris skończył alkohol, wstał i powoli udał się w stronę drzwi, mierząc do kolegi.
      – Chris, gdzie idziesz?! Proszę cię, nie wychodź! – rzucił skołowany David.
      Kumpel milczał i był coraz bliżej drzwi.
      – Odsuń się! – krzyknął do Amy, która w okamgnieniu zeszła mu z drogi.
      Chris szedł tyłem, trzymając broń w wyciągniętej dłoni, a David powoli za nim.  
      – Stary, nie wariuj! Gdzie idziesz do cholery?! – ryknął 22-latek.
      – Zastrzelę chuja!
      – Chris, opanuj się, to nic nie da. Załatwimy to, przysięgam ci na wszystko, tylko nie wsiadaj do samochodu! – błagał przerażony David.
      Jego słowa nie zrobiły większego wrażenia na kumplu, bo cofając się dość szybko, dotarł w końcu do Toyoty.
      – Chris, kurwa, zatrzyyymaj się!!!
      Bez efektu. Chłopak za chwilę wsiadł do auta, zatrzasnąwszy za sobą wszystkie drzwi i odpalił silnik. David dopadł do klamki, choć dobrze wiedział, że drzwi są zamknięte.  
      – Chris, nie jedź! – szarpał za uchwyt, ale brunet zaraz odjechał mu sprzed nosa.
      – Kurwaaa! – wrzasnął starszy chłopak. – Jedź za nim! – krzyknął do panny, ładując się do wozu. – Amy, co ja mam zrobić, do cholery?! On go zastrzeli, kompletnie mu odwaliło!
      Wziął telefon i wykręcił domowy numer Chrisa. Po dłuższej chwili usłyszał z ust jego matki ciche: „halo”.
      – Jeśli pani mąż chce żyć, niech wyjdzie z domu, i to już! I niech pani nie otwiera Chrisowi drzwi, mimo, iż to pani syn! – huknął.
      – Dobrze – wydusiła i odłożyła słuchawkę.
      Samochód młodszego chłopaka jechał przed nimi bardzo szybko.
     – Kurwa, Amy, jak psy go zatrzymają... nie wiem, co mu wtedy strzeli do łba. Co ten bydlak mu nagadał, że chłopak się tak podłamał?! – krzyczał David.
      Dziewczyna milczała, spoglądała tylko raz po raz na 22-latka. Ten zerknął na czas – 00:13.  
      – Jak mu zabrać tą cholerną broń?! Dziewczyno, myśl!  
      – David, nie wiem, nie mam pojęcia – wydusiła, nie spodziewała się zapewne takiego zakończenia wieczoru, wychodząc z domu.  
      Po kilku minutach Toyota zatrzymała się pod domem i Chris wybiegł z niej jak szalony. David wyskoczył z BMW.
      – Zostań tu. Nie wiadomo, co mu odbije – rzucił do Amy i ruszył za kumplem, który był już przy drzwiach, waląc w nie pięścią.
      – Mamo, otwieraj! – wrzeszczał.
      Usłyszał podbiegającego Davida.
      – Kurwaaa! Mówiłem, nie podchodź! – znów do niego wycelował. – Mamooo!!! Otwieraj, powiedziałem!!! – naciskał dzwonek jak szalony.
      – Chris, opanuj się do cholery i oddaj mi broń! – rozkazał starszy chłopak.
      – Spierdaaalaj!!!
      Bruneta widząc, że matka go nie słucha, zaczął walić z bara w drzwi, próbując je wyważyć, niestety były bardzo mocne. Nie spuszczał stojącego kilka metrów dalej przyjaciela z oczu. W końcu, po kilku furiackich próbach wyłamał zamek i wbiegł do środka. Zastał przestraszoną matkę, skuloną na kanapie w salonie. Wbiegł do kuchni, a potem do łazienki, po czym celując do stojącego w progu kumpla ruszył na górę. Po chwili zbiegł.
      – Gdzie on jest?! – zawył do kobiety.
      – Nie wiem, niedawno wyszedł, chyba do baru – ledwie odpowiedziała.
      – Nie kłam! Gdzie ten chuj?! – wrzasnął i nagle się odwrócił. – Mówiłem, żebyś mnie nie wkurwiał! Nie dociera do ciebie, frajerze?! – skierował broń w stronę kumpla, który stanął w drzwiach salonu.
      – Chris, błagam cię, uspokój się i oddaj pistolet – teraz matka ruszyła w jego stronę, więc był już osaczony z dwóch.
      – Nie podchodźcie, do jasnej cholery! – ryknął i strzelił w sufit.
      Kobieta natychmiast usiadła, uderzając płaczem.
      – Ostatni raz pytam: gdzie ten gnój?!!! – cofnął się do regału i wyjął z niego whiskey.  
      Zaraz już ciągnął z butelki.
      – Idź tam! – pokazał Davidowi okno po drugiej stronie pokoju. Przyjaciel stanął przy nim, a Chris przy wyjściu z salonu.
      – Stary... Przecież wiesz, że on często wychodzi do baru – rzucił David.
      – Kłamiesz! Ostrzegłeś go, gnoju!
      – Synu, mówimy prawdę, wyszedł kilkanaście minut temu. Błagam cię, odłóż broń! – prosiła zapłakana kobieta.
      – Wszyscy kłamiecie! Myślicie, że jestem głupi?! Chcecie mnie uspokoić, bo mam gnata! – wrzeszczał, znowu płacząc.
      David znał przyjaciela od ponad czternastu lat, ale nigdy jeszcze nie widział go w takim stanie. Stał,całkowicie zszokowany i patrzył, jak pół butelki alkoholu coraz szybciej znika w ustach młodszego chłopaka. Ten w końcu wypił całość i ruszył tyłem w stronę drzwi. Kobieta zerwała się z kanapy.
      – Chris, nie wychodź! Co chcesz zrobić?! – trzęsła się cała.
      – Znajdę go!  
      – Synu, wracaj!!! – apelowała, lecz on nie reagował.
      Cofał się wolno, kiwając na boki, w końcu wyszedł na zewnątrz. David cały czas szedł za nim, trzymając się kilka metrów z tyłu.  
      – Stary, nie rób głupot, jeszcze nic złego się nie stało. Oddaj mi broń – poprosił po raz enty, bardzo spokojnie.
      Chris nie odpowiedział, tylko wsiadł do Toyoty i znów się zatrzasnął. Wyrwał jak dziki, a para za nim. Znów jechał szaleńczo, ale teraz już auto nie poruszało się prosto, lecz slalomem.
      – Kurwaaa! Co on wyprawia?! – krzyknął przerażony David.
     Chris coraz mocniej przyciskał gaz, jadąc z boku na bok. W końcu chyba stracił panowanie nad kierownicą i próbując prawdopodobnie hamować, gwałtownie skręcił w prawo. Zarzuciło Toyotą, która przechyliła się na bok i zaczęła koziołkować po asfalcie. Ulica się skończyła i auto stoczyło się z przydrożnego nasypu, obróciło jeszcze kilka razy na trawie i zatrzymało na dachu.
      – Jeeezu! – krzyknęła Amy, od razu wykręciła numer pogotowia i wyskoczyła za Davidem, który pobiegł w kierunku dymiącego wozu kumpla.
      Padł na kolana przy zgniecionej, lewej stronie auta. Szyba była pobita, a nieprzytomny brunet leżał z twarzą we krwi. David zanurkował do środka, ledwo wcisnąwszy się przez zmiażdżone okno.  
      – Przynieś gaśnicę! – wrzasnął z wnętrza.
      Po chwili znalazł ręce przyjaciela i chciał wydostać go z auta, ale coś stawiało opór. Wyczołgał się i podbiegł z drugiej strony, z której zgniecenie było nieco mniejsze. Uderzył trzy razy łokciem w okno i wybił szybę. Z tej strony było widać przyczynę niepowodzenia – prawa noga kierowcy przyciśnięta była zgniecionym wnętrzem pojazdu. David próbował ruszyć żelastwo, lecz na darmo. Usłyszał nad głową syk gaśnicy – dziewczyna nie czekała. Siłował się kilka chwil, w końcu wyczołgał się z grata.
      – Kurwa, Amy, nie mogę go wyciągnąć! – rzucił, roztrzęsiony.
      Znów wlazł od strony kierowcy i sprawdził puls kolegi – był ledwie wyczuwalny.
      – Chris, trzymaj się! – wrzeszczał do kumpla, zapłakany.  
      Z oddali słychać już było syreny, których dźwięk zbliżał się coraz szybciej. David cały czas ślęczał nad przyjacielem, trzymając palce na jego szyi, lecz w końcu poczuł szarpanie za koszulkę.
      – David, wyjdź,  jest już straż –oznajmiła dziewczyna.
      Wylazł z wraku i 22-latka odciągnęła go kilkanaście metrów dalej. Położył głowę na jej barku, łkając intensywnie. Przytuliła go.
      – Wyjdzie z tego, zobaczysz – ściskała chłopaka.
      David spojrzał na zegarek – 00:50. Strażacy musieli rozciąć karoserię, żeby wydostać Chrisa z pojazdu, w tym czasie policja już wypytała parę o przebieg wypadku. Po upływie nieco ponad kwadransa ratownicy wyciągnęli chłopaka z wozu i zaraz znalazł się w karetce, która odjechała na sygnale. Ruszyli za nią i po kilku minutach byli w szpitalu. David całą górną część koszulki umazane miał w czerwonej cieczy, ręce i twarz także. Dziewczynę też przy okazji pobrudził, przytulając się do niej. Dochodziła 1:20. Poszedł do łazienki, spłukał krew ze skóry, po czym wrócił i klapnął na krześle, obok panny.
      – Dzięki, że woziłaś mnie pół nocy, ale teraz jedź do domu, już późno. Rano idziesz do pracy i musisz odpocząć – powiedział do Amy, zachrypnięty.
      – Posiedzę z tobą.
      – Księżniczko, to nie ma sensu, ja będę tu tkwił do rana. I tak już jesteś zmęczona. Jedź, jutro jak skończę pracę, zajdę do was coś zjeść – nalegał.
      – A czy jest sens, żebyś ty tu siedział? Może też jedź, prześpisz się i przyjedziesz po pracy.
      – Nie, poza tym i tak nie zasnę, muszę wiedzieć, co z nim. Proszę cię, jedź, odpocznij.
      – Dobrze, ale jakby coś się działo, to dzwoń,.Ok?
      – Jasne, zadzwonię.
      – I nie siedź tu za długo, też musisz się przespać.
      – W porządku.
      – To dobranoc – uściskała go mocno i wyszła.
      David tkwił na tym krześle ponad dwie godziny, łażąc w międzyczasie w kółko, w końcu zobaczył lekarza, który przyjmował bruneta. Od razu się zerwał i podszedł do niego.
      – Co z nim?! – zapytał,za strachem w oczach.
      – Pan jest kimś z rodziny?
      – Tak, jego bratem – skłamał wiedząc, że jeśli tego nie zrobi, niczego się nie dowie.
      – Pana brat ma chyba chody na górze. Takie obrażenia i to, że w ogóle żyje po kilkukrotnym dachowaniu samochodem to naprawdę cud, tym bardziej, że nie miał zapiętego pasa. Musieliśmy go reanimować, gdyż serce zatrzymało się w karetce i powiem szczerze: chłopak nie był zbyt chętny do powrotu do żywych. Ponadto prawa noga strzaskana jest w czterech miejscach, musieliśmy ją poskładać i wsadzić w nią metalowy pręt – to on trzyma kończynę w całości. Do tego wstrząśnienie mózgu, przebite prawe płuco, krwotok i trzy złamane żebra. Lewa ręka ma dwa pęknięcia powyżej palców i jedno na nadgarstku, ale to nie jest złamanie z powodu wypadku. Pojawiło się już niewielkie zasinienie, co wskazuje na to, że dłoń została uszkodzona kilka godzin temu. Wygląda, jakby ktoś czymś w nią uderzył. Czy pan coś wie na ten temat?
      – Nie wiem. To młody chłopak, być może gdzieś narozrabiał. Ale czy on z tego wyjdzie? – zapytał zszokowany 22-latek.
      – Obrażenia są bardzo poważne. Na razie nie możemy nic powiedzieć, musimy czekać.
      – Mogę go zobaczyć?
      – Tak, ale nie na długo – powiedział lekarz i zaprowadził chłopaka do jednoosobowego pokoju.
      Chris leżał podłączony do respiratora. Twarz miał pokaleczoną i obtartą, a nogę, klatkę piersiową i rękę w bandażach.
      Davidowi nogi się ugięły. Usiadł na czerwonym fotelu i położył głowę na rękach. Nie płakał –  wszystko już z siebie wylał. Siedział tam kilkanaście minut, w końcu przyszedł lekarz.
      – Rozumiem, że chciałby pan zostać? – zapytał, a raczej stwierdził.
      – Jeśli jest taka możliwość, to tak.  
      – Dobrze, tylko ta noc, w drodze wyjątku. Tylko proszę wyłączyć komórkę – nakazał i wyszedł.
      David spojrzał na telefon – 3:46 i zaraz go wyłączył. Oparł głowę o fotel i wpatrywał się w Chrisa. Po głowie chodził mu ojciec przyjaciela, David w tym momencie obiecał sobie, że mu nie daruje. Po kilkunastu minutach jednak zasnął.
  
      
      – David, obudź się – usłyszał niewyraźny głos.
      Otworzył zmęczone oczy i zobaczył matkę Chrisa.
      – Jedź do domu, jak przy nim posiedzę.
      – Która godzina?
      – 8:37. Dopiero znaleźli dokumenty i mnie powiadomili – rzuciła, załamana.
      – Co z Billem?
      – Policja go zabrała, powiedziałam im wszystko.
      David ciężko ruszył się z fotela.
      – Przyjadę po pracy – mruknął i wyszedł.  
     Włączył telefon i wezwał taksówkę. Był kompletnie zdołowany, niewyspany i zmęczony. O 9:00 stał już pod swoim mieszkaniem. Gdy matka zobaczyła jego zakrwawione ciuchy, gdy wszedł do środka, oniemiała!
      – Boże, David! Co się stało?! – zapytała, przerażona.
      – Chris miał wypadek – odparł obojętnie i poszedł do łazienki.
      Umył się, przebrał w jasne jeansy, szarą koszulkę i wyszedł. Polazł do kuchni i od razu przyssał się do Coli. Za chwilę w kuchni pojawiła się Lilly i postawiła szklankę przed nosem brata.
      – Daj napoju.
      – Nalał jej całe szkło i poszedł do salonu.
      – Nic mu nie jest? – zapytała kobieta.
      – Jest. Na którą idziesz do pracy?
      – Na 12:00.
      – Odprowadzisz małą do autobusu? Ja muszę już wyjść.
      – Już...?! Dopiero przyszedłeś, zjedz coś!  
      – Nie chcę. Odbiorę ją po pracy, nie musisz się martwić. Na razie – rzucił chłopak, nałożył brązową koszulę, wziął tysiąc dolarów, kluczyki i wyszedł.
      Po chwili był w drodze. Oczy same mu się zamykały, ale jechał dalej. Zatankował w międzyczasie i po kilkunastu minutach dojechał pod sklep. Dochodziła 9:30.
      – Cześć! Sorry, wiem, że miałem być o 9:00, ale pół nocy nie spałem, dlatego się nie wyrobiłem – rzucił do Paula.
      – Co się stało? – zapytał chłopak, zauważywszy niewyraźną prezencję kolegi.
      – Kumpel roztrzaskał się samochodem.
      – Co z nim?
      – Nie za dobrze.
      – Idź do domu, wyśpij się. Jak rozwieziesz towar w tym stanie? Jeszcze skończysz tak samo, jak on.
      – Szkoda mi dniówki, zresztą sam wiesz... Pójdę na kawę i będzie dobrze. Za pół godziny wracam – oznajmił i udał się do sklepu Amy. Pociągnął za klamkę, lecz było zamknięte. Spojrzał na wywieszkę: „Czynne od 10:00”. Odwrócił się i odszedł.
      – David! – usłyszał głos ukochanej.
      Zawrócił i podszedł do stojącej w progu brunetki.
      – Trzeba było zapukać, zawsze jestem od 9:30 – powiedziała, otwierając przed nim drzwi.
      – Daj mi kawy, tylko mocnej i dużo – poprosił, wchodząc i za kilka chwil dostał kubek gorącego płynu.
      – Co z Chrisem?
      – Nic nie wiedzą, każą czekać. Ale nie jest dobrze – mruknął.
      Amy usiadła i wzięła go za rękę.
      – Wyjdzie z tego, to twardy facet. Chcesz coś zjeść? Zrobię ci.
      – Nie, dzięki, zaraz muszę spadać.
      – Może nie powinieneś prowadzić, jesteś niewyspany.
      – Spałem prawie pięć godzin, to wystarczy. Kawa mi pomoże.
      – Przyjedziesz na obiad?  
      – Nie wiem, ile będę miał dostaw.
      Amy chwilowo zaniechała rozmowy i dała mu spokojnie wchłonąć kofeiny. Wypił napój w kilka minut, wstał i chciał zapłacić.
      – David...! Chyba nie myślisz, że policzę ci za kubek kawy?! – wyskoczyła z wyrzutem.
      – Dobra, dzięki. Muszę uciekać – ucałował ją w usta i wyszedł.
      – Przyjdź coś zjeść! – usłyszał za plecami, ale już się nie odwracał, tylko poszedł do siebie.
      Paul już miał zapakowane dziewięć toreb.
      – Podbijasz do niej? – zapytał od razu.
      – Troszeczkę… – zaśmiał się chłopak.
      – Uważaj na starego. Jak to zobaczy, nie da ci żyć. Znasz go i wiesz, co myśli o tamtym sklepie i jego właścicielce. Mi to nie przeszkadza, ale on może się uczepić, więc wiesz...
      – To jej sklep...?! – David postawił oczy w słup.
      – Nie wiedziałeś?
      – Nie. Myślałem, że jej starzy go otworzyli. Jest trochę za młoda, jak na otwieranie biznesu... przynajmniej moim zdaniem.
      – Jej starzy mają dwa salony jubilerskie i sklep ze sprzętem sportowym.
      Chłopaka jakby ktoś trzepnął w łeb!
      – Gdzie są te salony? – zapytał.
      – Nie wiem, wiem tylko, że sklep jest niedaleko plaży.
      – Skąd to wszystko wiesz?
      – Mój brat się z nią uczył, są w tym samym wieku.
      – Dobra, dawaj te torby, chcę to szybko załatwić.
      – Muszę zabrać ci dziś samochód, zawieść jakieś warzywa dla ciotki. Zrobiłbym to Fordem, ale tych skrzynek jest sporo, więc potrzebny mi pickup. Poradzisz sobie bez auta?
      – Jasne! – odparł David, lecz nie był zachwycony. – O której go potrzebujesz?  
      – Najlepiej byłoby przed 15:00.
      – Dobra, zdążę – rzekł David i wziął się za noszenie zakupów.      
      Od razu sprawdził nazwiska i odetchnął z ulgą, gdy wśród nich nie zauważył Stevensów. Wyjechał kilka minut po 10:00 i o 12:00 zakupy były już dostarczone. Podjechał pod dom znajomej staruszki i zadzwonił do drzwi. Po chwili otworzyła mu ze swoim jak zawsze łagodnym uśmiechem i chłopak wszedł do środka.

2 123 czyt.
100%31
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 4539 słów i 27096 znaków.

1 komentarz

 
  • Meska

    Meska · 11 cze 2016

    Widze ze nikt jeszcze nie skomentowal, tak sobie zaczelam czytac ... i spodobalo mi sie takze ja czekam na kolejna czesc