Zakręty losu #35

Do pokoju pierwsza wbiegła Daisy, po niej Lilly, uwieszając się od razu na szyi Sophie, na końcu zaś w progu pojawiła się Lauren, trzymając w dłoni kluczyki i plecak dziewczynki.
– Lilly, dzięki Bogu, nic ci nie jest. Przepraszam – wybełkotała 43-latka, dusząc córkę i zupełnie nie zwracając uwagi na siostrę.  
David siedział obok matki i bacznie wpatrywał się w milczącą ciotkę – jej mina była bardzo zastanawiająca.
– Mamo, udusisz mnie – wysapała w końcu małolatka i uwolniła się z uścisku kobiety, aby przykleić się do brata.
Lauren zmieniła miejsce pobytu z drzwi na środek pokoju, kładąc po drodze plecak przy ścianie. Nadal się nie odzywała, gapiła się tylko na siostrę, jakby nie wierzyła w to, co widzi. Nie mogła zrozumieć, jak dorosły, mający obowiązki człowiek może doprowadzić się do takiego stanu.
Nie do końca uczesane włosy, zaczerwienione oczy i trzęsące się ręce, ten obraz sponiewieranej kobiety chyba dogłębnie przeraził brunetkę.
– Dlaczego nie zjadłaś śniadania? – przemówił w końcu David widząc, że w salonie zaczyna gromadzić się burzowa chmura.
– Nie chcę – pisnęła radośnie dziewczynka, fakt, że matce nic nie jest i że jest w domu chyba bardzo ją uspokoił.
Lauren wyszła do kuchni i David po chwili usłyszał stawiany na kuchenkę czajnik i pstryczek zapalnika.
– Zrób mi też! – krzyknął i ponownie spojrzał na siostrę. – Chcesz coś zjeść?
– Nie.
– Mała, no jak to nie? Pójdziesz głodna?
– Nie chcę, zjem w szkole. Ciocia specjalnie poszła rano do sklepu po masło orzechowe i mam dwie kanapki – oświadczyła dumnie Lilly, jak czapla wyciągając szyję i wstawiając twarz przed nosem brata.
– Lilly! – upomniał ją David, bardzo niezadowolony z faktu, że tak wykorzystała zawsze łagodne w stosunku do niej, podejście dziewczyny.
Małolatka spuściła głowę.
– Mała, pójdę zrobię kawę, zaraz wracam – mruknął chłopak i udał się za ciotką.  
Lauren stała oparta o kuchenkę i tępo gapiła się w czajnik.
– Za mało nasypałaś – uśmiechnął się, zaglądając do jednego z kubków i zaraz dorzucił łyżeczkę proszku.
– Masz mleko? – mruknęła brunetka ze smuteiem, a może i załamaniem po zapoznaniu się z sytuacją.
David postawił na stole resztki białego płynu i stanął obok ciotki.
– Co jest? – zapytał.
– Nic, jestem wstrząśnięta, nie miałam pojęcia, że jest aż tak źle. Co ona wyprawia?
– Mówiłem ci – warknął.
– To ile ona wczoraj wypiła, że dziś tak wygląda? A żeby musiała iść do pracy? No po prostu nie mogę uwierzyć…  
Czajnik zaczął wydawać irytujący gwizd.
– Siadaj, sam zrobię – nakazał chłopak, odsunąwszy dziewczynę od kuchenki i zalał obie kawy, stawiając je po chwili na stole, obok cukru.
– Na którą idziesz do pracy? – zapytała.
– Miałem iść na ósmą, ale widzisz…
– To mleko jest już niedobre – oświeciła siostrzeńca, wąchając zawartość opakowania.
– Jak to? Przecież niedawno kupiłem – zjeżył się chłopak i idąc w ślady Lauren, także wsadził nos w otwór butelki. – Liiillyyy!  
– Nie krzycz! – oburzyła się brunetka.
Małolatka zjawiła się po chwili w towarzystwie plączącego się pod jej nogami psa.
– Skocz na dół po mleko – poprosił 22-latek, wręczając siostrze dziesięć dolarów.
– David, nie trzeba – rzekła spokojnie Lauren.
– Nie, ciociu, mogę pójść i wezmę Daisy.
Lauren się wyciszyła i Lilly sekundy później trzasnęła wejściowymi drzwiami.
– Lauren, dlaczego to robisz? – zapytał chłopak, wywołując niemałe zdziwienie na twarzy młodej kobiety.
Nic nie zrozumiała.
– Czemu jej ustępujesz? Specjalnie chodziłaś do sklepu po masło orzechowe? – wyjaśnił, przyjaźnie wygiąwszy usta.
– Przestań, mam sklep pod blokiem.
– Ale tu nie o to chodzi. Naucz ją cię wykorzystywać, to zobaczysz. Ona i tak już za dużo bryka.
– David, wyluzuj, dobra? Poza tym możesz mi wyjaśnić, dlaczego uderzyłeś matkę? – szybko zmieniła temat, przeszywając siostrzeńca chmurnym wzrokiem.
– Nie uderzyłem.
– Kurwa, David, nie kłam! Na dodatek dość mocno ją uderzyłeś, skoro słyszałam to przez telefon! – dziewczyna się zdenerwowała.  
– No i dobra, bo mnie wkurwia, rozumiesz? Poniosło mnie, nie wytrzymałem. Masz jakieś żale, do cholery? Wczoraj myślałem, że chuj mnie strzeli, jak młoda zginęła, przejechałem całe miasto prosząc jebanego losu, żeby nic jej się nie stało, i ty mi się dziwisz? Każdy ma jakiś granice, ja swoją już dawno przekroczyłem, przy pomocy tej suki zresztą! – uniósł się chłopak.
W pełni rozumiał jej pretensje, aczkolwiek z drugiej strony nie mógł przeboleć, dlaczego nawet w takiej sytuacji nie może odpuścić i chociaż raz przyznać mu racji.  
– Ale David, to jest twoja matka. Trzeba jej pomóc, nie ją bić – kontynuowała spokojnie brunetka.
– No i dobrze, jeszcze za mało oberwała, poza tym jej się nie da pomóc, ona już spadła na samo dno – warczał chłopak, lecz już nieco się uspokoił.
Lilly powróciła i postawiła na stole karton mleka, przerywając tą bezsensowną walkę.
– Tak szybko? – zdziwił się David.
– Nikogo nie było – odparła małolatka, oddając mu resztę.
– Weź do szkoły. Która w ogóle godzina? – spojrzał na ścianę, ale zaraz szeroko się wyszczerzył, zapomniał, że przecież wywalił zegarek.
Otworzył szafkę pod zlewem i wyjął sprzęt z kosza, patrząc przelotnie na ciotkę.  
– A można wiedzieć, co ty robisz? – zaśmiała się Lauren. – Wpół do dziewiątej – dodała.
Lilly wróciła do Sophie.
– Złom nie działa, to znaczy już nie wiem, czy działa, młoda podmieniła baterie – rozradował się wybitnie.
– Ale to nie znaczy, że trzeba go wyrzucać – zbeształa go wesoło, lecz nagle wyjechała: – David, dlaczego jesteś bardziej naćpany, niż byłeś?  
Chłopaka przytkało.
– A skąd możesz wiedzieć?  
– Zobacz, jakie masz oczy.
– No to co? Zarzuciłem wczoraj, po oczach długo widać – bronił się.
– Po oczach? Przecież ciebie całego nosi, myślisz, że ja nie widzę – stwierdziła spokojnie dziewczyna, popijając kawę.
– Aj dobra, przestań – David się zirytował.
– No i widzisz? Masz pretensje do matki, a sam co robisz? – naciskała brunetka, ponownie napinając chłopakowi żyłkę.
– Koniec tematu!
– David, chcesz popaść w gówno? Amfa to nie zabawa, to najgorszy syf, jaki może być, rozumiesz? Koka cię tak nie wymóżdży, jak to. I absolutnie nie namawiam cię do kokainy, chcę cię tylko uświadomić.
– Powiedziałem koniec tematu, ok? – powtórzył David, mając dość jej paplaniny, najchętniej wyszedłby już z domu.
Nadal był jednak opanowany, proch targał nim raz mocniej, raz słabiej, aczkolwiek wciąż trzymał go ryzach. Zadzwonił telefon chłopaka. Spojrzał – Betty. Zdziwił się bardzo, ale zaraz nacisnął zieloną słuchawkę.
– Niedługo będę – wytłumaczył się od razu.
– Nie o to chodzi. Davidku, czy mógłbyś kupić mi po drodze chleb, mleko i jakiś sok? O ile masz pieniądze oczywiście – poprosiła ciepło starsza pani.
– Nie ma problemu. Betty, ale skłamałem, będę dopiero po dziesiątej, muszę odwieźć siostrę do szkoły. Przepraszam, wiem, że miałem być o ósmej, ale tak wyszło.
– W porządku, pasa jeszcze nie przyszykowałam – zaśmiała się kobieta.
– To super, że się rozumiemy, na ciebie, kochana, zawsze można liczyć – David znowu zaczął dowcipkować.
– Czy już wszystko ok? Po naszej wcześniejszej rozmowie trochę się martwię.
– No jasne, lepiej być nie może.  
– To się cieszę i już nie przeszkadzam. Do zobaczenia.
– Mówi się do zobaczyska – rzucił rozweselony David, cały czas krążąc po kuchni jak nakręcony.  
– Dobrze, zapamiętam. To czekam – Betty się roześmiała i zakończyła rozmowę.
Lauren się nie odzywała, lecz pytania diabelsko sugestywną miną malowały się na jej twarzy.
– Moje nowa szefowa – poinformował chłopak, także upijając z kubka.
– I dalej mi twierdzisz, że nie ćpałeś? Po samej twojej rozmowie widzę, że jesteś ostro nabity – brunetka wznowiła temat.
– Która godzina? – tyle otrzymała w kwestii odpowiedzi.
– Dochodzi dziewiąta.
Mimo oczekiwania, David nie odpowiadał na jej pretensje, więc dziewczyna nie przeciągała tej farsy, tylko westchnęła z rezygnacją, podniosła się z miejsca i ruszyła w stronę salonu.
David wiedząc, co zamierza, natychmiast ruszył w ślad za nią. Sophie już nie siedziała, tylko leżała, natomiast Lilly bawiła się z psem w swoim pokoju, o czym świadczyły dziwne piski, śmiech i przerywane warczenie.  
Brunetka weszła żołnierskim krokiem i ponownie stanęła na środku, przyjmując bardzo bojową pozę. David znowu spojrzał na matkę – patrzyła przed siebie, udając zupełną obojętność.
– I co zamierzasz dalej z tym wszystkim robić? – zapytała Lauren, robiąc to tak nieprzychylnie, że Davida aż ciarki przeszły.  
Sophie nerwowo ścisnęła koc i natychmiast uciekła wzrokiem w inne miejsce, wydawała się być przerażona.
– Słucham!

751 czyt.
100%101
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1571 słów i 9323 znaków, zaktualizowała 18 gru 2017.

1 komentarz

 
  • zabka815

    zabka815 · 17 gru 2017

    Super szkoda że taki krótki   Czekam na kolejną część jestem ciekawa jak potoczy się rozmowa między siostrami