Zakręty losu #1

"Szare istnienie" jest jeszcze nieskończone, więc na razie wstawię drugie(też niestety nie całe), a w międzyczasie postaram się coś dopisać. Początek jest, jaki jest, ale akcja się rozkręci.  
Przepraszam czytających, ale zrozumcie - nie da się pisać non-stop jednego, a wymyślanie i bazgranie na siłę zaowocować może kaszanką.
Pozdrawiam!

  OPOWIADANIE PRZEZNACZONE OSOBOM POWYŻEJ 16 LAT!

  
  David wolno popijał piwo i bacznie obserwował dziewczynę. Mierząca sto sześćdziesiąt osiem centymetrów wzrostu, ubrana w ciemne jeansy i białą bluzkę brunetka, siedziała z koleżanką dwa stoliki dalej. W lokalu gościło tylko siedem osób, co na piątek, godzinę 20:00, było zatrważająco małą liczbą.
  Zaledwie pół głowy wyższy od niej, krótko ścięty, 22-letni ciemny blondyn pił dopiero pierwsze piwo, ale od samego przyjścia do lokalu, bacznie przyglądał się rówieśniczce. Znał ją dobrze z widzenia, pracowali w sklepach po przeciwnych stronach ulicy. Nie wiedział tylko, jak ma na imię.
  Przy stoliku, naprzeciw dziewczyn, siedziało dwóch podpitych kolesi, w wieku około 25-ciu, może 26-ciu lat i co chwila je zaczepiali, chamsko się odnosząc:
  – "Hej, mała, zabawimy się?!”. Piątek wieczór, a wy same?! Ej, blondyna! Te balony są prawdziwe?! E tam... ta czarna ma lepsze...” te i wiele im podobnych tekstów od kilku minut wędrowało w stronę koleżanek.
  Chłopak skończył trunek i poszedł po następny. Wyświetlacz jego nieco podniszczonej komórki wskazywał właśnie 20:16. Był umówiony na dziewiątą, lecz przyszedł wcześniej, spokojnie napić się piwa, ale chyba nie tylko...
  Kupił piwo, orzeszki i wrócił na miejsce. Założywszy szeroko nogę na nogę i rozsiadł się wygodnie na barowej kanapie, opierając prawe ramię o oparcie.
  Między kciukiem, a palcem wskazującym tejże dłoni, miał wytatuowanego małego,  
czarnego pająka, którego zrobił sobie w więzieniu, gdy odsiadywał półroczny wyrok za włamanie.
  
  
  Nadal gapił się na młode kobiety, raz po raz zerkając na typków i powoli zajadał orzeszki. Ilość docinek nieco się zmniejszyła, lecz od czasu do czasu jakiś arogancki tekst nadal wyskakiwał z ich ust. David zauważył, że dziewczyny są już zniesmaczone i zmęczone ich zachowaniem.    
  – Hej, chodźcie do nas. Postawimy wam piwo, a potem się pobzykamy! – walnął koleś, siedzący bliżej koleżanek. Ten o wiele częściej się odzywał.
  – Zamkniesz w końcu mordę?! – krzyknął w końcu David.
  Brunetka uśmiechnęła się pod nosem. Też go dobrze znała, widzieli się prawie codziennie, ale nigdy nie zamienili ani słowa. Może domyślała się, że to łobuz...?
  – Pilnuj swego piwka synek i się nie wpieprzaj! – syknął koleś.
  David zamilkł. Chłopak miał w zwyczaju picie dwóch pierwszych piw w trybie natychmiastowych, dlatego więc druga butelka po chwili też już była pusta. Kupił trzecią i zajął miejsce przy tym samym stoliku. Po jego interwencji zaczepki występowały rzadziej, lecz nie zniknęły. Dziewczyna, na którą namiętnie patrzył 22-latek, sporadycznie kierowała w jego stronę skromny uśmiech, lecz on cały czas miał kamienną twarz. Nadal uważnie przysłuchiwał się kolesiom, próbując wyłapać, o czym gadają. Po chwili starszy z nich wyjechał:
  – No chodźcie! Co jesteście takie drętwe?! Nie lubicie facetów, jesteście lewe?! – zaśmiał się gburowato.
  David odstawił piwo i podniósł się z miejsca. Podszedł do ich stolika, oparł na nim dłonie i nachyliwszy się lekko, zapytał:
  – Pytałem, czy zamkniesz w końcu ryj?! Chcę w spokoju posiedzieć i napić się piwa, a nie słuchać twojego smętnego pierdolenia. Te dziewczyny zapewne mają podobne zdanie – zerknął w ich stronę i brunetka ponownie wygięła usta w uśmiechu.
  – Znikaj, szczeniaku – burknął podpity cham.
  – Lepiej, żebym nie musiał drugi raz wstawać – warknął David i odszedł od typów, uderzających w tej chwili lekceważącym śmiechem. Spojrzał na ciemnowłosą dziewczynę – nadal miała bardzo pozytywny wyraz twarzy.  
Jego reakcja raczej nie zrobiła na typkach wrażenia, gdyż siedzieli cicho tylko kilka chwili. Za niedługo ten sam koleś znowu wyskoczył:
  – Te, brunetka, jesteś niezła! Zrobisz mi laskę?! – zarechotał, zadowolony i 22-latka zrobiła dość niecodzienna minę. To chyba ruszyło blondyna, bo za chwilę znów znalazł się przy wesołku i chwyciwszy chama fraki, podniósł go z krzesła. Łupnął nim o ścianę i bez namysłu dołożył z kolana. Facet zgiął się wpół, wydając z siebie cichy jęk. David szarpnął gbura, wyprowadził na zewnątrz i pchnął w stronę budynku. Koleś chciał uderzyć go w twarz, lecz chłopak w mig się uchylił i pełnym impetem huknął typka w lewy bok. Gdy ten znów się pochylił, natychmiast otrzymał potężny cios w twarz. Padł na glebę.
  – Idź do domu – burknął 22-latek i schował się w lokalu.  
  Idąc do stolika zerknął w stronę dziewczyn i zauważył, że uśmiech brunetki zniknął. Spokojnie usiadł na swoim miejscu i chwycił brązową butelkę. Drugi z żartownisiów widząc, że kumpel nie wraca, szybko opuścił pub. Za moment jednak niespodziewanie zajrzał do wnętrza.
  – Oberwiesz za to! – krzyknął.
  David agresywnie się podniósł i typek natychmiast schował głowę z powrotem za drzwiami. Obie dziewczyny w tej chwili wybuchnęły donośnym śmiechem. Chłopak się uśmiechnął i klapnął miejsce.  
  Dochodziła 20:45. Młody facet nie śpieszył się już z piciem, miał przed sobą jeszcze pół nocy. Nadal sporadycznie zerkał na znajomą, gdy ta nagle wstała i podeszła do niego.
  – Choć, przysiądź się do nas – zaproponowała.
  – Sorry, czekam na kumpla, zaraz powinien być. Ale dzięki.
  – Dziękuję, że się za nami wstawiłeś. Mam nadzieję, że go nie pobiłeś – zaśmiała się.
  – Nie ma problemu, nie lubię chamstwa. Nic mu nie zrobiłem, dałem tylko kopa, żeby nie miał trudności z dojściem do domu – oświadczył chłopak, uśmiechając się szeroko.
  Dziewczyna ponownie się rozweseliła.
  – Możemy postawić ci piwo?  
  – Nie pobieram opłat, ale skoro chcecie... – uśmiech się powiększył.
  Brunetka odeszła i zaraz wróciła z dwiema butelkami piwa, które postawiła na stoliku.
  – Ode mnie i od Kim. Chyba takie pijesz.?
  – Tak, ale nie musiałyście...
  – Pewnie, że nie, ale chciałyśmy! Zajdź kiedyś do mnie na kawę, w końcu daleko nie masz.  
  – Nie ma sprawy, jak będę miał chwilę, na pewno zajrzę.
  – Ok, znikam, bo pewnie się niecierpliwi i zaraz posądzi mnie o romans – brunetka głośno się zaśmiała, rozbawiając przy okazji 22-latka. – Miłego wieczoru.  
  – Wzajemnie. I uważajcie na siebie wracając, kurestwa nie brakuje – oznajmił.
  Dziewczyna odeszła, lecz po chwili wróciła.
  – Jestem Amy – wyciągnęła rękę.
  – David – uścisnął jej dłoń i brunetka zniknęła.
  Był pewny, że koleżanki już dyskutują na jego temat, bo od czasu do czasu znajoma spoglądała w jego stronę, operując wyrazem zadowolenia.
  Drzwi się otworzyły i do baru wszedł Chris, nieznacznie wyższy i rok młodszy od Davida, ścięty na jeżyka, ubrany w czarne dresy i ciemną koszulkę brunet. Podszedł do baru, kupił piwo i przyszedł do chłopaka.
  – Cześć – podał mu rękę, siadając obok. – Zmiana planów, odpuścimy hurtownię. Znajomy namierzył Mercedesa i płaci dziesięć tysiaków. Ty potrafisz go otworzyć, ja nie, musimy go tylko do niego dostarczyć. To niedaleko, jakieś półtorej kilometra stąd – wyjechał od razu.
  – Nie mam sprzętu – odparł David.
  – O to się nie martw – powiedział Chris, wyciągając mały wytrych, podobny do pilniczka.
  – Czemu sam go nie zwinie?
  Chris głośno się roześmiał.
  – On nie ukradłby fury nawet, gdybyś dał mu kluczyki do ręki. Ale umie go upłynnić. Ma legalny warsztat i chce to załatwić po cichu. Rano po wózku nie będzie nawet śladu.
  – Za dychę nie warto Jestem na warunku, jak się wpierdolę, pójdę siedzieć.
  – Wytarguję dwanaście.
  – Jaja se robisz?! Nie będę ryzykował za grosze?! Niech nie szuka frajerów, jak da dziesięć procent, to pomyślę – warknął wkurzony 22-latek.
  Dziewczyny z wyraźnym zaciekawieniem obserwowały zaistniałą sytuację.
  – Zaraz zadzwonię – powiedział Chris i wyszedł z lokalu.
  David od razu skierował wzrok na znajomą – uśmiech nie znikał z jej twarzy. Spojrzał na zegarek – 21:20. Piwo mu się skończyło, więc otworzył następne, raz po raz przyglądając się młodej kobiecie. Chris zaraz wrócił.
  – Może dać najwyżej piętnaście, ale musimy to załatwić do 23:00, najpóźniej do północy –  
– zakomunikował.
David nie był szczególnie zadowolony proponowaną stawką, ale zamyśliwszy się chwilę, odparł:
  – Dobra, wypiję piwo i pójdziemy. Kup sobie jeszcze jedno, dopiero wpół do dziesiątej.
  Brunet opróżnił butelkę dość szybko i gdy przyniósł drugą, David był w połowie swojej. Co chwila wzrok uparcie podążał w stronę damskiego stolika, z którego dobiegały coraz głośniejsze chichoty – dziewczyny były już chyba nieco wstawione. Z chwili na chwilę gapił się na brunetkę coraz częściej, bawiąc się swoją niezbyt grubą, srebrną bransoletką, umieszczoną na lewej dłoni. Zamyślony chłopak jakby zapomniał o siedzącym obok przyjacielu.
  – Stary, nie śpij! – szarpnął go Chris i obejrzał się za siebie. – Znasz je?  
  – Jedną. Pracuje naprzeciwko.
  – Przeleć ją, może się w końcu obudzisz?! – zaśmiał się brunet.
  – Zamknij się...
  – Stary, co z tobą? Zabujałeś się? – znowu się roześmiał, ale David nie odpowiedział, tylko podniósł się z miejsca..
  – Idę do kibla. Kończ piwo i pójdziemy – rzekł i po chwili schował się w toalecie.
  Wyszedł z niej po dwóch minutach i stanął nad kumplem.
  – Wypiłeś? To spadamy.
  Chris się podniósł i ruszyli w stronę wyjścia.
  – Trzymajcie się! – rzucił David, przechodząc obok dziewczyn.
  – Wy też!  
  Wsiedli do czerwonej, nieco podniszczonej Toyoty Chrisa i odjechali. Miasto było bardzo duże, więc po trwającej kilka minut podróży, nadal byli w centrum. Młodszy z chłopaków przejechał obok wielkiej, białej, odremontowanej kamienicy i zaparkował po drugiej stronie ulicy.
  – Czemu tu stajesz? – zapytał David.
  Chris spojrzał na zegarek – 22:06.
  – Zobaczysz. Punkt dziesiąta trzydzieści koleś zjawi się pod budynkiem. Ma tu jakąś młodą dupę, a w domu żonę i dzieciaka. Typ po czterdziestce, a wyrwał sobie 25-letnią laskę – zaśmiał się.  
  – Pojebało cię?! Mam kraść gablotę w środku miasta?!
  – Wyluzuj, tu mieszkają prawie sami emeryci. O tej godzinie nikt tu nie łazi. Tylko tu jest mamy szanse na ten wózek. Z domu nie podprowadzisz, bo po pierwsze, chata jest ogrodzona zajebiście wysokim murem, a brama zamknięta, więc i tak do środka się nie dostaniesz. Po drugie, nawet, gdybyś się dostał, to klient parkuje w garażu, a na wejście do niego nie ma szans – oznajmił Chris.
  – Nie jestem przekonany – mruknął 22-latek.
  – Nie będzie lipy, zaufaj mi – uspokajał go przyjaciel.  
  Po chwili zamyślenia David zapytał:
  – Co to za typ?
  – Koleś ma jakąś agencję reklamową, czy coś w tym stylu. Zarabia grubą kasę. Ta dupa ciągnie z niego, jak może. Za samo złoto od niego, które ma na ręce, kupiłbym nowy samochód. Facet w chacie ma jeszcze czarne Porsche, ale rzadko z niego korzysta, raczej żonka.
  Gadali jeszcze kilkanaście minut, gdy po drugiej stronie ulicy zatrzymał się duży, czarny, błyszczący Mercedes, z którego wysiadł mężczyzna w ciemnoszarym garniturze.
  – Jak koleś włączy alarm, to leżymy. Jeśli ma taki, którego nie znam, nie będę umiał go wyłączyć. Jeśli nie rozbroję go w pół minuty, odpuszczam i spadam – powiedział David.
  – Jasne.
  Przez tą chwilową dyskusję przyjaciele w konsekwencji nie zwrócili uwagi, czy koleś uruchomił alarm, czy nie. Biznesmen wszedł do klatki i po chwili na drugim piętrze zapaliło się światło.
  – Patrz, zaraz zgaśnie, oni od razu przechodzą do rzeczy – zaśmiał się Chris i rzeczywiście – po chwili w oknie zapadła ciemność.
  – Masz coś do cięcia? – zapytał David.
  Zaraz dostał małe szczypce i srebrny wytrych.
  – Dobra, idę. Jak odpalę silnik, ruszaj w stronę warsztatu, pojadę za tobą – rzucił i wysiadł z auta.
  Chris odjechał i zatrzymał się kilka metrów przed Mercedesem. David podszedł do limuzyny, rozejrzał się wkoło, włożył wytrych do zamka i po chwili otworzył drzwi. Od razu rozległo się głośne wycie. W mig wsiadł za kółko, wyrwał deskę rozdzielczą, wyjął masę splątanych kabelków i zaczął w nich przebierać. Robił to już dobre kilkanaście sekund, a alarm wył na całą ulicę.
  – Kurwaaa! – krzyknął rozgorączkowany, nadal szukając odpowiedniego.  
  W końcu znalazł niebieski, błyskawicznie przeciął i zapadła cisza. Natychmiast odpalił silnik i ruszył agresywnie w stronę Toyoty, która stała już na skrzyżowaniu.  

  Jechali dość szybko, dopiero, gdy trzy ulice dalej skręcili w lewo, zwolnili. Niedługo potem dotarli pod warsztat. Chris zaparkował przy chodniku, a David przed wjazdem do zakładu. Po chwili brama się otworzyła, chłopak wprowadził samochód do środka, po czym zamknęły się za nim opuszczane drzwi. Zaraz we wnętrzu pojawił się też jego kumpel i David wysiadł z wozu. Przywitał ich wąsaty facet z brzuszkiem, mający około pięćdziesięciu lat. Zaczął krążyć wokół Mercedesa, oglądając go z każdej strony.
  – Piękny wóz – oznajmił. – Były jakieś problemy? – zapytał Chrisa.
  – Żadnych.
  – Poczekajcie – rzucił i wyszedł do drugiego pomieszczenia.  
  Po chwili wrócił ze sporym zwitkiem banknotów.
  – Mam tylko dziesięć tysięcy, nie trzymam tu więcej kasy. Przyjedźcie jutro w południe, dorzucę pięć – oświadczył, podając Chrisowi pieniądze.
  – Że co...?! – wyskoczył David. – Masz nas za idiotów?! Miało być piętnaście i nie było mowy, że jutro! Odstawiam wóz! – oświadczył wkurzony i chciał wsiąść do limuzyny.
  – Poczekaj... – facet złapał go za ramię. – Nie chcę was oszukać, Chris zna mnie od dwunastu lat. Wcześniej proponowałem dychę, dlatego tylko tyle miałem w sejfie. Chris zadzwonił do mnie w ostatniej chwili, nie miałem kiedy zajechać do domu po pieniądze.
  David spojrzał na przyjaciela.
  – Luke jest w porządku, jutro zapłaci – powiedział brunet.  
  – Dobra, niech będzie – starszy chłopak ustąpił i po chwili opuścili z kumplem warsztat.
  Od razu podzielili się zarobkiem i piętnaście minut później młodszy z chłopaków zatrzymał swoje auto w dość nieciekawej dzielnicy, zaraz za centrum. David podał mu rękę i opuścił pojazd.
  – Jutro po pracy podrzucę ci te kolczyki, zapytasz gościa, czy chce. Czterysta dolców to chyba nie niewygórowana cena, a ja czekać nie będę, nie mogę trzymać w domu gorącego towaru. Jeśli nie weźmie, sam je sprzedam – rzucił jeszcze przez szybę i udał się do odrapanej kamienicy. Zbliżała się północ.
  Wszedł do środka i poszedł w lewo, do pierwszych drzwi na parterze. Za chwilę był już w niewielkim mieszkaniu.  
  Po lewej stronie od wejścia znajdował się mały pokój chłopaka, następnie takiej samej wielkości kuchnia, a naprzeciw drzwi wejściowych, na samym końcu małego korytarza, łazienka. Z prawej natomiast było wejście do dość dużego salonu, który prócz regału przy lewej ścianie, telewizora pod oknem, znajdującym się naprzeciwko drzwi, kanapy i stolika po prawej, nie posiadał nic. Po wejściu do owego pokoju, od razu na prawo, były drzwi do jeszcze jednego pomieszczenia i to tam od razu udał się David.  
  Pokój był wąski i długi. Na całym obszarze podłużnego, żółtego dywanu, porozwalane były jakieś maskotki, książki i masa niedokończonych rysunków oraz kredek. Spojrzał na łóżko – ośmioletnia dziewczynka, imieniem Lilly, spała sobie w najlepsze. Zamknął drzwi i wrócił do salonu. Zabrał stojącą na stoliku, pustą butelkę po winie, nakrył kocem śpiącą matkę i poszedł do kuchni, zjeść kolację. Gdy zajrzał do chlebaka i zobaczył w nim trzy ostatnie kromki chleba, od razu pomyślał o siostrze, zostawił więc pieczywo i zniknął w swoim pokoju. Odsunął łóżko i wyjął z podłogi drewnianą klepkę. Wziął z zarobku sto dolarów, po czym wyjął złote, podłużne, zrobione ze złączonych kuleczek sznureczki, o długości około czterech – pięciu centymetrów. Resztę kasy schował do dziury w podłodze, umieścił klepkę na miejscu i zasunął pryczę. Rozebrał się do bokserek i walnął na łóżku, nakrywając cienką kołdrą. Był zmęczony, więc zasnął bardzo szybko.
  
  Obudziło go szarpanie za rękę. Otworzył oczy i zobaczył stojącą nad nim Lilly.
  – Coś złego mi się śniło, mogę spać z tobą? – zapytała, wystraszona. David spojrzał za zegarek – 3:28.
  – Właź – odchylił kołdrę i gówniara położyła się obok. Objął małolatkę, która od razu przytuliła się do brata i za moment znowu spał.
  
  Oprzytomniał, jak rozkrzyczał się budzik, nastawiony na 8:30. Lilly zniknęła z jego łóżka, więc domyślił się, że nad ranem matka kazała jej wrócić do siebie. Wstał, wziął z szuflady czystą bieliznę i zniknął w łazience. Wyszedł po kilku minutach w ciemnoszarych, luźnych bojówkach i białej koszulce. Reszta domowników jeszcze spała. Włączył wodę i zasypał kawę. Z trzech kromek chleba zrobił tosty, które posmarował masłem orzechowym i marmoladą. Postawił kanapki na stole, zalał napój, nałożył czarne adidasy i wyszedł z domu.
  Sklep znajdował się w sąsiednim budynku, więc David w nim był w okamgnieniu. Wziął dwie butelki mleka, pieczywo, nowy słoik masła orzechowego, dwa opakowania szynki i dużą Coca-Colę i po chwili był już w domu. Rozpakował zakupy i wziął się za robienie kanapek. Gdy smarował drugą kromkę do kuchni weszła Sophie, 43-letnia, wyższa od niego o pół głowy, ciemnowłosa matka chłopaka.  
  – Cześć synku – ucałowała go w czoło.
  – Nie miałaś czasu zrobić wczoraj zakupów? – syknął od razu.
  – Dopiero po ósmej skończyłam pracę i zapomniałam. Żebym wiedziała, że nic nie ma, to bym coś kupiła.
  – Ale o wypiciu całej butelki wina nie zapomniałaś?
  – David, przecież to tylko wino. Wiesz, że nie piję, żeby się upić.
  – Tak... Na pewno jesteś trzeźwa po całej butelce.
  – Ale pijana też nie jestem! – wzburzyła się kobieta.
  Chłopak zamilkł i kończył robić śniadanie. Wykonał dwie składane kanapki, nalał kawy i wziął się za posiłek.
  – Zrobiłeś zakupy, dziękuję – usłyszał od Sophie.
  Nadal milczał.
  – Podwieziesz Lilly do szkoły? Ma basen i jakieś zajęcia plastyczne do 16:00.
  – Nie mogę, idę do pracy.
  – Dopiero na 10:00, mała też. Zdążysz. Możesz ją zawieźć wcześniej.
  – Stary po nią dziś przyjedzie?
  – Tak, o 18:00.
  – Nie chcę, żeby ona u niego nocowała. Ta jego młoda suka buntuje ją przeciw tobie, wiesz o tym?
  – Przestań...
  – Co przestań?! Wypytywała ją, czy pijesz i gdzie pracujesz, a mała wszystko mi powiedziała! Masz szczęście, że masz inteligentną córkę i ładnie jej nakłamała. Przestań chlać i odbierz mu prawa, to z jego winy się rozstaliście! – huknął.
  – Ale Lilly chce się z nim spotykać.
  – W takim razie się dogadajcie, niech się spotyka, ale bez obecności tej szmaty. Rozumiesz?! – rzucił rozdrażniony chłopak.
  – Dobrze, nie denerwuj się, porozmawiam z nim.
  David spojrzał na zegarek – 9:06.
  – Ma na 10:00 i jeszcze nie wstała? Ja czekać nie będę, za pół godziny wychodzę.
  Matka zniknęła z pomieszczenia. Po chwili małolata przemknęła przez korytarz i schowała się w łazience. Niedługo potem wyszła ubrana w ciemne jeansy i zieloną bluzkę, po czym usiadła przy śniadaniu.
  – Za słabo przypiekłeś tosty i za mało marmolady – wyskoczyła od razu, chwyciła słoik i dołożyła trochę na kanapki.
  Chłopak uśmiechnął się pod nosem, wstał, nalał mleka do szklanki i postawił przed siostrą.
  – Chcę coli –zakomunikowała, gdyż już wyczaiła butelkę w lodówce.
  – Wypijesz mleko, dostaniesz napoju.  
  Małolatka w mig pozbyła się białego płynu.
  – Dawaj coli! – rozkazała.
  – Nie mam, żartowałem!
  – Masz, widziałam w lodówce.
  – To nie moje, nie mogę otworzyć.
  Lilly nie prosiła więcej, tylko sama sięgnęła do lodówki i wyjęła butelkę. Chłopak się roześmiał, bo dwulitrowy napój wydawał się być olbrzymi w jej małych rączkach. Był jeszcze fabrycznie zamknięty, więc gówniara mimo usilnych starań, nie dała rady go otworzyć, czym jeszcze bardziej rozbawiła brata. Po kilku chwilach zauważył jednak, że dziewczynka już mało nie płacze, zabrał więc jej napój, odkręcił i wlał całą szklankę. Sophie ponownie pojawiła się w kuchni.  
  – Dzisiaj znowu pracuję do 20:00, ale już ostatni dzień tak długo. Co będzie z Lilly? O 16:00 trzeba ją odebrać albo ze szkoły, albo z autobusu – powiedziała.
  – Dziś skończę pewnie wcześniej, to ją odbiorę, jak mi John nie zabierze samochodu.  
  
  David nie miał swojego auta, pracował, dostarczając zakupy i robił to srebrnym pickupem szefa. Mężczyzna pozwolił mu też korzystać z wozu na co dzień, ale ze benzynę chłopak płacił już sam. Czasami jednak John zabierał mu auto, gdy potrzebne było jego synowi, choć to przez pół roku zatrudnienia zdarzyło się tylko dwa razy.

  – A jak nie będziesz miał samochodu? – dopytywała się zaniepokojona kobieta.
  – Poradzimy sobie, nie? – spojrzał na siostrę, która bawiła się słomką w coli,  
dmuchając w nią i buszując napój w szklance.
  – Widzę, że cola ci nie smakuje. Więcej nie dostaniesz – rzekł chłopak.
  – Smakuje – mruknęła Lilly.
  – Kończ i jedziemy, już wpół do dziesiątej – rzekł 22-latek i poszedł do siebie.
  Wziął biżuterię, kluczyki z biurka, narzucił na siebie ciemnobrązową, cienką koszulę i stanął w korytarzu. Po chwili małolatka, ubrana już w białe adidasy, zjawiła się obok. Po chwili byli już w drodze.
  – Potrzebny mi nowy blok i farby – oznajmiła ni z tego ni z owego Lilly.
  – Dopiero teraz mówisz?!
  – Zapomniałam..
  Chłopak zatrzymał się przy pierwszym, większym sklepie i wszedł z siostrą do środka.  
  – Wybieraj, co ci trzeba, tylko migiem. Już późno – oznajmił.
  Wzięła farby, pędzelek, duży blok, ołówek i gumkę.
  – To wszystko? Czy w poniedziałek znowu powiesz, że czegoś nie masz?
  – To już wszystko.
  Zapłacił i ruszyli w dalszą drogę. Już pod szkołą David dał gówniarze dziesięć dolarów.
  – Masz, kupisz sobie coś do jedzenia. Nie miałem czasu ci zrobić.
  – Dzięki.
  – Przyjadę po ciebie o czwartej, więc nie wracaj autobusem. Mogę się spóźnić kilka minut, więc czekaj spokojnie pod szkołą i nigdzie nie odchodź, jasne?
  – Tak.
  – Dobra, zmykaj, spóźnię się do roboty.
  Małolata wytaszczyła plecak z Nissana i poszła w stronę budynku. Chłopak poczekał, aż wejdzie do środka i odjechał. Kwadrans później był pod sklepem. Akurat dochodziła 10:00. Od razu spojrzał na otwarte drzwi marketu, znajdującego się po drugiej stronie ulicy, ale zaraz wszedł do swojego.
  – Cześć Paul. Dużo zamówień? – przywitał syna szefa, który pracował tam jako sprzedawca.
  Był o sześć lat starszy i bardzo wysoki, miał około stu dziewięćdziesięciu centymetrów wzrostu.
  – Cześć. Zaraz ci powiem – uśmiechnął się i wlepił nos w kartki, leżące na ladzie. – Dwanaście osób, w tym babcia Betty, która zachorowała. Dzwoniła i była wściekła, że nie może sama przyjechać. Zresztą znasz ją, wiesz, że lubi osobiście załatwiać sprawy, żeby nie posądzili jej o to, że jest stara. Znów nakarmi cię szarlotką – zaśmiał się.
  – To bardzo dobrze, bo robi znakomitą. I nie jest wcale taka stara, ma 76 lat, jeszcze długo pociągnie – rozweselił się David.
  – Zwłaszcza z jej charakterem... – dodał Paul i obaj się roześmiali.
  – Już spakowane? – zapytał 22-latek.
  – Godzinę temu otworzyłem i zdążyłem tylko odebrać i spisać zamówienia. Zaraz to zrobię.  
  – Potrzebny ci dziś wóz?
  – Nie, a o co chodzi?
  – Muszę odebrać gówniarę ze szkoły, a nie mam ochoty jechać taksówką. Daj, pomogę ci – David wziął jedną z kartek, torbę i poszedł na sklep.
  Zapełnił ją towarami, spisanymi na świstku, przyczepił do niej niebieską, mniejszą karteczkę z nazwiskiem i adresem i zaniósł na pakę Nissana. Wrócił, wziął kolejną i powtórzył czynności. Gdy wyszedł, zauważył, że znajoma brunetka kłóci się z jakimś chłopakiem, krzycząc na niego. Obok sklepu stał dostawczy samochód, a na ziemi duży karton z chipsami. Wyglądało to tak, jakby koleś przeszkodził dziewczynie w noszeniu towaru do środka.  
  Patrzył chwilę na te wrzaski i wrócił do marketu. Wziął kolejne przygotowane już zakupy, zaniósł do auta i postawił obok wcześniejszych. Znowu skierował wzrok na kłótnię – Amy wyglądała na wściekłą. Krzyczała coś przez chwilę, po czym odwróciła się i chciała odejść, lecz chłopak chwycił ją za ramię, pociągnął do siebie i znów zaczął coś mówić. Wyrywała się, ale mocno ją trzymał, nie pozwalając jej się oddalić. Szarpała, próbując uwolnić, ale nie ustępował.
  David przyglądał się temu jeszcze chwilę, po czym ruszył na drugą stronę ulicy i podszedł do awanturników.
  – Jakiś problem? – spojrzał na brunetkę, którą stręczyciel puścił, gdy chłopak się przy nich pojawił.
  – Tak! On nie chce dać mi spokoju! – krzyknęła Amy, dość mocno już zdenerwowana.
  – Mam rozumieć, że nie życzysz sobie jego towarzystwa?  
  – Tak!  
  – Idź stąd i daj jej pracować – zwrócił się do typka, który był mniej więcej w ich wieku.
  – A kim ty jesteś, że będziesz mi mówił, co mam robić?! – uniósł się koleś.
  – Ona nie życzy sobie twoich zaczepek, więc zrób w tył zwrot i znikaj! – powiedział David, tym razem bardziej szorstko.
  – Pogadamy jeszcze! – burknął gość, wystawiwszy palec, odwrócił się i odszedł.
  – W porządku? – zapytał znajomą.
  – Tak, dziękuję ci. Nie odwaliłby się, gdybyś nie przyszedł – odparła, nieco przygaszonym tonem.
  – Muszę wracać do pracy. Jakby znów cię zaczepiał, krzyknij przez ulicę – rzucił 22-latek i ruszył do swojego sklepu.
  – David! – usłyszał zaraz.
  Odwrócił się.
  – Przyjdź o 14:00, zjesz coś ciepłego!  
  – Jak nie będę miał roboty, to przyjdę! – odparł.
  Wszedł do marketu i zobaczył następne spakowane torby, które po kolei zaniósł do wozu. Wsiadł za kółko i spojrzał na kartkę z adresami, po czym odpalił i ruszył w głąb miasta. Nie był szczególnie zadowolony, gdyż na kartce widniało nazwisko "Stevens”, a on nie miał ochoty na spotkanie z ich córką, która notorycznie próbowała go chyba uwieść. Tą dostawę zostawił sobie na koniec, przed starszą babcią.

3 087 czyt.
100%62
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 4612 słów i 27556 znaków, zaktualizowała 20 gru 2017.

2 komentarze

 
  • VeryBadBoy

    VeryBadBoy · 13 sty 2018

    Właściwie nie czytam opowiadań w takich kategoriach...polecane mi były trzy z innej tej autorki. . Ale...cholera, bardzo wciągające. Jedyny zgrzyt, jaki poczułem, czytając, to akcja w barze. Trudno mi było uwierzyć, że drugi z kolesi spokojnie siedział, jak jego kumpla okładają, szczególnie że po alko jednak odwagi nie powinno brakować. Ale to detal.

  • Fanka

    Fanka · 26 sie 2017