Zakręty losu #33

Szedł wolno, totalnie oszołomiony, takiej akcji się na pewno nie spodziewał, do tego był mocno zestresowany, przecież gdzieś tu plącze się ochrona domu. Ostrożnie stawiał każdy kolejny krok, uważnie rozglądając się na boki, bał się, żeby Judy nie odbiło i nie dostał zaraz w pierdol, albo coś jeszcze gorszego. Dziewczyna przeraziła go do głębi, wyglądała jak jakiś napalony demon, żądna władzy suka lub niezrównoważona, narcystyczna nastolatka, która zawsze musi dostać to, czego chce. Kompletnie nie rozumiał jej zachowania, skąd aż tak drastyczna zmiana, czyżby tak bardzo wpadł jej w oko? Do tego przecież amfetamina, ona powinna przyhamować popęd seksualny, a tu wyglądało, jakby było zupełnie na odwrót, chłopak już sam nie wiedział, co się dzieje i na jakim świecie żyje.
– Ej, stój! – dobiegło nagle, gdy był niemal przy samej bramie.  
Natychmiast znieruchomiał, wystraszony, stając w miejscu jak posąg, głos brzmiał bardzo nieprzyjaźnie. Odwrócił się i zauważył idącego w jego stronę, znajomego mu już, sympatycznego jegomościa. Calutki oblał się zimnym potem, mężczyzna był odpowiednio wybrany do pełnienia swojej funkcji, wyglądał, jak książkowy przykład mafijnego goryla.  
Im bliżej był, tym większy strach ogarniał Davida, a koleś, jak na złość, szedł wolnym, spokojnym krokiem, jakby chciał poznęcać się psychicznie nad chłopakiem. David spoglądał na niego ostrożnie, szykując się już do obrony, w środku jednak śmiał się z siebie i swojej głupoty, przecież koleś był wielki, jak góra. Chłopak czuł, że zaraz wyłapie, i to ostro wyłapie, widział już siebie pokopanego, połamanego i leżącego obok Chrisa.
– Trzymaj, złap jakąś taksówkę, niczym innym stąd nie dojedziesz – typ wyciągnął rękę z kilkoma banknotami, gdy zatrzymał się już obok blondyna.
David zdębiał, rozchylając ze zdziwienia usta, spodziewał się zupełnie czegoś innego.
– Mam pieniądze – wydusił gardłowo, trzęsąc słowami.
– Bierz to! – huknął Jake.
Migiem wziął banknoty, mężczyzna nie wyglądał na takiego, któremu warto się przeciwstawiać. Goryl po chwili otworzył bramę i wypuścił chłopaka, nie odzywając się słowem. David dziarsko ruszył przed siebie, bojąc się obejrzeć, zrobił to dopiero, gdy odszedł już spory kawałek od posiadłości. Brama była już zamknięta i nie było przy niej żywej duszy.
Znów zaczęło się rozmyślanie. Nadal próbował wytłumaczyć sobie zachowanie Judy, polubił ją i nie był zadowolony, że tak się to wszystko skończyło. Z jednej strony trochę żałował, że nie wykorzystał sytuacji, dziewczyna była niesamowicie piękna, no i bał się też, jak przez to wszystko teraz odbierze kasę; z drugiej jednak podziękował w duchu narkotykowi, miał świadomość, że gdyby nie on, mógłby nie dać rady i ulec blondynce, zwłaszcza, gdyby nie daj Boże, zapalił jeszcze jakąś trawę.
Myśli ostro targały chłopakiem, aczkolwiek duma z samego siebie przeważyła i David był wielce rad, że nie zdradził Amy, gdyż pomijając fakt, że obie panie w kwestii urody mogłyby spokojnie stawać w szranki zrozumiał, że pokochał brunetkę, że ma sobie to coś i działa na niego zupełnie inaczej, a zauroczenie Judy to tylko i wyłącznie jej niesamowita uroda i sposób bycia. Od zawsze lubił zbuntowane dziewczyny, takie też w większości znał, niemniej jednak Amy swoim rezolutnym i dojrzałym podejściem do życia, do jego siostry i do jego domowej sytuacji zrobiła na nim ogromne wrażenie. No i potrafiła gładko pyskować, co chłopak uważał za bardzo seksowne i fajne.
Jego myśli ponownie zaczęły krążyć wokół osoby ukochanej, co stawało się coraz bardziej uciążliwe i wkurzające, przystanął więc i obejrzał za siebie – przeszedł dobre pół kilometra. Rozejrzał się, czy nikt nie idzie, wyjął pakiet i przypomniawszy sobie ostrzeżenie blondynki, posypał nieco mniej na wierzch dłoni i chwilę później proszek już głaskał jego śluzówki. Wcześniejsza porcja już prawie nie działała, a musiał przecież jechać do pracy, poza tym wiedział, że po zażyciu Amy nie będzie go tak męczyć, dlatego postanowić wziąć już teraz.
Judy miała rację, narkotyk było o wiele mocniejszy od poprzedniego, co dało się odczuć już po kilku minutach. Chłopak z chwili na chwilę szedł coraz szybciej, za nic w świecie nie mogąc przyhamować, lecz czuł się z tym bardzo dobrze. Nie miał ochoty jechać taksówką, spacerowało mu się lekko i miło, a że miał jeszcze trochę czasu, postanowił wykorzystać "pozytywy” białego pyłu i nie zawieszać się w jakimś dusznym samochodzie.
Spojrzał na zegarek – za kwadrans siódma, "podróżnik” tak się rozpędził, że w pół godziny przebył prawie sześć kilometrów, gdzie normalnie pokonałby zaledwie połowę tej trasy.  
I nagle sobie przypomniał!  
Sięgnął do kieszeni i wyjął podarowane pieniądze – trzydzieści dolarów. Domyślił się, że to Judy kazała mu je dać, jednak mocno go to dziwiło – najpierw się na niego wydziera, a potem ratuje kasą?
Nic z tego nie zrozumiał, ale nie zamierzał się nad tym zastanawiać, gdyż okolica domków właśnie się skończyła i David znalazł się na zupełnym pustkowiu, dzielącym Preston od centrum.
Ponownie wyjął komórkę i wybrał numer Betty, która odebrała bardzo szybko. Proszek sympatycznie nim wstrząsnął gdy tylko usłyszał jej miły, ciepły głos.
– Cześć, tu David. Betty, spóźnię się odrobinę, dobrze? Będę za jakąś godzinę, może półtorej, może być? Mógłbym przyjechać już teraz, ale chciałbym zajechać do domu, nie było mnie całą noc – zaśmiał się luźno. – I wiesz co? Już nie mogę się doczekać, aż cię zobaczę, normalnie się stęskniłem – oznajmił, uskrzydlony jak dziecko, które otrzymało właśnie upragnioną zabawkę.
– Coś się stało? – zapytała natychmiast, słysząc, jak mieli jęzorem.
Nie mogła nie spostrzec, że głos ma zupełnie inny niż ten, który zna, że jest jakiś dziwny, pełen zadowolenia i euforii. Szybko wypowiadane, luźne słowa, których nie mógł opanować wylały się z jego ust iście wzburzoną rzeką, paplał, jak najęty, brzmiąc w tej chwili, jakby bez gadania nie mógł żyć.
– Nic się nie stało, muszę podjechać w jedno miejsce i zaraz u ciebie będę, kochana – pieprzył, uśmiechając się szeroko i robiąc sobie totalny przypał.
– David, co się dzieje? – kobieta nie ustępowała, wydawała się być mocno zaniepokojona. – Jeśli nie możesz przyjechać, zrozumiem to. Już ci powiedziałam, że możesz zacząć pracę, kiedy będziesz mógł.
– Nie, przyjadę, wszystko ok, tylko za godzinkę, ok? Poszarpałem się z Milady, chcę zobaczyć, co u niej. Ostatnio strasznie się napusza, do tego strzela piorunami, myślę, że z taką manierą spokojnie mogłaby robić za elektrostatyczną szczotkę do kurzu – zarechotał jak dureń. – Nie potrzebujesz czasem takiej? – rżał.
– Dobrze, to przyjedź, o której ci pasuje. David, na pewno wszystko ok? – dopytywała, chłopak zachowywał się jak kompletny idiota.
– Tak, słonko. Muszę kończyć, to do zobaczenia.
– Dobrze – mruknęła, nie wiedziała już chyba, jak z nim rozmawiać.
Rozmowa się zakończyła, a David brechał nadal, samemu nie wiedząc, co w niego wstąpiło. Po chwili radości zamówił taksówkę, w której posadził tyłek kilka minut później.
– Do centrum proszę, powiem panu, gdzie się zatrzymać – poinformował kierowcę, chichocząc jak niedorozwój.
Facet spojrzał we wsteczne lusterko, lecz nie skomentował, tylko wolno ruszył.
– Ma pan żonę, dziewczynę? – David nie dawał za wygraną. – Wie pan? Fajnie jest posiadać, ale to podobnie, jak z kasą – im większa kasa, tym większy komfort życia, tak samo z babą. Im lepsza laska, tym lepsze… no wie pan. Ale jedno i drugie mogą przysporzyć nie lada kłopotów, więc najlepiej być bogatym, a dziewczyny wymieniać, żeby nie popaść w rutynę i te cukierkowate sidła, bo potem zaplączesz się tak, że kaplica – truł, nie patrząc zupełnie, że robi z siebie pośmiewisko.
– Wiem, jak to jest – odparł przyjacielsko kierowca, wybuchając śmiechem.
– Aj tam, wie pan. A popadł pan już?  
– Zdarzało się – rzekł wesoło mężczyzna.
– No to spoko, cieszę się, że nie jestem sam – zachichotał chłopak, oparłszy się luźno na tylnym siedzeniu.
Zamknął się w końcu i tym oto sposobem spokojnie dojechali do miejsca docelowego, czyli sklepu Amy. Pasażer, rozciągając usta w niemal nienaturalnym uśmiechu zapłacił facetowi i ruszył w stronę marketu. Nie uspokoił się do końca, aczkolwiek głupawka powoli mijała, ustępując miejsca kolosalnej determinacji w kwestii porozmawiania z ukochaną i wyprostowania skrzywionych przez niego spraw. Nie bał się, czuł totalne wyluzowanie, amfetamina była naprawdę pierwszej jakości i działa aż za dobrze, wykręcając Davida na wszystkie możliwe strony. Cholernie chciało mu się też piwa, ale powstrzymywał żądze, po wczorajszych wyskokach nie chciał jeszcze bardziej denerwować dziewczyny.
Doszedł do sklepu i spojrzał przez szybę – po lokalu kręcili się jacyś dwaj faceci, oglądając wnętrze, mierząc coś i zapisując na kartce. Rozejrzał się wkoło, gdyż po opuszczeniu taksówki nie wypatrzył BMW, lecz i tym razem auto nie spadło mu z nieba. Bardzo się zdziwił, lecz zaraz podświadomie wytłumaczył sobie sytuację – przecież był pożar i pewnie załatwia jakieś sprawy.
– Amy! – zawołał, przekraczając próg lokalu.
Faceci jak jeden mąż spojrzeli na przybysza, lecz zaraz powrócili do swojej dyskusji.
– Przepraszam, jest właścicielka? – grzecznie zapytał mężczyzn.
– Nie wiemy, my tu tylko pracujemy.
David już miał kierować się do kuchni, lecz zrobił tylko dwa kroki, bo w sali pojawiła się Cindy, która natychmiast do niego podeszła.
– David? – zdziwiła się, jakby zobaczyła ducha.
– Jest Amy?
– Nie ma i nie wiem, co się dzieje. Nie mogę się do niej dodzwonić, więc przez chwilę pomyślałam, że jest z tobą, ale widzę, że nie.
– Jak to? – chłopak wywalił oczy i poczuł się nagle bardzo dziwnie, niemniej jednak narkotyk nadal bardzo dzielnie trzymał jego emocje na wodzy, nie powodując zdenerwowania.
– No nie wiem. Domowego nikt nie odbiera, a komórkę ma wyłączoną. Powinna być tu o szóstej, najpóźniej o siódmej, a już dziesięć po i jej nie ma.
– Nie dzwoniła?
– Nie, nie napisała nawet, że jej nie będzie i to mnie właśnie dziwi. Kurde, mogłam wziąć numer do kogoś z jej rodziny, ale nie myślałam, że może się przydać. Wczoraj była zdruzgotana i gadała coś, że zamierza się napić, ale nawet, jeśli to zrobiła, zadzwoniłaby, napisała chociaż, że ma kaca i powiedziała przynajmniej, co robić. Nie rozumiem, nigdy nie była taka nieodpowiedzialna – rzekła Cindy, która była już mocno zdenerwowana.
– Może zaraz przyjedzie?
– Mam nadzieję, nie wiem, co robić – wskazała na robotników.
– Podjadę do niej – oświadczył w końcu David.
– Dobrze, ale poczekaj.
Dziewczyna schowała się w kuchni i zaraz wróciła, podając mu małą karteczkę.
– Mój numer. Jakbyś czegokolwiek się dowiedział, zadzwoń. A najlepiej niech ona zadzwoni, bo naprawdę nie wiem, co robić z tymi facetami. A jeśli rzeczywiście się wczoraj napiła i śpi, nogi jej chyba z dupy powyrywam – warknęła Cindy, szczerząc się do chłopaka.
– W porządku, zadzwonię. To na razie – pożegnał się z grzecznym uśmiechem i ruszył w poszukiwaniu transportu.

663 czyt.
100%72
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2015 słów i 11879 znaków, zaktualizowała 16 gru 2017

Komentarze (2)

 
  • Fanka

    Fanka 19 gru 2017

    Dziewczyna przeraziła go do głębi, wyglądała jak jakiś napalony demon, żądna władzy suka lub niezrównoważona, narcystyczna nastolatka, która zawsze musi dostać to, czego chce.

    No nie mogę   Zajebiste  
    sformułowanie  

  • dreamer1897

    dreamer1897 16 gru 2017

    To jest ekstra. Wspaniale mi się czyta kolejne wersy